Recenzje:
Czarny Mag. Pierwszy rok. Tom 1
Autor: Zuzanna Czerniak-Kloc
Jerar to państwo, w którym rodzą się osoby obdarzone magiczną mocą. Szczytem marzeń większości tych boskich wybrańców jest nauka w osławionej Akademii. Chętnych oczywiście nie brakuje, lecz surowe zasady i wyczerpujące treningi to dla niektórych zbyt wiele. Po pierwszym, próbnym roku jedynie piętnastu szczęśliwców dostaje się na praktyki, po pięciu do każdej z frakcji: Alchemii, Uzdrawiania i Boju.

Ryiah i jej brat bliźniak, Alex, postanawiają rozpocząć naukę w Akademii. Aby tam dotrzeć, czeka ich trudna, pełna niebezpieczeństw podróż. Nic jednak nie może się równać z tym, co czeka ich na miejscu. Kandydaci z arystokratycznych rodów mają nad nimi przewagę, muszą zatem ostro wziąć się do pracy, by nadrobić wszelkie zaległości. Godziny spędzane w bibliotece nie wystarczają, a mordercze treningi doprowadzają ich na skraj wyczerpania. Do tego mistrzowie bardzo się starają, by jak najszybciej pozbyć się większości pierwszoroczniaków. Ambitna Ry ponad wszystko pragnie dostać się do frakcji Boju, gdzie konkurencja jest największa, a rywalizacja najbardziej zacięta. Do najgroźniejszych przeciwników należą arogancki i złośliwy książę Darren oraz równie wredna Priscilla, którzy wydają się jej szczerze nienawidzić. Czy Ryiah i Alex zdołają udowodnić swoją wartość i dostaną się do szczęśliwej piętnastki?

Zabierając się za "Czarnego Maga", miałam nadzieję na coś emocjonującego i iskrzącego magią. O ile początek, dotyczący podróży bliźniaków wypadł naprawdę dobrze, o tyle później mój entuzjazm stopniowo topniał. Zajęcia w Akademii, dopóki pozostawały czymś nowym i nieznanym, były całkiem interesującym tematem. Choć muszę przyznać, że z czasem przestało mi to wystarczać i liczyłam na jakąś odmianę. Na emocjonujące wydarzenie, które nadałoby akcji większego tempa. No i trochę się zawiodłam, bo w zasadzie doczekałam się tego dopiero pod koniec, podczas egzaminów. Jedynie walki podczas treningów i ostre wymiany zdań pomiędzy Ry i księciem, zwanym przez nią nienastępcą (z racji tego, że był drugi w kolejce do tronu), trochę ożywiały atmosferę. Poza tym niestety nie działo się zbyt wiele.


Jeśli chodzi o bohaterów, najciekawiej wypadł moim zdaniem książę Darren. Zdystansowany, arogancki, złośliwy i cyniczny, idealnie wpasowywał się w rolę czarnego charakteru. Jednak później coraz trudniej było mi go jednoznacznie ocenić. Stwierdzić, czy naprawdę ma też inną, bardziej ludzką stronę czy też może potrafi tak dobrze grać, by osiągnąć zamierzony cel. Z kolei Ryiah, mimo że wojownicza i ambitna, zaczęła mnie irytować swoją porywczością i zazdrością wobec wyżej urodzonych. Gdyby nie była główną bohaterką i jednocześnie narratorką, obawiam się, że mogłaby mi się trochę zagubić w tłumie innych uczniów. Jej najlepsza przyjaciółka, Ella, okazała się bardzo sympatyczną postacią, choć nadal mam wrażenie, że niewiele się o niej dowiedziałam. Żałuję też, że autorka tak mało miejsca poświęciła Alexowi.

Lektura pierwszego tomu serii Czarny Mag pozostawiła mnie z mieszanymi odczuciami. Czytało mi się ją szybko i całkiem przyjemnie, a początek pozwolił żywić nadzieję, że całość wypadnie naprawdę dobrze. Niestety z czasem akcja zwolniła, a czytanie w kółko o tych samych zajęciach zaczęło mnie nużyć. Sytuację ratowały sceny walki i ciekawe wymiany zdań pomiędzy główną bohaterką a wrednym - choć przystojnym - księciem. Bardzo liczę na to, że w kolejnych tomach bohaterowie zyskają trochę więcej charakteru, a akcja nabierze tempa. "Pierwszy rok" Rachel E. Carter okazał się w moim odczuciu całkiem przyzwoity, choć obyło się bez fajerwerków. Jeśli liczycie na coś zbliżonego do Harry'ego Pottera, to... w roli głównego bohatera wyobraźcie sobie mega porywczą dziewczynę i wyrzućcie wszystkie ekscytujące wątki z Voldemortem. No i w zasadzie wiecie już mniej więcej, czego się spodziewać.
Mnie ten początek serii nie zachwycił, ale zamierzam dać szansę kolejnym częściom. Może któraś z nich zdoła mnie bardziej oczarować.

Komiksy paragrafowe. Pojedynek z Irene Adler
Autor: Czytanie Naszym Życiem
Pierwszy raz sięgnęłam po komiks paragrafowy i zdecydowanie nie żałuję tej decyzji. Zawsze myślałam, że jest to zabawa co najmniej dziwna, nie dla mnie, bo to pewnie nudne, zbyt skomplikowane i zapewne nie spodoba mi się. Jednak nie mogłam darować sobie komiksu z moim ukochanym Sherlockiem Holmesem! Tym bardziej, że mowa tu o pojedynku z piękną kobietą, która otwiera własne biuro detektywistyczne, tworząc tym samym konkurencję dla mistrza rozwiązywania wszelkich zagadek. Komiksem tym można bawić się samemu, a można grać we dwoje. W instrukcji wszystko zostało dokładnie wyjaśnione, zasady gry nie są skomplikowane, więc pozostaje jedynie dobrze się bawić. :)



Jeżeli chodzi o wygląd to poszczególne scenki są takie, jak w komiksach dla młodszych odbiorców. Nie ma obawy, że natkniemy się na brutalne i krwawe sceny. Oczywiście, rozwiązujemy zagadki, w których trupów nie brakuje, ale zostało to przedstawione w na tyle przystępny sposób, że ośmio czy dziesięciolatek spokojnie może po ten komiks sięgnąć. :)



Tylko od nas zależy, w jaką postać się wcielimy. Do wyboru mamy Sherlocka Holmesa oraz Irene Adler. W czasie zabawy gracz może korzystać ze specjalnych kontaktów oraz z karty śledztwa, którą sam wypełnia. W międzyczasie należy szukać ukrytych wizytówek i zapisywać ich liczbę. Gra wymaga pewnych umiejętności, spostrzegawczości, staranności i przede wszystkim logicznego myślenia. W końcu sam Sherlock stanowi symbol mądrości i sprytu i to właśnie tych cech wymaga od gracza komiks.


Komiksy paragrafowe to świetna rozrywka, a dla mnie wyjątkowe urozmaicenie. Nigdy wcześniej nie sięgałam po tego typu zabawę. Komiksy zostały pięknie wydane, w twardych oprawach, instrukcje są jasne i dla wszystkich zrozumiałe, a cała reszta to czysta przyjemność! Serdecznie polecam! :)
Komiksy paragrafowe. Porwanie
Autor: Czytanie Naszym Życiem
Komiks paragrafowy Porwanie jest dedykowany starszym odbiorcom. Nie brakuje tutaj dość brutalnych scen, pełnych przemocy, a całość wygląda jak horror. Natkniecie się na dziwne istoty, tajemnicze miejsca, przerażające przedmioty... Dreszczyk emocji czuć od samego początku. Nad głową wisi nam również nieubłaganie upływający czas, który w tym przypadku jest na wagę złota. Musimy zrobić wszystko, żeby jak najszybciej odnaleźć córkę - oby była jeszcze żywa... Jednocześnie musimy troszczyć się sami o siebie, bacznie obserwować otoczenie, walczyć z wrogami i zorientować się, dlaczego w ogóle doszło do porwania. Sceneria jest naprawdę intrygująca, a cała akcja dość skomplikowana. Chociażby z tego względu komiks ten nosi ostrzeżenie "16+". Polecam szczególnie nastolatkom, ale nie tylko. Każdy, kto ma ochotę spróbować tego typu zabawy będzie zadowolony.

Komiksy paragrafowe to świetna rozrywka, a dla mnie wyjątkowe urozmaicenie. Nigdy wcześniej nie sięgałam po tego typu zabawę. Komiksy zostały pięknie wydane, w twardych oprawach, instrukcje są jasne i dla wszystkich zrozumiałe, a cała reszta to czysta przyjemność! Serdecznie polecam! :)
Angelfall. Penryn i kres dni
Autor: Niko
Gdy dwa pierwsze tomy trylogii zachwycają, wydaje się oczywiste, że do zakończenia podchodzi się z równie dużymi oczekiwaniami. Ale sprostać wyobrażeniom czytelników, które przez poprzednie części mogły dość sporo się rozrosnąć jest niezwykle trudno. Czy finał, który oferuje nam Susan Ee jest satysfakcjonujący? Jak ostatecznie zakończy się konflikt między ludźmi i aniołami? Bądźcie gotowi na wszystko! Nadchodzi kres dni.

Ostateczna bitwa zbliża się wielkimi krokami. Obie strony szykują się do wojny, zawierając nietypowe sojusze i modyfikując strategie. Penryn jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie, niż kiedykolwiek wcześniej. Dziewczyna nie może już nikomu ufać. W międzyczasie trwają poszukiwania lekarza, który cofnie efekty wynaturzonych, anielskich operacji. Raffe ma coraz mniej czasu, aby odzyskać pozycję i ujawnić nikczemne plany Uriela. Ciąg wydarzeń sprawi, że główni bohaterowie staną przed najcięższym wyborem - dołączyć do przedstawicieli swojego gatunku albo trzymać się razem.

Penryn i kres dni jest już ostatnim spotkaniem z bohaterami żyjącymi w postapokalistycznym świecie opanowanym przez złe anioły. Po raz kolejny przenosimy się do surowej i ponurej rzeczywistości pełnej strasznych potworów, podzielonej ludzkości oraz bezwzględnych skrzydlatych istot. Autorka bez zbędnych dłużyzn zawiązuje akcję w tym samym miejscu, gdzie pozostawiła ją Penryn i Świat Po. Tak jak przyzwyczaiła nas w poprzednich częściach, tak i tutaj nie będzie chwili na wytchnienie. Od samego początku powieść nabiera wysokiego tempa, rozpoczyna się wyścig z czasem, którego stawką jest przyszłość całej ludzkości. Pisarka stawia na wiele zaskakujących wydarzeń, jeszcze bardziej fantastycznych i nieprawdopodobnych, których żaden czytelnik nie byłby w stanie przewidzieć. Z każdą stroną, i coraz bliżej finału, napięcie szaleńczo wzrasta budząc mnóstwo emocji i strach o ulubione postacie, który powoli ustępuje dopiero po zakończeniu lektury. Nie obyło się bez krwi, przemocy i bolesnych strat, co nadało tylko jeszcze bardziej wiarygodnego charakteru. Jednak, czy sam sposób zakończenia całej trylogii był dobry? Dla mnie tak. Ale niesamowity czy bombowy? Raczej nie. Aczkolwiek, nie można pisarce wiele zarzucić. Widać, że ma głowę pełną świetnych pomysłów, a dynamiczna i żwawa akcja to jej drugie imię.

Już po kilka stronach czytelnik może zorientować się, że autorka ma w planach mocniej skupić się na relacji Penryn i Raffego i dać również jasną odpowiedź na pytanie: "Co dalej z ich zakazanym uczuciem?". Jednakże, ani trochę nie przeszkadzało mi, że znajdziemy tutaj znacznie więcej elementów romansu niż w dwóch poprzednich tomach, bowiem sposób w jaki Susan Ee to przekazuje, nie razi sztucznością. Nie wygląda to na naciągane, czy wymuszone, dzięki czemu wątek miłosny był dla mnie znakomitą, ważną częścią tej historii. Główni bohaterowie to świetne postacie, do których moja sympatia od pierwszego tomu aż do samego końca nie zmalała. Mimo trudnej sytuacji w jakiej się znaleźli i kolejnych komplikacji, które autorka regularnie zrzuca mi na głowę, pozostają sobą. Zabrakło mi trochę szerszego ukazania bohaterów drugoplanowych po finałowych wydarzeniach. Historia się kończy i tak na prawdę nie dowiadujemy się nic, co się z nimi stało. Ja jednak wolę zawsze dostać konkretną odpowiedź niż domysły, które tym razem otrzymujemy. Autorka nie domknęła do samego końca tej powieści, na wiele kwestii nie znajdziemy odpowiedzi.

Trylogii Angelfall to wspaniała przygoda do świata stojącego u progu zagłady. Mimo że finał nie dał mi stuprocentowej satysfakcji, to w dalszym ciągu szalenie ciekawa i barwna historia, w której każdy fan młodzieżowych powieści fantasty znajdzie coś dla siebie. Autorka ma wiele ciekawych pomysłów i potrafi zaskoczyć czytelnika w najmniej spodziewanym momencie. Penryn i kres dni zachwyca klimatem, niebezpieczną wizją rzeczywistości oraz nieograniczoną wyobraźnią autorki. Serię będę miło wspominać i na pewno szybko o niej nie zapomnę.
Skazani na zyski. Tajemnicza wiedza właścicieli prawdziwych wartości – czyli – biblia świadomego inwestora
Autor: Kamil
Książka o tym jak inwestować mądrze i bezpiecznie. To świetny poradnik dla inwestora, przestroga przed spekulowaniem, nieracjonalnym gospodarowaniem swoimi pieniędzmi. Warto przeczytać.
OKRUTNY KSIĄŻĘ
Autor: MargoRoth
Kiedy Jude miała siedem lat, do jej domu przybył tajemniczy mężczyzna, który nie należał do świata śmiertelników. Po tym, jak brutalnie zabił rodziców dziewczyny, zabrał Jude, jej bliźniaczkę Taryn i starszą siostrę Viviane ze sobą do Elysium – krainy elfów. Dziesięć lat później Jude czuje się w tym magicznym świecie prawie jak w domu. Prawie - ponieważ fakt, że w jej żyłach płynie ludzka krew, jest doskonałą podstawą dla wielu zamożnych elfów, by nią gardzić i wyśmiewać. Na czele nękających Jude stoi Cardan – najmłodszy i najokrutniejszy z książąt panujących w Elysium. Kiedy Jude dowiaduje się, jak wielka sieć intryg oplata dwór Najwyższego Króla i jak wiele tajemnic skrywają elfy, nie podejrzewa jeszcze, że wkrótce sama będzie musiała posługiwać się fortelami i zabijać z zimną krwią, aby zaprowadzić porządek w królestwie i zadbać o bezpieczeństwo tych, których kocha. Czy śmiertelniczka jest w stanie mierzyć się z potężną siłą elfów?

Chyba nie byłoby błędem stwierdzenie, że Okrutny książę to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Sama pamiętam, gdy kilka lat temu usłyszałam, jak ktoś na polskim Booktubie mówi, że czytał tą książkę w oryginalnej wersji, nie powstrzymując się oczywiście od wylewnych pochwał. Powieść Holly Black spotkała się więc z pewnymi oczekiwaniami czytelników już na samym początku – wszyscy wiele o niej słyszeli, a taki sławny za granicą bestseller przecież musi być co najmniej dobry, prawda? Otóż dzisiaj opowiem Wam o moich wrażeniach z tej lektury, o tym, czy warto było tak długo czekać na polską premierę Okrutnego księcia.

Warto wspomnieć, że nigdy szczególnie nie interesowały mnie elfy. Wręcz przeciwnie: wszystkie nierzeczywiste postacie, które kojarzyły mi się z książkami Tolkiena (elfy, krasnoludy, orkowie, smoki…), omijałam szerokim łukiem. Choć uwielbiam fantastykę, zawsze preferowałam jej lekką, bardziej młodzieżową wersję. Dlatego też przed rozpoczęciem lektury nie wczytywałam się za bardzo w opis, aby przypadkiem nie zwątpić w to, czy chcę tą powieść czytać. Jednak okazało się, że Okrutny książę od pierwszych stron schwytał mnie w garść i nie chciał wypuścić, a elfy, których tak się obawiałam, zafascynowały mnie momentalnie. Coś wyjątkowego było w tej historii, jakaś niepowtarzalna magia, która od początku oczarowała mnie tak, że nie mogłam przestać czytać. Krótko mówiąc, pierwsze wrażenie było niesamowite.

Właściwie książkę Holly Black czyta się jak najciekawszą baśń z dzieciństwa, tylko w nieco doroślejszej odsłonie. Okrutny książę jest bowiem połączeniem elfickiej magii, zaskakującego i czarującego świata z wyrachowanymi planami na przejęcie władzy i ich brutalną realizacją. Możecie oczekiwać rozlewu krwi i momentów, w których Wasze serce zatrzyma się na chwilę, aby zaraz potem wznowić swój bieg ze dwojoną prędkością. To zarazem zabawne i fascynujące, że autorka zdecydowała się nie rezygnować z istnienia świata śmiertelników na rzecz krainy elfów. To, że obie przestrzenie istnieją równolegle, a Jude wraz ze swoimi siostrami jest w stanie w jednej chwili wyczarować konie ze źdźbeł trawy, opuścić magiczny świat i udać się do najzwyczajniejszego centrum handlowego na zakupy, wydaje mi się wspaniałym pomysłem. Chciałabym, aby naprawdę w tej chwili, gdzieś całkiem niedaleko stąd żyły sobie możne rody elfów… Może nie chciałabym ich odwiedzić w obawie o swoje życie, ale sama koncepcja brzmi niesamowicie.

Jednym z elementów, które najbardziej mnie irytują w książkach, są bohaterki, które nie potrafią zawalczyć o swoje i bez przerwy prezentują tylko pozę bezradnej mimozy, czekającej na ratunek. Na szczęście Jude do nich nie należy – jest tak daleka od bycia godną politowania dziewoją w opałach, jak to tylko możliwe. Choć nie zawsze popierałam jej wybory, podoba mi się to, że jest szalenie waleczna, kwestionuje każdy ruch innego człowieka (elfa?), będąc czujną i gotową do konfrontacji. Tak stanowcze i silne bohaterki nie trafiają się często, dlatego trzeba je cenić i podziwiać. Nie powiedziałabym, że polubiłam Jude – nie zawsze ją rozumiałam, ale sądzę, że byłabym w stanie zapałać do niej sympatią w kolejnym tomie serii, gdy już uda mi się lepiej ją poznać.

Tym, co moim zdaniem zasługuje na owacje na stojąco, jeśli chodzi o Okrutnego księcia, jest zakończenie, które zwala z nóg. Doprawdy, w momencie, gdy nie spodziewałabym się już żadnych zaskoczeń, autorka zaserwowała taką bombę, że aż wytrzeszczyłam oczy i wydałam pełen zachwytu okrzyk. Nieprzewidywalność jest niezaprzeczalnym atutem książki i sprawiła ona, że oceniłam Okrutnego księcia jeszcze wyżej, niż zamierzałam.

Czy nie ma żadnych wad? Otóż są, z pewnością. Jedną, która bardziej rzuciła mi się w oczy, jest fakt, że przez znaczną część książki fabuła nie zmierza w żadnym konkretnym kierunku. Wiecie, to był ten moment w czytaniu, kiedy wprawdzie czerpiecie przyjemność z lektury, ale nie widzicie większego jej sensu. Dopiero ostatnia setka stron dodała książce większego polotu i charakteru. Mogłabym przyczepić się jeszcze do tego, że chociaż główni bohaterowie – Jude, Taryn, Vivi, Cardan, Madok – byli wykreowani z dbałością o szczegóły, to postacie drugoplanowe często zlewały mi się w jedną masę. Miały zwyczajnie zbyt mało cech charakterystycznych, aby się wyróżniać. Nie jest to może wielka wada, która przeszkadzałaby w czytaniu, ale jednak.

Jestem całkowicie zadowolona z Okrutnego księcia i okrutnie się cieszę, że jego premiera w Polsce jest tak głośna – jak się okazało, zupełnie zasłużenie. Jest to historia, która zabierze Was w kompletnie inny wymiar, wymiar pełen magii, który zaskoczy Was nie raz, a na koniec rozbudzi Waszą ciekawość dalszych losów bohaterów do granic możliwości. Ja już zacieram ręce na myśl o kolejnym tomie i poganiam mentalnie autorkę, aby nie zwlekała z jego pisaniem. Gorąco polecam Wam Okrutnego księcia!

booksofsouls.blogspot.com
Bez słowa
Autor: PospolitaOla
Powieść już od pierwszych stron wciąga, ciężko jest się od niej oderwać. Autorka wykreowała bardzo ciekawe postacie. Każda z nich skrywa jakąś tajemnicę i historię. Oprócz Sarah i Eddiego mamy jeszcze okazję poznać ogrom innych bohaterów, którzy również odgrywają ważną rolę w tej historii.
Głównym elementem, który wywołał u mnie najwięcej emocji jest wiadomość, dlaczego mężczyzna próbował odciąć się od Sarah. Wow! To było ogromne zaskoczenie. Myślę, że każdy czytelnik będzie zaskoczony. Bo tak naprawdę nic nie wskazywało na taki obrót spraw.
Rosie Walsh lubi grać na emocjach. Czytając ostatnie rozdziały wszystko stało pod wielkim znakiem zapytania... Powiem szczerze, że i tutaj spotkało mnie wielkie zaskoczenie.
Wydaje mi się, że wrażliwe osoby, czytając tę książkę uronią trochę łez. Cała historia jest niesamowicie emocjonalna i smutna. Co sprawia, że nie jest to kolejny sielankowy romans na rynku.
Ja bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać "Bez słowa". Uwielbiam książki, w których nie wszystko jest jasne, a rozwiązanie odkrywamy wraz z bohaterami.
Podsumowując, jeżeli lubicie książki, z których wręcz wylewają się emocje, to z całego serca polecam Wam "Bez słowa". Możecie spodziewać się wielu zaskoczeń i wzruszeń. Polecam!
http://pospolitaola.blogspot.com/2018/09/recenzja-ksiazki-bez-sowa-rosie-walsh.html
Baba Jaga radzi
Autor: henia
Poradnik pomieszany z poezją, ale jednocześnie przewodnik po obyczajach ludzi żyjących we wschodniej Rosji, odciętych od wielu zdobyczy cywilizacji, ale egzystujących w zgodzie z prawami natury.
USZYJ TO MODNE UBRANIA I DODATKI W 5 MINUT
Autor: Henia
Przewodnik zorientowany na praktykę. Rysunki stopniowo zbliżają nas do wielkiego finału. Nie ma wiele prac, ale za do dokładnie wszystko wyjaśniono. Video na sieci to dodatkowa zachęta do zakupu publikacji.
Zapach Mazur
Autor: Anna Rydzewska
Julka dostaje pismo z ośrodka pomocy społecznej, z małej miejscowości na Mazurach, z prośbą o zaopiekowanie się nieznaną krewną. Pełna sprzecznych emocji, udaje się do Barwin, gdzie poznaje uroczą staruszkę, Gertrudę Skrocką. Między kobietami tworzy się niewidzialna więź. Podczas ich kolejnych spotkań, Truda opowiada o swoim życiu w Prusach Wschodnich. Na dziewięćdziesiątych urodzinach Trudy pojawiają się niespodziewani goście. Na jaw wychodzą skrzętnie skrywane tajemnice rodzinne.



Akcja książki toczy się na dwóch płaszczyznach: w czasach współczesnych, na Mazurach, i w czasach dzieciństwa oraz młodości Gertrudy – w okresie drugiej wojny światowej, na terenach Prus Wschodnich, obecnych Mazurach. Poruszana jest tu problematyka samotności, przyjaźni, poszukiwania swojego miejsca na ziemi, własnej tożsamości.



Otwierając stronice „Zapachu Mazur” czytelnik słyszy klangor żurawi i cykanie świerszczy. Zagłębiając się w treść książki, zewsząd otacza go zapach skoszonej trawy, rozgrzanych w lipcowym słońcu jagód i sosnowego lasu. Jeszcze długo po przeczytaniu czuje smak świeżej, smażonej ryby…



Jak wygląda wojna widziana oczami młodej Niemki?



Czy wojna może się śnić wiele lat po jej zakończeniu?



Czy czas naprawdę leczy rany?



"Mówią, że każdy jest kowalem własnego losu. Czasem jednak ten los jest złośliwy, płata różne figle. Ale cóż zrobić, kiedy takie jest życie."



Życie Julii Skrockiej nigdy nie przypominało bajki, nie mogła cieszyć się szczęśliwym dzieciństwem ani młodością, następnie zawiódł ją także sam mąż, który założył nową rodzinę w Holandii. Mieszka tam również ich syn, dlatego codzienność kobiety jest spokojna, monotonna, ale też trochę samotna. Wszystko się zmienia, gdy nagle otrzymuje pismo z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej z maleńkiej wsi na Mazurach. Urzędnicy proszą o zaopiekowanie się starszą kobieciną, dla której Julka okazuje się być jedyną bliską rodziną. Mimo rozwodu oraz ogromnego zdziwienia, spowodowanego faktem, iż mąż zapewniał, że nie posiada już żadnych krewnych, wrażliwa Skrocka postanawia odwiedzić niewielkie Barwiny i poznać tajemniczą Getrudę. Kobieta nie mogła nawet przypuszczać, że ten nieplanowany wyjazd już na zawsze odmieni jej życie. Julia nie tylko odkryje wiele mrocznych, rodzinnych sekretów, ale również doceni piękno wyjątkowych Mazur. Kto wie, może także pozwoli sobie na nowy początek i kolejną, tym razem dojrzałą miłość...




Piękno i zapach Mazur towarzyszą mi na co dzień, jestem mieszkanką Giżycka, więc cudowne jeziora i lasy znam niemal od dziecka. Nie oznacza to jednak, że stały się monotonnym widokiem, doceniam ich urok z każdym rokiem jeszcze bardziej. Pojezierze Mazurskie dla wielu znane jest tylko w sezonie letnim, mieszkańcy natomiast doskonale wiedzą, jak wspaniale jest tu zimą, spokojną, cichą, kojącą. Gdy tylko przeczytałam tytuł debiutanckiej powieści Małgorzaty Manelskiej wiedziałam, że muszę ją poznać. Świadomość, iż pisarka pochodzi ze Szczytna dała gwarancję, że opisy będą jak najbardziej przemawiające i autentyczne, ale też rozbudzające zmysły, tak, by osoby z innych rejonów mogły sobie perfekcyjnie wyobrazić tutejsze krajobrazy. Czy Mazury nakreślone piórem pani Małgorzaty mnie porwały? Jak najbardziej, zwłaszcza, że w tle pojawiają się ważne wydarzenia historyczne, które ukazane zostały z zupełnie innej perspektywy niż zwykle.



Mimo że dość często w książkach pojawia się motyw przeprowadzki z wielkiego miasta do małej wioski, powieści absolutnie nie można zarzucić schematyczności. Tu samo przeniesienie nie wysuwa się na główny tor, choć trudy związane z aklimatyzacją także odgrywają ważną rolę. Prym wiodą mroczne, rodzinne sekrety, które nie uległy przedawnieniu. Truda i Elza to pogodne, pełne życia, optymistycznie nastawione staruszki, które skrywają pod maską wiele cierpienia i strachu. Traumatyczne wydarzenia, jakie miały miejsce dawno temu, nie dają o sobie zapomnieć, zwłaszcza, że nie wszystko przecież zostało ujawnione. Czytelnik, wraz z Julką, stopniowo odkrywa nieprzyjemne tajemnice, które wywołują lawinę skrajnych emocji, ale również skłaniają do głębokich refleksji.



"Tyle lat żyliśmy na tej ziemi wspólnie z innymi narodami, nie myśleliśmy o nich, że byli gorsi od nas. Ot, po prostu sąsiedzi. Aż nagle w naszym świecie pojawiło się takie zło, które tak bardzo nas zepsuło i podzieliło."



Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie ukazanie wojny z perspektywy pokrzywdzonych niemieckich rodzin. Działania zbrojne zawsze kojarzą się z krzywdą, bólem, niesprawiedliwością, nawet śmiercią, jednak przeważnie myślimy o naszym narodzie jako o pokrzywdzonym. Czy zastanawialiście się ile ofiar rzeczywiście niesie za sobą wojna? Czy wszyscy obywatele agresywnego najeźdźcy są odpowiedzialni za owe bezduszne działania? Oczywiście, że nie! Oni również byli pokrzywdzeni, siłą zmuszani do służby w wojsku, bezradni wobec decyzji władzy. Autorka przypomina nam, że nie istnieje coś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa, umożliwia spojrzenie na całą sytuację z innej strony, przypomina, by nie oceniać po pochodzeniu, ale po czynach i intencjach. Okrucieństwo wojny dotknęło mnóstwo ludzi, wielu z nich już nie żyje, część, mimo podeszłego wieku, nadal jest prześladowana przez okrutne koszmary, wszyscy przeszli przez piekło...



"One też straciły najbliższych, też straciły domy. I wcale tego nie chciały. Pomyśl sobie, że wojna ma zawsze ofiary po dwóch stronach!"



Oprócz nawiązania do drugiej wojny światowej, w powieści poruszanych jest również wiele innych trudnych tematów. Począwszy od niełatwego dzieciństwa, braku miłości, czy zrozumienia, poprzez egoizm, skomplikowane relacje międzyludzkie, aż do najtrudniejszych życiowych wyborów i nieuchronnej śmierci. To historia wyjątkowo głęboka, poruszająca serce i duszę, skłaniająca do zadumy nad przeszłością, ale i teraźniejszością.



Język autorki jest wyjątkowo przyjemny i malowniczy, dzięki czemu powieść chłonie się wszelkimi zmysłami, z zapartym tchem. Sugestywne pióro pisarki funduje czytelnikom niezapomnianą podróż do pięknych mazurskich miejscowości, ale i do ogarniętych brutalną wojną dawnych Prus Wschodnich. Nakreślone postacie momentalnie stają się bliskie, są interesujące, ale i autentyczne, pełne zalet, lecz również wad i wątpliwości. Gwarantuję, iż przesympatyczne, pełne życia staruszki błyskawicznie skradną wasze serca, a ich emocjonujące wspomnienia poruszą was do łez.



"Zapach Mazur" jest przepiękną, poruszającą i porywającą powieścią o wojnie, miłości, samotności i nieuchronnej śmierci. To przepełniona mrocznymi, rodzinnymi sekretami historia, którą pochłania się z wypiekami na twarzy. Równowaga między trudnymi tematami a pozytywnymi, pięknymi chwilami pełnymi prawdziwej radości sprawia, iż całość mimo zauważalnego ciężaru nie przytłacza czytelnika, lecz otula go i dopieszcza niczym kojący dla duszy balsam. Uroki Mazur opisane niezwykle malowniczo rozbudzają wszystkie zmysły, uruchamiają wyobraźnię, dzięki czemu wspaniałe jeziora i lasy wydają się być niemal na wyciągnięcie ręki. To wreszcie książka, która skłania do głębokich refleksji na temat przeszłości, ale też nakazuje się zatrzymać i docenić teraźniejszość. "Zapach Mazur" zdecydowanie należy do tych pozycji, obok których nie można przejść obojętnie! Polecam gorąco!

Czerń kruka
Autor: telrhosien
Akcja rozgrywa się w mroźnej, zimowej scenerii Szetlandów. Wracająca po odprowadzeniu córki Fran Hunter znajduje na polu ciało nastolatki. Przybyła na wezwanie policja stwierdza, że została uduszona własnym szalikiem. Ta zbrodnia wstrząsa spokojnym życiem małej społeczności, ale mieszkańcy znają winnego - to dziwak i odludek Magnus Tait, który z pewnością odpowiada też za zniknięcie kilka lat wcześniej innej dziewczynki. O winie mężczyzny nie jest jednak przekonany - pochodzący z Szetlandów, choć o obco brzmiącym nazwisku - policjant Jimmy Perez, który prowadzi drobiazgowe śledztwo, odkrywając sekrety społeczności i samej ofiary.
*
W tej książce wszystko trzyma się konwencji gatunku - mała sielankowa społeczność, w której czai się zło, antagonizm my-miejscowi i oni-obcy, policjant z rysą na osobistej historii. A jednak kiedy przystępuje się do lektury, właściwie nie zauważa się upływu stron, ta historia niesie nas sama.
*
Autorce udało się świetnie uchwycić mechanizm napięć w hermetycznej społeczności oraz między poszczególnymi bohaterami. Do tego sami bohaterowie zostali świetnie skonstruowani i każdy otrzymał swój rys charakterologiczny.
Akcja, choć niespieszna, opiera się na rosnącym napięciu, gęstniejącej atmosferze i podsuwanych coraz to nowych tropach.
*
To była bardzo satysfakcjonująca lektura, lekka i klimatyczna. Pozostawiła mnie z apetytem na kolejne tomy. Oby jak najszybciej.
Śladami Emmy
Autor: Anna
Książka pt. ''Śladami Emmy'' autorstwa Wendy Walker rozpoczyna się od rozdziału, w którym to jedna z głównych bohaterek sióstr młodsza Cass prezentuje swoje dotychczasowe życie.

Emma starsza ze sióstr lubi przewodzić tak samo, jak jej matka, gdyż działa pod jej presją rozkazów, a przy tym jest przez nią faworyzowana, ale do czasu...

Natomiast Cass dokładnie i precyzyjnie obserwuje swoją starszą siostrę. Szczególnie zwraca uwagę na sposób jej zachowania, mówienia, śmiechu, ubioru, ale nie czuje do niej żalu z powodu faworyzacji, gdyż wie ona, że są sobie bliskie w okazywanych siostrzanych relacjach.

Dr Abby Winter oraz jej przyjaciel Leo na nowo próbują rozwiązać sprawę zaginięcia sióstr.

Książka ta składa się z 24 rozdziałów skonstruowanych pomysłowo.

Słowa, które kieruje, Cass w swojej opowieści o porwaniu w stronę dr Winter, są podróżą, w której Czytelnik może się wsłuchać i oczami wyobraźni pozwolić sobie na przedstawienie wizji tego, co ona czuła w momencie zniknięcia w ciągu 3 lat.

W tym o to zilustrowanym thrillerze psychologicznym nie pojawiają się pytania, lecz same odpowiedzi przypuszczenia dotyczące wydarzeń związanych z zaginięciem.

Cass Tanner to silna, mocna osobowość, która potrafi sprytnie wykorzystać własną odwagę w drodze do upragnionego celu.

Natomiast Emma to bohaterka zagadkowa, potrafi bawić się uczuciami, a nawet chce, aby podążać za jej śladami.

We właściwy sposób zostały opracowane dialogi oraz dobrane charaktery, są różne. Nadaje im to barwności i wyrazistości. Charaktery u niektórych bohaterów są przedstawione negatywnie, gdyż występuje w nich brak reakcji na zachowania oraz wychwycony jest tu narcyzm, który ma swoje miejsce w zachowaniu matki obu sióstr.

Zapoznając, się z losami sióstr Tanner poczułam do nich ogromną sympatię. Z każdym czytanym przeze mnie rozdziałem chciałam zaczerpnąć wiedzy dotyczącej czy odnajdą się i co oznacza słowo klucz- ślad odnoszący się do jednej z sióstr.

Poruszony został tutaj problem, który pojawia się w wielu rodzinach- narcyzm powodujący faworyzację miłości wśród jednego z rodziców. Tworzy to wówczas niemiły obraz budującej się rodziny, a właściwie tylko jej pusty zarys.

Zaskakujące będzie zakończenie, które wskaże niespodziewanych dróg nie do końca właściwych, ale momencie podążania rozwiązania tajemnicy są godne uznania i pochwały.

Elementami dodatkowymi są tutaj piękna okładka w kolorze jasnoniebieskim, która po części wyjaśnia i nawiązuje ona do tytułu książki oraz tekst zamieszczony w tej oto książce został dobrany za pomocą odpowiedniej czcionki.

Moje pierwsze spotkanie literackie z twórczością Wendy Walker uważam za udane.

Polecam przeczytać tę książkę.
Druga szansa
Autor: Zuzanna Czerniak-Kloc
Co kojarzy się Wam z hasłem "Druga szansa"? Czy ośrodek o takiej nazwie faktycznie na nią zasługuje? Co czeka pacjenta po przekroczeniu progów tej tajemniczej placówki? Jeśli nie tak łatwo Was przestraszyć, zapraszamy do mrocznego miejsca ukrytego pośrodku gęstego lasu. Otoczonego wysokim murem i drutem kolczastym. Do miejsca, gdzie kamery śledzą każdy ruch, a mimo to dzieje się tu mnóstwo niewyjaśnionych rzeczy.

Młoda dziewczyna budzi się w nieznanym miejscu, na szpitalnym łóżku, nie pamiętając, jak się tam znalazła. Nie wie nawet, jak ma na imię ani w jakim jest wieku. Gdy próbuje przypomnieć sobie swoich bliskich, natrafia jedynie na pustkę. Według informacji przekazanych jej przez lekarkę, Zofię Morulską, nazywa się Julia i straciła rodziców w pożarze, który doszczętnie pochłonął ich dom. Ona sama cudem ocalała, doznała jednak poważnego urazu głowy i stąd ta utrata pamięci. Dziewczyna wkrótce zaczyna terapię, choć ta wydaje się polegać w głównej mierze na faszerowaniu jej silnymi lekami. Zaczyna słyszeć głosy i mieć przywidzenia, w dodatku jedna z pacjentek uparcie powtarza, że czeka ją tu tylko śmierć.

Gdy trafiłam na opis "Drugiej szansy", niesamowicie mnie zaintrygował. Miałam już wcześniej styczność z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk - z cyklem Kwiat paproci oraz z pierwszym tomem "Gwiezdnego Wojownika" - i chciałam się przekonać, jak poradziła sobie z tak odmienną od tamtych tematyką. I wiecie co? Byłam zachwycona!

Co zrobiło na mnie tak pozytywne wrażenie? Po pierwsze, klimat powieści. Ten mrok, te tajemnice, ta ciągła niepewność, co jest prawdą, a co złudzeniem. Wciąż towarzyszyło mi przeczucie, że coś jest nie tak, że jakieś zagrożenie czai się w ciemnościach. Że zło ciągle gdzieś tam jest, skradając się coraz bliżej, gotowe w każdej chwili zaatakować bohaterów. A niepokojące kruki, przyglądające się bohaterce, śledzące niemal każdy jej krok, dosłownie przyprawiały mnie o ciarki.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to moim zdaniem autorka poradziła sobie równie dobrze. Wprawdzie niewiele o nich wiemy, ale oni sami wcale nie dysponują większą wiedzą. Wszak stracili pamięć, więc o swojej przeszłości nic nam nie powiedzą. Ma to jednak pewne niezaprzeczalne zalety. Dzięki temu idealnie wpasowują się w klimat powieści, potęgując poczucie niepokoju i mrocznej tajemnicy. Poza tym nie musimy się martwić, że akcja nagle stanie w miejscu, bo bohater w najmniej odpowiednim momencie postanowi coś tam sobie powspominać. Julkę i Adama bardzo polubiłam, ale stworzenie postaci Morulskiej zasługuje chyba na największe uznanie. Wierzcie mi, kogoś takiego absolutnie nie chcielibyście spotkać na swojej drodze.

Barwny, sugestywny język pozwolił mi poczuć się częścią opowiedzianej przez autorkę historii. Sprawił również, że czytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Nie dopatrzyłam się żadnych literówek ani innych błędów w tekście, a to w moich oczach także duża zaleta. Z kolei dynamiczna akcja, pozbawiona zbędnych przerywników, wciągnęła mnie do tego stopnia, że pochłonęłam tę powieść w dwa dni.


Mogę z ręką na sercu przyznać, ze "Druga szansa" spełniła wszystkie oczekiwania, jakie miałam wobec tej książki. Fascynująca intryga, mroczne miejsce akcji, bohaterowie pełni tajemnic - to wszystko przyciągało mnie, każąc czytać rozdział za rozdziałem dopóki nie poznałam końca tej historii. Mistrzowskie budowanie napięcia oraz budzący grozę klimat powieści uczyniły z niej lekturę wyjątkową. Szczerze polecam!
Córka kwiaciarza
Autor: Justyna
Książka pełna szybkiej i zaskakującej akcji. Intrygi i miłość w tle. Napisana lekkim stylem. Polecam z całego serca, szczególnie dlatego, że jest to debiut niespełna osiemnastoletniej autorki.
Codzienny czas w szkole
Autor: Oficyna Wydawnicza Impuls
Z recenzji wydawniczej: "O wartości recenzowanej pracy decyduje cały szereg jej walorów. Pierwszym z nich jest walor poznawczy. To w pełni oryginalne, twórcze dzieło, którego lektura przekonuje, że debaty dotyczącej temporalnego wymiaru funkcjonowania edukacji nie można dłużej odkładać w czasie. Nie można, jak pisze Autorka, problematyki czasu w praktyce edukacyjnej traktować „jak powietrza” i eliminować z debat o teraźniejszości oraz przyszłości edukacji. Warto również podkreślić walory metodologiczne zrealizowanego przez Alicję Korzeniecką-Bondar projektu. Autorka demonstruje wysoką kulturę pracy z danymi. Nie skrywa tajników własnej „kuchni badawczej”, dzieli się z czytelnikiem własnym doświadczeniem i licznymi dylematami, z którymi była zmuszona się zmierzyć. Dzięki temu mamy tutaj do czynienia z otwarciem na nowe obszary i pola problemowe oraz szczegółowe, operacyjne metody ich eksploracji.

W recenzowanej publikacji dostrzegam także ważne znaczenie dla praktyki. „Praktyczność” rozprawy zawiera się w inspiracjach, jakich może ona dostarczać twórcom i realizatorom projektów „modernizujących” oblicze polskiej edukacji. Uważna lektura książki zmusza do refleksji i dialogu z tekstem. Mimo jednoznacznie akademickiego charakteru rozprawy sytuuje się ona bardzo blisko praktyki. Przestawia niedostrzegany i niezbadany w pedeutologii temporalny wymiar szkolnej codzienności. Z kart książki wyzierają żywi, pełni sprzeczności i rozterek ludzie, którzy tworzą i są tworzeni przez organizację i w organizacji.

Książka powinna zainteresować liczne grono czytelników, w tym akademików zajmujących się edukacją, prowadzących badania dotyczące szkoły i profesji nauczyciela, studentów i doktorantów realizujących projekty badawcze w ramach prac promocyjnych, a także stać się obowiązkową lekturą dla dużej grupy osób odpowiedzialnych za kreowanie polityki oświatowej, przedstawicieli administracji edukacji różnych szczebli i poziomów oraz refleksyjnych nauczycieli poszukujących intelektualnych narzędzi dla nadania znaczenia i odkrycia sensu tego, co stanowi treść ich zawodowej codzienności".

Revived
Autor: Niko
Po ciepłym przyjęciu przez czytelników Revved, autorka idzie za ciosem oferując kolejną miłosną historię w świecie Formuły 1. Czy i tym razem będzie równie słodko, sielankowo i banalnie? Oj tak!

Leandro Silva sławny kierowca Formuły 1 przeżył tragiczny wypadek na torze. Udało mu się wrócić do fizycznej sprawności, ale trauma psychiczna pozostała. Postanawia sięgnąć po pomoc specjalisty i tak właśnie trafia do gabinetu doktor Indii Harris. Od pierwszej chwili piękna kobieta wpada mu w oko, ale zakochanie się w atrakcyjnej terapeutce nie było w jego planach. India również nie może sobie pozwolić na głębszą relacje z pacjentem. Może przypłacić to zrujnowaniem kariery, ale co, jeśli te pozornie złe decyzje mogą w ostateczności przynieść szczęście?

Revived jest drugim tomem z serii Revved, stanowiący odrębną historię, także nie ma konieczności zapoznawanie się z wcześniejszą częścią. Postacie poznane w Revved będę sporadycznie pojawiały się, zatem fani Carrica i Andi ucieszą się z możliwości sprawdzenia 'co u nich słychać'. Jednak to Leonardo i India przejmują tym razem główne role. Nie można odnieść wrażenia, że obie historie są do siebie bardzo podobne i opierają się na tych samych schematach. Nic szczególnie nas nie zaskoczy, a zakończenie jest od samego początku oczywiste. To, co może wyróżniać Revived spośród setki podobnych sobie powieści to świat Formuły 1, z którym powiązania jest akcja, chociaż jest go zdecydowanie mniej niż w pierwszym tomie. Jeśli tylko z tego względu ktoś chciałby sięgnąć po tę lekturę może być zawiedziony, gdyż jest tego naprawdę niewiele. Parę wzmianek bez większego wnikania w temat. To jedna z tych historii, którą niesamowicie szybko się czyta, umili parę chwil, pozwoli mózgowi odpocząć i szybko o niej zapomnimy.

Między Leandrem i Indią iskrzy od pierwszych chwil i jest tylko kwestią czasu, aż ta iskra wznieci płomień. Tych płomieni oczywiście z biegiem czasu jest coraz więcej, a granica między romansem a erotykiem zaciera się. Samantha Towle umiejętnie przelewa uczucia i emocje na papier, a same sceny łóżkowe napisane są ze smakiem i wyobraźnią. Jednak odniosłam wrażenie że, mimo zastosowania naprzemiennej pierwszoosobowej narracji, nie mieliśmy szansy poznać głównych bohaterów tak dobrze, jak Andi czy Carrica. Związek Indii z Leandrem sprawia wrażenie wielkiego pożądania i namiętności, mocno opiera się na seksie, a większość ich rozmów sprowadza się właśnie do tego tematu. Mało w tym romantyzmu i samego uczucia. Niemniej nie można zarzucić im, że ich kreacje są kiepskie. Pisarka stworzyła dość wyraźne charaktery, które da się lubić. India jest dojrzałą kobietą, która zawsze przekłada dobro swojego syna nad swoje, i mimo że jej młodzieńcze lata nie należały do najlżejszych, to osiągnęła wiele. Leandro, przystojny i bezpośredni może mieć każdą kobietę, i często z tego przywileju korzystał, lecz gdy pojawia się India wszystko się zmienia. Oczywiście dochodzi do tego parę przeciwności losu, autorka rzuca kłody pod nogi, ale niewielkie, co pozwala zakochany szybko wrócić do swojego sielankowego życia.

Jeśli Revved Ci się podobało, Revived również powinno przypaść Ci do gustu. Samantha Towle z lekkością i prostotą nakreśla fabułę, dzięki czemu przez książkę się niemal przepływa. Jest to pozycja idealna dla romantycznych dusz, które oczekują bajkowej i pięknej historii miłosnej doprawionej dużo dawką erotyzmu. Jeśli jednak poszukuje się oryginalności, dramatów i niepewności o losy bohaterów to nie będzie to najlepszy wybór. Revved podobało mi się bardziej, ale czasu spędzonego z Revived nie uważam za zmarnowany. Jako niewymagająco i lekka lektura nadaje się idealnie.
Tryjon
Autor: Malinka94
Zastanawialiście się gdzie traficie po śmierci? Albo inaczej… czy trafi tam wasze ciało, dusza, a może obie? Obecnie w literaturze dla młodzieży (ale nie tylko) spory odsetek książek dotyczy życia po śmierci, tego co dzieje się, kiedy umieramy na ziemi, dla świata. Melissa Darwood również podjęła się próby przedstawienia swojej wizji dotyczącej piekła czy też raju. Nie miałam okazji czytać nic z wcześniejszych pozycji autorki, dlatego też nie mam porównania, co do samego stylu.

Do rzeczy! Mila to siedemnastolatka, której zdarza się „odpłynąć”, czyli w jednej chwili wykonuje jakąś czynność, a w kolejnej stoi przy ladzie w sklepie i płaci za zakupy. Co robiła w czasie kiedy nie miała świadomości? Nie wiadomo. Ona sama tego nie wie, ale przeraża ją to, że w chwilach, gdy „odpływa” może robić rzeczy, których potem może żałować, a przede wszystkim to, że niczego nie pamięta. Pewnego razu traci świadomość na pięć lat, których finałem jest zabójstwo męża i samobójstwo. Właśnie wtedy Mila odzyskuje świadomość i budzi się w Tryjonie. Tryjon to takie osobliwe miejsce, gdzie albo ląduje się wśród Jezioran, dusz, które po dokonanych zbrodniach szczerze żałują, lub trafia się do Samotni, gdzie na wieczność siedzi się na jednym kamyku i nie można nawet palcem ruszyć, z zachowaniem pełnej świadomości! Mila jest jednak takim przypadkiem nie do końca wiadomym i pewnym, dlatego też Pretor Zachary pomaga jej rozwiązać zagadkę jej utraty świadomości.

Wizja, jaką przedstawiła Melissa Darwood jest niewątpliwie ciekawa, ale na początku nie potrafiłam się nadziwić jak akcja szybko nabiera tempa, jak wydarzenia szybko po sobie następują. No kurde, trochę wolniej! Bardzo rzadko zdarza mi się książka, która właściwie bez żadnego wstępu od razu przechodzi do sedna. Odbija się to na relacji Mila – Zachary, bo w moim odczuciu ta dwójka właściwie nic o sobie nie wiedziała, by mogła powiedzie,ć że coś do siebie czuje. Mila cierpiała na schorzenie określane, jako osobowość wieloraka, co moim zdaniem powinno rzutować na jej decyzje, na jej zachowanie. Nie znam się na medycynie, przyznaję się bez bicia, ale dla mnie osoba, która nosi w sobie kilka osobowości i które w odpowiednich momentach życia jej dochodzą do głosu, nie jest tak do końca świadoma rodzącego się uczucia, dlatego Mila powinna w mojej ocenie trzymać Zacharego na dystans.

Ciekawe, choć na dłuższą metę męczące były kolejne opowieści dotyczącego okoliczności trafienia do Tryjonu napotkanych przez głównych bohaterów osób. Przez to właśnie w tej opowieści nie działo się nic. Jedynie może rozdział „Życie” był ciekawy i powoli rozjaśniał mi sytuację, do czego zmierza końcówka. Bez wątpienia ta książka ma w sobie pewną mądrość, by korzystać z każdego dnia, nie marnować go na głupstwa, tylko cieszyć się tym, co się ma, bo nie wiadomo, dokąd życie nas zaprowadzi. Również i nasze dzieciństwo ma wpływ, jakimi dorosłymi się staniemy, a osobowości przypisane poszczególnym sytuacją w moim mniemaniu ma każdy z nas. Każdy z nas ma jedną twarz spokojną, umiarkowaną drugą przebojową, w zależności od okoliczności!

Ze swojej strony polecam, bo czyta się szybko, jest lekka w sam raz na jedno popołudnie ;)

Banda niematerialnych szaleńców
Autor: Malinka94
Literatura dla młodzieży to taki gatunek literacki, który w ostatnich latach rozrósł się niesamowicie szybko i na szeroką skalę. Ilość wydawanych obecnie książek dla nastoletniego czytelnika jest chyba niemal porównywalna do literatury obyczajowe dla dorosłych. Ja po książki dla młodzieży sięgam bardzo często, żeby na chwilę zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Dlatego mój ostatni wybór padł na powieść „Banda niematerialnych szaleńców” młodziutkiej autorki i zarazem youtuberki Marii Krasowskiej. Co z tego wyszło?

Powieść rozpoczyna się w momencie, kiedy nastoletni Danny Moon pozbywa się swojej trzydziestej pierwszej już guwernantki, gdyż zważywszy na profesję jego rodziców, nie ma kiedy chodzić do szkoły i musi uczyć się „w trasie”. Tym razem jednak miarka się przebrała i rodzice wysyłają Danny’ego do Polski, do wujka i ciotki oraz ich pięciu córek. Nic nie wskazywałoby na to, że coś niezwykłego się wydarzy, poza szkołą przetrwania w damskim babińcu, ale dzień po przyjeździe Danny poznaje… ducha Czarnobrodego. Niezwykłe, co? Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tylko Danny go widzi. Panowie w pewien sposób nawiązują nić porozumienia, aż pewnego dnia tajemniczy osobnik popycha ducha na lustro i go tam więzi. Kim jest i co zamierza zrobić z uwięzionym duchem? Czy Danny i jego kuzynka Aneta, która również widzi duchy, rozwiążą zagadkę zniknięć innych rezydentów z zaświatów? Tajemnica!

Przyznam szczerze, że kiedy zaczynałam „Bandę niematerialnych szaleńców” nie spodziewałam się zbyt wiele, bo też nie czytam oszałamiającej liczby polskiej fantastyki, toteż nie do końca wiedziałam co znajdę na kartkach powieści. Jakże wielkie było moje zdziwienie! Marysia stworzyła historię, która od początku potrafi wprowadzić w dobry nastrój za sprawą narracji Danny’ego, zaś akcja, która goni akcję to coś, co napędza tę całą machinę wydarzeń i sprawia, że nie można się oderwać od czytania! Kiedy zaczynałam ją rano w pociągu to do wieczora miałam już ponad dwieście stron za sobą, a to tylko dlatego, że niestety, nie na wszystkich zajęciach można czytać pod stolikiem ;) Historia na pozór prosta, ale dopracowana w każdym detalu jak chociażby dość pewien skomplikowany proces nadający fabule znaczenia, a którego nie zdradzę. Nie czułam, żeby to była książka napisana przez około dwudziestoletnią młodą kobietę, tym bardziej polską autorkę! Tak to już chyba mam, że chwilami nie doceniam polskich autorów, zwłaszcza tych, którzy biorą się za fantastykę i około fantastyczne tematy jak właśnie duchy.

Sama idea przyjaciół zza światów, którzy mogą przenikać ściany, a z drugiej strony mają ograniczenia rozwijanej prędkości jest naprawdę ciekawa i pozwala poznać zupełnie inny kąt widzenia na postrzeganie życia po śmierci jak zaserwowała Marysia. Zastanawialiście się może kiedyś jakby to było być duchem? Bo ja trochę zaczęłam i doszłam do wniosku, że póki co moje materialne ciało mi wystarcza i będę się go trzymać jak najdłużej ;) Minusem jest ogromna naiwność wujostwa Danny’ego, bo nie wierzę, by nie połapali się, że dzieciaki coś kombinują.

Ogólnie to jestem pod wielkim wrażeniem warsztatu autorki, warto przeczytać i się przekonać. Dajcie się porwać Bandzie Szaleńców na równie szalone przygody. Ahoj! ;)

Książka przeczytana dzięki portalowi https://czytampierwszy.pl
Obserwuję Cię
Autor: Zuzanna Czerniak-Kloc
Wyrzuty sumienia i poczucie winy potrafią całkowicie zawładnąć życiem. Przykuwają swoją ofiarę do przeszłości, nie pozwalając uwolnić się od wspomnień ani skupić na teraźniejszości. Każą odtwarzać w myślach raz po raz to jedno wydarzenie, jedną niewłaściwą decyzję, która zmieniła wszystko.

Podróżująca pociągiem Ella z nudów przysłuchuje się rozmowie młodych współpasażerów. Dwie nastoletnie dziewczyny - Anna i Sarah - wybierają się po raz pierwszy same do Londynu. Są tym bardzo podekscytowane - w ramach prezentu z okazji zdanych egzaminów rodzice opłacili im nocleg w hotelu i bilety na ulubione przedstawienie. Wkrótce przysiadają się do nich dwaj mężczyźni, każdy z czarnym foliowym workiem w ręce. Przyznają otwarcie, że właśnie wyszli z więzienia, gdzie odsiadywali wyroki za napaść i kradzież. Niezrażone dziewczęta kontynuują rozmowę, coraz częściej też ich towarzysze przynoszą z bufetu kolejne piwa. Zaniepokojona rozwojem sytuacji kobieta pragnie dyskretnie zainterweniować, lecz ostatecznie daje za wygraną. Gdy następnego ranka budzi się w hotelu, przeżywa szok. W telewizji widzi zdjęcie Anny. Dziewczyna, którą Ella widziała w pociągu poprzedniego dnia, zaginęła.

Emocją, która towarzyszyła mi od początku aż do samiutkiego końca powieści, był niewątpliwie głęboki, wszechogarniający niepokój. Teresa Driscoll poprowadziła akcję wprost genialnie, utrzymując mnie w niepewności do ostatnich stron. Kolejne zwroty akcji podsuwały mi coraz to nowe domysły, co tak naprawdę mogło się wydarzyć, lecz żaden z nich nie okazał się trafny. Kolejnym plusem było dla mnie wyczuwalne od początku napięcie, niezwykle zręcznie podtrzymywane przez autorkę. Miałam wrażenie, że nie opuściło mnie ani na chwilę, cały czas tam było, od pierwszej aż do ostatniej strony.

Ogromnie spodobał mi się sposób przedstawienia bohaterów. Narracja prowadzona jest na zmianę z punktu widzenia świadka (Elli), przyjaciółki ofiary, jej ojca i prywatnego detektywa. A o tym, jak naprawdę potoczyły się sprawy tej pamiętnej nocy, dowiadujemy się, towarzysząc samej Annie. Autorka zdecydowanie nie poszła tu na łatwiznę - wykreowane przez nią postaci poznajemy naprawdę dogłębnie. Daje nam wgląd w ich myśli, obawy, uczucia i wspomnienia, dzięki czemu możemy się bez problemu wczuć w sytuację każdego z nich. To złożone osobowości o nierzadko trudnej, skomplikowanej przeszłości. W dodatku każdego z bohaterów coś dręczy, a wiecznie żywe wyrzuty sumienia nie pozwalają zapomnieć o popełnionych błędach.

Kiedy tylko zaczęłam lekturę "Obserwuję cię", wiedziałam, że to będzie dobra książka. Już samo to, że autorka skupiła się nie tylko na osobach z najbliższego kręgu Anny, czyli na jej rodzinie i najlepszej przyjaciółce, bardzo mi się spodobało. W zasadzie to właśnie Elli, świadkowi z pociągu, poświęciła najwięcej uwagi, mimo że to przecież osoba z zewnątrz. Pogłębiony portret psychologiczny bohaterów i świetnie zarysowana fabuła sprawiły, że nie mogłam się od tej powieści oderwać. Głęboko skrywane tajemnice, których ujawnienia tak bardzo obawiali się narratorzy, nie dawały mi spokoju, każąc snuć coraz to nowe domysły. Zakończenie okazało się dla mnie kompletną niespodzianką. Teresa Driscoll naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła i z przyjemnością sięgnę po jej kolejne książki.
Miłośnikom thrillerów gorąco polecam!

Słodkie zwycięstwo. The Perfect Game. T.3
Autor: Malinka94
W okolicach maja miałam okazję czytać drugi tom „The perfect game” J. Sterling zatytułowany „Zmiana”. Wydawało mi się wtedy, że jest to już koniec o losach Cassie i Jacka, ale okazało się, że jednak nie. Trzeci i ostatni tom, „Słodkie zwycięstwo” to taka książka, przy której nie wiedziałam czy się cieszyć, że powstała czy raczej płakać.

Ale od początku. Cassie i Jack mają przed sobą wspaniałą przyszłość, tworzą jedna wielką rodzinę, oboje spełniają się na swoich polach zawodowych – Jack w baseballu, Cassie w fotografii. Wszystko jest sielanką do czasu, kiedy Jack nie doznaje kontuzji, która wyklucza go z gry na sześć tygodni. Czy Jack wytrzyma tyle bez swojej wieloletniej miłości, jaką jest baseball i czy nie doprowadzi tym Cassie do szaleństwa?

Pierwszy tom, „Rozgrywka” był tak naprawdę średniakiem w mojej ocenie i nie wyróżniała się niczym szczególnym. Ot, taka zwykła historyjka o młodzieży dla młodzieży. Drugi był nieco gorszy, bo miałam wrażenie, że pisany na „odwal się”, byle tylko było. Określiłam ją jako zapychacz, bo tak też czułam podczas czytania. Zaś ostatni tom to już po prostu żenująca próba napisania czegoś przyjemnego na miarę zakończenia serii. Cassie jest denerwująca w swej prostocie, dla mnie nie ma ona charakteru, myśli wyłącznie o Jacku, o seksie z nim, jaki to wspaniały jest… mój Boże, trzymajcie mnie, bo Grey rośnie! Natomiast Jack to taki typowy egoista. Niby kocha Cassie, świata poza nią nie widzi, ale ogranicza ją niemiłosiernie doprowadzając w końcu do tego, że rezygnuje ona w końcu ze swojej kariery byle tylko jego kariera rozwijała się pomyślnie! Drażnią mnie takie osoby, choćby były tylko wymysłem literackim. Ich relacja była dla mnie nieco zbyt dziwna, przesłodzona i za bardzo skupiająca się na aspektach łóżkowych. Mieli problemy, owszem, ale były one tak szybko zażegnywane najczęściej przy pomocy Deana (brat Jacka).

Korzystne było natomiast to, że książka liczy niecałe 300 stron i zadziwiająco szybko się czyta, dlatego nie musiałam łazić po ścianach nad swoją niedolą. Zastanawiacie się, dlaczego czytałam trzeci tom, skoro już drugi był dla mnie naprawdę zbyt przesadzony? Bo nie znoszę zaczynać serii i ich nie kończyć. Choćbym miała płakać przy czytaniu to i tak dokończę, bo nie lubię zostawiać.

Ogółem seria może się spodobać, ale ja prawdopodobnie jestem już nieco za stara na takie historie i niestety czasy młodzieńczej naiwności o wielkiej miłości mam za sobą. Dla fanów „Rozgrywki” i „Zmiany” kolejne rozdziały o Cassie i Jacku będą wspaniałą przygodą i lekką, przyjemną lektura na wakacyjne, upalne dni.

Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
Idź do strony: