Recenzje:
Historie kryminalne i obyczajowe Wiek XIX. Część 2
Autor: śladami historii
Piotr i Karol Ryttel postanowili poszerzyć zakres terytorialny swoich historii kryminalnych. Dlatego w książce znajdziemy więcej rozdziałów poświęconych sprawom, które miały miejsce poza granicami dzisiejszej Polski i jej sąsiadów (min. sprawa dotycząca doktora Webstera). Warto również wspomnieć, że w tytule książki dodano słowo „obyczajowe”. Dlatego tym razem odnajdziemy więcej spraw związanych z oszustwami, zawodami miłosnymi czy malwersacjami.

Oczywiście nie zabrakło również spraw o zabójstwa oraz okaleczenia, które niezmienne towarzyszą nam od wieków. W ten sposób autorom książki udało się stworzyć barwny zbiór blisko osiemdziesięciu spraw kryminalnych z XIX w. Do ich opisu posłużyli się kronikami sądowymi, wyrokami, przekazami oraz relacjami medialnymi. W szczególności te ostatnie źródło jest interesuje ze względu na inny niż w dzisiejszych mediach stosowany język oraz zupełnie odmienny zestaw wartości. To sprawia, że zapoznając się z kolejnymi sprawami mamy możliwość doświadczyć życia codziennego XIX w.

Druga część „Historii kryminalnych…” jest równie wciągająca jak jej poprzedniczka. Jej zaletą jest przystępny język, wartka akcja oraz krótkie rozdziały, które pozwalają delektować się treścią publikacji. Wszystkie z opisanych historii są interesujące i warte uwagi. To sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Książkę polecam wszystkim miłośnikom dobrej książki, w szczególności fanom kryminałów.

Pełna recenzja na stronie http://www.sladamihistorii.pl/2019/02/22/recenzja-ksiazki-historie-kryminalne-i-obyczajowe-wiek-xix-czesc-2/
Uśpiona Który to wariant rzeczywistości?
Autor: Lewa strona literki M
Przyznam szczerze, że ta niepozorna książka, która liczy sobie zaledwie dwieście stron, wstrząsnęła mną dogłębnie. Jest brutalna, mocna i zdecydowanie nie dla każdego. Stanowczo odradzam jej czytania osobom, które wolą lekkie powieści, polecam natomiast fanom pozycji z dreszczykiem.
.
„Uśpiona” posiada wszystko, co dobry thriller posiadać powinien, przede wszystkim wyróżnia się wśród innych książek z tego gatunku, a zawsze miło czyta się coś, co nie powiela schematów. W połączeniu z elementem psychologicznym oraz bardzo dobrym zakończeniem otrzymujemy udaną całość. Co prawda nie czytałam wcześniej żadnych innych dzieł autorki, ale przeglądając jej dorobek, stwierdzam, że opisywana przeze mnie książka, jest zupełnie inna od tych, które wyszły spod jej pióra do tej pory.
.
„Uśpiona” składa się z paru historii, sceny wręcz kipią przemocą, nie ma czasu na nudę, akcja mknie w zawrotnym tempie i wciąż zmienia bieg. Pozorny brak ładu i składu, z każdą stroną przybliża nas do finału, w którym wszystko łączy się w jedną całość. Poznajemy świat z czasów PRL-u, ale również ten z czasów współczesnych. Mamy okazję zobaczyć pracę milicji oraz jej brutalne metody.
.
Bohaterowie są różnorodni i nie są przerysowani, tak jak to często bywa w polskiej prozie.  Andrzej, który zabija swojego ojca, lecz nie robi tego dla zabawy, płochliwa Majka, która boi się niemal własnego cienia, bezlitosny prokurator Bromski, który jest zły i mściwy oraz Jagoda – córka pewnego polityka, tworzą razem mieszankę wybuchową. Co ich wszystkich ze sobą łączy?

Pełna recenzja na https://ryszawa.blogspot.com/2019/01/uspiona-anka-mrowczynska.html
Artesan ognia
Autor: Rozchełstana Owca
Nie od dzisiaj wiadomo, że fantastyka jest moim oczkiem w głowie – stąd jak otwarłam przesyłkę i zobaczyłam tę właśnie pozycje, aż serce urosło z radości. Wydawało mi się, że czytałam już każdy pomysł z zakresu fantazji i wyimaginowanego świata. A jednak spotkałam coś nowego i na pewno nie straciłam czasu czytając książkę pani Anety 

W pierwszej chwili miałam wrażenie, że autorka zaserwowała nam coś w rodzaju Disneyowej „Meridy Walecznej” – ciągle młoda księżniczka ma żyć według zasad, które zupełnie jej nie odpowiadają – i w zupełności ją popieram, nawet jeśli w jakimś stopniu jestem w błędzie ze swoimi teoriami. Kiedy Jun ucieka od potencjalnego przeznaczania – wpadamy w świat zawirowań, intryg, miłości, zazdrości, magii i napięcia, które zupełnie nie pozwoli nam odłożyć tej pozycji na bok. „Artesan Ognia” połknęłam w ciągu jednego wieczora, a to oznacza, że książka naprawdę jest świetna, szczególnie z kategorii fantastycznej.

Bohaterowie są smerfni, opisy nie są kanciaste, a całość składa się w doskonałą fabułę, która przeniesie nas bez ostrzeżenia w świat, który nas pochłonie do cna! Zdecydowanie znajdziemy tutaj walkę o lepsze dni, o lepsze życie i spełnienie siebie! Jestem zdecydowanie na TAK ♥
GDYBYŚ TYLKO WIEDZIAŁA
Autor: Patriseria
‘Gdybyś tylko wiedziała’ autorstwa Hannah Beckerman często jest porównywane do twórczości Moyes, ja swój egzemplarz mam oczywiście z czytampierwszy .
Audrey umiera, zostało jej już niewiele czasu. Jej organizm pochłaniany jest przez raka, który atakuje kolejne narządy. Wykorzystuje czas, który jej pozostał w pełnym tego słowa znaczeniu. Zaczyna spełniać swoje marzenia, które zapisała jako szesnastolatka w pamiętniku. W dążeniu do celu pomagają jej wnuczki Wie, że musi się spieszyć, ale ma bardzo ważne zadanie do wykonania, musi pogodzić swoje córki. Jess i Lily nie rozmawiają ze sobą, a ich nastoletnie córki nie mają prawa kontaktu.
Jedna próba pojednania skończyła się karczemną awanturą; w przeszłości wydarzyło się coś, co nie pozwala Jess spojrzeć na Lily, nie chce mieć z nią żadnego kontaktu. Zwłaszcza, że uważa, że to wina Lily, że ich ojciec nie żyje.
‘Teraz z tamtego szarego wrześniowego dnia pamiętała tylko pełne gniewu przekonanie, że Lily nie powinna tam przychodzić. Po tym, co zrobiła, straciła prawo do opłakiwania ojca nad jego grobem.’
Za każdym razem kiedy Audrey próbuje porozmawiać z Jess na ten temat, kończy się to kłótnią.
Co takiego wydarzyło się w przeszłości, że dwie najbliższe sobie kobiety nie spędziły w swoim towarzystwie więcej czasu niż pięć minut w ciągu dwudziestu ośmiu lat?

Ta książka to wyciskacz łez, choroba, rozpad rodziny i liche próby jej połatania, ustępują walce o swoje marzenia i ideały. Przez większość książki wiemy, że coś się wydarzyło co spowodowało rozpad rodziny, a odkrywanie tej bolesnej prawdy odbywa się powoli.
Całość zbudowana jest jak dobry thriller; czekamy w napięciu na rozwiązanie zagadki, a informacje, które są szczątkowo udzielane sprawiają, że możemy wyciągnąć mylne wnioski.
Myślę, że autorka zawarła pewne przesłanie w swoim utworze, pokazuje, że niedomówienia, brak szczerej rozmowy i umiejętności komunikacji mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.
Postacie, które zbudowała są wielowymiarowe. Stworzyła piękny obraz kobiety, począwszy od Audrey, a kończąc na wnuczkach. Każda z tych kobiet jest świadoma swoich marzeń i nie boi się po nie sięgać. Ukazała także jakim błędem jest przenoszenie naszych niespełnionych marzeń na kolejne pokolenia.
Pomimo opisu wyniszczającej choroby i śmierci, książka nie jest przygnębiająca. Gdzieś tam tli się nadzieja, na lepszy czas. Podoba mi się styl autorki, pisze przyjemnie i nie rozwleka opisów, a dialogi są realistyczne. Polecam.
STAGS
Autor: MargoRoth
Nastoletnia Greer, gdy trafiła do elitarnej szkoły z internatem, miała głowę pełną obaw: czy zdoła zintegrować się z zamożnymi kolegami? W końcu sama znalazła się w szkole tylko dzięki stypendium... Choć na początku dziewczyna czuje się wyalienowana, szybko otrzymuje propozycję, o jakiej wielu uczniów może tylko pomarzyć - jeden z najpopularniejszych chłopaków w szkole zaprasza ją na weekend do swojej rezydencji, gdzie wraz z siedmioma innymi uczniami wezmą udział w szeregu nietypowych rozrywek. Okazuje się jednak, że nie jest to zwyczajne spotkanie, a Greer z każdą minutą pobytu w Langcross Hall coraz bardziej obawia się o swoje bezpieczeństwo. Jak daleko będzie w stanie posunąć się szkolna elita?

Przystąpiłam do lektury S.T.A.G.S pełna nadziei. Wydawnictwo Media Rodzina jest wydawnictwem, do którego mam ogromne zaufanie i sięgam po jego książki w zasadzie bez zastanowienia. Po tym, jak wiele wydawanych przez nie powieści trafiało prosto do mojego serca, przyzwyczaiłam się już, że z tą marką wiąże się pewna jakość. Okazało się jednak, że S.T.A.G.S jest wyjątkiem od tej reguły - lekturą tak nieudaną, że nawet teraz, prawie tydzień po tym, jak skończyłam ją czytać, wciąż na samą myśl zalewa mnie fala irytacji. Czuję, że ta recenzja będzie miała charakter ostrzegawczy: spróbuję odwieść Was od przeczytania powieści M.A. Bennett i tym samym oszczędzić Wam nerwów i rozczarowania.

S.T.A.G.S jest elitarną szkołą z internatem, której początki sięgają czasów średniowiecza. Jest więc placówką pod wieloma względami zacofaną, tak jakby cały świat poszedł do przodu o kilka stuleci, a S.T.A.G.S przespała cały proces rozwoju. Nauczycieli nazywa się "bakałarzami", obowiązkiem jest noszenie klasycznie skrojonych, identycznych mundurków, a wszelkie przejawy technologii spotykane są niezwykle rzadko. Lekcje znacznie różnią się od tych prowadzonych w typowych brytyjskich szkołach średnich, a opat stojący na czele S.T.A.G.S co najmniej dwa razy w roku przytacza słynną legendę o jeleniu, którego święty Aidan (od którego imienia szkoła nosi nazwę) uczynił niewidzialnym, chroniąc go tym samym przed schwytaniem przed myśliwymi. Sami widzicie, że obraz S.T.A.G.S jest bardzo specyficzny. I na tym etapie nie mam jeszcze nic do zarzucenia - odizolowana od świata szkoła, w której panują średniowieczne zasady, budziła moją ciekawość, jednak ta szybko została zastąpiona przez o wiele mniej pozytywne uczucia. Zresztą akcja książki przez zdecydowaną większość czasu wcale nie toczy się w S.T.A.G.S, lecz w Longcross Hall - posiadłości Henry'ego de Warlencourta.

Henry de Warlencourt jest przywódcą elity S.T.A.G.S, nazywanej Ludźmi Średniowiecza, składającej się z trzech dziewczyn i trzech chłopców. Jeśli przypomnicie sobie, jak w amerykańskich filmach wygląda śmietanka towarzyska liceum, przed którą pozostali uczniowie albo uciekają w popłochu, albo się płaszczą, dodacie do tego obrazu obrzydliwie dużą ilość pieniędzy i przeniesiecie w realia anachronicznej szkoły... w zasadzie wiecie już wszystko. Ludzie Średniowiecza są bowiem dokładnie tak samo typowi i irytujący, jak wszystkie inne samozwańcze elity szkolne, których pozycja wynika tylko i wyłącznie z liczby zer na koncie i posiadania wpływowych rodziców. Gdyby jeszcze ta grupa prezentowała sobą jakiś poziom, może byłabym w stanie zrozumieć ich status, ale kiedy przed oczami staje mi scena z kolacji w Longcross Hall, gdzie część z nich (z naciskiem na Piersa i Cooksona) zachowuje się jak małpy w zoo... ręce opadają. Piękni, bogaci i głupi - tak w skrócie można ich określić.

Idea zapraszania losowych, nieznajomych w zasadzie ludzi na weekend do własnego domu wydaje się dziwna, ale jeszcze trudniejsza do pojęcia jest idea przyjęcia zaproszenia na taki weekend. Mowa tutaj o Greer, która przed przyjazdem do Longcross Hall nie zamieniła słowa ani z Henrym, ani z żadnym innym członkiem Ludzi Średniowiecza. Puszczając mimo uszu ostrzeżenia o niebezpieczeństwie tego wyjazdu i nie biorąc pod uwagę faktu, że kieruje się do domu zupełnie obcej osoby, decyduje się pojechać do rezydencji, licząc na... aprobatę osób stojących wyżej od niej w hierarchii szkolnej? W tym momencie historii nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, że ta bohaterka nie grzeszy rozumem i w jej przypadku nie ma co liczyć na rozważne, przemyślane decyzje. Zresztą Greer już zawsze będzie dla mnie ikoną braku rozumu. Z każdą kolejną stroną bohaterka ta wzbudzała we mnie coraz większe poczucie żałości - wszystkie jej komentarze były tak infantylne, naiwne i prostolinijne, że modliłam się, by jak najrzadziej otwierała usta. Jednak - o zgrozo - to właśnie ona była również narratorką książki, a jej osobiste przemyślenia prezentowały podobnie żenujący poziom. Bardzo kłuła mnie również w oczy hipokryzja Greer. W momencie, gdy w końcu do niej dotarło, że Ludzie Średniowiecza nie są kolejnym z Boskich cudów i zaczynała wyczuwać grożące jej niebezpieczeństwo, nagradzałam jej spóźnioną przenikliwość drwiącymi oklaskami w mojej głowie, lecz skrycie cieszyłam się, że ostatecznie się opamiętała. Okazywało się jednak, że Greer jest jak flaga na wietrze - jej punkt widzenia zależy od towarzystwa, w jakim się znajduje, a wystarczy chwila spędzona z Ludźmi Średniowiecza lub jedno spojrzenie Henry'ego de Warlencourta, pod którym momentalnie się rozpływała, aby pozbyła się wszystkich obaw i zaczęła samą siebie przekonywać, że wszystko jest w najlepszym porządku, a postrzelenie człowieka jest niewinną zabawą. Co więcej, bez wyrzutów sumienia brała udział w rozrywkach Ludzi Średniowiecza, które wcześniej potępiała.

Zaproszeni do Longcross Hall umilają sobie czas "polowaniem strzelaniem wędkowaniem", co wydaje się dziwnym wyborem, jak na dziewiątkę młodych ludzi, jednak pasuje do nieco przestarzałych realiów świata stworzonych przez autorkę. Tym, co mi nie pasowało, był jednak sposób, w jaki M.A. Bennett kreowała te czynności podejmowane przez bohaterów, jakby miały być nie wiadomo jak ekscytujące. Z założenia S.T.A.G.S jest thrillerem dla młodzieży, jednak tak samo, jak emocji w książce jest znikoma ilość, tak sceny "polowania strzelania wędkowania" można porównać do grzybobrania w Panu Tadeuszu. Tak naprawdę podczas czytania poza irytacją nie czułam wiele. Gdy udało mi się zdystansować od wydarzeń w książce, nie denerwując się na każdą drobnostkę, która działała mi na nerwy, zwyczajnie się nudziłam. Zapewne celem autorki było stworzenie porywającego thrillera dla młodzieży, przy którym czytelnicy będą obgryzać paznokcie i wyrywać sobie włosy z głowy, nie potrafiąc wytrzymać napięcia, jednak zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością w tym przypadku było brutalne. Jeśli już posługuję się analogiami do Pana Tadeusza, to powiem jeszcze, że wszystkie spory pomiędzy bohaterami S.T.A.G.S o to, kto jako pierwszy ustrzelił bażanta, wzbudzały we mnie podobne emocje, co pojedynek Asesora i Rejenta, którzy spierali się, czyj chart schwytał zająca. Czyli żadne. A Pan Tadeusz przynajmniej czarował językiem, czego o powieści M.A. Bennett nie można powiedzieć...

Kończąc tę litanię skarg, muszę wspomnieć jeszcze o wątku romansowym, który w młodzieżówce pojawić się musiał, choć nie był ani trochę potrzebny. Miłość pojawiająca się w książce jest płytka do granic możliwości, taka "miłość" w cudzysłowie, w stylu dramatów sercowych przeżywanych w szkole podstawowej. Mam wrażenie, że autorka czuła się zobligowana do zawarcia w swojej powieści tego wątku, jednak zrobiła to bardzo niedbale i bez pomysłu, byle tylko odhaczyć element, który w jej mniemaniu jest pożądany przez czytelników tego gatunku literatury. Choć nie jestem wielką fanką romansów, nie pogardzę tym przemyślanym, mądrym i dobrze napisanym. M.A. Bennett jednak brakuje jeszcze bardzo wiele, by osiągnąć poziom, który by mnie zadowolił.

Wymienienie jednej zalety tej książki w żaden sposób nie podciągnie jej całokształtu przy tak dużej liczbie wad, ale zakończenie S.T.A.G.S zasługuje na pochwałę. Jestem skłonna stwierdzić, że jest to jedyny element powieści, który wyszedł autorce dobrze i za który otrzymała ode mnie jeden maleńki plusik. Sprytne zawiązanie akcji, zaskoczenie w momencie, gdy niczego się już nie spodziewałam, no i zgrabne nawiązanie do filmu o Sherlocku Holmesie w ostatnich słowach książki. Brawo. Czy nie dało się tak od początku?

S.T.A.G.S to ogromne rozczarowanie. Thriller młodzieżowy, który ani nie wzbudza emocji, ani nie cieszy, ani nie bawi, zupełnie nie spełnia swojego zadania. Bardzo chciałam polubić tę książkę, ponieważ pomysł na fabułę był intrygujący, jednak od samego początku z każdym jednym słowem robiło się coraz gorzej. Nie mogę polecić Wam tej książki, wręcz przeciwnie: odradzam. Choć widziałam wiele pozytywnych opinii na jej temat, mogę argumentować swoje zdanie tylko własnymi odczuciami, które nie są ani trochę pozytywne. Wybierzcie jakąkolwiek powieść ze swojej biblioteczki, a jestem pewna, że przysporzy Wam ona mniej irytacji i zawodu niż S.T.A.G.S.

booksofsouls.blogspot.com
UPADAJĄCE IMPERIUM
Autor: Niko
Dla fanów fantastyki oraz politycznych zagrywek Upadające imperium to idealna pozycja. Pełna zaskakujących zwrotów akcji, intryg oraz sekretów historia zabiera czytelnika w niesamowitą przygodę do całkiem nowego świata. Świata, który chyli się ku upadkowi. John Scalzi tworzy uniwersum bardzo solidnie. Od pierwszych stron, cegiełka po cegiełce, buduje obraz kompletnej, wiarygodnej i przemyślanej kosmicznej rzeczywistości, która fascynuje strukturą oraz dbałością o detale. I robi to w bardzo przejrzysty i zrozumiały sposób, więc osoby, którym straszna etykieta sci-fi nie powinny się bać. Akcja skupia się w głównej mierze na politycznych zawiłościach - spiskach, manipulacjach, próbach wzbogacenia czy uzyskania władzy. Określenie, że to Gra o tron w kosmosie wydaje się trafne. Jak to często przy pierwszych tomach serii bywa, finał nie rozwiązuje żadnych problemów, a nawet zostawia czytelnika z zapowiedzią kolejnych. Autorowi udało się stworzyć podwaliny na cudowny cykl, który może liczyć sobie sporo części. Mam nadzieję, że tak będzie, a polski przekład nie zakończy się na pierwszym tomie.
Skazany na zło
Autor: Martak180
Wiktor Hauke żyje w luksusie na kredyt. Niepijącego alkoholika wspiera kochająca żona. Pewnego razu bohater wszystko przekreślił, zdradził żonę. Zaprosił kochankę na piknik do lasu, który się szybciej skończył, niż zaczął. Mężczyzna popełnił niewybaczalny błąd brzemienny w skutki. Stracił wszystko, co było dla niego najważniejsze, tym samym stając się marionetką w rękach innej osoby. Nie rozumie, jak doszło do tragedii. Męczą go wyrzuty sumienia. Dochodzą nowe problemy ze strony grożącego mu nieznanego mężczyzny, niejakiego Reżysera. Wyrządzone zło i późniejsza walka o normalność, o odzyskanie dawnego życia na niewiele się zdają. Stopniowo Wiktorowi ziemia usuwa się spod nóg…
Jeśli zrezygnujesz z zaproponowanej roli, zmienię twoje życie w piekło.
Od początku czytelnik w Reżyserze wyczuwa problemy psychiczne, zbytnią pewność siebie, nieomylność, wielkie ego. Mężczyzna na myśl o przyszłych wydarzeniach czuł wielkie podniecenie, pożądanie czekało na spełnienie. Dla swojego nowego, doskonałego Aktora zaplanował największą rolę, wierząc w jego ukryty talent. Rozpoczęła się sadystyczna gra w reżyserii bezwzględnego i zwyrodniałego twórcy. Jak swoją rolę odegra Aktor Wiktor? Jaką postawę przyjmie wobec swojego oprawcy? Na czym będzie mu najbardziej zależało?
Zostawił ślad, a spełnianiem swoich fantazji zakorzenił we mnie zło.
Tytuł daje do myślenia. Skazany, wybrany, wytypowany, naznaczony? Autor pokazuje, jak łatwo w krótkim czasie zwykłego człowieka zamienić w potwora, zakorzeniając w nim zło, które potem rośnie i nakręca spiralę zbrodni. Wybór mniejszego zła wcale nie zmniejsza winy człowieka. Dziwił mnie fakt, że bohater zrezygnował z powiadamiania policji, a zaskoczyła postawa jego żony w szpitalu i niecodzienna pasja jego szwagra.
Odmienność czyniła go wyjątkowym.
Adrian Bednarek obu swoich bohaterów świetnie wykreował. Obraz psychopaty i jego wizję sztuki wzbudzają zaciekawienie i grozę. Wyjątkowa brutalność połączona z ogromnym pożądaniem i szybkim spełnieniem była momentami niesmaczna i trudna w czytaniu. Okrucieństwo wylewa się z tej powieści szeroką rzeką. Zło w ludzkiej postaci ma potworny wydźwięk. Autor umiejętnie używa suspensu, a najbardziej zaskakuje czytelnika na końcu, przy tym doskonale operuje uczuciami. Mnie imponowała inteligencja Aktora i Reżysera i umiejętność planowania, a że to są tylko ludzie, więc czynnik ludzki odgrywał w ich działaniach istotne znaczenie.
Skazany na zło to mroczny thriller psychologiczny, który uświadamia czytelnikowi, czym jest zło w ludzkiej postaci, jak szybko można go w kimś zakorzenić, jak stać się psychopatą. Nie bez znaczenia okazuje się słuchanie i wypełnianie poleceń, uczenie się oraz dotrzymanie małżeńskiej obietnicy. Zagraj i ty.
Powieść zdobyłam na portalu Czytam Pierwszy.
Zbrodnia i Karaś
Autor: Mallorey
To niezwykle miła odmiana od wszystkich poznanych przeze mnie książek, a czytając ją czułam się zupełnie tak, jakbym poznawała dobrze mi znany gatunek z innej strony. Jak na debiut, "Zbrodnia i Karaś" jest naprawdę niezwykła i jak najbardziej godna uwagi. Tylko jedna rada: raczej nie czytajcie jej w miejscu publicznym, gdyż zapoznanie się z tą opowieścią może grozić nie tylko niepohamowanym uśmiechem, lecz także niespodziewanymi wybuchami śmiechu.
Kocie mojo
Autor: AleksandraRK
Od dłuższego czasu śledził swoją ofiarę. Nie spuścił jej z oczu ani na sekundę. Wie, że jest ranna, więc polowanie będzie o wiele prostsze. Teraz trzeba było jedynie wyczuć odpowiedni moment i zaatakować. Jeszcze tylko chwila i… tak, udało się. Tym razem będzie miał kolację.

Tak w skrócie można by przedstawić polowanie dzikich kotów, które dziś oglądamy w ogrodach zoologicznych, na safari lub w domowym zaciszu. Nawet w swoich czterech ścianach możemy obserwować jak żyją te zwierzęta. W końcu w każdym mruczku jest coś z pierwotnego kota, o czym wielokrotnie pisał autor Kociego Mojo, Jackson Galaxy.

Wspólnie z Mikel Delgado stworzył poradnik, w którym opisuje, „jak być opiekunem szczęśliwego kota”. Jest to gatunek, po który prawie w ogóle nie sięgam. Jednak tym razem postanowiłam spróbować i sprawdzić, czy mi się spodoba.Sama chciałabym mieć kota i stwierdziłam, że dobrze byłoby wiedzieć, jak się do tego przygotować.

Zacznę od tego, że na łamach tej książki nie dostajemy tylko wskazówek, jaki pokarm podawać kotu, czy jaki żwirek wybrać do kuwety — zdradzę, że autor poleca naturalny. Jest to jedynie wycinek z wiedzy, jaką możemy tu znaleźć. Poradnik stawia za główny cel budowanie relacji między człowiekiem a kotem. Trzeba przyznać, że nie jest to łatwa sprawa, ale warta poświęconego czasu i energii. Zależnie od kota potrwa to mniej lub więcej czasu. Jednak potem zaowocuje świetnym dogadywaniem się z mruczkiem, który poczuje się jak w domu, a nie na obcym terenie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to tytuł i tajemnicze słowo „mojo”. Jak sam autor wyjaśnia, jest to po prostu kocia pewność siebie, czyli posiadanie własnego terytorium oraz możliwość spełniania się jako kot.

Poradnik jest podzielony na cztery części, a każda z nich zawiera kilka rozdziałów. Autor przeprowadza nas przez koci świat, zaczynając od kota pierwotnego, a kończąc na mruczku rzekomo śpiącym przez całe dnie. Ciekawostką jest to, że w rzeczywistości poświęca on jedynie tylko część dnia na sen. Drapieżcy muszą być w stałej gotowości do podjęcia walki lub ucieczki, zanim sprawy wymkną się im z łap, dlatego nie pozwalają sobie na długie drzemki.

Nie obyło się bez wad. Autor czasami odnosi się do wiedzy, która znajduje się w innym rozdziale, co jest wygodne i pozwala na głębsze poznanie tematu. Jednak denerwujące było czytanie po raz kolejny streszczenie tej samej wiedzy w innym miejscu książki. Rozumiem, że te informacje były dla niego niezwykle ważne, ale po pewnym czasie zaczynały naprawdę frustrować i czułam się, jakbym czytała ciągle to samo.

Pomimo tego w książce jest wiele wartościowej wiedzy, z której możemy skorzystać. Dowiemy się, jak tworzyć relację z kotem, gdy jesteśmy tylko my i on, a także, kiedy pojawiają się np. członkowie rodziny, znajomi, inne zwierzęta. Nauczymy się patrzeć na świat oczami naszego pupila i zrozumiemy, że czasami jego spojrzenie różni się od naszego. Wiele razy okaże się też, że wychowanie kota jest podobne do wychowywania dziecka. Na przykład, gdy pociecha próbuje krzykiem coś wymusić na swoich rodzicach, warto ją wtedy zignorować. Dziecko uspokoi się i dopiero wtedy z nim rozmawiamy. Podobnie jest z kotami. Jeśli chodzą po Was w środku nocy lub miauczą o jedzenie, należy je zignorować, bo każda reakcja jest dla nich nagrodą i utwierdza w przekonaniu, że warto to robić.

Kocie Mojo Jacksona Galaxy nie należy do krótkich książek, ale warto ją poznać, jeśli macie w domu kota, z którym się nie dogadujecie lub planujecie zaadoptować mruczka i nie wiecie, jak się do tego przygotować. Ten poradnik przeprowadzi Was bezpieczną drogą przez świat pierwotnego kota i pokaże jak nawiązać z nim nić porozumienia.

Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu SQN oraz czytampierwszy.pl.
180 sekund
Autor: Małgorzata Sk.
Główna bohaterka Allison do szesnastego roku życia przeszła przez tak wiele różnych rodzin zastępczych, że przestała całkowicie ufać ludziom i wierzyć w związki. Kiedy zostaje adoptowana jako nastolatka i zapewniana o miłości, ciężko jej w to uwierzyć. Zamknięta w sobie, uciekająca od ludzi, z jedną przyjaciółką, od której dzielą ją tysiące kilometrów, pewnego dnia zostaje wciągnięta w eksperyment społeczny. Totalnie zaskoczona i w szoku podpisuje dokument ze zgodą na umieszczenie filmu z eksperymentu w internecie, chociaż w ogóle o tym nie myśli i nawet nie zdaje sobie sprawy że to zrobiła. Eksperyment ma na celu nagrać reakcję nieznajomych ludzi dobranych w pary, którzy mają patrzeć sobie w oczy przez 180 sekund. Jakie reakcje w nich to wywoła, co zrobią, czy wytrzymają i jak się zachowają potem. Nikt nie spodziewał się tego co się stanie, a już szczególnie nie Allison, która z niewidzialnej dziewczyny staje się nagle rozpoznawana i zaczepiana na każdym kroku. Ale nie tylko dziewczyna przechodzi zmianę. Również chłopak, który jest dobrany z nią w parę. Od tej pory zmieni się dla nich wszystko.

Bohaterzy bardzo szybko zapałali do siebie sympatią, mimo że początkowo Allison starała się unikać Esbena. Niestety nie wiem kiedy i jak od przyjaźni przeszli do związku. Dla mnie to było za szybko i po łebkach. Osobiście wolę gdy w książkach mogę obserwować zabieg zakochiwania się w sobie i sama coś poczuć. W tym przypadku nie poczułam nic, jeśli chodzi o ich relację. Mimo to udało im się mnie do siebie przekonać. Choć leciutko niedopracowani, to mieli w sobie coś co polubiłam. Nie mogłabym jednak nie wspomnieć o moim ulubionym bohaterze, którym był ojciec adopcyjny Allison - Simon. Ten bohater nie mniej ważny od głównej pary, zdobył moje serce od pierwszych stron. Był cierpliwy, rozumiał, pomagał i przede wszystkim kochał bezwarunkowo.

To co mnie zaskoczyło najbardziej w tej książce, było to czym zajmował się Esben i jak autorka to wykorzystała. W dzisiejszych czasach prawie każdy młody człowiek korzysta z portali społecznościowych. Po za tym mnóstwo ludzi utrzymuje się z tworzenia czegoś w internecie. YouTube jest przepełniony wręcz takimi ludźmi. Od pokazywania ciuszków czy kosmetyków, po wartościowe i interesujące materiały. Nie ukrywam, że sama mam kilka ulubionych kanałów, które śledzę na bieżąco i po cichu zazdroszczę ludziom pracy, którą kochają i nieźle zarabiają. Bohater książki jest właśnie taką osobą. Przeprowadza eksperymenty społeczne i często pomaga ludziom, Obserwuje go tysiące ludzi a dzięki hashtagom wiele z nich przyłącza się do różnych akcji. Muszę przyznać, że pierwszy raz miałam do czynienia z takim "zawodem" bohatera i ciekawie było obserwować twórcę "od kuchni".

Jessica Park napisała naprawdę dobrą, smutną, ale też z momentami humoru, powieść. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać, bo tak jak również pisałam, otworzyła mi oczy na kulisy życia osoby odnoszącej sukcesy w internecie. Pomysł z eksperymentami społecznymi to był strzał w dziesiątkę. Nie obyło się również od pokazania tej ciemnej strony internetu, czyli nienawiści hejterów, która jest walką z wiatrakami. Oni byli, są i będą. Potrafią namieszać, zgnieść poczucie wartości i siać wstręt i nienawiść wszędzie gdzie się pojawią. Najważniejsze jednak to im się nie dać i dalej robić to co się kocha.
RANDKA Z HUGO BOSYM
Autor: Malinka94
Kiedy w zapowiedziach wydawnictwa Burda pojawiła się nowa książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, „Randka z Hugo Bosym”, postanowiłam sobie, że ją przeczytam, bo bardzo zainteresował mnie opis na okładce. Cała sprawa dzieje się we Wrocławiu, gdzie mieszka trzydziestodwuletnia Jagoda Borówko. Już samo to jak to brzmi jest nieco zabawne, ale nie wyśmiewam takich zbiegów okoliczności, ot, można pomyśleć, że to mały żarcik od rodziców. Przez ciekawe zbiegi okoliczności na swojej drodze spotyka przystojnego Hugo Bosego, który sprawia, że serce Jagódki bije o wiele szybciej.

Co mogę więcej napisać na temat fabuły? Jest utrzymana w takim charakterze, że kiedy się ją czyta to można odnieść wrażenie, że czyta się współczesnego Harlequina. Jest kobieta, jest mężczyzna, spotykają się w śmiesznych i wręcz absurdalnych sytuacjach, toteż w końcu oboje uznają, że nie może to być nic innego jak tylko przeznaczenie. Do tego Jagoda jest kobietą, którą da się lubić właściwie od zaraz, jest krytyczna sama z sobą, nie jest może tak do końca pewna siebie, ale nadrabia to charakterem. Oczarowuje. Ma za sobą też związek, który zraził ją do mężczyzn, Hugo zraził się do kobiet po nieudanym związku. Oboje doznają uczucia tak nagłego jak grom z jasnego nieba, bo przecież miłość nie wybiera…

Podoba mi się sam pomysł. Jednak minusy też są. Przede wszystkim, jednym ogromnym minusem jest brak jakiegokolwiek tła, które spajałoby całą powieść. Na pierwszym planie jest relacja Jagoda – Hugo i cała reszta nie ma już znaczenia! Przyjaciele Jagody mają swoje problemy, zmartwienia, też nie mają łatwych żyć, ale w trakcie ich rozmów to te tematy, z pozoru ważniejsze, są przesuwane na dalszy plan i już ich właściwie nie ma. Istnieją tylko i wyłącznie miłosne rozterki Jagody czy poddać się uczuciu czy może jednak trzymać Hugo na dystans. Gdyby ta historia miała jeszcze jakiś inny wątek, coś, co pozwala na chwilę oderwać się od dwójki ludzi z mocnym przyciąganiem ku sobie, to byłaby to powieść niemal idealna! Jeszcze jednym minusem będzie z pewnością tempo, jakie zostało nadane, choć mnie ono aż tak bardzo nie przeszkadzało. Gdyby został dołożony jakiś wątek, gdyby relacja Jagody i Hugo trochę rozciągnęła się w czasie byłoby to o wiele lepsze, ciekawsze i myślę, że może bardziej „normalne”. Choć nie neguję miłości od pierwszego wejrzenia!

Podsumowując, to „Randka z Hugo Bosym” broni się świetnym humorem głównej bohaterki, jej zakręceniem, wewnętrznymi monologami i celnymi porównaniami, które sama z chęcią kiedyś wykorzystam. Minusów jest odrobina, ale dla kogoś, kto chce na chwilę się oderwać, poczytać coś lekkiego z miłością w tle to jak najbardziej będzie to dobra książka.

Książka przeczytana dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl
TO NIE JEST AMERYKAŃSKI FILM
Autor: Dominika Stryszowska
Otworzyłam. Wkręciłam się. Przeczytałam. A napisanie opinii to istne pole minowe. Im mniej się wie, tym lepiej. I chociaż nie tak powinna wyglądać recenzja, to zapewniam, że po przeczytaniu przyznacie mi rację.

Od pierwszych stron znajdujemy się w samym centrum akcji. Nie tracimy czasu na wstępy i wprowadzenia.
Oliwia, psycholog, próbuje nakłonić swoją matkę na rozmowę z policją. Kobieta została uprowadzona i brutalnie zgwałcona, jednak odmawia kontaktu z funkcjonariuszami. Oliwia nie może zrozumieć jej postępowania, boi się, że zagrożone będę kolejne osoby. Nie wie, że to ona jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Tyle mogę powiedzieć bez spojlerowania. Bo potem już się dzieje. Książka jest porównywana do "Dziewczyny z pociągu", jednak ja jej nie czytałam, więc ciężko mi stwierdzić; dlatego jak dla mnie, autorka stworzyła coś nowego, nieprzewidywalnego, niepokojacego, niby opartego na schemacie i takiej pewności, która potem odwróci się przeciwko czytelnikowi, zostawiając go z totalnym chaosem. Bo taka właśnie jest ta książka. Psychologiczna, brutalna, wzbudzajaca skrajne emocje. Bo może pieniądze, zazdrość, tajemnica rodzinna, która nie miała ujrzeć światła, schowana w sejfie, to tylko wierzchołek góry? I po mimo kilku mankamentów, jakim dla mnie była irytujaca bohaterka (może miała taka być?) i trochę potaktowane po macoszemu końcowe wyjaśnienie sprawy, powieść zapewnia świetną rozrywkę.
Ten pierwszy rok
Autor: Zuzanna Czerniak-Kloc
Szalone studenckie życie. Imprezy, alkohol i mnóstwo dziwacznych pomysłów. Niby jest wesoło, dobra zabawa trwa, tylko dlaczego wiąże się to z taką ilością złych decyzji? Bohaterowie powieści "Ten pierwszy rok" chcą wykorzystać ten czas w pełni, zbierając nowe doświadczenia. Ale chyba niezbyt im to wychodzi, skoro ostatecznie woleliby zapomnieć o wszystkim, co ich spotkało?

Phoebe zaczyna pierwszy rok studiów i jest ogromnie podekscytowana. Nie tylko dlatego, że rozpoczyna całkiem nowy etap w swoim życiu, ale również z powodu pewnego chłopaka. Przystojnego Luke'a, w którym kocha się od lat. Ma wręcz obsesję na jego punkcie. Kiedy na imprezie w tygodniu integracyjnym on wreszcie ją zauważa, Phoebe jest wniebowzięta. Zapisują się nawet wspólnie do klubu quidditcha. Ale czy to aby na pewno początek wielkiej miłości?

Tom Ellen i Lucy Ivison stworzyli lekką, przyjemną powieść ze sporą dawką humoru i rozterek miłosnych bohaterów. Zabawne dialogi i przeróżne komiczne sytuacje zapewniły mi świetną rozrywkę. Bezapelacyjnie stanowiły największą zaletę tej historii. Właśnie dla tych momentów brnęłam w kolejne rozdziały, starając się jednocześnie ignorować pojawiające się w tekście dość licznie literówki. Wątek romantyczny zdecydowanie mnie nie zachwycił. Był bardzo przewidywalny i - jak dla mnie - trochę naciągany. Wprawdzie zakończenie w pewnym stopniu złagodziło moje odczucia, ale mimo wszystko niesmak pozostał.

Phoebe i Luke zupełnie nie przypadli mi do gustu. Sytuację dodatkowo pogarszał fakt, że narracja prowadzona była naprzemiennie przez tych dwoje. O ile wydaje się, że dla niej jest jeszcze nadzieja, o tyle on wypadł wprost fatalnie. Niedojrzały i nieodpowiedzialny, nie jest w stanie sam podjąć żadnej istotnej decyzji. Nie ma pojęcia, czego chce, a do tego jest strasznie nieporadny życiowo. Irytowało mnie czytanie, jak to głupio się czuje z jakiegoś powodu, że coś powinien zrobić czy przeprosić, ale ostatecznie nie robi nic. I nawet nie potrafi się sensownie wytłumaczyć. Wiedząc, że robi źle i kogoś tym krzywdzi, brnął w to dalej z myślą, że będzie przepraszał później. Phoebe na jego tle wypadła lepiej, choć i jej decyzje zwykle sprawiały, że miałam ochotę złapać się za głowę. Mimo że wydała mi się sympatyczna, wrażliwa i lojalna, a jej wpadki niezmiennie mnie bawiły, śledzenie jej rozterek miłosnych działało raczej na jej niekorzyść. Niemniej odniosłam wrażenie, że przynajmniej ona pod koniec trochę zmądrzała.

Najlepsze wrażenie zrobili na mnie bohaterowie drugoplanowi. To oni rozładowywali napięcie, rzucali zabawnymi tekstami i udzielali mniej lub bardziej pomocnych rad. Gdyby skupić się wyłącznie na Phoebe i Luke'u, pozostałby nam tylko przeciętny romans i tona przeróżnych wpadek. Natomiast dzięki wszystkim pozostałym mamy szansę poczuć się, jakbyśmy i my na chwilę zamieszkali w akademiku. Frankie i Negin, Arthur i Rita, Josh, a nawet szalona Mary i Stephanie Stevens - oni wszyscy budują klimat w tej historii. Bez ich nietypowych rozmów, herbatek, wróżkowych kanapek, szalonych imprez i najdziwniejszych mieszanek alkoholu z czym popadnie, z całą pewnością nie byłoby już tak wesoło. Te postaci wyjątkowo się autorom udały i o bardzo chętnie przeczytałabym powieść, w której to oni grają pierwsze skrzypce.

"Ten pierwszy rok" nie zachwyca, nie powala na kolana, nie wyłamuje się ze schematów. Skupia się na dwójce niedojrzałych bohaterów, którzy z jednej strony wkraczają powoli w dorosłość i rzucają się w wir nowych doświadczeń, ale z drugiej nie mają pojęcia, czego tak właściwie chcą. Na każdym kroku ogranicza ich lęk przed brakiem akceptacji i ogromne niezdecydowanie. Dobra zabawa trwa, alkohol leje się strumieniami, ale nie brak i dramatów. Głównie tych sercowych, bo zajęciom na uczelni autorzy poświęcają niewiele miejsca, skupiając się na życiu towarzyskim studentów. Całe szczęście jest się też z czego pośmiać. Liczne wpadki i przekomiczne dialogi potrafią szczerze rozbawić i zapewnić dobrą rozrywkę na długie godziny. Właśnie z ich powodu warto po tę książkę sięgnąć. Humor i bohaterowie drugoplanowi to jej największe atuty. Jeśli więc macie ochotę na coś lekkiego i zabawnego, a niezbyt udany wątek romantyczny nie będzie Wam przeszkadzał, możecie śmiało po nią sięgać.
MIĘDZY NAMI CHAOS
Autor: bookoholik27
Książka opowiada losy osiemnastoletniego Arthura Louisa Pullmana Trzeciego. Jego życie wali się w gruzach, gdy dostaje sądowy zakaz zbliżania się do swojej byłej dziewczyny. Rodzice postanawiają wysłać go do wujostwa w Truckee. To tam natrafia na notatki swojego dziadka, które rozpoczną jego wyprawę po Ameryce. Dziadek chłopaka, Arthur Lois Pullman, był znanym pisarzem, który tydzień przed swoją śmiercią wyruszył w tajemniczą podróż. Jaki był jej cel? Czy Arthur Louis Pullman na pewno nie żyje?
Przyznam szczerze, że na początku książka zachwyciła mnie okładką. Spodziewałem się czego lekkiego, młodzieżowego. Znalazłem natomiast wielowątkową, po części wypełnioną poezją powieść o odkrywaniu własnego siebie i nie tylko. Nie jestem pewien czy zakwalifikowałbym ją do literatury młodzieżowej. Na pewno muszę stwierdzić, że nie czyta jej się lekko.
Jednakże fabuła jest interesująca. Spodobał mi się motyw podróży w poszukiwaniu własnego siebie. Pomimo, że nie cała poezja zawarta w powieści była dla mnie zrozumiała, w większość przypadków przypadła mi do gustu.
Z każdą stroną coraz bardziej przyzwyczajałem się do stylu autora. Wraz z nowymi stronami, odkrywały się sekrety z przeszłości dziadka Arthura Louisa Pullmana Trzeciego, która może wcale nie była taka nudna jak się wydawało. Czy aby na pewno miał chorobę alzheimera? Jeśli tak, to co spowodowało, że tak szybko zaczął tracić pamięć? Czasami lepiej jest żyć w błogiej nieświadomości.
Podsumowując, pomimo że książka nie jest łatwa w odbiorze, moim zdaniem warto się z nią zapoznać. Z każdą stroną staje się ciekawsza, a akcja nabiera tępa. Samuel Miller stworzył intrygujące postacie. Polecam.
Moje ulubione cytaty to:
„Czasami jedyny sposób, żeby nauczyć kogoś doceniać to, co ma, to mu to zabrać."
„Jestem niczym więcej jak mozaiką ludzi, których spotkałem &tego, co ze sobą nieśli.”
„Tylko głupiec jest pewien wszystkiego, a prawdziwy rozum opiera się na umiejętności wątpienia.”
Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi: https://czytampierwszy.pl/pl/
Kochałem Żydówkę
Autor: Aneta Mazur z weekend z książką
Rzeczowa książka, w której autor w udziela odpowiedzi na niniejsze pytanie:
Czy w obecnych realiach portali społecznościowych i randkowych można pokochać prawdziwie i szczerze?

Często, w takiej sytuacji, poznane w ten właśnie sposób osoby, okazują się ostatecznie kompletnie kimś innym, za kogo się wcześniej podawały. Nie artykułując już o tym, iż niejednokrotnie fotografia zamieszczona w ofercie, od realiów dzielą dziesięciolecia.

Historia powieści ma miejsce w tętniącym życiem dużym mieście. Główny bohater, Jerzy poznaje na jednym z portali randkowych piękną kobietę, Natali i od razu pozostaje pod jej urokiem.

Nowo poznana kobieta, okazuje się młodsza od niego, a swoim czarem sprawia, że siedemdziesięcioletni wdowiec na nowo zaczyna wierzyć w miłość, pomimo świadomości, że nie godzi się to, z jego dotychczasowym diametralnie krytycznym poglądem, w kwestii tego rodzaju związków.
Pogoń za pożądaniem i niesamowita fascynacja powoduje, że Jerzy zakochuje się bez reszty w młodszej kobiecie. Nie potrafi trzeźwo, z boku ocenić co się dzieje w ich związku. Pomimo skomplikowanych splotów miłości i zazdrości jednocześnie, które coraz częściej wkraczają w ich życie, mężczyzna nie wyobraża sobie rozstania z poznaną Natali. Bije się z myślami i podejmuje decyzje, które nie zawsze są proste do przyjęcia, w szczególność dla osoby bez pamięci zakochanej.

Czy uczucie okaże się prawdziwe, czy będzie tylko prawdopodobnym wyobrażeniem związku dojrzałego mężczyzny z młodszą kobietą?

Książka jednocześnie czyni zadość powiedzeniu - „historia lubi się często powtarzać”, to znaczy On poznaje, kolejną partnerkę, która jota w jotę, okazuje się podobna do poprzedniej.
Czwarte życie
Autor: Rozchełstana Owca
Wydawnictwo WasPos kolejny raz zmotywowało mnie by sięgnąć po książkę o tematyce, której raczej unikam. I kolejny raz sobie wymawiam, ze to błąd, bo przecież tyle mnie omija przez moją własną głupotę!

Okładka przyciąga od pierwszego wejrzenia! Tańcząca para od reki przyniosła mi na myśl film „Ojciec Chrzestny”, tak naprawdę nie wiedzieć czemu 🙂 Zaskakujące dla mnie jest to, że nie spotkałam się wcześniej z problemem bezdomności w literaturze. Oczywiście, któż z nas nie zna lumpików, którzy wolą żebrać o kilka złotych pod sklepem niżeli złapać się nawet dorywczej pracy, a mimo to nie mierzmy wszystkich jedną miarą, bo zwyczajnie w świecie komuś mogła powinąć się noga i oto wkraczamy w zupełnie inny świat.

Zupełny przypadek sprawia, że mężczyzna zostaje „przekształcony” na nowo, by wpaść zawirowania obłudnego świata. Poznajemy historię bohatera trochę na zasadzie „wtedy – dziś” co jest świetnym zabiegiem, bo naprawdę trudno się oderwać. Pozostali bohaterowie również są świetni, w żaden sposób nie wykreowani na siłę, a lekkie pióro autora zapewni nam świetnie spędzony czas! Mieszanka uczuć – wzruszeń i upadków jaką serwuje nam pan Ludwik naprawdę nie da nam spokojnie zapomnień o tej pozycji.

Jak na moje oko, kochani, nie ma na co czekać – brać i czytać! :)
Zbrodnia i Karaś
Autor: Majorka
Autorka doskonale czuje się w komedii, z nietypowym poczuciem humoru, który wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Dlatego świetnie wypracowała sobie ironiczne przedstawianie rzeczywistości, co doceniam i uważam za wielką zaletę, gdyś na naszym rynku książkowym takich autorów jest niewielu. Jednak jeżeli chodzi o "Zbrodnię i Karasia", kryminału tutaj niewiele. Dlatego dla wszystkich tych, którzy lubią się pośmiać - to coś dla Was. Ale nie dla wielbicieli krwawych historii ze skomplikowaną intrygą.
Pod innym niebem
Autor: czytam jak chcę

"Pod innym niebem" to powieść, w której główna bohaterka musi borykać się z licznymi dylematami i wspomnieniami z przeszłości. Jako pięćdziesięcioletnia kobieta w swoim życiu doświadczyła już wielu rzeczy, te doświadczenia wywarły na niej wpływ, który nawet po zmianach które nastąpiły w jej życiu nie zmienił jej całkowicie. Jako kobieta mająca liczne przyzwyczajenia, nawyki, otoczona wysokim murem, wraz z przeprowadzką na drugi koniec Świata otwiera się na nowych ludzi i nowe doświadczenia. Odnajduje się w nowych realiach, w towarzystwie z wyższych sfer, wcielając się w nową rolę, którą zesłał jej los.

Książka warta przeczytania, napisana przystępnym językiem. Myślę, że spodoba się każdemu :)
Pełna recenzja na stronie https://czytamjakchce.blogspot.com/2019/03/14-przedpremierowo-stare.html
Serce jak głaz
Autor: Upadły czy Anioł ( blog niebo - piekło - ziemia)
Już niedługo wiosna, majówka oraz ciepłe, słoneczne dni ...czas urlopów, wypoczynku i relaksu. W takim czasie do pełni szczęścia brakuje tylko romantycznej, lekkiej powieści.
"Serce jak głaz" to stuprocentowa powieść, która pozwala pobujać w obłokach...przepełniona cukierkowością i lekkim dreszczykiem. Książka to typowy romans z porachunkami gangsterskimi w dalekim tle.

Fabuła powieści jest prosta Meredith zagraża niebezpieczeństwo, ukrywa się u Rena na odludzi. Między bohatera iskrzy, ale też są przeszkody do pokonania. Wzloty i upadki.
Jeśli jesteś romantykiem czeka cię pełna paleta uczuć ... Od śmiechu po płacz. Natomiast jeśli jesteś zatwardziałym pragmatykiem fabuła raczej cię nie porwie.

Powieść jest klimatyczna, a nawet taka odrobinę baśniowa, ale jest też okropnie naciągana...aż szwy pękają. Choć wydarzenia rozgrywają się w realistycznym świecie, to są tak wyidealizowane, wygładzone, uproszczone, że aż niewiarygodne. Jednak jak dla mnie jest to plus, bo w trakcie czytania można mieć nadzieję, że nawet złe rzeczy kiedyś się kończą.

Literatka w swojej powieści poruszyła temat przemocy domowej. Nie uczyniła wątku przodującym tematem, raczej zsunęła go na dalszy plan, aczkolwiek nie dała o nim zapomnieć. Bardzo ciekawie wykreowała dwie przodujące postacie Meredith i Rena. Oboje mieli twardych ojców, ale ze względu na płeć inaczej sobie radzili.

"Serce jak głaz" to powieści banalnie prosta, mało ambitną, ale kopiąc głębiej i w niej można doszukać się wskazówek, rad jak należny postępować, czego unikać, których błędów nie zapominać.

Czytanie książki było błyskawiczne. Fabuła mocno wciągnęła mnie do swojego świata. Polubiłam bohaterów, choć czasem mnie irytowali, przymknęłam oko na rzeczy, które w życiu nie mają szans zaistnieć, ale w fikcji literackiej są możliwe.
Odczuwam żal, niedosyt, że przygoda z bohaterami już się zakończyła.

Komu mogę polecić powieść Serce jak głaz? Fanom takich autorów jak Nicholas Spark czy Richarda Paula Evansa, gdyż klimatycznie jest bardzo podobna książek owych pisarzy.
Jeśli chodzi o moje indywidualne odczucia - powieść bardzo mi się podobała, zrelaksowałam się w trakcie czytania, odpoczęłam psychicznie i mam w planie poznać wcześniejsze książki autorki.
Manhattan T.1 Magnat
Autor: Katarzyna z Subiektywne Recenzje
"Magnat", to książka, która swoją premierę miała wczoraj, a że ta cudowna okładka krzyczała do mnie, żebym ją przeczytała, to zwyczajnie nie mogłam się jej oprzeć!
Jej zawartość skrywa świetną historia z cyklu "Stara miłość nie rdzewieje". Licealna miłość, która teraz po dziesięciu latach, krok po kroku wraca do naszych bohaterów ze zdwojoną siłą i spełnia wszystkie nurtujące ich "a może gdyby". Każdy z nas ma takie przeżycia, sytuacje i wydarzenia w życiu, w których dopiero po fakcie orientujemy się, że można było powiedzieć coś lepiej, gorzej albo postąpić inaczej. Aaric i Bryn, czyli główni bohaterowie "Magnata" są tego idealnym przykładem. Ona, zdesperowana szuka pieniędzy na rozkręcenie swojego nowego biznesu, który sprawi, że będzie mogła poczuć się choć przez moment tak, jak kiedyś jej rodzice, którzy zginęli w pożarze. On natomiast, aby udowodnić wszystkim, którzy kiedyś go poniżali stał się ogromnym potentatem na Manhattanie. Jego skorupa bezwzględnego biznesmena skrywa w sobie odważnego chłopca z dużym nosem, którego pamięta Bryn. I kiedy niespodziewanie, na jego drodze staje właśnie ona, jego niespełniona miłość, prosząc go o wsparcie w biznesie, czuje, że będzie zmuszony przewartościować swoje życie. Niewypowiedziane przed laty słowa, nieodwzajemnione gesty i pocałunki, nagromadzone emocje i namiętność, dopiero teraz, po długim czasie będą domagały się uwolnienia, a siła uczuć tych dwojga ludzi zostanie wystawiona na próbę. Oboje zostali doświadczeni przez los, oboje znają smak utraty kogoś bliskiego. Wiedzą, że życie przeszłością i pogrążanie się we własnym smutku to najgorsze co możemy sobie zrobić. Wszystko to i jeszcze wiele więcej znajdziecie w tej książce, a szczerze mówiąc, zaczynało się niepozornie, tak, że ostatecznie mnie ta pozycja bardzo pozytywnie zaskoczyła. Sądziłam, że będzie to zwykły romans, który przeczytam i zapomnę, a jednak nie. Mamy tu prostą, lekko wyidealizowaną i momentami schematyczną historię, w której to on bogaty, przystojny oszalał na punkcie swojej pierwszej miłości pojawiającej się przypadkiem po latach. Obecnie twardo stąpający, mocno racjonalny i rozsądny, będzie w stanie ulec szaleństwu do tej kobiety i zatracić się z nią w tym zwariowanym świecie. Chwile spędzone z tą książką to zdecydowanie dobrze wykorzystany czas. Jest to książka, którą przyjemnie się czyta i daje nam do zrozumienia, że czas ucieka nieubłaganie i nie warto tracić go na rozpamiętywanie przeszłości i drążenia co mogło być zrobione inaczej, a należy skupić się na tym co jest tu i teraz, i działać tak, żeby nigdy w przyszłości nie powiedzieć sobie "a co by było gdyby". Myślę, że wielu z Was przypadnie ta historia do gustu. Jestem ciekawa dalszych losów przyjaciółki Bryn, Sary. Czuję, że tom drugi będzie jeszcze lepszy.
Z czystym sercem polecam Wam "Magnata". Przyjemność i wzruszenie gwarantowane! Katy Evans to kobieta, która potrafi mocno namieszać czytelnikowi w głowie, dlatego nie wahajcie się i poznajcie historię Bryn i Aaric'a!
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
239
Idź do strony: