Aleksandra Polańska napisała już 6 książek i widać, że pasjonuje ją mroczna strona człowieka. Nie ujrzymy w jej notce biograficznej historii obyczajowych, zawsze jednak możemy liczyć na wspaniałą mieszankę gatunkową, jaką niewątpliwie jest kryminał/sensacja/thriller. Dla mnie samej nie jest to pierwsze spotkanie z piórem autorki, a „Wszystkie nasze sekrety” to najnowsze działo pani Aleksandry.
Tytuł idealnie pasuje do całej fabuły. Na przestrzeni 396 stron sekret dosłownie goni następną tajemnicę. Nie bez powodu na świetnie zaprojektowanej okładce czytamy bardzo dobitne słowa: NIE WIERZCIE LUDZIOM, KTÓRZY MÓWIĄ, ŻE NIE MAJĄ SEKRETÓW. KAŻDY JE MA. Zgadzam się z tymi słowami w 100%, a jedyną zmienną jest moc ukrywanej sprawy. Ot, taka właśnie tajemnicza jest natura człowieka, a dzięki tej książce możemy ten temat głęboko przemyśleć, a nawet porozmawiać w szerszym gronie. Cóż, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, którzy jest czysty jak łza. No i na pewno to dobrze, że nie można czytać ludziom w myślach- to by dopiero było…
Już sam prolog zapewnia nam mocne wrażenia- takie, które świetnie pasują do uwielbianego przez pisarkę gatunku. Nie brakuje tajemnic, ale też mordu oraz bardziej sentymentalnych dialogów. Nowa powieść Aleksandry Polańskiej została tak napisana, że czytelnik nie ma czasu na nudę. Sama już nieco poznałam się na stylu autorki, dlatego bez wahania sięgnęłam po jej kolejną propozycję. Siadajcie zatem wygodnie, czytajcie i poznawajcie wszystkie sekrety, bo odpowiednie emocje są tu gwarantowane.
Podczas lektury uczucie strachu się w nas potęguje. Trzeba się jednak dowiedzieć, kto i dlaczego w makabryczny sposób stracił życie. Musimy przejść przez wiele intryg i niewiadomych, ale to tak naprawdę nic trudnego. Sama koniecznie chciałam dotrzeć do końcowych dialogów i cieszę się, że stało się to w tak ekspresowym tempie. Wystarczyły mi bowiem 2 wieczory, by pomieszaną zagadkę ułożyć w sensowną całość.
Bardzo interesujący jest też wątek mówiący o relacjach matki z córką. Ada, główna bohaterka, pokaże nam, jak to jest być tą gorszą, mało kreatywną, a przez to zdeptywaną przez matkę niczym robak. Czy takie sytuacje można przenieść i do realnego życia? Tak, to bardzo smutna prawda.
Istotą całej powieści jest też piękny, ogromny dom położony na skraju lasu. Należy on do Miłosza, nowego partnera Ady. Czy jednak wiele metrów kwadratowych to istny raj na ziemi? Sprawdźcie to sami, ale bądźcie też czujni. To, co pięknie wygląda na zdjęciu, wcale takie być nie musi.
Zastanawiałam się też, czy dobrze jest być osobą wścibską i węszyć, nawet w nie swojej sprawie? Z opisów stworzonych przez Aleksandrę Polańską wychodzi mi coś sprzecznego. Z jednej strony- świetnie jest interweniować czy szukać rozwiązań poprzez zadawanie pytań. Z drugiej natomiast- osoby wścibskie nie są dobrze postrzegane przez najbliższe otoczenie. A co Wy o tym myślicie, Drodzy Czytelnicy? Spróbujcie szczerze przeanalizować tę kwestię.
Czy zatem „Wszystkie nasze sekrety” zapewniają odbiorcom wielość emocji? Moim zdaniem tak, Już sam pomysł, by fabułę przedstawić z perspektywy Ady, jak i Moniki (zmarłej żony Miłosza) to świetne rozwiązanie. Dzięki tak ważnemu zabiegowi literackiemu kompletne inaczej opracowujemy sobie w głowie całą fabułę, a nawet bywamy zaskoczeni finałem. Sama zakładałam całkiem inny finisz, a tymczasem Aleksandra Polańska wymyśliła mocne i nieprzerysowane zakończenie. To także plus, który jest dowodem na inwencję człowieka pióra.
Wojna to nie jest czas dla dzieci. Wojna to nie jest czas dla tych, którzy chcą spokojnie żyć ze swoimi rodzinami. Niestety ani ja, ani tym bardziej ty nie możemy nic zrobić. Możemy tylko sobie jakoś pomóc nawzajem.
Ilse,, Sabine i Ilona.
Trzy kobiety. Dwie z nich nigdy nie powinny zostać przyjaciółkami, bo otaczający je świat nie chciał się na to zgodzić.
A jednak wybór jednego niemieckiego żołnierza sprawił, że na moment podziały po prostu przestały być tak istotne jak tego pragnęła Trzecia Rzesza.
Trzecia uciekła z domu po tym jak odkryła sekret swojego męża, Krzysztofa , którego bardzo przedtem kochała.
A w tym wszystkim miłość o bardzo wielu odcieniach.
Nie tylko ta romantyczna , lecz również ta siostrzana , ta cicha , lecz stabilna.
Rok 2015
Ilona z,pozoru ma spokojną i dość pewną codzienność- mąż, dorosła córka mieszkająca za granicą.
I jeden telefon zmieniający wszystko.
A potem na jej drodze stanął Andrzej Zalewski.
I tak rozpoczyna historia Ilse Salman.
Żydowskiej dziewczynce uratowanej przez niemieckiego oficera Olafa Angerera.
To właśnie odkrywanie losów Ilse staje się sercem tej opowieści.
Największą siłą książki są emocje. Autorka nie skupia się wyłącznie na wojennym okrucieństwie, choć go nie pomija. Pokazuje przede wszystkim ludzi postawionych przed niemożliwymi wyborami. Uświadamia, że dobro i zło nie zawsze są tak oczywiste, jak chcielibyśmy wierzyć. W świecie pełnym nienawiści znajdują się osoby gotowe zaryzykować wszystko, by ocalić drugiego człowieka.
Bardzo podobało mi się również to, że bohaterowie nie są idealni. Popełniają błędy, noszą w sobie tajemnice, czasem kierują się strachem, a czasem odwagą. Dzięki temu ich historie wydają się autentyczne i łatwo się z nimi zżyć.
„Muzyka dla Ilse” to opowieść o pamięci. O tym, że przeszłość nigdy całkowicie nie znika i potrafi wpływać na kolejne pokolenia. To także historia o przebaczeniu, poszukiwaniu prawdy oraz o tym, że nawet w najciemniejszych czasach można odnaleźć człowieczeństwo.
To książka, która wzrusza, skłania do refleksji i na długo pozostaje w pamięci. Polecam ją wszystkim miłośnikom literatury obyczajowej i historycznej, szczególnie tym, którzy cenią historie oparte na emocjach, rodzinnych tajemnicach oraz bohaterach, których losy poruszają do głębi.
Według mnie to naprawdę świetna książka, która pokazuje każdą stronę życia, które miało wyglądać inaczej niż je sobie zaplanowali. Przede wszystkim mamy tutaj motyw zdrady o której małżonka nie ma pojęcia. Ślepo wierzy swojemu mężowi, który samczym wzrokiem pochłania jędrne ciało kochanki. Zdecydowanie myśli tutaj przyrodzeniem, które reaguje tylko na nowe doznania. Sam związek jest mniej dokładniej przedstawiony, bo operujemy tutaj czasem od strony kobiet i mężczyzn, gdzie widzimy to rozgraniczenie myślowe. Jedna z kobiet wierzy we wszystko mężowi i jakby jego nawet niespodziewaną nieobecność traktuje jako czas wolności podczas którego może się spotkać z koleżankami. On natomiast knuje ze swoimi kumplami jak tu dostać alibi na w razie czego, gdyż nie mają planów na wspólne spotkanie się, tylko załatwienie swoich ,,prywatnie prywatnych" spraw.
,,Ich męskie spotkania nie trwały nigdy dłużej niż trzy godziny, więc odstępstwo od tej reguły musiało być gremialnie przekonsultowane."
,,Zadzwonisz do Gracjana i powiesz, żeby przed północą nie pokazywał się w domu? Wiesz, nasze alibi musi być spójne."
Kolejną zagadką było obsesyjne zachowanie jednego z mężczyzn, któremu wydawało się, że chorował na śmiertelną chorobą. Uwierzcie, że pomimo śmieszności jego zachowania, takie osoby naprawdę występują. To było mega komicznie przedstawione, ale taka paranoja występuje. Najgorszy jest wtedy ból, gdzie ta osoba czuje się niezrozumiana, gdzie potrzebuje uwagi, a nic nikomu nie mówi i swoich obiekcji nawet nie sprawdzi'-)
Następną sprawą była dojrzała kobiecość. Ciało już nie młode, ale jeszcze nie stare wciąż pragnęło pokazać się z jak najlepszej perspektywy. Nawet wydawać by się mogło, że piękna bielizna zrobi duży postęp, jednak ta przemiana musiała zaistnieć w ich głowach. W ten sposób postanowiły, że pomogą przyjaciółce na nowo zbliżyć do niej osobę zdradzającą. Już nie chodziło o sam fakt, tylko uczucia, które z głębi serce wychodzące pragnęły powrotu do ślubnego w całości. To w sumie była lekcja dla nich wszystkich, bo każda z czymś się zmagała i chciała jak najlepiej dla tej drugiej, ale i dla samej siebie. Uwierzcie mi, że warto się zapoznać z tymi kobietami, bo każda jest inna i ma inny rodzaj podejścia do życia. Pomimo tego, że każdy został tutaj ułożony na inny zabawny sposób, to jednak ich historie są usłane tysiącami przeżyć wielu kobiet. To też jest powód aby traktować ją nieco z prywatnego punktu widzenia. Jeśli macie ochotę za prywatne przez poufne alibi, to z pewnością powinniście po nią sięgnąć:-)
P.S. Za kilka dni pojawia się specjalna herbatka inspirowana książką oraz smakami i uczuciami w niej zawartymi. Tylko u @przyrodaz :-)
,,A on po tylu latach w wydziale dobrze wiedział, że najgroźniejsze rzeczy wypływały nie z tego, co ludzie mówili, tylko z tego, co aplikacje zapamiętywały mimochodem."
,,Może ona wtedy to poczuła, tak jak to czują małe dzieci? Wiedzą wszystko, chociaż nikt im niczego nie mówi."
To zdecydowanie jest książka, którą warto polecić każdemu, kto lubi moc wrażeń i zapętlonej atmosfery. Kto widzi jak mądre słowa się tu pojawiają i rozumie ich sens. Kto spostrzeże wszystkie niebezpieczeństwa, które państwo na nas nakłada i ujrzy jak bardzo powinniśmy się ich wystrzegać. Kto rozumie naturę i wie, że choć małe dzieci nie mówią, to jednak potrafią porozumiewać się za pośrednictwem ciała, które zawsze wie jako pierwsze co go od kogo czeka. To naturalny instynkt, dzięki któremu dawni ludzie potrafili przetrwać. Każde kolejne wynalazki w opinii publicznej mają zapewniać nam bezpieczeństwo. W opinii ludzi mądrych, kontrolują nasze parametry życiowe. Wiedzą gdzie robimy zakupy, na co przeznaczamy pieniądze, co oglądamy w sieci a tym samym gdzie kierowane są nasze myśli. Jesteśmy dla nich dostępni jako cały człowiek i przez to utrzymany jako uzależnienie na poziomie jakim oni sobie wybiorą. Bierzemy leki jakie nam karzą, jakie zostały uzgodnione na parametrach wyższej współpracy. Ciekawe? A to zaledwie zalążek tego co tutaj znajdziecie. Wejdziemy bowiem na ścieżkę mafii, której człowiek będzie zabity. Sprawi to inny rodzaj religii do której będzie należała córka policjanta, czyli głównego bohatera, który zostanie w to wplątany. Zgłaszając ją jako winowajcę wyda wyrok nie tylko na nią, ale na całe zgromadzenie plus jego samego. Tuszując sprawę o co zostaje poproszony, zapewni im bezpieczeństwo przynajmniej czasowe oraz ogromne wyrzuty sumienia. Co zatem postanowi? Czy jest jakiś inny wybór?
To bardzo dobrze napisana książka w której ujrzycie wszystkie chwyty psychologiczne. Znając ludzi możemy założyć, że każdy z nas zrobił coś z czego nie jest dumny. Dając mu pewność, że zna się ten sekret rozpoczynamy niewidzialną więź, która dzielona na ciało i rozum, będzie potęgowana na tyle, że wybierzemy drogę chęci pozostawienia tajemnicy w dalszej niewiadomej. Tym samym przegrywamy... Pamiętajcie, że manipulacja to najgorsze zło. Znając jej tajniki stajemy się silni, jednak co jeśli jesteśmy tu ofiarą? Jak ją odeprzeć? Jeśli ten temat was ciekawi jak i żwawa akcja, to wszyscy fani gier psychologicznych powinno ją przeczytać:-)
Jestem pod wrażeniem ułożenia całej serii tak, że pomimo kolorów okładek, potrafiły bezpośrednio nawiązywać do samych barw, a w tym przypadku fioletu. Tutaj jest to obezwładniająca śmierć, dawność i ważność tego, co było. Oprawca lubi zagrywki psychologiczne, gdzie ofiara nie ma pojęcia o co mu chodzi, gdyż nie zawsze zwraca się do niej jak do prostego człowieka. Ważnym elementem gry jaką prowadzi jest stara moneta, która ma bardzo ważne znaczenie. Wszystko jest ułożone w klimacie, który można kroić nożem. Sceny bywają przedłużane, niczym wyrywanie nóg stonodze i spoglądanie jak z każdym bólem gaśnie coraz bardziej, ale nadal żyje. Cokolwiek tu nie było, nie było obrzydliwe, tylko przerażające, ukazujące jakąś chorą psychikę, gdzie odruchowo czytelnik boi się tego, co zastanie później. My znamy sceny z tego co on z nią robi jak i tego, co się dzieje później, w jakim kierunku jest prowadzone śledztwo. Mnie zaciekawiło coś jeszcze, bo w momencie, kiedy on już tą ofiarę miał czytaliśmy o tym jak to sama ofiara wiedziała, że nie ma w życiu szczęścia, że spotykają ją tylko same złe rzeczy, że tylko ją dosięga pech. To daje przykład tego jak człowiek potrafi wymarzyć sobie swoją przyszłość. Kiedy dotarło do mnie jej myślenie, przestałam obierać ją jako przypadkową ofiarę, a zauważać, że sami ściągamy na siebie to co mówimy o sobie. Tu chcę jedynie podkreślić talent autorki, która potrafiła się wgryźć w energię braku, jak i oczekiwania na pozytywne rozpatrzenie poszukiwania zabójcy. Bowiem w wersji, kiedy zostawało już prowadzone śledztwo, oni wiedzieli, że to grubsza sprawa i zatrudnili wyższych rangą. Wciąż była wiara w to, że połączą wszystkie kropki i tak im się udało. Jeśli chodzi o emocje, to mamy tu dużo przemocy, wpierw psychicznej, a później fizycznej. Ofiara musi zostać zmiażdżona intelektualnie i czuć, że to wszystko jest jej winą. Sprawa zabytkowej monety bardzo mnie tutaj ciekawiła, gdyż samo jej znaczenie nie jest tak dokładnie wyjaśnione. Na wszystko musi przyjść tutaj odpowiedni czas i miejsce. Aby dokładniej poznać osoby, które tutaj występują, będziemy wkraczali w ich sferę prywatną, by wpierw wyrobić sobie o nich pewną opinię, a później obserwować, czy jest spójna z ich działaniem.
Jak widać jest to tom siódmy, ale akcja jest poprowadzona tak, że można ją czytać oddzielnie. Ja dotychczas przeczytałam trzy wcześniejsze książki, dlatego mogę wam powiedzieć, że jest w nich takie samo działanie. Jeśli już jedna przypadnie wam do gustu, spokojnie można sięgać po kolejne:-)
W tej książce najważniejszy jest klimat i emocje, które mają taką nutkę stłumienia. Wszystko przez to, że dzieje się w tej książce dużo i nie poświęca się czasu na przeżycie tych wydarzeń, tylko ledwo pojawiają się jedne, zaraz gonią je drugie i kolejne. Gdzieś czasami mamy wspomnienia tych chwil, które najbardziej wstrząsnęły postaciami, zwłaszcza Kotoko, która straciła swojego brata. Nieraz roztrząsa to, że gdyby nie on, ona by nie żyła, jednak nie poddaje się głębszej refleksji. Nieraz nie wiedziałam, czy nie chciano jej rozwinąć, czy po prostu postacie miały być takimi osobnikami, które dopiero uczą się życia, więc nie wiedzą co to znaczy refleksja nad nim. Kiedy już sądziłam, że czytam zwyczajną obyczajówkę, nagle dotarło do mnie, że ta pozycja może zadziałać terapeutycznie. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na pytanie kogoś do kogoś, jakie danie kojarzy nam się z osobą, która już odeszła. Nawet sama zastanawiałam się nad tym, ale nie widziałam w tym większego sensu. Dopiero później, kiedy natrafiłam na więcej informacji odnośnie restauracji wspomnień, nagle tamto pytanie okazało się być wyjątkowe. Jakby zatem poczuł się człowiek, gdyby w restauracji serwowano specjał kogoś nam bliskiego, kto nie żyje? Czy nie wywołałoby wspomnień i lawiny dawnych wydarzeń dzięki którym ponownie moglibyśmy poczuć, że ta osoba z nami jest? Poczuć ją duchem i smakiem, a przy tym jakby spróbować ją pożegnać, lub przychodzić tak często, jak często przyjdzie nam potrzeba ponownie poczuć jej obecność?
Ogólnie mamy tutaj zwrócenie uwagi na to, że pamięć o bliskich nie musi boleć długo. Nie mam tu na myśli konkretnego czasu, gdyż każdy z nas ma inny jego wyznacznik. Jest tu jednak zwrócenie uwagi na takie drobnostki, zatrzymania nad sensem naszego życia i umiejętne docenienie go. Czytając tą książkę widzimy, że i nasz czas ucieka, a nawet może skończyć się w każdym momencie. Aż brakuje mi słów aby godnie ją spuentować, gdyż ma w sobie coś niewypowiedzianego. Może po prostu i zwyczajnie wam ją polecę:-)
"Wróć przed zmrokiem" jest drugim tomem serii Druga połowa, w której Katarzyna Fiołek tym razem zabiera nas na słoneczną Sardynię. Ale zanim do tego dojdzie poprzechadzamy się z bohaterką powieści po Puszczy Kampinowskiej i Wyszogrodzie.
Poznajemy Basię i Tomka, małżeństwo z dwudziestodwuletnim stażem, dorosłą córką oraz wkradającą się w ich codzienność ciszą, rutyną i marazmem. Gdy na rodzinnej imprezie Tomek wypowiada jedno niefortunne zdanie, coś się w Basi zmienia. Kobieta podejmuje odważną decyzję i wyjeżdża na Sardynię. Czy warto przekreślać ponad dwadzieścia lat małżeństwa? Czy po takim czasie jest jeszcze miejsce na miłość?
Tomek ucieka w pracę, Basia mierzy się z syndromem pustego gniazda. Towarzyszy jej lęk przed przemijaniem. Podróż do Włoch nie jest tu jedynie zwykłym wyjazdem. To podróż w głąb siebie, która odmieni jej sposób myślenia, jak i całe jej życie. Widzimy, że czasem takie rozwiązanie jest najlepszym, co możemy zrobić, by zrozumieć siebie, swoje potrzeby, pragnienia i marzenia. Po prostu najpierw trzeba pokochać siebie, by spojrzeć na świat i naszych bliskich z innej perspektywy. Związek bez szczerości i rozmowy obumiera. Cisza z każdym dniem się pogłębia. Dlatego tak ważne jest, byśmy nie zapominali o tym, jak było na początku i to pielęgnowali, bo nic nie jest dane na zawsze. Zawsze jednak jest też szansa na to, aby naprawić relację.
Autorka sporo miejsca poświęciła problemowi perimenopauzy i przemijania. To niestety wciąż temat tabu. Basia nie potrafi się odnaleźć po wyprowadzce córki. Dotąd była przede wszystkim żoną i matką. A co z jej kobiecością? Chciałaby być znów tą Baśką! Tomek nie rozumie Basi i jej pomysłów na naprawę związku. Uważa, że zachowuje się jak przysłowiowa rycząca czterdziestka. Ale i jemu towarzyszą lęki, bezradność i zagubienie. Dlatego nie można go tak pochopnie skreślać, a spróbować zrozumieć. Książka uświadamia, że druga połowa życia może być równie piękna jak pierwsza.
W tej historii tak łatwo jest odnaleźć coś znajomego, samego siebie, gdyż wszystko jest w niej do bólu prawdziwe. Z bohaterami możemy poczuć autentyczną bliskość. Wszak nas również dopadają różne wątpliwości, posiadamy niespełnione marzenia, czy boimy się życiowych zmian.
"Wróć przed zmrokiem" to ciepła, pełna życiowej prawdy, emocji, humoru oraz wzruszeń powieść o odwadze do zmian oraz o tym, że nigdy nie jest na nie za późno. To książka o dojrzałości, kryzysie w małżeństwie, relacji matka-córka, miłości, przyjaźni, perimenopauzie, błędach, tęsknotach, poszukiwaniu własnej tożsamości. Jeśli jesteście ciekawi, czy można zakochać się w tej samej osobie po raz drugi - czytajcie! Książka dla każdej z nas.
PS Ku mojej uciesze pojawiła się także "Pani Kargulowa" z pierwszego tomu!
Wiecie jak jest… piękna okładka, intrygujący opis, no skusiłam się bo jak inaczej?
Książka taka spokojnie +16, słodka młodzieżówka, nie ma tutaj seksualnych uniesień, taki romans idealny na lato dla młodszej widowni. Mimo to, książka mi się podobała, była miłym przerywnikiem od życia codziennego i cięższych książek.
Największym plusem jest to, w jaki sposób autorka opisuje ten Rzym. Ja czułam się jakbym spacerowała po nim razem z naszymi głównymi bohaterami. Te urokliwe uliczki, historia, wplątane włoskie słowa, no idealnie! Do tego to wszystko opisywane jest tak… romantycznie, chociaż łączy ze sobą również te „cięższe” tematy, historie rodzinne, dylematy, szukanie swojego miejsca, tajemnice… wszystko pisane w taki sposób, że chcesz już poznać zakończenie, i jednocześnie trzymasz kciuki za głównych bohaterów.
Fajnie mi się czytało i obserwowało jak ich relacja się zmienia z każdym dniem, ale w taki fajny, nienachalny sposób. Wszystko działo się naturalnie, przez co można zżyć się z bohaterami, i mocno ich dopingować.
Zastanawiałam się czy kiedykolwiek czytałam jakąś książkę autorki… jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam, że to debiut! Dalej nie wierzę, więc może coś źle sprawdziłam ale jeśli tak… jestem w szoku. Bardzo dobry debiut! Dawno nie czytałam tak dobrego. Zapisuję, i sięgnę gdy będę potrzebowała jakiegoś przerywnika. Fajnie się ucieka w taki świat, wiecie to jest ten moment kiedy zbliża Ci się trzydziestka, a Ty oglądasz na Netflixie seriale dla młodzieży i czujesz ten vibe.
Uwielbiam jak dobre książki wpadają mi do rąk, a przy tym mogę poznać nowych autorów i poznawać ich twórczość.
*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
Historia lubi zataczać ogromne kręgi tego, co wydarzyło się w czasie okupacji tam, gdzie pozostawili po sobie ślady zamordowani naziści, a właściwie to, co oni robili wówczas i dlaczego tak się działo, że tak łatwo należy się odsunąć od tych, co mogli być przyjaciółmi, a nie wrogami, czy warto, a może jednak nie.
Jak poradzi sobie debiutujący autor Pan Krzysztof Papiernik, umieszczając głównego bohatera dawnego polskiego policjanta, śledczego obecnie III Rzeszy Alberta Dannera w świecie, gdzie prawda jest najważniejsza, a życie ludzkie nie jest wystawione na sprzedaż i tego próbowałam, się dowiedzieć czytając, książkę należącą do gatunku literackiego kryminał pt. ''Kundel''.
Co do nadanego tytułu książce nie podoba mi się. Być może w trakcie czytania jej i poznawania bohaterów nabierze ona kolorytu oraz przekazu tego, co chciał autor w niej zawrzeć najcenniejszego.
Ufam w ciemno, że prawda dokonanych niesprawiedliwie zabójstw ujrzy światło dzienne w tunelu, czy jednak trzeba poprowadzić grę na zwłokę, gdzie należy żyć w niepewności jutra, toczyć walkę z samym sobą, czy będzie potrzeba pomoc uczciwych w miejscach, do których prowadza tropy zmaga się Albert Danner główny bohater obecnie śledczy w III Rzeszy.
W czytanym przeze mnie kryminale poznaje się losy bohaterów, zdarzenia fikcyjne, ale z czasem przy uważnym rozeznaniu tematycznym można zauważyć ślady, jakie pozostawiła za sobą przeszłość i ci, którzy z uśmiechem na twarzy bądź wykonywali rozkazy o dokonaniu morderstw na Żydach i Polakach.
Tak na dobrą sprawę kryminał pt. ''Kundel'' jest trudny w zrozumieniu przebiegu przesłuchania z tego względu, że można łatwo się w nich zagubić. Trwają jak dla mnie za długo.
W tekstach dialogowych zostały zamieszczone wulgaryzmy. Być może wynikały one z sytuacji, w jakiej znajdowali się bohaterowie, a to nie zawsze służy kontynuacji dalszego poznawania ciągu toczących się wydarzeń wywołujących w wyobraźni zbyt mocne obrazy tego, czego nie powinno mieć w ogóle miejsca.
„Dzicz” to trzeci tom serii o detektywie Jacku Kowaliku autorstwa Dariusza Gizaka. Autor, który przez lata pracował w policji, po raz kolejny udowadnia, że doskonale zna mechanizmy śledztw, ludzkie motywacje oraz ciemniejsze strony rzeczywistości. Tym razem zabiera czytelników na Podkarpacie, gdzie malownicze krajobrazy skrywają znacznie więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Głównym bohaterem powieści jest Jacek Kowalik – prywatny detektyw, który po wewnętrznych rozterkach przyjmuje zlecenie od warszawskiego gangstera Macieja Konikiewicza. Jego zadaniem jest odnalezienie zaginionej córki mężczyzny, aktywistki ekologicznej zaangażowanej w działania związane z planowanym utworzeniem Turnickiego Parku Narodowego. Śledztwo prowadzi Jacka do Birczy i okolicznych miejscowości, gdzie konflikt między ochroną przyrody a interesami lokalnych środowisk od lat budzi ogromne emocje. Szybko okazuje się, że zaginięcie młodej kobiety może mieć znacznie bardziej skomplikowane podłoże, a każdy kolejny trop prowadzi do nowych pytań i niebezpieczeństw.
Akcja książki została osadzona we współczesnej Polsce, przede wszystkim na Podkarpaciu. To właśnie miejsce staje się jednym z największych atutów powieści. Dariusz Gizak znakomicie oddaje klimat dzikich, słabo zaludnionych terenów, gdzie lasy wydają się niemal nie mieć końca, a lokalne społeczności żyją własnym rytmem. Przyroda nie jest tutaj jedynie tłem wydarzeń – staje się niemal pełnoprawnym bohaterem historii. Dzikość krajobrazu doskonale współgra z atmosferą zagrożenia i tajemnicy, która towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron.
Jacek Kowalik pozostaje bohaterem, którego trudno nie polubić. Jest inteligentny, uparty i skuteczny, ale jednocześnie niepozbawiony wad i wątpliwości. To właśnie jego autentyczność sprawia, że czytelnik z zainteresowaniem śledzi kolejne etapy śledztwa. Warto również zwrócić uwagę na bohaterów drugoplanowych. Nie są jedynie dodatkiem do fabuły – każdy wnosi coś istotnego do historii, a ich motywacje często okazują się bardziej złożone, niż można przypuszczać.
Pod względem emocjonalnym „Dzicz” oferuje bardzo wiele. Jest napięcie charakterystyczne dla dobrego kryminału, niepewność związana z losami zaginionej kobiety, ale także refleksja nad relacją człowieka z naturą i ceną, jaką czasem płaci się za własne przekonania. Podczas lektury wielokrotnie towarzyszyła mi ciekawość i chęć odkrywania kolejnych elementów układanki. Autor umiejętnie buduje atmosferę zagrożenia, nie zdradzając zbyt wcześnie wszystkich odpowiedzi.
Gatunekowo jest to przede wszystkim kryminał z elementami thrillera i powieści sensacyjnej. Dodatkowym atutem jest inspiracja prawdziwymi wydarzeniami, która nadaje historii wiarygodności i sprawia, że przedstawione konflikty wydają się jeszcze bardziej realistyczne. Wątek związany z ochroną przyrody i sporami wokół Turnickiego Parku Narodowego wyróżnia książkę na tle wielu współczesnych kryminałów, nadając jej dodatkową głębię.
Styl Dariusza Gizaka jest konkretny, dynamiczny i bardzo przystępny. Autor nie przeciąża czytelnika zbędnymi opisami, jednocześnie potrafiąc doskonale oddać charakter miejsca i atmosferę wydarzeń. Dialogi brzmią naturalnie, a akcja rozwija się w tempie, które skutecznie utrzymuje zainteresowanie. Widać również doświadczenie autora w budowaniu realistycznych śledztw i wiarygodnych postaci.
„Dzicz” to książka szczególnie polecana miłośnikom kryminałów osadzonych w polskich realiach, czytelnikom ceniącym wielowymiarowych bohaterów oraz osobom, które lubią historie inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. To również ciekawa propozycja dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż klasycznej zagadki kryminalnej i doceniają powieści poruszające aktualne problemy społeczne oraz ekologiczne.
Dariusz Gizak stworzył intrygującą, dobrze skonstruowaną historię, która łączy kryminalną zagadkę z interesującym tłem społecznym i przyrodniczym. „Dzicz” trzyma w napięciu, angażuje emocjonalnie i skłania do refleksji, a jednocześnie dostarcza solidnej rozrywki. To bardzo udana kontynuacja serii o Jacku Kowaliku i książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.
„Kacerz” to kolejna odsłona serii o pułkowniku Radosławie Sztylcu, która pokazuje, że Kafir nadal potrafi trzymać czytelnika w napięciu. Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię pełną niebezpiecznych misji, tajemnic i ludzi, którym nie zawsze można ufać.
Najbardziej podobało mi się, że autor nie stawia wyłącznie na akcję. Oprócz dynamicznej fabuły dostajemy bohaterów z bagażem doświadczeń, trudne wybory i świadomość, że każda decyzja niesie za sobą konsekwencje. Dzięki temu historia jest wiarygodna i angażuje znacznie bardziej niż typowa sensacja.
To książka, którą przeczytałam bardzo szybko, bo z każdym rozdziałem chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Jeśli lubicie thrillery sensacyjne z dobrze poprowadzoną intrygą i wyrazistymi bohaterami, zdecydowanie warto sięgnąć po „Kacerza”. Dla fanów serii to obowiązkowa lektura, a dla nowych czytelników świetny pretekst, by poznać wcześniejsze tomy.
Powiem wam, że do tej lektury można podejść na dwa sposoby. Pierwszy, by czytać, spędzić miło czas i ujrzeć jak wydarzenia w miarę szybko się poruszają. W drugim jest nieco więcej wydarzeń, pomimo tego samego tekstu. Można ujrzeć jak córka polityka zmaga się z błędami swojego ojca, gdyż wszystkie brudy i jego występki są przelewane również na nią. Dało mi to do myślenia, ponieważ pokazało w jak dawnych schematach i przekonaniach ludzie wciąż żyją. Jak z filmu Kargul i Pawlak toczyli spory, tak i dzieciom swoim kazali się na drugich gniewać. Tutaj choć kobieta nic złego nie robi, społeczeństwo i na nią wylewa swoje żale, choć żadne z nich nie mają pokrycia, bo nie dotyczą jej. Naprawdę bardzo mało ludzi bierze pod uwagę fakt, że każdy człowiek to osobna jednostka pomimo tego, że łączą go z kimś więzy rodzinne. A najśmieszniejsze jest to, że kiedy sami doznajemy porównań pod rodzinę, to się przed tym bronimy, ale kiedy sami to samo robimy innym, to tego nie zauważamy.
Ja wiem, że często czytam książki od poszukiwań sensu ich napisania, dlatego czasami inaczej odbieram daną książkę. Wierzę jednak, że każdy kto pisze, robi to z powodu czegoś, co mu w sercu zalega, a później ciągnie ją by sobie lub innym pokazać to o czym sam z różnych powodów nie mówi. Dalsze wydarzenia bywają wyborem postaci, gdyż nawet w literaturze wykreowany człowiek często sam zabiera głos. Autorka jest bardzo ciepłą i dobrą osobą, gdzie uczucia przodują w jej życiu, dlatego właśnie pod tym kątem jest napisana książka. Nieco treści jest poświęcone na myśli Laury, która opisuje trudy życia od wewnątrz ich sytuacji, podczas gdy grono osób będzie widziało tylko zewnętrzne sprawy dotyczące objętości majątku jej ojca. Ona będzie chciała wolności, inni poznania jej prywatnych spraw i to na tyle mocno, że do internetu wycieknie nieciekawy materiał. I pomimo tej otoczki, która dla mnie była ważna, to jednak na drugim planie wyjdą relacje kobiety ze swoim ochroniarzem. Dwa uparte byczki, którzy będą prowadzili walki na sobie znanym poziomie myślowym. Jednak jak to w bajkach się dzieje, nic co złe, nie musi tylko w tej wersji się zakończyć:-)
Po całej lekturze stwierdzam, że najważniejsze w życiu każdego człowieka i bohatera jest bezpieczeństwo. Ale takie wewnętrzne, bo pomimo silnego charakteru i pewności siebie każdy chce czuć, że jest zaopiekowany. A w jaki sposób do tego doszłam, to już musicie dowiedzieć się sami:-)
Opowieść napisana od strony postaci, którzy sami zabierają głos, więc wiemy co dla kogo się liczy lub nie. Opowieść wciąga i pomimo niespokojnych wydarzeń jest tutaj obecna taka szyba odgradzająca ich skalę złości. Wygląda to więc tak, że słyszymy tylko krzyk przedostający się do nas ale zza zamkniętej szyby. Akcja w miarę szybka i ciekawa, więc dobrze się ją czyta. Pozycja wydana w nieco większym formacie niż pocked. Ale godna polecenia:-)
Książka jest przepięknie wydana:-) Mocno sztywna oprawa, nieco większa od zwyczajnych wydań. Wiele fotografii Marka Perepeczki tak naprawdę podkreślało stwierdzenie o nim, że był osobą, która każdej postaci jaką grał, podarowała nutę nonszalancji. Nie ważne jak wielka lub niszowa to miała być osoba. Potrafił się w nią wczuć i nawet powtarzając mało inteligentne słowa, wymawiał je z taką mocą i zdecydowaniem, że chciało mu się od razu oddawać szacunek. Odpowiedź skąd nabył takiego szlachetnego postępowania kryje się w treści. Opisane jest jak obserwował wpływowych ludzi, również aktorów, jak wręcz nakładał na siebie postacie, które miał grać. Takim wzorem aktorstwa był dla niego Tadeusz Łomnicki w dramacie wojennym ,,Potem nastąpi cisza". Ktoś inny z kolei opisywał samego Marka Perypeczkę jako osobę nad wyraz wrażliwą. Przeprowadzone zostało w nim ogrom wywiadów i odpowiedzi mogli uzyskać tylko ci, którzy szanowali jego delikatną duszę. Ciekawe, że jako człowieka duma, był tak kruchy wewnątrz. Ktoś inny by powiedział, że miał ciało poety, dlatego zestrojenie się go z osobami, które udawał na czas grania, zwyczajnie nim były:-)
Zachęcam abyście sięgnęli po tą książkę, gdyż macie tutaj taki ogrom zdjęć, od młodych z czasów szkolnych, gdzie mama opisywała go jako delikatnego, a z biegiem czasu zamienił się w rozrabiakę. To był taki sprzeciw temu, że w dzieciństwie często chorował i był bardzo chudy. Dokuczano mu z wielu powodów dlatego obrał sobie za cel stanie się silnym i wyćwiczonym. To wtedy odczułam, że odebrano mu pewność siebie, a podarowano smutek, który był z nim do ostatnich dni. Te sceny nie są opisane na sucho, mają w sobie ogrom poświęconego czasu stron oraz emocji, by ujrzeć z czym się zmagał i do czego dążył. To niesamowite, że jego życie można było zamknąć w 445 stronach. Na każdym zdjęciu miał zawsze tą sama minę, spoglądający poprzez wszystko i patrzący w dal. Dosłownie jakby zaglądający do duszy ludzi i rzeczy. Myślę, że nie tylko fani powinni poznać jego historię, ale i każdy, komu wydaje się, że bohaterem rodzi się każdy, komu pisane jest być kimś.
Daje dużo do myślenia, poważnie...
„Spotkajmy się na Moście Miłości” Moniki Hakowskiej to poruszająca powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem romantycznym, która opowiada o sile uczuć, stracie, nadziei i przeznaczeniu. To historia, która udowadnia, że niektóre więzi są silniejsze niż czas, odległość, a nawet utracone wspomnienia. Autorka stworzyła opowieść pełną emocji, skłaniającą do refleksji nad tym, czy prawdziwa miłość rzeczywiście potrafi odnaleźć drogę do ukochanej osoby mimo przeciwności losu.
Głównym bohaterem książki jest Bruno – weterynarz mieszkający i pracujący w Warszawie. Choć z pozoru prowadzi stabilne i poukładane życie, w rzeczywistości od lat nie potrafi pogodzić się z utratą ukochanej Amelii. Osiem lat wcześniej dziewczyna uległa wypadkowi, który odebrał jej pamięć. Wkrótce potem została zabrana przez ojca do Kanady, znikając z życia Bruna bez pożegnania i bez wspomnień o wspólnej przeszłości. Mężczyzna nigdy nie przestał o niej myśleć. Jego świat ponownie wywraca się do góry nogami, gdy pewnego dnia w lecznicy pojawia się Mela – kobieta łudząco podobna do Amelii. Problem w tym, że ona nie rozpoznaje go i nie pamięta niczego z ich wspólnej historii.
Fabuła opiera się na pytaniu, które od pierwszych stron nie daje spokoju: czy serce może pamiętać to, co umysł dawno utracił? To właśnie wokół tego motywu autorka buduje historię pełną nadziei, niepewności i emocjonalnych rozterek. Czytelnik z zaangażowaniem śledzi losy bohaterów, zastanawiając się, czy przeszłość uda się odzyskać i czy uczucie, które kiedyś ich połączyło, ma szansę odrodzić się na nowo.
Akcja powieści rozgrywa się przede wszystkim we współczesnej Warszawie. Miasto nie dominuje jednak nad historią, lecz stanowi naturalne tło dla codzienności bohaterów. Szczególne znaczenie ma tytułowy Most Miłości, który staje się symbolem utraconych marzeń, niespełnionych obietnic i nadziei na drugą szansę. To miejsce nabiera niemal metaforycznego znaczenia i pozostaje ważnym elementem całej opowieści.
Bohaterowie są jedną z najmocniejszych stron książki. Bruno wzbudza sympatię swoją wiernością uczuciom, cierpliwością i gotowością do walki o miłość mimo upływu lat. To postać pełna emocji, ale jednocześnie bardzo autentyczna. Amelia, a właściwie Mela, została przedstawiona jako kobieta próbująca odnaleźć własną tożsamość i zrozumieć uczucia, których źródła nie potrafi wyjaśnić. Ich relacja rozwija się naturalnie i wiarygodnie, dzięki czemu łatwo zaangażować się emocjonalnie w ich historię.
Podczas lektury towarzyszy wiele emocji. Jest wzruszenie, tęsknota, nadzieja, ale również niepewność i smutek. Autorka umiejętnie pokazuje, jak bolesna potrafi być utrata wspomnień oraz jak wielką siłę ma uczucie, które nie gaśnie mimo upływu czasu. Kilka scen szczególnie porusza i sprawia, że trudno pozostać wobec nich obojętnym. To jedna z tych książek, przy których łatwo kibicować bohaterom i życzyć im szczęśliwego zakończenia.
Styl Moniki Hakowskiej jest lekki, płynny i bardzo emocjonalny. Autorka skupia się przede wszystkim na uczuciach bohaterów, dzięki czemu czytelnik może dobrze poznać ich myśli i przeżycia. Narracja rozwija się spokojnie, ale nie brakuje momentów budujących napięcie i ciekawość. Dialogi są naturalne, a opisy odpowiednio wyważone, co sprawia, że książkę czyta się szybko i z dużą przyjemnością.
„Spotkajmy się na Moście Miłości” należy do gatunku literatury obyczajowej i romansu. To książka skierowana przede wszystkim do osób, które lubią historie o drugich szansach, przeznaczeniu oraz miłości zdolnej pokonać najtrudniejsze przeszkody. Spodoba się czytelnikom poszukującym wzruszających opowieści z dobrze nakreślonymi bohaterami i dużą dawką emocji.
Monika Hakowska stworzyła ciepłą, pełną nadziei historię o uczuciu, które nie poddaje się nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. To opowieść o pamięci serca, sile przeznaczenia i odwadze, by zawalczyć o to, co naprawdę ważne. Jeśli lubicie romantyczne, wzruszające książki, które potrafią wywołać uśmiech, ale także skłonić do refleksji, zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.
„Niebo w kolorze kaliny” Agnieszki Zakrzewskiej to niezwykle ciepła, nastrojowa i pełna emocji powieść obyczajowa, która otula czytelnika niczym miękki koc w chłodny wieczór. To historia o stracie, nadziei, odnajdywaniu siebie na nowo i o miłości, która przychodzi wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. Autorka stworzyła opowieść pełną spokoju i refleksji, przypominającą, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach los potrafi podarować człowiekowi nowy początek.
Fabuła koncentruje się wokół kilku bohaterów, których życiowe ścieżki splatają się w niezwykłym miejscu ukrytym na skraju Puszczy Drawskiej. Laura prowadzi kameralny pensjonat, będący azylem dla ludzi zmęczonych codziennością, cierpieniem i własną przeszłością. To miejsce pełne ciepła, zapachu świeżo pieczonego chleba, aromatycznej herbaty i ciszy, która pozwala usłyszeć własne myśli. Do siedliska trafia Ksawery, mężczyzna próbujący odnaleźć sens życia po stracie ukochanej żony. Niedługo później los przyprowadza tam również Leę, kobietę wracającą z sanatorium po usłyszeniu trudnej diagnozy. Spotkanie tych bohaterów staje się początkiem zmian, które wpłyną na ich dalsze życie.
Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Agnieszka Zakrzewska stworzyła postacie bardzo autentyczne, pełne emocji, słabości i wewnętrznych rozterek. Ksawery porusza swoją samotnością i próbą pogodzenia się z bolesną stratą. Lea zmaga się z lękiem przed przyszłością i koniecznością przewartościowania swojego życia. Laura natomiast jest osobą, która potrafi dawać innym wsparcie, nie oczekując niczego w zamian. Każdy z bohaterów niesie własny bagaż doświadczeń, a ich historie pokazują, że nawet najbardziej poranione serce może jeszcze odnaleźć szczęście.
Akcja powieści nie jest dynamiczna w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. To historia, która rozwija się spokojnie i naturalnie, skupiając się przede wszystkim na emocjach, relacjach międzyludzkich i procesach zachodzących wewnątrz bohaterów. Nie oznacza to jednak braku napięcia. Wręcz przeciwnie – czytelnik z ogromnym zaangażowaniem śledzi losy postaci, kibicuje im i zastanawia się, jakie decyzje podejmą. To właśnie emocjonalna głębia sprawia, że trudno oderwać się od lektury.
Autorka posługuje się pięknym, obrazowym i niezwykle plastycznym językiem. Jej styl jest lekki, ale jednocześnie bardzo sugestywny. Opisy przyrody zachwycają i pozwalają niemal poczuć zapach lasu, wilgotnego mchu, świeżego chleba czy porannej kawy. Każda scena jest dopracowana, a atmosfera miejsca odgrywa niemal równie ważną rolę jak sami bohaterowie. Agnieszka Zakrzewska potrafi pisać o trudnych sprawach z ogromną delikatnością, unikając przesadnego dramatyzmu i pozostawiając przestrzeń na refleksję.
W książce odnajdziemy wiele ważnych motywów. Na pierwszy plan wysuwają się strata, żałoba, choroba, poszukiwanie sensu życia, przyjaźń, nadzieja i miłość. Bardzo istotnym elementem jest także motyw drugiej szansy oraz uzdrawiającej siły natury. Autorka pokazuje, jak ogromne znaczenie mają bliskość drugiego człowieka, rozmowa, zrozumienie i umiejętność zatrzymania się na chwilę w świecie pełnym pośpiechu.
Podczas lektury czytelnik doświadcza całej gamy emocji. Są momenty wzruszające, które ściskają za serce, ale również takie, które przynoszą ukojenie i spokój. Towarzyszą nam smutek, nadzieja, tęsknota, współczucie i radość płynąca z obserwowania, jak bohaterowie powoli odnajdują drogę do szczęścia. To jedna z tych książek, które pozwalają zwolnić tempo i na chwilę oderwać się od codziennych problemów.
„Niebo w kolorze kaliny” szczególnie przypadnie do gustu miłośnikom literatury obyczajowej, historii o dojrzałej miłości oraz powieści osadzonych blisko natury. To idealna lektura dla osób ceniących emocjonalne opowieści, w których najważniejsze są relacje między ludźmi, a nie spektakularne zwroty akcji. Spodoba się również czytelnikom szukającym książek niosących nadzieję i pokazujących, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć światło.
Agnieszka Zakrzewska stworzyła historię pełną ciepła, mądrości i życiowych refleksji. To opowieść o ludziach, którzy mimo bólu i przeciwności losu nie przestają wierzyć, że przed nimi może być jeszcze coś pięknego. „Niebo w kolorze kaliny” zachwyca klimatem, porusza emocjonalnie i pozostawia po sobie uczucie spokoju. To książka, do której chce się wracać myślami długo po przeczytaniu ostatniej strony i którą z przyjemnością polecam wszystkim miłośnikom wzruszających, życiowych historii.
„Tajemnica zakonnika” Sylwii Kubik to poruszająca, niepokojąca i skłaniająca do refleksji powieść psychologiczno-obyczajowa, która zagląda w najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury. To historia pokazująca, jak cienka bywa granica między autorytetem a manipulacją, między wiarą a ślepym posłuszeństwem oraz jak łatwo człowiek może ulec wpływowi osoby obdarzonej niezwykłą charyzmą. Autorka podejmuje trudny temat władzy nad drugim człowiekiem, czyniąc to w sposób subtelny, ale jednocześnie niezwykle przejmujący.
Centralną postacią powieści jest Dominik – zakonnik, którego kazania przyciągają tłumy wiernych. Jego słowa poruszają, uspokajają i dają nadzieję. Potrafi zdobywać zaufanie, budzić podziw i sprawiać, że ludzie chcą słuchać go bez zastrzeżeń. Jednak wraz z rozwojem wydarzeń czytelnik zaczyna dostrzegać, że za pozornie nieskazitelnym wizerunkiem kryje się coś znacznie bardziej niepokojącego. W zamkniętym świecie reguł, modlitw i duchowych zależności zaczyna tworzyć się system, w którym granice dobra i zła stają się coraz mniej wyraźne.
Fabuła rozwija się stopniowo, a napięcie budowane jest przede wszystkim poprzez psychologię postaci i atmosferę narastającego niepokoju. Nie jest to książka oparta na gwałtownych zwrotach akcji czy sensacyjnych wydarzeniach. Siła tej historii tkwi w obserwowaniu procesów zachodzących między bohaterami, w analizie mechanizmów wpływu oraz w odkrywaniu kolejnych warstw prawdy. Autorka pokazuje, jak niepozorne decyzje i drobne ustępstwa mogą prowadzić do sytuacji, których nikt wcześniej nie przewidywał.
Bohaterowie zostali wykreowani bardzo wiarygodnie. Dominik jest postacią fascynującą i jednocześnie budzącą niepokój. To człowiek, którego trudno ocenić jednoznacznie. Jego charyzma sprawia, że zarówno bohaterowie książki, jak i sam czytelnik momentami zaczynają rozumieć, dlaczego tak wiele osób ulega jego wpływowi. Równie interesująco wypadają postacie drugoplanowe, które reprezentują różne postawy wobec autorytetu, wiary i własnych przekonań. Każda z nich wnosi do historii coś istotnego, pokazując różne oblicza ludzkiej podatności na manipulację.
Sylwia Kubik posługuje się stylem lekkim, płynnym i bardzo obrazowym. Pisze w sposób przystępny, ale jednocześnie potrafi poruszać trudne tematy z dużą wrażliwością i wyczuciem. Jej narracja jest spokojna, a mimo to nieustannie utrzymuje uwagę czytelnika. Szczególnie dobrze wypada budowanie atmosfery. W książce wyraźnie wyczuwalne jest napięcie, które narasta niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie staje się jednym z najważniejszych elementów całej historii.
Powieść porusza wiele ważnych motywów. Na pierwszy plan wysuwają się wiara, manipulacja, władza, autorytet, odpowiedzialność oraz poszukiwanie prawdy. Ważnym tematem jest również samotność, potrzeba przynależności i pragnienie odnalezienia sensu życia. Autorka pokazuje, jak silna może być potrzeba posiadania przewodnika i jak niebezpieczne staje się oddanie komuś pełnej kontroli nad własnym myśleniem i decyzjami.
Podczas lektury czytelnikowi towarzyszy wiele emocji. Początkowo pojawia się zainteresowanie i ciekawość, które szybko ustępują miejsca niepokojowi. Z każdą kolejną stroną rośnie napięcie i poczucie zagrożenia, mimo że nie zawsze jest ono wyrażone wprost. Pojawiają się także złość, frustracja, smutek i refleksja nad ludzką naturą. To jedna z tych książek, które zmuszają do zadawania sobie pytań i długo pozostają w pamięci po zakończeniu lektury.
„Tajemnica zakonnika” szczególnie przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym powieści psychologiczne, obyczajowe i społeczne, które skłaniają do głębszych przemyśleń. To również bardzo interesująca propozycja dla osób zainteresowanych tematyką mechanizmów manipulacji, wpływu społecznego i funkcjonowania autorytetów. Nie jest to lekka historia czytana wyłącznie dla rozrywki, lecz książka, która angażuje emocjonalnie i intelektualnie.
Sylwia Kubik stworzyła powieść ważną, odważną i niezwykle aktualną. To historia o tym, że zło nie zawsze przybiera oczywistą postać i nie zawsze objawia się krzykiem czy agresją. Czasem ukrywa się za pięknymi słowami, dobrymi intencjami i pozorną troską o drugiego człowieka. „Tajemnica zakonnika” to książka, która skłania do refleksji nad siłą wpływu, odpowiedzialnością oraz granicami zaufania. Warto po nią sięgnąć nie tylko dla samej historii, ale także dla pytań, które pozostawia w głowie długo po zamknięciu ostatniej strony.
Przed wami drugi tom cyklu ,,Czarnego mroku". Części są w pewien sposób ze sobą powiązane, ale nie na tyle aby móc koniecznie je czytać tylko po kolei. Jest tylko taki szczegół, że kto bardzo lubi szybką akcję w fantastyce, to z kolei czytając wpierw tom drugi, to i tak będzie miał ogromne pragnienie aby przeczytać pierwszy. Tak ta seria właśnie działa:-)
Postacie mają tutaj różne moce i są one ukazane pod stroną marzeń małych dzieci, gdzie sporo osób chciało móc czytać w czyichś myślach i taki też dar jest tutaj ukazany. Każdy też chciał aby jakaś magiczna siła mogła go chronić i jest tutaj motyw jakby opiekuna, który w razie zagrożenia, był chroniony przez osobą, która była z nim w pewien sposób połączona. Są też inne, ale odkryjcie je sami. Chodzi o to, że te rzeczy sprawiają iż odbieramy ją bardzo prywatnie, jakby zaspakajają pragnienia naszego małego wewnętrznego dziecka, więc siłą woli robi nam się miło. Oczywiście sama książka nie jest dla dzieci ze względu na poutykane wulgarności, które występują w momentach bardzo stresujących dla postaci, lub zagrażających ich życiu. W samej książce bardzo dużo się dzieje. To była kwestia podróżnicza, gdzie przechodzili przez góry, pagórki, jakieś skały, labirynty, gdzie nie było bezpiecznie.
,,O Bogini, to było dziwne uczucie przejść przez ukrytą ścianę. Czułam jej magię - stwierdziła Kira."
,,Mamy na sobie stroje do maskowania naszej temperatury, a ja dodatkowo pokryję nas Mrokiem."
,,Miała ciało węża z dwoma długimi przednimi łapami i kapturem na szyi jak u kobry, jednak jej rozmiar był niepokojący. Na pewno miała jakieś trzy metry długości!"
Spotkacie tutaj opisy na pierwszy rzut okaz ładnych stworzeń, aczkolwiek śmiejących się złowieszczo wydających z siebie zło i chęć mordu. Nigdy nie zgadniecie jak nieokiełznane to były stworzenia oraz niepozorny wygląd mógł zmylić przeciwnika. Pomimo tego, że mieli swoje dary, to znajdywali się w sytuacjach tak szokujących, że momentami o nich zapominali. Autorka celowo niektórych zdań nie kończyła, aby nasza wyobraźnia szalała na wysokich obrotach. W ziemi nie grzebią tylko ludzi, ale i poległe wilki, więc stąpając po niektórych skrawkach gdzieś czytelnik sam z tyłu głowy ma ten strach, że coś wciąż jest blisko, ukryte lub czyhające, więc nie ma tu czasu na spokojny oddech. Pojawiają się kły, pazury, czerwone oczyska, szybko pojawiające się portale i nie są to puste opisy, tylko podkreślony został emocjonalny wydźwięk, by emocje tych postaci przechodziły również na nas. Ledwo zdołaliśmy przetrawić aktualne emocje jakie mieli bohaterzy, a już nagle ukazywał się magiczny portal i wychodził z niego ktoś skrzywdzony, bezbronny, więc wydarzenia w pewien sposób nachodziły na siebie.
Nie da się przewidzieć tej treści, nawet nie próbowałam tego zrobić, bo to, co tutaj zastałam przechodziło moje najśmielsze wyobrażenie. Miłe uczucia również są obecne, ale takie dziewczęce jak dotyk dłoni, posadzenie na kolanach czy zawstydzenie. To bardzo ich uczłowieczało choć na moment, kiedy mogli być sobą, a nie zmienionymi za pomocą magii osobami.
Uważam, że to nie jest zwykła seria, gdyż często miałam wrażenie, że inna seria ,,Koło czasu", tak pięknie przyjęta przez czytelników jest niemal na równi z tym dziełem. Autorka nie ma takiego doświadczenia życiowego jak Robert Jordan, a pomimo tego napisała dzieło zbliżone właśnie do jego twórczości. Wszelkich fanów jego działa bardzo zachęcam aby wzięli do ręki dzieło tej autorki, gdyż będą nim usatysfakcjonowani:-) Szczerze ją polecam:-)
To jedna z piękniejszych książek poświęconych nauce czy raczej bardziej bym powiedziała, zapamiętywania ważnych wydarzeń z Pisma Świętego. Wydana w sztywnej, ale od zewnątrz nadmuchanej oprawie, aby dziecko już samym dotykiem poczuło, że czeka go w niej coś pięknego, miłego i takiego bezpiecznego. To już piąty tom takich opowieści, a ja dopiero teraz miałam przyjemność zapoznać się z nią. Od razu odczułam, że jest w niej takie ciepło i dobro wraz ze spokojem. Nie chodzi tylko o same postacie, gdyż dzieci przybywają tutaj w odwiedziny do dziadków, ale o sam przekaz, że gdziekolwiek się nie pojedzie, to kiedy ludzie są mili, to możemy poczuć się jak w domu. Tutaj dzieci są zainteresowane dlaczego ich dziadzio czyta wciąż tą samą Biblię, choć wiadomo, że już na ją na pamięć. Odparł im bardzo ciekawy stwierdzeniem, że nie ważne ile raz się coś przeczyta, bo kiedy doszukujemy się w czymś nauki, to powielając czytanie tego samego, zaczynamy te same kwestie roztrząsać na innym poziomie wiedzy. Nieraz chodziło o sytuacje, które się wydarzyły i aby obrócić je na dobrą stronę, trzeba było przeczytać sobie to wydarzenie z Biblii i zamiast złych uczuć, przychodziło zrozumienie i spokój. Dziadzio zachęca czytelnika aby rozmawiał z Bogiem codziennie i gdziekolwiek by się nie było, bo on nas słyszy wszędzie. Było w tym takie zaufanie, by swoje troski wznieść do Najwyższego, a on pogodny je od nas dobierze. Bardzo spodobał mi się podkreślony aspekt zaufania, by prosić i wiedzieć, że cokolwiek oczekiwaliśmy, to będzie spełnione. Nie należy patrzeć na czas, dawać terminów, tylko zaufać, że nasze prośby zostały spełnione i tak się stanie. Każda z przygód dzieci zostawała opisywana jako rozmowa, później opowieść biblijna i nauka jaka z niej płynęła. Mamy w niej też czas zwykły jaki spędza się wśród zwierząt gospodarskich i darów jakie nam ofiarują. Na wsi czas płynie zupełnie inaczej. Historie kończą się w momencie, kiedy rodzice dzieci przyjeżdżają zabrać je do domu zaznaczając, że to jeszcze nie koniec nauk Biblijnych:-)
Szczerze, to czytając takie książki przed snem można naprawdę zmienić swoje życie na lepsze i dużo spokojniejsze:-) Bardzo ja polecam:-)
Książka jest całkiem ciekawa, tylko nie jest pisana jednym ciągiem. Mamy tutaj cofania w czasie, konkretne czasy do tyłu, bardziej do tyłu, czas obecny, jeszcze wcześniejszy, więc jeśli nie zerka się na te nagłówki to totalnie może się zrobić misz masz w głowie. Myślę, że właśnie taki układ scenerii nieco wpłynął na ocenę przez innych. Sama książka jest ciekawa, gdyż ma dużo dobrego humoru, choć najbardziej pojmą go osoby zazdrosne i takie, które lubią przekazywać swoje najlepsze plotki:-) Swoją drogą ja też bym się bardzo zdenerwowała, gdyby ktoś ukradł mi książkę i wydrukował jako swoją. Tym bardziej, że nowa wersja zaczynała zyskiwać na większej sławie:-) To tylko skłoniło naszą postać do samoistnego wymierzenia kary. Takich osób ukaranych za mniejsze przewinienia jest więcej i każdy z nich został wysłany w jedno i to samo miejsce, aby odpokutować za swoje. Opowiadają tu swoją historię, a dodatkowo mają osobliwe temperamenty, więc z sensu ich uzewnętrzniania się wychodzi naprawdę zabawna sceneria. Miejsce do którego trafiają ma być spokojnym uosobieniem, gdzie osoby mocno starsze mają tam swój wypoczynek. Mają im pomagać odpracowując to co przeskrobali.
Na pierwszy rzut strony ujrzeliśmy osobę, która pomiędzy relaksem natrafiła na trupa, który prawdopodobnie spadł z wysokości, tylko czy aby przypadkowego czy nieprzypadkowego zdarzenia, to już później będą ustalać. I tak krążymy do czasu późniejszego, wstecznego i tak na zmianę, oraz ujrzymy skrawek zapisków wpływowej kobiety, której terapeuta nakazał ten pamiętnik pisać. W późniejszej scenerii zauważymy, że będzie prowadzone śledztwo do pierwszych wydarzeń z utrudnionym działaniem, gdyż nie każdy tu wszystko będzie pamiętał, bądź będzie pamiętał, że ma niczego nie pamiętać:-) Tak te losy będą się przeplatały, czasami w formie opowieści i myśli, a innym razem jako rozmowy w formie dialogów. Aby bardziej namieszać w fabule, w tle będzie majaczyła budowla elektrowni atomowej, co dołoży tylko rozkładającej się treści. Tak naprawdę dopiero, kiedy będziemy czytali powiedzmy po trzydzieści do czterdziestu stron na raz, jesteśmy w stanie sprawnie zapanować nad tymi wydarzeniami. Ja dwa razy miałam przerwę po dziesięć stron i później odrobinę musiałam się cofnąć aby przypomnieć sobie na czym skończyłam. Nie z powodu samej treści, tylko tych przeskoków w czasie, dlatego zwracajcie na nie uwagę.
Ogólnie cała książka jest ciekawa, zabawna, choć pewnie nie dla wszystkich, ale i ubarwiona mocnymi słowami złości, wściekłości i niezrozumienia drugiej osoby. Cięty język potrafił podnieść ciśnienie albo rozbawić, kiedy nie był użyty konkretnie. Jest to pierwszy tom serii i myślę, że z ciekawością można oczekiwać kolejnej książki. Z nią było jak chodzenie w szpilkach, nie każdy potrafi-ogarnąć czasy, nie każdy je lubi- różnorodność postaci, ale i inni czują się w nich jak ryba w wodzie:-)
"Miłość na pełny etat" jest bardzo udanym debiutem Patrycji Fidelus. Moja intuicja ponownie mnie nie zawiodła i trafiłam na historię, która okazała się idealnym wyborem na letni czas.
Natalia przeprowadza się do Rzymu, gdzie obejmuje odpowiedzialne stanowisko dyrektorki w banku. Dzięki wytężonej pracy osiąga sukces. A co z uczuciami? Po złamanym sercu nie chce się z nikim wiązać. Jednak na jej drodze ponownie staje Andrea - pierwsza miłość i niedokończona historia. Jaką tajemnicę skrywa mężczyzna? Dlaczego zniknął bez słowa i pożegnania? Natalia od tego czasu zmieniła się, nie chce ryzykować, tym bardziej że jest jego przełożoną. Mamy tu przełamanie schematu, gdzie to nie mężczyzna a kobieta piastuje wyższe stanowisko.
Autorka dobrze ukazała głębię psychologiczną bohaterów. Wchodzimy w dylematy i przemyślenia głównej bohaterki. Mamy tu nakreślony lęk przed ponownym zranieniem, mechanizmy samokontroli i trudny proces odbudowywania zaufania. Ciężko jest ponownie zaufać komuś, kto już raz je zawiódł. I to na całej linii. Tak się po prostu nie postępuje. Nie odchodzi się bez wyjaśnień. Ale czy uczucia można kontrolować? Bo Natalia ma wszystko pod kontrolą. A to jedno? Jak zapomnieć o bólu odrzucenia, żalu? Towarzyszymy bohaterom we wzlotach i upadkach. Z kolei słowne przepychanki między nimi dodają książce pazura.
Wszystko w tej książce wypadło naturalnie i wiarygodnie. Od bohaterów, poprzez ich uczucia, korporacyjną rzeczywistość z blaskami, cieniami i zależnościami, po wydarzenia. To romans, który angażuje od pierwszej strony.
Włochy i Rzym nie są tu jedynie miejscem akcji, ale jakby równoprawnym bohaterem powieści. Wyraźnie czuć gorący włoski klimat. Wraz z postaciami oddajemy się spacerom uliczkami Wiecznego Miasta, czujemy ten żar przy Koloseum, słyszymy gwar przy Panteonie, wąchamy, smakujemy, zachwycamy się kolorami. To wszystko doskonale kontrastuje z chłodnym światem korporacyjnych finansów.
"Miłość na pełny etat" to pełen emocji i pragnień romans biurowy o tajemnicach, kłamstwach, zranieniu, rozczarowaniach, odbudowywaniu zaufania i drugich szansach. Czy rozsądek wygra z przeszłością i miłością? Macie ochotę, aby wybrać się w podróż skąpaną włoskim słońcem Rzymu?