Dziś w ofercie 127 783 pozycji
Recenzje:
Uziemieni
Autor: ALA
Postaci mają fioła na swoim punkcie. Autorka ukazuje idealne zgranie partnerów, szaleństwo uczucia, żądzy, zazdrości i dominacji. Piękne opisy miłości cielesnej dwojga zakochanych osób mocno oddziałują na wyobraźnię.
Wielki marynarz
Autor: Czytanie Naszym Życiem
Lili postanowiła drastycznie zmienić swoje życie. Od tej pory na pewno nie będzie się nudziła! Zamierza zajmować się prawdziwie męską robotą - rybołówstwem. Na otwartym morzu nie ma miejsca na słabość, nudę czy odpoczynek. Lili prowadzi ciągłą walkę, ale takie życie jej się podoba. Pewnego dnia poznaje kogoś wyjątkowego. Jak potoczą się jej losy?
Catherine Poulain w wieku 20 lat opuściła dom, aby żyć na własną rękę. Pracowała w wielu miejscach, np. w wytwórni konserw rybnych na Islandii czy w barze w Hongkongu. "Wielki marynarz" jest jej literackim debiutem, w którym zawarła część swojego życia.
Bardzo lubię książki o morzu. Ta tematyka jest dla mnie zawsze owiana tajemnicą, jest czymś nowym i ciekawym. Sięgając po "Wielkiego marynarza" spodziewałam się przyjemnej lektury przedstawiającej losy kobiety rybaka. Natomiast dostałam coś zupełnie innego... Catherine Poulain opisuje losy Lili w sposób niezwykle bezpośredni, bez żadnego mydlenia oczu. Wykreowana przez nią bohaterka postanowiła wejść do męskiego świata, w którym nie ma delikatności. Treść tej książki czasami może przyprawić czytelniczkę o mdłości - tak, to jest ostrzeżenie. :D
Jeżeli chodzi o główną bohaterkę to muszę przyznać, że nie jest irytująca. Obawiałam się, że Lili w męskim świecie będzie udawała kogoś, kim nie jest. Na szczęście, pozostała sobą. Wśród wielu mężczyzn, z którymi musiała żyć na co dzień, czuła się raczej dobrze. Wszyscy ją szanowali - w końcu na to zasłużyła. Odniosłam wrażenie, że autorka chciała pokazać przede wszystkim siłę i wytrwałość kobiet. Lili jest niezbitym dowodem na to, że kobiety nie powinny być określane jako "słaba płeć". Ale po przeczytaniu książki doszłam do wniosku, że lepiej by było, gdyby czytelnik wiedział coś więcej o przeszłości głównej bohaterki, bo pod tym względem odczułam pewien niedosyt. Warto byłoby wiedzieć co tak naprawdę skłoniło Lili do wybrania najtrudniejszej ścieżki życiowej. Szczerze mówiąc, jakoś nie chce mi się wierzyć, że chodziło tylko o wszechobecną nudę. Taka argumentacja jest dla mnie za słaba.
Podsumowując, "Wielki marynarz" trochę mnie zawiódł. Nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, jak się spodziewałam. Zgadzam się, że pomysł na fabułę jest oryginalny, ale poza tym cała ta historia wydała mi się lekko jałowa, zbyt płytka. Po prostu czegoś mi tu zabrakło... Ale "Wielki marynarz" dostał aż 8 nagród literackich oraz został nominowany do Nagrody Goncourtów, co świadczy o tym, że jest to książka rozchwytywana i podoba się ludziom. Dlatego moja rada jest po prostu taka, że jeśli jesteście ciekawi to sięgnijcie po tę książkę, ale nie spodziewajcie się cudów. Jej wyjątkowość, moim zdaniem, polega tylko na oryginalności.
Bądź czujna
Autor: złodziejka zapisanych stron
Podsumowując: Książkę "Bądź czujna" polecam wszystkim, którzy uwielbiają gdy w opowieści coś się dzieje, szczyptę magii oraz mocnego słowa. Przygody Ann na pewno nie należą do schematycznych. Dziewczyna cały czas musi walczyć o swoje zdanie. Musi przemyśleć każdy swój ruch, chociaż by obronić przyjaciół zrobi wszystko. Ja wciągnęłam się na maksa :) Mam nadzieję, że Paula napiszę kiedyś kontynuację.

http://zlodziejka-zapisanych-stron.blogspot.com/2017/06/25-badz-czujna-paula-bartkowicz.html
Osobliwość ciszy
Autor: Marta wśród książek
Książka jest idealnym dopełnieniem, które polecam każdemu, kto czytał poprzednie części trylogii.

Jeśli jednak nie czytałeś trylogii ciszy, a obawiasz się thrillerów psychologicznych, ta seria jest idealną, by taką przygodę rozpocząć. Ja czekam z niecierpliwością na kolejne powieści spod pióra autorki.

https://martawsrodksiazek.blogspot.com/2017/06/osobliwosc-ciszy-alicja-masowska-burnos.html
Doczekać jutra
Autor: Patrycja Trzcionkowska
Książka przedstawiająca prawdziwy, okrutny świat, w którym bohaterowie muszą zmierzyć się z cierpieniem, przeciwnościami, a także słabościami.

Tak naprawdę nie często sięgam po tego typu książki. Lubuję się w thrillerach oraz kryminałach, jednak opis powieści bardzo mnie zaciekawił. Wiedziałam, że poruszane w niej trudne życiowe tematy, wzbudzą we nie ogromne emocje i pochłonę ją w błyskawicznym tempie. Pomimo, że okładka nie do końca mnie przekonała, to jednak chęć poznania kolejnego polskiego autora wygrała i absolutnie nie żałuję.

Pewnego deszczowego dnia, Konrad Szewczyk zabiera autostopowicza. Podczas wspólnej drogi, starszy mężczyzna oznajmia mu, że jest nim samym z przyszłości i składa mu propozycję powrotu do przeszłości w celu przeanalizowania swojego życia, obiecując tym samym zniknięcie z jego życia. Zdenerwowany wyznaniem pasażera Konrad daje się namówić i przechodzi przez zagadkowe drzwi.

„Doczekać jutra” to historie ludzi brutalnie doświadczonych przez los, zmagających się z biedą, ubóstwem, śmiercią bliskich, maltretowaniem. Drastyczne opisy samobójstwa – krótkie, zwięzłe i jednocześnie przeszywające na wskroś. Na początku każda historia wydaje się bardzo odległa od drugiej, jak gdyby książka na nowo była rozpoczynana z każdymi kolejnymi losami innego człowieka. I mimo że nie zlewają się w jedno to łączy je bardzo wiele, brutalna rzeczywistość, trud życia i rodzinne problemy.

Wszystkie historie ogromnie mnie wzburzyły. Każdą przeżywałam równie mocno z bohaterami powieści. Wyrodna matka znęcająca się nad dziećmi, przed wszystkimi udająca przykładną katoliczkę, co tydzień chodząca na niedzielną mszę, dla wszystkich uczynna i miła. Dzieci przeżywające piekło w domu, bite, poniżane i głodzone. Dziewczynki sprzedające swoje ciało za pieniądze, ubrania, kosmetyki. Wszystkie opisy były równie mocne, straszne, ale jakże prawdziwe. Chyba ta realność była najbardziej paraliżująca, bo przecież takie rzeczy dzieją się na co dzień. Autor chce nam również przekazać skutki tego w późniejszym etapie życia.

Każdy jest kowalem swojego losu. Droga, którą kroczymy jest wyznaczana przez nas samych, jednak pokazana w książce niesprawiedliwość jest zatrważająca, dogłębnie porusza i budzi w czytelniku skrajne emocje. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, jednak trzeba się liczyć z kołatającym sercem, drżeniem rąk i wzruszeniem.

Patrycja Trzcionkowska
Chłopak który o mnie walczył
Autor: Książki Milki
Do twórczości Kirsty Moseley zabierałam się już naprawdę od bardzo dawna. Mnóstwo pozytywnych ocen i pochlebne recenzje skutecznie zachęciły mnie do tej autorki. Kiedy dostałam propozycję od wydawnictwa HarperCollins Polska, niemal od razu i bez wahania zgłosiłam się po "Chłopaka, który o mnie walczył". Dopiero kiedy powieść znalazła się w moich rękach zauważyłam, że jest to kontynuacja losów Ellie i Jamiego z książki "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Miałam ochotę krzyknąć: "BRAWO KAMILA", ale postanowiłam, że zaryzykuję i spróbuję przeczytać drugą część bez znajomości pierwszej. I powiem wam szczerze, że nie było tak źle. Więcej szczegółów za chwilę - w dalszej części recenzji, na którą serdecznie was zapraszam.

Rozstanie z Jamiem było dla Ellie jedną z najtrudniejszych rzeczy w życiu, z którą musiała się kiedykolwiek zmierzyć. Dziewczyna wyjechała i rozpoczęła nowe życie, a także związała się z porządnym mężczyzną. Wypadek samochodowy jej rodziców sprawia jednak, że Ellie zmuszona jest wrócić do domu. Bohaterka jest pewna, że już dawno poradziła sobie ze stratą Jamiego i wyleczyła złamane serce, jednak kiedy tylko się spotykają, wszystkie dawne uczucia powracają ze zdwojoną siłą. Czy bohaterowie będą w stanie sobie wybaczyć i zacząć wszystko od nowa? Czy przeszłość Jamiego może okazać się niebezpieczna dla jego ukochanej?

Fabuła książki jest bardzo ciekawa a poznawanie jej przyniosło mi wiele przyjemności. Pomimo nieznajomości pierwszej części, byłam w stanie bez większych problemów zrozumieć toczące się się wydarzenia. Okropnie obawiałam się tego, że moja nieuwaga w wyborze egzemplarza do recenzji sprawi, że czytanie tej książki będzie dla mnie jedną wielką męczarnią, ale się nie stało - całe szczęście! Cała historia nie jest zbyt oryginalna i nieprzewidywalna, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Jak już na pewno zauważyliście, uwielbiam takie lekkie, niezobowiązujące lektury i bardzo często po nie sięgam, a "Chłopak, który o mnie walczył" jest tego doskonałym przykładem.

Bohaterowie są świetnie wykreowani i możemy ich naprawdę dobrze poznać. Bardzo polubiłam zarówno Jamiego, jak i Ellie, i mocno im kibicowałam przez cały ten czas. Choć były momenty kiedy obydwoje lekko działali mi na nerwy, ostatecznie ciężko było mi się z nimi rozstać. Dzięki temu, że całą historię poznajemy z dwóch perspektyw - męskiej i żeńskiej - możemy jeszcze lepiej zrozumieć fabułę, a także decyzje, które podejmują główni bohaterowie. Okazało się, że Jamie miał naprawdę bardzo mroczne doświadczenia, co zrobiło z niego niesamowicie ciekawą i fascynującą postać.

Muszę przyznać, że już od pierwszych stron pokochałam styl Kirsty Moseley i po prostu nie mogłam oderwać się od lektury "Chłopaka, który o mnie walczył". Autorka posługuje się lekkim i prostym językiem, który z pewnością okaże się dla każdego wystarczająco dobrze zrozumiały. Książkę czyta się naprawdę szybko, a do tego przyjemnie. Po przeczytaniu najnowszej powieści Kirsty Moseley, wcale nie dziwię się, że jej twórczość zbiera tak pozytywne recenzje.

Podsumowując - jestem pewna, że moja przygoda z twórczością Kirsty Moseley nie zakończy się na "Chłopaku, który o mnie walczył". Autorka urzekła mnie tą historią i sprawiła, że z wielką chęcią będę sięgać po jej kolejne książki. Teraz nie pozostało mi nic innego jak zapoznać się z początkiem losów Ellie i Jamiego. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęciła was do tej pozycji i wkrótce sami będziecie po jej lekturze.
Śmierć przewodnika rzecznego
Autor: Beata Igielska
Hasło Richard Flanagan to dla mnie gwarancja udanej, chociaż niełatwej lektury. Tak jest od wydania w Polsce „Ścieżek Północy” – powieści, która wzbudziła w czytelnikach różne emocje, a w moim odczuciu jest arcydziełem.

„Śmierć przewodnika rzecznego” na pewno nie jest książką lekką, łatwą i przyjemną. I może właśnie dlatego pozostaje na długo w pamięci odbiorcy.
Okładkowy napis głosi, że to proza „straszna, brutalna, tragiczna i piękna”. Jest to trafna puenta i zachęta dla tych, którzy lubią mierzyć się z literaturą.

Głównym bohaterem powieści jest Aljaz Bosini, wycofujący się z zawodu organizator i przewodnik niebezpiecznych spływów.
Tasmańska rzeka Franklin przyciąga amatorów mocnych wrażeń, którzy najczęściej nie mają pojęcia o czyhających na nich wodnych pułapkach. Zblazowani biznesmeni, księgowi, prawnicy, lekarze chcą przeżyć wielką przygodę, by móc pochwalić się nią przed znajomymi.
Tacy ludzie to dla rzecznych przewodników prawdziwe utrapienie, ale i gwarancja szybkiego zarobku. Właśnie dlatego Aljaz decyduje się na poprowadzenie ostatniej wyprawy, która nie tylko dla niego okazuje się tragicznym wydarzeniem.

Główny bohater, chcąc ratować jednego z turystów, sam wpada do wody i zostaje porwany przez wartki nurt. Zakleszczony w miejscu, z którego nie może się wydostać, wspomina swoje dzieciństwo, młodość i poszczególne etapy dojrzałego życia.
Wiele miejsca poświęca także swoim przodkom, którzy kryją różne tajemnice.

Retrospekcje nie układają się w linearnie płynącą opowieść. Z różnych obrazów, strzępków i niedopowiedzeń czytelnik sam musi ułożyć logiczną całość.
Utrudnia to dwutorowo płynąca narracja – raz opowiadaczem staje się Aljaz, innym razem tę rolę przejmuje narrator wszechwiedzący.
Kolejną trudnością jest przenikanie się rzeczywistości z sennymi majakami i wizjami, jakie pojawiają się przed oczyma cierpiącego przewodnika. W pewnym momencie on sam przestaje odróżniać jawę od snu.

Powieść Flanagana to nie tylko burzliwe losy tytułowego bohatera i jego rodziny. To również poruszająca historia Tasmanii, miejsca zamieszkiwanego przez tubylców i potomków skazańców. Do bycia praprawnukiem byłych więźniów nikt nie chce się przyznawać, podobnie jak do mieszanych korzeni, gdyż nawet w XX wieku obecność aborygeńskiej krwi w żyłach białych ludzi jest powodem do dyskryminacji i niewybrednych żartów.

Śledzenie dziejów bohaterów „Śmierci przewodnika rzecznego” było dla mnie czytelniczą przygodą. Pasjonujące okazały się i bieżące wydarzenia, i retrospekcje. Jedne i drugie trzymają w ogromnym napięciu i przyciągają z magiczną siłą.

Wielkim plusem jest też styl i język powieści. Flanagan jawi się tu jako mistrz i wirtuoz słowa, który pisze barwnie, żywiołowo i niezwykle plastycznie.
Sporo zdań to wielokrotnie złożone frazy, które wymagają skupienia, jednak warto się z nimi zmierzyć, bo odwdzięczają się jedynym w swoim rodzaju klimatem, którym można upajać się naj najlepszym winem.

Polecam wszystkim, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko lekkiej rozrywki.
BEATA IGIELSKA
Bad Mommy. Zła mama
Autor: Luke Skylwalker
Bardzo dobry thriller psychologiczny dla kobiet. Więcej nie zdradzę, bo musiałbym spoilerować.
To co nas dzieli
Autor: Kraina Książką Zwana
Kiedy tylko ujrzałam tę okładkę, wiedziałam, że to kolejne dzieło Anny McPartlin. O ile nie czytałam jej pierwszej wydanej w Polsce powieści, o tyle druga zrobiła na mnie piorunujące wrażenie i poruszyła niesamowite uczucia i emocje. Do teraz na samo jej wspomnienie mam dreszczyk. Sięgając po To, co nas dzieli liczyłam na powtórkę. Miałam nadzieję, że ponownie wyciśnie ze mnie łzy...

Eve Hayes i Lily Brennan były nierozłączne, ale gdy miały osiemnaście lat, podczas wakacji wydarzyło się coś, co skutecznie je rozdzieliło i zniszczyło ich przyjaźń.
Po dwudziestu latach Eve, znana projektantka biżuterii, wraca na stałe do Dublina. Stara się odszukać dawną przyjaciółkę, ale nie może trafić na żaden jej ślad, nawet w internecie. Pewnej nocy Eve ulega poważnemu wypadkowi. W szpitalu ze zdumieniem odkrywa, że Lily pracuje tam jako pielęgniarka. Dawne przyjaciółki mają szansę wyjaśnić to, co między nimi zaszło, odbudować bliskie relacje, a przede wszystkim pomóc sobie nawzajem.

Autorka skupia się głównie na dwóch głównych bohaterkach, Eve i Lily, jednak nie trzyma się ich kurczowo. W powieści pojawia się wiele drugoplanowych postaci, które odgrywają ważne role. Jest ich sporo, dlatego należy przygotować się na sporą dawkę imion. Przyznam, że nie każdego zapamiętałam, jednak uważam, że poszczególni bohaterowie wnosili coś ważnego do całej historii i cieszę się, że pisarka ich nie pominęła.

To, co muszę przyznać, to fakt, że autorka posiada niesamowity dar pisarski! Nie koloryzuje, nie przerysowuje. Ma szalenie lekkie pióro, a historie, które spod niego wychodzą są niesamowicie realne. Czytając książkę nie odnosi się wrażenia, że czytamy literacką fikcję. Śmiało można stwierdzić, że opowieści zdają się być prawdziwe, jakby opowiedziane przez osoby, które właśnie takie sytuacje przeżyły. Ta książka, jej fabuła, jak i bohaterowie stworzeni są z krwi i kości. Poruszają, wzruszają, ale i sprawiają, że czytelnik może się szczerze zaśmiać. Przyjaciółki zdecydowanie są swoimi przeciwieństwami. To, co podoba się jednej, niekoniecznie jest chwalone przez drugą. Ale ma to swój urok, a dziewczyny w idealny sposób się wypełniają. Ciężko było mi zrozumieć co je aż tak bardzo poróżniło przed laty. Autorka co chwilę podrzucała nowe wątki, które zaskakiwały i odsuwały od domysłów na temat tego, co tak naprawdę się stało. Powieść napisana jest z dobrym tempem i budowaniem napięcia, a nowe ważne i trudne wątki tylko podsycają chęć dalszego czytania.

Zarówno ta powieść, jak i Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu niezwykle przypadła mi do gustu. Uwielbiam powieści, które poruszają emocje, dostarczając najróżniejszych wrażeń, od uśmiechu po łzy. Wspaniały styl autorki, plastyczny i prosty w odbiorze język oraz dokładna kreacja bohaterów bardzo mi odpowiadają. Historie, które pisze Anna McPartlin są niezwykłe i na długo pozostają w pamięci. Cieszę się, że mam możliwość poznawać twórczość irlandzkich pisarzy, gdyż od roku mieszkam właśnie na Szmaragdowej Wyspie. Żałuję, że nie miałam jeszcze okazji przeczytać pierwszej wydanej w języku polskim książki autorki Ostatnie dni królika, jednak jestem pewna, że niebawem to nadrobię. Chętnie zakupię książkę, która również pod względem okładki idealnie komponuje się z tymi, które już mam.

To, co nas dzieli jest niesamowitą historią, którą polecam każdemu. Znakomicie skonstruowana fabuła, dopracowani bohaterowie z krwi i kości. Opowieść wywołująca duże emocje, to coś, co polecam każdemu! Tą książką Anna McPartlin udowodniła, że jest znakomitą pisarką, a ja sięgnę po każdą jej kolejną książkę. Polecam gorąco!
Kształt gruszki
Autor: Vicky / miye.eu
„Kształt gruszki” to już druga powieść spod pióra Magdaleny Kołosowskiej, jaką miałam przyjemność przeczytać. Poprzednia książka, „Trawa bardziej zielona”, okazała się być okraszoną lekkim humorem, przyjemnie napisaną powieścią obyczajową. Czy i tym razem pani Magda również pokazała czytelnikom swój talent?

Los nikomu nie szczędzi upadków. Tak samo jest w przypadku Igi, głównej bohaterki powieści „Kształt gruszki”. Kobieta musi stanąć na nogi po serii porażek. Straciła narzeczonego i pracę, odsunęła się od rodziny oraz przyjaciół. Nie wszyscy jednak pozwolili o sobie zapomnieć. Pewnego dnia odwiedza ją Paweł, przyjaciel jeszcze z czasów dzieciństwa. Ich spotkanie jednak nie potoczy się tak, jak to sobie wyobrażali…

Życie to pasmo wzlotów i upadków, jednak to wyłącznie od nas zależy jak sobie z nimi poradzimy. Cenię sobie silne osoby, ale uważam, że każdy powinien mieć kogoś na kim może polegać. Osobę, która spojrzy na różne sprawy z zupełnie innej perspektywy, pomoże, doradzi, pocieszy. Człowiek nie został stworzony do tego, by być zupełnie sam, a za czym idzie sam nigdy nie będzie w pełni szczęśliwy. Czasami jednak do miłości trzeba dojrzeć i o tym właśnie opowiada „Kształt gruszki”.

Akcja powieści toczy się w Krakowie, który został opisany ze wszystkimi swoimi urokami. To miasto, które idealnie nadaje się na tło romantycznej historii, a taka właśnie jest opowieść Igi i Pawła. Chociaż fabuła „Kształtu gruszki” nie zaskoczyła mnie ani trochę, to jednak każde słowo czytałam z prawdziwą przyjemnością.

Uwielbiam książki, które łączą w sobie walory rozrywkowe z nieco głębszymi przemyśleniami. Mimo że nie zawsze zgadzałam się z decyzjami Igi, to jednak rozumiałam jej uczucia. Być może niekiedy akcja staje się zbyt dramatyczna, ale cóż… dramatyczne bywa czasami również to nasze normalne, wcale nie fikcyjne życie.

Pani Magda posiada lekkie pióro i niewątpliwy talent do tworzenia intrygujących historii. Powieść jest przyjemna i wciągająca. Idealnie nadaje się do czytania w ciepłe, letnie dni. „Kształt gruszki” to romantyczna historia, taka jakie znaleźć można w hollywoodzkim kinie. To jednak również literatura niepozbawiona wartości i głębi. Tytuł, po który zwyczajnie warto sięgnąć. Polecam!
Buntowniczka z pustyni
Autor: Z herbatą wśród książek
Główną bohaterką powieści jest szesnastoletnia Amani Al’Hiza, mieszkająca w biednej, pustynnej osadzie Dustwalk. Ponieważ rodzice dziewczyny nie żyją, niczym Kopciuszek zmuszona jest mieszkać u wuja jako tania siła robocza, będąc pogardzaną przez ciotkę i kuzynki. Amani całe życie marzy o wyrwaniu się z Dustwalk i zamieszkaniu w znanym jej z opowieści matki Izmanie, stolicy kraju, ale jej decyzję o ucieczce przyśpiesza fakt, że wuj planuje ją poślubić i dołączyć do swojego haremu. Żeby zdobyć pieniądze potrzebne na podróż, Amani - Wyatt Earp pustyni - bierze udział w zawodach strzeleckich, gdzie poznaje tajemniczego Jina, najwyrażniej będącego na bakier z prawem. Wkrótce chłopak staje się jej towarzyszem podróży, pełnej przygód, niebezpieczeństw i z depczącą im po piętach armią Sułtana. Amani i Jin, dwoje obcych sobie ludzi, będą musieli nie tylko odkryć prawdę o sobie nawzajem, ale i o sobie samych.

Czy kiedykolwiek przyszłoby wam do głowy połączenie Dzikiego Zachodu z kulturą Bliskiego Wschodu? Mnie też nie, ale Alwyn Hamilton przyszło i chwała jej za to, bo z tego połączenia powstała prawdziwie wybuchowa mieszanka! Z jednej strony mamy pustynne krajobrazy, słownictwo, ubiory i imiona typowe dla arabskich krain, a z drugiej - bohaterkę-rewolwerowca, nazwy jak Dustwalk czy Deadshot i typowy dla westernów napad na pociąg. Mogłoby się wydawać, że te klimaty nie są możliwe do połączenia, a jednak są, i to z naprawdę ciekawym skutkiem, wprowadzając coś nowego do młodzieżowej literatury fantasy. Autorka hojnie czerpała też pomysły z arabskich baśni, wplatając w stworzony przez siebie świat dużą dawkę magii i mitycznych stworzeń, jak na przykład znane wszystkim dżiny czy buraqi - konie stworzone z piasku i ognia.

Amani to kolejna odpowiedź na ogromne ostatnio zapotrzebowanie na silne, niezależne, pewne siebie bohaterki, ale nawet jeżeli jest przez to trochę sztampowa, to ciągle pozostaje naprawdę dobrze skonstruowaną postacią - niewyidealizowaną, wyrazistą, z charakterem, która między pierwszą a ostatnią stroną zmienia się i rozwija. Sprytny i czarujący Jin również przypadł mi do gustu i już od jakiegoś czasu nie trafiłam na książkę z taką chemią pomiędzy parą głównych bohaterów. Z dużym zainteresowaniem i przyjemnością śledziłam rozwój ich relacji, bardzo też jestem ciekawa, jak potoczą się ich losy w drugim tomie.

“Buntowniczka z pustyni” jest niesamowicie wciągającą powieścią, jedną z tych, które ciężko jest odłożyć, kiedy już zaczniemy je czytać. Autorka nie daje czytelnikom żadnej okazji, żeby się nudzić, bo cały czas coś się dzieje: ucieczki, pościgi, strzelaniny, walki - również te wewnętrzne. Amani walczy też z krzywdzącym postrzeganiem kobiet jako gorszych niż mężczyźni i z definiowaniem ich wartości przez przynależność do jednego z nich.

Jeżeli macie ochotę na świetnie napisaną, ciekawą młodzieżówkę, z mnóstwem akcji, nutą romansu i niepowtarzalnym klimatem, to z czystym sumieniem polecam wam powieść Alwyn Hamilton. Jeśli podobało wam się “Zakazane życzenie” Jessiki Khoury albo “Gniew i świt” Renee Ahdieh, z pewnością i “Buntowniczka” przypadnie wam do gustu.
Wielki marynarz
Autor: Czytanie Naszym Życiem
Catherine Poulain w wieku 20 lat opuściła dom, aby żyć na własną rękę. Pracowała w wielu miejscach, np. w wytwórni konserw rybnych na Islandii czy w barze w Hongkongu. "Wielki marynarz" jest jej literackim debiutem, w którym zawarła część swojego życia.

Bardzo lubię książki o morzu. Ta tematyka jest dla mnie zawsze owiana tajemnicą, jest czymś nowym i ciekawym. Sięgając po "Wielkiego marynarza" spodziewałam się przyjemnej lektury przedstawiającej losy kobiety rybaka. Natomiast dostałam coś zupełnie innego... Catherine Poulain opisuje losy Lili w sposób niezwykle bezpośredni, bez żadnego mydlenia oczu. Wykreowana przez nią bohaterka postanowiła wejść do męskiego świata, w którym nie ma delikatności. Treść tej książki czasami może przyprawić czytelniczkę o mdłości - tak, to jest ostrzeżenie. :D

Jeżeli chodzi o główną bohaterkę to muszę przyznać, że nie jest irytująca. Obawiałam się, że Lili w męskim świecie będzie udawała kogoś, kim nie jest. Na szczęście, pozostała sobą. Wśród wielu mężczyzn, z którymi musiała żyć na co dzień, czuła się raczej dobrze. Wszyscy ją szanowali - w końcu na to zasłużyła. Odniosłam wrażenie, że autorka chciała pokazać przede wszystkim siłę i wytrwałość kobiet. Lili jest niezbitym dowodem na to, że kobiety nie powinny być określane jako "słaba płeć". Ale po przeczytaniu książki doszłam do wniosku, że lepiej by było, gdyby czytelnik wiedział coś więcej o przeszłości głównej bohaterki, bo pod tym względem odczułam pewien niedosyt. Warto byłoby wiedzieć co tak naprawdę skłoniło Lili do wybrania najtrudniejszej ścieżki życiowej. Szczerze mówiąc, jakoś nie chce mi się wierzyć, że chodziło tylko o wszechobecną nudę. Taka argumentacja jest dla mnie za słaba.

Podsumowując, "Wielki marynarz" trochę mnie zawiódł. Nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, jak się spodziewałam. Zgadzam się, że pomysł na fabułę jest oryginalny, ale poza tym cała ta historia wydała mi się lekko jałowa, zbyt płytka. Po prostu czegoś mi tu zabrakło... Ale "Wielki marynarz" dostał aż 8 nagród literackich oraz został nominowany do Nagrody Goncourtów, co świadczy o tym, że jest to książka rozchwytywana i podoba się ludziom. Dlatego moja rada jest po prostu taka, że jeśli jesteście ciekawi to sięgnijcie po tę książkę, ale nie spodziewajcie się cudów. Jej wyjątkowość, moim zdaniem, polega tylko na oryginalności.
Blisko ciebie
Autor: Tysiąc Żyć Czytelnika
Przeczytaj całą recenzję już teraz na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/140-najwieksze-marzenie-kazdego.html

Jeśli opis nie brzmi niesamowicie zachęcająco, to nie wiem, z której choinki się urwaliście. Zapowiadało się fantastycznie - i takie właśnie było! *Wiktoria, oczywiste, nie przeczytała nawet opisu przed wyborem, zobaczyła jedynie nazwisko autorki i już było po sprawie...* Co prawda wydaje mi się, że gdybym to ja utknęła w bibliotece to ciekawiej spędziłabym czas, ale nie będę narzekać, bo pani West wzięła temat w obroty i zgłębiła go z każdej strony. Ja będąc na miejscu autorki, w ogóle nie przejęłabym się tym, że komuś może być zimno, czy tam odczuwać głód. Takie przyziemne sprawy by mnie raczej mało obeszły. A jednak teraz wiem, jak najprawdopodobniej wyglądałby mój 'cudownie koszmarny' weekend w bibliotece... Tak, nadal jestem chętna!

Wątek romantyczny w sumie nie był pierwszym miejscu przez cały czas. Niby cały czas stary schemat "poznają się i nagle zaczyna się coś z tego tworzyć" jest nadal w grze, jednak wydaje mi się, że Blisko ciebie bardziej się skupiało na przyjaźniach. Wydaje mi się, że dzięki temu ta książka bardzo się wyróżnia spośród kanonu książek pani West, więc ma za to u mnie plusa. Dość mało jest książek o początkach przyjaźni. Zazwyczaj jest - BUM, MIŁOŚĆ. Jednak tym razem główni bohaterowie starali się po prostu cieszyć swoją obecnością. Moim zdaniem wcale nie szukali miłości, a jedynie zrozumienia i prawdziwego przyjaciela... Co prawda, wyszło jak wyszło, jednak moim zdaniem można było napisać lepsze zakończenie.

Podsumowując, dam książce 7 (z małym minusikiem) /10. Podobało mi się, miło spędziłam czas, spełniło się trochę moje największe marzenie książkoholikowe *zapamiętać: wziąć prowiant, bo zdechniesz z głodu*, poznałam nowego przyjaciela, który wyszedł z friendzone nim odkryłam, że to friendzone... Ciekawe rzeczy się działy na stronach powieści. Może dziwne i słyszeliście już o nich tysiąc razy, jednak nadal miały w sobie dla mnie 'to coś'. Polecam.
Pakistańska córka
Autor: Book Z Toba
"Pakistańska Córka" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, patrząc po okładce, nigdy nie powiedziałabym, że ta książka ma czytelnikowi tyle do zaoferowania. To wspaniała autobiografia cudownej osoby, która opowiada nie tylko o swojej drodze do kariery jako gwiazdy squasha, ale również o dorastaniu w Pakistanie i o niesamowitej rodzinie autorki. Maria jest wspaniałą, silną i sympatyczną osobą, którą polubicie od pierwszej strony. Książka ani na chwile nie zwalnia tempa i czyta się ją jak wciągającą powieść, uważajcie i bądźcie czujni - to wszystko zdarzyło się naprawdę !
Moja lady Jane
Autor: Z herbatą wśród książek
Jane Grey, ulubiona kuzynka króla Edwarda Tudora, nie wymaga od życia zbyt wiele. Do szczęścia wystarczą jej książki, dużo, duuuużo książek (Ile książek sobie teraz wyobrażasz? Dołóż do tego dwa razy tyle.) i powszechna sprawiedliwość społeczna - bagatela, prawda? Z dnia na dzień dowiaduje się jednak, że wkrótce ma wyjść za mąż za Gifforda Dudleya, syna królewskiego doradcy. Ani Jane ani jej przyszłego małżonka nie zachwyca ta perspektywa, bo chociaż Gifford jest przystojnym i wrażliwym młodzieńcem, do jego ulubionych zajęć należy galopowanie po pastwiskach i skubanie siana, gdyż całe dnie spędza pod postacią konia, tylko na noc przyjmując ludzką formę. Dziwne? Nie w alternatywnej wersji rzeczywistości, którą autorki stworzyły w tej powieści. W Anglii Jane i Gifforda roi się od E∂ianów, ludzi potrafiących zamieniać się w zwierzęta, nieakceptowanych przez większość społeczeństwa. Niestety do tej większości należy Maria, siostra króla, prawowita spadkobierczyni tronu w przypadku śmierci Edwarda, a ta zbliża się wielkimi krokami. Wskutek dworskich intryg i ku wielkiemu zaskoczeniu Jane, władza królewska przypada w udziale właśnie jej, z czym Maria wcale nie zamierza się pogodzić. Rozpoczyna się niebezpieczna, ale i przezabawna gra o tron, której skutki trudno jest przewidzieć. Do tego Jane powoli odkrywa, że koń też człowiek…

Powieść jest oparta luźno (tak luźno, że niejednego historyka może przyprawić o palpitacje) na prawdziwych losach brytyjskiej monarchii XVI wieku. Przed rozpoczęciem lektury przeczytałam artykuł o prawdziwej Lady Jane Grey, żeby mniej więcej kojarzyć postacie i wydarzenia, chociaż tak naprawdę nic nie przygotowało mnie na to, co stworzyły autorki. A stworzyły niesamowicie zabawną, wciągającą, zwariowaną historię, która bawi i porywa już od pierwszych stron.

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę przy czytaniu, był bardzo przyjemny i leciutki styl autorek, zwracających się do czytelnika jak do siedzącego obok przyjaciela. Lubię w książkach takie akcenty, kiedy autor stara się nawiązać kontakt z osobą po drugiej stronie, a tego w “Mojej Lady Jane” nie brakowało. Widać też, że paniom Hand, Ashton i Meadows bardzo dobrze się ze sobą współpracowało - po powieści z tyloma autorkami można by się spodziewać jakichś zgrzytów narracyjnych, krzywych szwów pomiędzy poszczególnymi kawałkami książki, ale całość jest niesamowicie spójna i pozbawiona błędów, jakie mogłyby pojawić się w pracy zbiorowej.

Druga rzecz - humor! Dawno już nie czytałam czegoś tak zabawnego, choć momentami aż absurdalnego. Ale, jako fanka Monty Pythona, nie mam nic przeciwko odrobinie absurdu, a wręcz witam go z otwartymi ramionami. Chociaż autorki są Amerykankami, bardzo dobrze wyszło im połączenie zwariowanego brytyjskiego humoru z tym bardziej przyziemnym, amerykańskim. Jeśli nie lubicie zwracać na siebie uwagi w miejscach publicznych, lepiej czytajcie “Moją Lady Jane” w zaciszu własnego domu, gdzie będziecie mogli swobodnie chichotać (a może powinnam napisać - rżeć?), bez ściągania na siebie ciekawskich spojrzeń.

Trzeci, niezaprzeczalny atut tej powieści, to bohaterowie, szczególnie główna trójka: Jane, Gifford i Edward, ale także całe mnóstwo świetnie wykreowanych postaci pobocznych, z których żadna nie jest bezbarwna. Jane - odważny i dumny mól książkowy, z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom, którzy tak jak ona kochają książki i najchętniej zawsze braliby jedną (ewentualnie dziesięć) ze sobą, żeby uniknąć nadmiaru społecznych interakcji. Gifford - trochę naiwny, ale wierny i lojalny pół-koń, jest idealnym uzupełnieniem dla postaci Jane, a powolne ocieplanie się ich relacji to moim zdaniem jeden z najlepszych wątków tej powieści. Jak na dwójkę całkiem mądrych ludzi, w niektórych sprawach bywają niestety parą głupków ;) Ale w ten uroczy, niewinny sposób, który wywołuje raczej uśmiech, niż irytację. A jeśli uważacie, że wyznanie chęci kłócenia się z kimś nie jest romantyczne, to jesteście w błędzie.

Koń-cząc moją recenzję, serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po “Moją Lady Jane”. Jeśli lubicie książki z historią w tle, mnóstwem humoru i sporą szczyptą magii i romansu, koń-ecznie przeczytajcie tę powieść. Dobra zabawa gwarantowana!
Macierewicz i jego tajemnice
Autor: WJD
TĄ POZYCJĘ POWINIEN PRZECZYTAĆ KAŻDY! Chcesz wiedzieć kto Tobą rządzi? Jak to robi? Co z tego ma? Dlaczego i po co to robi? Pewnie włos Ci się zjeży na głowie jak sobie uświadomisz w co jest tutaj grane. Zmusza do przemyślenia wielu rzeczy o naszym kraju i jego miejscu w dzisiejszym świecie. Chcesz się tego wszystkiego dowiedzieć, to musisz poświecić trochę czasu i przeczytać książkę póki jeszcze jest dostępna w sprzedaży. Trochę drogo, ale naprawdę warto kupić!
Piękne złamane serca
Autor: Książki Milki
"Piękne złamane serca" to powieść, która jeszcze przed polską premierą zebrała mnóstwo pozytywnych opinii od recenzentów. Przyznam szczerze, że z dosyć dużym dystansem podchodziłam do tej pozycji. Spodziewałam się, że będzie to przeciętna młodzieżówka, zwykła odskocznia od codzienności, która nie zagości na długo w mojej pamięci. Teraz wiem jak mocno się wtedy myliłam. Jeszcze długo po skończeniu lektury nie mogłam dojść do siebie i rozmyślałam o losach głównej bohaterki. Postaram się zachęcić was do sięgnięcia po tę cudowną książkę i wytłumaczę, co takiego sprawiło, że zakochałam się w historii Caddy i jej przyjaciółek.

Caddy i Rosie niemal od zawsze były nierozłączne i doskonale się dogadywały. Teraz w ich życiu pojawia się Suzanne - nowa koleżanka, która wkrótce staje się przyjaciółką. Dziewczyna nie chce rozmawiać o swojej przeszłości i zachowuje się tak jakby coś ukrywała. Od momentu pojawienia się tajemniczej nastolatki, w życiu Caddy i Rosie wiele się zmienia. Najlepsze przyjaciółki zaczynają się coraz częściej kłócić, a Suzanne zaczyna mieć zły wpływ na Caddy. Czy bohaterki poradzą sobie z nową sytuacją? Czy Rosie i Caddy będą w stanie uratować wieloletnią przyjaźń? Co takiego wydarzyło się w życiu Suzanne?

Fabuła książki jest bardzo ciekawa i dosyć nieprzewidywalna. Większość wydarzeń była dla mnie zaskoczeniem i nie do końca potrafiłam odgadnąć jak potoczą się losy trzech przyjaciółek. Autorka stworzyła przepiękną, bardzo poruszającą historię o przyjaźni, która może być lekcją dla wielu młodych ludzi. Losy głównych bohaterek są bardzo realistyczne i z łatwością mogłam wyobrazić sobie, że gdzieś na świecie żyją ludzie z podobnymi problemami. "Piękne złamane serca" to powieść, która w lekki sposób porusza bardzo ważne kwestie - między innymi przyjaźń czy też przemoc domową. Sara Barnard napisała niezwykle wartościową powieść, która z pewnością trafi w gusta wielu czytelników.

Muszę przyznać, że bardzo osobiście odebrałam historię stworzoną przez Sarę Barnard. Znam kilka osób, które mają problemy w rodzinie, a także nie radzą sobie z własnymi emocjami, dlatego doskonale rozumiałam to co czuje Suzanne. Ludzie, którzy zostali w jakiś sposób skrzywdzeni często przejawiają zachowania destrukcyjne wobec siebie jak i swoich najbliższych. Cieszę się, że "Piękne złamane serca" poruszają tak trudne, ale niewątpliwie ważne tematy. Książka Sary Barnard ukazuje prawdziwe życie i przekonuje, że nastolatkowie również zmagają się z wieloma trudnymi sytuacjami, czemu często zaprzeczają dorośli. Ta cudowna pozycja trafiła prosto w moje serce i z pewnością zostanie tam bardzo długo.

Bohaterowie są świetnie wykreowani i doskonale ukazują problematykę całej historii. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z psychologiczną stroną głównych bohaterów - idealnie przedstawiła destrukcyjne zachowanie Suzanne, wpływ przyjaciółki na Caddy oraz zazdrość, która pojawiła się pomiędzy całą trójką. Wielokrotnie zachowanie dziewczyn oraz podejmowane przez nie decyzje bardzo mnie irytowały, ale to sprawiało tylko, że książka była dla mnie jeszcze bardziej realistyczna, a postacie "ludzkie". Doskonale pamiętam podobne sytuacje w moim życiu - jeszcze w czasach szkolnych - kiedy do mnie i mojej najlepszej przyjaciółki dołączyła kolejna dziewczyna i wtedy rzeczywiście nasze relacje znacznie się komplikowały. Myślę, że dzięki temu będę miała ogromny sentyment do "Pięknych złamanych serc", a lektura tej książki już zawsze będzie mi się kojarzyć z dzieciństwem.

Sara Barnard posługuje się bardzo lekkim i przyjemnym językiem, który doskonale pasuje do całej tej historii. Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, a jedynym problemem okazuje się to, że nie jesteśmy w stanie odłożyć jej na półkę. Muszę przyznać, że wszystkie te pozytywne recenzje, które przeczytałam jeszcze przed premierą "Pięknych złamanych serc" były w pełni uzasadnione, ponieważ ta powieść zasługuje na absolutnie każdą pochwałę.

Podsumowując - "Piękne złamane serca" to powieść, która okazała się dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Niepozorny tytuł, który sugeruje raczej banalną historię miłosną, piękna okładka i wreszcie intrygujący opis, który pozostawia wiele pytań - to wszystko naprawdę nie zapowiadało aż tak świetnej lektury. Z czystym sumieniem mogę napisać, że historia Caddy i jej przyjaciółek jest po prostu cudowna i zdecydowanie zasługuje na waszą uwagę. Twórczość Sary Barnard z pewnością trafi do starszej młodzieży, ale także do dorosłych czytelników, którzy będą mogli tak jak ja przenieść się myślami w czasy dzieciństwa i zawierania pierwszych przyjaźni.
Alight/Rozpaleni
Autor: Miasto Ksiażek www.citeofbooks.blogspot.com
Po wielkiej walce i ucieczce do wahadłowca, bohaterowie dostają się na jakąś planetę. Wszystko tam wydaje się być opuszczone i zniszczone, dodatkowo okazuje się, że nie są tam sami. Zaczyna się walka o zdobycie pożywienia, o przywództwo i o prawdę. Tylko jak to się wszystko może skończyć?



Powiem szczerze, że bardzo bałam się tego tomu. Pierwszy był całkiem dobry, jednak z czasem zauważałam w nim coraz więcej wad i podobieństw do innych serii. Tutaj Alight. Rozpaleni bardzo przypominali mi połączenie Więźnia Labiryntu i Startera. Połączenie umysłu starszej osoby do młodego ciała, doskonałe i wyjątkowe jednostki, ucieczki, walki i bunt. Podobne, prawda? Z drugiej zaś strony tutaj jest więcej różnorodnych postaci. Każda jest inna i bardzo się wyróżniała i mimo że w książce nie brakuje bohaterów to łatwo da się ich odróżnić. Co teraz się znacznie poprawiło.

Jestem pod wielkim wrażenie jak autor zmienił bohaterów pomiędzy tomami. Jak ktoś czytał moją recenzję pierwszego tomu, to wie, że nie podobały mi się one. Każda mnie w jakiś sposób wnerwiała, a teraz? Każdy z bohaterów czymś mi zaimponował i przeżywałam ich wzloty i upadki, choć Aramowskiego nie mogłam przeboleć! Nawet polubiłam Em i Bishopa :D

Alight. Rozpaleni to naprawdę bardzo dobra kontynuacja! Jest przepełniona akcją, nieoczekiwanymi zwrotami i pełna zagadek. Mimo swojej objętości, czyta się ją szybko i przyjemnie. Przeżywamy wszystko równie mocno jak bohaterowie.

A zakończenie to już w ogóle masakra! W takim momencie, z takimi informacjami nie pozostawia się czytelnika! Kurczę, ta ostatnia wiadomość od Gastona była straszna i jak ja mam teraz przetrwać nie wiedząc, o co tam chodziło?!

Podsumowując, jeżeli czytaliście Alive. Żywi to koniecznie przeczytajcie Alight. Rozpaleni. Jest to naprawdę genialna kontynuacja i widać, że autor wszystko sobie rozplanował i ma wielki pomysł na zakończenie. Już nie mogę doczekać się premiery kolejnego tomu!
Bądź czujna
Autor: ksiazkowepodrozeanny
Kolejny raz sięgnęłam po fantastykę, i muszę przyznać, że w tym przypadku naprawdę była to przyjemna podróż do książkowej Trytii. Kilka godzin spędzonych w tym wyjątkowym, chociaż nie zawsze przyjaznym miejscu sprawiło, że mam ochotę na więcej. Dużo więcej.


więcej na stronie http://ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com/2017/07/badz-czujna-paula-bartkowicz.html
Moja lady Jane
Autor: Tysiąc Żyć Czytelnika
Przeczytaj całą recenzję wzbogaconą cytatami i zdjęciami na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/przedpremierowo-141-komedia-historia.html

Jeśli napiszę, że ta książka wychodzi przed szereg to nie mam na myśli, że robi pół kroczku i się przewraca. Nie, ona raczej bierze patelnię i wybija konkurencję (tak, w tej książce się dzieją takie rzeczy). Nie dość, że zaskoczono mnie samą ideą stworzenia parodii historii angielskiej, to okazało się, że ona sama w sobie zdziwiła mnie najmniej. Najbardziej mnie wbił w fotel styl pisania autorek. Hm, wyobraźcie sobie, że nie dość, iż we wstępie już zaczęliśmy się nabijać z bohaterów, których nie znamy, to dodatkowo w momencie grozy zostaliśmy przeproszeni... Że co? Nie wiem. W tej książce dzieją się takie rzeczy, że nie da się ich opisać swoimi słowami. Je trzeba samemu odkryć, żeby był efekt...

Pierwszy raz nie tylko prychałam nad książka, ale rzeczywiście parę razy się roześmiałam. Oczywiście, niektóre żarty są głupie. Jednak podchodząc do wszystkiego z dystansem uśmiech nie zejdzie wam z twarzy, obiecuję.

Pomieszanie historii z komedią to był strzał w dziesiątkę. Jednak kiedy się zorientowałam, że przemieszaliśmy dodatkowo historię z fantastyką (i zwierzątkami) to myślałam, że zemdleję ze szczęścia. Jejuuu, to było coś podobnego, jak w filmie i książce Złoty kompas, jednak nie do końca. Zamiana w zwierzęta miała zastąpić rozłam w kościele, który nastąpił za sprawą Henryka VIII (kojarzycie sprawę z żonką, brakiem rozwodu i sporem o inwestyturę?), no to teraz mamy jajcarsko przedstawione skutki rozłamu kościoła. Tam się mordują, tam trują, a tam walczą patelnią. (tak, 3 raz to podkreślę)

Wspomniałam jednak też o romansie. Tak, był. Przesłodki, przeuroczy... no bo jaki może być związek z koniem? No dobra, na początku było po trupach (i alkoholu) do celu. Jednak potem wyszło szydło z worka i koń, vel poeta zamienił się w ideał każdej dziewczyny, która chciałaby ten wątek miłosny... Nie bój jednak nic, mieliśmy nadwornego przeszkadzacza (którego autorki próbowały także wytłumaczyć) i w sumie na tych 440 stronach nie doszło do niczego poważnego. Kilka przytulań, całusów i górka słodkich słów. Ach, no tak, zakochałam się w tej treści, wybaczcie.

Podsumowując, no macie pewność, że dam 10/10 i to nawet z czystym sumieniem, bo nie tylko ja (i moje serce), żeśmy się rwały do książki, ale też moi znajomi, którym podesłałam parę wesołych cytatów... No i generalnie pod względem stylistycznym też jest wszystko cacy - autorki mają swój styl, nie zaprzeczę, jednak dokładnie wiedzą, jak nas do siebie przekonać. Jedyne czego wymagają to podejścia na luzie. Nastawcie się ludzie na fantastyczną (dosłownie) komedię, a dalej to już samo pójdzie! Polecam, polecam, polecam, polecam, kocham wydawnictwo SQN za książkę.

W recenzji jest tyle wtrąceń by mogła odzwierciedlić treść. Co prawda u mnie jest to dość mocno przesadzone, a w książce idealne. No ale próbowałam!
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
Idź do strony: