Dziś w ofercie 125 219 pozycji
Recenzje:
Co kryją jej oczy
Autor: LaserMousy
"Co kryją jej oczy" Sarah Pinborough
Małżeństwo z problemami i ona... Jego sekretarka, jej przyjaciółka a zarazem kochanka jej męża. Czy ten trójkąt ma szanse i jak się to wszystko skończy. Thriller psychologiczny z zaskakującym zakończeniem, po którym ja osobiście miałam pustkę w głowie a szczękę zbierałam z ziemi. Książka bardzo powoli buduje napięcie ale z każdą stroną tajemnica i intrygi są dawkowane w taki sposób, że nie można się oderwać od lektury. W pewnym momencie napięcie jest już w takim punkcie, że moje serce zaczęło bić szybciej i tak już zostaje do samego końca. Jak już myślisz, że wiesz co, jak, z kim, gdzie i dlaczego jest zakończenie... Piorunujące! Polecam z czystym sumieniem. Jak zawsze wydawnictwo Pruszyński i S-ka mnie nie zawiodło i wydało kolejną świetną książkę.
Nic do stracenia Początek
Autor: Kraina Książką Zwana
Jeśli chodzi o książki ukazujące się nakładem wydawnictwa HarperCollins Polska, to w ostatnim czasie w moje ręce trafiały głównie thrillery. Teraz postanowiłam spróbować z czymś spokojniejszym, delikatniejszym. Sięgnęłam po powieść obyczajową, wobec której miałam dość wysokie oczekiwania, choć pióra autorki jeszcze nie poznałam. Jaka okazała się być pierwsza część nowego cyklu?

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem.Wyjątkowy wieczór szybko się kończy,a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło. Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka.Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą. Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. [opis wydawcy]

Nazwisko autorki bardzo często pojawiało mi się przed oczami, głównie za sprawą jej powieści Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno. Niestety nie było mi dane poznać tej historii, jednak po bardzo pozytywnych opiniach wiedziałam, że muszę poznać twórczość pisarki. Padło na jej najnowszą książkę Nic do stracenia. Początek. Czy to był dobry wybór, zaczynać właśnie od tej historii?

Właściwie nie do końca wiem, co Wam o tej pozycji napisać. Podczas jej lektury czułam się, jak na emocjonalnej huśtawce, albo karuzeli, która raz szalenie szybko pędziła do przodu, mając po drodze wiele nagłych zawirowań, a następnie zatrzymywała się i wolnym tempem ruszała w tył. Mógłby to być niezły rollercoaster, lecz gdzieś po drodze chyba pogubił część śrubek.

Historia zaczyna się naprawdę mocnym akcentem, zwiastując dużą dawkę wrażeń i niezapomnianych emocji. Gdyby w takim stylu pociągnięta była całość, byłaby to jedna, z najlepszych książek jakie ostatnio poznałam i z całą pewnością najlepsza z gatunku new adult. Właśnie, byłaby. Coś po drodze nie do końca zostało przemyślane, gdzieś zabrakło tego czegoś, co utrzymało by poziom przez całą treść. Cóż to mogło być?

Po raz kolejny Annę spotykamy kilka lat później, kiedy to dowiadujemy się, że Carter przez 10 miesięcy przetrzymywał ją, bił i gwałcił. To okrutne doświadczenie odbiło się na jej psychice. Jest bojaźliwa i co nie jest niczym dziwnym - nie ufa mężczyznom, których trzyma na dystans. Mocny początek i chęć poznania ogromnych emocji, jakie towarzyszą bohaterce, ponieważ ciągle jest ona nękana. Boi się dotyku nawet najbliższych jej osób. Pewnego dnia Anna zyskuje prywatnego ochroniarza - Ashtona, który jest agentem SWAT. Zapowiadało się do tego momentu coraz ciekawej i naprawdę byłam ogromnie ciekawa dalszych scen.

Spodziewałam się, że Anna będzie sprawiać swojemu ochroniarzowi jakieś problemy. W końcu to młody facet, od których dziewczyna zdecydowanie trzymała się na dystans. Okazuje się jednak, że między tą dwójką bardzo szybko nawiązuje się nić porozumienia, pomimo wszelkich problemów, jakie ma ze sobą Anna. Rozumiem, że Ashton mógł robić naprawdę dobre wrażenie i przyciągać do siebie ludzi. Nie rozumiem jednak, jak osoba tak pokrzywdzona jak nasza bohaterka może po trzech dniach znajomości pójść z nim do łóżka. Niestety jest to brak konsekwencji wobec zachowania młodej dziewczyny. Osoba, która przeżyła coś tak okrutnego zdecydowanie dłużej powinna przekonywać się do obcego, młodego mężczyzny biorąc pod uwagę, że stroniła od dotyku nawet najbliższych jej osób. Ten proces powinien znacznie dłużej trwać i niestety, ale właśnie to sprawiło, że moja ocena będzie znacznie niższa niż mogłaby być.

To, co trzeba na pewno przyznać autorce, to umiejętność utrzymania odpowiedniego napięcia pomiędzy bohaterami, a co przez to wynika, również pomiędzy książką, a czytelnikiem. Kirsty Moseley co jakiś czas podrzuca intrygujące wątki, które sprawiają, że chce się czytać i nie sposób odłożyć książki na bok. Po drodze jednak przypominamy sobie również o niekonsekwencji względem głównej bohaterki i jej lekkomyślności, jednak cała reszta stara się wyprowadzić tę powieść na wyższą półkę.

Z czystym sumieniem mogę również stwierdzić, że pisarka ma bardzo przyjemny i lekki styl, dzięki któremu przez książkę szybko się mknie. Autorka przedstawia historię w sposób prosty i zrozumiały podrzucając nam dodatkowo garść emocji, które podsycają napięcie. Czyta się z całą pewnością przyjemnie, więc gdyby nie usterka, o której już pisałam, książka byłaby naprawdę rewelacyjna. Niestety zabrakło mi tutaj jeszcze jednej rzeczy - mocnego zakończenia, po którym nie mogłabym się doczekać kontynuacji dwutomowej serii. Troszkę się zawiodłam, ale chętnie sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy bohaterów. Chętnie również poznam poprzednie dzieła autorki, które tak bardzo były zachwalane. Może w tamtych lepiej się odnajdę? Oby!

Nic do stracenia. Początek to z całą pewnością materiał na rewelacyjną książkę. Napisana przyjemnym i prostym językiem, okraszona sporą dawką emocji zachęca do poznania losów młodych bohaterów. Dla wnikliwych czytelników postępowania Anny mogą być sprzeczne, jednak ocenę pozostawiam Wam. Czyta się przyjemnie i szybko, a dzięki rosnącemu napięciu ciężko tę książkę odłożyć na półkę.
Biegacz
Autor: Kto czyta nie pyta

Bogdan postanowił zacząć biegać, bo przecież kiedyś w końcu trzeba o siebie zadbać. Nie było to dla niego prostym przeżyciem - walka z oddechem i piwnym brzuszkiem nie mogła być przecież prosta. Sytuację najbardziej komplikuje jednak to, że tytułowy biegacz kogoś widział podczas swojej próby polepszenia formy, a jego spostrzeżenia mogą okazać się nie tylko istotne, ale również niebezpieczne...

Bogdan Popiołek podejmuje decyzję, by pójść na policję i opowiedzieć wszystko co widział, gdyż okazuje się, że mijany przez niego podczas biegu mężczyzna został wkrótce po tym zamordowany. Policja traktuje go pogardliwie, więc mężczyzna postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i poprowadzić własne śledztwo. Co z tego, że wcześniej nie znał tego sprawnie biegającego dziennikarza? Szczerze mówiąc trochę zazdrościłam bohaterowi tej detektywistycznej przygody! Sama z radością rozwiązałabym jakaś zagadkę, chociaż wolałabym uniknąć narażania życia... Bohater jest stuprocentowym amatorem, więc łatwo się wczuć w jego sytuację i razem z nim próbować dotrzeć do prawdy, poznając coraz bardziej zaskakujące sekrety zamordowanego Jana.

W Biegaczu zabrakło mi przede wszystkim wątków obyczajowych. Nie wiem, jak Wy, ale ja potrzebuję, żeby w książce działo się coś więcej, niż tylko rozwiązywanie wątku kryminalnego. Lubię, kiedy mogę poznać relacje między bohaterami, bo wtedy bardziej się wczuwam w fabułę. Poza tym jednak książkę czyta się szybko i lekko. Autor na szczęście ma lekkie pióro i poczucie humoru, więc książka po prostu sprawia przyjemność. Fabuła co prawda nie była szczytem moich marzeń, ale to raczej ze względu na tematykę, która jest mi zupełnie obca. Duży plus za nawiązania do historii - dzięki temu możemy sobie trochę odświeżyć wiedzę o naszym kraju.
Jeżeli macie ochotę na zabawę w detektywów i ciekawą intrygę, to książka na pewno Wam się spodoba. Coś czuję, że autor nie poprzestanie na tej jednej książce!
Rosół z kury domowej
Autor: Madziuchna84
Super książka. Czytało się z zapartym tchem. I wciąż chciało się więcej. Polecam każdemu kto przy lekturze chcę się zrelaksować i pośmiać.
Rowerem po Amazonce
Autor: Karol
Polecam. Książka nie tylko dla miłośników literatury podróżniczej. To opowieść nie tylko o przemierzaniu rzeki. Amazonka - skądinąd świetnie opisana - jest czymś w rodzaju sceny, na której rozgrywają się komedie i dramaty braci. Do tego wątki wspomnieniowe wplecione przez autora, pierwszego człowieka, który przepłynął Amazonkę dopełniają całości.
Szczerze zachęcam do lektury.
Chłopak z innej bajki
Autor: Książki Milki
"Chłopak z innej bajki" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kasie West. Już od dłuższego czasu byłam ciekawa tej autorki, głównie dlatego, że czytałam wiele pozytywnych opinii na temat jej książek. Postanowiłam przekonać się na własnej skórze czy uwielbiana przez czytelników Kasie West podbije również moje serce. Gdy tylko powieść trafiła w moje ręce, postanowiłam nie zwlekać i od razu zabrałam się za czytanie. Jakie wrażenie zrobiła na mnie historia głównych bohaterów? Czy autorka zachęciła mnie do siebie na tyle, że sięgnę po jej kolejne książki? Zapraszam was do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, w której z pewnością znajdziecie wszelkie potrzebne informacje.

Caymen ma tylko siedemnaście lat, ale już zdążyła przekonać się, że nie można ufać bogaczom. Sama nie posiada zbyt wielu pieniędzy, po szkole pomaga mamie w sklepie z porcelanowymi lalkami, który ma niemałe kłopoty finansowe. Pewnego dnia do sklepu trafia Xander i choć niewątpliwie jest przystojny i na swój sposób uroczy to już na pierwszy rzut oka widać, że jest obrzydliwie bogaty, co niemal od razu przekreśla go w oczach Caymen. Wkrótce okazuje się, że młodzi odnajdują wspólny język, jednak dziewczyna jest pewna, że zainteresowanie chłopaka nie potrwa długo. Czy bohaterka przełamie swoją niechęć do bogaczy i pozwoli Xanderowi zbliżyć się do siebie?

Fabuła książki jest niewątpliwie mocno przewidywalna, a występujące w niej wątki często pojawiają się w wielu powieściach młodzieżowych. Pomimo tego, sposób w jaki Kasie West opisuje wszystkie wydarzenia sprawia, że nie można oderwać się od czytania tej powieści. Absolutnie nie przeszkadzała mi trochę oklepana treść, a wręcz byłam szczęśliwa, że poznając "Chłopaka z innej bajki" mogę się całkowicie zrelaksować i zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości. W książce zdecydowanie przeważają dialogi, co sprawia, że czyta się ją niezwykle szybko. Dodatkowo autorka nie zaprząta sobie głowy zbędnymi opisami i skupia się na wydarzeniach, które następują po sobie w bardzo szybkim tempie.

Bohaterowie są schematyczni, ale w miarę dobrze przedstawieni. Zarówno Caymen jak i Xander to postacie bardzo charakterystyczni, a ich rozmowy mogą doprowadzić czytelnika od napadów niekontrolowanego śmiechu. Według mnie to idealnie dopasowana para, której od samego początku po cichu kibicowałam. Caymen i Xander wzbudzają sympatię i chociaż czasami zachowują się skrajnie nieodpowiedzialnie, pokochałam ich całym sercem. Czytanie ostatnich stron tej książki sprawiło mi trochę smutku, ponieważ zdecydowanie nie chciałam się z nimi rozstawać.

Autorka posługuje się bardzo prostym i przejrzystym językiem, dzięki czemu powieść czyta się w dosłownie błyskawicznym tempie. "Chłopak z innej bajki" to książka mało ambitna, ale spełniająca szereg innych warunków, które cechują dobrą lekturę. Dzięki tej pozycji na mojej twarzy wielokrotnie pojawiał się uśmiech, a losy głównych bohaterów wprowadziły mnie w wyjątkowy nastrój. Kasie West posiada niesamowicie lekkie pióro, które idealnie nadaje się do tworzenia powieści dla młodzieży. Moje pierwsze spotkanie z tą autorką wypadło znakomicie i jestem pewna, że moja przygoda z jej twórczością dopiero się zaczęła.

Podsumowując - "Chłopak z innej bajki" to powieść na pozór mocno schematyczna i przeciętna, ale jednocześnie posiada w sobie coś takiego, co nie pozwala odłożyć jej na półkę. Jestem zaskoczona, że tak zwykła i lekka książka z takim impetem wtargnęła w moje serce i nie zamierza z niego wyjść. Myślę, że nie będę przesadzać jeśli stwierdzę, że zakochałam się w twórczości Kasie West i już nie mogę doczekać się naszego kolejnego spotkania. Jeśli szukacie niewymagającej lektury, a przy tym wywołującej mnóstwo emocji - "Chłopak z innej bajki" zdecydowanie powinien spełnić wasze wymagania.
Trening Twórczego Myślenia  Część 3
Autor: Nauka to też sztuka
Teraz rzeczywistość stawia przed nami coraz więcej wymagań. Teraz już nie wystarczy po prostu skończyć studiów i potem do końca życia pracować w zawodzie. Dzisiejszy świat jest dynamiczny i wymagający nie tylko wiedzy i umiejętności, ale właśnie kreatywności! Wiedzę możemy sprawdzić w internecie, umiejętności często są bezwartościowe, bo pracę ludzkich rąk zastępują maszyny, więc największą wartość ma teraz umiejętność dostosowania się do nowych warunków. Między innymi to ćwiczymy w Treningu.. ..

Szczerze mówiąc, jestem zachwycona tą książką, gdyż nie tylko uczy kreatywności, ale także budzi do zainteresowania światem, zachęca do pokonywania własnych barier, wychodzenia poza schemat. W tej książce piszemy, rysujemy, wymyślamy, tworzymy, bawimy się świetnie i jednocześnie rozwijamy! Czego chcieć więcej?

Książka ma wygodną formę bloku, dzięki czemu możemy po prostu wydrzeć interesującą nas stronę. Dodatkowo na końcu znajdziemy zestaw naklejek, które zawsze sprawiają dzieciom wielką radość.

Największą zaletą książki jest różnorodność zadań. Część z nich wymaga elastyczności myślenia, część logicznego myślenia, a jeszcze inne koncentracji czy wyobraźni. Ja najbardziej lubię rebusy (również takie, które musimy sami wymyślić), tworzenie nowych wyrazów, mając ich pierwsze sylaby i znajdowanie rymów. Jest to zatem trening nie tylko twórczego myślenia, ale również innych, równie przydatnych rzeczy. Książkę "przetestowałam" na swoich bratankach i pozornie proste zadania sprawiały im czasem trudność... Ważne jest jednak to, że z radością podejmowali nowe wyzwania i prześcigali się w niesamowitych pomysłach na dokończenie zdań. Książka jest więc nie tylko przydatna, ale również przyjemna i dająca satysfakcję. Przy niektórych pytaniach trzeba się zastanowić... Na przykład: Po czym poznać, że człowiek jest szczęśliwy?

Wielkie brawa dla Danuty Klimkiewicz za stworzenie książki dostosowanej do dzieci, ich zainteresowań i stawianych przed nimi wymagań. Do tej pory znałam autorkę jedynie z "logopedycznej" strony i te książki do terapii mowy również bardzo lubię i stosuję w pracy.
Gorąco polecam tę książkę zarówno rodzicom jak i terapeutom. Pokażmy dzieciom, jak wyjść poza schemat i poradzić sobie w szybko zmieniającej się rzeczywistości! Jestem pewna, że będziecie zaskoczeni tym, jak wiele twórczości mają w sobie dzieciaki - wystarczy ją po prostu obudzić...
Piranie!
Autor: Nauka to też sztuka
Znana z telewizji legendarna wyspa San Escobar naprawdę istnieje! Jest na niej Carlos, a my musimy dbać o to, by nie wpadł do wody pełnej piranii, a raczej żeby do niej wpadł, ale… nie w naszej kolejce!

Piranie to wesoła gra familijna o bardzo prostych zasadach. Przegrany jest tu tylko jeden - ten, kto jako pierwszy zmoczy biednego Carlosa trzy razy i narazi go na bliski kontakt z piraniami. Pozostali gracze mogą wtedy świętować zwycięstwo!

Carlos na początku gry grzecznie stoi na polu oznaczonym palmą i czeka na polecenia wydane przez graczy za pomocą kart. Każdy z graczy dostaje zestaw kart, które pozwalają na sterowanie ruchami Carlosa oraz pieńki, które mu to umożliwiają. Jednocześnie wybieramy jedną z kart, która oznacza ruch o określoną liczbę pól w konkretną stronę, jednak ukrywamy ją przed pozostałymi graczami. Cała zabawa polega bowiem na tym, żeby Carlos wpadł do wody, ale… nie w naszej kolejce! Wtedy przeciwnik dostanie punkty karne w postaci piranii. Carlosa możemy wrzucić do wody na parę sposobów: gdy zabraknie nam pieńków, wejdziemy na pole z piranią lub przekroczymy linię lądu.

W dwie osoby również gra się wspaniale, choć na nieco innych zasadach, bo zamiast jednej karty ruchu, musimy przed sobą położyć dwie (rewersem do góry), a później kolejno odkrywać po jednej karcie. Bez względu na ilość graczy Piranie sprawiają wiele radości i wymagają odrobiny taktycznego myślenia i mądrego zarządzania pieńkami, których w każdej rundzie mamy ograniczoną ilość.

Brawa dla Naszej Księgarni za piękne i porządne elementy gry! Plansza solidna i nawet z drugiej strony zachwycająca, a pieńki i piranie wykonane z grubej tektury, dzięki czemu będą służyć przez długi czas. Na pochwałę zasługuje również jasno napisana instrukcja. Szczerze mówiąc najbardziej nie lubię właśnie czytania zasad gry. Tu są one opisane prostym językiem i dobrze zilustrowane, więc nawet ja nie miałam problemu ze zrozumieniem, co i jak i szybko mogłam przystąpić do rozgrywki. W grach Naszej Księgarni uwielbiam również to, że dodają woreczek, dzięki czemu możemy wziąć grę "na wynos" i oddzielnie folie na elementy. Niby mała rzecz, a dzięki temu gra jest uporządkowana i nic się nie gubi.


Piranie spodobają się przede wszystkim dzieciom, gdyż tutaj najważniejsze jest szczęście. Oczywiście - trzeba mądrze gospodarować pieńkami, próbować przewidzieć ruch przeciwnika, myśleć tak, żeby wrzucić kogoś do wody, ale nawet najlepszy taktyk może zatonąć przez złośliwość pozostałych graczy lub przez zwykłego pecha. Dzieci bawią się przy tej grze świetnie i cieszą się za każdym razem, kiedy biedny Carlos zażywa kąpieli z piraniami... Oczywiście im więcej osób, tym weselej, a jednocześnie trudniej przewidzieć ruchy pozostałych graczy. Czekają zatem na nas liczne niespodzianki i cała masa śmiechu. Serdecznie polecam, zwłaszcza na rodzinne spotkania, dziecięce imprezy i leniwe wieczory.
Potomkowie
Autor: Książki Milki
Tosca Lee to autorka, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, ale po zobaczeniu okładki "Potomkowie", byłam pewna, że jest to książka po prostu stworzona dla mnie. Po przeczytaniu opisu byłam już tak bardzo ciekawa tej powieści, że nie mogłam odmówić sobie jej lektury. Nie wiedziałam czego tak do końca mogę spodziewać się po tej pozycji, ale postanowiłam zaryzykować i sprawdzić czy pozytywne recenzje, które można znaleźć w internecie są w pełni uzasadnione. Na półce czeka już na mnie drugi tom serii Piętno Krwawej Hrabiny, dlatego miałam nadzieję, że pierwsza część porwie mnie na tyle, że będę chciała przeczytać jej kontynuację. Czy "Potomkowie" to książka, którą z czystym sumieniem mogę wam polecić? Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, w której z pewnością znajdziecie wszelkie potrzebne informacje.

Emily zdecydowała się na zabieg usunięcia pamięci. Po przebudzeniu jest mocno zdezorientowana, nie wie co się dzieje, a jedynym punktem zaczepienia jest ostrzeżenie, które napisała sama przed wymazaniem całej przeszłości z pamięci. Przez krótki czas dziewczynie udaje się wieść pozornie spokojne życie, jednak wkrótce pojawia się w nim chłopak, który twierdzi, że główna bohaterka jest potomkinią "Krwawej Hrabiny" Elżbiety Batory - największej morderczyni wszech czasów. Emily dowiaduje się, że ktoś pragnie jej śmierci. Czy dziewczyna na nowo odkryje swoją przeszłość? Czy uda jej się uniknąć śmierci?

Fabuła książki jest ciekawa i oryginalna. Nie przypominam sobie podobnego wątku do Elżbiety Batory w innej powieści młodzieżowej. Autorka postanowiła wykorzystać prawdziwą postać historyczną i przedstawić ją w zupełnie inny sposób, co uważam za świetny i niespotykany dość często zabieg. Tosca Lee stworzyła coś nowego i świeżego, dlatego zdecydowanie warto poświęcić temu trochę uwagi. Nie spodziewałam się, że historia opisana na kartach książki "Potomkowie" będzie tak mroczna i pełna niesamowitych zwrotów akcji. Fabuła nie zatrzymuje się ani na moment, a kolejne wydarzenia przemykają w takim tempie, że nie mamy czasu na zbędne przemyślenia i snucie domysłów. Już pierwsze strony tej powieści dostarczają nam szybkiej akcji, a później jest jeszcze lepiej i szybciej.

Bohaterowie książki są dosyć dobrze wykreowani i idealnie pasują do przedstawionej historii. Niektóre postacie są opisane w taki sposób, że niemal do samego końca nie możemy być pewni czy są wrogami głównej bohaterki, czy też na swój sposób ją chronią. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Emily i do samego końca trzymałam za nią kciuki. Dużą zagadką byli dla mnie Luka i Rolan, zaś Tibor i Nikola wnieśli do całej historii mnóstwo zamieszania. Cieszę się, że przede mną jeszcze lektura drugiej części tej serii, ponieważ mocno zżyłam się z bohaterami i nie wyobrażam sobie, żebym mogła tak po prostu się z nimi rozstać.

Tosca Lee posługuje się prostym i bardzo dynamicznym językiem, dzięki czemu powieść czyta się niezwykle szybko. Dodatkowo cała historia jest dla nas doskonale zrozumiała i absolutnie żaden z czytelników nie powinien mieć większych problemów z przyswojeniem informacji. Każda kolejna strona niepostrzeżenie przemyka pod naszymi palcami, co sprawia, że w błyskawicznym tempie dochodzimy do końca powieści.

Podsumowując - "Potomkowie" to niesamowicie intrygująca powieść dla młodzieży, która z pewnością spodoba się wielu czytelnikom, którzy szukają mrocznych historii. Autorka stworzyła książkę, która odbiega od schematu i potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Po przeczytaniu pierwszej części czuję ogromny niedosyt i zdecydowanie czekam na więcej. Mam nadzieję, że moja recenzja skutecznie zachęciła was do zwrócenia uwagi na serię Piętno Krwawej Hrabiny i wkrótce sami przekonacie się, że warto dać szansę tej autorce.
Żerca
Autor: KatZmu
Katarzyna Berenika Miszczuk powraca z III już częścią cyklu „Kwiat Paproci” opisującego przedziwne przygody młodej szeptuchy Gosławy.

Akcja „Żercy” rozpoczyna się kilka miesięcy po dramatycznych wydarzeniach z Nocy Kupały, podczas której chyba nic nie potoczyło się zgodnie z planem, żadnym i nikogo.
Teraz jednak najtrudniejsze dla młodej szeptuchy są wspomnienia, samotność i poczucie winy.
„Pamiętasz tamtą noc? Pamiętasz? Bo ja ją bardzo dobrze pamiętam! Niemal każdej nocy budziłam się zlana potem, wspominając kamiennego żmija, nóż w moim brzuchu i rośliny, które cię spętały. A ciebie nie było! Nie było cię przy mnie, gdy musiałam powiedzieć Jadze, że Mszczuj umarł! Że umarł z mojej winy! Nie było cię przy mnie, gdy go musiałam pochować! Nie było cię przy mnie, gdy patrzyłam, jak wybierają innego na jego miejsce! Bo przeze mnie, przeze mnie, on nie żyje!”

Tak, to prawda – niedługo po pogrzebie Mszczuja w Belinach pojawia się nowy żerca, Witosław Witka. Młody mężczyzna szybko zdobywa sympatię wszystkich mieszkańców i rozpoczyna budowę świątyni. Bardzo chętnie spędza czas z Gosią, ale chociaż jest miły i przystojny, ona ciągle nie może zapomnieć o ukochanym Mieszku. Dziewczyna jednak przez tych kilka miesięcy przeszła prawdziwą metamorfozę – dojrzała, stała się spokojniejsza i silniejsza. Doskonale udowadnia to, gdy nagle Jarogniewa wyjeżdża na długie wa… pielgrzymkę i zostawia jej na głowie cały dom i interes. A przecież zbliża się swaćba młodych z Bielin oraz Święto Plonów. Nie są to jednak jedyne problemy młodej szeptuchy. Okazuje się bowiem, że ktoś poluje na istoty nadprzyrodzone, demony i boginki zamieszkujące okolice, a Gosia zostaje główną podejrzaną. Dlaczego? Cóż, skoro zabiła Ote - strzygę, byłą żonę Mieszka…
Dziewczyna oczywiście postanawia udowodnić swoją niewinność oraz pomóc swoim przyjaciołom, a przecież nieustannie zagraża Jej również Swarożyc i jego podstępem wymuszona obietnica, przez co Gosia ponownie znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...

Więcej nie zdradzę, koniecznie przeczytajcie sami :)

„Żerca” ponownie przenosi nas w świat słowiańskich wierzeń, obrzędów i zwyczajów. Tym razem akcja książki kończy się podczas festynu z okazji Święta Plonów, jednak najbardziej fascynujący jest opis wieczoru panieńskiego oraz swaćby (ślubu) i towarzyszących im rytuałów.
Sam pomysł na serię jest po prostu genialny! Bardzo podziwiam ilość szczegółów i odniesień, autorka naprawdę włożyła w książkę dużo pracy i serca.

Akcja „Żercy” rozpoczyna się dość leniwie i spokojnie, by w pewnej chwili gwałtownie przyspieszyć i dosłownie zmieść czytelnika z nóg – od tego momentu jest zaskakująco, nieprzewidywalnie i spektakularnie, a fabuła nie zwalnia ani na sekundę aż do dramatycznego finału.
Tym razem w książce jest zdecydowanie więcej romansu i gorących scen, ale swoje miejsce mają także wątki przygodowe, kryminalne i oczywiście fantastyka. Wszystko genialnie skonstruowane, napisane lekkim stylem z dużą dawką humoru – w rezultacie książkę czyta się równie dobrze jak poprzednie części.
Jeśli chodzi o bohaterów – poza nowym żercą, młodym Chmurnikiem oraz uczestnikami wieczoru panieńskiego i swaćby, właściwie nie poznajemy nikogo nowego. No może poza Mirosławą, mamą Gosi, która w tej części odgrywa zdecydowanie większą rolę niż dotychczas.

Oh, i jeszcze taka jedna moja myśl :)
Baba Jaga, wyjeżdżając na wa… pielgrzymkę na Ślężę, zostawiła Gosławie zeszyt zawierający zapisane przez jej babcię, znaną szeptuchę, wszystkie ludowe mądrości. Sądząc po kilku przykładach zacytowanych w „Żercy”, np. „Jeśli żywi się do kogoś niechęć i chce mu się dokuczyć, trzeba urwać gałązkę brzeziny. Karby się na niej robi, a wtenczas osoba ta będzie miała mocz na tyle dni zatrzymany, ile karbów uczyniliśmy na gałązce”, wydanie takiej książki jako dodatku do serii byłoby prawdziwym hitem! Ja z pewnością bardzo chętnie przeczytałabym taki zbiór przepisów i zabobonów słowiańskich ;)

Cała historia opisana w cyklu „Kwiat Paproci” jest bardzo oryginalna, pełna humoru, zaskakująca i wciągająca. Kolejny raz książkę z tej serii przeczytałam błyskawicznie i z wielką przyjemnością. „Żerca” to bowiem naprawdę dobra kontynuacja „Szeptuchy”, która przecież bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę.

Nie wiem czy słyszeliście, ale Pani Katarzyna sama przyznała, że jeszcze nigdy nie pisała tak szybko żadnego tekstu :)
Powiem tylko tyle: „WOW!” Jeżeli rzeczywiście jest to książka pisana w takim tempie, na przysłowiowym kolanie – naprawdę wielkie chapeau bas! I chociaż chciałabym powiedzieć, żeby się Pani tak nie spieszyła z następną częścią i spokojnie ją dopracowała – naprawdę nie mogę tego zrobić. To jest chyba jakieś uzależnienie, ale już w teraz po prostu nie mogę się doczekać kontynuacji. Tym bardziej, że książka urywa się w tak dramatycznym momencie, chyba w najgorszym z możliwych!!!
I jeszcze ta zapowiedź ujawnienia kim był tajemniczy ojciec Gosławy Brzózki!

Cóż mogę jeszcze dodać.
„Żerca” to zdecydowanie obowiązkowa pozycja dla wszystkich ciekawych dalszych losów Gosławy i Mieszka oraz fanów twórczości Pani Katarzyny.
Gorąco polecam! :)
Tysiąc pięter
Autor: mojabooktopia
Podróże na spore odległości w krótkim czasie? Automatycznie sterowane samochody? A może wielka wieża mieszcząca w sobie tyle mieszkańców, co małe państwo? Cóż, Tysiąc pięter jest z pewnością epicentrum takich pomysłów, a futurystyczna wizja ukazana w książce najpierw porwała mnie opisem, a później, choć z oporem - gdy się w nią zagłębiłam. Była to jednak przygoda pełna zwrotów, nie tylko akcji, ale też moich czytelniczych doświadczeń. Czy mimo wszystko, w ostatecznym podsumowaniu tytuł ten się obronił?

Wizja przyszłości ukazana w roku 2118 nie odbiega tak bardzo od tego, czego się po nim spodziewamy. Zaawansowanie techniczne wybiegło na przód, spełniając wszelkie nasze najskrytsze marzenia. Powstały samowystarczalne miasta, sztucznie modyfikowane zasoby, takie jak lepsze zamienniki dla szkła, drewna, a nawet jedzenia. Ludzkości udaje się również kontrolować pogodę. W tak przedstawionej wizji poznajemy Nowy Jork i to zmieniony nie do poznania. Wszystkie ważne zabytki zniknęły, zniknął także Central Park będący dumą swego miasta. To właśnie na nim wybudowano ogromną na tysiąc pięter budowlę, przyćmiewającą wszystko, co dotychczas stworzono i to właśnie do niej przeniesiono wszelkie dobra tego miasta. Wieża jest mieszaniną różnych kultur, gdzie wraz z rosnącym piętrem rośnie również status społeczny. Na tysięcznym poziomie budynku mieszka Avery - genetycznie zaprojektowana do bycia idealną nastolatka, oraz jej adoptowany brat Atlas. Poniekąd to oni właśnie będą nadawać rytm historii, jednak bohaterów w przypadku tej książki jest zdecydowanie więcej i każda kolejna osoba pojawiająca się na jej stronach, choć z początku niewinnie, w ostateczności nadaje sens i znaczenie zakończeniu.

Z góry zapowiadam, nie będzie to tekst typowy ze względu na to, że sama książka jest dość niestandardowa. Swoim charakterem przypomina bardziej serial ala Moda na sukces. Jest to jednak porównanie dość niefortunne, mające jedynie na celu zaznaczyć, jakiego typu fabuły możemy się spodziewać (na szczęście bez dużej ilości zmian partnerów i powtarzających się w nieskończoność żenujących kłótni). Nie znajdziemy tu również zawirowań akcji, wszystko przebiega gładko, a tempo nadają jedynie kolejne ujawnione tajemnice, czy też wynikające z tego afery, ponieważ to właśnie one sprawiają, że ostatecznie ktoś zginął. Nie jest to spoiler, żeby nie było. Są to tak naprawdę pierwsze zdania w tej książce, a każdy kolejny rozdział jest tak naprawdę rozwikłaniem zagadki kto i dlaczego do tego doprowadził. Przez ten jednostajny, przeplatany małymi zwrotami akcji rytm, tytuł czytałam niesamowicie długo, co było dość męczące zważywszy na fakt że akcja posuwała się bardzo powoli. Ogólnie według mnie książka mogłaby być krótsza o jakieś 100 stron, bo przyśpieszyłoby to rozgrywające się wydarzenia, bez specjalnego uszczerbku dla opowieści bohaterów. Co najzabawniejsze, samo zakończenie pozostawiało spory niedosyt i było w nim wiele kwestii wymagających zamknięcia. Być może jest to otwarta furtka dla napisania kontynuacji? Tysiac pięter daje zupełnie inne doświadczenia niż typowa młodzieżówka. Mamy tutaj szeroko zarysowany konflikt klas, oraz ich dramaty. Każdy mierzy się z innymi demonami. Biedota pragnie żyć idealnie, jak mieszkańcy górnych pięter, którzy według nich wiodą beztroskie życie bez głodu. Zaś wysocy statusem społecznym walczą z własnymi problemami pełnymi kłamstw i intryg. Pragną również normalności, gdyż widać ewidentną tęsknotę za dawnym życiem sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie nie każdy musiał być perfekcyjny, byleby tylko nie stworzyć rysy na swoim wizerunku publicznym. Przyznam, że osobiście przeraża mnie taki świat, w którym wszystko i wszyscy mogą być zaprojektowani na nasze skinienie i nic nie zależy już od natury. Takie społeczeństwo traci bowiem swoje korzenie, a tym samym charakter i osobowość.

Trudno jest mi ocenić jaką książką jest tak naprawdę dzieło Katharine McGee. Do wysunięcia sprawiedliwej oceny trzeba wziąć fakt, że wychodzi poza przyjęte schematy. Nie określiłabym jej jako złej, trudno mi też nazwać ją po prostu dobrą. Tysiąc pięter ma w sobie zdecydowanie coś, co ciężko mi uchwycić w wypowiedzi. Próbując określić jej istotę w jednym słowie, użyłabym określenia "niepowtarzalna". Z pewnością i w Waszym przypadku, kiedy już po nią sięgniecie, odczucie to będzie wam towarzyszyć aż po ostatnią stronę. Tytuł ten polecam szczególnie tym, którzy szukają odmiany na rynku wydawniczym, tylko ostrzegam - nie każdemu może przypaść do gustu.
Confess
Autor: mojabooktopia
Colleen Hoover była zawsze jedną z tych autorek, po których książki miałam ochotę sięgnąć, ale jakoś nigdy nie było ku temu okazji. Premiera Confess była więc momentem idealnym, by móc przekonać się, czy tak często zachwalane przez czytelników tytuły faktycznie są czymś, przy czym warto poświęcić te kilka godzin na lekturę. Tak, jak wspominałam już wcześniej, przy okazji wpisu o majowych premierach, przy wyborze właśnie tej książki jako pierwszej, zadecydował ciekawie opisany wątek na odwrocie okładki wskazujący, że treść jest głęboka i zawiera w sobie więcej, niż przeciętna literatura romantyczna. Czy było tak w rzeczywistości?

Confess opowiada o życiu dwójki ludzi, na pierwszy rzut oka w ogóle ze sobą nie powiązanych. Auburn Reed poznajemy w momencie trudnej sytuacji życiowej zmuszającej bohaterkę do poszukiwania kolejnej pracy, która pozwoli jej na zdobycie tak bardzo niezbędnych dodatkowych pieniędzy. Zupełnie przypadkiem mija dom obklejony różnorakimi karteczkami zawierającymi bądź co bądź intymne wyznania anonimowych ludzi, jednak nie tylko to zwraca jej uwagę. Na drzwiach domostwa wisi ogłoszenie o pracę i w ten sposób poznaje Owena - drugiego, równoległego bohatera. Owen Gentry okazuje się być malarzem przelewającym wstydliwe wyznania ludzi na piękne i pełne pasji obrazy. W ten właśnie sposób ich losy splatają się, a późniejsze następstwa tego osobliwego spotkania mają niespodziewane, odmienne dla każdego z nich konsekwencje.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudne było dla mnie skoncentrowanie fabuły książki w kilku krótkich zdaniach, ponieważ jest wielowarstwowa i mnogość poruszanych w niej kwestii potrafi przyprawić o zawrót głowy. Trudno mi ją nawet nazwać literaturą romantyczną, gdyż mimo częstego pojawienia się tego wątku, miewa jednak elementy charakterystyczne dla literatury obyczajowej. W Confess żadna problematyka nie jest dominująca, wszystko zdaje się składać w jedną spójną całość, poruszając w sposób niesamowicie naturalny i nie wymuszony wiele aspektów ludzkiego życia, takich jak problemy rodzinne, bezsilność wobec choroby, czy szukanie pewności siebie. Colleen Hoover balansuje na linii dobrego smaku niczym perfekcyjna akrobatka, nie przeginając ani nie przesładzając w absolutnie żaden sposób, co tylko wzmaga realizm opisanej historii. Przyznam, że ciężko dobrać mi słowa, które oddałyby co czułam czytając te niespełna 300 stron. Można by powiedzieć, że jej przesłanie "dorasta" wraz z czytelnikiem. Zawarte w książce wyznania, które podobno są prawdziwe, poruszyły mnie do głębi, czasem szokowały i wręcz skłaniały do życiowej refleksji. Confess jest jedynym tytułem, przy którym zastanawiałam się, jak będę go odbierać w dalekiej przyszłości, kiedy nabiorę nowych doświadczeń, kiedy być może stanę przed wyborami, przed problematyką poruszaną na karteczkach i czuję, że będę się z nim witać jak ze starym przyjacielem opowiadając sobie wzajemnie jak bardzo życie zmieniło sposób, w jaki wzajemnie siebie postrzegamy.

W mojej głowie roi się jeszcze milion zdań, którymi chciałabym dopełnić ten tekst, jednak znając siebie i tak nie byłabym usatysfakcjonowana wynikiem końcowym. Nie wiem jaki był poziom poprzednich dzieł autorki, jednak jeżeli jest choć trochę zbliżony do tego, czego doświadczyłam w tym przypadku, to mogę spać spokojnie. Jedyną wadą, jaką miałam okazję zauważyć było tylko słabo wykonane tłumaczenie, które w kilku momentach odbierało przyjemność z czytania, ponieważ postaci miały czasem zbyt mechaniczne i pozbawione emocji wypowiedzi. Mimo to, zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto lubi historie niebanalne i bez z góry znanego zakończenia, ponieważ Confess zaskakuje i to w najmniej spodziewanych momentach.
Confess
Autor: mojabooktopia
Colleen Hoover była zawsze jedną z tych autorek, po których książki miałam ochotę sięgnąć, ale jakoś nigdy nie było ku temu okazji. Premiera Confess była więc momentem idealnym, by móc przekonać się, czy tak często zachwalane przez czytelników tytuły faktycznie są czymś, przy czym warto poświęcić te kilka godzin na lekturę. Tak, jak wspominałam już wcześniej, przy okazji wpisu o majowych premierach, przy wyborze właśnie tej książki jako pierwszej, zadecydował ciekawie opisany wątek na odwrocie okładki wskazujący, że treść jest głęboka i zawiera w sobie więcej, niż przeciętna literatura romantyczna. Czy było tak w rzeczywistości?

Confess opowiada o życiu dwójki ludzi, na pierwszy rzut oka w ogóle ze sobą nie powiązanych. Auburn Reed poznajemy w momencie trudnej sytuacji życiowej zmuszającej bohaterkę do poszukiwania kolejnej pracy, która pozwoli jej na zdobycie tak bardzo niezbędnych dodatkowych pieniędzy. Zupełnie przypadkiem mija dom obklejony różnorakimi karteczkami zawierającymi bądź co bądź intymne wyznania anonimowych ludzi, jednak nie tylko to zwraca jej uwagę. Na drzwiach domostwa wisi ogłoszenie o pracę i w ten sposób poznaje Owena - drugiego, równoległego bohatera. Owen Gentry okazuje się być malarzem przelewającym wstydliwe wyznania ludzi na piękne i pełne pasji obrazy. W ten właśnie sposób ich losy splatają się, a późniejsze następstwa tego osobliwego spotkania mają niespodziewane, odmienne dla każdego z nich konsekwencje.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudne było dla mnie skoncentrowanie fabuły książki w kilku krótkich zdaniach, ponieważ jest wielowarstwowa i mnogość poruszanych w niej kwestii potrafi przyprawić o zawrót głowy. Trudno mi ją nawet nazwać literaturą romantyczną, gdyż mimo częstego pojawienia się tego wątku, miewa jednak elementy charakterystyczne dla literatury obyczajowej. W Confess żadna problematyka nie jest dominująca, wszystko zdaje się składać w jedną spójną całość, poruszając w sposób niesamowicie naturalny i nie wymuszony wiele aspektów ludzkiego życia, takich jak problemy rodzinne, bezsilność wobec choroby, czy szukanie pewności siebie. Colleen Hoover balansuje na linii dobrego smaku niczym perfekcyjna akrobatka, nie przeginając ani nie przesładzając w absolutnie żaden sposób, co tylko wzmaga realizm opisanej historii. Przyznam, że ciężko dobrać mi słowa, które oddałyby co czułam czytając te niespełna 300 stron. Można by powiedzieć, że jej przesłanie "dorasta" wraz z czytelnikiem. Zawarte w książce wyznania, które podobno są prawdziwe, poruszyły mnie do głębi, czasem szokowały i wręcz skłaniały do życiowej refleksji. Confess jest jedynym tytułem, przy którym zastanawiałam się, jak będę go odbierać w dalekiej przyszłości, kiedy nabiorę nowych doświadczeń, kiedy być może stanę przed wyborami, przed problematyką poruszaną na karteczkach i czuję, że będę się z nim witać jak ze starym przyjacielem opowiadając sobie wzajemnie jak bardzo życie zmieniło sposób, w jaki wzajemnie siebie postrzegamy.

W mojej głowie roi się jeszcze milion zdań, którymi chciałabym dopełnić ten tekst, jednak znając siebie i tak nie byłabym usatysfakcjonowana wynikiem końcowym. Nie wiem jaki był poziom poprzednich dzieł autorki, jednak jeżeli jest choć trochę zbliżony do tego, czego doświadczyłam w tym przypadku, to mogę spać spokojnie. Jedyną wadą, jaką miałam okazję zauważyć było tylko słabo wykonane tłumaczenie, które w kilku momentach odbierało przyjemność z czytania, ponieważ postaci miały czasem zbyt mechaniczne i pozbawione emocji wypowiedzi. Mimo to, zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto lubi historie niebanalne i bez z góry znanego zakończenia, ponieważ Confess zaskakuje i to w najmniej spodziewanych momentach.
Dary Anioła T.1 Miasto kości
Autor: mojabooktopia
Kilka dni temu postawiłam sobie pewien cel. Cel bardzo trudny do osiągnięcia, a na pewno w krótkim okresie czasu. Stwierdziłam, że to trochę wstyd nie ogarniać większości popularnych serii książkowych, a jako że i tak nie mam nic lepszego do roboty bo odkąd tylko wróciłam z Pyrkonu jestem masakrowana przez chorobę, to w końcu się zmobilizuję i zacznę nadrabiać zaległości. Na pierwszy cel wzięłam znaną chyba wszystkim serię o nocnych łowcach autorstwa Cassandry Clare. Wiem, wiem, właśnie w tym momencie powinna pojawić się laska w szarej todze i dzwonem w łapie wrzeszcząc “shame!”, no ale co zrobić - nigdy jakoś nie miałam okazji, ani nie pomyślałam wcześniej by ten stan rzeczy naprawić. Słyszałam za to bardzo dużo pozytywnych opinii, blogi wręcz opływają w treści o Darach Anioła i stwierdziłam że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, konstelacje są w dobrym ustawieniu i jak zwykle niewiemcoczytać, więc machnęłam szybki research w Legimi, pobrałam książkę i oto jestem przed wami - zakręcona, zmęczona ale nadal na własnych nogach i to z recenzją w zanadrzu!


Jeżeli jakimś cudem nie wiecie o czym jest książka, to pozwolę sobie szybko streścić. Opowiadana historia dotyczy Clary, piętnastoletniej, rudowłosej dziewczyny, która pewnego dnia pojawia się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze. Okazuje się, że podczas imprezy natrafia na wspomnianych wcześniej nocnych łowców rozprawiających się z demonem. Dodatkowo, jeżeli dziwnych zbiegów okoliczności byłoby za mało to jej matka znika zaraz po odbyciu ze swoją córką niepokojącej rozmowy pełnej trzasków i hałasu, a po powrocie do domu dziewczyna zastaje potwora, który ewidentnie nie ma przyjaznych zamiarów. To tyle, jeżeli chodzi o nie zdradzanie fabuły. Wspomnę, że podobnych wątków jest naprawdę cała masa, bo znajdziemy tu pół-anioły, demony, wróżki, elfy, wampiry a nawet wilkołaki i to w zupełnie nowoczesnym, świeżym i dostosowanym do obecnych realiów wydaniu.


Miasto kości jest pomieszaniem typowej fantastyki z literaturą młodzieżową, co jest widoczne w sposobie kreacji bohaterów. Mamy tutaj do czynienia z postaciami młodymi nie tylko ciałem, ale i duchem. Główna bohaterka jest krnąbna, pyskata i niestety bardzo często lekkomyślna, czym doprowadzała mnie niejednokrotnie do szewskiej pasji. W sumie jest to chyba jedyna konkretna wada Darów Anioła, która dla części osób z pewnością będzie nie do przejścia. Trudno jest bowiem pogodzić się z głupotą ze strony bufora napędzającego akcję. Nie mam pojęcia czy Cassandra Clare specjalnie chciała zabić starszym czytelnikom ćwieka, czy nieświadomie zrobiła z protagonistki delikatnie mówiąc idiotkę. Nie raz i nie dwa zdarzy się, że dziewczyna podejmie decyzję, by za sekundę się z niej wycofać i obarczyć winą innych bo “ja chciałam ale nie chcę, bo wy pewnie tego chcecie bardziej niż ja, więc się postawię!” - i tak to wyglądało. Za każdym cholernym razem.


Co do reszty, czyli bohaterów drugoplanowych, to nie mam absolutnie nic nikomu do zarzucenia. Postaci są ciekawe, każda ze swoim bagażem doświadczeń i indywidualnym podejściem do świata tworzy z każdego rozdziału przyjemną grę kontrastów, świetnych zresztą w odbiorze. Od czasów Dworu mgieł i furii nie zgrzytałam tak zębami na poprowadzone relacje i z napięciem śledziłam rozwój fabuły, trzaskając czytnikiem za każdym razem kiedy coś nie szło po mojej myśli - a było tak często. Mimo wszystko jestem bardzo usatysfakcjonowana z tego, jak poprowadzone wydarzenia się potoczyły i czekam na rozwój wydarzeń w kolejnych częściach. Tylko błagam, niech ta Clary w końcu dorośnie. Wykreowany przez Cassandre Clare świat jest obłędny. Opisy budynków, miast i przeszłości są tak przyjemne, że niesamowicie łatwo jest zatopić się w bardzo realistycznych wyobrażeniach. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach wątki zarówno postaci jak i kolejne opisy będą zdarzały się jak najczęściej, bo to właśnie one sprawiają, że tę książkę chce się czytać możliwie jak najdłużej!


Gdybym miała jakoś specjalnie podsumować pierwszy tom Darów Anioła, byłoby to bardzo trudne. Książka ta wywołała niemały huragan w mojej głowie i zrobiła spore przemeblowanie. Muszę przyznać, że jestem zaintrygowana i to mocno, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mam taki lekki syndrom sztokholmski względem tej książki. Z jednej strony durna protagonistka zamęcza mnie psychicznie, a z drugiej cała ta bogata otoczka i ogromny świat przyciągają jak magnez. I cóż mogę wam powiedzieć innego niż to, że polecam? Książki po prostu dobre, lub złe są nudne, a w tym przypadku zapewniam - ta poplątana z pomieszanym koncepcja sprawdza się idealnie.
Polska odwraca oczy. Reportaże Justyny Kopińskiej
Autor: mojabooktopia
W ostatnim czasie staram się wychodzić z książkowej strefy komfortu. Zazwyczaj czytałam fantastykę, później poszerzyłam swoje horyzonty o kryminały i przełamałam niechęć do literatury romantycznej. Skuszona wieloma pochlebnymi recenzjami w blogosferze postanowiłam pokusić się o reportaże i myślę, że Polska odwraca oczy była najlepszym możliwym wyborem, by rozpocząć z nimi swoją przygodę.


Polska odwraca oczy to seria reportaży o istotnych sprawach dziejących się na przestrzeni ostatnich lat. Porusza tematy drastyczne i rzuca nowe światło na ich faktyczny przebieg. Bardzo trudno jest mi pisać o zawartości książki ponieważ jeszcze do tej pory jestem w mocnym szoku. Niekiedy po kilka razy wracałam na początek rozdziału, raz jeszcze zaczynając lekturę, bo zwyczajnie byłam wybita z równowagi i nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie zobaczyłam. A jest co zobaczyć ze względu na to, że Justyna Kopińska odkrywa prawdę w brutalny sposób, nie przebierając w środkach. Pokazuje ludzi takimi, jakimi są naprawdę i to od tej mrocznej, bardzo trudnej do zaakceptowania strony. Znajdziemy tutaj fakty dotyczące obecnego życia Trynkiewicza i zagłębimy się w jego osobowość oraz powody dawnych zbrodni. Pojawia się również wątek tajemniczego samobójstwa pani Moniki Zbrojewskiej, jak i zostaną odkryte wszystkie karty mrocznej strony sądownictwa, policji a nawet polityki. Całość wygląda jak niezłe akta kryminalne, a sama autorka przyznaje się, że zawsze chciała zostać policjantką śledczą, co jest niesamowicie widoczne na łamach tego dzieła. Widać tu jak na dłoni walkę z obecnym systemem poprzez słowo pisane i przyznać muszę, że jest to bitwa zdecydowanie wygrana, gdyż w końcu ktoś głośno powiedział, że dzieje się źle i co się dokładnie dzieje, bez przebierania w zbędnych uprzejmościach, na które zresztą ci oprawcy nie zasługują.

Mimo wszystko czuję niesamowitą bezsilność po przeczytaniu tych kilkuset stron. Przebrnęłam przez nie niewiarygodnie szybko, nawet nie wiem kiedy zleciało mi te kilka godzin i czuję w środku pustkę. Myślę, że dokładnie to autorka chciała osiągnąć - zasiać ziarno niepewności i pokazać, że to, co dzieje się u nas w kraju przechodzi wszelkie wyobrażenie. Nie wiem, czy nie będzie to dziwne, ale jest mi zarazem dobrze i źle, bo czuję się winna z powodu tej wewnętrznej satysfakcji nabytej w wyniku odkrycia choć rąbka prawdy o ludziach, o naszym społeczeństwie. Polecam tę książkę zdecydowanie każdemu, ponieważ jest to kawał solidnie wykonanej roboty, przedstawionej w bardzo przystępny, miły do czytania sposób jak na tematy tak bardzo trudne do poruszania.
13 powodów
Autor: mojabooktopia
Temat samobójstwa jest sprawą, którą bardzo trudno się porusza i jeszcze ciężej roztrząsa. Od wielu lat psychologia stara się klasyfikować problemy, szukać ich początku i punktów zapalnych, które doprowadzają do tragedii, jednak w większości przypadków każda sytuacja jest zupełnie odmienna. Utrudnia to znacznie opisywanie problematyki, a nawet dostrzegania poszczególnych symptomów w zachowaniu osoby, która chce ze swoim życiem skończyć.

13 powodów jest książką moim zdaniem unikatową, nie porusza ona bowiem problemów bohaterów przechodzących przez życiowe tragedie (a przynajmniej nie bezpośrednio), a pozwala nam na skonfrontowanie się z faktem już dokonanym. Dzieło Jaya Ashera opowiada historię Hanny Baker - nastolatki uczęszczającej do liceum, nie wyróżniającej się z tłumu i żyjącej swoim własnym, nudnym życiem, jak zresztą zdecydowana większość z nas. Opowieść o powodach jej samobójstwa została uwieczniona na taśmach kaset magnetofonowych, które przed swoją śmiercią przekazała nic nie świadomemu znajomemu, będącemu pierwszym z trzynastu elementów tragicznej układanki. Pod groźbą rozpowszechnienia materiałów każda osoba znajdująca się na liście ma przekazać nagrania do następnej i w ten sposób w końcu trafia na Claya Jensena - drugiego, równoległego bohatera pełniącego również rolę narratora w tej specyficznej retrospekcji.

Przez długi czas zastanawiałam się czym ta książka jest. Prościej więc będzie, jeżeli opiszę, czym nie jest, a nie jest zdecydowanie treścią przeznaczoną bezpośrednio dla młodzieży. Wiem, że oczywiście nikt nie odmówi przeczytania trzynastu powodów osobie młodej, tak samo jak nie można z góry założyć, że ktoś taki tej książki nie zrozumie. Będzie to jednak odbiór nieco odmienny od tego, co pomyśli sobie osoba już w pewien sposób doświadczona życiem. W związku z powyższym skłaniałabym się ku stwierdzeniu, iż dopiero czytelnik dorosły, a szczególnie rodzic dostrzeże faktyczny apel skryty między kartkami. Zauważcie, Hannah nie uniknęła tragedii. Pozostawiła jednak po sobie ślad wskazujący w sposób jasny i przejrzysty, że sytuacje z pozoru błahe, łatwe do zignorowania mogą sprawiać ból. Świetne jest w tym przypadku określenie efektu kuli śnieżnej, gdzie błahostki napiętrzają się się i napiętrzają, ostatecznie doprowadzając nas do sytuacji bez wyjścia. Sytuacji, z którą nie możemy sobie finalnie poradzić i chcemy jak najszybciej uciec, niezależnie od kosztu. Osobiście wyszłam z tej książkowej przygody ze sporą życiową lekcją, gdyż pierwszy raz, tak zupełnie bezpośrednio uświadomiłam sobie, że nie każde zachowanie odbiegające od normy, będące wyrazem sprzeciwu, powinniśmy odbierać wyłącznie jako okres młodzieńczego buntu.

Jay Asher dał nie lada popis tworząc profile bohaterów. Wszystkie przedstawione osoby, mimo stereotypowej kreacji skrywają w sobie swoje własne demony i prawdziwe, ukryte oblicze. Każdy z trzynastu powodów zdecydowanie szokuje i zdejmuje klapki z oczu, a książka targała mną we wszystkie strony, nie pozostawiając chwili wytchnienia. Nawet, kiedy już myślałam, że dana historia potoczy się inaczej, może łagodniej albo choć z jakimś pozytywnym akcentem, w zamian otrzymywałam zimny prysznic na moją przegrzaną z wrażenia głowę. Zdecydowanie nic tutaj nie jest czarno-białe, świat pochłonęła szarość i towarzyszy nam ona aż do samego końca. Każdy bowiem jest winny - dlaczego? Przeczytajcie sami.
Diabolika
Autor: mojabooktopia
“Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin. Służę córce senatora, Sidonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią nie jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Żyjąc wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium, odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano - człowieczeństwo”.

Tak dokładnie rozpoczyna się krótkie streszczenie historii zawartej w książce, o której pragnę wam opowiedzieć. Nemezis, bo tak dokładnie na imię głównej bohaterce jest diaboliką - istotą zaprogramowaną tylko i wyłącznie do tego, by chronić swojego pana. Nie chcę specjalnie zagłębiać się w fabułę, aby uniknąć niepotrzebnych spoilerów z pewnością odbierających przyjemność czytania, więc wspomnę jedynie o co ciekawszych, ogólnych aspektach tytułu. Wykreowany świat przedstawia bardzo odległą przyszłość, gdzie ludzka rasa wspięła się na technologiczne wyżyny, tym samym podbijając kosmos i zakładając kolonię na nowoodkrytych planetach i statkach-matkach, będących odwzorowaniem dzisiejszych miast.
Dotarli oni jednak do punktu, gdzie galaktyka stała się czymś więcej niż przerażającą przestrzenią pełną zagadek. Dawne religie odeszły w niepamięć, ustępując wierze w wielką siłę kosmosu, której dogmaty doprowadziły do zatrzymania rozwoju i naukowej stagnacji.

Przedstawienie owej rzeczywistości jest niezwykle spójne. S.J. Kincaid w sposób prosty, jednak nie odbierający książce sensu wyjaśnia krok po kroku zachodzące zjawiska i przemiany społeczne. Bardzo podoba mi się pieczołowitość, z jaką odwzorowane zostały polityczne intrygi, sprawiając że nie raz czułam zaintrygowanie na myśl jaką osobą musi być sama autorka, która wymyślnie rzucała fabułę w zupełnie innym od spodziewanego kierunku. Tego typu zawirowań jest cała masa, w związku z czym trudno jest się znudzić, a książkę czyta się jednym tchem ( w moim przypadku jednym popołudniem). Stawiane są również ciekawe pytania i dylematy rzucające światło na problematykę natury człowieczeństwa - kiedy dokładnie się ono zaczyna i kiedy można go komuś odmówić. Niekiedy nawet widzimy bezpośredni dysonans między ludźmi o zwierzęcych skłonnościach i “bestiami” ze szlachetnym, nieskalanym sercem.

Diabolikę z pewnością mogę polecić każdemu. Odnajdą się w niej nie tylko miłośnicy książek typu Science Fiction, ale też osoby poszukujące lekkiej, jednak z głębokim przesłaniem (jeżeli chce się to dostrzec) lektury. W moim przypadku była przyjemną, nie narzucającą się odskocznią, która dała mi więcej niż od niej oczekiwałam, co samo w sobie jest ogromnym atutem.
Dziwne przypadki ludzkiego mózgu
Autor: Book Z Tobą
Ta ksiazka mnie zachwycila, nie moglam sie od niej oderwac, ale z drugiej strony nigdy nie chcialam jej skonczyc. To moja pierwsza pozycja popularnonaukowa, a juz zamowilam dwie pozostale ksiazki tego autora (niestety poki co, po polsku mamy tylko te jedna wspaniala pozycje). Jezyk ksiazki jest bardzo przystepny, a tlumaczenie zostalo wykonane wspaniale ! Piekne wydanie i ksiazka idealna na prezent ! Szkoda, ze kiedys musiala sie skonczyc, wiele sie nauczylam !

Link do recenzji na YouTube : https://www.youtube.com/watch?v=MfgMtWlgfmw Polecam serdecznie !
Chemik
Autor: Miasto Ksiażek
Alex, bo tak nazywa się główna bohaterka w tym czasie, musi po raz kolejny uciekać. Jej byli pracodawcy chcą ją wyeliminować. Podczas kolejnej ucieczki kontaktuje się z nią jej były współpracownik. Prosi ją, w imieniu rządu, o pomoc. Jak się okazuje, w rękach gangsterów jest śmiercionośny wirus. Alex w departamencie zajmowała się wydobywaniem od podejrzanego potrzebnych informacji za pomocą chemicznych tortur. Pomimo wahania zgadza się ten ostatni raz "ocalić świat". Porywa podejrzanego i zaczyna przesłuchanie. Jednak nie wszystko jest tak proste jak na początku się wydawało...




"Nieuczciwi ludzie nie wierzą w istnienie uczciwych."



Stephenie Meyer jest bardzo znana na całym świecie. Jej Zmierzch swojego czasu robił furorę wśród nastolatek. Tym zaraz autorka napisała coś zupełnie innego, z fantastyki przeszła w thrillery/sensacje. Czy jej się udało?

Początek książki był okropny. Gdzieś do 100 strony naprawdę myślałam, że odłożę ją i nie będę kontynuować, ale od tej strony następuje pewien przełom. W końcu zaczyna się coś dziać. Autorka bardziej skupia się na akcji niż na podawaniu milion informacji, które przeciętny czytelnik raczej nie będzie rozumiał.

Akcji, jako takiej nie ma. Oczywiście są sceny ucieczek, walk, postrzałów itp., ale jest ich tylko kilka. Poza tym jest bardzo delikatny wątek miłosny, dużo planowania i chemicznego języka. Osoba, która tego przedmiotu nie cierpi (jak ja) będzie miała po jakimś czasie tej powieści dość.

Bohaterowie zaś to mocny punkt tej powieści. Tak jak w Zmierzchu postacie były raczej mdłe i płaskie, tak już jest na odwrót. Wydaje mi się, że autorka bardzo skupiła się właśnie na nich. Alex nie jest miss piękności, ale za to nadrabia umysłem. Jest pomysłowa, zwinna i przygotowana na każdą ewentualność. Potrafi zachowywać zimną krew i sytuacjach ekstremalnie niebezpiecznych. Naprawdę ją polubiłam i rozumiałam, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Za to dwie postacie męskie były genialne! I nie chce zdradzać o nich wiele, by nie zepsuć Wam możliwości poznania ich samemu. Jednak podobało mi się to, że te nie były idealne, bo popełniali błędy! I to jak dla mnie zasługuje na jak największe uznanie.

"Wszystko jest kwestią prezentacji."


Moim zdaniem Stephenie Meyer bardzo się rozwinęła przez ten czas. Zdecydowanie jej styl pisania uległ poprawie. W końcu postacie są z krwi i kości, nie było także żadnego trójkąta miłosnego! ♥

Za to za bardzo nie pasowała mi narracja trzecioosobowa. Meyer mogła bez problemu dać tą powieść z perspektywy Alex. Wydaje mi się, że wtedy byłaby ona jeszcze lepsza. Jednak dzięki temu zabiegowi mogłam ogarnąć, co w tym samym czasie dzieje się u innych postaci.

Podsumowując, książka nie jest zła. Od połowy naprawdę się w nią wkręciłam, a końcówka sprawiła, że siedziałam jak na szpilkach. Mimo że książka nie cały czas jest dynamiczna, to i tak czytelnik się nie nudzi. Myślę, że osoby, które znają twórczość Stephenie Meyer tylko ze Zmierzchu będą mile zaskoczone :)

Przy okazji chciałabym Was również zaprosić na oficjalną stronę tej książki, byście mogli ją jeszcze lepiej poznać!
http://www.chemik.net/
666 do mroku
Autor: Sara Kałecka
Nauka jest czymś wspaniałym. I nawet nie kłóci się z religią. Powinna pomagać wszystkim ludziom, a nie tylko wybranym.

O Robercie Gongu nie jest zbyt głośno, ale to nie umniejsza jego talentu. Trafiłam na jego książki w totalnym przypadku i między kilkoma jego pozycjami wylosowałam tę. "666 do mroku" to opowieść science-fiction, która opowiada o Józefie Białym, który wydaje się być zwykłym pijaczkiem, ale to zaledwie przedsionek. Opis z tyłu nie zdradza fabuły co tylko mnie zaciekawiło. Postawmy sobie jedno pytanie: Czy twórczość autora jest godna uwagi?

Teraz kierując się tym pytaniem powiem, że bohaterowie są dość nietypowi, gdyż cechuje ich ogromna oryginalność, a to w jaki sposób się wypowiadają całkowicie oddaje ich sposób egzystowania . Podoba mi się sarkazm, którego używa autor przy głównym bohaterze. Opisów jest strasznie mało, książka ta to same konkrety, przy których ciężko się zgubić. Głównym powodem zaciekawienia tą książką była chęć poznania wizji autora o zagładzie świata. Pojawił się też potwór, który miał za zadanie zgładzić świat, a nawet wszechświat, oczywiście okazało się także, że pijaczek nie jest takim pijaczkiem za jakiego go mamy i to on ma się z nim zmierzyć. Niby dość znana tematyka, aczkolwiek nie mogę powiedzieć złego słowa. Autor ukazał gatunek sci-fi w całkiem nowy sposób. Robert Gong ma dość specyficzne pióro, ale czyta się szybko. Książka nie wciąga zbyt mocno, ale na tyle żeby czytać ją dwa razy. Powieść jest krótka i daje nowe wyobrażenie o tym jak wyglądałaby apokalipsa, ale także jak zachowaliby się przywódcy państw. Autor pokazał, że politycy to dziwni ludzie, którzy lubią patrzeć na swój czubek nosa, ale to nie polityka jest tutaj ważna, a to jak pisze autor jest naprawdę ujmujące. Gdy tak czytałam to wydawać by się mogło, że wie naprawdę wiele o rozmaitych tematów, nie zagłębiając się w kierunkach, które prowadzą do całkowitego odbiegnięcia od tematu, którym powinnam się najbardziej przejmować. Przechodząc powoli do podsumowania wrócę do powyższego pytania, sądzę że Robert Gong pisze naprawdę ciekawie i wydaje mi się, że gdyby więcej osób wiedziało o jego twórczości to z całą pewnością pokochaliby jego pióro, niebanalne fabuły i interesujące postacie, kwintesencją tego jak pisze jest to, że kocha to robić, a to największy silnik dla dobrego autora. Wiem, że moje porównania są dziwne i nieco nietrafne, ale każdy opętany miłością do czytani przyzna, iż my sami w sobie jesteśmy specyficzni.
Nigdy nie bój się żadnych gadów, bo z nimi jakoś dasz sobie radę, lecz zawsze bój się ludzi, bo to z ich strony może spotkać cię największe nieszczęście.
Dobra teraz już na serio podsumowując i dając dowód na to, że faktycznie Robert Gong i jego twórczość jest godna uwagi m.in. dlatego, że potrafi on wykreować bohaterów, o których możemy powiedzieć szczerze, iż są niebanalni i mimo przewidywalności naprawdę ciekawi, a także nie podlegają żadnym znanym mi dotąd schematom. Uważam, że 320 stron książki jest naprawdę ciekawą przygodą, a dobre wyobrażanie daje nam fakt, iż dzieje się to w Polsce, a może nawet w rodzinnym mieście. Czyżbym znów odbiegła od tematu? Ach tam, nawet jeśli to i tak sprowadza się do tego, że Robert Gong to bardzo interesująca persona, która ma specyficzne pióro, które na pewno zapadnie na długi czas w pamięci. Recenzja jest krótka, ale treściwa, bez wyrzutów sumienia mogę polecić "666 do mroku" jako lekką, zabawną opowieść o tym jak to wszystko może się skończyć.

Pozdrawiam, Sara
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
Idź do strony: