Recenzje:

Rytuał
Autor: BRUNETTE BOOKS
🌿 Mroczny, lepki i pierwotny strach – „Rytuał” Adama Nevilla to horror, który zostaje pod skórą na bardzo długo! 🌲✨

Kiedy grupa starych znajomych ze studiów postanawia wybrać się na męską wyprawę w skandynawskie lasy, nikt nie spodziewa się, że niewinna wędrówka zamieni się w bezlitosną walkę o przetrwanie. Pierwsze wrażenie? Klimat tej książki jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Wydawnictwo MOVA zafundowało nam genialne wydanie, które idealnie pasuje do mrocznej zawartości🖤

Fabuła z pozoru brzmi klasycznie – zagubieni w dziczy turyści zbaczają ze szlaku. Jednak to, co Adam Nevill robi z tym motywem, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Zamiast tanich chwytów dostajemy czysty, pierwotny niepokój. Autor w mistrzowski sposób buduje napięcie, sprawiając, że razem z bohaterami czujemy narastającą paranoję i wrażenie, że między drzewami obserwuje nas coś nieskończenie starego i złego👁️🌲
Bohaterowie nie są wyidealizowani. To zwykli ludzie z własnymi słabościami, żalami i narastającymi konfliktami, które w obliczu zagrożenia wybuchają z podwójną siłą. Emocje, jakie towarzyszą tej lekturze, to prawdziwy rollercoaster – od frustracji zachowaniem postaci, przez klaustrofobiczny lęk, aż po totalne przerażenie.

Tempo akcji w pierwszej połowie jest niespieszne, ale to właśnie ten powolny trans buduje najlepszy klimat. Styl pisania Adama Nevilla jest niezwykle plastyczny – opisy lasu są tak realistyczne, że niemal słyszy się trzaskające gałęzie i czuje zapach wilgoci oraz rozkładu. Druga połowa książki mocno skręca w niespodziewanym kierunku, co jednych zachwyci, a innych zszokuje! 💥

Dla kogo jest ta książka? To absolutny must-read dla fanów horroru psychologicznego, opowieści z motywem survivalu oraz miłośników mrocznego, pogańskiego folkloru. Jeśli szukacie historii, przy której będziecie zapalać w nocy wszystkie światła – to jest właśnie ten tytuł 🔥

Moja ocena: 8/10 🌟

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nieznajomy
Autor: Monika Kowalczyk
Witam, dziś mam dla was recenzję książki Nieznajomy ❤️ autorki Agathy Corlaz ❤️ Wydawnictwo Nocą ❤️

Nieznajomy to historia, która dzieje się na uniwersytecie, gdzie młodzi ludzie zaczynają swoją przygodę ze szkołą wyższą.

Mamy tutaj pokazane, jak młodzi ludzie tak naprawdę rządzą uczelnią. Niektórzy w bardzo specyficzny sposób wykorzystują swoją pozycję, tak jak nasz bohater, który doskonale wie, że wszyscy się go boją. To on pociąga za sznurki oraz decyduje o wszystkim, co dzieje się na uczelni. Właśnie o tych działaniach przekonuje się nasza bohaterka, która dopiero zaczyna tutaj swoją przygodę i jeszcze nie wie, co ją czeka 😉.

Mamy tutaj do czynienia z nieszczęśliwą miłością, gdzie osoba, która była dla nas bardzo ważna, nagle robi coś, czego nigdy byśmy się po niej nie spodziewali. Tym bardziej zdrada, która dotyka dwie bliskie nam osoby, nie jest miłym uczuciem 😥. Zaufanie jest czymś bardzo ważnym, a kiedy zostaje zniszczone, trudno jest tak po prostu zapomnieć o tym, co się wydarzyło.

Tutaj wszystko dzieje się w murach uczelni. Mamy pokazane, jak relacja między dwojgiem ludzi, którzy tak naprawdę nie pałają do siebie sympatią, a wręcz się nienawidzą, zamienia się w coś, czego oboje na pewno się nie spodziewali. Czasami wystarczy jedno spotkanie, kilka słów czy sytuacja, aby nasze uczucia zaczęły się zmieniać, nawet jeśli bardzo chcemy przed nimi uciekać. 😉

Kochani, ta historia pokazuje nam, że za pozorami i pewnością siebie często kryje się coś więcej, a ludzie, których na początku nie potrafimy zaakceptować, mogą z czasem stać się dla nas kimś naprawdę ważnym. ❤️ Jednak czy można zbudować coś dobrego na niechęci, tajemnicach i trudnych doświadczeniach? Tego musicie przekonać się sami!

Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów i czy uda im się pokonać wszystko, co staje na ich drodze. 😍 Jeśli lubicie historie rozgrywające się na uczelni, pełne emocji, trudnych relacji, zdrady i uczuć, które pojawiają się w najmniej odpowiednim momencie, to myślę, że Nieznajomy może was zainteresować. ❤️📚
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Waldkauz
Autor: monweg
Szczepan Twardoch w „Waldkauzie” wraca na Górny Śląsk i opowiada o świecie rozdartym między narodami, lojalnościami i tym, co racjonalne, a tym, co wymyka się ludzkiemu rozumieniu. Wybór czasu i miejsca jest znaczący – Górny Śląsk, sierpień 1920, konflikt polsko-niemiecki i drugie powstanie śląskie. Tu nie wystarczy odpowiedzieć na pytanie, kim się jest - równie istotne jest to, za kogo uznają cię inni. W takim świecie przynależność nie daje bezpieczeństwa, a rodzinne więzy mogą okazać się równie bolesne jak polityczne podziały.

Centralną postacią jest Wilhelm Pisulla, były policjant kryminalny, a obecnie prywatny detektyw. Kiedy do jego biura przychodzi kobieta poszukująca dziecka, rozpoczyna się historia, która szybko wykracza poza ramy klasycznej intrygi kryminalnej. Pisulla nie jest zwyczajnym śledczym; ma dwie dusze, rozumie mowę ptaków, a jego wewnętrzny świat okazuje się równie niebezpieczny jak rzeczywistość, w której przyszło mu żyć. Towarzyszy mu puszczyk – tytułowy Waldkauz – a granica między światem ludzi i światem istot nadprzyrodzonych jest zaskakująco cienka.
To jeden z najciekawszych pomysłów powieści. Twardoch nie przedstawia człowieka jako istoty racjonalnej, spójnej i w pełni panującej nad sobą. Przeciwnie – sugeruje, że pod powierzchnią cywilizowanych zachowań kryje się coś dzikiego, nieoswojonego. Druga dusza Pisulli może być odczytywana zarówno jako element fantastycznej konstrukcji świata, jak i metafora przemocy, instynktu oraz tej części ludzkiej natury, którą najchętniej pozostawilibyśmy w ukryciu.

Górny Śląsk nie jest tu jedynie tłem wydarzeń. To świat posiadający własną pamięć, prawa i język, ale także własne demony. Mieszają się w nim polszczyzna, niemczyzna i śląska godka. Język nie tylko opisuje rzeczywistość, lecz także ujawnia, kim są bohaterowie, do jakiego świata należą i czego nie potrafią wypowiedzieć wprost. Śląskość nie zostaje sprowadzona do folklorystycznej dekoracji. Jest doświadczeniem codziennym, czasem bolesnym, wymuszającym nieustanne negocjowanie własnej tożsamości. Twardoch pokazuje, że historia regionu nie mieści się w wygodnych narodowych narracjach – człowiek może mówić po polsku, mieć niemieckie korzenie, czuć się Ślązakiem a jednocześnie nie odnajdywać się w żadnej z narzuconych mu kategorii.

Jednym z najważniejszych tematów powieści jest wojna – nie tylko jako wydarzenie historyczne, lecz także jako stan, który pozostaje w człowieku długo po ustaniu walk. Wojna rozgrywa się ponadto na wielu poziomach. Przebiega między Polakami i Niemcami, ale także między sąsiadami, przyjaciółmi i członkami rodzin. Granice polityczne okazują się mniej trwałe niż nienawiść, którą potrafią wzbudzić. Pokój nie przynosi automatycznie pojednania, ponieważ przemoc zdążyła już przeniknąć do ludzkich relacji.
To przesłanie nadaje powieści współczesny wymiar. Choć akcja rozgrywa się ponad sto lat temu, pytania o cenę patriotyzmu, odpowiedzialność za bliskich i skutki zbiorowego fanatyzmu pozostają aktualne. Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę na ten paradoks: wojna się kończy, lecz w życiu ludzi może dopiero rozpoczynać się najboleśniejszy etap.

Proza Twardocha jest cielesna, intensywna, niekiedy wulgarna, a zarazem skłonna do długich i rozbudowanych zdań. W „Waldkauzie” te cechy tworzą opowieść, która przypomina chwilami nieokiełznaną gawędę.
Narracja nie zawsze podąża najkrótszą drogą. Zatrzymuje się, zawraca, rozwija poboczne wątki, pozwala bohaterowi mówić więcej, niż wymagałaby tego sama akcja. Ten nadmiar oddaje sposób, w jaki człowiek próbuje zagadać własny strach i nie dopuścić do głosu myśli, z którymi nie umie sobie poradzić. Jednak nie każdy uzna tę metodę za słuszną i udaną – powtarzalność i skłonność do językowych nadwyżek mogą również męczyć. Styl Twardocha wymaga cierpliwości i zgody na to, że narracja nie zawsze będzie podporządkowana klasycznej ekonomii opowiadania.
Podobnie jest ze śląską mową. Jej obecność nadaje książce autentyczności, ale może stanowić spore wyzwanie dla osób, które nie znają regionalnego języka. Przypisy pomagają zrozumieć dialogi, jednak nie usuwają całkowicie poczucia obcowania z rzeczywistością rządzącą się własnymi regułami.
Warto też zauważyć, że autor nie rezygnuje z humoru – brutalność miesza się z ironią, a sceny grozy sąsiadują z sytuacjami groteskowymi.

To książka dla czytelników, którzy cenią literaturę gęstą od znaczeń i niebojącą się moralnego dyskomfortu. Może spodobać się miłośnikom „Dracha”, „Morfiny” i „Króla”, choć nie należy oczekiwać powrotu do wcześniejszych powieści. Twardoch ponownie podejmuje znane sobie tematy, ale osadza je w świecie, w którym realizm i mit przenikają się na nowych zasadach. „Waldkauz” łączy historię z fantastyką, kryminał z rodzinnym dramatem, a brutalność z humorem. Najważniejsze pozostaje jednak pytanie o człowieka, który próbuje ocalić siebie i bliskich w świecie, gdzie przemoc dawno przestała być czymś zewnętrznym.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ocal moje serce
Autor: sza_teraz_czytam
Jak można optymistycznie spoglądać w przyszłość, kiedy teoretycznie pozostało ci niewiele czasu? Jak dziś już to wiem. Z tym, że długo układałam sobie w głowie to, z czym przyszło mi się zmierzyć. W zeszłym miesiącu mój telefon zadzwonił i otrzymałam dar życia. Co prawda nie serce a wątrobę, ale powaga sytuacji podobna. A jak potoczą się losy bohaterki książki Natalii? Dziewczyna chce wykorzystać każdą chwilę, jaka jej pozostała. Jest uczennicą trzeciej klasy liceum. Projekt, nad którym pracowała, został wyróżniony i nastolatka ma rozpocząć współpracę ze szkolną drużyną koszykówki. Czy podoba zadaniu? Łatwo nie będzie, zwłaszcza że u jej boku pojawia się Kuba. Przyjaciel brata to przecież zakazany owoc. Czas ucieka, czy znajdzie się dawca? I czy Natalia zdąży przeżyć to, na co do tej pory nie miała odwagi?

Mimo iż fabuła książki opiera się na chorobie, to Aneta Binkowska nie wchodzi zbyt głęboko w szczegóły. Z racji, że jest to lektura skierowana dla czytelnika 14+, to uważam to za dobre posunięcie ze strony autorki.

Jak już wspomniałam, to również książka dla obiorcy nastoletniego dlatego ciekawa byłam, jak wypadnie kreacja bohaterów. Ci okazali się dojrzali w podejściu do życia i świata.

Autorka pieknie ukazała nastoletnią pierwszą miłość z wszystkimi towarzyszącymi temu uczuciu emocjami, drobnymi gestami, bliskością, uśmiechami. W ich relacji dominuje troska, delikatność, ciepło, ale i niepewność związana z chorobą. Bo jak planować z kimś przyszłość, kiedy nie wiemy, ile czasu nam zostało?

Natalia mimo iż sama obarczona jest dużym problemem, nie zapomina o innych starając się im pomagać. To niezwykle silna postać, którą można podziwiać. Mimo strachu potrafi żyć. Żyć prawdziwie.

Na docenienie zasługują więzi rodzinnne i przyjacielskie. Są dla Natalii wsparciem, nie pozwalają jej mierzyć się z chorobą w samotności. Widzimy, że choruje nie tylko jedna osoba, ale problem dotyczy też otoczenia. Oni również mierzą się ze strachem i bezsilnością.

Osobiście trudno było mi przepracować fakt, że ktoś musi stracić życie, bym ja mogła dostać swoją szansę. To mocno obciążające doświadczenie, z którym musiała poradzić sobie także Natalia. A to że mam za sobą przeszczep, to myślę że dużo łatwiej było mi ją zrozumieć. Ten wątek najbardziej mnie interesował i wypadł naprawdę dobrze.

"Ocal moje serce" to ciepły, wzruszający romans młodzieżowy o miłości, która pojawia się w najmniej spodziewanym momencie, kruchości życia, niepewności, strachu i odwadze oraz niegasnącej nadziei. To historia przypominająca o tym, byśmy nie odkładali niczego na później, bo nigdy nie możemy mieć pewności ile jeszcze tego "później" nam zostało. To książka z tych, po których jeszcze długo się myśli.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Martwe dziewczyny nie kłamią
Autor: BRUNETTE BOOKS
Macie ochotę spędzić wieczór trzymający w napięciu?

Są takie książki, które przyciągają magnetycznym, mrocznym klimatem od pierwszej strony. Najnowszy thriller Sonii Rosa to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Miałam ogromne szczęście przeczytać go przedpremierowo i uwierzcie mi – ta historia nie pozwala zasnąć, dopóki nie pozna się prawdy! Jeśli szukacie czegoś, co oplecie Was gęstą atmosferą, trafiliście idealnie! ✨

„Martwe dziewczyny nie kłamią” to mroczny thriller psychologiczny w klimacie domestic noir, w którym największe niebezpieczeństwo wkracza bezpośrednio do domowego azylu.
Poznajemy Monikę – młodą, skrajnie zmęczoną obowiązkami matkę, oraz jej męża Ignacego, narcyza i wykładowcę akademickiego, który notorycznie ucieka od odpowiedzialności i wdaje się w romansy. Podczas letniego festynu Monika poznaje 17-letnią Laurę – zbuntowaną dziewczynę o zjawiskowej urodzie, z charakterystycznym tatuażem ćmy na dekolcie. Pod wpływem chwili zmęczona matka postanawia zatrudnić nastolatkę do pomocy w domu. Laura pod maską sympatycznej dziewczyny skrywa naturę genialnej, bezwzględnej manipulatorki. Krok po kroku owija sobie domowników wokół palca, zaczyna uwodzić męża Moniki i wprowadza w ich życie destrukcyjne kłamstwa. Gdy Monika w końcu zaczyna dostrzegać sieć intryg, dochodzi do brutalnego punktu zwrotnego – Laura ginie w tajemniczych okolicznościach, a na jaw zaczynają wychodzić głęboko skrywane, toksyczne sekrety.
To przerażające studium czystego zła, manipulacji (w tym zjawisk takich jak gaslighting) oraz bolesnych konsekwencji wpuszczenia obcej osoby do własnego życia.

Fabuła to majstersztyk budowania napięcia. Autorka zabiera nas w podróż pełną sekretów, kłamstw i niedomówień, gdzie granica między prawdą, a iluzją niemal całkowicie się zaciera. Każdy rozdział podrzuca nowe tropy, a kiedy wydaje się, że już wszystko wiecie... Sonia Rosa bezlitośnie burzy Wasze teorie🧩

Bohaterowie są genialnie wykreowani – skomplikowani, wielowymiarowi i do bólu autentyczni. Ich ból, strach i desperację czuje się całą sobą. Ta historia wywołuje całą paletę skrajnych emocji: od czystej frustracji, przez współczucie, aż po gęstniejący z każdym rozdziałem strach.

Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a zarazem dosadny. Książkę dosłownie się pochłania! Tempo akcji nie zwalnia ani na moment – dynamiczne zwroty akcji przeplatają się z psychologiczną głębią, tworząc mieszankę, od której nie sposób się oderwać choćby na minutę 🔥

Komu polecam?
Każdemu fanowi mocnych thrillerów psychologicznych oraz historii, które trzymają w napięciu do ostatniego zdania. Jeśli lubicie mroczne sekrety i skomplikowane relacje międzyludzkie, koniecznie zapiszcie ten tytuł i wypatrujcie jutrzejszej premiery!

Moja ocena: 9/10 🌟

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Operacja Zombie
Autor: przyrodaz
Tiril i Oliwier, to dwójka przyjaciół, którzy uwielbiają rozwiązywać tajemnicze zagadki. Nawet mają swoją nazwę Biuro Detektywistyczne numer 2. Tym razem przyszło im się zmierzyć z prawdziwym wyzwaniem, gdyż doszły ich słuchy, że po cmentarzu chodzą prawdziwe Zombie. Pomimo młodego wieku nie zawahali się ani na monet, by odkryć sekret nagłych straszeń w miejscu, gdzie obecny powinien być wieczny spokój.
Tiril jest niezwykle spostrzegawcza, a Oliwier bardzo inteligentny, dlatego bardzo szybko przyszło im zauważenie, że niektóre groby prawdopodobnie są otwarte. Zwrócili uwagę na nazwisko tych osób, po czym odbyli tajemniczą rozmowę z kościelnym i pastorem. W międzyczasie podejrzeli sekretną parę, która przesiadywała na ławeczce i patrzyła w dziwny zamyślony sposób. Był też czas na opowieści dotyczące samego cmentarza oraz rodziny, której nazwisko było znane. Podobno ostatni z potomków był niesamowicie bogaty i postanowił wszystko zabrać ze sobą. Po jego śmierci dom został sprzedany, a wszelkie kosztowności z niego zniknęły. Po tych słowach myślenie młodych postaci zostało bardzo pobudzone, aż wniosek nasunął im się sam. Postanowili to wszystko sprawdzić i dowiedzieć się kim jest osoba, która wygląda jak Zombie. Nie spodziewali się, że wydarzenia przyspieszą aż tak bardzo...
Muszę tutaj dodać, że koniec to nie koniec, no może tak w połowie. Jak już rozbudzona została fantazja czytelnika, to treść się zakończyła i teraz nie wiadomo, czy czekać na kolejne przygody, czy zwyczajnie detektywi mieli zadanie do rozwiązania i w momencie, kiedy już sprawa się wyjaśniła, dalszej sugestii już nie było. Nie mniej jednak sam temat był bardzo wciągający, utrzymany w klimacie strachu i możliwości nagłego zagrożenia. Treści jest sporo, dialogów też dużo, ale chyba najbardziej te obrazki zdobiące prawie każdą stronę, stały się takimi najmilszymi wspomnieniami. To dzięki nim można polubić Tiril oraz Oliwiera. Jest też odczuwalna taka tęsknota w momencie końca książki i nadzieja na pojawienie się kolejnego tomu. Myślę, że dla wielbicieli zagadek to fantastyczna seria, która każdemu przypadnie do gustu:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Syn zakonnicy
Autor: book matula
Pani Joanna powinna dołączać do swoich książek instrukcję składania człowieka po lekturze, bo napisać „genialna” to jedno, ale później jakoś trzeba jeszcze wyjaśnić, co ta kobieta potrafi zrobić z czytelnikiem, a ja kolejny raz mam ochotę rozłożyć ręce i powiedzieć: Pani Joanno, no przecież ja miałam tylko poczytać! ❤️, Kiedy zobaczyłam, że wydawnictwo Skarpa Warszawska wznawia „Syna zakonnicy”, wiedziałam, że muszę wrócić do tej historii. Jakiekolwiek negocjacje z własną biblioteczką były zbędne. Są autorzy, po których książki sięgam z ciekawością, a po powieści Joanny Jax sięgam z zaufaniem. Zresztą nie raz wspominałam, że mam takich autorów oraz tytuły, do których wracam, i to nie dwa, ale więcej razy. Każda przeczytana przeze mnie historia spod jej pióra utwierdza mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z literackim majstersztykiem. Wznowienie było więc doskonałym pretekstem, żeby ponownie wejść w opowieść o miłości, przemilczeniach i człowieku, któremu odebrano coś fundamentalnego: możliwość poznania prawdy o sobie.
U podstaw fabuły leży uczucie łączące podczas wojny zakonnicę i niemieckiego oficera. Z tego związku rodzi się dziecko, oddane pod opiekę innych ludzi. Po latach syn próbuje odkryć swoje pochodzenie, ale zamiast odpowiedzi napotyka milczenie. Ogromne znaczenie mają zapiski jego matki, które po jej śmierci znikają w tajemniczych okolicznościach. Pojawiają się pytania o interesy, majątek i powody, dla których komuś tak bardzo zależy na ukryciu przeszłości. Człowiek szuka własnych korzeni, a inni najwyraźniej uznali, że mogą zdecydować, ile wolno mu wiedzieć. Już samo to potrafi zagotować krew. Poznajemy matkę Judytę, kobietę szanowaną za działalność na rzecz osieroconych dzieci, a także młodą siostrę Miriam, której zostaje powierzona ważna, poufna prośba. Obok nich pojawia się Ernesta, przywiązana do władzy, posłuszeństwa i narzucania innym własnych zasad. Już ten układ postaci sprawia, że za klasztornymi murami robi się duszno. Miriam mierzy się z konfliktem między podporządkowaniem przełożonym a wiernością danemu słowu. Judyta budzi pytania o to, ile możemy wiedzieć o człowieku, którego znamy przede wszystkim z jego zasług. Ernesta natomiast przypomina, jak niebezpieczna bywa pewność, że zajmowane stanowisko daje prawo do kierowania cudzym sumieniem. To tylko kropla tego, co was naprawdę czeka. Każdy rozdział przyprawia o zadyszkę, a przecież nie poruszyliście się ani o centymetr. Jestem przekonana, że wzbudzi w was mnóstwo emocji.
Za pierwszym razem tak i teraz najmocniej poruszył mnie los syna, bo łatwo skupić się na zakazanej miłości, wojnie i tajemnicy, a przecież w środku tego wszystkiego jest ktoś, kto ponosi konsekwencje cudzych decyzji. Nie wybierał okoliczności swoich narodzin, nie miał wpływu na to, co zrobili dorośli. Mimo to właśnie on musi walczyć o odpowiedzi na pytania, które dla wielu z nas są czymś zupełnie zwyczajnym. Kim byli moi rodzice? Dlaczego mnie oddali? Czy byłem kochany? Przy takiej historii słowo „tożsamość” przestaje brzmieć jak pojęcie z podręcznika. Zaczyna oznaczać bardzo konkretny ból. Uwielbiam u Pani Joanny Jax to, że jej bohaterów trudno zamknąć w jednej ocenie. Można próbować zrozumieć czyjś strach, a jednocześnie nie godzić się na wyrządzoną krzywdę. Można współczuć i mieć żal. Dostrzegać dobro, ale nie udawać, że ono automatycznie kasuje wszystkie wcześniejsze błędy. Podczas czytania miałam ochotę zadawać tym ludziom niewygodne pytania. Czasami bardzo niewygodne. Autorka potrafi doprowadzić mnie do momentu, w którym już szykuję stanowczy osąd, po czym każe mi jeszcze raz przyjrzeć się sytuacji. No i proszę, człowiek przyszedł po powieść, a wychodzi z koniecznością przeprowadzenia poważnej rozmowy z własnymi przekonaniami. Ta historia zostawia też sporo do przemyślenia o naszym dzisiejszym życiu, bo ile razy w rodzinach przemilcza się pewne sprawy, bo „tak będzie lepiej”? Tylko lepiej dla kogo? Dla osoby, której dotyczy prawda, czy dla tych, którzy nie chcą ponieść konsekwencji jej ujawnienia? „Syn zakonnicy” skłania mnie do zastanowienia nad granicą między chronieniem drugiego człowieka a odbieraniem mu prawa do decydowania o sobie. Nigdy nie byłam i nie jestem zwolennikiem takiego postępowania w sensie przemilczenia pewnych faktów, przemilczenia prawdy itp. Potem dana osoba umiera, a spekulacji nie ma końca. Książka daje do myślenia przede wszystkim większą ostrożność w ocenianiu ludzi i jeszcze większą nieufność wobec zapewnień, że ktoś doskonale wie, co jest najlepsze dla wszystkich.
Dodatkowej siły nadaje książce informacja zamieszczona przez autorkę we wstępie. To fikcja literacka, ale inspiracją była prawdziwa historia człowieka walczącego o odzyskanie tożsamości. Autorka zaznacza, że zmieniła dane i miejsca, a opisane zgromadzenie oraz klasztor są wymyślone. Świadomość tej inspiracji sprawia jednak, że pytania stawiane w powieści wybrzmiewają jeszcze boleśniej. Gdzieś za literacką opowieścią znajduje się przecież bardzo ludzka potrzeba: wiedzieć, skąd się przyszło. Mam przy tym jedno małe czytelniczo-słuchowe westchnienie. Liczyłam, że w audiobooku ponownie usłyszę Elżbietę Kijowską, tymczasem wydanie Skarpy Warszawskiej czyta Magda Karel. Przyznam, że trochę mnie to zasmuciło, ponieważ głos pani Elżbiety wyjątkowo mocno kojarzy mi się z twórczością autorki. Jej interpretacje, według mnie robią ogromną robotę. Idealnie odnajduję w nich klimat tych opowieści, ich ciężar i wrażliwość. Moje uszy najwyraźniej zdążyły już podpisać z panią Elżbietą umowę na wyłączność, oczywiście bez konsultacji z wydawcą. 😉 To moje osobiste przywiązanie do konkretnego głosu, a nie zarzut wobec Magdy Karel, wręcz przeciwnie. Dla tych, którzy pierwszy raz sięgają po ten tytuł, nie będzie miało znaczenia, kto poprzednio czytał, ale dla tych, którzy, tak jak ja, mocno przywiązali się do danego lektora, będzie ciut przykro, ale mogę się mylić i jestem tego świadoma. 😉😉😉 Po prostu nastawiłam się na znajome brzmienie i poczułam jego brak.
Samą książką byłam i jestem zachwycona. Jej siła tkwi dla mnie w tym, jak blisko pozwala podejść do ludzkiego zagubienia, tęsknoty i potrzeby bycia uznanym. Polecam ją osobom, które lubią rodzinne tajemnice, trudne wybory i historie, przy których naprawdę jest o czym myśleć. Także tym, którzy zastanawiają się, czy powieść z wojenną przeszłością może powiedzieć im coś o współczesności. Może. Chociażby o tym, że milczenie jednej osoby potrafi zaważyć na całym życiu drugiej. Cieszę się, że wróciłam do „Syna zakonnicy”. Znać historię, a ponownie poczuć jej ciężar, to jednak dwa różne doświadczenia. Joanna Jax znów przypomniała mi, za co tak bardzo kocham jej pisanie. A jeśli jeszcze jej nie czytaliście, naprawdę zazdroszczę wam tego pierwszego spotkania. Ja swoje mam już za sobą i, jak widać, od dawna jestem po uszy w tej literackiej znajomości i jestem przekonana, że tak będzie już zawsze. ❤️📚.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Szalona Mabel
Autor: Gosia
„Szalona Mabel” Sally Hepworth to powieść, która już samym pomysłem potrafi rozbudzić ciekawość. Mamy tu tajemniczą bohaterkę, mroczną przeszłość, niepokojące wydarzenia i sekrety, które przez lata pozostawały ukryte. A wszystko to podane w sposób, który łączy napięcie, czarny humor i zaskakujące zwroty akcji.

Główną bohaterką jest Elsie Mabel Fitzpatrick, od sześćdziesięciu lat mieszkająca przy spokojnej Kenny Lane. Sąsiedzi znają ją jako zrzędliwą kobietę, która lubi wtrącać się w cudze sprawy i nie należy do osób, z którymi łatwo nawiązać przyjazną relację. Jednak za tym niezbyt sympatycznym wizerunkiem kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego. Elsie ma przeszłość, o której niewielu wie, a losy ludzi pojawiających się w jej życiu układają się w niepokojący wzór.

Sytuacja zaczyna się zmieniać, gdy w sąsiedztwie pojawia się dociekliwa dziewczynka. Jej ciekawość sprawia, że starannie skrywane tajemnice powoli wychodzą na jaw. Kim naprawdę była Mabel? Co wydarzyło się przed laty i dlaczego przeszłość wciąż rzuca cień na teraźniejszość? To właśnie te pytania napędzają fabułę i zachęcają do odkrywania kolejnych elementów tej intrygującej historii.

Największą siłą tej historii jest dla mnie sama Elsie. To bohaterka, której nie da się łatwo zaszufladkować. Z jednej strony może irytować swoim zachowaniem, z drugiej – budzi ciekawość i sprawia, że chce się dowiedzieć, co tak naprawdę ją ukształtowało. Sally Hepworth umiejętnie bawi się naszymi wyobrażeniami i pokazuje, że pierwsze wrażenie nie zawsze mówi prawdę o człowieku. W tej opowieści nic nie musi być tak oczywiste, jak początkowo się wydaje.

Autorka sięga po elementy thrillera psychologicznego, powieści obyczajowej i kryminału, dodając do nich sporą dawkę czarnego humoru. Dzięki temu historia nie jest jedynie mroczną opowieścią o sekretach i tragicznych wydarzeniach. Pojawiają się w niej również ironia i sytuacje, które potrafią wywołać uśmiech, nawet gdy w tle czai się coś niepokojącego. To połączenie szczególnie mi się podoba, ponieważ pozwala spojrzeć na trudniejsze tematy z nieco innej perspektywy.

Na uwagę zasługuje również miejsce akcji. Spokojna Kenny Lane, gdzie wszyscy pozornie prowadzą zwyczajne życie, staje się przestrzenią skrywającą znacznie więcej, niż można przypuszczać. Kontrast między codziennością sąsiedzkiego otoczenia a mrocznymi tajemnicami Elsie buduje atmosferę niepewności. Historia łączy teraźniejsze wydarzenia z przeszłością bohaterki, a stopniowe odkrywanie dawnych sekretów pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego jej życie potoczyło się właśnie w taki sposób.

Podczas lektury towarzyszy czytelnikowi ciekawość, niepokój i potrzeba poznania prawdy. Autorka zachęca do snucia własnych przypuszczeń, a jednocześnie podsuwa pytania o to, jak dobrze naprawdę znamy ludzi, których mijamy każdego dnia. Czy za trudnym charakterem zawsze kryje się coś więcej? Czy można uciec od własnej przeszłości? I czy prawda, która wychodzi na jaw po latach, przynosi ulgę, czy raczej burzy wszystko, co udało się zbudować?

„Szalona Mabel” powinna przypaść do gustu osobom, które lubią nieoczywistych bohaterów, rodzinne sekrety, psychologiczne zagadki i historie z nieprzewidywalnym przebiegiem. To również dobra propozycja dla czytelników, którzy cenią połączenie napięcia z humorem i nie mają ochoty na kolejny całkowicie ponury thriller. Warto jednak pamiętać, że jej siła tkwi nie tylko w zagadce, ale również w samej bohaterce i tajemnicach, które stopniowo zmieniają sposób, w jaki na nią patrzymy.

Sally Hepworth stworzyła historię, która intryguje już od pierwszych informacji o głównej bohaterce. „Szalona Mabel” to obietnica tajemnic, nieoczywistych postaci i zaskakujących odkryć, a także przypomnienie, że za zamkniętymi drzwiami zwyczajnych domów mogą kryć się niezwykłe historie. Jeśli lubicie książki, które trzymają w niepewności, pozwalają snuć domysły i potrafią zaskoczyć, zdecydowanie warto zwrócić na nią uwagę!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Agent z Dubaju
Autor: Gosia
„Agent z Dubaju” Roberta Michniewicza to propozycja, która zabiera czytelnika w sam środek bezwzględnego świata wywiadów, tajnych operacji i politycznych rozgrywek. Tutaj nic nie jest oczywiste, a zaufanie może okazać się największym błędem.

Głównym bohaterem powieści jest Aleks Niwiński, oficer polskiej Agencji Wywiadu, który otrzymuje zadanie nawiązania kontaktu z irańskim szpiegiem w Dubaju. Z pozoru konkretna misja szybko komplikuje się, a sytuacja staje się jeszcze bardziej niebezpieczna, gdy w życiu Aleksa pojawia się agentka francuskiego wywiadu. W tym samym czasie w Rijadzie, Houston i Warszawie dochodzi do tajemniczych zamachów. Ich ofiary łączą wydarzenia z niedawnej przeszłości, a kolejne tropy prowadzą do podejrzeń o zemstę rosyjskich lub irańskich służb albo odwet ze strony szyickiej komórki terrorystycznej.

Aleks zostaje wciągnięty w skomplikowaną grę, w której trudno odróżnić sprzymierzeńców od przeciwników. Każda informacja może mieć ogromne znaczenie, a jeden fałszywy krok może kosztować życie. To właśnie ta niepewność sprawia, że fabuła nabiera tempa i nie pozwala zapomnieć, jak niebezpieczny jest świat, w którym prawda bywa równie cenna, co śmiertelnie groźna.

Największym atutem tej historii jest dla mnie jej międzynarodowy charakter. Dubaj, Rijad, Houston i Warszawa nie są jedynie nazwami na mapie – to różne punkty rozgrywki, która stopniowo nabiera coraz większego znaczenia. Zmieniające się miejsca akcji nadają powieści rozmachu i pokazują, że konsekwencje działań służb wywiadowczych mogą sięgać daleko poza granice jednego państwa. Autor buduje atmosferę zagrożenia, w której pozornie odległe wydarzenia zaczynają się ze sobą łączyć.

Aleks Niwiński to bohater funkcjonujący w świecie, w którym nie ma miejsca na naiwność. Musi zachować czujność, analizować informacje i podejmować decyzje pod ogromną presją. Jednocześnie nie jest to wyłącznie opowieść o zawodowych obowiązkach agenta. Pojawiający się w jego życiu wątek romantyczny wprowadza dodatkowe komplikacje i pokazuje, że nawet w świecie tajnych operacji emocje mogą wpłynąć na ocenę sytuacji. Relacje między bohaterami stają się kolejnym elementem układanki, w której trudno mieć pewność, jakie intencje kierują poszczególnymi osobami.

Robert Michniewicz sięga po konwencję thrillera szpiegowskiego, łącząc ją z sensacją i wątkiem politycznym. Jego historia opiera się na tajemnicach, podejrzeniach oraz stopniowym odkrywaniu powiązań między wydarzeniami. Zamiast skupiać się wyłącznie na jednym zagrożeniu, autor kreśli szerszy obraz międzynarodowej rozgrywki, w której interesy różnych służb mogą się przenikać i wzajemnie wykluczać. To propozycja dla osób, które lubią fabuły wymagające uwagi i śledzenia kolejnych tropów.

Podczas lektury można odczuwać napięcie, niepewność i ciekawość, jak potoczą się losy Aleksa. Szczególnie intrygująca jest perspektywa, w której niemal każdy może okazać się kimś innym, niż początkowo zakładamy. W takich historiach trudno bezgranicznie zaufać nawet tym postaciom, które wydają się znajdować po właściwej stronie. I właśnie ta nieustanna gra pozorów stanowi jeden z najciekawszych elementów powieści.

Warto również zwrócić uwagę na połączenie akcji z bardziej osobistymi wątkami. Międzynarodowe intrygi i zamachy nadają historii dynamikę, natomiast relacje bohaterów wprowadzają dodatkowy wymiar emocjonalny. Dzięki temu nie jest to wyłącznie opowieść o służbach specjalnych, ale również o ludziach, którzy muszą działać w warunkach ciągłego zagrożenia i nie mogą pozwolić sobie na swobodę, jaką daje zwyczajne życie.

„Agent z Dubaju” poleciłabym przede wszystkim miłośnikom thrillerów szpiegowskich, powieści sensacyjnych i historii osadzonych w realiach międzynarodowych konfliktów. Spodoba się czytelnikom, którzy cenią tajne misje, polityczne intrygi, niebezpieczne operacje oraz bohaterów zmuszonych do podejmowania trudnych decyzji. Jeśli jednak ktoś szuka przede wszystkim spokojnej historii obyczajowej albo rozbudowanego romansu, może uznać, że dominujący wątek szpiegowski nie jest tym, czego oczekuje.

„Agent z Dubaju” zapowiada emocjonującą podróż do świata, w którym każda informacja ma znaczenie, a zaufanie może okazać się luksusem, na który nikogo nie stać. Robert Michniewicz łączy międzynarodową intrygę z osobistymi dylematami bohatera, tworząc propozycję dla fanów mocnych, sensacyjnych historii. Jeśli lubicie książki, w których kolejne tropy prowadzą do niebezpiecznej prawdy, a sytuacja potrafi zmienić się w najmniej oczekiwanym momencie, warto sięgnąć po ten tytuł.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Złapani dla Boga
Autor: Emilia
Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki od razu wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Z osobami należącymi do organizacji świadków Jehowy miałam częściej ochotę spotykać się w dzieciństwie, niż teraz. Nie wiem czy akurat tak trafiałam, bo przecież prężnie działają cały czas, a ja od czasu do czasu wyrzucam pozostawione przez nich ulotki w skrzynce pocztowej. Kiedy byłam małą dziewczynką, pukali do naszego mieszkania w bloku regularnie i z tym zawsze mi się najbardziej kojarzyli. W bloku naprzeciwko mieszkały też dwie rodziny należące do tej organizacji. I zawsze mnie zastanawiało, że oni są tacy „inni”, a dzieci chociaż w naszym wieku, to nie bawią się z nami na placu zabaw. Teraz będąc świeżo po lekturze tej książki, wracam myślami do dzieciństwa autorki, która była członkiem organizacji od czterdziestu lat. Niestety przystąpienie do świadków Jehowy, nie było jej wyborem, gdyż urodziła się w rodzinie należącej do organizacji. I wybór odbył się niejako z automatu. Milena Kończak napisała nam o tym jak wdraża i szkoli się dzieci w to społeczeństwo i tak sobie myślę, że ona chyba też była dziewczynką, która nie bawiła się na placu zabaw z dziećmi spoza społeczności. Tylko z tego co mogę wywnioskować, na podstawie przeczytanej lektury, nie miała wówczas poczucia krzywdy z tego powodu, gdyż dzieci miały zorganizowany swój czas i swoją przestrzeń w organizacji.
Książka spełniła moje oczekiwania i rozwiała ciekawość na wielu płaszczyznach. Autorka dzieli się z nami zasadami panującymi w organizacji, opowiada o panującej hierarchii i zależnościach.
Zanim została wydana książka, to narodziła się w głowie autorki i zbierała się do niej jakiś czas. Ta książka powstała z punktu widzenia autorki w ważnym celu. Między innymi dla osób, które podobnie jak ona nie są już w organizacji, a szukają wsparcia i informacji, zaczynając „inne” życie. Jednak najbardziej uważam skupiła się na osobach, które rozważają lub kiedykolwiek rozważały wstąpienie do organizacji.
Milena Kończak dzieli się z nami wieloma osobistymi przeżyciami z życia. Począwszy od dzieciństwa, po trudny czas kiedy to przez prawie dekadę była „pionierką”, aż po czas, kiedy wspomina jeden z najtrudniejszych dni w swoim życiu. Wraz z mężem zostali zaproszeni na duchowe spotkanie, które okazało się wielogodzinnym sądem. Mimo, że myśl o odejściu od wspólnoty kłębiła się w jej głowie już od dawna, to sposób, w jaki wraz z mężem zostali wydaleni, był dla nich wstrząsający.
Zasady panujące w organizacji oraz sytuacje na które dorośli, wydawałoby się świadomi ludzie się godzą, są dla mnie trzeźwo patrzącego na świat obserwatora, momentami nie do pojęcia. Ale sama autorka tłumaczy czytelnikom, dlaczego przez lata godziła się na wiele sytuacji, chociaż dziś, kiedy nabrała dystansu są dla niej absurdalne. Otóż zarówno na nowych potencjalnych członkach organizacji, jak i tych, którzy od dawna są w jej strukturach, stosuje się wiele technik psychologicznych. Najlepszym sposobem na wierność członków jest otoczeniem ich odpowiednią opieką i uwagą, stosując tak zwaną metodę wzajemności. Bardzo ważne jest stworzenie takiej atmosfery, by zrzeszeni w swoim życiu mieli jeden nadrzędny cel i priorytet: organizacja. Stosując odpowiednie techniki pokazuje się im że to właśnie tu powinni pożytkować swój czas i siły. Organizacja ma być ważniejsza od pracy czy własnego ogrodu. A matka, która jak najwcześniej wprowadza swoje dziecko w życie organizacji uchodzi za bohaterkę.
Książka autorki być może dla niektórych będzie kontrowersyjna. Nauczanie w przynależności jest takie, że jeżeli ktoś chciałby odejść, to może odejść, ale w milczeniu i nie powinien opowiadać o panujących wewnątrz zasadach. Pani Milena się temu przeciwstawiła, mając swój cel. Jednocześnie wyjaśniła nam jak długo rodziły się w niej wątpliwości, co do słuszności tkwienia, a narzuconej od dzieciństwa wierze. Podzieliła się z nami osobistymi przeżyciami, refleksjami i wyjaśniła dokładnie, dlaczego tak trudno jest odejść oraz jaki wielki towarzyszy temu strach o własne dalsze życie. Jednocześnie licząc się z tym, że stracimy wówczas to co dobrze nam znane, zwykle wraz z przyjaciółmi i rodziną narażając się na ostarcyzm.
Książkę można powiedzieć przeczytałam jednym tchem. Nie jest to gruba pozycja, liczy mniej niż dwieście stron.
Autorka dość dobrze przygotowała się merytorycznie do procesu pisarskiego. Całość podzielona jest na trzy części, począwszy od wykluczenia, służby w organizacji i wątpliwości. Mimo, że to debiut autorki, to muszę przyznać, że styl jest poprawny i całość napisana jest w sposób potrafiący skupić i zainteresować czytelnika. I chociaż nie jest to typowa powieść, a bardziej literatura faktu, z tematyką społeczno-religijną to czytało mi się ciekawie.
Być może dlatego że na co dzień czytam wiele powieści to mam pewien niedosyt. I mimo że autorka dzieli się z nami wieloma prywatnymi przeżyciami, to w głowie rodzi mi się jeszcze sporo pytań. Zaciekawiła mnie nie tylko samym działaniem organizacji świadków Jehowy, ale dając nam „kąski” ze swojego życia zaciekawiła nim jeszcze bardziej. I tak sobie myślę, że skoro Milena Kończak tak dobrze zadebiutowała w książkowym świecie, to na tym nie poprzestanie. Po części reportażowej liczę na grubszą powieść z bohaterami, którzy powstaną na podstawie własnych doświadczeń, a ja na pewno po taką powieść sięgnę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Angelo Rossi. Rodzina Andersów
Autor: Gosia
„Angelo Rossi. Rodzina Andersów” – Konrad Modrzejewski
Są takie historie, w których zaginięcie jednej osoby staje się początkiem odkrywania tajemnic, o których lepiej byłoby nie wiedzieć. Właśnie z takim mrocznym światem spotykamy się w powieści „Angelo Rossi. Rodzina Andersów” Konrada Modrzejewskiego.

Wszystko zaczyna się w Rykoszycach, gdzie znika Sara Anders, córka lokalnego milionera. Jej poszukiwania podejmuje czworo młodych, niedoświadczonych policjantów, którzy początkowo zakładają, że dziewczyna po prostu nie wróciła na noc do domu. Z każdym kolejnym tropem sprawa staje się jednak coraz bardziej niepokojąca. Na jaw wychodzą rodzinne sekrety, a pozornie uporządkowany świat bogatych Andersów okazuje się pełen mroku i niewyjaśnionych zdarzeń.

To, co miało być zwyczajnym policyjnym śledztwem, stopniowo przeradza się w coś znacznie bardziej przerażającego. Bohaterowie trafiają na ślady, których nie da się łatwo wyjaśnić racjonalnie, a granica między tym, co znane, a tym, co niepokojąco obce, zaczyna się zacierać.

Największą siłą tej historii jest dla mnie jej mroczny, gęsty klimat. Rykoszyce nie są jedynie tłem wydarzeń, ale miejscem, w którym niemal na każdym kroku można wyczuć niepokój. Czarny las, nocne kluby i gotycka rezydencja Andersów tworzą przestrzeń pełną kontrastów, a jednocześnie doskonale wpisują się w charakter opowieści. Szczególnie intrygująca wydaje się sama posiadłość, skrywająca znacznie więcej niż rodzinne tajemnice. To właśnie takie miejsca sprawiają, że podczas czytania zaczynamy podejrzewać, iż nie wszystko da się wyjaśnić za pomocą logiki i policyjnych procedur.

Na uwagę zasługują również bohaterowie, przede wszystkim młodzi policjanci, którzy zostają postawieni przed zadaniem znacznie trudniejszym, niż mogli przypuszczać. Brak doświadczenia nie ułatwia im pracy, a kolejne odkrycia zmuszają ich do konfrontacji z rzeczywistością, na którą nie są przygotowani. Szczególnie interesująco zapowiada się Angelo Rossi, którego udział w śledztwie prowadzi do zetknięcia z czymś wykraczającym poza zwyczajny wymiar policyjnej pracy. Rodzina Andersów z kolei budzi ciekawość właśnie przez to, co pozostaje w niej niewypowiedziane. Tajemnice, niedopowiedzenia i pozory tworzą wokół jej członków atmosferę nieufności, przez którą trudno z góry ocenić, komu można wierzyć.

Pod względem gatunkowym książka wymyka się prostym klasyfikacjom. To połączenie kryminału i thrillera z wyraźnymi elementami grozy, a być może również horroru o nadnaturalnym charakterze. Autor wykorzystuje motyw zaginięcia i policyjnego dochodzenia jako punkt wyjścia do opowieści, w której niebezpieczeństwo nie musi mieć wyłącznie ludzkiej twarzy. Dzięki temu historia może zainteresować zarówno miłośników zagadek kryminalnych, jak i czytelników szukających czegoś mroczniejszego, niepokojącego i trudnego do jednoznacznego wyjaśnienia.

Ważną rolę odgrywa tutaj sposób budowania napięcia. Kolejne tropy nie przynoszą wyłącznie odpowiedzi, lecz otwierają następne pytania. Zamiast poczucia bezpieczeństwa pojawia się coraz większa niepewność, a zwykłe śledztwo stopniowo nabiera znacznie bardziej złowrogiego wymiaru. Styl Konrada Modrzejewskiego, przynajmniej w konstrukcji przedstawionej historii, opiera się na tajemnicy, sugestywnych obrazach i stopniowym odsłanianiu tego, co ukryte. To podejście powinno przypaść do gustu osobom, które lubią, gdy fabuła nie podaje wszystkiego na tacy, a atmosfera niepokoju towarzyszy im również pomiędzy kolejnymi odkryciami.

Podczas lektury szczególnie ważne wydają się emocje związane z niepewnością, lękiem i narastającym poczuciem zagrożenia. Zniknięcie Sary to dopiero początek, a świadomość, że za pozornie zwyczajnymi wydarzeniami może kryć się coś znacznie gorszego, nadaje całej historii niepokojący charakter. Mnie najbardziej przyciąga w takich opowieściach właśnie możliwość stopniowego odkrywania prawdy i towarzyszące temu pytanie: czy na pewno chcemy poznać wszystkie odpowiedzi? Czasem bowiem największy strach budzi nie to, co już wiemy, ale to, czego wciąż nie potrafimy zrozumieć.

„Angelo Rossi. Rodzina Andersów” to propozycja przede wszystkim dla dorosłych czytelników lubiących mroczne kryminały, tajemnice rodzinne i historie z pogranicza thrillera oraz grozy. Spodoba się osobom, które cenią duszną atmosferę, niepokojące miejsca i fabuły, w których rzeczywistość stopniowo odsłania swoje najmroczniejsze oblicze. Nie będzie to natomiast oczywisty wybór dla kogoś, kto szuka lekkiego kryminału o klasycznym śledztwie i realistycznym rozwiązaniu zagadki.

To historia, która obiecuje znacznie więcej niż odpowiedź na pytanie o los zaginionej dziewczyny. Pod warstwą policyjnego dochodzenia kryją się rodzinne sekrety, niepokojące tajemnice i zło, którego nie da się tak po prostu zamknąć za kratami. Jeśli lubicie książki, które wciągają w mroczny świat, budują napięcie i każą zastanawiać się, co tak naprawdę czai się w cieniu, warto zwrócić uwagę na powieść Konrada Modrzejewskiego. Rykoszyce mogą okazać się miejscem, z którego trudno będzie wyjść bez kilku pytań pozostających w głowie jeszcze długo po odłożeniu książki.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Gwiazdka pod psem
Autor: Gosia
„Gwiazdka pod psem” Agnieszki Olejnik to ciepła, pełna emocji powieść obyczajowa z romantycznymi wątkami i świąteczną atmosferą. Historie Olgierda, Sary, Stanisława i Małgosi łączy pojawienie się zabiedzonego kundelka Ziyo, który niespodziewanie odmienia ich codzienność. Wspólna próba znalezienia mu domu przed Bożym Narodzeniem staje się początkiem nowych relacji, wzruszeń i nadziei na lepsze jutro.

Autorka z lekkością łączy humor z trudniejszymi tematami, takimi jak samotność, rozczarowania i potrzeba bliskości. To historia, która bawi, wzrusza i przypomina, jak wiele może zmienić nawet najmniejszy gest dobroci. Idealna propozycja dla miłośników świątecznych opowieści i wszystkich, którzy kochają psy.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Martwe dziewczyny nie kłamią
Autor: book matula
Kawusię możecie sobie zrobić. Kocyk też przygotować. Tylko nie miejcie później do mnie pretensji, że zamiast błogiego relaksu dostaniecie ochotę na przeprowadzenie dokładniejszej selekcji znajomych. 😂🖤 Dzisiejsza recenzja dotyczy książki pt. „Martwe dziewczyny nie kłamią” Soni Rosy, wydane przez wydawnictwo Filia. To niepozorna objętościowo książka, która zdecydowanie nie służy do poprawiania sobie humoru. Nieco ponad trzysta stron, a człowiek szybko przestaje patrzeć na jej grubość i zaczyna zastanawiać się, kogo właściwie można bezpiecznie wpuścić do własnego życia. Historia wciąga, ale uprzedzam, to nie jest lektura przy kawusi z kocykiem na nogach w rozumieniu „odpocznę sobie, wyciszę głowę i będzie przyjemnie”. Kawusia może zostać. Z wyciszeniem głowy radzę się pożegnać. To już kolejne spotkanie z autorką i ogromnie ciesze się, że z każdą kolejną książką cenię autorkę bardziej, a co będzie, jak poznam wszystkie jej pozycje? Już zacieram ręce.
Wracając do naszej dzisiejszej bohaterki, w centrum tej historii stoi Monika, młoda matka zmęczona codziennymi obowiązkami. Dom, dziecko, kolejne sprawy do załatwienia i odpowiedzialność, której nie da się odłożyć na półkę z dopiskiem „wrócę, kiedy odpocznę”. Jakże znany mi temat. :D Podczas letniego festynu poznaje siedemnastoletnią Laurę. Dziewczyna przyciąga uwagę urodą, mocnym makijażem i charakterystycznym tatuażem ćmy na dekolcie. Wygląda na zbuntowaną nastolatkę, ale potrafi sprawiać sympatyczne, niewinne wrażenie. Szczególnie wtedy, kiedy czegoś chce. Monika, pod wpływem chwili, dopuszcza ją do swojego świata, nie wiedząc, jak tragiczne skutki będzie miała ta decyzja. Zajęta codziennością, zbyt długo nie dostrzega tego, co dzieje się blisko niej. Kiedy poznaje prawdę, pewnych granic nie można już przywrócić. Nie będę kłamać, że teraz będę miała obawy co do osób z takim tatuażem. :p hihi.
Już sam ten punkt wyjścia jest nieprzyjemnie bliski zwykłemu życiu. Przecież nowe znajomości nie zaczynają się od wręczenia dokumentacji z wyszczególnionymi intencjami. Szkoda, swoją drogą. Człowiek przejrzałby załączniki, postawił odpowiedni krzyżyk i oszczędził sobie kilku katastrof. Tutaj niebezpieczeństwo ma twarz osoby, którą można spotkać podczas letniej imprezy. Rozmawia z nami, robi określone wrażenie, stopniowo przestaje być obca. No bo sami powiedzcie, w takim układzie przeraża chyba nie tylko mnie, to jak niewiele potrzeba, żeby ktoś uzyskał dostęp do naszej codzienności. Nie tylko do mieszkania, lecz także do słabości, zmęczenia i miejsc, w których najłatwiej nas zranić. brr… To takie dzisiejsze prawda?
Laura budzi niepokój właśnie przez rozdźwięk między tym, jak potrafi się zaprezentować, a tym, co naprawdę nią kieruje. Jej młody wiek może skłaniać do pobłażliwości, do szukania usprawiedliwień, do uznania pewnych zachowań za zwykły bunt. Tymczasem opis książki od początku uprzedza, że mamy do czynienia z kimś, kto świadomie przybiera potrzebną mu rolę. Dla mnie to bardzo niepokojący pomysł na bohaterkę. Uśmiech nie daje przecież żadnej gwarancji dobrych zamiarów, a sympatyczna rozmowa nie zastępuje poznania człowieka. Pomyślmy, jak często sami oceniamy kogoś po pierwszym wrażeniu? Z kolei przy Monice warto na chwilę powstrzymać odruch wydawania wyroków. Z pozycji czytelnika, który już po opisie wie, że nadciąga katastrofa, łatwo powiedzieć: „Kobieto, przecież to podejrzane!”. Tyle że ona nie przeczytała tylnej okładki własnego życia. Nie dostała ostrzeżenia od wydawnictwa ani podpowiedzi, przy którym spotkaniu powinna zatrzasnąć drzwi. Ma za to obowiązki i zmęczenie. Można zastanawiać się nad jej decyzjami, można się z nimi nie zgadzać, ale jej sytuacja przypomina, jak bardzo przeciążenie wpływa na naszą uważność. Kiedy codziennie trzeba dopilnować wszystkiego, coś w końcu umyka. To nie oznacza, że zasługujemy na krzywdę ze strony osoby, która potrafi to wykorzystać.
W tej historii szczególnie podziałało na mnie zagrożenie związane z domem. Miejscem, w którym my wszyscy chcielibyśmy wreszcie przestać być czujnym. Zdjąć buty, odetchnąć i nie analizować każdej rozmowy, być sobą w miejscu, które ma nas chronić i dawać poczucie bezpieczeństwa. Perspektywa, że właśnie tam pojawia się ktoś zdolny wykorzystać nasze zaufanie, odbiera poczucie wygody skuteczniej niż niejeden mroczny zaułek, bo zaułek możemy ominąć, lecz trudniej przyjąć do wiadomości, że niepokój dotyczy osoby, którą sami dopuściliśmy blisko. Dla mnie to przede wszystkim opowieść, przy której warto zastanowić się nad granicami. Nad tym, czy potrafimy powiedzieć „nie”, gdy coś zaczyna nam przeszkadzać i czy dajemy sobie prawo do zmiany zdania o drugim człowieku. Pierwsze dobre wrażenie nie jest przecież umową podpisaną do końca życia. Nie musimy uparcie bronić czyjegoś zachowania tylko dlatego, że wcześniej obdarzyliśmy tę osobę sympatią. Nie chodzi o podejrzewanie wszystkich wokół, ale o traktowanie własnego dyskomfortu poważnie.
Polecam „Martwe dziewczyny nie kłamią”, które szukają w thrillerach trudnych relacji, manipulacji i niebezpieczeństwa ukrytego za pozorami normalności. Tutaj już sam układ między bohaterkami daje powód, żeby z zainteresowaniem i obawą śledzić dalszy rozwój wydarzeń. Chce się wiedzieć więcej, chociaż trudno oczekiwać, że ta wiedza przyniesie ulgę. Mnie ta historia wciągnęła, a jej objętość okazała się zupełnie niepozorna wobec tego, jak niewygodne pytania potrafi uruchomić. Na widok takiego tatuażu jestem pewna, że autorkę będę miała przed oczami. 😂🖤, Jeżeli więc zamierzacie sięgnąć po tę książkę dla spokojnego odpoczynku, uprzedzam uczciwie, możecie mieć z autorką drobną różnicę interesów. Wy chcecie się zrelaksować, a ona wpuszcza Laurę do domu Moniki. Powodzenia z tą kawusią. 😈📖
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Zjazd rodzinny
Autor: Monika
Rodzina powinna być miejscem bliskości i wsparcia, jednak często kryje niewypowiedziane żale, tajemnice i konflikty. Właśnie o tym opowiada Agnieszka Gładzik w powieści „Zjazd rodzinny”.
Z okazji osiemdziesiątych piątych urodzin cioci Waci organizowane jest rodzinne spotkanie. Gracjana, perfekcyjna gospodyni, chce, aby wszystko przebiegło idealnie. Nie zauważa jednak, że jej nastoletnia córka Julianna zmaga się z dramatem cyberprzemocy. Przyjazd Angeli i Elwiry, nazywanej „czarną owcą”, sprawia, że na jaw zaczynają wychodzić skrywane urazy i rodzinne sekrety.
Autorka pokazuje, jak trudno uwolnić się od narzuconych ról i oczekiwań innych. Bohaterki muszą zmierzyć się z własnymi emocjami oraz zdecydować, czy ważniejsze jest zachowanie pozorów, czy życie w zgodzie ze sobą. Ciekawym urozmaiceniem historii są sceny przygotowywania potraw z różnych stron świata oraz indeks egzotycznych dań.
Powieść Agnieszki Gładzik skłania do refleksji nad tym, czym właściwie jest rodzina i czy prawdziwa bliskość może istnieć bez szczerości.
„Zjazd rodzinny” to pełna emocji opowieść o kobiecości, rodzinnych konfliktach i pragnieniu wolności. Polecam ją miłośnikom powieści obyczajowych, które skłaniają do refleksji i pokazują, że czasem trzeba zburzyć dotychczasowy porządek, aby móc zacząć żyć na własnych zasadach.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Uwięzione serca
Autor: Monika
Czy można stracić z oczu to, co najważniejsze, będąc przekonanym, że wszystko jest w porządku?
Natalia i Adam tworzą z pozoru idealne małżeństwo. Praca i codzienne obowiązki sprawiają jednak, że coraz bardziej oddalają się od siebie i swojej nastoletniej córki Julii. Kiedy Adam wyprowadza się z domu, świat rodziny zaczyna się rozpadać. Wkrótce Julia znika, a rodzice muszą odłożyć na bok wzajemne pretensje i zawalczyć o swoje dziecko.
„Uwięzione serca” to poruszająca opowieść o rodzinnych relacjach, samotności i konsekwencjach braku rozmowy. Pokazuje, jak łatwo przeoczyć sygnały wysyłane przez najbliższych i jak bardzo młodzi ludzie potrzebują naszej uwagi, zrozumienia oraz obecności.
To historia, która skłania do refleksji i przypomina, że czasem za zamkniętymi drzwiami domu, który z zewnątrz wygląda idealnie, kryje się czyjś cichy dramat.
Po tej lekturze zostaje w sercu ważne przesłanie: rozmawiajmy, słuchajmy i bądźmy blisko, zanim będzie za późno.
Polecam osobom, które lubią emocjonalne historie o rodzinie i książki skłaniające do zastanowienia się nad tym, co naprawdę liczy się w życiu.
A Wy, czy uważacie, że rodzice zawsze potrafią dostrzec, kiedy ich dziecko potrzebuje pomocy?
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Uwięzione serca
Autor: Monika
Czy można stracić z oczu to, co najważniejsze, będąc przekonanym, że wszystko jest w porządku? Natalia i Adam tworzą z pozoru idealne małżeństwo. Praca i codzienne obowiązki sprawiają jednak, że coraz bardziej oddalają się od siebie i swojej nastoletniej córki Julii. Kiedy Adam wyprowadza się z domu, świat rodziny zaczyna się rozpadać. Wkrótce Julia znika, a rodzice muszą odłożyć na bok wzajemne pretensje i zawalczyć o swoje dziecko. „Uwięzione serca” to poruszająca opowieść o rodzinnych relacjach, samotności i konsekwencjach braku rozmowy. Pokazuje, jak łatwo przeoczyć sygnały wysyłane przez najbliższych i jak bardzo młodzi ludzie potrzebują naszej uwagi, zrozumienia oraz obecności. To historia, która skłania do refleksji i przypomina, że czasem za zamkniętymi drzwiami domu, który z zewnątrz wygląda idealnie, kryje się czyjś cichy dramat. Po tej lekturze zostaje w sercu ważne przesłanie: rozmawiajmy, słuchajmy i bądźmy blisko, zanim będzie za późno. Polecam osobom, które lubią emocjonalne historie o rodzinie i książki skłaniające do zastanowienia się nad tym, co naprawdę liczy się w życiu. A Wy, czy uważacie, że rodzice zawsze potrafią dostrzec, kiedy ich dziecko potrzebuje pomocy?
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Zasłużył na śmierć
Autor: Marek
książka bardzo ciekawa, wciąga, zaskakuje, do końca nie wiedziałem jak się potoczą losy bohaterów. Zwroty akcji, napięcie - wszystko co powinno być w dobrej książce
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dobranoc
Autor: Kama
Niektóre uczucia przetrwają rozłąkę, upływ czasu i wszystkie przeciwności. Inne na zawsze zmienią to, co kiedyś wydawało się niezniszczalne.”

Czasem najtrudniej jest wyznać prawdę osobom, które znaczą dla nas najwięcej.”

Przyjaźń Basi, Kamila i Michała zaczęła się dosłownie w piaskownicy- każde z nich było zupełnie inne - Kamil od zawsze lubił rysować miał mnóstwo planów i piękny głos.
Michał z kolei najbardziej ukochał sobie sport- marzył nawet o zostaniu sławnym piłkarzem. Basia zdawała się jednoczyć obu chłopaków i świetnie ich rozumiała. Była wrażliwa i zawsze dostrzegła piękno tam, gdzie inni go nie zauważali.
Wydawało się, że tej więzi nie można złamać..
A jednak do głosu doszły uczucia , zaś prawda o nich zmieniła dosłownie wszystko. To co było pewne wywróciło się, rozpadło jak domek z kart i nieodwracalnie zmieniło młodych ludzi, tak bardzo kiedyś ufnych i szczęśliwych.
Jedna decyzja , jedno słowo ..

Basię spotykamy cztery lata od feralnych wydarzdn- dziewczyna wciąż nie pogodziła się z przeszłością , choć robi wszystko by zagłuszyć swoje serce i to co czuje naprawdę.
A jednak los daje młodej kobiecie znak w postaci wiadomości od dawnej znajomej.
Gdy okazuje się, że zarówno Michał jak i Kamil są aktywni na klasowej stronie internetowej panna Sokół czuje, że musi wrócić do Polski i skonfrontować się z tym , co dla niej najtrudniejsze.
Wie,że czas przestać się oszukiwać i uciekać.
Co z tego wyniknie?

Jak ja płakałam czytając tę książkę! Dosłownie zalałam się łzami, pękło mi serce i wstąpiła w nie nadzieja.
Historia napisana przez panią Joannę ma w sobie tak wiele emocji , iż zanim zaczęłam pisać tę recenzję po prostu siedziałam i myślałam, cholera jasna nie mogło się to skończyć w takim momencie , po prostu nie.
Gdybym nie miała świadomości,że jest to debiutancka książka autorki nigdy bym w to nie uwierzyła.

Naprawdę trudno mi pojąć, że to dopiero początek jej literackiej drogi, bo już tutaj znalazłam coś, co sprawiło, że całkowicie przepadłam w tej historii. „Dobranoc” Joanny Korduli to opowieść, która nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Wciąga, porusza najczulsze struny i przypomina, że niektóre historie zostają z nami znacznie dłużej niż do ostatniej strony.
Najbardziej ujęło mnie to, jak autorka pokazała uczucia, które nie znikają tylko dlatego, że mijają kolejne lata. Czasem człowiek może wyjechać, próbować zacząć od nowa, zająć myśli czymś innym i wmówić sobie, że wszystko, co było, należy już do przeszłości. Ale czy naprawdę da się tak po prostu zamknąć rozdział, w którym zostawiło się kawałek własnego serca? Czy można zapomnieć o ludziach, którzy kiedyś byli całym naszym światem? I czy powrót do przeszłości zawsze musi oznaczać rozdrapywanie starych ran, czy może czasem jest jedyną szansą, by wreszcie pozwolić im się zagoić?
Historia Basi, Kamila i Michała skłania do takich właśnie pytań. Ich przyjaźń, wspólne wspomnienia, marzenia i uczucia tworzą niezwykle poruszającą opowieść o tym, jak łatwo można coś stracić i jak trudno później odnaleźć drogę do tego, co kiedyś wydawało się tak oczywiste. Bo przecież najwięcej bólu potrafią sprawić nam nie obcy ludzie, ale ci, którym zaufaliśmy bezgranicznie. Ci, przy których czuliśmy się bezpiecznie, których obecność była czymś naturalnym i których nigdy nie wyobrażaliśmy sobie stracić.
Podczas czytania niejednokrotnie miałam ochotę wejść do tej historii, przytulić bohaterów i powiedzieć im, że jeszcze może być dobrze. Że nie wszystko jest stracone, nawet jeśli przeszłość zostawiła po sobie ślady, których nie da się tak łatwo wymazać. Jednocześnie miałam świadomość, że nie da się cofnąć czasu, a niektóre słowa i decyzje mają konsekwencje, z którymi trzeba żyć. I właśnie to bolało najbardziej.


Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo chciałabym, abyście sami mogli odkryć tę historię i przeżyć ją na własnych zasadach. Mogę jednak powiedzieć, że autorka potrafi grać na emocjach czytelnika. Są momenty, w których serce ściska się z żalu, pojawia się bezsilność, a człowiek najchętniej odłożyłby książkę, żeby na chwilę ochłonąć. Tyle że zaraz potem przychodzi potrzeba poznania dalszego ciągu. Chce się wiedzieć, czy bohaterowie odnajdą w sobie odwagę, by zmierzyć się z prawdą, czy będą potrafili wybaczyć i czy uczucia, które przetrwały tyle czasu, okażą się silniejsze niż to, co ich rozdzieliło.
Basia szczególnie zapadła mi w pamięć. To bohaterka, w której widać, jak wielki wpływ na człowieka mogą mieć wydarzenia sprzed lat. Czas płynie, życie toczy się dalej, ale to nie znaczy, że serce nadąża za zmianami. Można próbować zagłuszyć własne uczucia, uciekać od wspomnień i udawać, że wszystko jest już za nami. Tylko jak długo da się żyć w ten sposób? Kiedy w końcu przychodzi moment, w którym trzeba przestać uciekać i odpowiedzieć sobie na pytania, przed którymi tak długo się broniliśmy?
Właśnie za tę emocjonalną prawdę tak bardzo doceniam tę historię. Nie chodzi przecież wyłącznie o miłość, przyjaźń czy trudne wybory. Chodzi również o dojrzewanie, popełnianie błędów, konsekwencje własnych decyzji i odwagę potrzebną do tego, by stanąć twarzą w twarz z przeszłością. O to, że czasem najbardziej boimy się prawdy, choć jednocześnie to właśnie ona może przynieść nam upragniony spokój.
I muszę wspomnieć o zakończeniu, które zostawiło mnie z ogromem emocji i głową pełną myśli. Dawno nie miałam tak silnej potrzeby, by natychmiast poznać dalszy ciąg. Kiedy zamknęłam książkę, czułam jednocześnie smutek, nadzieję i niedosyt. Chciałam jeszcze zostać z bohaterami, dowiedzieć się więcej, otrzymać odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w mojej głowie. To jedno z tych zakończeń, po których trudno od razu przejść do kolejnej lektury, bo myślami wciąż jest się w poprzedniej historii.
Joanna Kordula stworzyła debiut, który naprawdę zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie spodziewałam się, że ta opowieść aż tak mnie poruszy, a jednak dostałam historię, która wywołała we mnie prawdziwą burzę emocji. I choć moje serce zostało przez nią niejednokrotnie roztrzaskane, nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką.
„Dobranoc” to opowieść o uczuciach, które nie zawsze potrafią zamilknąć, o przeszłości, od której nie da się bez końca uciekać, i o nadziei, która potrafi przetrwać nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już stracone.
Czy polecam? Z całego serca!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Tym razem dziadkowie na scenie życia
Autor: sza_teraz_czytam
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę z tytułem, który obiecywał, że bohaterami wiodącymi prym będą mężczyźni, w dodatku dziadkowie, bardzo się ucieszyłam tym faktem. To zawsze jakaś odmiana, coś świeżego i szkoda, że tak rzadko spotykana.

Edmund i Bogusław to dwóch panów po sześćdziesiątce, którzy wpadają na pomysł życia. Wyjazd do Hotelu Słoneczne Zacisze zasponsorowali im dzieci. Mają tam wypocząć, poznać nowych ludzi i przeżyć przygodę. Jednak czy tak się stanie, kiedy jeden z nich cieszy się z wyjazdu, a drugi niekoniecznie?

Para głównych bohaterów sprawi, że nuda w ich towarzystwie nikomu nie grozi. Oj nie będzie spokojnie. Co to, to nie! Tajemnicze anonimowe listy, casting na narzeczonego dla koleżanki, poszukiwania zaginionych majtek, szukanie sztucznej szczęki w basenie czy amatorski konkurs talentów.

W sanatorium poznamy jeszcze innych seniorów, którzy co tu dużo mówić... są nie mniej nie więcej, że tak powiem tak samo odjechani. Tak sobie myślę, że gdybym miała sposobność przebywać w ich towarzystwie, jestem pewna, że bawiłabym się wyśmienicie. Zdecydowanie są oryginalni, od imion i nazwisk (Mścichuj, Bzdzigiost, Miłodziad czy Będzimierz), przez zachowanie, pewne dziwactwa, doświadczenie, po pomysły na życie. Oczywiście nie mogło zabraknąć pań. To nietuzinkowe kobiety, które również jak panowie mają barwną osobowość. Najbardziej zapadła mi w pamięć postać Franciszki. Kobieta petarda!

Czytając, można pomyśleć, że Dagmara Rek tym razem mocno przesadziła z humorem, z sarkazmem, gdzie absurd goni absurd. Ale nie, uważam, że w tym wszystkim jest metoda. Jeszcze bardziej uwidoczniły się cechy charakteru postaci, a może i gdzieś my sami odnajdziemy w tej historii siebie?

Historia pokazuje, że nigdy nie jest za późno na realizację swoich planów i marzeń, na życiowe zmiany. Do świata i życia trzeba podchodzić na wesoło, z radością, z energią (o ile jeszcze zdrowie pozwala), pozwolić sobie na nieco szaleństwa. Nie zastanawiać się nad tym, co ludzie powiedzą, co wypada, a co nie. Nie warto zamykać się w czterech ścianach, tkwić w swojej rutynie, przyzwyczajeniach, w samotności. Życie mamy tylko jedno i warto wykorzystać je na maksa. Niczego nie żałować!

"Tym razem dziadkowie na scenie życia" to ciepła, wzruszająca, podnosząca na duchu zabawna komedia o przyjaźni, odwadze, wewnętrznej zmianie i drugiej młodości. To książka udowadniająca, że wiek to tylko liczba. Wybralibyście się do takiego uzdrowiska? Planujecie poznać Mundka i Bogusia?
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Mgielnica
Autor: book matula
Lubicie kryminały, thrillery i takie psychologiczne zamieszanie, że podejrzewacie wszystkich, łącznie z facetem dostarczającym pizzę? 😂 Ale na widok napisu „tom pierwszy z dwunastu” macie ochotę powiedzieć: „Kochani, ja chcę rozwiązać zagadkę, a nie podpisywać z bohaterem umowę na kilka lat!”? To śmiało zajrzyjcie do Wydawnictwa Filia i poszukajcie historii zamkniętych w jednym tomie. Ostatnio miałam przyjemność czytać ich książki i muszę przyznać, że trupów, sekretów oraz ludzi, którym nie powierzyłabym nawet podlewania kaktusa, zdecydowanie nie brakuje. Dziś biorę jedną z tych historii na przesłuchanie. To znaczy… recenzuję. 😏🖤 Dzisiejsza recenzja dotyczy książki „Mgielnica” autorstwa Agaty Zamarskiej. Dla miłośników elektronicznych wersji, „Mgielnica” jest również dostępna w formie audiobooka np. w Audiotece, więc podejrzanych możecie typować podczas gotowania, sprzątania czy spaceru. 🎧 Tylko pilnujcie obiadu, bo śledztwo śledztwem, ale przypalony garnek to już sprawa, w której sprawca jest znany. 😂🖤.
Do tej szkoły przydałoby się wysłać kontrolę. Najlepiej od razu z prokuratorem, bo kuratorium mogłoby nie ogarnąć. 😂🖤 To historia, przy której hasło „starzy, dobrzy znajomi” brzmi wyjątkowo podejrzanie. Starzy? Owszem. Znajomi? Podobno. Z tym „dobrzy” radziłabym się jednak nie rozpędzać. W nadmorskiej miejscowości zostają odnalezione ludzkie szczątki. Okazuje się, że należą do Aurelii, uczennicy elitarnego liceum, która zaginęła piętnaście lat wcześniej. Dziewczyna nigdy nie opuściła Mgielnicy, choć przez lata można było sądzić inaczej. Dla Natalii Lechowicz, jej dawnej przyjaciółki, to początek powrotu do szkolnych wspomnień. Tylko że zamiast nostalgicznego „pamiętasz jak było fajnie?” mamy raczej „chwileczkę, coś mi się w tej twojej wersji nie zgadza”. Zdecydowanie nie jest to spotkanie absolwentów, na które człowiek idzie wyłącznie po sałatkę i ploteczki. 😏 Mniej więcej takie opisy dostępne są w internecie, ale to, co zastaniecie w środku to kochanii…. Nawet ja nie wiedziałam, co i jak. 😂🖤 W centrum historii znajdują się Natalia oraz bliźniaczki, Aurelia i Kornelia. Prywatne liceum z internatem, młodość, wspólne życie i relacje, które z bliska wyglądają znacznie mniej przyjemnie niż na pamiątkowym zdjęciu, bo na zdjęciu wszyscy mogą się uśmiechać. Aparat niestety nie ma funkcji ostrzegającej: „Uwaga, osoba po lewej ma niejasne intencje”, a szkoda, bo niektórym zaoszczędziłoby to naprawdę sporo kłopotów.
Tutaj historia przeplata się z wydarzeniami sprzed lat oraz teraźniejszością, więc możemy przyglądać się bohaterom z dwóch perspektyw. Widzimy młodzieńcze wybory, i to, co z nich zostało w dorosłym życiu. Przeszłość najwyraźniej nie uznaje tłumaczenia: „Ale ja już mam inne problemy, kredyt i wizytę u dentysty!”. Gdy pojawiają się szczątki Aurelii, dawne sprawy nagle stają się bardzo aktualne, a wraz z nimi pytanie, kto właściwie mówi prawdę i dlaczego pozostali tak niechętnie dokładają coś od siebie. Nie zapomnijmy o jednym jakże ważnym, czyli o cały ten klimat! Nad morzem człowiek zwykle wypatruje smażalni, a tutaj wypatruje podejrzanych. Mgła, stary szkolny budynek, sekrety i znajomi, którym niekoniecznie chciałoby się powierzyć, choćby hasło do Wi-Fi. Sama mieszkam rzut beretem od morza, więc wyobrażam sobie ten klimat, ba ja nawet czuje zapach mgły, torfu, smażonego, jak i słonego, wilgotnego klimatu. Uwierzcie mi, tutaj wszystko sprzyja temu, żeby uruchomić własne śledztwo. Oczywiście z pełną powagą zawodowca, którego doświadczenie obejmuje przeczytane thrillery i kilka sezonów serialu kryminalnego. Kwalifikacje są? Są. Można oskarżać. Najlepiej jednak najpierw w myślach. 😂 Najciekawsze jest to, że za zagadką śmierci Aurelii stoją ludzkie relacje. Przyjaźń, potrzeba akceptacji, przemilczenia i niewygodne wspomnienia. Kiedy znamy kogoś długo, łatwo uwierzyć, że znamy go dobrze. Tymczasem wspólne odpisywanie pracy domowej nie daje jeszcze.
Dożywotniej gwarancji uczciwości. W „Mgielnicy” właśnie to zachęca do przyglądania się bohaterom: ile w ich znajomości było prawdziwej bliskości, a ile czegoś, czego woleli nie nazywać?
Jeśli mogę napisać, zachęcić, dlaczego warto przeczytać tę książkę, to dla przyjemności podejrzewania, sprawdzania własnych teorii i zaglądania pod powierzchnię pozornie znajomych relacji. Dla atmosfery, która świetnie pasuje do tajemnicy sprzed lat, ale również po to, żeby zadać sobie kilka pytań, kiedy już odłożymy lupę domowej roboty. Czy umiem zauważyć, że ktoś mną manipuluje? Czy potrafię powiedzieć bliskiej osobie, że przekroczyła granicę? Czy przypadkiem nie usprawiedliwiam jej tylko dlatego, że znamy się od dawna? Mnie jako czytelniczkę szczególnie interesuje ta cienka granica między „mam do ciebie zaufanie”, a „wolę nie widzieć, co robisz”. Dało mi też do myślenia, ile osób wokół mnie poszłoby za mną, żeby mi pomóc, a ile ja dałabym z siebie dla ratowania przyjaciela, kogoś z rodziny? O ile w książce łatwo zawołać do bohaterki „Dziewczyno, otwórz oczy!”, tak w życiu bywa trudniej, bo dochodzą emocje, wspólne wspomnienia i całe to nieszczęsne „przecież kiedyś było dobrze”. Dla mnie to przypomnienie, że przyjaźń nie zobowiązuje do wyłączania rozsądku, nawet jeśli ktoś zna nas od czasów, kiedy uważałyśmy własną grzywkę za szczyt możliwości fryzjerstwa.
Nie będę zapewniać, że każdy da się zaskoczyć, bo niektórzy czytelnicy najchętniej przesłuchaliby już autora opisu na okładce. 😉 „Mgielnica” ma jednak czym zainteresować również tych, którzy lubią przede wszystkim obserwować bohaterów i odkrywać, jak dawne wydarzenia wpłynęły na ich życie. Teraz, gdy ktoś zaproponuje wam później spotkanie klasowe, nie panikujcie. Najpierw zapytajcie o menu. Nie można przecież podejrzewać wszystkich na pusty żołądek. 😂🖤📚.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
901
Idź do strony: