Recenzje:
Cisza
Autor: angeliconpoint

Siedzę przed ekranem komputera i obmyślam co powinnam napisać o „Ciszy” Alicji Masłowskiej-Burnos i mam niejasne wrażenie, że będzie to jedna z najdłuższych recenzji jakie popełnię. Zwykle kiedy jestem pod wrażeniem jakiejś książki i bardzo mi się ona podoba, idzie szybko, bo wystarczy kilka ochów i achów, żeby było wiadomo o co chodzi. Jednak przy książkach niejednoznacznych jest już dużo trudniej, bo więcej czynników trzeba ‘rozbebeszyć’, żeby uzasadnić ostateczną ocenę.

Historia Mai jest nam ukazana w momencie kiedy kobieta zmienia pracę, przeprowadza się do wielkiego miasta, żyjąc w wirze perfekcjonizmu i czasu zaplanowanego co do minuty. Kiedy poznaje Adama, miłość zaczyna lekko zmieniać jej priorytety, jednak na wierzch wychodzą emocjonalne problemy kobiety, która ponadto zostaje uwikłana w sieć układów, przekrętów i poważną sytuację kryminalną.

Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, jednak już w opisie wydawnictwa pojawia się określenie psychologiczno-kryminalna i thriller. Uwielbiam kryminały i thrillery, dlatego właśnie się na nią zdecydowałam, jednak określanie jej w ten sposób jest zrobione w moim odczuciu, zdecydowanie na wyrost. Co więcej, w tej książce, na 745 stronach, mamy tak naprawdę wydaną w jednym tomie „Trylogię ciszy” pani Alicji Masłowskiej-Burnos. I w opisie pierwszego tomu tejże trylogii jest uwzględnione zaszeregowanie jej jako dramatu psychologiczno-erotycznego z elementem kryminału. I chyba dramat jest tu mimo wszystko słowem kluczowym, ponieważ większość akcji jest opowiadana z punktu widzenia głównej bohaterki, w pierwszej osobie czasu teraźniejszego.
Pełną recenzję znajdziecie na
https://angeliconpoint.blogspot.com/2019/01/cisza-zawierajaca-w-sobie-dramatyczna.html
Muszki owocówki
Autor: Aleksandra Wołoszka
Otóż przedstawia ona historie kilku osób w różnym wieku, z różnych środowisk i z różnymi uzależnieniami.

Chyba nie przystoi mówić, że te uzależnienia były ciekawe, no ale TAK WŁAŚNIE BYŁO!

Szczególnie zaciekawił mnie problem uzależnienia od zakupów. Złapałam się nawet na myśli, czy ten temat mnie w jakiś sposób nie dotyczy. Uspokoiłam się jednak, że 90% społeczeństwa musiałoby na to cierpieć.. chyba nie jest z nami aż tak źle a ja chyba po prostu jestem kobietą.

Bohaterów poznajemy przez intrygujące twisty fabularne, które osobiście uwielbiam.

Każdy z nich zmaga się z uzależnieniem. Pomyślicie – serio? Temat stary jak rzeka i męczony przez wszystkie media. Nic bardziej mylnego. Niektóre sceny są wyjątkowo śliskie, obleśne i przerażające. Książka z pewnością zmusza do refleksji i uświadamia o zagrożeniach, które mamy na wyciągnięcie ręki.

Dacie wiarę, że można się uzależnić od pracy? No, też wydawało mi się to abstrakcyjne!



Podsumowując – książka była dla mnie po prostu przyjemna. Czyta się ją bardzo szybko. Mam jednak wrażenie jakbym przeczytała jeden rozdział a nie całą powieść. Sami oceńcie czy to wada czy zaleta.


cała recenzja na stronie

https://aleksandrawoloszka.pl/2019/01/18/muszki-owocowki-danuta-sadownik/

NAPADAŁEM NA BANKI HISTORIA PRAWDZIWA
Autor: Zuzanna Czerniak-Kloc
W ostatnich latach na naszym rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej publikacji dotyczących świata przestępczego. I to nie tylko takich traktujących o gangsterach i ich wyczynach, ale również historii opowiadanych przez nich samych. Jedną z nich jest właśnie książka Greka "Napadałem na banki". Co wyróżnia ją spośród pozostałych tego typu publikacji i czy w ogóle warto po nią sięgnąć?

Oskarżony o zabójstwo Kwadrata Grek czeka na proces. Wprawdzie obiecywano mu uniewinnienie, ale zdaje sobie sprawę, że do czasu, gdy wreszcie zapadnie w tej sprawie wyrok, nie może zwracać na siebie zbytniej uwagi. Kiedy jednak za zachodnią granicą pojawia się szansa na duże pieniądze, nie waha się ani chwili. Zaczynają się wyjazdy do Niemiec, a tam napady na banki, jubilerów... Nawet po kilka jednego dnia. Jego ekipa przeprowadza akcję za akcją, zawsze według sprawdzonego scenariusza, ani razu nie dając się złapać...

Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, zabierając się za lekturę tej książki, było to, że od początku do końca została napisana przez samego Greka. Nie przez jakiegoś redaktora czy dziennikarza, ale przez gangstera we własnej osobie. Już samo to było dla mnie sporym zaskoczeniem. Kolejne przyszło w miarę zagłębiania się w czytany tekst. Może Was to zdziwi, ale styl wypowiedzi autora wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Owszem, było mocno i dosadnie, ale wulgarnego języka Grek nie nadużywał, a dla mnie to ogromny plus. Nieraz już spotkałam się w książkach z taką ilością przekleństw, że to aż odrzucało, jakby ich twórcy prześcigali się nawzajem, kto upchnie tego więcej w swoim tekście. Tutaj natomiast wszystko wypadło naturalnie i szczerze, bez upiększania, ale też nie przesadzając w drugą stronę.

Chociaż historia polskiej gangsterki niekoniecznie mieści się w obszarze moich zainteresowań, tę książkę przeczytałam z przyjemnością. Nie spodziewałam się, że okaże się ona aż tak wciągająca. Wrażenie robiły nie tylko opisy przebiegu napadów i przygotowań do nich, ale także wszystko inne, co jeszcze się tu znalazło. Przeniosłam się w czasie o jakieś 20 lat, poznając część ówczesnego środowiska przestępczego. Obserwowałam, jak zmieniały się relacje pomiędzy różnymi postaciami przewijającymi się przez tę opowieść. Znalazło się tu nawet kilka zabawnych anegdot, które szczerze mnie rozbawiły. Poza niewątpliwym talentem autora do snucia ciekawych opowieści, wielką zaletą jest również to, iż nie stara się on na siłę stawiać siebie w dobrym świetle czy usprawiedliwiać swoich czynów (choć na tle pozostałych i tak wydaje się inteligentniejszym i zdecydowanie bardziej honorowym człowiekiem). Tak właśnie żył. W brutalnym świecie pozbawionym zasad. Z pełną świadomością, że może się to skończyć jedynie odsiadką lub śmiercią. Innej opcji nie było.

"Napadałem na banki" to druga z kolei książka napisana przez Greka. Z pierwszą częścią jego wspomnień nie miałam jeszcze okazji się zapoznać, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w lekturze. Bez większych problemów odnalazłam się w jego opowieści, a wszelkie nieznane mi dotąd sformułowania mogłam sprawdzić w zamieszczonym na końcu słowniku. Ta mocna, brutalna historia zapadła mi w pamięci, skłaniając jednocześnie do refleksji nad ludzką naturą i światem, w którym żyjemy. Zaciekawiła mnie i poruszyła, nie odpychając przy tym przesadnie wulgarnym językiem czy zbyt drastycznymi opisami. W czytaniu przeszkadzało mi tylko jedno - interpunkcja. Rządziła się tutaj swoimi własnymi prawami, zupełnie tak, jak wspominani przez Greka gangsterzy. A dla nich zasadą był całkowity brak zasad.

Jeśli lubicie dobrze opowiedziane historie i ciekawi Was środowisko gangsterskie, polecam!

Zanim mnie znajdą...
Autor: Z herbatą wśród książek
Casey Cox, niesłusznie oskarżona o zabójstwo swojego przyjaciela Brenta Pace’a, cudem uciekła prześladowcom, ale ciągle musi mieć się na baczności - w jej przypadku złapanie przez policję nie oznacza uczciwego procesu, ale śmierć. Chociaż Casey absolutnie nie powinna się wychylać, to kiedy natrafia na ślad przestępczej działalności, której ofiarą jest mała dziewczynka, nie potrafi zignorować swojego poczucia sprawiedliwości i angażuje się w sprawę, choć może ją to drogo kosztować. Zatrudniony przez rodziców Brenta Dylan Roberts - były żołnierz, zmagający się z PTSD, depcze dziewczynie po piętach, ale czy na pewno po to, aby oddać ją w ręce stróżów prawa? Wręcz przeciwnie - mężczyzna zna prawdę i prowadzi własne śledztwo, aby zdobyć dowody obciążające prawdziwych zabójców Brenta, ojca Casey oraz innych osób, które odkryły prawdę. Dylan i Casey prowadzą niebezpieczną grę - czy razem uda im się wywalczyć sprawiedliwość?

“Zanim mnie znajdą...” to kontynuacja “Dopóki biegnę” - świetnego kryminału autorstwa Terri Blackstock. Autorka od samego początku rzuca nas w wir akcji, bez żadnego wstępu podejmując przerwany w pierwszym tomie wątek. Chociaż minął już prawie rok odkąd czytałam początek historii Casey i Dylana, to zaczynając drugi tom miałam wrażenie, jakbym po prostu czytała dalej odłożoną przed chwilą książkę. Wiedziałam, że “Zanim mnie znajdą...” mi się spodoba, ale nie spodziewałam się, że aż tak!

Ta część, podobnie jak pierwsza, zbudowana jest z przeplatających się rozdziałów z perspektywy dwojga głównych bohaterów. Tym razem autorka zdecydowała się także oddać na chwilę głos prześladowcy Casey, ale nie podam jego nazwiska, żeby nie zdradzić nic osobom, które nie przeczytały jeszcze poprzedniego tomu. Niezależnie od tego, kto był narratorem, każdy rozdział wywoływał we mnie wiele emocji. Podobnie jak Casey nie potrafię spokojnie patrzeć na niesprawiedliwość, dlatego bardzo poruszały mnie zarówno ciążące na niej fałszywe zarzuty, jak i losy tych postaci, którym dziewczyna próbowała pomóc, narażając się na rozpoznanie. Bardzo zżyłam się z tą bohaterką, zdobyła moją sympatię i szacunek swoim dobrym, pozbawionym egoizmu sercem, odwagą i skłonnością do poświęcenia, nawet jeśli chwilami miałam ochotę krzyczeć: “Nie rób tego!”. Wbrew temu, jak może brzmieć to ostatnie zdanie, Casey nie jest wyidealizowana, ale wydaje się być człowiekiem z krwi i kości - autorka ma niezaprzeczalny talent do kreowania wyrazistych, pełnowymiarowych postaci. Tyczy się to także Dylana, do którego przywiązałam się równie mocno, jak do Casey, współczując mu w jego ciężkich chwilach, wywołanych syndromem stresu pourazowego, i kibicując mu w jego grze na dwa fronty.

“Zanim mnie znajdą…” to nie tylko historia uciekinierki, ale również pogubionej kobiety, odnajdującej swoją drogę do Boga. Jestem pełna podziwu dla Terri Blackstock i jej umiejętności łączenia wątków kryminalnych z czystą ewangelią, wplecioną w losy bohaterów. Wspaniale było czytać, jak Casey zaczyna dostrzegać w swoim życiu Boże działanie, jak uczy się coraz bardziej Mu ufać i przyjmować wyciągniętą do niej dłoń. Mam nadzieję, że ta powieść zachęci wielu czytelników, aby pod tym względem poszli w ślady głównej bohaterki.

Chociaż autorka kładzie spory nacisk na kwestie duchowe, to jednak jej książka jest przede wszystkim napakowanym akcją kryminałem, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Czyta się ją rewelacyjnie - krótkie rozdziały, zmiana perspektywy, a także fakt, że bohaterowie są w ciągłym ruchu, nadają całości dynamizmu i zachęcają do przewracania kolejnych kartek. Już w lutym ukaże się finałowy tom tej trylogii, na który czekam z niecierpliwością, trzymając kciuki za Casey i Dylana, i licząc na to - jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało - że sprawiedliwość zatriumfuje.
Forever My Girl
Autor: Niko
Forever my girl będzie dobrą lekturą dla spragnionych miłosnych wrażeń romantyczek, dla których najistotniejszy będzie emocjonalny ładunek jaki ze sobą niesie historia oraz konkretne wartości, które chce nam ukazać autorka. Bo poza wątkiem romantycznym to także w dużym stopniu książka o wybaczaniu, dawaniu sobie drugiej szansy i naprawianiu błędów przeszłości. Jeśli jednak cenisz sobie oryginalność, zaskoczenie czy wartką akcję, to nie masz tutaj czego szukać. Pisarka nie pokusiła się o szersze rozwinięcie fabuły i wątków, dlatego też lektura pozostawiła po sobie spory niedosyt.
Papierowe duchy
Autor: Książki Milki
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją książki, która zaintrygowała mnie już przy pierwszych publikowanych jej zapowiedziach. Tajemniczy tytuł, zachęcający opis i cudowna okładka, od której ciężko oderwać wzrok. Nie mogłam przejść obok tej powieści obojętnie, dlatego kiedy pojawiła się możliwość jej zrecenzowania, nie wahałam się ani sekundy. Byłam zniecierpliwiona i nie mogłam doczekać się lektury. Czy moje pozytywne nastawienie względem tej pozycji okazało się bliskie moim odczuciom po zakończeniu lektury? Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, z której z pewnością dowiecie się czy warto sięgnąć po tę książkę.

Carl Louis Feldman w młodości był słynnym fotografem. To było kiedyś, w innym życiu, zanim jeszcze został skazany za morderstwo młodej kobiety. Uniewinniono go z powodu demencji, od tamtego czasu leczy się w specjalistycznym ośrodku. Do momentu, gdy pojawia się jego córka i chce go zabrać na wycieczkę...
Czekała na ten moment połowę swojego życia. Planowała, zbierała informacje, trenowała. Układała w głowie wszystkie możliwe scenariusze. Dlatego teraz ma prawie całkowitą pewność, że staruszek, który siedzi obok niej na fotelu pasażera, przed laty porwał i zamordował jej siostrę Rachel.
Carl nie wierzy jej za grosz, gdy próbuje mu wmówić, że jest jego córką. Gdy z kolei on twierdzi, że nie pamięta, aby kiedykolwiek zamordował jakąś dziewczynę - ona nie wierzy jemu. Które z nich kłamie? A może kłamią oboje?

Fabuła książki zdecydowanie wyróżnia się na tle innych thrillerów. Julia Heaberlin miała bardzo dobry pomysł na stworzenie własnej historii i odniosłam wrażenie, że świetnie zaplanowała sobie przebieg całej opowieści. Dodatkowym atutem tej powieści jest podróż głównych bohaterów przez różne miasta w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące zbrodni, które rzekomo popełnił Carl. Dziewczyna ma nadzieję, że ta wycieczka pomoże Feldmanowi przypomnieć sobie okoliczności morderstw, których dokonał.

Nie będę ukrywać, że zabierając się za czytanie tego thrillera, oczekiwałam dynamicznej i mrożącej krew w żyłach akcji. Według mnie thriller jest gatunkiem, w którym po prostu musi się coś dziać - nienawidzę nudy i monotonnej fabuły, a tutaj niestety to znalazłam. Miałam wrażenie, że autorka celowo wydłuża akcję (być może w dobrej intencji), jednak to wszystko podziałało na niekorzyść tej książki. Czytając "Papierowe duchy" wielokrotnie miałam ochotę odłożyć tę pozycję na bok i sięgnąć po zupełnie inny tytuł. Oczywiście chciałam poznać odpowiedzi na pytania dotyczące zaginięcia Rachel, ale perspektywa towarzyszenia bohaterom podczas powolnej podróży przez Teksas oraz zakamarki pamięci Carla, nie napawała mnie optymizmem. Dokończyłam czytanie tej powieści, ponieważ zawsze kiedy nie kończę jakiejś książki mam ogromne wyrzuty sumienia, ale jej lektura nie dała mi tyle przyjemności ile początkowo oczekiwałam.

Jeśli chodzi o zakończenie "Papierowych duchów" to również tutaj doszukałam się pewnych niedociągnięć. Autorka prawie do samego końca bardzo mocno skupiała się na opisach, a każde wydarzenie przeciągała wręcz w nieskończoność. Natomiast końcówka i wyjaśnienie zaginięcia Rachel zajęło autorce dosłownie kilka stron i pozostawiło mnie z dosyć dużym rozczarowaniem i ogromnym niedosytem. Odniosłam wrażenie, że Julia Heaberlin poszła na łatwiznę i zrobiła wszystko, aby jak najszybciej dokończyć pisanie książki i zamknąć historię głównych bohaterów.

Podsumowując - "Papierowe duchy" to powieść, która nie spodoba się każdemu. Dla mnie okazała się dużym rozczarowaniem. Oczekiwałam fantastycznej historii, a otrzymałam przeciętną lekturę, która nie pozostanie zbyt długo w mojej pamięci. Jeśli szukacie dynamicznej i zaskakującej akcji, myślę, że powinniście odpuścić sobie tę lekturę.
Za duży na bajki
Autor: Anna
Najnowsza książka autorstwa Pani Agnorszki Bloski pt.'' Za duży na bajki'' to realistyczny sposób spojrzenia na młodego bohatera, który pozwoli się poznać Czytelnikom zarówno pozytywnie, jak i negatywnie na początku drogi do ku wczesnej dorosłości.

Wypowiedzi głównego bohatera Waldusia dają wiele do myślenia już na samym początku czytanego pierwszego rozdziału, który po części zachęca do przeżywania wraz z nim jego przygód i przyjrzeniu się im z bliska.

Słownictwo, którym się posługuje Walduś to opowieść, w której wplecione są dialogi stosownie dobrane do danej opisywanej sytuacji.

Walduś chętnie dzieli się swoimi słabościami oraz tym, co go tak naprawdę cieszy.

Wyjaśnia w sposób przejrzysty problemy wynikające z jego negatywnego zachowania. Chwilowa samotność z powodu choroby mamy i tym, że ma w niedługim czasie zająć się nim ciocia Mariola.

Moim zdaniem jest to prawidłowa postawa bohatera, gdyż sam potrafi dokonać samooceny względem uchwycenia swojego towarzyszącego mu na co dzień zachowania.

Walduś ma twardy charakter pomimo tego, że poznajemy go na początku jego mocne, jak i słabe strony. Przykładem tego jest: wrażliwość, uczuciowość, uczciwość, kreatywność.

Szczególną uwagę zwróciłam na opisywane w rozdziałach występujące relacje pomiędzy Waldusiem, jego mamą, ciocią Mariolą, przyjacielem Stasiem.

Autorka w sposób kreatywny zmierzyła się z losami głównego bohatera Waldusia, który to w zasadzie powinien być dla wielu młodych Czytelników wzorem do naśladowania, a dla Rodziców uświadomić im, że czas, jaki poświęcają, dzieciom na każdym etapie ich życia jest ważny, a nie tylko praca.

Jak dla tę książkę powinien przeczytać zarówno Rodzic jak wspólnie z dzieckiem, ponieważ:

- została poruszona tematyka kompleksów uczniów z powodu wyglądu w klasie Waldusia oraz niewłaściwych zachowań.

- pomoc osoby dorosłej jest niezbędna w dążeniu do dobrego, a chwilami swobodnego wychowania, w celu pokazania, wyjaśnienia danej czynności, której dziecko nie miało okazji wykonać np. pomoc w kuchni przy czynnościach wykonawczych — lepienie przez Waldusia klusek.

- ocenianie samodzielne głównego bohatera jest tutaj pozytywnym walorem jego mocnego charakteru, który pozwala mu przełamać trudne bariery, jakie ma przed sobą do pokonania w tak młodym wieku dzięki temu, że choroba jego mamy towarzyszy mu przez cały czas w trakcie trwania jego przygód.

Elementem dodatkowym są tutaj występujące ilustracje nawiązujące do danego przedstawionych z 11 rozdziałów.

Książka ta prezentuje się całościowo i przejrzyście zarówno pod każdym względem literackim, jak i estetycznym dzięki opiece redakcyjnej Pana Jacka Tokarskiego.

Czy Walduś polubił ciocię Mariolę, za co kocha dziadka Ignacego i swoją mamę o tym warto, się przekonać czytając tę świetnie przedstawioną powieść?

Polecam przeczytać tę książkę.
Żniwiarz. Tom 3. Trzynasty księżyc
Autor: Patrycja Kuchta
Mieliście kiedyś wrażenie, że coś obserwuje Was z ciemności, że widzieliście lub czuliście coś, co nie mogło należeć do naszego świata? Jeśli tak, to z pewnością był nawi. Potwór, demon, monstrum- nazywajcie te stwory jak chcecie. Właśnie z takimi osobnikami na co dzień (a raczej co noc) rozprawiają się Żniwiarze. Tropią, polują i eliminują. Brzmi jak bułka z masłem, ale to etat, którego raczej nie powinniście im zazdrościć. Spójrzcie chociażby na Magdę; od kiedy powróciła jako Żniwiarz wiecznie jest posiniaczona, niewyspana i okropnie nerwowa. Dla żadnego człowieka nie jest to praca marzeń, ale tak się składa, że Magda nie jest do końca człowiekiem. Podobnie jak jej wujek i chłopak, który, cóż… to skomplikowane :-) Jednak siniaki, niewyspanie i zawiły status związku, to najmniejsze problemy dziewczyny. Żądna zemsty na Pierwszym, który wyrządził jej i całemu społeczeństwu Żniwiarzy wiele złego, nie dostrzega, że w ciemnościach czai się o wiele poważniejsze zagrożenie. Wkrótce cały świat może pogrążyć się w chaosie, a jedynym sposobem na powstrzymanie ciemności okazuje się współpraca z największym wrogiem.

Gdybym miała opisać ten tom jednym słowem, zdecydowanie postawiłabym na słowo „akcja”. Moi drodzy, co tu się działo! Jedna wielka, pełna adrenaliny naparzanka z demonami. Dwa poprzednie tomy również miały dobre tempo, były dynamiczne i pełne słowiańskiej mitologii, ale tym razem Paulina Hendel przeszła samą siebie. Praktycznie w każdym rozdziale emocje sięgają zenitu, polowanie goni polowanie, potwory czają się dosłownie wszędzie, a adrenalina nieustannie krąży w żyłach. Czytanie „Trzynastego księżyca”, to niesamowita przygoda z pogranicza akcji i grozy, na absolutnie najwyższym poziomie.

Na szczęście w tym całym chaosie walk, ataków i polowań, znalazło się miejsce na logiczną i intrygującą fabułę. Czytelnik niczego nie może być pewien, stale musi oglądać się przez ramię i zastanawiać razem z bohaterami, kto tak naprawdę jest wrogiem a kto przyjacielem. Nasi Żniwiarze nie mają zbyt wiele czasu na zawieranie znajomości, dlatego w tym tomie pojawia się zaledwie kilka nowych twarzy, za to dzięki wzmożonej aktywności demonów zagłębimy się jeszcze bardziej w fascynującą słowiańską mitologię i poznamy całą masę nowych potworów rodem z najgorszych koszmarów. Zdecydowanie będzie się działo!

O CZYM? „Trzynasty księżyc”, to książka przepełniona akcją, dynamizmem i adrenaliną. Bohaterowie stale muszą główkować i szukać rozwiązania swoich demonicznych problemów, a jednocześnie nie mają nawet chwili wytchnienia od walki z potworami. Świetnie się bawiłam czytając ten tom, jestem pod ogromnym wrażeniem dynamizmu i emocji, które autorka potrafiła utrzymać od pierwszej do ostatniej strony, a końcówka złamała mi serce. Cieszę się, że to jeszcze nie koniec serii o Żniwiarzach i już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z Magdą, Feliksem i Mateuszem. Polecam!
Kręgi
Autor: Anna
Pierwsze moje spotkanie z autorem książki pt. '' Kręgi '' Panem Zbigniewem Zborowskim mogę ocenić pozytywnie, ponieważ lubię czytać kryminały.

Już od samego początku spodobał mi się główny bohater Bartosz Konecki były policjant, nie zapomina swojego wyuczonego zawodu, ale jest mu ciężko z tego powodu, że nie może dalej pracować w policji, który na nowo musi uczyć się swojego nowego zawodu detektywa. Jest trudnym zawodnikiem, ale za to jest skuteczny i szybki w działaniu. Nie lubi bezsilności, dokładnie analizuje swoje zlecenia, jako detektyw, zachowuje do końca zimną krew, posiada poczucie humoru, a przede wszystkim spryt, który jest jego mocnym atutem w wykonywanej precyzyjnie pracy zawodowej.

Akcja tego niezwykłego polskiego thrillera toczy się w roku 1992 i współcześnie. Dwa różne spojrzenia na popełniane morderstwa. Pogoń za mordercą, tajemniczą kobietą ze zlecenia Koneckiego sprawia mu wiele radości, a chwilami daje mu to motywację do wszelkiego rodzaju działań nad rozwiązaniem kryminalnej zagadki trzymającej w napięciu do samego jej końca. Tu nie ma czasu na myślenie.

Czy morderca zostanie rozpracowany i zapłaci za popełniane zabójstwa, które tworzą magiczny krąg z wielu kryminalnych wydarzeń mających posmak niebezpiecznych sytuacji tworzących świat czerpania z nich niepotrzebnych policyjnych korzyści i ludzkich cierpień ?

Pierwszej części tomu z cyklu pt. ''Skaza'' nie miałam okazji przeczytać. Za to jestem pod wielkim wrażeniem stworzenia pozytywnej i stale myślącej jak potoczy się jego życie, a będące odwieczną niespodzianką dla wielu z nas, a tu główna postać detektywa Bartosza Koneckiego wie, co ma robić, który pomimo wielu negatywnych przeżyć i nie załamał się.

Polecam przeczytać tę książkę.
Birthday Girl
Autor: Rozchełstana Owca
Nie odmownym faktem, dla którego sięgam po książki wydawnictwa NieZwykłego (i mega je wielbię) jest kwestia listy utworów, którą znajdujemy zaraz na początku danej pozycji. To taka mała rzecz, a niesamowicie cieszy 🙂

Poznajemy tutaj nie codzienną historię związku, który w sumie nie powinien był zaistnieć. Jordan młoda, ambitna dziewczyna – partnerka swojego równolatka, Cole’a. Kiedy młodzi mają problemy finansowe trafiają do jego ojca, Pike’a, którego dziewczyna poznała jakiś czas wcześniej w kinie. I tutaj się zaczyna! Perypetie dwójki ludzi, którym nie konieczne przeznaczone było być razem ujmuje za serce swoją normalnością, mogłabym rzec prostotą, ale nie chciałabym by to źle zabrzmiało. Na prawdę przyjemna historia, która pozwala z zapartym tchem dopingować naszym bohaterom.

Książka jest napisana łatwym jerzykiem, a co za tym idzie czyta się ekspresowo i aż żal odkładać tę pozycję na bok, kiedy obowiązki wzywają. Bardzo dużym atutem tej historii jest podział rozdziałów na młodą Jordan oraz dojrzałego Pike’a. Możemy doskonale zrozumieć ich postępowanie, zintegrować się z nimi, a także zacząć ich traktować niemalże jak sąsiadów.

Jestem zdecydowanie na tak!
Zrozumieć, zapomnieć, wybaczyć
Autor: Krystyna
Dobra książka.
Wciąga.
I daje do myślenia.
Polecam serdecznie Krystyna
Podniebna pieśń
Autor: Upadły czy Anioł ( blog niebo - pieko - ziemia)
Ludzie od wieków pragną władzy, urody, bogactwa i nieśmiertelności. Dla tych rzeczy są gotowi oddać wszystko, zniszczyć każdego...Odpornymi na zdobycie tych rzeczy są dzieci, istoty czyste i wierzące w magię...


Flint to młody wynalazca, który wyrusza aby uwolnić matkę a ratuje Eskę - dziewczynkę uwiezioną przez Królową Lodu. Władczyni potrzebuje jej głosu, gdyż dzięki niemu jest w stanie otrzymać nieśmiertelność.
Królowa uwięziła wszystkich dorosłych, dzieci jednak ukryły się bardzo skutecznie i planują powstanie i ratunek rodziców...niestety sama broń to za mało. Muszą ponownie uwierzyć w magię Erkenwald, zjednoczyć się z innym plemieniem i wspomóc Eskę - czy będą do tego zdolni?

Od dziecka człowiek najszybciej uczy się słuchając baśniowo-bajkowych historii - taką właśnie opowieścią jest "Podniebna pieśń", która jest ciekawą historią a zarazem uczy - nie tylko dzieci, ale i starszych.

Głównymi bohaterami jest dwoje dzieci, które muszą podjąć się trudnego zadania - muszą pokonać Królową Lodu i uratować swoich rodziców. Eska musi także przypomnieć sobie kim jest i dlaczego jej głos jest ważny. Bohaterowie muszą uwierzyć w magię, o której zapomnieli dorośli, gdyż czasem do walki potrzeba innych rzeczy niż tylko broń.

Fabuła toczy się w szybkim tempie. Nie ma czasu na znużenie, ponieważ przez cały czas autorka serwuje bohaterom zadania, przeszkody, którym muszą stawiać czoła. Pokazuje także jak łatwo zjednoczyć sobie przyjaciół oraz wrogów. Poprzez dziecięce postacie otwiera oczy na bezinteresowną miłości, oddanie, przyjaźń. Pokazuje, aby się nie podawać i dążyć do celu, do końca.

"Podniebna pieśń" jest ciekawą, pouczającą historią, która przenosi czytelnika do krainy zimnej, przepełnionej smutkiem, tęsknotą ale i walecznymi bohaterami. Historię czyta się ekspresowo, gdyż autorka pisze prostym, zrozumiałym dla młodych czytelników stylem.
Opowieść jest wielopokoleniowa, gdyż dorośli także odnajdą w niej wartości na które warto zwrócić uwagę, o których warto sobie przypomnieć.
Może nie jest to opowieść równa "Opowieści z Narnii", choć klimat jest podobny - ale jest godna uwagi.
Filary świata. Tir Alainn tom 1
Autor: Niko
Filary Świata dobitnie przypomniały mi dlaczego tak kocham powieści fantastyczne. Ta historia pełna magii, tajemnic i świetnych bohaterów sprawiła, że nie mogę doczekać się drugiego tomu. Anne Bishop pokazała, że nie brakuje jej talentu i wyobraźni, a stworzone przez nią uniwersum fascynuje klimatem, autentycznością i dbałością o detale. Podczas lektury nie liczyło się nic innego, a nawet poza nią moje myśli krążyły wokół Tir Alainn. To moja nowa literacka miłość.
Zdrowy kręgosłup
Autor: Aska
Bardzo dobra książka. Przejrzyście wytłumaczone, skąd biorą się problemy z kręgosłupem. Pokazane są też ćwiczenia. Szczerze polecam tą pozycję.
JECHAĆ NIE JECHAĆ PAMIĘTNIKO-RANKING
Autor: Kamil
Bawi do łez, przestrzega przed pułapkami czekającymi na turystę, pomaga zaplanować wakacyjną wyprawę. Polecam
GDZIE ŚPIEWAJĄ DIABŁY
Autor: MargoRoth
Odkąd bliźniaczka Piotra, Ewa, zaginęła dziewięć lat temu, mężczyzna nie ustaje w poszukiwaniach. Wciąż nie potrafi się pogodzić z tym, że jego siostra mogła tak po prostu zniknąć. Gdy w śledztwie zaginięcia Ewy pojawia się nowy trop, Piotr bez zastanowienia rusza do Azylu – małego miasteczka na końcu świata, gdzie w rzeczach zamordowanej niegdyś Patrycji znaleziono zdjęcie jego siostry. Wyprawa Piotra okazuje się jednak trudniejsza, niż można by się spodziewać. W Azylu panuje atmosfera jak z horroru, a jego mieszkańcy nie okazują najmniejszej chęci pomocy mężczyźnie. Ukrywają coś, czy są zwyczajnie wyjątkowo niegościnni?

Gdzie śpiewają diabły od samego początku wydawała mi się książką o mrocznym, niepokojącym klimacie, a wątek zaginięcia dodatkowo podsycał moją ciekawość samej fabuły. Choć nieczęsto sięgam po powieści polskich autorów, w nowym roku postanowiłam stać się bardziej otwartą na wszelkiego rodzaju literaturę, której do tej pory obawiałam się próbować. Okazało się jednak, że to wcale nie pochodzenie autorki czy też związany z nim język, jakim się posługuje, jest tym, czego powinnam się obawiać…

Azyl jest miasteczkiem wyjątkowym i autorce bardzo zgrabnie wyszła jego kreacja. Odcięcie od cywilizacji, opustoszałe ulice, pokrętna numeracja domów, niechętni obcym mieszkańcy… oraz opowieści. Masa opowieści, które przesycają każdy aspekt życia w Azylu. Skupiają się one przede wszystkim na szczególnym punkcie w topografii miasta – jeziorze nazywanym Diablim. Z jego nazwą wiąże się mnóstwo legend, a w miarę czytania przekonujemy się, że każdy z mieszkańców posiada własną wersję opowieści O Diable i czarownicy. Przedstawienie kilku z nich już na samym początku książki było bardzo dobrym zabiegiem – baśnie przenosiły czytelnika w krainę fantazji i wprowadzały niepokojący, podsycony magią klimat. Swoją cegiełkę w budowaniu niesamowitej atmosfery dokładała również specyfika ludności zamieszkującej Azyl – ludzie są tam niezwykle osobliwi i dziwni, jakby wyjęci spomiędzy kart bajek czytanych dzieciom na dobranoc. Wszystko to tworzyło razem intrygujący obraz, ale… do czasu.

Gdy emocje związane z pierwszym pojawieniem się Piotra w Azylu i usłyszeniem przez niego fantastycznych opowieści z ust mieszkańców opadły, Gdzie śpiewają diabły stawała się ze strony na stronę coraz bardziej nużąca. Monotonia spokojnego życia w małym wiejskim miasteczku całkowicie mi się udzieliła i po chwili nie mogłam już znieść kolejnych rozdziałów bez ziewnięcia lub przyłapania siebie samej na nieumyślnym zasypianiu. Zaczynałam już wtedy mieć wrażenie, że książka nie jest w stanie zaoferować mi nic, co mnie zaskoczy, zaciekawi lub choćby wyrwie z nieznośnego letargu, w jaki wpadałam za każdym razem, gdy zmuszałam się do jej lektury. I stan ten utrzymywał się aż do samego końca powieści – mimo że na ostatnich stronach jesteśmy świadkami zdarzeń teoretycznie przełomowych i takich, które miałyby wzbudzać wielkie emocje, mój umysł był już w takim stopniu uśpiony po całej długiej głównej części książki, że nie docierały do niego żadne bodźce poza tymi oznajmiającymi, że skończyłam czytać stronę i należy przewrócić kartkę.

Niestety jest jeszcze jeden (lecz znaczący) element, który negatywnie wpłynął na moją ocenę tej książki – główny bohater. Przysięgam, że od bardzo dawna nie spotkałam się z tak wielkim nieudacznikiem. Gdyby policja brała przykład z działań Piotra, który (podobno) za wszelką cenę próbuje odnaleźć swoją siostrę, możecie mi wierzyć, że wszystkie osoby zaginione na świecie nigdy nie zostałyby odszukane. Mężczyzna zabiera się do tego, jakby chciał, ale nie mógł. Zresztą czy ktoś, komu prawdziwie zależy na natknięciu się na ślad siostry, powiedziałby: „Przyjechałem tutaj, chociaż mi to odradzano i będę później musiał dużo nadrobić w pracy”? Błagam, ratujcie. Nieporadność tego człowieka osłabiała mnie na każdym kroku.

Do tego dochodzi jeszcze jego charakter (lub też jego brak) oraz zachowanie, które raz za razem sprawiało, że miałam ochotę nim potrząsnąć i prosić, aby w końcu się obudził. Piotr i jego poza „poważnego biznesmena z wielkiej metropolii” tak straszliwie działała mi na nerwy, że nawet teraz czuję, jak podnosi mi się ciśnienie. Odgórne poczucie wyższości nad mieszkańcami Azylu wynikające z tego, że przyjechał do miasteczka z Krakowa (!), gdyby nawet nie było idiotyczne z założenia, nie miałoby żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, w której Piotr był jedynie upierdliwym, żałosnym bubkiem z poważnie zawyżoną samooceną. Protekcjonalnie odnosił się do młodszych od siebie (nieznacznie) osób, podczas gdy sam poddawał się nie raz bezsensownej, dziecinnej złości. Jego osoba i postawa tak bardzo mi nie leżała, że w połączeniu z jednostajną, pozbawioną pędu akcją Gdzie śpiewają diabły była niezwykle męczącą lekturą.

Miało być magicznie, a skończyło się na irytacji i poczuciu ulgi po skończeniu książki. Powieść Magdaleny Kubasiewicz nie spełniła moich oczekiwań, choć jej niekwestionowanym atutem jest atmosfera Azylu oraz krążące po nim opowieści. Jednak brak zwrotów akcji, monotonia i koszmarna postać głównego bohatera zrobiły swoje. Być może nie jest to książka dla mnie – osoby, które preferują wolniejsze tempo akcji, mogłyby odnaleźć w niej więcej zalet. Jednak ja nie mogę jej polecić – zbyt wiele irytacji kosztowało mnie jej przeczytanie, abym mogła czerpać z niej przyjemność.

booksofsouls.blogspot.com
Uwikłana
Autor: Książki Milki
Natasha Preston to autorka, którą bardzo sobie cenię i chętnie sięgam po jej książki, które dotykają wielu trudnych i poważnych tematów. "Uwikłana" od samego początku urzekła mnie swoją piękną okładką, która zapowiadała tajemnicę oraz intrygującym opisem zwiastującym lekturę pełną wrażeń. Czy również tym razem Natasha Preston stanęła na wysokości zadania i stworzyła powieść, która zachwyci polskich czytelników? Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Zapraszam do przeczytania dalszej części recenzji, w której z pewnością odnajdziecie odpowiedzi na powyższe oraz inne nurtujące was pytania.

Mackenzie wraz ze swoimi przyjaciółmi wyjeżdża na weekend do domku letniskowego. Ma to być dla nich czas odpoczynku i ucieczki od życia codziennego i pojawiających się na ich drodze problemów. Szalona impreza kończy się jednak makabryczną niespodzianką i druzgocącym odkryciem. Dwoje uczestników znaleziono martwych, leżących w kałuży krwi. Mackenzie nie może uwierzyć, że mordercą może być, któreś z jej bliskich przyjaciół, dlatego postanawia odnaleźć zabójcę na własną rękę. Jednak co jeśli bohaterka obdarza swoich znajomych zbyt dużym zaufaniem, a wśród nich jest morderca? Każde z nich miało własne powody, aby zabić. Czy główna bohaterka znajduje się w niebezpieczeństwie?

Fabuła książki już od pierwszych stron bardzo mocno mnie zaciekawiła, a autorka w doskonały sposób wciągnęła mnie do wykreowanego przez siebie świata. Chociaż momentami cała historia wydawała mi się naprawdę mało wiarygodna, muszę przyznać, że pomimo tego "Uwikłaną" czytałam z ogromną przyjemnością. Każda kolejna strona powodowała u mnie coraz większe napięcie i zwiększała niepewność odnośnie tego co wydarzy się za chwilę. Przez cały czas miałam wrażenie, że Natasha Preston bardzo dobrze przemyślała sobie fabułę i poszczególne etapy rozwiązywania zagadki, dzięki czemu powieść okazała się naprawdę spójna.

Bohaterowie są całkiem dobrze wykreowani chociaż autorka mogła odrobinę więcej czasu poświęcić na przedstawienie charakterów i osobowości poszczególnych postaci. Mackenzie to dziewczyna, którą bardzo szybko polubiłam, jednak jej decyzje i zachowanie wielokrotnie mnie zaskakiwały i denerwowały. Ciągła naiwność i wiara w najbliższych przyjaciół okazały się błędem, za który bohaterka musiała zapłacić bardzo wysoką cenę. Czytając "Uwikłaną" nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Natasha Preston na siłę wymyśla każdemu z bohaterów jakąś mroczną tajemnicę, tak aby, wszyscy posiadali solidny motyw do zabójstwa Josha i Courtney.

Natasha Preston posługuje się prostym i lekkim językiem, dzięki czemu powieść czyta się w błyskawicznym tempie i z ogromną przyjemnością. Jeśli macie już za sobą jakąkolwiek powieść tej autorki i lubicie klimat, który dominuje w jej historiach - "Uwikłana" z pewnością was nie zawiedzie. Według mnie zdecydowanie warto poświęcić trochę czasu, aby poznać historię Mackenzie oraz jej przyjaciół, przede wszystkim dlatego, że porusza ona niezwykle ważne i trudne tematy.

Podsumowując - pomimo pewnych niedociągnięć, Natasha Preston absolutnie mnie nie zawiodła i w stu procentach trafiła w moje gusta czytelnicze. Mam nadzieję, że wasze wątpliwości co do tego tytuły zostały w tym momencie raz na zawsze rozwiane, i że wkrótce sami sięgnięcie po tę powieść.
Trening w rytmie slow
Autor: Katarzyna Kat
Instagram. Większość z nas wie, jakie tam panują trendy, doskonałe ciała, w pełni wyposażone, cudowne mieszkania, dobrze ubrani ludzie, którzy posiłki zjadają w plastikowych pojemnikach lub drogich restauracjach. Siłownia to drugi dom, nawet dla matek, które dopiero urodziły swoje pociechy. Przejaskrawiona rzeczywistość, w której zatracają się coraz to większe liczby ludzi. A gdzie jest czas dla siebie? Dla swojej duszy i zdrowia? To właśnie w książce "Trening w rytmie slow" chce przekazać nam Katarzyna Grządka, na Instagramie znana jako @trening_na_bosaka.
Książka ta ma wszystko to, czego szukałam w ostatnim czasie. Nie chciałam zbędnego poradnika, który wmawiałby mi, że mogę wszystko czego tylko zapragnę, a aby to osiągnąć wystarczy zagryźć zęby i przeć do przodu, do swojego celu. Tutaj mamy całkowicie coś innego. Katarzyna Grządka uświadamia nam, że wcale nie musimy być doskonali dla świata, tak jak to teraz robi się w internecie. Każdy z nas powinien czuć się dobrze we własnym ciele i to jest nasz największy sukces. Wszyscy powinniśmy znaleźć dla siebie pewną niszę, w której będziemy się spełniać zgodnie z własnym ciałem i duszą. Bo sport, bieganie, joga czy zwykły spacer lub każda inna aktywność fizyczna powinna łączyć się z naszą głową, naszymi myślami i dotyczy to nie tylko ruchu w życiu codziennym, ale również spożywania posiłków, podczas których większość z nas myśli o wszystkim tylko nie o zjadanym obiedzie, stąd też nasz organizm wie, że został odżywiony, ale nasza głowa to pominęła, bo akurat leciał nasz ulubiony serial. Oprócz takich małych form namawiających nas do zmiany nawyków, mamy w niej również propozycje na zmiany, które dotyczą naszego nastawienia do świata, ludzi ale i w głównej mierze siebie samych. Dotyka ona każdego aspektu naszego życia, od żywienia, sposobu myślenia, treningów, po czas ciąży i połogu. Co ważne, pamiętajmy, że w czas ciąży to nie choroba, i jeśli nie ma przeciwwskazań, ruch dla maleństwa jest równie ważny co dla przyszłej mamy. Dodatkowo pozycja ta wzbogacona jest w łatwe i przyjemne ćwiczenia, które mają za zadanie poprawę naszej postawy oraz zwiększenie mobilności i koordynacji (są również specjalne zestawy ćwiczeń dla kobiet w ciąży). Nie są to męczące treningi, dlatego możemy wykonać je przed snem lub z samego rana, na lepszy początek dnia. Największym plusem tej książki jest jej prostota i naturalność oraz to, że autorka w nienachalny sposób stara się przekonać nas do tego, że aby coś osiągnąć wcale nie musimy, a powinniśmy chcieć dotrzeć do upragnionego celu, tylko wtedy cała wędrówka ma sens. Świetna książka, która przedstawia sport jako pasję i motor napędowy do działania, a nie jako przykry przymus aby zrzucić wagę, bo nie tylko o to w tym chodzi.
Z całą pewnością będę wracała do tej książki, aby ponownie naładować się pozytywną energią i przypomnieć sobie, że czasem to co widzimy w sieci nie jest takie, jak się nam wydaje. A największym prezentem, jaki mogę zrobić dla siebie to akceptacja. Nic nas bardziej nie uszczęśliwi niż to, że będziemy zadowoleni sami z siebie.
Muszki owocówki
Autor: Blog Czytam duszkiem
Blog Czytam duszkiem - przedpremierowo

Ta książka to doskonała lektura dla każdego, kto pragnie odmiany w swoim życiu. I niekoniecznie musi to być potrzeba zerwania z nałogiem. Historie bohaterów pokazują, że zmiana mimo przeciwności jest możliwa. Pokazują też, jak trudno czasami uzmysłowić im sobie potrzebę zmian, jak potrafią udawać, oszukiwać, wypierać się, że „Ja nie mam problemu. Mnie to nie dotyczy. W każdej chwili mogę przestać”. Proces zachodzenia zmian w bohaterach świetnie oddaje praca w grupie terapeutycznej. Na początku każdy z uczestników jest wycofany, ascetyczny w słowach, ogląda się na innych, wstydzi. Z czasem nabiera śmiałości i wobec innych, i wobec siebie. Poznając problemy pozostałych łatwiej mu spojrzeć na własne. Zaczyna zadawać pytania, zastanawiać się nad sobą, nad tu i teraz. W miejscu wyparcia coraz częściej wybrzmiewają zrównoważone emocje wraz z próbą ich zrozumienia aż do konstruktywnej pracy nad sobą. Postępy nikomu nie przychodzą łatwo. Każdy z uczestników jest inny i inaczej odnajduje zarówno siebie, jak i własną drogę. Niektórzy na początek odnajdują tylko siebie. Niektórym nie udaje się to wcale. Każdy z nich to swego rodzaju dziwak, odszczepieniec, świr, więc w grupie, gdzie każdy jest inny i niepasujący, odmienność powszednieje. Trzymają się zatem kurczowo razem, bo to jedyne, co ich w tej chwili łączy.
Danuta Sadownik ma umiejętność pisania prostym i zrozumiałym językiem o sprawach trudnych. Nie nuży odbiorcy filozoficznymi dywagacjami, nie moralizuje, nie poucza, a uniwersalne prawdy o życiu przekazuje nadzwyczaj obrazowo. Życie porównuje do zwykłej sałatki, którą potrafi zrobić właściwie każdy, a skoro tak, to przecież nie ma nic prostszego niż poradzić sobie z dniem codziennym. To zwyczajna bułka z masłem. O, przepraszam, sałatka.
By narracja nie brzmiała nazbyt gorzko (w życiu i tak mamy wystarczająco pod górkę), autorka wplata w nią zabawne wstawki i miejscami humorystyczne dialogi. Od czasu do czasu pobudza też wyobraźnię czytelnika barwnym erotycznym epizodem, acz niekoniecznie sypialnianym. Dodatkowo migoczą na horyzoncie optymistyczne akcenty w postaci metamorfozy, jaką przechodzą bohaterowie, którzy bardziej świadomi swych wad, potrafią teraz coraz skuteczniej brać się z nimi za bary i szukać innej formy rozładowywania destrukcyjnych emocji. Nabierając do siebie dystansu, patrzą z innej perspektywy, dostrzegają to, co do tej pory pozostawało w ukryciu, ale dojmująco uwierało. Zamieniają w swoim repertuarze wyniszczające „muszę” na motywujące „chcę”. Z uczestnictwa w grupie czerpią wsparcie i wzajemną siłę, która pozwala im zrzucić przybrane maski i wyzwolić się z ról, jakie wcześniej sztucznie kreowali. (Zastanawiam się, czy jeśli napiszę, że mam w tym momencie skojarzenia z Gombrowiczowską gębą, to czy czytelnicy nie będą na mnie patrzeć krzywo? Ech, co tam, piszę. Bo kto mi zabroni?) Nie bez obaw i wątpliwości rezygnują z bezpiecznych schematów, które sobie stworzyli dla rzekomej ochrony, odzyskując w ten sposób autentyczność.
Polecam „Muszki owocówki” Danuty Sadownik każdemu, kto boryka się z poczuciem bycia niewystarczającym, kto pragnie odzyskać poczucie własnej wartości i bliskości drugiego człowieka. Książka nie obiecuje cudów. Uczestnikom terapii nic nie przychodzi łatwo, a bohaterów często paraliżuje strach przed jakąkolwiek zmianą, bo ta niesie ze sobą ból i rozczarowanie. Jednak podejmują próby gojenia ran, pracują nad sobą, upadają i podnoszą się. Wielokrotnie. Nie są bohaterami. Są zwykli, a jednak nieprzeciętni. Nieprzeciętni swoją odmiennością, którą z wolna przekuwają w siłę. Wiedzą już, że nie muszą być w pełni sprawni, by radzić sobie z życiem. Twoja odmienność (to, co uważasz za swoją ułomność) wyróżnia cię i może stać się twoją przewagą – ona ubogaca cię o emocje, których nie potrafi odczuć ten, kto nigdy nie wszedł na kurs kolizyjny z życiem.

https://czytamduszkiem.blogspot.com/2019/01/recenzja-przedpremierowa-danuta.html
Adler Tajemnice Zamku Bazina
Autor: Aleksandra Dziubak
Czytając tą książkę czasami zatapiałam myśli tylko w stylu jakim autorka pisze. Bo jest płynny, lekki, zrozumiały. Bardzo mi się podobał.
Ciekawym zabiegiem autorki było dawanie cytatu z danego rozdziału na sam początek. Czytając sam cytat można było zastanowić się o co może chodzić, co znajdziemy w tym dziale, jak wpłynie to na bohaterów oraz śledztwo. A podczas czytania się tego dowiadywaliśmy. Autorka stworzyła także dużo przypisów, z których ja zawsze korzystałam bo po prosto więcej dzięki temu się wie i lepiej rozumie powieść.
A jak jesteśmy już przy szacie graficznej. Ta książka jest wydana cu-do-wnie ♥ Twarda oprawa oraz ten grzbiet wyglądają epicko. Nie mogę się doczekać aż postawie koło siebie kolejne tomy

Zakończenie. Pisałam wam wyżej, że autorka cały czas zaskakuje, akcja pędzi przed siebie. Ale to zakończenie to jedna wielka petarda. Emocjonujące oraz całkowicie niespodziewane. Poznajemy sporo odpowiedzi, jednak wiele jeszcze zostaje do wyjaśnienia. Mam nadzieję, że na rynek już niedługo trafią kolejne tomy.

Cała recenzja na stronie:
https://zlodziejka-zapisanych-stron.blogspot.com/2019/01/39-adler-tajemnica-zamku-bazina-marta.html

Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
222
Idź do strony: