Dziś coś wyjątkowego. Poradnik – nie poradnik. Prosto z serca od Filipa. Człowieka, który doskonale wie, że każdy ma swoją historię, swoją prawdę, rację, wrażliwość i słabości, czasami wątpliwości. Nie narzuca się więc ze swoimi. Ale ma swoje własne, autorskie zdanie na wiele tematów, z całą pewnością warte wysłuchania. Można się z Nim zgodzić, albo polemizować. Nie mniej jednak, Jego książka jest „nasączona nadzieją”. Autor nie przykłada linijki do swojego życia, by zobaczyć jak bardzo dorasta bądź nie do życia kogoś innego. Wie jak to jest „siedzieć na ławce rezerwowych”, potykać się i podnosić. Wie też, że „jutro pachnie obietnicą”. Przy tym jest niezwykle świadomy swoich słów i twierdzeń. Być może i Ciebie zarazi swoją pespektywą i przyniesie choć TROSZKĘ nadziei. Polecam sprawdzić.
Początek wydawał mi się monotonny, ale warto dotrwać do końca. Dużo ważnych rzeczy podanych w przemyślany i zgrabny sposób. Świetnie poprowadzony główny bohater.
Uwielbiam! Absolutnie nigdy nie chciałabym mieć osobiście do czynienia z Artemisem, to nie jest bohater, którego można pokochać, a jednak cała ta seria wiele lat temu rozpaliła moją wyobraźnię i pasję do czytania. Wszystkie postacie w tej książce mają tak silnie nakreślone osobowości, że kiedy się ścierają ze sobą, to fajerwerki wybuchają na niebie, a czytelnicy płaczą ze śmiechu albo rozdziawiają buzie z zaskoczenia. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Uwielbiam! Absolutnie nigdy nie chciałabym mieć osobiście do czynienia z Artemisem, to nie jest bohater, którego można pokochać, a jednak cała ta seria wiele lat temu rozpaliła moją wyobraźnię i pasję do czytania. Wszystkie postacie w tej książce mają tak silnie nakreślone osobowości, że kiedy się ścierają ze sobą, to fajerwerki wybuchają na niebie, a czytelnicy płaczą ze śmiechu albo rozdziawiają buzie z zaskoczenia. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Uwielbiam! Absolutnie nigdy nie chciałabym mieć osobiście do czynienia z Artemisem, to nie jest bohater, którego można pokochać, a jednak cała ta seria wiele lat temu rozpaliła moją wyobraźnię i pasję do czytania. Wszystkie postacie w tej książce mają tak silnie nakreślone osobowości, że kiedy się ścierają ze sobą, to fajerwerki wybuchają na niebie, a czytelnicy płaczą ze śmiechu albo rozdziawiają buzie z zaskoczenia. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Uwielbiam! Absolutnie nigdy nie chciałabym mieć osobiście do czynienia z Artemisem, to nie jest bohater, którego można pokochać, a jednak cała ta seria wiele lat temu rozpaliła moją wyobraźnię i pasję do czytania. Wszystkie postacie w tej książce mają tak silnie nakreślone osobowości, że kiedy się ścierają ze sobą, to fajerwerki wybuchają na niebie, a czytelnicy płaczą ze śmiechu albo rozdziawiają buzie z zaskoczenia. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Uwielbiam! Absolutnie nigdy nie chciałabym mieć osobiście do czynienia z Artemisem, to nie jest bohater, którego można pokochać, a jednak cała ta seria wiele lat temu rozpaliła moją wyobraźnię i pasję do czytania. Wszystkie postacie w tej książce mają tak silnie nakreślone osobowości, że kiedy się ścierają ze sobą, to fajerwerki wybuchają na niebie, a czytelnicy płaczą ze śmiechu albo rozdziawiają buzie z zaskoczenia. To trzeba przeżyć na własnej skórze.
Cynamon, ciepły koc i herbata w dłoni – tak pachnie najnowsza powieść Gabrieli Gargaś. „Cynamonowy smak jesiennych dni” to idealny otulacz na chłodne wieczory, który rozgrzewa serce od pierwszych stron.
Autorka opowiada o trzydziestopięcioletniej Majce, której życie nagle rozsypuje się na kawałki, gdy odkrywa, że jej partner prowadził podwójne życie. Kobieta wyrzuca go z mieszkania, jednak zamiast upragnionej ulgi dopada ją przytłaczająca pustka, bolesne poczucie straconego czasu oraz monotonna, szara codzienność spędzana między nielubianą pracą a samotnymi wieczorami.
Wszystko zaczyna się zmieniać pewnego jesiennego popołudnia, kiedy do jej drzwi puka starsza sąsiadka, Judyta, przynosząc talerz jeszcze ciepłych, pachnących cynamonek. Między kobietami, które dzieli ponad sześćdziesiąt lat różnicy, rodzi się wyjątkowa, międzypokoleniowa więź.
Judyta zaczyna dzielić się z Majką swoimi poruszającymi wspomnieniami – opowiada o wojennej przeszłości, trudach emigracji oraz dawnych, skomplikowanych miłościach. Dzięki tej niezwykłej mądrości i wsparciu, zraniona Majka powoli odzyskuje wiarę w siebie i zaczyna dostrzegać nadzieję na nowy, lepszy początek.
Fabuła niesamowicie wciąga i dotyka spraw bliskich każdemu z nas. Autorka splata losy postaci w sposób niezwykle naturalny, pokazując, że po każdej burzy w końcu wychodzi słońce. To opowieść o drugich szansach, rodzinnych tajemnicach i miłości, która przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.
Bohaterowie są genialnie wykreowani – to ludzie z krwi i kości, z którymi natychmiast można się utożsamić. Razem z nimi przeżywałam każdą porażkę i cieszyłam się z małych sukcesów. Emocje wręcz wylewają się z kartek, wywołując uśmiech, a momentami nawet łzy wzruszenia.
Styl autorki jest lekki, niezwykle plastyczny i pełen ciepła. Akcja toczy się niespiesznym, idealnie dopasowanym do klimatu powieści rytmem, co pozwala w pełni delektować się tą historią.
Komu polecam tę książkę?
Każdemu, kto szuka w literaturze ukojenia, refleksji i prawdziwych wzruszeń. Spodoba się wszystkim miłośniczkom życiowych, mądrych historii obyczajowych.
Moja ocena: 9/10 🌟
Ta historia to po prostu cudowna powieść, która całkowicie kradnie serce i nie pozwala o sobie zapomnieć! Gabriela Gargaś stworzyła prawdziwą literacką perełkę, idealną do zatracenia się w niej bez pamięci.
Czy lubicie wracać do takich ciepłych i cudownych historii wielokrotnie, czy zazwyczaj czytacie książki tylko jeden raz?
Czy wątki międzypokoleniowej przyjaźni w literaturze obyczajowej to coś, co chętnie czytacie, czy wolicie klasyczne romanse?
Czy macie już tę jesienną nowość na swoich półkach, a może znacie inne książki Gabrieli Gargaś?
✨ Czy można tęsknić za miejscem i czasem, w których nigdy się nie było?
Maria Paszyńska w swojej najnowszej powieści zabiera nas w podróż, która dosłownie zapiera dech w piersiach. Od pierwszych stron czuć niezwykły, nostalgiczny i niezwykle magnetyczny klimat, który nie pozwala odłożyć tej książki choćby na moment. "Dwa światła"to opowieść, która zostaje w sercu na bardzo długo po przewróceniu ostatniej strony.
Fabuła jest misternie utkana i pełna bolesnego piękna. Autorka w genialny sposób przeplata ludzkie losy, stawiając przed swoimi postaciami wyzwania, które zmuszają do refleksji nad własnym życiem. To historia o trudnych wyborach, poszukiwaniu własnej drogi i świetle, które potrafi rozbłysnąć w nawet najgłębszym mroku. Maria Paszyńska nie idzie na łatwiznę – prowadzi nas przez meandry ludzkiego losu z ogromnym wyczuciem i wrażliwością.
Bohaterowie są tak autentyczni, że miałam wrażenie, jakbym czytała o prawdziwych ludziach z krwi i kości. Ich ból, dylematy i chwile szczęścia przeżywałam całym swoim sercem. Nie są idealni, popełniają błędy, a ich decyzje potrafią wywołać w czytelniku prawdziwy emocjonalny rollercoaster – od głębokiego wzruszenia, przez bezsilność, aż po kropelki łez kręcące się w oku.
Styl pisania autorki to po prostu poezja w czystej postaci. Maria Paszyńska pisze niezwykle lekko, a jednocześnie z ogromną głębią i elegancją. Tempo akcji jest idealnie wyważone – nie pędzi na złamanie karku, ale pozwala delektować się każdym słowem i w pełni poczuć atmosferę opisywanych wydarzeń. Przez tę książkę dosłownie się płynie!
Dla kogo jest ta historia?
"Dwa światła" zachwycą każdego miłośnika literatury obyczajowej z głębszym przesłaniem oraz fanów powieści z tłem historycznym. Jeśli szukacie w książkach prawdziwych, nieprzerysowanych emocji, pięknego języka i fabuły, która skłania do przemyśleń nad sensem życia i miłości – to jest to pozycja absolutnie dla Was.
Dzisiaj przychodzę do Was z absolutną petardą i książką, która dosłownie sparaliżuje Wasz wolny czas.
„Mentira. Kłamstwo” autorstwa Juana Gómeza-Jurado, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak SQN, to thriller, na który zdecydowanie warto czekać z wypiekami na twarzy! 🤫
Fabuła to absolutny majstersztyk budowania napięcia oparty na sieci niedomówień. Autor genialnie pokazuje, jak jedno małe kłamstwo potrafi uruchomić lawinę wydarzeń, nad którą nikt nie jest w stanie zapanować. Choć ze względu na przedpremierowy charakter nie zdradzę Wam ani słowa z fabuły, powiem tylko jedno: do samego końca będziecie bezskutecznie próbować oddzielić prawdę od zręcznej iluzji⚖️
Bohaterowie są niesamowicie wielowymiarowi i co najważniejsze, boleśnie autentyczni w swoich słabościach. Juan Gomez-Jurado zmusza nas do ciągłego zadawania sobie pytania: „Co ja bym zrobiła na ich miejscu?”. Emocje podczas czytania wahają się od czystej ekscytacji po gęsty, paraliżujący strach o losy postaci, z którymi bardzo łatwo się zżyć💔
Tempo akcji? To prawdziwy rollercoaster! Rozdziały są krótkie i dynamiczne, a styl pisarza jest tak lekki i angażujący, że kartki przewracają się dosłownie same. Autor mistrzowsko dawkuje informacje, rzucając nam ochłapy odpowiedzi, które tylko potęgują głód dalszego czytania🎢
Komu polecam tę książkę?
Zapiszcie sobie ten tytuł, jeśli kochacie rasowe thrillery psychologiczne, opowieści z motywem głębokich tajemnic oraz nieodkładalne lektury, przez które zarywa się noce. To idealna pozycja dla fanów dynamicznych, współczesnych kryminałów z mocnym tłem społecznym🎯
Moja ocena: 10/10 🌟
🚨 Oficjalna premiera już 14.10.2026 r.! Koniecznie zapiszcie tę datę, bo to będzie prawdziwy hit tej jesieni!
Czy macie już ten tytuł na swojej liście do przeczytania, czy może twórczość Juana Gómeza-Jurado jest Wam jeszcze zupełnie nieznana? 💬👇
Z miłą chęcią zechciałam poznać twórczość autorki książki Adrienne Mayor pt. ''Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata'', która to zechciała zmierzyć się z tematem, który nie zawsze jest zrozumiały dla osób, które uważają, że zagadnienie to jest zupełnie im obce, wymyślone, a może istnieje gdzieś tam nadziei, że kobiety te istniały i dały początek, czegoś, o czym nie mamy zupełnego pojęcia.
Tak na dobrą sprawę Amazonki- kobiety wyzwolone, równe mężczyznom, nieustraszone królowe armii stojące na czele, czy tylko znalazły się przypadkiem tam, gdzie należy walczyć pojedynkę, lub z pomocą koleżanek. Odkrycie przez archeologów grobów, w których pochowane wraz z mieczami, łuskami, końmi – kobiet walczących prawdziwie wzbudzając, u wielu wrogów postrach pozostaje zadać sobie kilka pytań wynikających na podstawie opisu treści książki i spróbować sobie odpowiedzieć na nie, ale czy wszystkie odpowiedzi w niej znajdziemy, musimy się o tym przekonać, czytając ją.
Pytania te są następujące: jak żyły amazonki, czy były one opiekuńcze, czy się zamartwiały, czy łatwo było je zdenerwować, czy miały od razu przepis na walkę, czy jednak pozostawał on w ich tajemnicy, o której nie zawsze lubiły rozmawiać, czy te walki zawsze były bezpieczne, czy jednak częściej narażane na niebezpieczeństwa, co w ich zachowaniu zaskakuje mniej, a co więcej, czy ich język porozumiewawczy był zrozumiały dla społeczeństwa, w którym żyły, czy pojawi się u bohaterów poczucie humoru, powaga, wyrażanie emocji nie zawsze pasujące do sytuacji, w jakiej one się znalazły w danej chwili, czy można zagłębić się mocno tak na tyle w ich historii przedstawionej na faktach, czy jednak pozostawia, lekki niedosyt tego próbowałam, dokładnie się dowiedzieć analizując krok po kroku znalezienie się ich świecie.
Nie podobało mi się to w książce, że zastosowano zbyt małą czcionkę utrudniającą czytanie, zbyteczne są jak dla mnie dodanie przypisów, zawierają dużą ilość stron, załącznik imiona Amazonek i wojowniczek w starożytnej literaturze i sztuce od Morza Śródziemnego do Chin uważam, że jest trafnym pomysłem.
Podoba mi się to, że w prologu autorka zamieściła szereg odpowiedzi na nasuwające się pytania z zakresu pytań dotyczących głównego tematu, związanego z historią Atlanty, greckiej amazonki, bardzo dobrze opowiedzianej, ale czy to wystarczy czytelnikowi, aby się w nią dokładnie wdrążył to zależy wyłącznie od niego czy zdecyduje się przeczytać książkę składającą się z 25 rozdziałów podzielonych na 4 części.
Szukacie thrillera, który wciągnie Was od pierwszej strony i nie pozwoli zasnąć?
„Mrok kroczy przez las” autorstwa Monsa i Karoliny Kallentoft od Wydawnictwa Skarpa Warszawska to książka, która dosłownie hipnotyzuje swoim mrocznym, skandynawskim klimatem. Od samego początku czuć tu gęstą atmosferę, niepokój i chłód, który przenika do szpiku kości.
Książka „Mrok kroczy przez las” to rasowy skandynawski kryminał z elementami thrillera psychologicznego i gęstą atmosferą wierzeń ludowych.
Fabuła skupia się wokół następujących wątków:
✔️Makabryczne odkrycie. W ciągu zaledwie jednego dnia w gęstych lasach w okolicach szwedzkiej miejscowości Nässjö dochodzi do dwóch wstrząsających zdarzeń – odnalezione zostaje ciało zamordowanego nastolatka oraz utopiony ogier, który sprawia wrażenie, jakby wciąż walczył o oddech.
✔️Nowy początek i trudna przeszłość. Śledztwo trafia w ręce Alexandra Stenborga, nowego komendanta lokalnej policji. Alexander przeniósł się do z pozoru idyllicznej wioski Ormaryd wraz ze swoją ciężarną żoną, Sofią. Para ucieka przed upokarzającymi wydarzeniami ze Sztokholmu i liczy na nowy start w relacji.
✔️Rodzinne sekrety i hermetyczna społeczność. Sofia wykorzystuje przeprowadzkę, by odkryć tożsamość swojego ojca i odnowić kontakt z niechętną matką oraz chorym na demencję dziadkiem. Szybko okazuje się jednak, że mieszkańcy wioski zachowują się bardzo dziwnie, skrywając mroczne tajemnice.
✔️Gusła i lokalny folklor. Cała społeczność żyje w cieniu potężnego lasu, a wiara w prastare istoty i legendy jest tam silniejsza niż wiara w Boga. Podczas śledztwa granica między rzeczywistymi zbrodniami a sugestią nadprzyrodzonych mocy zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Zło ukryte w małej społeczności okazuje się znacznie bardziej bezlitosne, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, a niezdrowa ciekawość ciężarnej Sofii wciąga ją w sam środek tego koszmaru.
Fabuła to prawdziwy majstersztyk budowania napięcia. Autorzy serwują nam misternie utkaną intrygę, w której tajemnice z przeszłości mieszają się z teraźniejszością. Każdy krok w głąb tego lasu przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, a nieprzewidywalne zwroty akcji sprawiają, że do samego końca trudno domyślić się prawdy.
Bohaterowie są niesamowicie wyraści, skomplikowani i pełni ludzkich słabości. Ich emocje – strach, determinacja, ból – są wręcz namacalne, dzięki czemu natychmiast się z nimi utożsamiamy. Ta historia wywołuje całą paletę odczuć, od gęsiej skórki po głęboki smutek.
Styl pisania duetu Kallentoft jest niezwykle lekki, a jednocześnie bardzo obrazowy. Krótkie rozdziały i dynamiczne dialogi sprawiają, że przez tę historię dosłownie się płynie. Tempo akcji nie zwalnia ani na chwilę, a autorzy doskonale wiedzą, jak dawkować emocje, by utrzymać nas w pełnym skupieniu.
Komu spodoba się ta książka?
To idealna pozycja dla wszystkich fanów mocnych, klimatycznych kryminałów oraz thrillerów psychologicznych. Jeśli uwielbiacie skandynawski, duszny klimat i historie, które zostają w głowie na długo po odłożeniu książki na półkę, to jest to Wasz must-read!
"Powrót z gwiazd" Stanisława Lema to najnowszy tom serii "Kanon Lema" - kolejnego wznowienia dzieł wybitnego pisarza i myśliciela, niezmiennie inspirującego kolejnych czytelników swoimi refleksjami na temat nauki, literatury czy filozofii. Mimo upływu lat, utwory Lema wciąż pozostają aktualne i nierzadko, w mojej ocenie, chwytające za serce. Dziś zapraszam Was do przeczytania kilku słów o lekturze równie ciekawej, co nieoczywistej w pisarskim dorobku Lema. Wyjątkowość tej powieści polega między innymi na tym, że nie znajdziemy tu opisu eksploracji kosmosu (a przynajmniej rozumianej jako bezpośrednia relacja "tu i teraz"), choć właśnie tego moglibyśmy się po Lemie spodziewać.
"Powrót z gwiazd" rozpoczyna się w momencie zakończenia międzygwiezdnej wyprawy, kiedy bohaterowie wracają na Ziemię. Podróż zajęła im dziesięć lat. Sprawa nie jest jednak prosta, bowiem na skutek paradoksu Einsteina, w tym samym czasie na Ziemi upłynęło aż 127 lat. Główny bohater, Hal Bregg, zastaje rzeczywistość zupełnie inną od tej, którą znał z przeszłości. Świat zmienił się nie do poznania, a wraz z nim ludzie, technologia, nauka, zasady życia społecznego oraz język. Bohaterowi towarzyszy więc poczucie wyobcowania, dodatkowo podkreślane przez jego fizyczną odmienność od pozostałych. W nowym świecie panują zasady, z którymi Hal się nie zgadza. I choć nowa rzeczywistość na pierwszy rzut oka wydaje się przyjazna (mam tu na myśli głównie proces betryzacji, wykluczający wszelkie przejawy agresji), czytelnik szybko zdaje sobie sprawę z tego, że brakuje w niej pasji, namiętności, motywacji, czegoś co gna nas do przodu. Zdaje się, że Hal ostatecznie odnalazł ten pierwiastek autentycznego szaleństwa w uczuciu do kobiety...
Czytelnicy, którzy oczekiwaliby jednak opisu samej wyprawy, nie będą rozczarowani, ponieważ retrospekcje bohaterów pozwalają nam poznać nieco więcej szczegółów na ten temat. Z drugiej zaś strony w wielu momentach powieść posługuje się niedopowiedzeniami i wymusza na nas domyślanie się pewnych rzeczy, dzięki czemu bardziej angażuje czytelnika. Musimy się bowiem zastanowić nad realnymi motywacjami postaci, relacjami między nimi itp.
Warto podkreślić, że książkę wieńczy posłowie Jerzego Jarzębskiego, który w formie eseju podsumowuje problemy poruszone w "Powrocie z gwiazd". Uważam, że jest to równie ważna i wartościowa lektura, jak sama powieść, ponieważ daje nam bardzo ciekawą perspektywę interpretacyjną. Autor posłowia zwrócił uwagę między innymi na fascynujący paradoks. Lem bowiem pokazuje, że szukamy porozumienia z obcą cywilizacją, zapominając o tym, że sami ze sobą nie jesteśmy w stanie się porozumieć, jeśli kilka zaledwie czynników zacznie nam w tym "przeszkadzać".
Powieść Lema, jak to zwykle bywa z twórczością tego pisarza, pozostawiła mnie z wieloma przemyśleniami. Fragment dotyczący robotów określanych jako złom przeznaczony do utylizacji siedzi mi w głowie do tej pory. Taka to już moc literatury, która, mam nadzieję, dotknie także Was. Serdecznie polecam!
Czy Lovecraft mnie wystraszył? Chyba nie. Bardziej zachwycił mnie swoim kwiecistym językiem. Duże wrażenie również sprawia to, że możemy znaleźć inspirację nim w tak wielu innych tekstach kultury. Tutaj grozę przynosi niewiedza, tajemnica, popadanie w obłęd, utrata kontroli nad sytuacją. Autor często naprowadza nas na jakiś trop, a nasza wyobraźnia dopisuje resztę.
Ma zaledwie 283 strony, a kryje się w niej tyle pomysłów, historii, że starczyłoby na kilka części osobnych historii. Nie ukrywam, że marzyłabym o jej bardziej rozbudowanej wersji. Recenzja dotyczy dzieła Marty Dziok-Kaczyńskiej pt. „Mroki Albionu”, które mega mnie zaciekawiły. Uwielbiam typowo angielski, mroczny i tajemniczy klimat, w którym napięcie narasta, wciągając czytelnika w fabułę. Miejsca, które wydają się znane, okazują się zupełnie inne. Jeśli podzielacie moje zdanie, ta książka z pewnością przypadnie Wam do gustu. Jesień to idealny czas na tego typu historie, z kubkiem rozgrzewającej herbaty, kawy czy kakao w dłoni i kocem na kolanach.
Każdy wie, że Brytyjczycy mają swoją herbatkę na uspokojenie, a cały kraj ma powody, by parzyć ją w wiadrach. 😂☕👻, Bo kiedy w pakiecie z pięknymi widokami dostajesz nawiedzone zamki, podejrzane stworzenia i historie, po których każdy szelest brzmi jakoś bardziej osobiście, zwykły rumianek może nie wystarczyć. „Mroki Albionu. Brytyjskie legendy, potwory i zbrodnie” Marty Dziok-Kaczyńskiej, wydane przez Znak, zapraszają na taką wycieczkę. Uprzedzam zapiąć pasy, schować przekonanie, że wszystko da się rozsądnie wyjaśnić i pod żadnym pozorem nie mówić: „Sprawdzę tylko, co tam słychać w ciemności”. Wiadomo przecież, że to będzie prosić się o kłopoty. 🖤 Autorka prowadzi nas przez brytyjski folklor, historię, literaturę i opowieści o zbrodniach. Pojawiają się elfy, wiedźmy, kelpie, syreny, Nessie i król Artur, a także temat Frankensteina oraz Kuby Rozpruwacza. Towarzystwo jest więc różnorodne, choć wspólnego wyjazdu integracyjnego raczej bym mu nie organizowała. 😂 Mamy tutaj literacką wyprawę po kulturze Wysp, podczas której dawne wierzenia spotykają się z historiami znacznie bliższymi współczesności. Mgła, wrzosowiska, zamki i londyńskie ulice tworzą scenerię, w której łatwo zacząć podejrzewać, że miejscowe legendy mają lepszego przewodnika niż my.
Najbardziej przekonuje mnie w tej książce pomysł przyglądania się ludziom poprzez to, czego się boją. Bo potwór potworem, ale ktoś przecież nadał mu imię, wymyślił jego historię i uznał, że warto opowiedzieć ją kolejnemu pokoleniu. Za straszną opowieścią mogą kryć się ludzkie lęki, pragnienia i próby oswojenia tego, czego nie rozumiemy. „Mroki Albionu” zachęcają, żeby zajrzeć pod tę warstwę grozy i zapytać, co właściwie mówi ona o nas samych. Taka perspektywa daje tej wyprawie dodatkową wartość: przychodzisz po duchy, a wychodzisz z tematami do przemyślenia. Bardzo sprytne, pani Marto. Człowiek nawet przy potworach nie może uniknąć odrobiny autorefleksji. 😉
Widzę tu świetny punkt zaczepienia dla starszej młodzieży oraz osób, które dopiero odkrywają, że książki o kulturze i historii potrafią dostarczać mnóstwa frajdy. Lubisz mroczne seriale, fantastykę, miejskie legendy albo opowieści o tajemniczych miejscach? Nie trzeba znać całego brytyjskiego folkloru, żeby poczuć ciekawość na widok takiej galerii osobliwości. Wystarczy ochota, by dowiedzieć się, skąd biorą się historie, które wciąż wracają do nas w książkach, filmach i rozmowach. Bądźcie pewni, że podążając z rozdziału na rozdział, będziecie czuć nie tylko klimat, ale i dreszcze danej historii.
Jeśli szkolne skojarzenia z historią obejmują głównie daty i walkę o przetrwanie przy tablicy, tutaj sam temat potrafi skutecznie rozruszać ciekawość. Dla mnie płynie z niego również bardzo współczesne pytanie: dlaczego tak chętnie wierzymy w coś, co nas przeraża? Kiedyś opowieść wędrowała od człowieka do człowieka, dzisiaj wystarczy udostępnienie i już pół internetu wie, że wydarzyło się „coś niewytłumaczalnego”. Oczywiście najlepiej na nagraniu tak niewyraźnym, że równie dobrze mogła to być reklamówka. 😂 To moje skojarzenie, ale właśnie do takich rozważań zachęca spotkanie z dawnymi lękami. Warto czasem zapytać, kto opowiada daną historię, dlaczego ją powtarzamy i czy przypadkiem emocje nie wyprzedziły nam faktów o trzy przystanki.
Zaparzcie więc coś dobrego i zajrzyjcie na Wyspy od ich mroczniejszej strony. Ja w takim zwiedzaniu popieram jedną zasadę: zamki oglądamy, legend słuchamy, ale gdy ktoś proponuje nocleg w pokoju „z wyjątkową historią”, najpierw dopytujemy, ilu lokatorów rzeczywiście jest w cenie. 👻☕🖤
👠 Szpilki, mroczne tajemnice i emocje, które nie dają zasnąć!
Gdy tylko wzięłam do ręki drugi tom serii Beaty Stefaniak, od razu poczułam ten znajomy, elektryzujący klimat. Autorka po raz kolejny serwuje nam historię, w której elegancja miesza się z niebezpieczeństwem. Jeśli polubiliście pierwszą część, to przygotujcie się na prawdziwy emocjonalny rollercoaster – autorka nie bierze jeńców!
Książka „Szpilki w cieniu zbrodni” autorstwa Beaty Stefaniak to drugi tom emocjonującego cyklu „Intryga chodzi w szpilkach”. Jest to literackie połączenie romansu, thrillera obyczajowego oraz powieści sensacyjnej, w którym wątek miłosny przeplata się z niebezpieczną, kryminalną intrygą.
Akcja skupia się na losach Mileny i Igora Wysockiego – znanego redaktora i ulubieńca mediów. Choć dramatyczne wydarzenia z pierwszego tomu (w tym porwanie Mileny) dobiegły końca, a ich miłość odżyła na nowo, bohaterowie nie potrafią odzyskać spokoju. Igor zmaga się z nieustannym lękiem o bezpieczeństwo ukochanej, a rzeczywistość powoli zaczyna wymykać mu się spod kontroli. Medialna nagonka i ciche zagrożenie. Sytuacja gwałtownie się komplikuje, gdy szczegóły ich sekretnego związku trafiają na pierwsze strony gazet. Z dnia na dzień para staje się celem bezwzględnych mediów. Prawdziwe niebezpieczeństwo nadchodzi jednak z ukrycia – Milena zaczyna otrzymywać niepokojące, tajemnicze telefony. Plan zemsty. Okazuje się, że medialny szum to tylko wierzchołek góry lodowej. W cieniu czai się ktoś znacznie groźniejszy – wróg z przeszłości, który doskonale zna słabości pary i od dawna przygotowywał misterny plan, by doprowadzić do ich całkowitego upadku. Stawką w tej zawiłej grze staje się nie tylko ich związek, ale przede wszystkim przetrwanie.
Autorka w tej części kładzie mocny nacisk na warstwę psychologiczną, pokazując, jak trudno odbudować zaufanie i poczucie bezpieczeństwa po ciężkich przeżyciach, a wszystko to podkręca obecność toksycznych postaci z otoczenia bohaterów.
Fabuła od pierwszych stron wciąga w sieć intryg i sekretów, które powoli wychodzą na jaw. Autorka genialnie dawkuje napięcie, wodząc czytelnika za nos i podrzucając fałszywe tropy. Nic tutaj nie jest oczywiste, a każdy krok bohaterów wydaje się podszyty strachem i niepewnością.
Bohaterowie to zdecydowanie najsilniejszy punkt tej książki. Są wyraziści, pełni wad, skomplikowani i przez to niesamowicie autentyczni. Ich decyzje wywoływały we mnie całą gamę emocji – od współczucia, przez złość, aż po gęsią skórkę. Relacje między nimi są napięte do granic możliwości, co tylko potęguje mroczną atmosferę.
Tempo akcji? Błyskawiczne! Styl pisania Beaty Stefaniak jest niezwykle lekki, a jednocześnie obrazowy, dzięki czemu przez tę historię dosłownie się płynie. Rozdziały uciekały mi jeden za drugim, a finałowe strony czytałam już z zapartym tchem, nie mogąc oderwać się od lektury.
Komu spodobają się Szpilki w cieniu zbrodni?
To idealna pozycja dla wszystkich fanów thrillerów z rozbudowanym wątkiem obyczajowym i nutą sensacji. Jeśli szukacie książki z silnymi postaciami kobiecymi, dynamiczną akcją i tajemnicami, które trzymają w napięciu do samego końca, to jest to tytuł dla Was.
Książki autorski uwielbiam, a gdyby za zachwyt nad książkami stawiano przed sądem, to po „Procesie” dostałabym dożywocie. I jeszcze polecałabym go współwięźniom. 😂🖤 Katarzyna Wierzbicka napisała historię, przy której mam ochotę łapać ludzi za rękaw i mówić: „Nie czytasz fantastyki? Dobrze, ale najpierw sprawdź TO, a potem wrócimy do rozmowy!”. Wydany przez Miętę „Proces” zachwycił mnie połączeniem mroku, ludzkich dramatów i magii, która zdecydowanie nie służy tutaj do ułatwiania sobie życia. Chociaż przy takim towarzystwie zaklęcie na święty spokój miałoby zapewne niezłe wzięcie.
Przenosimy się do drugiej połowy XVIII wieku, do alternatywnej Rzeczypospolitej, szlacheckiej. W tle pojawiają się konfederacja barska oraz proces o czary w Doruchowie, a w tę historyczną rzeczywistość autorka wplata ludzi obdarzonych magicznymi zdolnościami. Poznajemy Konstancję Sawicką, licencjonowaną czarownicę, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga oraz Franciszka Brodzkiego, jezuitę i uczonego. Ich losy przecinają się, choć każde zmierza w swoją stronę i inaczej rozumie to, o co warto walczyć. „Proces” otwiera cykl „Dni sądu”, więc już sam tytuł serii sugeruje, że z tym spokojem może być pewien problem.
Mega podoba mi się, że bohaterowie mają tutaj własne przekonania, słabości i powody, dla których podejmują określone decyzje. Obserwujemy ich dojrzewanie, a później także konsekwencje wcześniejszych wyborów. Konstancja, Jerzy i Franciszek nie mieszczą się wygodnie w szufladkach z napisem „dobry” albo „zły”. Człowiek chciałby już kogoś ocenić, wydać czytelniczy wyrok i przejść dalej, a tu trzeba jeszcze zastanowić się nad okolicznościami. No, bardzo nieuprzejmie ze strony autorki. Ja tu przyszłam zachwycać się książką, a dostałam również pracę dla sumienia! Szczególnie cenię takie postacie, których postępowanie mogę próbować zrozumieć, nawet gdy zupełnie się z nim nie zgadzam. Dzięki nim historia ma ciężar, a relacje znaczą więcej niż kolejne spotkania potrzebne do przesunięcia fabuły.
Sam pomysł na świat również zasługuje na wielkie brawa. Magiczne zdolności Iskier budzą nieufność, a między nimi i ludźmi pozbawionymi mocy narasta wrogość. Dar, który w innej opowieści byłby spełnieniem marzeń, tutaj może przysporzyć poważnych kłopotów. Autorka pokazuje rzeczywistość przesiąkniętą lękiem, uprzedzeniami i walką o pozycję. Do tego dorzućcie demony oraz brutalność, więc uprzedzam: pod moim naprawdę wielkim entuzjazmem kryje się polecenie mrocznej historii. To świat, w którym zdecydowanie wolę przebywać jako czytelniczka, choć fajnie byłoby, chociaż na chwilę przenieść się tam, oczywiście wiedząc, że wrócę do normalnego świata, pijąc kawę i dla mojego bezpieczeństwa przy zamkniętych drzwiach 🖤.
Co najmocniej przemawia do mnie, to jakie pytania można z tej opowieści zabrać do własnego życia. Jak łatwo uznać kogoś za zagrożenie tylko dlatego, że jest inny? Ile krzywdy potrafimy usprawiedliwić przekonaniem o własnej racji? W którym momencie ambicja przestaje nas rozwijać, a zaczyna pożerać wszystko dookoła? Czytając o takim świecie, trudno nie pomyśleć o naszym. Dziś również potrafimy osądzić człowieka, zanim zechcemy go wysłuchać i uwierzyć w wygodne oskarżenie szybciej niż w niewygodne wyjaśnienie. Dla mnie „Proces” jest więc także przypomnieniem, żeby przyjrzeć się własnym reakcjom. Zwłaszcza wtedy, gdy z wyjątkową pewnością wskazujemy palcem cudze błędy. Uważam, że tę książkę powinno przeczytać szersze grono czytelników, by przypomnieć sobie, co i jak. 🖤 Chciałabym polecić tę książkę również osobom, które na widok słowa „fantasy” odruchowo wycofują się w stronę innej półki. Tutaj można wejść przez zainteresowanie historią, przez ciekawość bohaterów, przez upodobanie do trudnych wyborów i opowieści o ludzkiej naturze. Nie trzeba zaczynać od miłości do magii. Mnie zachwyca to, że jest o czym myśleć i co przeżywać także poza fantastyczną warstwą tej historii. A przystępny język pomaga zanurzyć się w dawnych realiach bez poczucia, że przed lekturą należało zaliczyć dodatkowy semestr studiów.
Wiem, że powtarzam się, ale naprawdę jestem ogromnie zachwycona i chciałabym, aby ten tytuł trafił daleko poza grono stałych czytelników fantastyki. Katarzyna Wierzbicka daje mnóstwo powodów, by wejść do jej świata, a potem jeszcze długo zastanawiać się nad tym, co się w nim wydarzyło. W moim prywatnym procesie o zasługi dla czytelniczej radości wyrok jest jednogłośny: winna. Polecać bez zawieszenia. ⚖️🖤.
#współpracarecenzencka
To historia o podnoszeniu się z najgłębszego dna, w którym nie widać nic dobrego i wszystko wydaje się być stracone. Ta opowieść poruszyła we mnie mnóstwo emocji, ale dała mi też wiele nadziei. Pokazuje, że nie należy się nigdy poddawać. Nie czytałam wcześniej książek autorki, ale teraz już wiem, że kolejne biorę w ciemno!
Poznajemy tutaj historię dwójki ludzi z całkowicie różnych światów. Jaxon Rivers po tragicznym wypadku samochodowym, w którym ginie jego przyjaciel, trafia do więzienia i traci absolutnie wszystko. Jest załamany, z dnia na dzień wszyscy go porzucili, obarczając wyłącznie jego winą za to, co się stało. Gdy po 5 latach wychodzi na wolność, myśli, że nie spotka go już w życiu nic dobrego. A jednak... Przypadkowe spotkanie i jedno spojrzenie w oczy słodkiej Autumn Meadows wszystko zmienia.
Ona to z kolei posłuszna dziewczyna z tzw. dobrego domu. Choć ma już 25 lat, wciąż musi bezwzględnie słuchać rodziców. W jej rodzinie nie ma miejsca na wyższe uczucia czy spontaniczne decyzje – wszystko musi być zaplanowane od A do Z i idealnie spełnione. Kiedy rodzice postanawiają wydać ją za mąż, dziewczyna w końcu buntuje się i ucieka. Całkowity bunt rozdziera jej serce na milion kawałków. Z jednej strony nie potrafi tak żyć, a z drugiej strony nie wierzy, że będzie miała tyle siły, aby to przetrwać i nie poddać się.
Styl autorki jest wyśmienity, dzięki czemu książkę czyta się błyskawicznie. Przez tę lekturę dosłownie płynęłam! Bohaterowie są świetnie wykreowani, bardzo ich polubiłam z całego serduszka, a w trakcie czytania nie ma ani chwili na nudę. Ta książka ogromnie mnie poruszyła. Bardzo spodobały mi się małe, powolne kroki, jakie bohaterowie stawiali w swoją stronę – to przyciąganie działało niczym magnes. Autorka opisała to przepięknie i z magnetyzmem oraz ogromnym wyczuciem, tworząc niesamowity, nieco smutny, ale zarazem cudowny klimat. Czy w tym wszystkim znajdzie się jakaś iskierka, która na nowo otworzy im oczy i pokaże, jak piękny potrafi być świat? Jak myślicie, czy ta historia zakończy się dobrze? Czy dwójka tak poturbowanych przez los ludzi zdoła pokonać wszystkie przeciwności losu? Koniecznie musicie przekonać się sami!
Ogromnie Wam polecam tę pozycję. Naprawdę warto po nią sięgnąć! Historia ta jest tak wciągająca, że nie będziecie żałować.
Autor najwyraźniej uznał, że zwykłe dorastanie jest za mało skomplikowane, więc dorzucił wybór duchowego opiekuna na całe życie. Bo przecież nastolatek, który czasem nie wie, co zjeść na śniadanie, na pewno bezbłędnie zdecyduje o swoim przeznaczeniu. 😂📚 Dzisiejsza recenzja dotyczy książki pt. „Opiekunowie. Zakazana góra”. Pierwszy tom nowej serii wydany przez Wilgę to dla mnie książka genialna, nie tylko jej treść, ale to, co każdy z nas przeżywał, przeżywa, będzie kiedyś stał przed tym dylematem, czyli: Co wybrać? Kogo wybrać? Pełna wyobraźni, niebezpieczeństw i takich dylematów, przy których człowiek zaczyna podejrzewać, że sam wcale nie poradziłby sobie lepiej od bohaterów. Najchętniej polecałabym ją wszystkim, bo pod fantastyczną przygodą kryją się sprawy bliskie zarówno młodym czytelnikom, jak i dorosłym, którzy teoretycznie już wszystko wiedzą. Teoretycznie to tutaj bardzo ważne słowo! 😂😂.
Będą lekkie spojlery (czy aby na pewno? 😂📚). W świecie tej powieści młodzi mieszkańcy Anory przystępują do niezwykłego obrzędu. W Chacie Wiązania mogą połączyć swój los z Opiekunem, duchową istotą wzmacniającą ich zdolności. Brzmi pięknie? Oczywiście. Tylko że taki wybór wpływa na całą przyszłość, a wśród możliwych przewodników znajdują się również Przeklęci. Więź z nimi jest zakazana i grozi karą śmierci. Nagle wybieranie szkoły przestaje wyglądać jak najbardziej stresujący punkt dorastania. Poznajemy Maka, czternastolatka, który marzy o zostaniu wojownikiem. Problem polega na tym, że jego predyspozycje wskazują raczej na muzykę. Otoczenie widzi dla niego określoną przyszłość, a on chciałby czegoś zupełnie innego. Bardzo podoba mi się ten punkt wyjścia, bo łatwo zrozumieć chłopaka, który chce sam zdecydować, kim będzie. Jednocześnie jego pragnienia sprawiają, że obietnica upragnionej siły może zabrzmieć wyjątkowo przekonująco. W jego historii pojawia się Narrix, duch należący do Przeklętych i wraz z nim pytanie: czy można zaufać niebezpiecznemu sprzymierzeńcowi, jeśli oferuje właśnie to, czego najbardziej nam brakuje? Przy takim układzie miałabym ochotę stanąć obok Maka z wielką tablicą: „Najpierw przeczytaj warunki!”. Tylko czy sama, mając czternaście lat i własne wielkie marzenie, posłuchałabym takiej rady? No właśnie.
Drugą bohaterką jest Arden, która potrafi wyczuwać kłamstwa i odczytywać cudze intencje. Przyznaję, taki talent przydałby się podczas niejednej rozmowy, chociaż część znajomości mogłaby go nie przetrwać. 😂 Dziewczyna poszukuje zaginionej przyjaciółki i wkracza w przestępczy półświatek, gdzie jej dar okazuje się szczególnie cenny. A cenna umiejętność niestety przyciąga także ludzi, których zainteresowania wolelibyśmy uniknąć. Podoba mi się, że u podstaw jej działania stoi przywiązanie do konkretnej osoby. Ktoś dla niej ważny zniknął, więc Arden próbuje coś zrobić. Jej poszukiwania prowadzą jednak ku znacznie większemu zagrożeniu, a drogi obojga bohaterów stopniowo się splątają.
Na początek mamy obszerny początek serii, z poznawaniem świata i osobnymi wątkami bohaterów, które potrzebują czasu, żeby się połączyć. Nie wszystko pędzi od pierwszej strony i dla mnie taka konstrukcja ma sens: mogę najpierw zrozumieć, czego Mak i Arden pragną, zanim zacznę martwić się o konsekwencje ich decyzji. Magia, sekrety i narastające niebezpieczeństwo zyskują wtedy większe znaczenie. Będziecie mieli, komu kibicować, nad czym się zastanawiać i ochotę czasem wejść do środka, żeby przeprowadzić krótką rozmowę wychowawczą. Zapewne bez większych rezultatów. Dlaczego uważam, że tę książkę warto polecać tak szeroko? Dla mnie najważniejsze jest to, jak dobrze nadaje się do myślenia o zaufaniu. Ktoś może mówić dokładnie to, co chcemy usłyszeć, obiecywać spełnienie marzeń i doskonale rozumieć nasze słabości. Tylko czy to oznacza, że naprawdę chce nam pomóc? Odczytuję tę historię jako świetny pretekst do rozmowy o wpływie innych ludzi, o kuszących obietnicach i o potrzebie samodzielnego oceniania sytuacji. Bez wykładu, po którym młody człowiek sprawdza, czy da się dyskretnie ewakuować z pokoju.
W losach Maka widzę także pytanie o własną wartość. Czy musimy stać się kimś podziwianym, żeby zasługiwać na uznanie? Co zrobić, kiedy nasze zdolności nie pasują do wymarzonej wersji siebie? Z kolei historia Arden skłania mnie do zastanowienia się nad lojalnością: ile jesteśmy gotowi zrobić dla bliskiej osoby i jak nie stracić przy tym rozsądku? To moje najważniejsze refleksje po tej opowieści. Bardzo życiowe, choć wyrastają ze świata duchowych więzi i magicznych zagrożeń.
Młodemu czytelnikowi poleciłabym „Zakazaną górę” za przygodę, bohaterów z własnymi pragnieniami i możliwość zastanowienia się, co zrobiłby na ich miejscu. Dorosłemu za przypomnienie, jak silna bywa potrzeba udowodnienia swojej wartości i jak łatwo pomylić wsparcie z wpływaniem na cudze decyzje. Rodzicom i dzieciom poleciłabym wspólną lekturę, bo tutaj naprawdę można się pięknie różnić w ocenach bohaterów. Już widzę tę dyskusję: „Ja bym nigdy tak nie zrobiła!”, 😂 Ta jasne! 😂 A potem chwila ciszy i ostrożne: „Chociaż…”
Jestem mega zachwycona tym początkiem serii i mam ogromną nadzieję, że z kolejnym tomem akcji, emocji itp. będzie jeszcze więcej. Uwielbiam autora, a każda jego książka to dla mnie majstersztyk. „Opiekunowie. Zakazana góra” daje mi to, co w fantastyce kocham najbardziej, czyli radość odkrywania niezwykłego świata i całkiem prawdziwe pytania, które zostają ze mną poza książką. Sięgnijcie po nią, nawet jeśli szkolne lata macie dawno za sobą. Wyobraźnia nie sprawdza metryki, a autor zdecydowanie wie, jak zapewnić jej zajęcie. Tylko z wyborem własnego Opiekuna radzę się nie spieszyć. Zachwyt zachwytem, ale umowę na całe życie jednak dobrze byłoby skonsultować. 😉📚