#współpracarecenzencka
Felicja i Klotylda to dwie siostry, które postanawiają urządzić przyjęcie urodzinowe w dworku Felicji – posiadłości otrzymanej w spadku po ojcu. Na imprezie zjawia się rodzina, z którą jubilatka od lat nie miała kontaktu. Tak naprawdę w ogóle ich już nie zna. W trakcie imprezy Felicja wpada na pomysł, by pójść na strych po stare zdjęcia z czasów młodości. To tam idzie za nią tajemniczy gość. Wykorzystując fakt, że głodna i zmęczona gospodyni zapomniała w tym chaosie o jedzeniu, nieznajomy podaje jej kawałek szarlotki. Felicja z zachwytem bierze pierwszy kęs. Czuje niebiański smak, ale chwilę później dociera do niej przerażająca prawda… wyczuwa cynamon. Przyprawę, przed którą mama chroniła ją przez całe życie ze względu na silną alergię. Ostatnią rzeczą, jaką widzi Felicja przed śmiercią, jest okropny, drwiący śmiech mordercy…
Kto podał jej ciasto? Kto najbardziej życzył jej śmierci? Tego musicie dowiedzieć się sami!
W tej książce zachwycił mnie czarny humor autorka wplata go w fabułę po prostu idealnie! Rozmowy bohaterów, gorące dyskusje, wzajemne oskarżenia i gorączkowe poszukiwanie ukrytego w dworku skarbu tworzą genialny klimat. Historia pisana jest z perspektywy „teraz” i „wcześniej”. Każdy rozdział został świetnie zaplanowany, a napięcie jest dawkowane mistrzowsko.
Bardzo spodobała mi się postać Makarego i tutaj wielkie czapki z głów dla autorki! Marta Malinowska wspaniale wplotła w tę historię postać chłopca ze spektrum autyzmu. Jego przerażające, specyficzne wierszyki robią niesamowite wrażenie i dodają książce wyjątkowego, gęsiej skórki klimatu. To idealnie skonstruowana intryga, w której do samego końca będziecie z zapartym tchem typować mordercę.
🏒 „Dwa magiczne słowa” to książka, która od pierwszych stron porywa do świata, gdzie lód płonie od emocji, a sekrety z przeszłości mogą zniszczyć wszystko. Drugi tom serii Vancouver Agitators to idealny miks sportowego romansu i głębokich, poruszających tematów, który nie pozwoli Wam zasnąć do późnych godzin nocnych!
„Dwa magiczne słowa” autorstwa Meghan Quinn to gorący i pełen humoru romans sportowy z popularnymi motywami one-night stand (przygoda na jedną noc), niespodziewana ciąża oraz najlepszy przyjaciel brata. Penny Lawes (specjalistka od mediów społecznościowych) spędza szaloną, walentynkową noc z Elim Hornsbym – gwiazdą hokeja z drużyny Vancouver Agitators i jednocześnie... najlepszym przyjacielem swojego starszego brata, Paceya. Eli wcześniej obiecał koledze z zespołu, że będzie trzymał się od jego siostry z daleka. Kilka tygodni później okazuje się, że ta jedna noc niesie za sobą ogromne konsekwencje – Penny jest w ciąży. Choć dziewczyna planuje radzić sobie sama, a Eli panicznie boi się odpowiedzialności i nie czuje się gotowy na ojcostwo, do akcji wkracza brat Penny. Zmuszony poczuciem obowiązku Eli staje z walizkami pod drzwiami Penny, by z nią zamieszkać i wspólnie przygotować się do nowej roli. Mieszkanie pod jednym dachem generuje mnóstwo zabawnych sytuacji, ciętego humoru, ale też potężnego napięcia erotycznego, przez co obojgu coraz trudniej bronić się przed prawdziwym uczuciem.
To historia o zderzeniu własnych planów z tym, co przynosi los, oraz o tym, jak przymusowa bliskość potrafi całkowicie odmienić relację dwójki ludzi.
Fabuła skupia się na motywie drugiej szansy i zakazanego uczucia, które rodzi się w cieniu wielkich, hokejowych ambicji. Autorka w genialny sposób buduje napięcie między bohaterami, zmuszając ich do lawirowania między tym, co podpowiada serce, a tym, co nakazuje rozsądek. Całość czyta się z zapartym tchem, a fabularne zakręty idealnie dawkują napięcie.
Bohaterowie są tak autentyczni, że natychmiast stają się nam bliscy, a ich wewnętrzne rozterki i wzajemne przyciąganie wywołują prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Między tą dwójką chemia dosłownie iskrzy na każdej stronie, a ich ból, determinacja i rodzące się zaufanie chwytają za serce, wyciskając momentami łzy wzruszenia.
Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a zarazem pełen dojrzałości, dzięki czemu przez historię dosłownie się płynie. Tempo akcji jest dynamiczne, dynamiczne sceny na lodowisku idealnie przeplatają się z intymnymi, pełnymi napięcia momentami, co sprawia, że od tej książki nie da się oderwać.
Komu spodoba się ta pozycja?
To absolutny must-read dla wszystkich fanek romansów hokejowych (hockey romance), motywu second chance oraz historii, gdzie pasja do sportu miesza się z trudnymi życiowymi wyborami. Jeśli kochacie silne emocje, magnetycznych bohaterów i opowieści o walce o drugą szansę w miłości, to ta książka skradnie Wasze serca!
Uwielbiam takie bajki, które można czytać z uśmiechem i dodatkowo podają bardzo dużo ciekawych wiadomości. Akurat temat żubrów był u mnie znikomy, dlatego z przyjemnością pochłonęłam informacje o tym, że każda mama żubra może urodzić tylko jednego żubra przeważnie co drugi rok. Na czas porodu oddalają się od rodziny, by pośród stada w bezpiecznym miejscu móc urodzić swoje maleństwo, które po chwili chodzi za mamą. Czas takiej ciąży to 260 dni. To mama przejmuje całą kontrole nad takim maleństwem. To mądre samice, które zawsze się wspierają na tyle, by odeprzeć atak każdego innego zwierzęcia. O czym więc była ta opowieść?
Poznałam historię Pompika i Polinki, których rodzicami byli Pomruk i Porada. Dowiedziałam się nawet, że kiedy na świat przychodzi żubr, to zawsze jego pierwsze dwie litery imienia zaczynają się na PO. Polinka to młoda ale bardzo ciekawa żubrzyca, która pewnego dnia zgubiła swoją mamę. Dowiedziała się nawet, że kiedy mamy nie ma, to niedługo zapewne przyprowadzi jej jakieś rodzeństwo. Zaczęła więc dopytywać wpierw tatę, a później inne zwierzęta skąd się biorą dzieci. Nie ukrywam, że byłam niezwykle ciekawa w jaki sposób ta sprawa zostanie rozwiązana, ponieważ takie pytanie słyszy się chyba od każdego dziecka na świecie:-) W treści poznaliśmy zwierzątko, które wykluwa się z jajka, a następnie takie, które rodzi się bez skorupki. Polinka to niezwykle ciekawa postać, która za pomocą błędnych wniosków starała się złożyć do kupy wszystkie informacje jakimi dysponowała od różnych zwierząt. Jakie było jej zdziwienie, kiedy wraz z mamą przyszło pięć małych żubrzątek:-) Jak sądzicie, kim one były i dlaczego aż tak dużo?
Świetna bajka, naprawdę. Pod koniec ma dla nas wiele sekretnych informacji za każdym razem o postaciach, które w tej serii występują. Z tego co widzę jest to już siedemnasty tom zapoznania się ze zwierzętami i pomimo ogólnych wiadomości i przemiłej opowieści, są to treści, które w zupełności dzieciom wystarczą. W ten sposób mogą poznać nasz świat oraz zwyczaje jakie w nim panują. Cudowna nauka poprzez czytanie, zerkanie na kolorowe ilustracje oraz magiczny środek, który zawiera w sobie wszystkie bajki jakie dotychczas wyszły w tej serii. Cena takiej książki jest niska, a nauka jaka z niej wyjdzie zostanie z człowiekiem na całe życie. Gorąco ją polecam!
Pani Marto, ja chciałam przeczytać książkę, a nie zerwać stosunki dyplomatyczne z własną piwnicą! 😱😂 Po paczce recenzenckiej od wydawnictwa Uroboros spodziewałam się mocnych wrażeń. Byłam gotowa na mrok, tajemnice i przyjemny dreszczyk. PRZYJEMNY. Tymczasem „Oni wrócili” zafundowali mi takiego kopa strachu, że teraz propozycję zejścia po coś do piwnicy traktuję jak osobistą zniewagę. Potrzebujecie słoika? Kupcie nowy. Coś tam stuka? Niech sobie stuka. Ja mam życie, plany i stanowczo zbyt wiele książek do przeczytania, żeby sprawdzać, co się tak urządziło na dole. 🖤 Krótko nie będzie ale z lekkim spojlerem.🖤😂
Najbardziej podoba mi się w tym wszystkim moja początkowa pewność siebie. Człowiek bierze do ręki horror i myśli, że wie, na co się pisze. Trochę się przestraszy, trochę pozastanawia, później odłoży książkę i wróci do swoich spraw. Bardzo zabawne założenie, Aniu. Naprawdę urocze. Dostałam historię, przy której wyobraźnia ochoczo podjęła dodatkową pracę, a rozsądek najwyraźniej nie przeczytał umowy. To miała być literacka przygoda. Wyszła przygoda z własną odwagą, która w kluczowym momencie uznała, że jednak nie będzie przeszkadzać i wyszła.
Autorka zabiera nas do odosobnionego domu pośród wzgórz należącego wcześniej do słynnego malarza. Obecnie mieszka tam pisarz tworzący przerażające baśnie dla dzieci, jego żona i kilkuletni syn. Mężczyzna usiłuje dokończyć ostatnią część swojego cyklu, ale przeszkadzają mu twórczy zastój, alkohol oraz niepokojące wizje. Jego żona pogrąża się w melancholii, a życie rodzinne coraz trudniej nazwać spokojnym. Przybycie młodej służącej daje nadzieję na zmianę, lecz wraz z nią pojawiają się kolejne napięcia i podejrzenia. Do tego dochodzi piwnica, o której najwyraźniej nikt nie ma ochoty swobodnie rozmawiać. Czyli zestaw okoliczności, przy którym ja nawet nie rozpakowałabym walizki. Taksówka może jeszcze nie odjechała.
Ogromnie działa tutaj sposób opowiadania. Człowiek, który opowiada nam o swoim życiu, może bardzo chcieć, żebyśmy zobaczyli go w określonym świetle. Bohaterowie funkcjonują przy tym przede wszystkim jako pisarz, żona, syn czy służąca, bez zwyczajowego przedstawiania ich imionami. Ten zabieg pasuje do dziwnego oddalenia, które towarzyszy tej historii. Jesteśmy blisko domowników, a jednak trudno poczuć, że naprawdę ich znamy. „Oni wrócili” osadzono w uniwersum gry „Layers of Fear”, ale znajomość gry nie jest konieczna, żeby śledzić tę opowieść. Gracze mają dodatkową przyjemność rozpoznawania nawiązań. Pozostali mogą wejść prosto w rodzinne sekrety. Z wychodzeniem w dobrym stanie emocjonalnym nie składam żadnych obietnic. Chciałabym ustalić, komu wierzę, poukładać sobie wydarzenia i odzyskać choć odrobinę kontroli. Tymczasem w tej historii samo słuchanie czyjejś wersji zaczyna budzić podejrzliwość. Łapałam się na tym, że zamiast wygodnie poznawać fabułę, próbuję mentalnie pilnować wszystkich naraz. Proszę bardzo, przyszłam poczytać, dostałam bezpłatny etat ochrony w miejscu, z którego ochroniarz powinien uciec jako pierwszy. 😂 Dodatkowy klimat robi audiobook dostępny w Empik Go, który towarzyszył mi wtedy, gdy nie mogłam usiąść z papierową książką. A ta muzyka w tle? No kurka felek, ktoś tam chyba uznał, że czytelnik jest jeszcze zbyt spokojny i należy mu trochę podkręcić wyobraźnię! 😱😂 Dla mnie to wisienka na torcie tej mrocznej historii, choć podejrzewam, że ten tort podano przy stole, do którego rozsądny człowiek raczej by nie usiadł. Chciałam tylko posłuchać książki, a dostałam dodatkowe wyposażenie do własnych lęków. Dziękuję, naprawdę, moja wyobraźnia i bez tego świetnie sobie radzi. 🖤
Muszę jednak uczciwie wspomnieć o lektorze. To było moje pierwsze spotkanie z jego interpretacją i choć mnie akurat do tej opowieści bardziej pasowałby inny głos, traktuję to wyłącznie jako kwestię gustu. Każdy z nas trochę inaczej „słyszy” książkę w głowie, a mój wewnętrzny dział obsady najwyraźniej miał własnego kandydata. 😉 Nie odbieram tym niczego pracy lektora ani samej historii. Książka jest genialna, a muzyczna oprawa audiobooka jeszcze dokłada do tego mroku. Całość to dla mnie prawdziwe crème de la crème grozy, nawet jeśli w kwestii głosu miałabym inną preferencję.
Podoba mi się również, że pod grozą jest tu miejsce na żałobę, rodzinne napięcia i twórczą obsesję. To opowieść, w której pragnienie stworzenia czegoś wielkiego spotyka się z cierpieniem najbliższych, a przeszłość domu ciąży nad jego obecnymi mieszkańcami. Dla mnie właśnie takie połączenie ma największą siłę. Mogę bać się tego, co czai się za drzwiami, ale jednocześnie zastanawiać nad tym, co dzieje się między ludźmi siedzącymi przy jednym stole. Jak wiele można przeoczyć, skupiając całą uwagę na sobie? Kiedy ambicja przestaje napędzać, a zaczyna pochłaniać wszystko dookoła? I czy człowiek zawsze zauważa moment, w którym jego własna opowieść o sobie coraz mniej przypomina to, co widzą inni? Z tej książki biorę dla siebie przede wszystkim nieufność wobec wygodnych usprawiedliwień. Talent, sukces czy trudny okres nie sprawiają przecież, że potrzeby bliskich przestają istnieć. Łatwo zachwycać się czyimś dziełem, znacznie trudniej zobaczyć cenę, którą płacą ludzie żyjący obok jego twórcy. Czytając, myślałam też o tym, jak bardzo potrzebujemy wierzyć, że dom oznacza bezpieczeństwo. Wystarczy naruszyć to przekonanie, żeby zwyczajne ściany zaczęły budzić zupełnie inne skojarzenia. Nagle nawet własna znajomość rozkładu pomieszczeń jakoś słabiej uspokaja.
Poleciłabym „Oni wrócili” osobom, które lubią gotycki klimat, tajemnice zamknięte w czterech ścianach i psychologiczne podchody. Takim, które podczas czytania chcą podejrzewać, analizować i zastanawiać się, czy właśnie dały się komuś przekonać zbyt łatwo. Dla mnie największą frajdą był ten niekomfortowy stan między ciekawością a bardzo rozsądnym życzeniem, żeby pewne drzwi jednak pozostały zamknięte. Bo oczywiście chciałam wiedzieć. Tylko najlepiej z bezpiecznej odległości, przy dobrym oświetleniu i z kimś innym wyznaczonym do sprawdzania podejrzanych pomieszczeń. Wydawnictwu Uroboros dziękuję za egzemplarz i paczkę recenzencką. To była zapowiedź emocji, których skali najwyraźniej nie oszacowałam. Marta Bijan skutecznie zweryfikowała mój optymizm i zostawiła mnie z ogromną satysfakcją z lektury oraz mocno ograniczonym zaufaniem do schodów prowadzących w dół. Czy polecam? Zdecydowanie! Czy zejdę po cokolwiek do piwnicy? O nie, nie, nie… nie ze mną takie numery. „Oni wrócili”. Ja tam nawet nie idę. 😱📚🖤
Macie czasem tak, że bierzecie do ręki książkę i od pierwszej strony czujecie ten specyficzny, gęsty klimat? Jaki jest Wasz ulubiony romans mafijny, od którego nie mogliście się oderwać? Dajcie znać w komentarzach, bo moja lista książek do przeczytania pilnie potrzebuje nowości! 📚
Drugi tom serii Boston Story dosłownie pochłonął mnie od samego początku. Autorka wrzuca nas z powrotem do świata, gdzie namiętność miesza się z niebezpieczeństwem.
,,W jego rękach. Rzeczywistość" to mroczny romans mafijny, w którym pęka tytułowa iluzja, a na jaw wychodzą brutalne fakty. Fabuła w wielkim skrócie skupia się na dwóch aspektach. Główna bohaterka, Ayleen Richardson, trafia do samego środka bezwzględnego świata mafijnego capo — Collina Stewarda. Choć Collin jest człowiekiem, którego powinna nienawidzić, ich relacja szybko przeradza się w toksyczną obsesję. Collin daje jej pozorne poczucie wolności, jednocześnie coraz mocniej wciągając ją w swoją sieć. Jest w stanie wywołać wojnę, byle tylko ją zatrzymać. Nad imperium Collina wisi widmo krwawego konfliktu. Inne rody mafijne (szczególnie zdeterminowana rodzina Verdi) żądają od niego zawarcia sojuszu poprzez małżeństwo. W tym samym czasie na jaw zaczynają wychodzić głęboko skrywane sekrety. Okazuje się, że obecność Ayleen w domu Stewarda nie była dziełem przypadku, a ona sama może być jedynie pionkiem w znacznie większej i brutalniejszej grze.
To historia pełna walki o władzę, mafijnych układów, narzuconych małżeństw i trudnej relacji, w której bohaterowie muszą zmierzyć się z bolesną prawdą.
Fabuła tej części to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Kathreen Bennett genialnie rozwija wątki z poprzedniego tomu, ale stawia przed bohaterami zupełnie nowe, trudne wyzwania. Tytułowa rzeczywistość okazuje się bolesna i brutalna, a sekrety z przeszłości zaczynają wychodzić na jaw w najmniej oczekiwanych momentach.
Bohaterowie są wykreowani wprost genialnie – pełni wad, autentyczni i niezwykle ludzcy. Relacja między nimi jest pełna iskier, napięcia i skomplikowanych emocji, które niemal fizycznie odczuwa się podczas lektury. Ich potyczki słowne i walka z własnymi uczuciami sprawiały, że nie mogłam odłożyć książki choćby na moment.
Styl pisania autorki jest niesamowicie lekki, a jednocześnie dojrzały. Akcja mknie do przodu w zawrotnym tempie, nie dając ani chwili na nudę. Kathreen Bennett doskonale wie, jak budować napięcie i kończyć rozdziały tak, abyś od razu chciała czytać dalej.
Komu polecam tę pozycję?
Przede wszystkim fankom i fanom romansów z motywem mafijnym, historii pełnych zwrotów akcji oraz skomplikowanych relacji romantycznych. Jeśli podobał Wam się pierwszy tom, ta część po prostu skradnie Wasze serca!
Witam, dziś mam dla was recenzję Mojego Patronatu Marek ❤️ Desperaci Tom II ❤️ Autorki Małgorzaty Kasprzyk ❤️ Wydawnictwo WasPos ❤️
Marek to druga część serii Desperaci ❤️ Autorka przedstawia nam rozterki kolejnych bohaterów i pokazuje, z czym muszą się zmagać.
Mamy tutaj podobną sytuację jak w pierwszej części, czyli naszego popularnego Covida. Autorka daje nam do zrozumienia, że był to dla wszystkich bardzo ciężki i stresujący okres. Nasz bohater Marek odczuł to również na swojej karierze. Tym bardziej że niestety ludzie zostali pozamykani w domach, a w zawodzie Marka był to gorący czas, ponieważ nie kręcono żadnych filmów. Oczywiście wiązało się to z tym, że ludzie nie mieli pieniędzy, by żyć. Dlatego nasz bohater łapał się każdej pracy, by choć zaspokoić swoje podstawowe potrzeby.
Po tym wszystkim bardzo ciężko było naszemu bohaterowi wybić się w świecie show-biznesu. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy wymyślił, że pomoże kuzynowi. Myślę, że sam nie wiedział, z jak trudnymi wyborami będzie musiał się zmierzyć. Tym bardziej że jego coming outem była wiadomość, że jest gejem.
Mamy tutaj pokazaną bardzo wielką przyjaźń, w której przyjaciel, mimo wieści, jakie dostał od Marka, nadal trwał u jego boku. Dobrze wiedział, że ta wiadomość może zniszczyć również jego karierę, a mimo to nie odwrócił się od niego. Bardzo podobała mi się jego postawa, to, że trwał przy przyjacielu i pokazywał mu, że bez względu na wszystko zawsze może na niego liczyć. ❤️
Mamy tutaj również pokazaną chęć znalezienia swojej wielkiej miłości. Tylko jak ją znaleźć, kiedy udaje się geja? Hmm, na pewno jest to bardzo trudne, tym bardziej że po takiej wiadomości raczej każda kobieta miałaby wiele podejrzeń.
Kochani, ta historia pokazuje nam, jak trudne potrafią być życiowe wybory i jak wiele trzeba poświęcić, by móc być sobą. Czasami boimy się pokazać światu prawdziwego siebie, ponieważ nie wiemy, jak zareagują inni i czy nie stracimy przez to czegoś, na czym bardzo nam zależy. A przecież każdy z nas zasługuje na szczęście, miłość i akceptację. ❤️
Bardzo podobało mi się to, że autorka porusza tak ważne tematy i pokazuje, jak wielką wartość ma prawdziwa przyjaźń. Bo przecież przyjaciel to osoba, która nie odwraca się od nas wtedy, kiedy robi się ciężko, ale trwa przy naszym boku i wspiera nas nawet wtedy, gdy inni nie potrafią nas zrozumieć. ❤️
Podsumowując, uważam, że Marek to historia, która pokazuje nam, że życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli, ale nigdy nie powinniśmy rezygnować z siebie i własnego szczęścia. To opowieść o przyjaźni, miłości, trudnych decyzjach i odwadze, by zawalczyć o siebie. Jestem bardzo ciekawa, czym jeszcze autorka nas zaskoczy w kolejnych częściach serii Desperaci, bo po tej historii wiem jedno — ludzkie życie potrafi napisać naprawdę nieprzewidywalny scenariusz. ❤️😍
Kochani, jeśli lubicie historie, które pokazują prawdziwe życie, trudne wybory i relacje między ludźmi, to myślę, że warto dać Markowi szansę. ❤️
Zanim nazwiecie kogoś zdrajczynią, przeczytajcie „Kolaborantkę”. Może się okazać, że wasz wewnętrzny prokurator zbyt szybko zażądał najwyższego wymiaru kary. 📖🖤 Barbara Wysoczańska przygotowała historię, przy której ochota na wydawanie prostych ocen dostaje porządną lekcję pokory. A przecież my, czytelnicy, czasami tak lubimy wiedzieć lepiej! Kto powinien odejść, kto, komu zaufać, komu absolutnie nie otwierać drzwi. Z własnego fotela człowiek bywa wybitnym specjalistą od cudzego życia. Tylko potem trafia na taką książkę i cały ten ekspercki dorobek zaczyna się chwiać. Znam kilka książek autorski i, całe szczęście, kilka jeszcze przede mną. Już wielokrotnie wspominałam, że uwielbiam (wiem, że to może brzmieć dziwnie) książki z historią, zwłaszcza te dotyczące II wojny światowej. Bez wglądu na to, ile lat minie od tamtego czasu, my mamy obowiązek pamiętać i przypominać innym historie naszego kraju, ale również ludzi, którzy byli, tacy jak ja i ty, ale czas, w którym przyszło im żyć, mocno zweryfikował ich priorytety, decyzje itp. Ręka do góry, kto z nas, dowiadując się jakiejś informacji na czyjś temat, nie ocenił tego? Też tak myślałam. Większość z nas zaczyna analizować, zastanawiać się, ale wciąż są tacy, którzy potrafią ocenić, nawet gdy nie mają twardych dowodów. Mają w dłoni tę pozycję, nasuwały mi różne myśli na temat mojego zachowania, na temat tego, co ja bym zrobiła, jak ja zachowałabym się itp.
Wydana przez Filię „Kolaborantka” ma świetny punkt wyjścia: kobietę, której życiorys aż prowokuje do zadawania niewygodnych pytań. Ale spokojnie, zanim zaczniecie przesłuchanie, poznajcie Stefanię. To młoda dziewczyna z dobrego domu, choć określenie „dobry” warto tutaj potraktować z dużą ostrożnością. Przemoc i upokorzenia potrafią przecież doskonale ukrywać się za przyzwoitymi pozorami (jakże to dzisiejsze prawda?). W jej życiu pojawia się Adam, ambitny inteligent, który pomaga jej w trudnym momencie. Ich drogi się rozchodzą, lecz pamięć o tym spotkaniu zostaje. Kiedy los ponownie ich łączy, Stefania jest już Stellą von Ulfeldt, żoną austriackiego arystokraty i nazisty, a Adam uznanym etnologiem. Między nimi rodzi się romans. Powiedzieć, że sytuacja jest skomplikowana, to jak nazwać pożar drobnym problemem z temperaturą. Opis tej relacji może być znany z innych książek, ale tutaj jest coś więcej. Później przychodzi wojna, a wraz z nią rzeczywistość, w której uczucia muszą zmierzyć się z zagrożeniem, podejrzeniami i odpowiedzialnością za każdy ruch. Stella wraca do Krakowa. Co stoi za jej decyzjami? Komu może zaufać? Ile mówi o człowieku to, co widzą inni, a ile pozostaje poza ich zasięgiem? Resztę musicie odkryć sami, bo zdradzanie wam tej historii byłoby czytelniczym wykroczeniem. A ja jednak wolę polecać książki, niż mieć zakaz zbliżania się do bookstagrama. 😉
Przede wszystkim dla Stelli warto poznać tę historię. To bohaterka, przy której można jednocześnie próbować ją zrozumieć i mieć ochotę zapytać: „Kobieto, co ty robisz?!”. Jej przeszłość, potrzeba miłości i doświadczenie krzywdy sprawiają, że nie da się zamknąć jej w jednym wygodnym określeniu. Według mnie takie postacie dają najwięcej do przeżywania i przegadania. Pojawia się kwestia zaufania, przebaczenia i tego, co zrobić, gdy serce upiera się przy człowieku, którego wybory trudno zaakceptować. Jest coś, co mnie osobiście bardzo poruszyło to motyw niewysłanych listów Stelli. Do kogo? Co w nich napisała? To kolejny powód, żeby dać tej książce szansę, to pytania, które bez większego wysiłku zabieramy z niej do własnego życia. Wracając do tego, co wcześniej napisałam: jak często oceniamy kogoś na podstawie cudzej wersji wydarzeń? Ile razy mylimy pozory z wiedzą? Jak chętnie deklarujemy, że my na pewno zachowalibyśmy się lepiej? Bohaterstwo w trybie teoretycznym zwykle idzie nam znakomicie. Dopiero pytanie o rzeczywistą cenę odwagi potrafi skutecznie ostudzić zapał do wystawiania ocen. „Kolaborantka” zachęca, żeby przyjrzeć się ludzkim motywacjom uważniej. Zrozumienie czyjegoś strachu nie oznacza przecież automatycznego rozgrzeszenia każdej decyzji.
Tutaj zainteresowanie budzą konkretni ludzie, ich pragnienia, błędy i relacje. Jeśli lubicie rodzinne dramaty, trudne miłości oraz bohaterów, których nie da się przejrzeć po krótkiej prezentacji, warto zanurzyć się w tę opowieść. Historyczne realia nadają ich wyborom ciężar, ale to los Stelli i Adama daje powód, żeby chcieć wiedzieć więcej. Po „Kolaborantkę” warto sięgnąć dla emocji, dla skomplikowanej bohaterki i dla historii, która potrafi podważyć naszą pewność, że wszystko jest oczywiste. ☕📖🖤
Czy poczuliście już ten wyjątkowy zapach zwiastujący magię?
Dziś przychodzę do Was z recenzją przedpremierową książki, która pachnie cynamonem, goździkami i świeżo upieczonym piernikiem. Przed Wami „Cuda z piernika” – drugi tom niezwykle klimatycznej, bożonarodzeniowej serii autorstwa Joanny Szarańskiej, wydany przez Wydawnictwo Książnica. Książka będzie miała premierę jutro, ale ja już teraz mogę Wam zdradzić, że jest na co czekać!
Od pierwszych stron ta historia dosłownie otula ciepłem niczym najgrubszy, wełniany koc. Autorka po raz kolejny zabiera nas do urokliwego miasteczka Cztery Mosty i przytulnego pensjonatu Bajka, który szykuje się do otwarcia pierwszego od dawna zimowego turnusu. Klimat jest po prostu nieziemski – śnieg skrzypiący pod butami, migoczące światełka i mnóstwo świątecznych przygotowań sprawiają, że od razu chce się włączyć kolędy!
Fabuła kręci się wokół powrotu dawnych bohaterów oraz małego, lokalnego zamieszania w Kawiarni u Klary. Gdy znikają świąteczne dekoracje, a w miasteczku rusza pełen rywalizacji konkurs wypieków, wkrada się nutka intrygi i zazdrości. Joanna Szarańska idealnie wyważyła te małe dramaty, łącząc je z podnoszącym na duchu przesłaniem o tym, co w święta jest naprawdę najważniejsze.
Bohaterowie są niesamowicie autentyczni, pełni wątpliwości i lęków, z którymi każdy z nas może się utożsamić. Obserwowanie Aleksandra pełnego obaw o przyszłość pensjonatu czy uroczej Klary wywołało we mnie całą lawinę emocji – od wzruszenia, przez głośny śmiech, aż po głębokie ciepło w sercu. W tej historii po prostu chce się być i przeżywać wszystko razem z nimi.
Styl pisania autorki jest niesamowicie lekki i wciągający. Choć akcja nie pędzi na złamanie karku, książkę czyta się błyskawicznie dzięki świetnie rozpisanym dialogom i wciągającym wątkom obyczajowym. To idealna lektura typu feel-good, która pozwala całkowicie odciąć się od codziennego zgiełku i idealnie nastroić na nadchodzący czas.
Dla kogo jest ta powieść?
Spodoba się każdemu, kto kocha magię Bożego Narodzenia, zimowe klimaty i szuka historii pełnej nadziei oraz miłości. To doskonały wybór na długie, chłodne wieczory z kubkiem gorącej czekolady w dłoni – koniecznie zapiszcie sobie tę premierę!
Moja ocena przedpremierowa: 10/10 🌟 – absolutne cudo, które skradło moje serce!
Czy można zatrzymać chwilę na zawsze? A może są takie momenty, których nawet najlepszy aparat nie jest w stanie uchwycić? „Idealny kadr” Katarzyny Grochowskiej to historia, która pokazuje, że za tym, co widoczne na pierwszy rzut oka, często kryje się znacznie więcej.
Paweł Woliński jest fotografem, który na co dzień patrzy na ludzkie cierpienie przez obiektyw aparatu. Jednocześnie sam nosi w sobie ogromny ból po stracie żony. Samotne wychowywanie dzieci, tęsknota i pytania bez odpowiedzi sprawiają, że coraz bardziej zamyka się w swoim świecie. Do czasu, gdy na jego drodze pojawiają się dwie tajemnicze kobiety.
Autorka bardzo ciekawie splata przeszłość z teraźniejszością, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki. Pytania dotyczące śmierci Róży, tajemnicy Kingi i niezwykłego zdjęcia „Kobieta we mgle” sprawiają, że chce się czytać dalej, by zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się przed laty.
Najbardziej poruszyła mnie jednak warstwa emocjonalna tej historii. To nie jest wyłącznie opowieść o tajemnicy. To przede wszystkim książka o żałobie, miłości, poczuciu winy i próbie odnalezienia siebie po wydarzeniu, które całkowicie zmienia życie.
„Idealny kadr” to historia pełna tajemnic, emocji i nieoczywistych odpowiedzi. O tym, że przeszłość potrafi wrócić w najmniej spodziewanym momencie, ale również o tym, że nawet po największej stracie można spróbować zrobić kolejny krok.
To książka dla tych, którzy lubią historie, w których sekret, emocje i miłość przeplatają się ze sobą, a wraz z bohaterem próbujemy odkryć prawdę ukrytą za pozornie idealnym obrazem.
Szukacie idealnej, otulającej lektury na chłodne wieczory?
"Jesień w Krynicy-Zdroju" autorstwa Anety Krasińskiej to książka, która pachnie cynamonem, opadającymi liśćmi i... nowym początkiem. Finałowy tom serii Cztery pory roku od Wydawnictwa Skarpa Warszawska idealnie wpisuje się w klimat za oknem i dosłownie hipnotyzuje od pierwszych stron.
🍂 Ta historia skradła moje serce! Czwarty tom cyklu Cztery Pory Roku to idealny umilacz na chłodne wieczory, który otula niczym ciepły kocyk.
Książka od pierwszych stron urzeka niesamowitym, nostalgicznym klimatem. Autorka genialnie oddała atmosferę uzdrowiska skąpanego w złotych liściach, mglistych porankach i zapachu gorącej czekolady.
Fabuła została przemyślana w najmniejszych szczegółach. Tajemnice z przeszłości przeplatają się tutaj z codziennymi dylematami, a każdy kolejny rozdział odkrywa przed nami nowe elementy intrygującej układanki.
Bohaterowie są niezwykle autentyczni i pełni pasji. Ich decyzje wywołują całą gamę emocji – od wzruszenia, przez uśmiech, aż po momenty głębszej refleksji nad własnym życiem.
Styl pisania autorki jest lekki i bardzo obrazowy, dzięki czemu przez historię dosłownie się płynie. Opisy Krynicy-Zdroju sprawiają, że ma się ochotę natychmiast spakować walizkę i wyjechać w góry. Tempo akcji idealnie współgra z jesienną aurą – nie pędzi na złamanie karku, ale też nie pozwala na nudę.
Komu spodoba się ta książka?
Przede wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych, historii z życiową mądrością w tle oraz każdemu, kto kocha klimatyczne, polskie miasteczka i szuka literackiego kocyka na wieczór. Ta książka to idealny wybór dla każdego, kto kocha klimatyczne powieści obyczajowe, sekrety z przeszłości i polskie krajobrazy w tle. Spodoba się wszystkim miłośnikom literatury, która zostaje w głowie na dłużej.
Czy posługując się sztuczną inteligencją zdarza się wam myśleć o przyszłości naszego świata, którą będzie ona współtworzyć?
Charles Stross w powieści pt. Dzieci Saturna (będącej pierwszym tomem cyklu Freyaverse) opisuje przyszłość, w której nie ma już ludzi. Nasza rasa wyginęła. Pozostały po niej androidy – maszyny, które miały służyć panom, którzy bezpowrotnie odeszli. Po zniknięciu twórców roboty musiały się dostosować do nowych warunków. Zaczęły więc budować społeczność wzorowaną na systemie feudalnym. Humanoidalna szlachta rządzi robotnikami, których zaopatrzono w chipy niewolnicze. Androidy nie przerobiły więc lekcji historii, która doprowadziła do kresu ich niegdysiejszych panów.
Freja Nakamichi-47, główna bohaterka książki, to seksbotka. Została zaprojektowana, jako konkubina dla człowieka. Ponieważ ludzie nie istnieją, jest ona jedną z ostatnich przedstawicielek swojego rodu. Pewnego dnia otrzymuje zadanie dostarczenia tajemniczej przesyłki z Merkurego na Marsa. Z pozoru ta misja wydaje się prosta, jednak szybko okazuje się, że ładunek jest czymś wyjątkowym, a Freja staje się celem w walce potężnych sił, w której nie chodzi wyłącznie o to, co ma na statku, ale i o nią samą.
To była wspaniała lektura. Futurystyczna rzeczywistość, doskonale opisana hierarchia społeczna świata złożonego wyłącznie z robotów, czy próby odpowiedzenia na pytanie, co się stanie, gdy człowieka zabraknie, to tylko część elementów wypływających na pozytywny odbiór książki Strossa. Podobało mi się głębokie studium autora na temat świata przedstawionego. Widać jego wiedzę z zakresu praw fizyki. Ciekawym zbiegiem jest pierwszoosobowa narracja – świat poznajemy oczami niehumanoidalnej bohaterki, co pozowała na dywagacje na temat natury jej istnienia i wolnej woli. Do tego wszystkiego dochodzi humor i mamy pozycję, koło której nie da się przejść obojętnie.
Polecam jako coś nieszablonowego na umilenie jesiennej słoty.
Zostaliśmy stworzeni jako ich własność, majątek ruchomy i wyposażenie. A ponieważ byliśmy inteligentni, zostaliśmy stworzeni (...), aby ich kochać i się ich bać.
Zgodzę się z większością opinii innych czytelników - ta książka to nuda jakich mało. Nawet słuchając jej w audio, miałam ochotę położyć się obok opisywanego trupa i pójść spać aż do wiosny.
Niby wszystkie elementy są na miejscu, ale jednak nie poczułam tej samej fascynacji i nie przebiegały mnie ciarki, jak np. podczas czytania opowiadań Poe’ego. Mocno czuć, że teksty mają już swoje lata. Doceniam za ciekawe pomysły i za zaskakujące snucie grozy w miejscach znajomych i bezpiecznych.
Nietuzinkowy, niesamowity pomysł i bardzo dobre wykonanie. Czułam jednocześnie powiew świeżości i duszny klimat retro. Jestem zaskoczona, jak bardzo zachwyciła i poruszyła mnie ta książka. „Wieczny wojownik” wydaje się prostą powieścią high fantasy, a tak naprawdę to filozoficzne science fiction w bohaterskim przebraniu… przy czym Daker/Erekose/Ulrik jest bardziej ofiarą niż świętującym zwycięzcą.
Polecam. Warto przeczytać dla zaskakujących zwrotów akcji, nieszablonowych pomysłów, pomieszania współczesności ze starożytnością i baśniowości z kosmosem. Warto przeczytać i zastanowić się razem z Dakerem nad sensem walki i stawiania oporu. Nie dziwię się, że Moorcock był inspiracją dla wielu innych pisarzy.
"Syn zakonnicy” to poruszająca i wielowątkowa powieść obyczajowo-historyczna, której fabuła opiera się na motywie zakazanej miłości, bolesnych tajemnic przeszłości oraz poszukiwania własnej tożsamości. Co ciekawe, choć jest to fikcja literacka, autorka inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami.
"Syn zakonnicy” to historia, która chwyta za serce od pierwszych stron. Autorka zaserwowała nam niezwykle klimatyczną opowieść. Autorka mistrzowsko maluje realia minionych lat, wciągając czytelnika w świat pełen trudnych wyborów i życiowych zakrętów.
Fabuła zaskakuje i nie pozwala na nudę. Joanna Jax utkała skomplikowaną sieć relacji i tajemnic, które odkrywa się z zapartym tchem. Każdy zwrot akcji wydaje się głęboko przemyślany, a sekrety z przeszłości kładą się cieniem na losach bohaterów, trzymając w napięciu do samego końca.
Bohaterowie są niesamowicie autentyczni i pełni wad, dzięki czemu łatwo się z nimi utożsamić. Ich dylematy moralne wywołują całą gamę emocji – od współczucia, przez złość, aż po głębokie wzruszenie. Ta książka dosłownie gra na uczuciach czytelnika.
Styl pisania autorki jest lekki, a zarazem poruszający. Przez tę historię wręcz się płynie. Tempo akcji idealnie współgra z warstwą obyczajową – momenty dynamiczne przeplatają się z chwilami głębszej refleksji nad ludzkim losem.
Komu polecam ten tytuł?
Spodoba się każdemu, kto kocha sagi rodzinne, dramaty obyczajowe z historią w tle oraz opowieści o trudnych relacjach i poszukiwaniu własnej tożsamości. To idealna lektura na długie wieczory pod kocykiem.
✨ Ten tytuł po prostu mrozi krew w żyłach od pierwszej strony! Wydawnictwo Prószyński i S-ka zaserwowało nam dzisiaj thriller, obok którego żaden fan mocnych wrażeń nie może przejść obojętnie. Książka „Ten, który wiedział”, której autorem jest John Willander Lambrell ma w sobie gęsty, wręcz duszny klimat, który natychmiast wciąga czytelnika w mroczny świat tajemnic.
Fabuła to absolutny majstersztyk i prawdziwy rollercoaster. Autor genialnie splata ze sobą wątki, rzucając nam mylne tropy i zmuszając do ciągłego kombinowania. Przez cały czas miałam w głowie mnóstwo pytań, a kiedy już myślałam, że znam prawdę, autor całkowicie burzył moje teorie.
Bohaterowie są niesamowicie autentyczni, pełni wad i głęboko skrywanych sekretów. To sprawia, że cała historia wywołuje ogromne emocje – od czystej ekscytacji, przez niepokój, aż po gęsią skórkę. Bardzo mocno współodczuwałam wszystko to, co działo się na stronach tej powieści.
Tempo akcji nie zwalnia ani na moment. Styl pisania autora jest lekki, niezwykle dynamiczny, dzięki czemu przez tę książkę dosłownie się płynie. Rozdziały uciekają jeden za drugim, a syndrom „jeszcze jednego rozdziału” gwarantuje zarwaną nockę.
Komu polecam ten tytuł?
Spodoba się każdemu, kto kocha skomplikowane thrillery psychologiczne i skandynawski, surowy klimat. Jeśli cenicie w literaturze nieprzewidywalność i wysokie napięcie, to coś idealnego dla Was.
„Gwiazdka pod psem” autorstwa Agnieszki Olejnik (Wydawnictwo Książnica) to moja przedpremierowa polecajka i absolutnie urocza, ciepła oraz otulająca niczym puszysty koc opowieść, która idealnie wpisuje się w nadchodzący, przedświąteczny klimat. Jeśli szukacie historii, która rozgrzeje Wasze serca w chłodne wieczory i pozwoli na chwilę zapomnieć o codziennym pędzie, ten tytuł po prostu musi znaleźć się na Waszych listach do przeczytania jeszcze przed świętami! ☕✨
Fabuła kręci się wokół przygotowań do świąt, niespodziewanych zwrotów akcji i... czworonożnego bohatera, który potrafi nieźle namieszać w życiu dorosłych. Autorka w cudowny sposób przeplata ze sobą wątki obyczajowe i romantyczne, tworząc historię pełną życiowych mądrości, niespodzianek oraz magii, która zdarza się tylko w grudniu. Nie ma tu miejsca na nudę, a kolejne strony uciekają w błyskawicznym tempie.
Bohaterowie są wykreowani w sposób niezwykle autentyczny – to ludzie z krwi i kości, z własnymi problemami, marzeniami i dylematami, dzięki czemu bardzo łatwo się z nimi utożsamić. Jednak to obecność zwierzaka dodaje całej opowieści niesamowitego uroku, humoru oraz generuje całą masę najróżniejszych emocji – od wzruszenia, przez śmiech, aż po momenty głębokiej refleksji nad tym, co w życiu jest naprawdę ważne 🐾❤️
Styl pisania Agnieszki Olejnik jest niesamowicie lekki, wciągający i pełen wrażliwości. Autorka ma wyjątkowy dar do tworzenia przytulnego, wręcz sensorycznego klimatu – podczas tej przedpremierowej lektury niemal czułam zapach cynamonu i słyszałam chrupiący pod butami śnieg. Akcja toczy się naturalnym, płynnym rytmem, idealnie dawkując napięcie i ciepłe momenty.
Komu spodoba się ta książka?
Przede wszystkim wszystkim miłośnikom opowieści świątecznych, literatury obyczajowej, a także – co oczywiste – każdemu, kto kocha zwierzęta i wierzy w to, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. To idealna lektura na relaks z kubkiem gorącej czekolady w dłoni, na którą zdecydowanie warto zaczekać ☕🎄
"Wściekły chłopak od trzech atlasów" jest trzecim i zarazem finałowym tomem serii Chłopak od trzech atlasów.
Chłopak od trzech atlasów zmienił się. Nie nosi już atlasów. Ale w dalszym ciągu jest nieśmiały i zakochany. I choć Nestor i Jilia nie są razem, on wierzy, że są sobie pisani. Ciągłe niedopowiedzenia oddalają ich od siebie. Julia będąc przekonana, że zna sekret chłopaka, zamierza grać w jego grę. Sęk w tym, że przy Nestorze kręci się pewna pomoc stomatologiczna... Dziewczyna podejmie szaloną walkę. Z kolei Nestor straci cierpliwość, nieśmiałość i wścieknie się. Czy jedno nieporozumienie zniszczy to, co zaczęło się od karteczek pisanych na zajęciach?
Historia pokazuje, jak ważna jest szczerość i rozmowa. Niedopowiedzenia, domysły i plotki oraz związane z tym nieporozumienia często przekreślają możliwość zbudowania relacji, związku. Tracimy tylko niepotrzebnie czas, będąc z dala od siebie.
Najbardziej uderzyły we mnie emocje Nestora. Jego upór, wściekłość, bezradność, a przede wszystkim prawda w tym, jak się zachowywał, kupiły mnie w całości. Julia również tu nie odstaje. Czułam jej tęsknotę, zazdrość, strach przed utratą czy potrzebę bliskości.
Między naszą parą mocno iskrzy. Napięcie przez te wszystkie lata tylko się potęgowało, by w końcu zaznać ukojenia. Pojawiła się namiętność, ogrom uczuć i emocji.
Magdalena Winnicka nie unika trudnych tematów. Poznajemy tajemnice z dzieciństwa Nestora. Mamy też wątek molestowania w miejscu pracy, który spotyka Julię. Tajemnice, zazdrość, lęki, obawy, niepewność, dojrzewanie, poszukiwanie własnej drogi, decyzje, które wpływają na całe życie - to wszystko sprawia, że dzieje się sporo (choć można odnieść wrażenie, że panuje chaos), a zwroty akcji zaskakują.
"Wściekły chłopak od trzech atlasów" to historia skomplikowanej relacji, która czekała na właściwy moment, by w końcu zająć właściwe miejsce. To książka o tym, jak ważna jest komunikacja w związku. Otrzymacie emocje, humor, wzruszenie, refleksje i wyrazistych bohaterów. To seria od nieśmiałości, przez zakochanie po wściekłość - czytajcie!
Nina Bacela jest młodą dziennikarką z niemałym bagażem doświadczeń. „Trochę creepy” dziewczyna wiedząca to i owo o świecie legend, zabobonów, niestworzonych historii i dobrych rad. Dziś próbująca zracjonalizować swoje ostatnie leśne przygody w szpitalu psychiatrycznym. Skutecznie wyleczona z szukania sensacji. Ale nie wyleczona z nadal mieszkającego w niej mroku.. Może dlatego bez większego wahania zgadza się pomóc policjantce Wiktorii Sarneckiej, której przyszło się zmierzyć z nie lada układanką. Cała trudność w tym, że rozsypane puzzle pochodzą z różnych opakowań.. Ktoś w okrutny sposób morduje ludzi. W sposób, który, jak się okazuje, odzwierciedla ich największe lęki. Jest w tym jakiś makabryczny wzór. A pewnie i ciąg przyczynowo- skutkowy.. Tylko jaki? Nina i Wika – ten zgrany duet nie spocznie, dopóki nie ułoży tego mrocznego obrazka w całość, choć nawet nie wiedzą ona, jak bardzo ten widok odciśnie się na życiu wielu ludzi..
„Ślepą, czarną nocą” to drugi, po „W ciemnym głodnym lesie” tom serii Przemysława Piotrowskiego. „Coś na pograniczu kryminału, thrillera i horroru”, hybrydowa powieść pokazująca, że „horror może mieć wiele twarzy”. Klimatyczna, niepokojąca, odważna historia o tym, że karma wraca, tajemnice mają twarze, chęć zemsty zakrzywia rzeczywistość, a prawda czasem bardzo boli.. Tymczasem polecam sprawdzić, czy i wam się spodoba to kolejne autorskie odczarowywanie horroru przez mistrza kryminału.
To naprawdę przepiękna książka, która potrafi otworzyć w człowieku wszystko, co wcześniej zostało zamknięte bądź głęboko przed światem schowane. Jest takim Aniołem, który pokazuje, że jedyne co w życiu tracimy to szanse, które same chodzą nam po głowie. Często bowiem mamy marzenie by coś swojego otworzyć, jakiś sklepik, czy też inną działalność, lecz za sprawą odpowiednich osób całkowicie z tego rezygnujemy. Ktoś, kto z góry nam będzie zazdrościł, będzie znajdywał same przeszkody, by cokolwiek nowego u nas powstało. Nastraszy drugą osobę swoją niewiedzą, swoim brakiem wiary w siebie i swoje możliwości przekładając własne braki na kogoś, kto chciałby w życiu z czymś ruszyć. Tych osób nie powinno się słuchać, a nawet nie powinno im się zdradzać z najmniejszymi planami na życie, ponieważ wszystko czego sami nie potrafią, oddadzą to w energii słuchaczowi, który sam w siebie zwątpi. Nie twierdzę, że takie osoby są złe. One zwyczajnie nie są nami, nie podzielają naszych zainteresowań, dlatego zawsze nam źle doradzą.
W książce poznamy kobietę z synem, która ma swoje marzenia, jednak sama nie potrafi się nad nimi przełamać. Ma na szczęście w swoim otoczeniu wielobarwne postaci, które na swój ,,delikatny" sposób sprawią, że otworzą jej się oczy na to, co zawsze gdzieś wewnątrz niej tkwiło. Pomimo osób nadających jej stracha, posłucha tych, które swoim towarzystwem rozpalą w niej to piękne pragnienie prowadzenia sklepiku z rzeczami używanymi. Nawet jej syn dostrzeże u mamy ten błysk w oku, kiedy będzie początkowo tylko o nim opowiadała. Zrodzą się później pytania skąd te skarby znaleźć, gdzie znajdzie używane rzeczy, którym będzie mogła dać drugie życie. Na szczęście los będzie dla niej na tyle łaskawy, że wszystko ułoży się po jej myśli z wyjątkiem jednej rzeczy. Jeśli już ktoś zamierza zajrzeć do przeszłości przedmiotów przez kogoś posiadanych, to niepodziewanie otworzy kartę życia o której inni woleliby zapomnieć. W międzyczasie pojawią się trudne decyzje, gdyż problemy, które nasza postać posiadała, były ukrywane przed synem. Nadejdzie również dzień w którym wiele rzeczy trzeba będzie sobie wyjaśnić, zwłaszcza te, że które i jego samego dotyczyły. Tylko czy znajdzie w sobie odwagę by spojrzeć prawdzie w oczy, czy jak zawsze zamiecie je pod dywan?
Słuchajcie, to przepiękna opowieść, która pomimo tego, że nie będzie was dotyczyła, lub za bardzo wejdzie wam w krew, to sprawi, że wyjdzie wam tylko na dobre. Odkryje wszystkie wasze tajemnice do których baliście się zajrzeć i da tą iskierkę, która rozpali to, co wydawało wam się, że zgasło. Należy pamiętać, że świat nie musi nas rozumieć. Rady innych są tylko radami innych, nikt nie musi ich słuchać ani im ulegać. Nikt nie ma wiedzy z naszego wnętrza, dlatego zawsze patrzcie tylko na siebie, swoje uczucia i swoje marzenia, bo tylko wy sami możecie je sobie spełnić:-)