Świetnie mi się ją czytało i bardzo szybko poszło. Druk jest średniej wielkości, a najbardziej pewne w treści jest to, że nic pewne nie jest:-) To pozycja z gatunku tych, gdzie mnożą się pytania, nawarstwiają, zostają przeciągane, dochodzą kolejne, nie zawsze takie jakie by się wydawało, że są i dopiero później wszystko po trochu zaczyna wskakiwać w swoje miejsce. Z tego też powodu jeśli ktoś jest mniej cierpliwy, to może się poczuć przetrzymany w treści. Mi się jednak wydawało, że o to właśnie chodziło, by wzbudzić ogromne napięcie niewiadomej, niepewności gęstej, gdzie każda osoba mogła być sprzymierzeńcem lub wrogiem jednocześnie.
Kobieta, która budzi się w szpitalu ma amnezję, więc coś jej świta, nieraz jakby na pamięć wie, że coś chce powiedzieć, ale nie potrafi o niczym zapewnić, gdyż nic nie pamięta. Wydaje jej się, że została napadnięta, ale równie dobrze mogło być zupełnie inaczej. Przebywając w szpitalu lekarz też nie mówi jej o wszystkim, więc nie wiemy co z czym się pokrywa i czy ma jakiś sens. Czasami niby ma powroty jakichś wydarzeń, ale lekarze nie są przekonani, czy pamięta właściwie to co mówi, czy to nie wytwór jej opuchniętego mózgu. Z braku widzenia kogokolwiek, bo obecnie nie widzi, też nie pojawiają się opisy sugerujące czyjeś zachowanie, czy mimikę, więc lawirujemy po takiej ścianie, gdzie nawet nie ma pewności, czy ona faktycznie już się wybudziła. Później nieco się rozwija z tymi sekrecikami, ale po nich dochodzą kolejne i kolejne, więc mamy poczucie, że jedziemy dwójką całe czterdzieści na godzinę:-) Następnie pozostaje do wyjaśnienia sprawa z jakiego powodu wygląda jak wygląda. Niby mamy podpowiedź od innej osoby w tekście z innym drukiem, ale nie tak łatwo jest od razu przypisać go do konkretnej osoby. Nawet nie mamy pojęcia, czy już jest bezpieczna, czy to dopiero początek:-)
Zdecydowanie polecam książkę wielbicielom thrillerów psychologicznych o zabarwieniu medycznym. Wiele wyjaśnień chorobowych czy uszkodzeń ciała jest tu profesjonalnie wyjaśnionych, więc zainteresowani medycznymi opisami spędzą tutaj miłe chwile, a ich przeciwnicy niezrozumiały monolog. Ja oczywiście należę do tych pierwszych:-) No cóż, pozostaje mi tylko mieć oko na kolejne książki autorki:-) Zdecydowanie polecam:-)
„Nawet jeśli dziś to nie jest mój dzień, jutro wciąż może być mój.”
„Czasem trzeba wszystko stracić, żeby w końcu odnaleźć siebie.”
„Czasem wszystko wali się naraz, jakby los chciał sprawdzić, ile jeszcze jesteśmy w stanie unieść.”
Bożenka nie ma najłatwiejszego dnia, miesiąca, a może i roku.
Dziewczyna zamieszkała ze swoją babcią, na dodatek zdradził ją chłopak (a jakby tego było mało jego nową wybranką została sąsiadka) i jeszcze wisi nad nią widmo utraty pracy.
Nie jest jednak jedną z tych kobiet , które gdy im nie wychodzi za wszelką cenę chcą pokazać, że sobie poradzą i są niezależne.
Nie. Nasza bohaterka jest bardzo pogubiona a jej przemyślenia niejednokrotnie sprawiały, że miałam ochotę nią potrząsnąć i posiedzieć Kobieto weź się ogarnij, gdzie Twoja wiara w siebie i poczucie własnej wartości?
Oczywiście dobra historia nie obędzie się bez przystojnego i bardzo miłego adoratora, albo nawet.. trzech?
Daniel zdaje się wprost stworzony dla Bożeny- i już nawet nie o wygląd chodzi a o opiekuńczość, charakter, wspólne pasje i fakt ,że mężczyzna chce naprawdę poznać kobietę budzącą w nim tak wiele uczuć..
To jednak nie wszystko bo są jeszcze Maurycy z Gdyni i trener personalny Patryk.
Największe zawirowania w tej opowieści serwuje jednak Kornelia- naprawdę ta starsza pani to istny wulkan energii kradnie każdą scenę , a jej teksty po prostu rozbrajają.
Emocje w tej książce są naprawdę ogromne mimo ,że zarówno okładka jak i opis sugerują lekką lekturę.
Relacja Bożeny i Daniela jest naturalna, a przez to bardzo prawdziwa.
Jest w niej sporo niepewności, drobnych gestów, zawahań i rozmów, które nie zawsze prowadzą do prostych odpowiedzi. Autorka nie przyspiesza na siłę emocji, pozwala im dojrzewać – i właśnie dlatego ta historia tak dobrze wybrzmiewa. Bożena nie zmienia się z dnia na dzień w silną, pewną siebie kobietę. Jej droga jest kręta, momentami irytująca, ale bardzo ludzka.
„To nie mój dzień” to opowieść o tym, że czasem naprawdę wolno się pogubić. Że nie każdy kryzys musi od razu zamienić się w spektakularny triumf, a odbudowywanie siebie bywa procesem pełnym potknięć i wątpliwości. To także historia o relacjach – tych, które ranią, i tych, które dają ciepło, nawet jeśli nie od razu wiadomo, dokąd prowadzą.
Ogromnym atutem książki jest humor, który rozładowuje trudniejsze momenty i sprawia, że lektura nie przytłacza. Dialogi są żywe, bohaterowie barwni, a Kornelia… cóż, dla niej samej warto sięgnąć po tę historię.
To opowieść która udowadnia, że nawet jeśli dziś wszystko idzie nie tak, jutro wciąż może przynieść coś dobrego. Czasem wystarczy jeden krok, jedna rozmowa albo jedna osoba, by przypomnieć sobie, kim naprawdę jesteśmy.
Serdecznie polecam 💚🩷
Za niedługo będziemy obchodzić dzień Babci i Dziadka. Jeśli jeszcze nie macie prezentu, to zostawiam Wam świetną alternatywę, która zostanie na zawsze. Moja córka przekaże tę książkę babci- i uważam, że za kilkanaście lat będzie najlepszą pamiątką jaka może dla niej być.
Książka podzielona na rozdziały:
Narodziny, dzieciństwo, nastoletnie lata i dorastanie, rodzina, bycie mamą no i oczywiście wnuki. Ciekawie skonstruowane pytanie, sama jestem ciekawa niektórych. Oczywiście cieszące oko piękne, kolorowe, wstawki.
Na nadchodzące święto sprawdzi się idealnie! Dorzucimy jeszcze milion buziaków i tulasków, coś słodkiego i prezent gotowy!
Zapoznajcie się z nią, wiem, że po internecie krążą jeszcze podobne tematycznie książki, ale ta podoba mi się zdecydowanie bardziej.
*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
Biografia człowieka, który inspiracje swojej najpopularniejszej piosenki czerpał na poparzeniówce wydaje się idealną opcją na długie zimowe wieczory! Jaram się!
Czasami naprawdę zaskakują mnie te cieniutkie książki, które tak potrafią wstrząsnąć emocjami, aż podziw nas bierze, że nie jest odpowiednio głośno o niej, tak jak na to zasługuje. Czytając ją miałam wrażenie, że nie tylko słucham, ale i oglądam przedstawione wydarzenia o których bardzo malutko mówiło się na świecie. Autor stworzył opowieść, którą powinien przeczytać każdy człowiek na Ziemi. Bo czyż nie ciekawi was jak żyli ludzie jeszcze zanim pojawił się człowiek współczesny? W jaki sposób wyglądał ich dzień, jak zdobywali pożywienie i czym ono było? To historia opowiedziana przez narratora, dlatego odnosiłam wrażenie, jakbym brała udział w słuchowisku radiowym. Ten, kto po nią sięgnie pomyśli podobnie. Po przedstawieniu rodziny Agni i ukazaniu ich zajęć dnia codziennego przeszliśmy do wydarzeń, gdzie po błysku na niebie pojawiły się pierwsze języki ognia. Musicie wiedzieć, że ludzi na ziemi było wtedy mało i każdy zajmował miejsce odpowiedniej wielkości do osady, którą tworzyli. W monecie, kiedy ujrzeli piękne barwy jasnych kolorów nie wiedzieli co się dzieje. Odruch sam nakazał uciekać łącznie ze zwierzyną, która nie kierowała się w konkretnym kierunku, tylko przeciwnym do zagrożenia. Za plecami czuli coraz większe gorąco i strach, kiedy ich bliscy nie pokazywali się za nimi. Strach był o tyle wielki, a dzieci na tyle dużo, że ratowano je w pierwszej kolejności. Już po wszystkim, kiedy kroczyli śladem zniszczeń odnajdywali upalone jaszczurki i inne zwierzęta. Młode dzieci wyrywały je sobie z rąk doznając odmiennego niż wcześniej smaku na języku. Ujrzeli więc, że oprócz zniszczeń gorąca kula potrafiła zapewnić im innego rodzaju pożywienie. Dosyć przejmującą chwilą było ujrzenie członka z rodziny w zwęglonym wyglądzie. To scena krótka ale bardzo mocna i pokazująca z jakimi porównaniami ich myśli krążyły po głowie. Ale co dalej? Jak dalej potoczą się losy Agni i jego rodziny? W jaki sposób jeszcze dojdzie do nich, że żywioły potrafią być sprzymierzeńcem i wrogiem jednocześnie? Czy można stać się bogiem ognia?
To niesamowita i mega hipnotyzująca opowieść o prymitywnych stworzeniach, pierwszych kalkulacjach myślowych, nauki o stracie i zyskach oraz pielęgnacji naturą. W trakcie i po niej byłam bardzo wzruszona. Zobaczycie co tak naprawdę liczyło się dla ludzi. Dosłownie brak mi słów. Szacun za tą opowieść, ogromnie ją polecam!!!
Książka jest ciekawa, tylko potrzeba trochę czasu żeby na dobre rozłożyła swoje skrzydła i głębiej zaprosiła nas do lektury.
Narrator ukazuje nam głównego bohatera, który obsesyjnie opisuje wygląd pewnej kobiety. Większość rzeczy przyrównuje do poezji i podkreślania piękna, więc wydaje nam się, że zanim cokolwiek się zadzieje, to minie bardzo dużo czasu. Mężczyzna ma obsesję na punkcie piękna oraz idealizmu, dlatego poszukiwał wzrokiem obiektu, który zagościł jego w głowie. Kiedy ujrzał Agathę, to jakby cały świat nagle się zatrzymał. Postanowił maksymalnie się do niej zbliżyć i o dziwo ona mu na to pozwalała. Czasami nie byłam pewna, czy czytałam prawdziwe wydarzenia, gdyż opowiadał o nich szybko, gdzie przebiec można było od wydarzenia do wydarzenia i z miejsca do miejsca, jakby przeskok w czasie, gdzie ona tańczyła jak jej zgrał, czy to wszystko siedziało w jego głowie, więc opisy z jego pamięci właśnie taką formę by przybierały. Taka totalna fascynacja, gdzie zaciera się czas i są tylko oni i to co on u niej widzi.
Agatha jest największą fascynacją jaką można tutaj spotkać. To kobieta idealna, choć nie klasyczna z nutką uśmiechu, zabawy i takiej otwartości świata. Wiele treści się jej poświęca, snuje ogrom myśli, porównań oraz oceny na ile to co ona widzi jest fascynacją światem, a na ile duszą, którą w niej można zobaczyć. Zdecydowanie to treść poświęcona fascynacji, gdzie zauroczenie widać we wszelakich opisach dotyczących jej osoby.
Ta książka nie spodoba się każdemu, gdyż nie każdy jest z natury obserwatorem. Czasami oczekuje się bardziej dynamicznej akcji, ale nie oznacza to, że ta pozycja jest zła. Najbardziej dotrze do wrażliwych osób, które potrafią godzinami wpatrywać się w jeden punkt i uważać, że to był czas, gdzie wszystko w głowie sobie układali, więc nie był stracony. Jest tutaj też sporo dialogów i pomiędzy nimi można dostrzec wszędzie coś ukrytego, takiego co wymaga przemyślenia, ale na pierwszy rzut oka tego nie widać. Jeśli rozumiecie pojęcie esencja życia, to wydaje mi się, że po części w dużej mierze to było natchnieniem do napisania tej książki.
Jest to bezpośrednia kontynuacja tomu pierwszego ,,Sagi Północnej" i o ile bardziej żywiołowa, o tyle mocniej zagłębiona w sprawy wojenne, które zajmują tutaj nieci więcej miejsca niż w tomie pierwszym. Główna bohaterka wciąż jest dręczona przez wyrzuty sumienia, które nawet nie powinny w niej tkwić, gdyż to nie ona dręczyła męża, tylko on ją.
Z początku mamy akcję ponownego spotkania Alice z adwokatem, który opisuje jej jak bardzo może im się nie udać, lecz jej upór był tutaj nieugięty. Chce spróbować wszystkiego, byleby tylko jej mąż dał im spokój. W tym wciąż wymienia osobę córki, która jest jej całym światem. Jest gotowa na wszelkie przeciwności i utrudnienia, byleby tylko udało jej się oderwać od tego potwora. Wraz z akcją widzimy jak adwokat zmienia nastawienie do jej osoby. Podziwia ją za wiele rzeczy, przez co momentami sprawa zaczyna obierać prywatne uczucia. I tutaj sądziłam, że wszystko pójdzie jak po maśle, jednak niespodziewanie jej mąż dowiaduje się o jej planach. Wpada we wściekłość i obie muszą uciekać by tym razem dosadnie walczyć o życie a nie już tylko o przetrwanie. Im dalej, tym postać jej małżonka stawała się dla mnie bardziej odrażająca i potworna, aż sama zapominałam o prawdziwym świecie. Bądźcie pewni, że ta seria potrafi wbić się w serce i pamięć niczym cierń, która ugrzęzła w bosej stopie. W momencie sprawy sądowej do której tutaj dojdzie zostanie jej poddana prawdziwa świni... . To będzie chwyt poniżej pasa o którym jak przeczytamy to będziemy mieli ochotę rzucić książką, żeby tylko zniszczyć postać osoby, która jako druga, choć nieco ukryta również niszczyła jej życie. To był przykład takiej nienawiści, gdzie osoba skrzywdzona pragnęła zniszczyć życie drugiej, by na równi z nią cierpiała. Ja rozsądku tam u niej nie widziałam. Na dodatek bliska osoba, która powinna chronić co swoje, postawiła się w tle dobrego pokazania, gdzie kobieta ma wytrzymać co jest, bo mąż to rzecz święta...
Uprzedzam, że momentami jest tutaj grubo. Dla tych wrażliwych i nerwowych osób najlepiej zawczasu zaparzcie sobie meliskę:-) Jeśli nie macie, to ja się podzielę:-)
„Miejsce w sercu” Natalii A. Bieniek to poruszająca, pełna ciepła powieść obyczajowa, która opowiada o stracie, poszukiwaniu prawdy i próbie odnalezienia siebie na nowo. Fabuła skupia się na Monice – czterdziestoletniej kobiecie, która po śmierci męża stara się poskładać swoje życie z rozsypanych kawałków. Choć z zewnątrz wydaje się silna i opanowana, w środku wciąż zmaga się z bólem, zagubieniem i pytaniami bez odpowiedzi. Gdy przypadkiem odkrywa sekret, który podważa wszystko, w co dotąd wierzyła, rozpoczyna prywatne śledztwo. To, co znajdzie, okaże się trudne, bolesne, ale jednocześnie wyzwalające.
Autorka tworzy niezwykle barwne i autentyczne postacie, z którymi łatwo się utożsamić. Oprócz Moniki poznajemy Teresę – jej teściową, kobietę, która przez lata żyła cudzym życiem i dopiero teraz zaczyna myśleć o własnych marzeniach. Jest też Adrianna – wrażliwa artystka, która po wielu rozczarowaniach odnajduje miłość, choć szczęście okazuje się bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Ważną rolę odgrywa również Marysia – czternastoletnia buntowniczka, zagubiona w świecie dorosłych, podejmująca decyzje, które mogą zaważyć na całym jej życiu. Każda z tych kobiet niesie własny bagaż doświadczeń, lęków i nadziei, a ich losy splatają się w poruszającą, wielowymiarową opowieść.
Emocje są sercem tej powieści. Towarzyszy czytelnikowi smutek, tęsknota, niepewność, ale też nadzieja, wzruszenie i ciepło. To książka, która nie boi się trudnych tematów – porusza kwestie żałoby, poczucia winy, tajemnic rodzinnych, przebaczenia, samotności, potrzeby bliskości oraz walki o własne marzenia. Autorka pokazuje, jak skomplikowane potrafią być relacje międzyludzkie i jak trudno czasem zmierzyć się z prawdą, ale jednocześnie udowadnia, że nawet najbardziej bolesne odkrycia mogą stać się początkiem czegoś nowego.
„Miejsce w sercu” to książka dla czytelników, którzy lubią emocjonalne, życiowe historie o kobietach i ich zmaganiach z codziennością. To powieść o drugich szansach, o miłości, która przychodzi nieoczekiwanie, i o odwadze, by pozwolić sobie na szczęście. Idealna dla osób, które cenią literaturę obyczajową z głębią, wrażliwością i realistycznymi bohaterami.
Ta historia zostawia po sobie ciepło, refleksję i poczucie, że nawet po największych burzach można odnaleźć swoje miejsce – nie tylko w świecie, ale i w sercu. To książka, która koi, wzrusza i daje nadzieję, dlatego z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu, kto szuka mądrej, emocjonalnej i pokrzepiającej lektury.
Po przeczytaniu odłożyłam książkę z ciężarem w klatce piersiowej. To nie jest ten rodzaj thrillera, który „czyta się i zapomina”. Niepokój czujemy od pierwszych stron.
Zniknięcie dzieci, powrót tylko jednego z nich, cisza zamiast odpowiedzi. Leon nie jest klasycznym bohaterem – to człowiek połamany, pełen rys i pęknięć. I właśnie dlatego jest tak bardzo prawdziwy. Jego dorosłe życie to nieustanna walka: z depresją, z pamięcią, z miłością, która chce pomóc, ale nie zawsze potrafi.
Książkę czyta się szybko, momentami wręcz jednym tchem, a jednocześnie wymaga ona skupienia. Narracja prowadzona na przemian buduje napięcie i sprawia, że czujemy się jak w labiryncie – każdy rozdział przybliża do prawdy, ale jednocześnie rodzi kolejne pytania. Tu nie ma prostych odpowiedzi ani łatwych rozwiązań.
Największe wrażenie robi klimat – duszny, ciężki, pełen niedopowiedzeń. Autor nie straszy brutalnością, lecz psychiką. Strachem, który siedzi w głowie bohatera i udziela się czytelnikowi.
Trauma to największa siła tej historii. Pokazana bez upiększeń i bez obietnicy łatwego ukojenia. Terapia nie jest magicznym lekarstwem, miłość nie naprawia wszystkiego, a prawda… prawda bywa brutalna. Gdy nadchodzi moment konfrontacji z przeszłością, czujemy ten sam lęk co Leon – bo wie, że to, co kryje się za drzwiami wspomnień, może zniszczyć więcej, niż uleczyć.
„Klucz do grudnia” to thriller psychologiczny z mocnym elementem kryminału i sensacji, ale przede wszystkim poruszająca opowieść o traumie, winie i miłości wystawionej na najcięższą próbę. To książka, którą czyta się szybko, lecz myśli o niej długo po odłożeniu.
Finał jest szokujący i emocjonalnie trudny – ale nie spodziewałam się cukierkowego zakończenia.
Nie polecam jej „na lekkie popołudnie”.
Polecam ją tym, którzy nie boją się wejść w mrok i sprawdzić, czy odważą się przekręcić klucz.
Bo gdy już to zrobisz – nie ma odwrotu.
Po przeczytaniu odłożyłam książkę z ciężarem w klatce piersiowej. To nie jest ten rodzaj thrillera, który „czyta się i zapomina”. Niepokój czujemy od pierwszych stron.
Zniknięcie dzieci, powrót tylko jednego z nich, cisza zamiast odpowiedzi. Leon nie jest klasycznym bohaterem – to człowiek połamany, pełen rys i pęknięć. I właśnie dlatego jest tak bardzo prawdziwy. Jego dorosłe życie to nieustanna walka: z depresją, z pamięcią, z miłością, która chce pomóc, ale nie zawsze potrafi.
Książkę czyta się szybko, momentami wręcz jednym tchem, a jednocześnie wymaga ona skupienia. Narracja prowadzona na przemian buduje napięcie i sprawia, że czujemy się jak w labiryncie – każdy rozdział przybliża do prawdy, ale jednocześnie rodzi kolejne pytania. Tu nie ma prostych odpowiedzi ani łatwych rozwiązań.
Polecam ją tym, którzy nie boją się wejść w mrok i sprawdzić, czy odważą się przekręcić klucz.
Bo gdy już to zrobisz – nie ma odwrotu.
„Jak będzie źle, stanę przed tobą.
Jak będzie gorzej, stanę za tobą.
A jak będzie naprawdę przejeb@ne,
to staniemy ramię w ramię”
Jeśli mieliście już okazję przeczytać najpiękniejszą książkę 2025 roku jaką bezapelacyjnie jest „NR 1”, to na pewno zwróciliście uwagę na beztroskiego poszukiwacza złota – Raydera Sinclaira, oraz na groteskową sytuację w jakiej się znalazł dzięki bardzo atrakcyjnej brunetce w złotej sukience i jej czerwoną szminkę.
Teraz oboje dostają swoją własną historię, która zaczyna się właśnie tamtego pamiętnego wieczoru w rezydencji Ripa Brightona.
Pierwszy rozdział przenosi nas od razu do tego wydarzenia i mamy okazję dokładnie zagłębić się w tę nietuzinkową historię z perspektywą Raydera.
Piękna złodziejka, zbyt pewna przeprowadzenia udanej akcji na Sinclairze, finalnie wpada w jego sidła i wyplątanie się z tej sytuacji, okazuje się być niemożliwe.
Rayder natomiast w zamian za niewydanie atrakcyjnej złodziejki policji proponuje układ, który ta - nie bez szantażu przyjmuje.
Dzięki znajomościom Raydera w liniach lotniczych, a raczej ich ładniejszej części bardzo szybko zostajemy przeniesieni do Australii.
Dwoje całkiem obcych sobie ludzi musi odegrać rolę zakochanych w sobie narzeczonych, by mężczyzna mógł przejąć rodzinną firmę wydobywczą, a Dixie po odegraniu swojej roli zająć się swoimi ukochanymi dziadkami, dla których postanowiła prowadzić takie , a nie inne życie, przed którym w tym momencie uciekła.
Jednak ten, do którego dotychczas należała nie tak łatwo odpuści niesubordynację kochanki.
Między Rayderem i Dixie nawiązuje się specyficzna relacja –pożądają siebie i jednocześnie nie chcąc się do tego przyznać.
Igrają ze sobą wzbudzając zazdrość jednocześnie fajnie spędzając razem czas.
Przyciągnie i odpychanie, rozpalanie i ugaszanie i to dzieje się prawie na każdym kroku.
W między czasie Dixie musi zmierzyć się z wszelkimi przeciwnościami jakie napotyka w środowisku ukochanego, ale jako zaprawiona w boju oszustka i manipulantka bardzo łatwo broni się przed atakiem np. niedoszłej narzeczonej, tak jak i ze wspomnieniem dziewczyny, w której Rayder przed laty był szaleńczo zakochany, a która dziwnym trafem jest łudząco do niej podobna.
Ale to wszystko to jest nic przy tym, jakie będą konsekwencje kiedy mężczyzna, nazywany przez Dixie Pytonem, ( nawet Jack Adams nigdy nie posunął by się do tego co on…) dowie się o ucieczce i zdradzie kochanki…
Jedyny ratunek w pewnym Aniele Stróżu ( notabene baaardzo interesująca postać )…
Ale o tym wszystkim oczywiście i koniecznie musicie przeczytać już sami.
Lilka to potrafi w te nagłe zwroty akcji i sytuacje sprawiające, że dosłownie szczękę zbieramy z podłogi.
Sielsko, anielsko, zabawnie i nagle zatrważająco, mrocznie i brutalnie.
Dobro i zło.
Piękno i okrutność.
Miłość udawana i ta najprawdziwsza.
Akcja jak w świetnym filmie sensacyjnym od pierwszego do ostatniego rozdziału, a główni bohaterowie tak rewelacyjni i tak nieprzewidywalni w swoich poczynaniach, że nawet sami do końca nie wiedzą co robią i co tak na prawdę nimi kieruje.
Hate/love w bardzo przyjemnym, gorącym i posypanym złotem wydaniu.
Jedno jest pewne nie da się nikogo zmusić do miłości, tak jak nie da się uciec przed tą nieoczekiwaną, ale tak bardzo właściwą. No i najważniejsze : Najcenniejsze rzeczy nie mają ceny - mają konsekwencje💋
Kolejny raz trzymamy w ręku rewelacyjną książkę Liliany Więcek, która tak idealnie potrafi tworzyć dla swoich czytelników historie z emocjami, z humorem, z pikanterią, ze wzruszeniem, z ekscytacją, z sensacją, z brutalnością, ale to co wyróżnia je ponad wszystko, to to, że nigdy przenigdy nie wiemy, co czeka bohaterów jej książek na samym końcu…
Polecam, polecam, polecam, bo „Złotko” to mieszanka tego wszystkiego w bardzo odpowiednich proporcjach!
Czytajcie!
Ja polecam gorąco!
No i fajnie tak w te zimowe dni zajrzeć do gorącej pełnej kangurów i węży Australii.
Ta książka przypomina, że codzienność też może być tematem literatury. Kuzniecowa potrafi dostrzec to, co pozornie nieistotne. Z tych drobiazgów buduje poruszającą opowieść. O przyjaźni, o zakochaniu, o wojnie we współczesnych czasach kiedy wszystko opiera się o technologię i kiedy nie ma prądu, to nie ma niczego... Oprócz ludzi z którymi budujemy relacje. Mocna i szczera.
„Czasem największą władzę ma ten, kto potrafi zranić… i ten, kto mimo wszystko zostaje.”
„Czasem serce klęka przed tym, kto nauczył je odwagi.”
„Niektóre relacje rodzą się z siły, ale trwają tylko dzięki zaufaniu.”
– Pan i władca – prychnęła. – I do tego wszechwiedzący!
Raymond roztarł dłonie, rozbawiony, jakby jej gniew był dla niego najpiękniejszym widowiskiem, jakie mógł zobaczyć.
– Do usług – powiedział spokojnie i błysnął zębami w półuśmiechu."
Raymond to mężczyzna, który musiał szybko dorosnąć i ukryć przed światem swoje wrażliwe serce.
Połączony z kobietą, której nie darzył miłością, naznaczony stratą zbyt wielką by wyrazić ją słowami.
A jednak nie potrafi zapomnieć o dziewczynie o włosach jak płomienie, o tej, która mogła ocalić jego ukochanego synka.
Mimo ,że nigdy jej nie wysłuchał. Nie poznał prawdy , nie stawił jej czoła.
Sybil - prosta , lecz charakterna i bardzo inteligentna zielarka niosąca pomoc tam , gdzie jest taka potrzeba, bez względu na ryzyko.
Ta , która zapłaciła wysoką cenę za to,że wypełniała swoje zadanie najlepiej jak umiała.
A w tym wszystkim uczucie - zakazane nie mające racji bytu, prowadzące do zguby , lecz niewygasłe mimo upływu lat.
Teraz jednak młodej uzdrowicielce żyjącej w izolacji po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości grozi niebezpieczeństwo ze strony Kościoła.
Bracia pokutnicy nie cofną się przed njczym by osiągnąć cel..
Wtedy z pomocą przychodzi Ray - ten zaprzysięgły wróg.
Do glosu zaś dochodzą emocje..
Co się wydarzy? Czy oboje odnajdą szczęście?
Rzadko to mówię, lecz tym razem przyznam otwarcie zakochałam się w historii stworzonej przez Melisę - to jest po prostu połączenie wszystkiego co kocham w literaturze - gorącego romansu, pięknych relacji, które nie przychodzą łatwo , dynamicznej akcji i rodzinnych sekretów.
To opowieść o błędach, które bolą bardziej po latach niż w chwili, gdy zostały popełnione.
O słowach, których nie wypowiedziano na czas, i o decyzjach podjętych z lęku, a nie z miłości.
O władzy, która rani, i sile, która rodzi się z umiejętności przyznania się do winy.
Relacja Raymonda i Sybil jest pełna napięcia, niedopowiedzeń i emocji, które nie wygasły mimo upływu lat. Autorka nie idealizuje bohaterów — pozwala im błądzić, popełniać błędy i ponosić ich konsekwencje. Dzięki temu ich historia jest prawdziwa, surowa i poruszająca. Każde spotkanie, każde spojrzenie i każde niewypowiedziane zdanie niosą ciężar przeszłości.
„Pan i władca” to również opowieść o stracie, żałobie i próbie odnalezienia siebie na nowo. O miłości, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie, ale potrafi przetrwać nawet wtedy, gdy wszystko inne się rozpada. O odwadze, by wrócić tam, gdzie kiedyś zabrakło odwagi, by zostać.
Dla mnie to jedna z tych książek, do których wraca się myślami długo po odłożeniu ostatniej strony. ✨
Bardzo dawno nie sięgnęłam po coś, co napisała Karolina Wilczyńska. Nie wynikało to z niechęci do pióra pisarki, absolutnie nie! Na swoją obronę powiem tylko, że oferta wydawnicza w Polsce jest tak ogromna, że każda osoba, nawet raczkująca w tym hobby, znajdzie coś dla siebie.
Czy „Sylwester bez fajerwerków?” to dobra powieść, tym bardziej czytana przeszło tydzień po sylwestrowej nocy? Jak najbardziej tak. Według mnie, tematy literackie, szczególnie fikcyjne, nie mają ram czasowych. Dla przykładu, książkę z motywem Bożego Narodzenia można czytać nawet w lipcu, bo opis tradycji świątecznych to jedynie otoczka do prawdziwych, często słodko-gorzkich tematów.
„Sylwester bez fajerwerków?” to pozycja idealna dla osób zabieganych. Nie chodzi mi tylko o niezbyt obszerny tekst do przeczytania. Mam raczej na myśli brak harmonii życiowej, w której na co dzień się obracamy. Wszyscy za czymś gonią, nie mają czasu, by powiedzieć sobie dzień dobry, o wspólnej kawie czy herbacie nie wspominając. Autorka świetnie podkreśliła temat samotności, który boli, zwłaszcza w sylwestrową noc. Tam, gdzie jedni się bawią, piją szampana czy odpalają kolorowe race, drudzy już dawno leżą w łóżkach, bo nie mają z kim dzielić tych magicznych godzin. Czy Wy, Drodzy Czytelnicy, spędzaliście samotnie noc sylwestrową? Ja na szczęście nie, ale uwierzcie mi, że niewiele potrzeba, by się uśmiechać i czuć bliskość. Drogie suknie, kosztowne bale mogą pójść w odstawkę.
Cała tematyka książki oparta jest na sześciu głównych postaciach, choć nie można też pomijać osób drugoplanowych. Kasia, Magdalena, Rafał, Eliza, Marta i Kamil to tak naprawdę osoby różniące się wszystkim: charakterem, statusem społecznym, podejściem do życia. Co więc ich połączyło i czy z takiej mieszanki osobowości można ułożyć sensowną opowieść? Jak najbardziej tak. Karolina Wilczyńska udowodniła, jak różnorodne są ludzkie problemy, ale też znalezienie rozwiązania nie jest łatwe. Stara nauka mówi o tym, że po prostu trzeba chcieć, że trzeba pracować nad sobą. Czy to prawda? Przekonajcie się sami.
Historia wykreowana przez pisarkę nie dotyczy typowych fajerwerków sylwestrowych, a raczej tych życiowych zawirowań. Najważniejsza jest bowiem odwaga, gotowość do wybaczenia i zaufania, chwila bliskości, dzięki której nie czujemy samotności. Myślę jednak, że jest to też bardzo dobra książka dla miłośników/obrońców zwierząt. Czy huk petard jest wskazany? Warto to przemyśleć.
Polecam i dodatkowy plus przyznaję okładce, która pasuje do sylwestrowej nocy, a buty to mój ukochany, magiczny atrybut kobiecy.
Tak czułam, że to będzie świetna lektura, gdyż zahacza o czas przeszły i prywatne sprawy pani aspirant, a takie poprowadzenie treści lubię najbardziej:-) Tak naprawdę wcześniej nie byłam fanką jego pióra, ale od jakiegoś czasu sprawił, że zmieniłam zdanie o tym, co pisze. Wszystko przez to, że bardzo uczłowieczył swoje postacie i nie boi się ukazywać ich w roli lesbijek czy gejów. Pokazuje tym, że każdy z nas ma prawo robić w życiu to, co uważa za stosowne, kochać tego do kogo jego serce ciągnie i być taki jaki naprawdę jest. Wielu ludzi ma swoje dziecięce traumy, których unika, gdyż wciąż boi się stawić im czoła i ten wątek również mi się spodobał. A najbardziej to, że pochwala się aby osoba z problemami uczęszczała do psychologa czy psychiatry. Pomimo złych słów społeczeństwa, to najczęściej te osoby potrafią pomóc zwalczyć w sobie dawne lęki. Pomagają zrozumieć, że każdy z nas popełnia błędy i najważniejsze jest to, żeby się na nich uczyć, a nie by unikać sfer w których one występują. Myślę, że właśnie to psychologiczne podejście sprawiło, że autor zwrócił na siebie moją uwagę. W ten sposób wiele osób czytając może zauważyć, że zawsze ma jakiś wybór.
Tutaj nie mamy żadnych bardzo krwawych scen. Trup często jest trupem, albo kościotrupem, gdyż drugie zwłoki mają tutaj co najmniej trzydzieści lat. Często przy tym poszukuje się jakiegoś schematu i pierwsze myśli właśnie na tym się skupiają. Jednak aby nie pokazywać nam za wiele papierologii wchodzimy w tryb czuwania, gdyż osoba, która zajmuje się śledztwem będzie musiała stawić czoło własnej przeszłości z którą się nie pogodziła. Tu był taki moment, że nie liczyły się dla niej pieniądze, choć czuć było, że nie spała na nich, tylko to zrozumienie i spokój, że może z kimś o tym porozmawiać. Sami z siebie zamykamy się na problemy, gdzie nawet nie mamy odwagi o nich pisać, dlatego największe psychologiczne poradniki podkreślają jak ważna w życiu jest rozmowa.
Jeśli poszukujesz książki o poczuciu winy oraz rozwiązywaniu swoich spraw, nie tylko innych, to myślę, że ta opowieść jest idealna. Czasami nas poddenerwuje, innym razem wzruszy albo poruszy. To wrażliwa strona postaci, które rzadko spotykam. Doceniam wszystko, co treść chciała przekazać, dlatego daję jej najwyższą punktację!
Z pewnością jest to bajka, która była ważna w momencie wydania, jest ważna teraz i będzie ważna i piękna dziesięć czy dwadzieścia lat później. Tematyka świąteczna, gdzie mały chłopiec zastanawia się jak można świętować Gwiazdkę. Dostaje wspaniałe porady od taty, od mamy, a później spotyka się ze swoimi przyjaciółmi i kiedy sam zostaje zapytany o to, co pytał innych, już wie. Odpowiedź sama do niego przyszła w momencie, kiedy poczuł się tak radośnie i szczęśliwie jak nigdy dotąd. To było takie piękne, gdyż wiele dzieci zastanawia się nad takimi samymi pytaniami, a nie wspomnę o dorosłych dla których liczy się tylko wielkość danych prezentów, a nie spostrzegają co tak najbardziej na świecie liczy się dla dziecka. Wydaje mi się, że po takiej lekturze młode pokolenie zupełnie bardziej świadomie będzie przeżywało nie tylko okres świąt Bożego Narodzenia, ale i każde inne, gdzie oznaczało będzie czas w którym rodzina zbierze się razem i zasiądzie do wspólnego stołu. Właśnie dlatego najbardziej na świecie kocham czytać książki świąteczne:-)
Co do samej książki to jest to większy format w sztywnej oprawie z w miarę sztywnymi stronami, ale nie twardymi. Treści jest niewiele, ale ta najważniejsza jest zakreślona pogrubionym drukiem. Każda strona to wielka kolorowa ilustracja, która ukazuje szczęście i pracę w tym, co najbardziej się lubi. Jest pokazane, że każda praca może sprawiać przyjemność pod warunkiem, że będzie służyła dla większego dobra. Tutaj każdy z domowników potrafił się wspierać i co najważniejsze, nie pozostawiono pracy tylko jednej osobie. Nawet tata potrafił pomagać mamie w kuchni, a ona dbała o to, aby na stole zagościła piękna i miła atmosfera. Oczywiście na dzieci spadło przystrojenie choinki, ale to właśnie było najpiękniejsze zajęcie:-) Bo nie idealna choinka z równo ubranymi stroikami zdobi serduszko świąt, tylko ta, gdzie każdy zawiesi ozdobę w miejscu, które sam wybrał. Uśmiechów wtedy nie ma końca:-) Tak więc polecam książkę każdemu, kto kocha święta i każdemu, kto nie wie gdzie tkwi ten czar:-) Dla mnie przeurocza:-)
Losu nie da się oszukać. Można go co najwyżej zmylić. I nawet jeśli ta chwila trwa wiele lat, to i tak w końcu przychodzi czas na prawdę. Co zrobić? Trzeba znaleźć siłę i stawić temu czoła. Nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz w życiu. To i tak lepsze niż śmierć w kłamstwie.
Matka nie jest po to, żeby uchronić dziecko przed wszystkimi niebezpieczeństwami. Tego nie da się zrobić. Każdy musi popełnić błędy, a potem ponosić ich konsekwencje. Nawet te, których się nie spodziewa. (...) A matka ma towarzyszyć i wspierać. Pomagać, a nie tworzyć sztuczny świat. Dawać poczucie bezpieczeństwa, być tą, do której zawsze można przyjść, a nie tą, która do siebie przywiązuje i od siebie uzależnia.
Tamara ,Marysia Róża i Ewa nie mogą narzekać na brak emocji w życiu .
Przeszłość wciąż nie daje o sobie zapomnieć- Leszek, były mąż Sokołowskiej ponownie chce namieszać i zabrać do siebie córkę.
Czy to rzeczywiście przejaw ojcowskiej miłości i chęci poprawy relacji czy może zimna kalkulacja?
Tymczasem szesnastolatka przeżywa swą pierwszą miłość u boku Kamila- odczuwa jednak lęk , ponieważ chłopak ma wkrótce wyjechać na wymarzone studia do Krakowa.
Czy ich związek przetrwa?
Żona wójta Małgosia jest kobietą, której zazdroszczą wszystkie inne.
Ona jednak jest wyraźnie nieszczęśliwa i coraz częściej płacze.
Dlaczego?
Kasia, córka Pani Zosi nadal nie odeszła od przemocowego męża Jarka , lecz w tajemnicy przed nim spotyka się z matką.
Na dodatek do wsi przyjeżdża kuzyn hrabianek Jan.
Młody mężczyzna jest wyraźnie zainteresowany Marzeną.
Czy kobieta czuje podobnie? I co łączy Ewę z ojcem Łukasza - Adamem Galińskim?
Autorka po raz kolejny pokazuje, że w zwyczajnym życiu małej społeczności kryją się historie pełne bólu, tajemnic i wyborów, od których nie ma ucieczki. Każda z bohaterek niesie swój własny ciężar – czasem jest to strach o dziecko, czasem niespełniona miłość, a czasem milczenie, które trwa zbyt długo i rani najmocniej. Przeszłość nie chce odejść, a teraźniejszość wystawia bohaterów na kolejne próby.
To powieść o relacjach – tych rodzinnych, miłosnych i przyjacielskich – pokazanych bez lukru, za to z ogromną uważnością na emocje. O macierzyństwie, które nie polega na kontroli, lecz na obecności. O miłości, która bywa piękna, ale i krucha. O przemocy, przed którą trudno uciec, i o odwadze potrzebnej, by w końcu powiedzieć „dość”.
Losy bohaterów splatają się coraz ciaśniej, a każde kolejne wydarzenie prowadzi do pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Czy prawda zawsze wyzwala? Czy można zbudować szczęście na niedopowiedzeniach? I czy czas naprawdę leczy rany, czy jedynie uczy z nimi żyć?
To książka, która porusza, zmusza do refleksji i zostaje w czytelniku na długo po odłożeniu ostatniej strony. Subtelna, ale intensywna emocjonalnie. Taka, która przypomina, że od losu nie da się uciec — ale zawsze można spróbować stanąć z nim twarzą w twarz.
Instagram ksiazki_moja_chwila❄️Drugi tom „Pod kanadyjskim niebem” to kontynuacja, historii znanej już rodziny McKinleyów, która robi się dojrzalsza, trudniejsza i momentami naprawdę poruszająca. Przedstawione są relacje, które pękają, nieporozumienia i decyzje, które niosą konsekwencje.
❄️Postać Roberta bardzo mnie poruszyła, to bohater, który w tym tomie szczególnie przyciąga uwagę. Jego bunt, udział w protestach, aresztowanie i rozczarowanie uczuciowe pokazują zagubienie młodego człowieka szukającego swojego miejsca. To bardzo życiowe i autentyczne — łatwo zrozumieć jego emocje, nawet jeśli nie zawsze zgadzamy się z wyborami, których dokonuje. Autorka w przekonujący sposób pokazuje nam, jak łatwo jeden impuls może wywrócić życie do góry nogami i jak trudno później wrócić do wewnętrznej równowagi.
❄️Wątek wyjazdu do Polski i pojawienie się Betty wprowadza do powieści świeżość, ale też niepokój. Zderzenie kultur, mentalności i rodzinnych oczekiwań zostało ukazane bardzo subtelnie. Zwłaszcza Trevor — jego intuicja, napięcie i niewypowiedziane obawy sprawiały, że czytałam dalej z rosnącym napięciem. Czułam, że coś wisi w powietrzu… i nie myliłam się.
❄️To, co najbardziej doceniam w tym tomie, to szczerość emocji. Relacje nie są idealne, bohaterowie popełniają błędy, czasem ranią siebie nawzajem, dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu. Dramatyczne wydarzenia wynikają z ich decyzji, a nie są tylko zabiegiem fabularnym.
❄️„Pod kanadyjskim niebem. Tom 2” to powieść, która skłania do refleksji nad rolą rodziny, zaufania i wpływu przeszłych doświadczeń na teraźniejsze wybory. To książka dla czytelników lubiących literaturę obyczajową z mocnym emocjonalnym fundamentem i dobrze zarysowanymi postaciami.
❄️Polecam sięgnąć po tę część – najlepiej znając tom pierwszy – bo jest to historia, która zostaje w myślach na dłużej i zmusza do zadania sobie pytania, jak wiele w naszym życiu zależy od losu, a jak wiele od nas samych?
❄️ Dziękuję wydawnictwu Waspos za egzemplarz do recenzji🤍
Książkę rozpoczyna czas 1912 roku, kiedy to pewien mężczyzna przychodzi odwiedzić miejsce zajmujące się przepowiadaniem przyszłości. W późniejszym czasie widzimy jak on nie wierzy jej słowom, choć mają naprawdę wielką moc.
,, Miłość nie pyta-dodała. -Ona wie."
Trzeba przyznać, że niby proste stwierdzenie, ale sama długo o nim myślałam i wiem, że będę to pamiętała do końca życia. Jak się później okazało nie była uprawnioną do takich przepowiedni, ale co rzuciła na wiatr, długo jeszcze dźwięczało w głowie.
Następne przychodzimy do czasu rok później, kiedy jakaś kobieta jest dręczona i jawnie bita przez męża. To bardzo bolesne wydarzenia, które w czytelniku wywołują spory gniew i mocno podnoszą ciśnienie. Do tego jeszcze dochodzi jej córka, ciasne dwu pomieszczeniowe miejsce, spanie na słomie i zarabianie pieniędzy, gdzie często wystarcza tylko na śniadanie i niekiedy kolację. Biedna dzielnica, gdzie dzieci kradną by przeżyć kolejny dzień. Ubogość tutaj aż piszczy i dodam, że kobiety prawem jest służyć mężowi i ulegać na każdym szczeblu. Niebywałe jak udało się zachować autorce naturalne odruchy człowieka wyznaczające podłość nad podłościami. Za krzyki i wyboje mężów sądzone były żony. Ach, wolę nie przytaczać więcej przykładów, bo aż ponownie mi ciśnienie skacze. Prawo było po stronie mężczyzn, nawet prawnicy to przyznawali. Jednak w momencie, kiedy kobieta postanowiła zawalczyć o siebie i zdecydowała się udać do adwokata, który zajmował się sprawami najuboższych, coś w fabule zaczyna się zmieniać. Wpierw on widzi jak bardzo jest zdeterminowana i mądra, później nie rozumie jej uporu, gdyż niewielkie szanse ma na to, aby wygrać rozwód, a na koniec już sami nie wiemy co się dzieje, gdyż sprawy toczą się w niezrozumiały dla nich sposób. I co będzie dalej? Czy cokolwiek w tym tomie się wyjaśni?
Normalnie przepadłam! Nie można się od niej oderwać, gdyż nasze uczucia są w takiej rozsypce, że złożyć je może dopiero koniec książki, a później tom następny:-) I następny:-) Mega polecam, język jest na szczęście bardziej teraźniejszy, więc miło się ją czyta. Tak naprawdę nic się tutaj dla nas nie liczy, tylko bezpieczeństwo kobiety i jej dziecka. To ta mieszanka emocji trzyma nas w ryzach najbardziej. Bardzo ją polecam, niedługo recenzja części drugiej:-)