Dziś w ofercie 119 881 pozycji
Recenzje:
Podarunek
Autor: OgródKsiążek
Czas. Zawsze mamy go za mało. Żyjemy w ciągłym pośpiechu, robiąc po tysiąc rzeczy na raz. A gdyby ktoś jakimś cudem podarował nam go więcej? Dał szansę, by być w dwóch miejscach jednocześnie? W jaki sposób wykorzystalibyśmy taki dar? I czy na pewno ten dodatkowy czas poświęcilibyśmy na sprawy naprawdę ważne?

Lou Suffern to człowiek sukcesu. Ma mnóstwo pieniędzy, wielki dom, piękną żonę i dwójkę dzieci. Do tego jeździ nowym porsche. W zasadzie ma już wszystko, ale czy czuje się spełniony? Bez reszty oddaje się swojej pracy, zapominając o całym świecie. Kiedy jest w domu (co rzadko mu się zdarza), wciąż prowadzi służbowe rozmowy, odbiera maile i obmyśla kolejne działania. Całą uwagę skupia na awansie, zaniedbując rodzinę. Wiecznie zajęty, nie ma czasu na rozmowę z żoną ani na zabawę z własnymi dziećmi. Pewnego mroźnego poranka zatrzymuje się przed bezdomnym mężczyzną, oferując mu kawę. Ten gest dobroci zadziwia nawet jego samego. Na tym jednak nie poprzestaje i tego samego dnia załatwia mu pracę u siebie w biurze. Gabe z kolei odwdzięcza mu się wyjątkowym, magicznym darem...

Cecelia Ahern stworzyła mądrą i poruszającą historię, która zmusza do zadumy nad tym, co rzeczywiście jest w życiu ważne. Pogoń za stanowiskiem, większymi zarobkami, skupianie się wyłącznie na pracy, nie daje prawdziwego szczęścia. Główny bohater jest jednak wyjątkowo oporny na tę wiedzę. Nie dość, że sam bez przerwy goni za czymś, co daje mu satysfakcję tylko na chwilę, to jeszcze zadaje cierpienie swoim bliskim i unieszczęśliwia ich. Usprawiedliwia się sam przed sobą, że pracuje, by zapewnić im dobre warunki życia, ale to przecież nie wszystko. Nic nie jest w stanie wynagrodzić dziecku wiecznej nieobecności jego rodzica. Lou spycha wszystkich na dalszy plan, a kontakty rodzinne traktuje jak przykry obowiązek. Jego kolejne decyzje przyjmowałam z coraz większym niedowierzaniem, podziwiając jednocześnie siłę i ogrom uczucia kobiety u jego boku, która pozostawała przy nim mimo wszystko.

"Podarunek" wywołał u mnie całą gamę różnych emocji - niedowierzanie, złość, smutek, żal, współczucie, złość, ale też wzruszenie, rozbawienie i rozczulenie. Ta pełna tajemnic opowieść o ludziach i o czasie zabrała mnie w wyjątkową podróż, zapewniając nie tylko świetną rozrywkę, ale i głęboką refleksję. Jeśli ktoś w historii Lou dostrzeże siebie, może właśnie ta książka zdoła nim potrząsnąć i skierować jego życie na właściwe tory.
Polecam wszystkim miłośnikom wzruszeń, tajemnic i rozważań o sensie życia.
Strażnicy światła
Autor: Książkomaniacy Recenzje
Miranda jest fotografką przyrody, która została wysłana na Wyspy Farallońskie, by wypełnić zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno wysp. Okazało się, że wszystko jest inne, niż Miranda sobie wyobrażała. Wyspy są dużo mniejsze i dziwniejsze. To maleńki, zatopiony w wodzie łańcuch górski. Miejsce nazywane dawniej Wyspami Umarłych. Farallon Południowo- Wschodni mierzy niecały trzy kilometry kwadratowe, a pozostałe wysepki są ostre, nagie, potrzaskane, zdradziecko kruche.Wyspę zamieszkuje sześć osób - wykluczając Mirandę. To nieco ekscentryczni naukowcy, zajmujący się badaniami miejscowych gatunków zwierząt.



Niedługo po przybyciu na wyspę Miranda zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. Kilka dni później jej prześladowca zostaje odnaleziony martwy, a to nie koniec dziwnych, mniej lub bardziej przypadkowych, wydarzeń. Pojawiają się kolejne akty przemocy, mieszkańcy Wysp przestają sobie ufać, aż roi się od wzajemnych podejrzeń. Mimo to, dziewczyna niezwykle przywiązuje się do tego miejsca. Zachwyt nad krajobrazem, uroki Wysp i krążące legendy niesłychanie fascynują Mirandę - na tyle, że mimo podejrzanych wydarzeń, nie chce opuścić Wysp Umarłych.


Czy Miranda jest tu bezpieczna? Czy coś czyha na mieszkańców Wysp?



"Jestem świadoma tego, że od początku swego istnienia fotografia była mocno powiązana z umarłymi. A może raczej z nieumarłymi. Często mówi się, że duchy ujawniają się na kliszy - niewidoczne dla ludzkiego oka, objawiają się dopiero później, w ciemni. Sama widziałam niektóre z tych ujęć. Ulotne, blade kształty. Sylwetki, których nie można wyjaśniać otwarciem przesłony czy ekspozycją. Rozmyte postaci w kącie pustego pokoju."



Nie lubię czytać wychwalanych przez wszystkich powieści z prostego powodu. Im więcej dobrych opinii, tym bardziej wygórowane są moje oczekiwania względem nich. Zwykle lektura okazuje się zwyczajną klapą, gdyż mówiąc wprost - napalę się na coś niesamowitego, a dostaję albo coś tak cienkiego, że mam dosyć już od pierwszej strony. Ewentualnie w najlepszym wypadku - przeczytam, ale bez większego szału, bardziej pozytywnych emocji. Jak było w przypadku "Strażników światła"?


Według mnie ktoś nieźle "pojechał po bandzie" określając tę powieść spektaklem grozy. Przyznaję, że podczas czytania w nocy udało mi się raz trafić na taki moment, po którym powiedziałam sobie - "Dość, koniec na dziś, wrócę do tego rano. Czytanie tego w nocy nie jest dobrym pomysłem ". A co okazało się rano? Na kolejnej stronie nie było już ani śladu grozy...ani na żadnej kolejnej...


Bardzo, ale to bardzo rozczarowałam się grozą w powieści "Strażnicy światła". Wyspy Umarłych, prawie całkowicie wyludniona wyspa z mrocznymi legendami - w głowie sam pisze się scenariusz do upiornych wydarzeń, które mogłyby się tam rozgrywać, prawda? Uważam, że autorka miała świetny pomysł, ale potencjał nie został wykorzystany.


A co podobało mi się w tej książce? Szczegółowe opisy przyrody (z czasem jednak nużące), ciekawostki ze świata zwierząt i roślin, przenikliwy chłód emanujący z powieści na kilometr.
W chwili czytania czuje się charakterystyczny klimat tego miejsca. Zimno, wilgoć, zapachy - ta książka działa na wyobraźnię i zmysły. To mnie w niej najbardziej urzekło, a jednocześnie najbardziej irytowało. Dlaczego? Przedzierając się przez te precyzyjne opisy, próbowałam po prostu doszukać się szczypty akcji.


Podsumowując, "Strażnicy światła" to dość dobry debiut. Powtarzam, tylko i wyłącznie dobry debiut. Nie wywarł na mnie ogromnego wrażenia. Uważam, że Abby Geni powinna jednak wprowadzić nieco więcej dialogów, by fabuła powieści była mniej nużąca, a bardziej dynamiczna. Nie każdy lubi być zalewany opisami przyrody itp. Mimo że sama nie mam z tym większego problemu to pod koniec książki czułam się strasznie przytłoczona i łapałam się na przysypianiu nad książka kilka razy - serio. Niemniej jednak, sądzę, że jest to książka warta uwagi szczególnie dla osób zakochanych w wyjątkowych krajobrazach, miłośników przyrody, czytelników spragnionych ciekawostek biologicznych.
Wojna Światła i Ciemności
Autor: Luck
Czyta się całkiem fajnie. Nabyłem i się ucieszyłem . Dużo nowych rzeczy wprowadził autor, winszuję. Walka lwów i wampirów, gdzie to było wcześniej!
Sekrety roślin
Autor: monweg
Anne-France Dautheville francuska dziennikarka i pisarka, była pierwszą kobietą na świecie, która przemierzyła ziemię na motocyklu. W ubiegłym roku okazała się ikoną fashion show w paryskim domu mody Chloé. Ale tym, co najbardziej interesuje Anne-France nie są rajdy motocyklowe, ani moda, lecz świat roślin. Latami zgłębiała ich tajemnice i publikowała o nich książki. A zaczęła, jak większość z nas, od uprawiania swojego przydomowego ogródka.

Świat roślin jest najliczniejszym życiem na Ziemi. Na jej powierzchni do pół metra pod powierzchnią wody żyje ponad trzysta tysięcy gatunków grzybów, roślin, glonów i porostów. Najstarszym przedstawicielem jest sinica, która liczy sobie 3,2 miliarda lat.
Ciekawe książki się pożera. Ale można też je skubać, jak to robią kury, które szukają ziarna to tu, to tam, a potem dalej, w chaotycznej, nieprzewidywalnej wędrówce. Podobnie czytelnik tej książki, który znajdzie tu zdumiewające informacje o roślinach, kierując się jedynie nastrojem i wyobraźnią.
Rośliny. Kochamy je. Ich uroda cieszy nasze oczy, ich zapach nosy. Nie doceniamy ich, ale z powodzeniem żywimy się nimi. Jednak w zanadrzu rośliny mają więcej niż nam się wydaje. Są bardzo fascynujące i kryją mnóstwo tajemnic. Ta króciutka książka zawiera 200 zebranych przez Anne-France Dautheville ciekawostek i anegdot o roślinach.

Mało kto wie, że kilka tygodni po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie zakwitł oleander. Fiołek bujnie rośnie na glebie bogatej w cynk. Korzenie znanej wszystkim gorczycy pochłaniają z ziemi toksyczne metale. A kojarzycie z westernów takie kule suchych i brzydkich roślin. Rośliny te to róże jerychońskie, które potrafią wędrować „pchane” przez wiatr przez wiele kilometrów, by w odpowiednim miejscu znów zapuścić korzenie i zakwitnąć. Zostało udowodnione, że rośliny lubią gdy się do nich mówi, wtedy rosną szybciej, a niektóre gatunki są prawdziwymi melomanami. Na liście ciekawych roślin znajduje się również rzeżucha, która potrafi wystrzelić swoje nasiona na odległość dwóch metrów, jednak rekord należy do łaskotnicy pękającej, która strzela nasionami nawet na sto metrów, a odgłos temu towarzyszący można pomylić ze strzałem z karabinu.
Karol Linneusz, wielki szwedzki botanik, zauważył uporządkowany charakter kwiatów – otwierają się i zamykają zawsze o tej samej godzinie, każdy według swojego rytmu. (…) W czerwcu 2001 roku Jean-Paul Collaert w czasopiśmie „Jardins de France” opublikował zegar kwiatowy dla Francji.
Sekrety roślin to nie jest poradnik, przewodnik czy leksykon. To książka o florze, dla każdego, bo może zachwycić nie tylko miłośników przyrody. Tu nie znajdziecie suchych faktów, tylko wiele przydatnych ciekawostek, o których nie nauczyliście się w szkole. Książka napisana bardzo lekko i z humorem, dzięki czemu czyta się przyjemnie i szybko. Ozdobiona rycinami zebranymi przez Coline de Graaff-Gadesaude [odpowiedzialnej za opracowanie graficzne], które dodatkowo są radością dla oczu. Publikacja wzbogacona o mądrości ludowe i legendy będzie stanowić nie lada kąsek dla osób, które na co dzień interesują się botaniką. Gorąco polecam.
Wilgotny las tropikalny tętni życiem. Choć pokrywa zaledwie sześć procent powierzchni Ziemi, szacuje się, że żyje w nim od pięćdziesięciu do osiemdziesięciu procent wszystkich gatunków zwierząt i roślin.
Dzięki za tę podróż
Autor: monweg
Dzięki za tę podróż to moje drugie spotkanie z twórczością amerykańskiego pisarza i muzyka Tommy’ego Wallacha. Wcześniej miałam niewątpliwą przyjemność przeczytania jego debiutu literackiego Przed końcem świata.

Dzięki za tę podróż to powieść z gatunku young adult o młodzieży i dla młodzieży. Bohaterem jest siedemnastoletni Parker Santé, który zmaga się z problemami z samym sobą. Nastolatek jest wycofany i od tragicznej śmierci ojca nie wypowiedział ani słowa. Chłopakowi na niczym nie zależy, wagaruje, nie zamierza iść na studia, za to lubi przesiadywać w holu hotelowym, przyglądać się ludziom w nim mieszkającym, czasem ich okradając.

Wszystko się zmienia pewnego dnia w Halloween, gdy poznaje piękną srebrnowłosą dziewczynę. Zelda, bo tak ma na imię nastolatka (?) jest fascynująca, ale robi wrażenie, że na niczym jej nie zależy, nawet na pieniądzach, które chciał ukraść Parker. Dziewczyna twierdzi, że ma więcej lat niż na to wygląda, a do tego zamierza popełnić samobójstwo. Co z tego wyniknie?
Czekam na pewien telefon. Kiedy zadzwoni, oddam te pieniądze pierwszemu potrzebującemu, którego spotkam. A potem wsiądę w kolejkę, pojadę na most Golden Gate i skoczę z niego.
Powieść Wallacha napisana jest w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu mamy nieograniczony dostęp do tego, co się dzieje w głowie Parkera. Poznajemy jego myśli, uczucia, refleksje, obawy czyli wszystko to, co pozwala nam lepiej zrozumieć i poznać chłopaka.

Bohaterowie powołani do życia przez Tommy’ego Wallacha nie są idealni, ale nie sposób ich nie polubić. Zagubiony Parker, któremu wszystko wisi i który jest uwięziony z własnymi słabościami. Szalona, ale bardzo inteligentna Zelda, która ma zadanie zmienić nastawienie do życia Parkera. Cudowna dwójka, nie pospolita i taka, którą się pamięta po zamknięciu książki.
Czemu wszystkie złe rzeczy zajmują w naszych mózgach o wiele więcej miejsca niż te dobre? Czy każdy tak ma, czy to tylko ja? Znasz odpowiedź?
Nie mogę nie wspomnieć o kilku króciutkich opowiadaniach zręcznie wplecionych w fabułę książki. Są przepiękne, choć niestety nie kończą się happy endem. Dodają treści dodatkowego, nieuchwytnego smaczku.

Dzięki za tę podróż jest napisaną z niebywałą lekkością historią o przyjaźni i miłości. Na całe szczęście nie jest ckliwa, co mogłoby popsuć zamierzony efekt. To książka o pokonywaniu własnych słabości i ograniczeń. A także o znalezieniu sensu w życiu.
A może (i jakkolwiek maleńkie byłoby prawdopodobieństwo, pochylcie się nad nim, proszę), może naprawdę spotkałem na swojej drodze dziewczynę urodzoną dwa i pół wieku temu w Kassel, w Niemczech? A ona odmieniła moje życie w ciągu jednego weekendu, mimo że ja nie zdołałem odmienić jej…
Powieść Wallacha zdecydowanie polecam wielbicielom powieści obyczajowych oraz literatury młodzieżowej, choć jestem zdania, że nie jest to książka wyłącznie dla młodego czytelnika. Drugie spotkanie z twórczością amerykańskiego pisarza uważam za bardzo udane i pozostaje mi teraz oczekiwać na kolejne.
Nigdy nie jesteś sama
Autor: monweg
Jak co rano uporczywie wpatrywałam się w dwa zdjęcia przypięte magnesami do drzwi lodówki. Na tym czarno-białym byłyśmy jeszcze dziećmi – ja i moje trzy siostry: Agata, Milka i Róża. Kolorowa fotografia powstała dwa lata temu. Były na niej moje siostry, mam i trzy siostrzenice, a na odwrocie napisane było: „Brakuje tylko Anieli”.
Tak jak na tym zdjęciu brak było jednej z sióstr, tak w życiu Aniela izolowała się od najbliższej rodziny. Nigdy nie jesteś sama to obraz rodziny, rodziny złożonej z kobiet, niestety nie silnych. Matka – Wiktoria i jej cztery córki Agata, Milka oraz bliźniaczki Aniela i Róża. I jak to w tak dużej rodzinie bywa, raz jest lepiej, raz gorzej. Renata Adwent napisała książkę o życiu i o często niełatwych więziach rodzinnych. Jak ktoś ma rodzeństwo, to wie co mam na myśli.

Rywalizacja i zazdrość wśród rodzeństwa to coś całkiem naturalnego. Starsze dzieci nie akceptują młodszych, gdyż te zajmują ich miejsce, a i zainteresowanie rodziców kręci się wokół młodszych pociech. W tej powieści starsze dziewczynki są bez zarzutu. Pomagają matce, jak tylko mogą. Problem stanowią bliźniaczki Róża i Aniela. Dziewczynki rywalizują ze sobą w każdej dziedzinie, a ich stosunki bardzo odbiegają od schematu bliźniąt. Z czasem małe zaczepki i kłótnie rozrastają się i nabierają wielkich kształtów. Wiadomo też, że zarzewiem konfliktów jest Aniela.
Życie wśród sióstr jest jak jazda na karuzeli. Ktoś kogoś lubi, a z kimś nie rozmawia, ktoś komuś czegoś nie może wybaczyć za nic w świecie albo czegoś oczekuje (…) Ktoś komuś zazdrości, ustępuje lub ciągle robi coś za kogoś innego. Ktoś z kimś ma wielkie tajemnice (…) Relacje się zmieniały dość szybko i nawet w ciągu jednego dnia siostry bywały dla siebie na przemian jak najlepsze przyjaciółki i śmiertelni wrogowie.
Obserwujemy, jak z dzieci stają się nastolatkami z problemami, a później młodymi kobietami. Dziewczyny marzą o lepszym świecie i często nie zgadzają się z zastaną rzeczywistością. Niestety biletem wstępu do tego lepszego świata, w którym będą spełnione, ma być mężczyzna.

Małgorzata Foremniak, aktorka, w jednym z wywiadów stwierdziła, że kobieta bez mężczyzny nie może być szczęśliwa. Renata Adwent skorzystała chyba z tego zdania, bo jej bohaterki, to nie są kobiety silne, to kobiety, które na siłę szukają tej drugiej połówki. Dosłownie jakby bez faceta kobieta nie mogła istnieć. Skąd w takim razie te wszystkie zadowolone z życia kobiety-singielki, spełnione, szczęśliwe, odnoszące sukcesy? Adwent postawiła na inne bohaterki. Czy dobrze zrobiła? Odpowiedź kryje się na kartach powieści Nigdy nie jesteś sama.
Bycie na siebie skazanym budzi nienawiść. Bycie na siebie skazanym z miłości wyzwala zdolność do kompromisów.
Mimo tego książkę czytało mi się dość dobrze. Piszę „dość” ponieważ momentami odczuwałam zwyczajną nudę. Historia stworzona przez Adwent jest nierówna, chwilami nieciekawa, a za moment interesująca. Biorąc pod uwagę, że to dopiero druga książka autorki, można mieć nadzieję, że kolejne będą lepsze. Chciałabym żeby tak było.

Nigdy nie jesteś sama to opowieść dla wielbicieli powieści obyczajowych dla kobiet. Nie jest to książka wybitna, ale można z nią przyjemnie spędzić czas. Ja, mimo kilku zastrzeżeń, spędziłam. Polecam kobietom.
Wymyśliłam cię
Autor: Kto czyta książki - żyje podwójnie
Czy opowieść schizofreniczki może być wiarygodna? Czy warto ufać jej słowom, kiedy dziewczyna sama zmaga się z własnym umysłem? Taka właśnie jest główna bohaterka, próbująca żyć normalnie, choć będąca dla czytelnika zagwozdką. I taka jest właśnie ta książka. Nie byłoby w niej nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że każda z wykreowanych tutaj sytuacji może tak naprawdę nie mieć miejsca. Ale chociaż temat wydaje się skomplikowany i ciężki, całość czyta się szybko, a lekki styl nadaje powieści pozytywnego wydźwięku. Na odważny krok zdecydowała się autorka i moim zdaniem wygrała. Powiało świeżością, bo pośród całej masy książek dla młodzieży ta wydaje się szczycić absolutnie niesztampową fabułą.

Oprócz niepewnej w odbiorze Alex, „Wymyśliłam cię” oferuje szeroki zakres postaci drugoplanowych, jakże różniących się pod względem osobowości. Są ci bardziej i mniej życzliwi, na czele z Milesem, który imponuje wiedzą budząc zarazem lęk. To dzięki głównej bohaterce nieco wyalienowany chłopak zaczyna się uśmiechać. Kim jest i czy w ogóle istnieje? Wyraziści, aktywni, dający coś od siebie. Z takimi postaciami spotyka się czytelnik w tej książce. I choć osobiście nie poczułam się tutaj z nikim emocjonalnie związana, każda jedna postać dostarczyła mi intensywnych wrażeń.

Mogłoby się wydawać, że głównym tematem tej powieści jest rodzące się uczucie. Wątek miłosny został jednak potraktowany delikatnie, co na pewno nie odjęło jej uroku. Na pierwszym miejscu stoi tutaj bowiem choroba, jak już wspomniałam, pod względem odbioru wcale nie trudna do przełknięcia. Traktowana nie jako wyrok, ale jedną z przeszkód. Są także szkolne przepychanki, magiczna kula, tablica wyników i homary. Jak autorka wplotła te elementy w treść? O tym musicie przekonać się sami.

Wiarygodnie wypadło także całe tło historii, tworzone w dużej mierze przez szukającą swojego miejsca młodzież. Ci skupieni na wyglądzie, ale i czarujący inteligencją, ludzie mający parcie na szkło czy walczący z przeciwnościami zamykając się w sobie. Zróżnicowane charaktery budują intrygujący obraz młodego społeczeństwa sprawiając, że książka staje się poniekąd wielowątkową, ambitną, choć przyjemną w odbiorze lekturą.

„Wymyśliłam cię” to potrafiąca wyprowadzić w pole powieść o nastolatkach, którzy pomimo dodatkowych trudności próbują zasmakować szczęścia. Historia o miłości, przyjaźni, chorobie, z niesztampową fabułą i pozytywnie niewiarygodną narratorką. Jeżeli szukacie czegoś świeżego, polecam. Bo jedynym minusem, którego się tutaj doszukałam, jest okładka. Do niej, pomimo świetnego wnętrza, nie dam się przekonać.

Książka na złość
Autor: mimikiki
Bardzo dobra książka. Polecam wszystkim złośnicom i złośnikom. Pomaga się odstresować.
Córka doskonała
Autor: Tysiąc Żyć Czytelnika
Na pierwszy ogień wezmę bohaterkę, bo tu będzie trochę narzekania. Bardziej beznadziejnej istoty to z lupą szukać. Jest tak perfidnie niedoskonała, że myślałam w pewnym momencie, że wstanę i ją zamorduję. Ale nie, wtedy by w niebie/piekle narzekała, a ja nie będę przecież nikogo kolejnego narażać na utratę cierpliwości, a później zdrowia. Co robi Jacks? Narzeka jak to jej w życiu źle. Narzeka i narzeka, i narzeka... No szału dostać można. Wszyscy są 'be', a ona jest poszkodowaną szarą myszką. Dlaczego? Bo coś nie jest tak, jak sobie wymarzyła. A przecież może być jeszcze gorzej! O nieeee, to już torturowanie naszej biednej bohaterki! Jak ona przeżyje takie znęcanie się?! (...) Dajcie ludzie spokój. Ma wspaniałego męża i nie pracuje. Jedynymi jej obowiązkami jest opieka nad dziećmi i matką, od czasu do czasu coś posprząta. I ona ma ciężkie życie. Co mają powiedzieć matki, które i pracują na pełen etat, i muszą ogarniać dom oraz dzieci?

Musiałam sobie zrobić w ciągu czytania przerwę, by sięgnąć po lekturę szkolną. Powracaliśmy do 'Skąpca' Moliera. Przeczytałam, zdałam i powróciłam do 'Córki...'.
Wtedy mnie uderzyło. Dostałam w twarz podsumowaniem. Autorka, podobnie jak Molier, wyśmiewa się z pewnych zachowań. Nie ma absolutnie żadnej szansy, żebyśmy polubili naszą bohaterkę. Więc z każdego jej zachowania możemy wyciągnąć naukę. Wszystko co robi, wszystko co nam gra na nerwach, możemy przełożyć na nasze życie. Ile razy mięliśmy dość, więc pisaliśmy do najlepszej przyjaciółki by sobie ponarzekać? Kiedy nawrzeszczeliśmy na kogoś, bo... się nawinął? Nikt z nas nie jest ideałem. Nie damy rady być nim, bo nie ma czegoś takiego poza naszymi snami.

Poza morałem chyba nie mam czego się doszukiwać w tej powieści. Fabuła została napisana pod niego, bohaterowie zostali wykreowani... Generalnie brakuje mi słów, bo ta książka taka była. Jednowieczorówka aż do bólu. Przeczytać, zrozumieć, zapomnieć. Raczej nie zostanie mi w pamięci na długo, bo nie ma co zostawać po prostu. Dobrze było sobie uświadomić kim nie chcę się stać, ale poza tym - czy ja wiem... Nie żałuję przeczytania, ale też pewnie nigdy do niej nie wrócę, bo niczym wspaniałym mnie nie ubodła. Ach! Zapomniałabym. Uświadomiła mi, że warto trzymać się schematu -> najpierw studia - potem miłość. Jednak nie jestem pewna, czy to nie miało działać w tą drugą stronę, że miłość przezwycięży wszystko.

Całą recenzję wraz ze zdjęciami znajdziesz na:
https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/04/129-corka-doskonaa-amanda-prowse.html
Księga luster
Autor: Combo
Z pewnym sceptycyzmem podchodziłam do tej książki. Nie znałam autora, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. A miałam ochotę na dobrą książkę. No i właśnie to dostałam. Świetną fabułę, naprawdę żywych bohaterów, ciekawą historię, fajny język. Książka wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony. Przeczytałam w jeden wieczór i noc.
444
Autor: DominikaEl
"444" dostałam do recencji od Wydawnictwa Wielka Litera i o ile nie przepadam za thrillerami, o tyle ta książka wciągnęła mnie bardzo szybko. Pierwsze strony pochłonęłam w metrze, kolejne już w domu. Jestem w połowie powieści i wiem jedno - po opisie i nagłówkach można wiele sobie obiecywać od książki, a ona na pewno je wszystkie spełni. Brawa dla Siembiedy.
Podróże Guliwera
Autor: DeVi

Guliwer to mężczyzna zajmujący się chirurgią na statkach. Wiek XVIII w Anglii to dość specyficzne czasy, ale przyznajmy się: a kiedy one nie były? Nasz bohater wyrusza na kilka podróży daleko hen by się wzbogacić i mieć co przywieź żonie do domu. W końcu z czegoś trzeba żyć. Traf chciał, iż często jego statek kończył na dnie, jego pasażerowie również (w najlepszych przypadkach przeżyli, ale jego wyrzucono na nieznany ląd). Wyspy jakie odwiedził różniły się bardzo od tych mu znanych. Ani to Indie, ani Japonia, ani Chiny, ani Afryka. Jednakże można by to jakoś przeżyć gdyby nie fakt, kto zamieszkiwał tajemnicze i nieznane ziemie odwiedzone przez Guliwera.




Czytając o pierwszym etapie podróży porównywałam, co pamiętam z filmów, a co jest nowego. Doszłam po dłuższej chwili do wniosku, że film to jedna wielka ściema i bajka dla dzieci, a książka to ogromna skarbnica wiedzy o życiu, filozofii, polityce i oszustwach oraz niesprawiedliwościach na świecie. Nie możliwe? Ano nic mylnego! Ponieważ im dalej miałam wrażenie niecodzienności, inności i wielkiej żałości. Dlaczego? Bo mamy XXI wiek i nic przez trzy wieku się nie zmieniło. Ba! Nawet pogorszyło. Czy to możliwe? Tak! I tu tkwi pies pogrzebany.

Było mi smutno, bardzo przykro, że to co czytam działo się tak dawno temu, a teraz bierzemy z tego taki przykład, że jest nie lepiej. Owszem w jakiś sensie żyje się łatwiej. Więcej wygód. Poprzeczka poszła w górę. Ale gdyby spojrzeć na to w sposób racjonalny to co jest inaczej? Bieda? Jest. Bezrobocie? Jest. Praca za psie pieniądze? Jest. Kłamstwa polityków? Są. Wykorzystywanie podatków na swoje widzi misia? Jest. Bezsensowne wojny? Są. Choroby? Są. Oszuści, kłamcy, wykorzystywacze, złoczyńcy? Bez zmian, a nawet gorzej.

Więc pytam się: co się stało, że nic się nie stało?

Ponieważ głupota ludzka, chciwość, nienawiść, zawiść i chęć posiadania więcej niż inni nas zgubiła już wiele set lat temu.

Mogłabym opowiedzieć Wam o wyspach i nacjach jakie odkrył Guliwer. Ze byli mali ludzie, duży ludzie, konie z wielką inteligencją. Ba! Nawet „jaskiniowcy” byli. Lecz porównanie i wyjaśnianie, czego on się tam dowiedział byłoby ogromnym spoilerem. Dlatego powiem Wam coś innego. Otóż jeśli chodzi o władze to wszystko jest tak głupie, skomplikowane i bezsensowne, że się zastanawiać czemu lud (jakiegoś kraju) dawno się nie zbuntował i nie kopnął ich w tyłek. A najlepiej ściąć na gilotynie, zastrzelić ,utopić rekinom na pożarcie. Ach tyle opcji! Ale o co mi konkretnie chodzi? Ano o to: Guliwer KAŻDEMU się kłaniał, całował stopy (bo na dłoń nie zasłużył), zlizywał bród, syf i inne paskudztwa z posadzki dla uciechy władcy, pozwalał się traktować jako gorszego, głupszego, idiotycznego, nic nie znaczącego pupilka zwierzęcego, którego udomowili sami. Rozumiecie ten paradoks? Widzicie tu jak mało różniło się to zachowanie od tego jakei jest teraz?

Właśnie.

Świat się nie zmienia.

Świat staje się gorszy.

Jak temu przeciwdziałać?

Myślę, że jest na to tylko jedna rada: przeczytać tę książkę.

Podsumowując: Podróże Guliwera to lektura obowiązkowa dla każdego. Czy to parodia? Fikcja, a może prawda? Młodzież, przy zachowaniu resztki rozsądku i rozumu, może wykorzystać ów wiedzę zawartą w książce dla lepszego jutra. Powieść ogromnie wpłynęła na moje samopoczucie, świadomość, empatię, zrozumienie i niechęć by było tak źle jak jest. Jestem może tylko jedną, zwykła i nic nie znaczącą jednostką. Ale każdy kto przeczyta tę powieść zrozumie prawdą kryjącą się za dymem zasłaniającym oczy całej populacji ludzi na ziemi. Przeczytaj. Zrozum. Dowiedz się więcej. Zacznij żyć na nowo z lepszym „ja”.

wiecej na: https://recenzjedevi.blogspot.com
zapraszam! :)
Xięgi Nefasa. W zaświatach
Autor: Saramanowicz Małgorzata
pierwsza częśc ok dobra akcja interesujące spojrzenie na temat i fajna perspektywa teraz biorę sie za drugą
Wymyśliłam cię
Autor: Tysiąc Żyć Czytelnika
Wydawnictwo Feeria Young po raz kolejny udowodniło, że choćbym w ogóle nie była zainteresowana książką, to ona i tak mnie porwie, przeżuje, wypluje z kacem książkowym i błaganiem o litość. Nie byłam przekonana, co do tej powieści. Temat schizofrenii podczas wybierania wydawał mi się niesamowity, ale później przeczytałam wspaniałą | Głębię Challengera | i byłam pewna, że 'Wymyśliłam cię', jak wspaniała by nie była, jej nie dorówna. A jednak stało się inaczej...

'Boże, dobre to było'. Te słowa idealnie oddają to, co teraz czuję. Tymi słowami (chociaż bez przecinka, bo pisałam je przecież pod wpływem emocji) zakończyłam lekturę. Wysłałam je i oddałam się przemyśleniom, dlaczego ta książka ma jedynie 384 strony...
Chyba moim pierwszym błędem przed zabraniem się do czytania, było porównywanie. Jeju, 'Challenger' a to, to jak ogień a woda. Nie można i nie da się tego porównywać. Na pozór podobne, a jednak jedyne co je łączy to wspaniałość. Nie dam rady zaprzeczyć, obie wkraczają radosnym krokiem do grona moich ulubieńców. Wiem, że zapamiętam je na dłuugo, lecz oceniałam je w całkowicie innych kategoriach...

Fabuła jest ciekawie wymyślona. Tym razem nie mamy tutaj statków piratów, a normalne życie. Nastolatkę, która nie jest pewna, jak ma żyć. Chce mieć chłopaka, chce być normalną. Spotyka miłość, lecz ta wydaje się czymś odległym, nie do zdobycia. Najpierw chce ją odrzucić, jednak w ońcu ulega. Kto by nie uległ? Podobało mi się połączenie tych dwóch światów. Z jednej strony psychiatryka, silnych leków, a z drugiej - szkoły, znajomych. Alex zdecydowanie ma ciężkie zadanie. Nie jedna osoba na pewno wolałaby się poddać i pójść na leczenie, nawet jeśli oznaczałoby to koniec normalności. Dziewczyna nie pozwala na to. Poznaje Milesa i jej świat zaczyna się zmieniać. Choroba znika? Nie, niestety nigdzie się nie wybiera, ale ona jest w stanie o niej zapomnieć. Stara się odróżniać halucynacje od normalności i chyba wie, jak to zrobić...

Język użyty na pewno nie przypadnie wszystkim do gustu. Jest bardzo nieoficjalny, młodzieżowy. Mogłabym z czystym sercem przyrównać go do slangu. Autorka, jak i tłumacz, idealnie oddali charakter dzisiejszej młodzieży. Nie unikamy przekleństw, nie unikamy wpadek. Nie, nie. Wśród siebie jesteśmy sobą, nawet jeśli próbujemy się zmienić. Cóż, na początku przez to byłam lekko zdezorientowana. Kto normalny w formie pisanej posunie się do czegoś takiego? Lecz później... Ach! Zakochałam się. To zdecydowanie jest specyfika tej książki. Moglibyśmy przyrównać zachowania i dialogi do normalnego życia. Został jednak pominięty temat uzależnień wśród młodzieży i chwała autorce za to, chybabym nie dała rady kolejny raz słuchać o tym samym. Chyba doszłyśmy do tego samego wniosku, bo całe szczęście książka pominęła ten temat. Powieść o uzależnieniach, gwałcie i cięższych tematach, zasługująca na miano powieści roku to bardziej | Co mnie zmieniło na zawsze |.

Ach, byłabym zapomniała. To jest także jedyna książka, w której spotkałam się z powszechnie użytymi wielkimi literami. Mianowicie jeden z nauczycieli miał tak donośny głos, że aby oddać w pełni jego charakter został tak opisany. Początkowo po prostu wbiło mnie w fotel. Okej, język przeżyję, ale wielkie litery? Co autorka miała na myśli? (...)
Później zaczęłam autentycznie się z tego śmiać. Każda kolejna scena bawiła coraz bardziej, więc sceny z profesorem nie mogły być wyjątkiem od reguły.
Oceniam ten zabieg pozytywnie. Wydaje mi się, że autorka lawirowała na krawędzi życia (śmiechu) i śmierci (niesmaku), jednak całe szczęście pozostała przy życiu. Nie było tych wielkich liter za dużo, poza tym zostały użyte jedynie przez tego jednego bohatera.

Bohaterowie także są bardzo specyficzni. Nie wiem jak wy, ale ja nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnego chłopaka głównej bohaterki w okularach. Okej, byli geniusze i tak dalej, ale okulary? Pojawiały się jedynie u dziewczyny i to w skrajnych przypadkach, by ta część publiczności mogła się utożsamić z kimś raz jakiś czas. Tym razem byłam naprawdę zaskoczona, że typ 'mięśniaka' spadł na drugie miejsce. Ach, to było to, czego było mi trzeba. Miles jest kujonem i ma piękne oczy, ukryte za szkłami. Alex także jest nietypowa - ocenia inteligencję, a nie wygląd. Co prawda, wszystko zaczęło się od tradycyjnej wojny w 'pociąganie warkoczy', chociaż w nowocześniejszej wersji. Zaklejona szafka, rzucanie plecakami... Pojawiło się dużo zabawnych sytuacji, często dziwnych, myślę to także dzięki nim tak bardzo pokochałam tą książkę.

Moja ocena jest tym razem jedynie formalnością. Oczywiste, że dam 10/10, nie mogło przecież być inaczej. Polecam, wydaje mi się, że warto sięgnąć po tą książkę, bo nawet nie spotkałam się z czymś podobnym. Połączenie ciężkiej choroby z normalnością już jest godne podziwu. A wplecenie normalnego języka? Och, ten zabieg także niesamowicie się udał...

Całą recenzję wraz ze zdjęciami znajdziesz:
https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/04/129-wymysliam-cie-francesca-zappia.html#more
Spacerując w promieniach słońca
Autor: Benita
Jest to książka prowadzona w formie tygodnika, zawiera 52 wpisy na każdy z 52 tygodni w roku. Autorka dzieli się w nich z nami swoimi refleksjami, przeszłością, zmartwieniami i sposobami, które pomagają odpędzić "złe demony" w postaci nieuzasadnionych obaw i natarczywych myśli.

Na początku nie mogłam się przekonać do treści, gdyż pierwsze (wiosenne) tygodnie skupiają się przede wszystkim na medytacji i fragmentach inspirujących utworów, które (niestety) w polskim tłumaczeniu już tak nie porywają jak w oryginale. Jednak im głębiej w las, tym lepiej...
Odnalazłam sporo technik relaksacyjnych, o których kiedyś pamiętałam, lecz z czasem wyleciały mi z głowy. Oprócz tradycyjnego oddychania, pozytywnego nastawienia, autorka dzieli się również swoimi poradami dotyczącymi "higieny snu", który tak bardzo wpływa na nasze samopoczucie, i który tak często zaniedbujemy. Poruszony zostaje tu również temat zjawiska nazywanego FOMO (Fear of Missing Out), czyli Lęk przed tym, że coś na omija; na który (przyznaję się bez bicia), tak jak i większość ludzi działających pod presją czasu i otoczenia, również cierpię. To, na czym autorka skupia się w tej pozycji najbardziej, to sztuka odnalezienia spokoju i szczęścia w codziennym życiu, niewielkich aspektach (celowo nie używam słowa 'rzeczy', gdyż nie chodzi tu o dobra materialne), takich jak spokój przy pielęgnowaniu ogródka, satysfakcja po upieczeniu ciasta czy choćby ukojenie w...oddychaniu.
Oczywiście, nie jest to recepta na wieczne szczęście, gdyż autorka sama przyznaje, że miewa gorsze chwile, lecz jej główną ideą jest zaszczepienie zachęty do przystopowania i poszukiwania radości i harmonii w otaczającym nas świecie, który przecież w nie obfituje.

Co do strony "technicznej", książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, za sprawą nie tylko lekkiego pióra autorki, ale i również optymalnej wielkości czcionki, która nie męczy wzroku. Czytanie umila również ciekawa organizacja wpisów i przede wszystkim - zabawne ilustracje, których tutaj nie brakuje.

Podsumowując, jest to książka o której będę długo pamiętać i do której będę często wracać, ponieważ dostałam dzięki niej zastrzyk inspiracji, dzięki któremu problemy, z którymi każdy z nas się boryka nie wydają się już być tak trudne do pokonania, jak kiedyś. Warto również wspomnieć, że wpisy zaczynają się od wiosny, dlatego myślę, że jest to idealny czas, by książką się zainteresować i przystąpić do wiosennych porządków nie tylko w domu, ale również i w głowie.
Dziennik 2000-2002
Autor: Krystyna Janda
Piekna ksiazka, ciekawe wspomnienia, zebrane w calosc. Warto przeczytac z roznych wzgledow. Ciekawe zycie aktorki i wybitne role teatralne.
Znajdź kropki
Autor: Nowe Horyzonty
Dzisiaj przybywam do Was z recenzją książeczki dla dzieci od Wydawnictwa Mamania. Znajdź kropki autorstwa Andy'ego Mansfielda, to publikacja dedykowana dla maluchów powyżej szóstego roku życia. Niemniej mój synek ma 5 lat i doskonale odnajduje się w temacie, jedynie mama czyta mu polecenia, co ma w danej chwili zrobić.

Książeczka jest przestrzenna, czy jak kto woli trójwymiarowa. Dziecko ma do wykonania 10 zadań typu: pociągnij, popchnij, podnieś, obróć, przekręć, zagnij, popatrz i zajrzyj. Co ciekawe z każdym kolejnym zadaniem, należy znaleźć o jedną kropkę więcej, niż na poprzedniej stronie. Maluch uczy się nie tylko liczyć do 10, ale też koncentracji, myślenia, kolorów, które nawiasem mówiąc, są tutaj bardzo intensywne, przy czym jednocześnie się bawi.

Dla niektórych minusem może stanowić monotematyczność książki, bowiem oprócz szukania kolorowych kropeczek, nic się tutaj nie dzieje. Kolejny minus to cena, ponieważ na okładce widnieje 49,90 zł. Szukałam w sieci i znalazłam kilka stron, na których można ją kupić, nieco taniej. Czego się nie robi dla naszych pociech?

Mój synek oszalał na punkcie tej książeczki. Nie można jej odmówić pomysłowości, bo jest oryginalna, wcześniej nie spotkałam podobnej. Publikacja zasługuje na uznanie, dlatego że jest starannie wydana, a jej kartonowe strony z pewnością uchronią ją przed zwinnymi paluszkami naszych pociech, brudem, jedzeniem, czy upadkiem. Polecam.
Meandry losu T.1. Pozbawieni ojczyzny
Autor: Bożena
Zachęcona recenzjami sięgnęłam po Meandry i.... nie rozczarowałam się. Książka bardzo ciekawa, łatwa w czytaniu, bo pisana prostym językiem (z dużą ilością dialogu). Poza tym podejrzewam, że jej treść osadzona jest w realnej historii prawdziwych miejsc naszego kraju, okolic Łomży. Autor wydaje się mieć dużą wiedzę historyczną i sprytnie "podaje" w niej fakty, które nie zawsze są znane szerszemu gronu odbiorców. Pewne informacje mogą zaskakiwać, ale też zastanawiać... Jak najbardziej godna polecenia!!!
Meandry losu T.1. Pozbawieni ojczyzny
Autor: Wanda
Meandry losu...
Książka ciekawie opowiada zdarzenia z pierwszego roku po wybuchu wojny. Akcja rozgrywa się w okolicach Łomży i dotyczy losów mieszkających tam ludzi. W prosty i bardzo przystępny sposób opisuje realia tamtego okresu, ale ukazuje je w inny sposób, z innej perspektywy. "Meandry losu" mówią o życiu, rozterkach i niepokojach zwykłych ludzi wynikających z wybuchu wojny oraz z faktu, że w bardzo krótkim czasie mieszkańcy tamtego regionu znaleźli się pod okupacją niemiecką, a po paru tygodniach sowiecką. Autor w ciekawy sposób łączy fakty historyczne z treścią książki i edukuje czytelnika odnośnie historii tamtego czasu. Treść książki poszerza wiedzę historyczną czytelnika, a czasami uczy jej prawie od podstaw. Każdy zainteresowany tematem sowieckiej okupacji powinien ją przeczytać. Książkę trzeba przeczytać!!! Polecam.
MMA fighter. Walka
Autor: Tysiąc Żyć Czytelnika
Wielu moich znajomych zachwycało się 'Graczem' tejże autorki, jednak nie miałam go w swoim repertuarze przewidzianego. Jaaasne, okładka mnie olśniła, ale poza tym jakoś przegapiłam premierę i gdy wychodził miałam zbyt dużo na głowie, by zainteresować się tematem. Jak zdecydowałam się na 'Walkę'? Cóż, uległam namowom przyjaciółek. Skoro Vi Keeland jest tak dobrą autorką, to chyba trzeba dać jej szansę, prawda?

Elle jest prawniczką. Ma dobre, poukładane życie i miłego chłopaka. Pozornie, niczego jej nie brakuje. Prowadzi bezpieczne życie, trzyma się swojej rutyny i czuje się z tym normalna. Pewnego dnia, jednak dostaje ciekawą sprawę, na którą poniekąd czekała, od czasu, gdy napisała na ostatnim roku studiów prawniczych pracę o zrywaniu kontraktów z firmą sponsoringową.
Nico jest sportowcem z ciężką przeszłością. Walki MMA od zawsze były wyzwaniem, jednak rok temu stało się coś, czego chłopak nie jest w stanie sobie wybaczyć. Aż nadejdzie odpowiedni moment, by wrócić do jego zawodu, jednak cały czas nie czuje się gotowy...

Logiczne, że połączy ich uczucie i razem wyciągną siebie z tego bagna. Niemniej ta książka nadal walczy o wyrwanie się spoza kanionu romansowych schematów. Przede wszystkim zdziwił mnie brak wstępu. Zostałam wrzucona do życia Elle i nie byłam na to przygotowana. Nie ogarniałam, gdzie jestem i co się dzieje. Sprawdzałam parę razy, czy aby na pewno to pierwsza część historii. Tak, nie pomyliłam się, tym razem cyferki mają się dobrze. Początek nie jest przesycony akcją, główna bohaterka nie zaczyna nagle uciekać przed zgrają krwiożerczych królików (chociaż byłoby ciekawie, gdyby tak zrobiła...). Jest spokojny dzionek, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, a nudne życie Elle doprowadza nas do szału i nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co się dzieje. A mimo tego... Przed setną stroną dałam się porwać i wieść po mnie przepadła.

Skoro już zaczęłam mówić o przedstawicielach płci męskiej, to chyba czas na pogadankę o Nicu. Hmm, muszę przyznać autorce, że świetnie go wykreowała. Często da się opisać bohatera w taki sposób, że po trzech słowach już widać dokładny jego szkic. Tym razem pokusiłabym się o słowo 'silny', bo generalnie z tym słowem najbardziej go utożsamiłam, prawdopodobnie dlatego, że jest hm... jakby to powiedzieć... zawodnikiem MMA, który całe dnie spędza na siłowni? Tak, jak widać, mój umysł działa jak zawsze na najwyższych obrotach, jeśli chodzi o skojarzenia. Nie moja wina, nie myślę dzisiaj poetycko, tylko bardziej PKB-owsko, bo uczę się geografii od dwóch dni... Wracając, Nico jest słodki, czasem zabawny, ponury, miły, kochany, bezczelny... Coś wam to przybliżyło? Pewnie nie, mi ciężko było zrozumieć jego postać na trzystu stronach, choć pod koniec prawie mi się udało. Z chęcią bym napisała rozprawkę na temat złożoności jego osoby, ale chyba sobie daruję, bo bezspoilerowo tego nie zrobię. Powiem tylko, że wyłamuje się on spoza schematu bad boyów i miłych chłopaków - dlatego mi się tak spodobał.

Fabuła jest wymyślona prosto i dość schematycznie. Dwójka ludzi z problemami się spotyka i nagle bum! miłość. Mimo tego wnętrze tej książki do mnie przemówiło. Ona jest jednocześnie inna i podobna do tych, które już dane mi było czytać. To romans i to mocny, serduszka i różyczki są obecne wszędzie. Niemniej zwroty akcji były genialne. Parę razy się nawet zatrzymałam, by pojąć, co też się wydarzyło. Troszeczkę nie podobało mi się, że późno zrozumiałam cel tej książki. Autorka zdradzała nam tajemnice, kąsek po kąsku. Rozłożyła je podstępnie na 330 stron i nie pozwoliła nam wiedzieć. A ja jestem typem człowieka, który lubi mieć pojęcie: co, gdzie, jak, dlaczego. Prawdopodobnie ten zabieg trafi do wielu osób, jednak mi w pewnych momentach przeszkadzał. Co prawda nie mocno, bardziej chciałam się do tej książki przytulić za cudowne chwile, niż zrobić jej krzywdę. Właściwie, to o tym drugim wcale nie myślałam.

Dzisiaj coś długie mi wychodzą te akapity, więc może skończę sobie trochę szybciej, żeby już was nie męczyć. Moim zdaniem książka jest warta przeczytania, jednak jest dla grupy osób, które myślą o przyjemnym popołudniu z romansem, który próbuje się wyłamać spoza szablonu, chociaż nie do końca. :) Jest to przyjemna opowiastka na jeden raz.
Książce za małe niedociągnięcia dam mocne 7/10. Nawet +7/10.

Całą recenzję znajdziesz na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/04/127-mma-fighter-walka-vi-keeland.html
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
Idź do strony: