Recenzje:

Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii
Autor: Anna
Spośród osób, które zaglądają szczegółowo w zakamarki mniej znanej do tej pory historii to zazwyczaj im przy tym bardzo różne emocje oraz związany z nimi odbiór. Zaliczam się również i ja do tej grupy osób, gdyż lubię odkrywać na czele wraz z autorem, z jakich to powodów ranili się nawzajem, czy koniecznie musieli to robić, czy tylko dla sławy, pochwał, jacy to oni nie są doskonali, a być może ktoś nimi sprytnie rządzi, nie zdradzając, kim jest, a może jednak odsłoni, rąbka tajemnicy kim jest. Tego wszystkiego zechciałam, się dowiedzieć czytając książkę należącej do gatunku literackiego historia pt. ''Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii'' autorstwa Pana Mariusza Sampa.

Z zamieszczonego opisu treści książki wskazującego na to, że nie jedna z przedstawionych historycznych tajemnic, o których na obecną chwilę nic nie wiemy i nie zdajemy sobie o nich sprawy z tego, jak mocno można, wyrządzić krzywdy będąc, o tym mocno świadomym nie zwracając uwagi na to, jaką pełni się funkcję władzy w dynastii Piastów.

Nie sądziłam, szczerze powiedziawszy, że język przekazu autora wciągnie mnie do tego, że będę po kilkakrotnie czytać każdy rozdział, bo został opracowany nie tylko obrazowo, ale zrozumiale na tyle, że mogę wyobrazić sobie te nieszczęsne sceny przepełnione grozą niepewności, co czynią z każdym dniem bohaterowie dynastii Piastów.

Uważam, że znakomite jest, zaangażowanie autora jak to zaznaczył we wstępie drogi niełatwej do przebrnięcia przez trzy okresy: wczesne średniowiecze, rozbicie dzielnicowe, późne średniowiecze i nowożytność, gdyż każdy z nich wzbudzi refleksje, co można zrobić, gdybyśmy znaleźliśmy się w nieznanym nam miejscu, kiedy należy, szybko podejmować decyzje nie patrząc na przeciwnika, lecz działać samodzielnie wystawieni na próbę przez osoby odgrywające ważną lub mniej istotną rolę w całościowym przebiegu życia będąc ojcem, matką, siostrą, bratem, żoną, mężem, macochą, przyrodnim rodzeństwem, kuzynostwem, dziadkami spełniającymi się jako król, królowa, książę, księżna, władca.

Osobiście zrezygnowałabym z uczestnictwa w tego rodzaju walce o władze oraz w decyzji o zachowaniu życia lub również jego natychmiastowej likwidacji, bo tutaj najwyższą siłą wyboru wymierzonej sprawiedliwości życia stanowi Pan Bóg.

Autor książki Pan Mariusz Samp nie zapomina o tym, aby w omówionych opowieściach nie zabrakło poczucia humoru, nawiązania i przypomnienia roli władców pozostawiających po sobie ślady działań niezbyt przyjemnych praktyce działania, bo wiedzą dobrze, jakie jest dążenie, do upragnionego celu uśmiercając bliskich i tych, co im się sprzeciwiają, nie wykonując dla nich rozkazu.

Warto jest przyglądnąć się doskonale dobranym fotografiom, źródłami ilustracji oraz wyborem literatury.

Utrudnienie stanowiła dla mnie czcionka, która jest małoczytelna.

Polecam przeczytać tę książkę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Profesor, którego nie chciałam
Autor: Kama
„Czasami życie odbiera nam coś, o czym marzyliśmy najbardziej, tylko po to, by pokazać nam drogę, której wcześniej nie potrafiliśmy dostrzec.”
Seria o siostrach Stanos po raz kolejny udowodniła mi, że każda z tych historii ma swój własny rytm, emocje i bohaterów, których trudno później wyrzucić z głowy. Poznałyśmy już Zoe i Weronikę, a teraz przyszedł czas na Filipinę – dziewczynę z temperamentem, ogromnym sercem i marzeniem, którego nie zamierza porzucić tylko dlatego, że los postanowił rzucić jej pod nogi kilka naprawdę solidnych kłód.
Fifi miała przed sobą jeden z najważniejszych dni w swoim życiu. Wystarczył jednak jeden niefortunny moment, jeden samochód i jeden wyjątkowo pechowy zbieg okoliczności, aby wszystko zaczęło się sypać. Mężczyzna, z którym wdaje się w ostrą wymianę zdań, okazuje się bowiem później jednym z egzaminatorów. I choć emocje jeszcze nie zdążyły opaść, on postanawia wykorzystać swoją pozycję. Marzenia Fifi o studiach w Ateńskiej Szkole Sztuk Pięknych zostają brutalnie przekreślone.
I właśnie wtedy zaczyna się jej prawdziwa walka.
Bo Fifi może się załamać. Może się wściec. Może rzucać piorunami na lewo i prawo. Ale pod żadnym pozorem nie zamierza się poddać.
I chyba właśnie za to pokochałam ją najbardziej.
Fifi jest bohaterką, która potrafi jednocześnie irytować i zachwycać. Bywa impulsywna, porywcza, czasami działa szybciej, niż pomyśli, ale za tą wybuchową naturą kryje się dziewczyna niezwykle wrażliwa, ambitna i pełna determinacji. Ma swoją pasję, swoje marzenia i ogromną potrzebę udowodnienia sobie, że jest w stanie osiągnąć to, o czym od dawna śni.
Kiedy więc pojawia się możliwość pracy jako niania, początkowo trudno jej uwierzyć, że właśnie tam może czekać na nią coś dobrego. A jednak mała Hope bardzo szybko pokazuje jej, że niektóre relacje nie potrzebują czasu ani wielkich słów. Wystarczy szczerość, odrobina cierpliwości i serce otwarte na drugiego człowieka.
Relacja Fifi i Hope była dla mnie jednym z najpiękniejszych elementów tej opowieści. Jest w niej mnóstwo ciepła, delikatności i takiej zwyczajnej, prawdziwej bliskości. Fifi dostrzega w dziewczynce coś, czego jej ojciec przez lata nie potrafił zauważyć – niepełnosprawność nie odbiera człowiekowi marzeń, potrzeb ani prawa do samodzielnego podejmowania decyzji. Hope nie potrzebuje zamknięcia pod kloszem. Potrzebuje kogoś, kto uwierzy w nią tak mocno, jak ona sama jeszcze nie potrafi.
I wtedy na scenę ponownie wkracza Aleksander Werner.
Profesor, który już na samym początku tej historii pokazał Fifi swoją najgorszą stronę. Arogancki, pewny siebie, zamknięty w sobie i zdecydowanie zbyt dumny, żeby przyznać się do własnych błędów. Ich pierwsze spotkanie zdecydowanie nie zapowiadało historii, która mogłaby skończyć się czymkolwiek dobrym. Wręcz przeciwnie – między tą dwójką od początku aż iskrzy.
Tyle że czasami największe emocje rodzą się właśnie tam, gdzie na początku nie ma ani odrobiny sympatii.
Fifi i Werner to dwa żywioły, których nie da się spokojnie postawić obok siebie. Ich rozmowy, spięcia i wzajemne prowokowanie sprawiały, że niejednokrotnie miałam ochotę wejść do książki i powiedzieć im, żeby wreszcie przestali walczyć ze sobą i zaczęli słuchać tego, co naprawdę czują.
Ale Werner to nie tylko arogancki profesor. Pod warstwą chłodu i niedostępności kryje się człowiek naznaczony przeszłością. Tragiczne wydarzenia odcisnęły piętno zarówno na nim, jak i na Hope. Jego nadopiekuńczość wynika z miłości i strachu, choć nie zawsze potrafi tę miłość okazać w sposób, którego potrzebuje jego córka.
I właśnie Fifi zaczyna powoli burzyć mur, który Aleksander tak długo wokół siebie budował.
Pokazuje mu, że troska nie zawsze oznacza wyręczanie. Że miłość nie powinna być więzieniem. Że czasami chcąc chronić kogoś przed całym światem, możemy nieświadomie odebrać mu możliwość poznania własnych możliwości.
Bardzo podobała mi się ta przemiana. Nie jest nagła ani przesłodzona. Aleksander nie przestaje być sobą z dnia na dzień. Musi zmierzyć się z własnymi błędami, uprzedzeniami i tym, czego przez lata nie chciał dostrzegać.
A pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze uczucie, które pojawia się zdecydowanie wbrew planom obojga.
„Profesor, którego nie chciałam” to książka o marzeniach, które czasami trzeba odbudować z kawałków. O rozczarowaniu kimś, kogo stawiało się na piedestale. O tym, że największy upadek wcale nie musi oznaczać końca drogi. Czasem może być początkiem czegoś zupełnie nowego.
To również opowieść o tajemnicach, przeszłości, rodzicielskiej miłości, która potrafi przybrać niewłaściwą formę, oraz o uczuciu, które potrzebuje czasu, aby przebić się przez wszystkie uprzedzenia, żal i wzajemną niechęć.
Przeczytałam ją właściwie jednym tchem. To lekka i niezwykle wciągająca historia, ale pod tą lekkością kryje się sporo emocji. Śmiech miesza się tutaj ze złością, wzruszenie z frustracją, a niechęć z uczuciem, którego bohaterowie długo nie chcą przed sobą nazwać.
I chyba właśnie dlatego ta część serii skradła moje serce najbardziej.
Fifi jest bohaterką, której chce się kibicować. Nawet wtedy, kiedy człowiek ma ochotę nią potrząsnąć. A Hope… cóż, ta mała dziewczynka zdecydowanie potrafi skraść całą uwagę.
„Profesor..” jest historią o tym, że czasami trzeba stracić coś, czego pragnęliśmy najbardziej, żeby odnaleźć coś, czego nawet nie szukaliśmy. O drugich szansach, marzeniach, które nie umierają mimo porażek, i miłości, która potrafi pojawić się dokładnie tam, gdzie nikt się jej nie spodziewał.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Czerwony krzyż
Autor: book_wszechmogacy
Aleksander przeprowadza się z małą córeczką do Mińska. Pierwszego dnia na drzwiach swojego mieszkania dostrzega namalowany czerwony krzyż. Okazuje się, że namalowała go sąsiadka - Tatiana Aleksiejewna - dziewięćdziesięciolatka z postępującym Alzheimerem. Mimo nie najlepszego początku sąsiedzi nawiązują ze sobą relację, a staruszka postanawia opowiedzieć Saszy o swoim pełnym trudów i tragedii życiu.

Przyznam szczerze, że na początku nie mogłem należycie wgryźć się w tę historię. Tatiana opowiadała w niej o swoim dzieciństwie na emigracji i życiu we względnych luksusach w Europie Zachodniej. Następnie o pracy w moskiewskim ministerstwie. Zmieniająca się narracja nie pomogła mi w pełnym zatopieniu się w lekturze.

Przełom nastąpił w momencie, gdy to Aleksander rozpoczął swoją opowieść. O ukochanej żonie, jej chorobie i narodzinach córki. Muszę przyznać, że w tym momencie moja uwaga została przykuta do stron w stu procentach. Potem nastąpiła dalsza część losów Tani…

„Czerwony krzyż” to książka o bólu, niezawinionym cierpieniu i o tym, jak bohaterowie próbowali sobie z nim radzić. Dostajemy przeszywające na wskroś opisy życia w Związku Radzieckim po wojnie, o represjach, łagrach, ludzkich dramatach. Okazuje się, że dla zwykłych Rosjan najstraszniejszym elementem nie była II wojna światowa, a życie po jej zakończeniu. Aparat państwa pod płaszczykiem troski o obywateli wyprawiał z nimi niewyobrażalne rzeczy. Życie Saszy również nie należało do łatwych, a fragment dotyczący jego żony bardzo mnie zaskoczył i rozczulił.

Warto moim zdaniem również wyróżnić dwa elementy. Mnogość znaczeń tytułowego „czerwonego krzyża” przewijającego się w powieści oraz postać ojczyma Aleksandra i postaci pojawiającej się pod koniec książki - przesiąkniętych propagandą dobrobytu i mitu Stalina.

Myślę, że ta niepozorna książka może trafić do wielu osób zainteresowanych tematyką życia w ZSRR czy literaturą wojenną, ale nie tylko. Trafi również do miłośników wstrząsających i nieoczywistych historii. Szczegóły poznajcie sami - naprawdę warto!

Współpraca z Wydawnictwem Noir sur Blanc

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ciemna strona miłości
Autor: Monika
Miłość potrafi być najpiękniejszym darem, ale także najtrudniejszą próbą, jaką stawia przed człowiekiem życie. „Ciemna strona miłości” Moniki A. Oleksy to poruszająca opowieść o trudnych wyborach, bolesnych doświadczeniach, winie i przebaczeniu. O miłości, która nie zawsze przynosi szczęście, ale nawet w najciemniejszych chwilach potrafi dawać nadzieję.
Autorka zabiera czytelnika w podróż przez ludzkie uczucia, pokazując, jak cienka granica dzieli szczęście od cierpienia, bliskość od samotności, a przebaczenie od poczucia winy. W centrum opowieści znajdują się Małgorzata i Agnieszka – kobiety, których losy splatają się z trudnymi doświadczeniami, bolesnymi wyborami i pragnieniem odnalezienia utraconego spokoju.
Historia Małgorzaty szczególnie porusza, ponieważ ukazuje, jak jedna decyzja może odmienić całe życie i jak wysoką cenę człowiek potrafi zapłacić za własne błędy. Agnieszka z kolei staje przed wyzwaniem odnalezienia sensu istnienia w świecie naznaczonym cierpieniem. Jej historia uświadamia, że przebaczenie nie zawsze przychodzi łatwo, a zrozumienie drugiego człowieka wymaga miłości, empatii i odwagi, by spojrzeć poza własny ból.
Ogromnym atutem powieści jest jej niezwykły klimat. Zapach domowej szarlotki, ciepło letniego słońca, urok Nałęczowa i wzburzony Bałtyk tworzą piękne tło dla historii pełnej emocji i życiowej mądrości. Autorka z wrażliwością kreśli portrety bohaterów, przypominając, że każdy z nas nosi w sercu swoje tęsknoty, lęki i niespełnione marzenia.
To książka, która skłania do refleksji nad naturą miłości, siłą przebaczenia i wartością drugiej szansy. Pokazuje, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć drogę do światła.
„Ciemna strona miłości” to piękna, pełna emocji opowieść, która zostaje w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Język cudów
Autor: Sandrula2008
Jestem po prostu w siódmym niebie! Kocham zwierzęta i bardzo chciałabym je zrozumieć, a przynajmniej spróbować to zrobić. A z tą książką wszystko jest możliwe!

Czy Wy kiedykolwiek spojrzeliście w oczy swojego psa, kota lub innego zwierzątka i naszło Was pytanie: „Gdybyś tylko potrafił mówić...”? Po lekturze książki Amelii Kinkade wiem jedno – one mówią do nas cały czas. To my musimy nauczyć się słuchać!

Nie ukrywajmy, ta pozycja jest dość kontrowersyjna, ponieważ obiecuje przełamać barierę między ludźmi a naturą. Na początek opowiem Wam trochę o autorce. Amelia Kinkade to światowej sławy specjalistka od komunikacji ze zwierzętami, mówczyni i nauczycielka. Weterynarze oraz organizacje prozwierzęce niezwykle cenią sobie jej zdolność do porozumiewania się z naturą.

W swojej książce przekonuje, że telepatyczna rozmowa ze zwierzętami nie jest mega wyjątkowym i nie z tej ziemi darem dla wybranych. Jest to umiejętność, którą sami w sobie blokujemy. Autorka wyjaśnia, jak łatwo można to dostrzec, bo KLUCZ JEST W NAS:
UWAŻNOŚĆ
Czysta intencja
Głęboka empatia
W książce znajduje się mnóstwo ciekawych i fajnych opowiadań z życia autorki oraz jej pracy ze zwierzętami. Te o miłości i więzi z naturą po prostu chwytały mnie za serducho i zmusiły do refleksji nad tym, jak traktujemy mniejszych braci.
Mnie osobiście podobały się najbardziej historie i ciekawostki o kotkach! Znalazłam tam też mnóstwo pytań i odpowiedzi na tematy, o których nie miałam nawet pojęcia. Oraz ćwiczenia wspomagające. Z każdą stroną myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, a jednak! Książkę czyta się błyskawicznie – język jest przejrzysty, zrozumiały i bardzo lekki.

Książka ma 400 stron ciekawej i wyjątkowej lektury. Oprócz 11 rozdziałów znajdziecie tu notę od autorki, przedmowę dr. Berniego S. Siegela, wprowadzenie, zalecane lektury, podziękowania oraz informacje o autorce.

Dla kogo jest ta książka? Dla każdego zwierzoluba, poszukiwacza duchowości i osób, które chcą zbudować głębszą, pełną szacunku relację ze swoimi pupilami. To piękna lekcja empatii, która zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki na półkę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rodzina Tylczyńskich. Tom 4: Czy spojrzysz kiedyś w moją stronę?
Autor: Kama

„Czasami najtrudniej dostrzec to, co znajduje się tuż obok nas. Zwłaszcza wtedy, gdy serce wciąż próbuje odnaleźć odpowiedź na pytanie, którego sami boimy się zadać”.
„Nie wszystkie uczucia pojawiają się nagle. Niektóre dojrzewają po cichu, ukryte za żartami, niedopowiedzeniami i spojrzeniami, które znaczą znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać”.
Tym razem autorka zaprasza nas do świata Klaudii – dziewczyny, która kocha dobrą zabawę, modę i życie pełne wrażeń. Wydawać by się mogło, że doskonale wie, czego chce, jednak sercowe sprawy potrafią nieźle namieszać nawet w najbardziej poukładanym świecie. Na jej drodze pojawiają się Bartek i Igor, a wraz z nimi emocje, których nie sposób tak łatwo nazwać ani uporządkować.
Szczególnie intrygująca okazuje się relacja Klaudii z Igorem. Początkowo można nie dostrzegać tego, co naprawdę kryje się między tą dwójką. Jednak z każdą kolejną stroną zaczynamy zauważać, że niektóre spojrzenia, gesty i pozornie niewinne rozmowy mają drugie dno. To właśnie takie historie lubię najbardziej – kiedy uczucia nie są podane czytelnikowi na tacy, lecz powoli odsłaniają się przed nim, pozwalając samodzielnie odkrywać to, co kryje się w sercach bohaterów.
Ogromnie podoba mi się również to, że ta historia nie ogranicza się wyłącznie do romantycznych uniesień. Między miłością, zauroczeniem i sercowymi rozterkami autorka przypomina nam, jak ważne w życiu są szczerość, przyjaźń, zaufanie i umiejętność dostrzegania emocji innych ludzi. Bo przecież nie zawsze wystarczy powiedzieć, co czujemy. Czasami trzeba jeszcze nauczyć się słuchać, rozumieć i dać drugiej osobie przestrzeń na własne uczucia.
Sama Klaudia nie zawsze zdobywała moją sympatię. Bywały momenty, w których jej decyzje wywoływały we mnie irytację, a niektóre zachowania sprawiały, że miałam ochotę przemówić jej do rozsądku. Ale czy właśnie nie na tym polega autentyczność bohaterów? Nie musimy zgadzać się z każdym ich wyborem, żeby przeżywać razem z nimi ich historię. Klaudia ma swoje wady, popełnia błędy, gubi się we własnych emocjach, a dzięki temu staje się postacią, której nie da się sprowadzić do jednego schematu.
Nie mogę też nie wspomnieć o atmosferze całej serii. Powrót do świata rodziny Tylczyńskich i ponowne spotkanie z bohaterami znanymi z poprzednich tomów sprawiły mi ogromną przyjemność. To trochę tak, jakby odwiedzać ludzi, których już zdążyło się polubić i których losy wciąż nas ciekawią. Czwarty tom można czytać jako osobną historię, jednak znajomość wcześniejszych części pozwala jeszcze lepiej zrozumieć rodzinne powiązania, wzajemne relacje i wszystkie emocjonalne zawirowania.
A zakończenie? No cóż… autorka zdecydowanie wie, jak rozbudzić ciekawość czytelnika! Przygotowała nam taką bombę, że po odłożeniu książki trudno tak po prostu przejść do codziennych obowiązków. Zostałam z głową pełną pytań, mnóstwem emocji i ogromną niecierpliwością. Już teraz z wypiekami na twarzy wypatruję piątego tomu, bo po takim finale naprawdę trudno spokojnie czekać na dalszy ciąg!
„Rodzina Tylczyńskich. Czy spojrzysz w moją stronę?” to kolejna odsłona serii, która pokazuje, że za pozornie lekką historią mogą kryć się całkiem poważne emocje. To opowieść o relacjach, przyjaźni, miłości, niedopowiedzeniach i uczuciach, które czasami potrzebują czasu, by zostać zauważone i właściwie nazwane.
Jeśli lubicie romanse, w których obok miłosnych zawirowań znajdziecie również odrobinę dramatu, rodzinne tajemnice i bohaterów z krwi i kości, koniecznie poznajcie tę historię.
Bo czasami odpowiedź na pytanie, czy ktoś w końcu spojrzy w naszą stronę, znajduje się znacznie bliżej, niż przypuszczamy. Trzeba tylko nauczyć się patrzeć nieco uważniej.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kamienica T.1 Czerwony węgiel
Autor: Sandrula2008
#współpracarecenzencka
Muszę Wam wyznać, że ta lektura wywołała we mnie prawdziwą lawinę emocji. Nie spodziewałam się, że trafię na tak wyjątkową, a zarazem głęboko poruszającą historię.
Oczami wyobraźni przenosimy się na Śląsk, do Rudy. Jest rok 1945. To tutaj mieszka rodzina Krause: ojciec Wilhelm (pracownik kolei), matka Róża oraz ich córki – Anna, Hela, Lusia, Greta oraz Maria. Na początek czytamy, że siostry stoją pod piekarnią i kupują chleb, który wtedy był na kartki żywnościowe.
W jednej chwili ich dotychczasowy świat zamiera w bezruchu. Armia Czerwona nieubłaganie się zbliża, a Niemcy zaczynają uciekać i wszystko niszczyć. Wraz z nimi na nieznany teren wyrusza sanitariuszka Greta, zakochana w niemieckim chirurgu Hansie. Niestety, ich plany szybko weryfikuje brutalna rzeczywistość.
Styczeń 1945 roku przynosi tragedię dla rodziny Krause: śmierć ojca, zaginięcie małej Lusi w tłumie,Greta w pośpiechu opuszcza kraj bez możliwości powrotu.Najstarsza córka, Anna, musi błyskawicznie dorosnąć, by zaopiekować się bliskimi i chronić ich za wszelką cenę. Z kim ona będzie musiała zmierzyć się oraz jej cała rodzina? Powojenna rzeczywistość rozdziela siostry Krause, zmuszając je do podjęcia skomplikowanych i całkowicie odmiennych dróg życiowych.Losy tej rodziny opisane są na przestrzeni lat 1945–1970. Czy wszystkim uda się wyjść z tego piekła cało? Jak potoczą się losy tej rodziny?
Ta powieść to przede wszystkim przepiękny i bolesny hołd złożony niesamowitej sile kobiet. Niektóre sceny były tak dramatyczne i pełne cierpienia, że momentami wzruszenie przychodziło z nienacka. Trudno uwierzyć, jak wiele jest w stanie znieść człowiek, a potem – mimo wszystko – podnieść się, otrzepać i żyć dalej.
Nie mogłam wyjść z podziwu, jak pięknie autorka ubierała tę historię w słowa, a zarazem czułam się, jakbym stała tuż obok bohaterów.
Klimatyczne śląskie familoki, praca w kopalniach, gwar starych kamienic – to wszystko tworzy genialną, wielopokoleniową sagę rodzinną.
Język autorki jest niesamowicie płynny, a fabuła skonstruowana tak dynamicznie, że po prostu nie da się odłożyć tej książki chociażby na chwilę. Opowieść ta jest pełna mocnych wrażeń, które zostają w sercu na długo. Ja już teraz z niecierpliwością wypatruję kolejnych tomów! Na koniec chciałabym przedstawić Wam cytat z książki, który zapadł mi najbardziej w pamięci:

"JESTEŚMY NA ŚLĄSKU. TU ZAWSZE WIATR WIEJE W OCZY. RAZ NIEMIEC, RAZ POLAK, RAZ RUSKI. ALE MY TRWAMY JAK TEN WĘGIEL W ZIEMI."
Ogromnie Wam polecam!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kubuś Fatalista i jego pan
Autor: book matula
LUDZIE, CO TO BYŁA ZA KSIĄŻKA! Uwieźcie mi, ja naprawdę uwielbiam klasykę i boję się w pierś za to, że do tej pory nie znałam autora, jakim jest Denis Diderot. 🤯📚 Wiedziałam, że klasyka może mi zrobić literacki bałagan w głowie… i jeszcze sprawić, że będę się przy tym świetnie bawić, ale tutaj to taki inny rodzaj bałaganu. Masz ochotę wstać i wszcząć bunt. 😂 Sięgając po książkę sprzed ponad dwóch wieków, spodziewałam się klasyki w wydaniu „popraw okulary, zrób poważną minę i przygotuj się na literacką przeprawę”. 😂 Właśnie skończyłam „Kubusia Fatalistę i jego pana” Denisa Diderota, wydanego przez Wydawnictwo MG. Słuchałam audiobooka na przemian z czytaniem papierowej wersji i chyba pierwszy raz od dawna mam ochotę powiedzieć: Diderot, co Ty, człowieku, wyprawiałeś?! 😈
Mamy Kubusia i jego pana, którzy podróżują, rozmawiają, dyskutują, opowiadają sobie historie, przerywają je, wracają do nich, zmieniają temat… a Diderot najwyraźniej uznał, że klasyczna konstrukcja powieści jest tylko sugestią. 🤣 Mało tego, kupuję bez pytania o paragon. Ta książka jest tak przewrotna, że momentami miałam wrażenie, że autor siedzi gdzieś obok i obserwuje, jak próbuję nadążyć za jego pomysłami, po czym mówi: „Myślałaś, że teraz będzie normalnie? No to patrz.” 😂.
„Kubuś Fatalista i jego pan” nie prowadzi nas, czytelników, grzecznie za rączkę. Czasami się droczy, czasami robi psikusa, a czasami wrzuca nas w sam środek historii i zostawia z pytaniem: „No dobra, to co Ty właściwie o tym myślisz?” Pod humorem, absurdem i literackim rozgardiaszem autor przemyca naprawdę konkretne pytania. Czy człowiek ma wpływ na swoje życie? Czy rzeczywiście podejmujemy własne decyzje? A może wszystko jest już gdzieś zapisane? Kubuś jest przekonany, że „wszystko, co nam się przydarza dobrego i złego, zapisane jest w górze” i tego przekonania trzyma się z godną podziwu konsekwencją. Powiem Wam szczerze… czasami chciałabym mieć jego podejście do życia. 😂 Wyobraźcie sobie że coś poszło nie tak? „Tak miało być”. Ktoś podjął idiotyczną decyzję? „Tak miało być”. Życie znowu zrobiło człowiekowi psikusa? „No przecież było zapisane”. Kubuś, daj mi tę pewność siebie. 🤣
Autor pozwala nam się śmiać, a jednocześnie podsuwa pytania, które wcale nie są śmieszne. O wolności, odpowiedzialności, przypadku, przeznaczeniu i o tym, jak bardzo człowiek próbuje znaleźć sens w tym, co go spotyka. Nagle okazuje się, że książka napisana w XVIII wieku potrafi człowieka całkiem współcześnie szturchnąć w głowę, i to porządnie. Najbardziej zachwyciła mnie sama forma. Diderot ma kompletnie gdzieś to, że czytelnik mógłby oczekiwać klasycznej, równo poprowadzonej historii. Tutaj opowieść potrafi skręcić w bok, zatrzymać się, przeskoczyć do innego wątku, wrócić do poprzedniego, a narrator potrafi wejść z czytelnikiem w rozmowę.
To jest literacka bezczelność. 😈 Co więcej, kilka razy łapałam się na myśli: „Przecież to jest XVIII wiek!” A potem patrzyłam na sposób prowadzenia narracji i zastanawiałam się, jakim cudem ktoś tyle lat temu bawił się literaturą w sposób, który nawet dzisiaj potrafi zaskoczyć. Autor nie napisał po prostu historii Kubusia. On zrobił sobie z powieści literacki plac zabaw, a ja bardzo chętnie się na nim bawiłam. Ogromny plus daję również za audiobook. Słuchanie historii na przemian z papierową książką było dla mnie świetnym połączeniem. Dialogi, rozmowy Kubusia z panem i cała ta przewrotność narracji w wersji audio dostały jeszcze dodatkowego życia, a papier pozwalał mi wracać do fragmentów, które szczególnie mnie rozbawiły albo zatrzymały na dłużej.
Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Oderwałam się od rzeczywistości i zanurzyłam w klasyce, ale nie takiej, którą czyta się z miną człowieka odbywającego karę za grzechy młodości. 😂 Tylko w klasyce, która bawi, drażni, prowokuje i potrafi człowieka naprawdę wciągnąć w rozmowę. Miałam się tylko zanurzyć w klasyce, a wyszłam z niej, z filozoficznymi pytaniami. Tak się nie umawialiśmy. 😈 I właśnie dlatego „Kubuś Fatalista i jego pan” tak bardzo mnie kupił. To książka z charakterem, z humorem, ironią, pomysłem i przede wszystkim z ogromnym dystansem do samej siebie. Nie próbuje być świętą krową literatury tylko dlatego, że jest klasykiem, wręcz przeciwnie. Diderot pokazuje, że klasyka też może mieć pazur. Po tej lekturze wiem jedno zdecydowanie chcę poznać więcej jego twórczości. Skoro ponad dwieście lat temu potrafił stworzyć coś tak przewrotnego, zabawnego i jednocześnie dającego do myślenia, to zdecydowanie mam ochotę sprawdzić, co jeszcze ten człowiek miał w głowie.
Jeśli klasyka kojarzy się Wam wyłącznie z trudnym językiem, wielkimi słowami i książkami, które trzeba czytać z miną „proszę nie przeszkadzać, właśnie obcuję z kulturą wysoką”… to Kubuś może Was bardzo pozytywnie zaskoczyć. 😂📚, Bo tutaj kultura wysoka potrafi zejść z piedestału, usiąść obok Was i powiedzieć: „No dobra, to pogadajmy.” A ja? Ja z przyjemnością pogadałam. ❤️Książki autora? Wchodzę w kolejne spotkanie! 😈📚.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dzieci Mallaroy
Autor: book matula
No i pięknie! Kolejna autorka, która ZROBIŁA MI BAŁAGAN W GŁOWIE. 😂🔥 Myślałam, że po trzech tomach „Mallaroy” mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. Serio, byłam taka pewna siebie… 🤡 Aż tu nagle w moje ręce wpadła książka „Dzieci Mallaroy”. Autorka zrobiła dokładnie to, co lubię najbardziej, czyli wywróciła mi wcześniejsze wyobrażenia o tym świecie do góry nogami. Teraz już wiem jedno: chcę kolejny tom. Najlepiej na wczoraj. Długo czekałam i w końcu się doczekałam. Uczucie, jakbyście po latach nieobecności wrócili w miejsce, które było waszym azylem, domem, przyjacielem.
Najpierw ważna sprawa: jedynka na okładce oznacza początek kolejnego etapu opowieści. Warto wcześniej przeczytać trylogię „Mallaroy”, ponieważ tutaj wracamy do bohaterów z ich wspólną przeszłością, przywiązaniem, konfliktami i konsekwencjami wcześniejszych wydarzeń. Bez tego można poznać sytuację, ale trudniej poczuć, dlaczego pewne słowa bolą tak bardzo. Dla mnie największą siłą tego powrotu jest właśnie świadomość, kim ci młodzi ludzie byli, zanim znaleźli się w obecnym położeniu. Pamiętam szkolny świat i patrzę na to, co z niego zostało. Taki kontrast potrafi zrobić więcej niż najbardziej widowiskowy pokaz magii.
Między innymi ta zmiana bardzo mi się spodobała, bo seria razem z bohaterami zrobiła krok do przodu, ba, krok! Mega skok, co uważam za mega plus. Nadal mamy relacje, przyjaźnie, konflikty, emocje, humor i bohaterów, którzy czasami podejmują decyzje, przy których człowiek ma ochotę złapać ich za ramiona i potrząsnąć. 😅 Ale teraz stawka jest dużo większa. Tutaj trzeba już nie tylko odkrywać, kim się jest, ale też trzeba zdecydować, komu można ufać, za kim się opowiedzieć i ile jesteśmy w stanie poświęcić, żeby ochronić tych, na których nam zależy. I właśnie tutaj autorka zaczęła sobie ze mną pogrywać. 😈 Kiedy wydawało mi się, że mniej więcej wiem, w którym kierunku zmierza historia, nagle dostawałam coś, czego absolutnie się nie spodziewałam. Kubeł zimnej wody: „OJ, ANIA… USPOKÓJ SIĘ I NA SPOKOJNIE CZYTAJ DALEJ…”. 😂😂😂.
Kogo poznajemy tym razem? Co jeszcze przyjdzie nam przeżyć? Kto okaże się sprzymierzeńcem, a komu lepiej nie podawać ręki? Nie powiem. 😂 Nie będę Wam odbierać tej przyjemności, bo sama uwielbiam moment, kiedy książka robi nagle „a teraz patrz na to” i zostawia mnie z miną. 😳🤨😱, Dlatego „Dzieci Mallaroy” tak bardzo mnie kupiły. To już nie jest tylko historia o nastolatkach w niezwykłej szkole. Ten świat zrobił się większy, bardziej niebezpieczny i zdecydowanie bardziej skomplikowany. Bohaterowie też nie stoją w miejscu. Zmieniają się, dorastają, popełniają błędy, podejmują trudne decyzje i muszą ponosić ich konsekwencje, a ja? Ja siedzę, czytam i tylko myślę, czy autorka naprawdę musiała mi to zrobić?! 😂 Niby znamy ich wszystkich, ale czas leci nieubłaganie i to widać.
Najbardziej lubię w tej serii to, że pod całą fantastyką kryją się rzeczy, które można odnieść również do naszego świata. Lojalność, uprzedzenia, strach przed tym, co inne, manipulacja, wybory, których czasami nie da się cofnąć, i pytanie, czy w trudnej sytuacji nadal potrafimy być sobą. Ale spokojnie, nie dostajemy tutaj wykładu z filozofii. 😅 Nadal jest sporo akcji, tajemnic, nadnaturalnych stworzeń, relacji i momentów, przy których człowiek tylko czeka, aż ktoś wreszcie przestanie podejmować tak fatalne decyzje. 😂 I wiecie co? Ja naprawdę pokochałam ten świat „Mallaroy”. Zaczęło się od ciekawości, a teraz jestem już na etapie: dajcie mi następny tom i nie zadawajcie pytań. 😂🖤.
„Dzieci Małorolny” dały mi dokładnie to, czego oczekuję od kontynuacji powrót do bohaterów, których już znam, nowe osoby, nowe problemy, nowe tajemnice i historię, która potrafi zaskoczyć nawet wtedy, kiedy wydaje mi się, że już ją rozgryzłam. A tego właśnie najbardziej potrzebuję w fantastyce. Jeśli macie 16+, lubicie wampiry, wilkołaki, zmiennokształtnych, magię, tajemnice, skomplikowane relacje i bohaterów z charakterem, a przy okazji chcecie wejść do świata, który z każdym tomem robi się coraz większy, seria „Mallaroy” zdecydowanie jest dla Was. 🖤🔥 Po „Dzieciach Mallaroy” mam już tylko jedno: PANI JUNO… PROSZĘ MI TU NATYCHMIAST DOSTARCZYĆ KOLEJNY TOM, BO JA JUŻ CZEKAM. 😂🔥🖤 I tak, jestem zafascynowana tą serią. Bardzo. Chyba właśnie dlatego najbardziej boli mnie teraz to, że muszę czekać. 😈
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Testosteron. Co każdy mężczyzna powinien wiedzieć o zdrowiu, stresie i prawdziwej sile
Autor: Gosia
„Testosteron. Co każdy mężczyzna powinien wiedzieć o zdrowiu, stresie i prawdziwej sile” Tadeusza Oleszczuka to książka, która zdecydowanie wykracza poza temat samego testosteronu. To przede wszystkim publikacja o zdrowiu mężczyzny, starzeniu się organizmu, codziennych nawykach, stresie, aktywności fizycznej i odpowiedzialnym podejściu do własnego ciała.

Autor, doktor nauk medycznych z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem klinicznym, przygląda się temu, jak zmienia się organizm mężczyzny wraz z wiekiem. Pisze o testosteronie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest on magicznym kluczem do wszystkiego. Na zdrowie i dobre samopoczucie wpływa przecież znacznie więcej – między innymi sen, sposób odżywiania, aktywność fizyczna, masa mięśniowa, stres czy kondycja metaboliczna.

Nie znajdziemy tutaj fabuły ani klasycznych bohaterów, ponieważ jest to popularnonaukowa książka o zdrowiu i profilaktyce, a jej głównym „bohaterem” staje się mężczyzna i jego organizm. Autor prowadzi czytelnika przez kolejne obszary związane ze zdrowiem hormonalnym i pokazuje, co dzieje się z ciałem wraz z upływem czasu.

Szczególnie interesujący jest temat andropauzy oraz zmian, które mogą pojawiać się wraz z wiekiem. Zamiast traktować je jako coś, co trzeba po prostu zaakceptować i przemilczeć, autor zachęca do większej świadomości własnego organizmu. To podejście bardzo mi się podobało, bo książka nie straszy starzeniem się, ale raczej pokazuje, że wiele rzeczy można zacząć kontrolować i zmieniać odpowiednio wcześnie.

Dużo miejsca poświęcono również przewlekłemu stresowi. I chyba właśnie tutaj książka może skłonić do największej refleksji. Żyjemy szybko, często śpimy za mało, jesteśmy przemęczeni i odkładamy dbanie o siebie na później. Tymczasem organizm nie zawsze pozwala bez końca udawać, że wszystko jest w porządku. Autor przypomina, że zdrowie nie zaczyna się dopiero w gabinecie lekarskim, ale również w codziennych decyzjach.

Podczas lektury pojawia się sporo informacji, ale nie miałam poczucia, że czytam typowo medyczny, trudny podręcznik. Styl Tadeusza Oleszczuka jest konkretny, przystępny i edukacyjny, dzięki czemu nawet bardziej specjalistyczne zagadnienia można lepiej zrozumieć. Autor stawia przede wszystkim na praktyczną wiedzę i wskazówki, które można odnieść do codziennego życia.

Na plus zdecydowanie zaliczam również praktyczne materiały dołączone do książki. Checklista badań profilaktycznych, tabela produktów wspierających prawidłowy poziom testosteronu i funkcjonowanie mitochondriów oraz tygodniowy plan aktywności sprawiają, że publikacja nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Można do niej wracać i potraktować ją jako punkt wyjścia do przyjrzenia się własnym nawykom.

Nie ma tutaj jednej konkretnej przestrzeni, w której rozgrywa się akcja. Autor zabiera nas raczej w podróż przez różne etapy życia mężczyzny – od młodości po kolejne dekady dorosłości. Gabinet lekarski, codzienne życie, aktywność fizyczna, sen, dieta czy stres stają się elementami tej opowieści o organizmie, który nieustannie się zmienia.

Książka wzbudza przede wszystkim refleksję i potrzebę zatrzymania się na chwilę. Podczas czytania można zacząć zadawać sobie pytania o własne przyzwyczajenia: czy naprawdę wystarczająco śpię? Czy mam czas na ruch? Czy nie ignoruję sygnałów, które wysyła mi organizm? I właśnie to uważam za jedną z największych wartości tej publikacji – nie tylko dostarcza wiedzy, ale również zachęca do większej odpowiedzialności za własne zdrowie.

Ważne jest też przesłanie dotyczące „prawdziwej siły”. Autor rozprawia się z podejściem, według którego mężczyzna powinien być zawsze wytrzymały, nie narzekać i sam radzić sobie ze wszystkim. Tymczasem zadbanie o siebie, wykonanie badań czy konsultacja z lekarzem nie są oznaką słabości. Wręcz przeciwnie – mogą być przejawem rozsądku i odpowiedzialności.

To książka przede wszystkim dla mężczyzn, którzy chcą świadomie zadbać o swoje zdrowie, szczególnie tych, którzy zauważają u siebie zmiany związane z wiekiem lub chcą im przeciwdziałać poprzez styl życia. Myślę jednak, że warto podsunąć ją również partnerowi, mężowi, tacie czy bratu. Zwłaszcza jeśli jest typem człowieka, który do lekarza wybiera się dopiero wtedy, kiedy naprawdę musi. 😉

Moje wrażenia po lekturze są bardzo pozytywne. Najbardziej podobało mi się praktyczne podejście autora i odejście od sprowadzania męskiego zdrowia wyłącznie do poziomu testosteronu. To książka, która pokazuje szerszy obraz – hormony są ważne, ale równie istotne są sen, ruch, mięśnie, dieta, metabolizm, stres i codzienne wybory.

„Testosteron” Tadeusza Oleszczuka to wartościowa, przystępnie napisana książka, która może być dobrym impulsem do zadbania o siebie, zanim organizm zacznie domagać się uwagi w znacznie bardziej zdecydowany sposób. Jeśli zdrowie, profilaktyka i świadome starzenie się są dla Was ważnymi tematami, zdecydowanie warto dać jej szansę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ocali nas pamięć
Autor: Gosia
„Ocali nas pamięć” Aleksandry Palasek to drugi tom cyklu „Dwie rzeki” – poruszająca saga rodzinna, w której przeszłość i teraźniejszość splatają się ze sobą, pokazując, jak mocno decyzje jednego pokolenia mogą wpłynąć na życie kolejnych. To książka o miłości, winie, wstydzie, przebaczeniu i powrotach, na które czasem trzeba czekać naprawdę długo.

Jedną z głównych bohaterek jest Weronika, która wraca do Tarnobrzega, próbując poukładać swoje życie i uciec od tego, co zostawiła za sobą. Nie spodziewa się, że właśnie tutaj jej los połączy się z rodziną Grześka – mężczyzny, który daje jej nadzieję na coś nowego. Jednak współczesna historia jest zaledwie jedną warstwą tej opowieści.

Drugą, niezwykle ważną przestrzeń stanowi rok 1964 i wieś Machów. To właśnie tam poznajemy młodą Kasię – dziewczynę, która marzy o lepszym życiu i wyrwaniu się z biedy. Jej wybory będą miały konsekwencje, których wtedy nie jest w stanie przewidzieć.

Machów nie jest tutaj jedynie miejscem akcji. Wieś, która wkrótce ma zniknąć pod wpływem rozwoju kopalni siarki, staje się symbolem świata, który bezpowrotnie odchodzi. To bardzo mocne tło dla historii Kasi – ziemia, domy i wspomnienia zostają skazane na zagładę, a wraz z nimi znika pewien fragment życia mieszkańców. Tym bardziej wybrzmiewa znaczenie pamięci i korzeni.

Historia Kasi jest dla mnie jedną z najbardziej emocjonalnych części książki. Młodość, marzenia, bieda, wstyd i błędy, które z czasem zaczynają ciążyć coraz bardziej. Autorka pokazuje bohaterkę nie jako idealną kobietę, która zawsze podejmuje właściwe decyzje, ale jako człowieka z jego słabościami, lękami i potrzebą miłości.

Szczególnie poruszyła mnie relacja Kasi i Henryka. Osiem lat oczekiwania na to, by spróbować uratować coś, co wydawało się już stracone, pokazuje, jak wielką siłę może mieć uczucie. Nie jest to jednak cukierkowa opowieść o miłości. Znajdziemy tutaj również rozczarowanie, samotność, alkohol, poczucie winy i konsekwencje decyzji, od których nie da się po prostu uciec.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka pokazuje ciężar rodzinnych tajemnic. To, co przemilczane przez lata, nie znika. Przeciwnie – potrafi przejść na kolejne pokolenia i wpływać na ich relacje, wybory oraz sposób patrzenia na samych siebie. A jednocześnie książka przypomina, że człowiek nie musi być na zawsze definiowany przez swoje błędy.

Tytułowa pamięć ma tutaj ogromne znaczenie. Jest zarówno ciężarem, jak i szansą na ocalenie. Pamiętać oznacza bowiem nie tylko wracać do tego, co bolało, ale również zachować ludzi, miejsca i historie, których fizycznie już nie ma. W przypadku Machowa nabiera to szczególnego znaczenia – wieś może zniknąć z mapy, ale nie musi zniknąć z ludzkiej pamięci.

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji. Był smutek, żal i złość na niektóre decyzje bohaterów, ale również wzruszenie, nadzieja i przekonanie, że nawet po wielu latach można spróbować naprawić pewne rzeczy. To jedna z tych historii, które nie pozostawiają czytelnika obojętnym, bo pokazują bardzo ludzkie słabości i bardzo prawdziwe konsekwencje naszych wyborów.

Aleksandra Palasek pisze lekko, emocjonalnie i obrazowo, a przy tym nie ucieka od trudnych tematów. Historia rozwija się na dwóch płaszczyznach czasowych, dzięki czemu czytelnik stopniowo odkrywa kolejne elementy rodzinnej historii. Przeszłość nie jest tutaj oderwanym dodatkiem – z każdą stroną coraz wyraźniej widać, jak łączy się z teraźniejszością.

To właśnie połączenie historii rodzinnej z konkretnym miejscem i jego historią sprawia, że książka ma swój wyjątkowy klimat. Tarnobrzeg i dawny Machów nie są jedynie dekoracją. Stają się częścią opowieści o ludziach, których życie zostało naznaczone przemianami, stratą i koniecznością rozpoczynania wszystkiego od nowa.

„Ocali nas pamięć” to przede wszystkim saga rodzinna i powieść obyczajowa, ale znajdziemy w niej również mocny wątek historyczny. Szczególnie poleciłabym ją osobom, które lubią wielopokoleniowe historie, sekrety rodzinne, opowieści osadzone w konkretnym miejscu i czasie oraz bohaterów, którzy nie są jednoznaczni.

Mnie najbardziej urzekło przesłanie tej historii. Nie wszystko w życiu można cofnąć, nie każdą decyzję da się naprawić, ale czasem można zrobić coś równie ważnego – przyznać się do błędów, wybaczyć i przestać pozwalać przeszłości decydować o przyszłości.

„Ocali nas pamięć” to opowieść o tym, że człowiek może przez lata nosić w sobie wstyd, żal i niewypowiedziane słowa, ale nigdy nie jest za późno, by spróbować je z siebie uwolnić. To historia o miłości, która potrafi czekać, o rodzinnych korzeniach, których nie da się łatwo wyrwać, i o pamięci, która czasem boli, ale jednocześnie pozwala ocalić to, co naprawdę ważne.

Jeśli lubicie sagi rodzinne, historie rozpięte między przeszłością a teraźniejszością i książki, które po przeczytaniu jeszcze długo zostają w głowie i sercu – „Ocali nas pamięć” zdecydowanie warto poznać. To opowieść pełna emocji, ale przede wszystkim bardzo ludzka.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Jej sekret
Autor: Zaczytana ori

“Ja chcę tylko sprawiedliwości, ale mój ojciec… mój ojciec chce zemsty w starym, dobrym stylu”.

Podobała mi się ta historia. Chociaż powiem Wam szczerze, że jak zobaczyłam tą małą czcionkę to się załamałam, strasznie źle mi się to czytało- ale tego oczywiście nie podpinam pod ocenę haha. Wracając.

Historia fajna, mroczna. Gdzieś w połowie zaczęłam łączyć pewne kropki, ale zakończenie jak dla mnie na plus. Oczywiście sceny przemocy psychicznej czy fizycznej straszne, bardzo dobrze opisane, wywoływały takie emocje o jakie mam wrażenie chodziło autorce.

Szczerze mówiąc to gdy czytałam te wszystkie opisy z perspektywy “Ptaszyny” to miałam ciarki na całym ciele. Było to takie przykre… smutne. Bardzo mnie to jakoś dotknęło, ale może dlatego, że jestem mamą więc nie mieszczą mi się pewne rzeczy w głowie…

Ciekawa fabuła, bohaterowie dobrze wykreowani. Nie nudziłam się. Sięgnę po następne książki autorki. Polecam, fajna na zbliżające się chłodne, jesienne wieczory.

*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rubikon
Autor: Gosia
„Rubikon” Tomasza Kieresa to książka, która zdecydowanie wykracza poza klasyczny schemat kryminału. Owszem, mamy tutaj zaginięcia, ślady krwi, śledztwo i pytanie o to, kto stoi za kolejnymi wydarzeniami. Jednak tym razem znacznie ważniejsze od samej zagadki kryminalnej okazują się emocje, motywacje bohaterów i granica, po której przekroczeniu nie można już wrócić do dawnego życia. To mroczny kryminał z mocnym wątkiem psychologicznym i obyczajowym, w którym zemsta, trauma i poczucie niesprawiedliwości odgrywają ogromną rolę.

Historia rozpoczyna się od zaginięcia, po którym pozostają przede wszystkim ślady krwi i mnóstwo pytań. Komisarz Bianka Kołodziejczyk staje przed sprawą, która z każdym kolejnym krokiem okazuje się coraz bardziej niepokojąca. Zaginieni nie są przypadkowymi osobami – łączy ich przeszłość i fakt, że w pewnym momencie udało im się uniknąć odpowiedzialności za czyny, które miały tragiczne konsekwencje dla innych. Bianka wraz ze swoim zespołem próbuje odkryć, co właściwie się wydarzyło i czy ktoś postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość.

Drugą ważną postacią jest Łukasz Zaniewski, agent nieruchomości, którego drogi z Bianką przecinają się na strzelnicy. Ich spotkanie nie jest jedynie dodatkiem do kryminalnej historii. Oboje mają za sobą bolesne doświadczenia i stratę bliskiej osoby, choć każde z nich przeżywa ją na swój sposób. Łączy ich coś więcej niż rodząca się między nimi relacja – wspólne doświadczenie bólu i świadomość, że sprawiedliwość nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujemy.

I właśnie bohaterowie są jednym z mocniejszych punktów tej historii. Nie są kryształowi, nie zawsze podejmują właściwe decyzje i nie da się ich łatwo podzielić na dobrych i złych. Bianka jest policjantką, która powinna stać po stronie prawa, ale jednocześnie sama nosi w sobie bagaż trudnych doświadczeń. Łukasz również skrywa tajemnice, a jego przeszłość ma ogromne znaczenie dla tego, kim jest obecnie. Dzięki temu oboje wydają się bardziej ludzcy – ze swoimi słabościami, gniewem, żalem i potrzebą odnalezienia choć odrobiny spokoju.

Podczas lektury towarzyszyło mi przede wszystkim napięcie, niepokój i ciekawość, ale także sporo emocji związanych z tym, co przeżywają bohaterowie. To jedna z tych historii, przy których trudno patrzeć na wydarzenia wyłącznie przez pryzmat prawa. Oczywiście zemsta i odbieranie sprawiedliwości na własną rękę budzą sprzeciw, ale autor sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad tym, co może wydarzyć się z człowiekiem, który przez lata żyje ze świadomością, że osoba odpowiedzialna za tragedię nigdy nie poniosła konsekwencji.

I chyba właśnie to podobało mi się najbardziej. „Rubikon” nie daje czytelnikowi komfortu prostych odpowiedzi. Zamiast tego zmusza do zadawania pytań. Czy sprawiedliwość zawsze musi wyglądać tak, jak nakazuje prawo? Czy zemsta może przynieść ukojenie? I gdzie właściwie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna zbrodnia?

Tytuł książki bardzo dobrze współgra z jej tematyką. Rubikon symbolizuje granicę, której przekroczenie zmienia wszystko. I dokładnie z taką granicą mamy tutaj do czynienia. Bohaterowie podejmują decyzje, które uruchamiają ciąg wydarzeń, a później każdy kolejny krok prowadzi ich coraz dalej. Im więcej poznajemy, tym mocniej czujemy, że pewnych rzeczy nie da się już cofnąć.

Akcja osadzona jest we współczesnej Polsce, w świecie policji, śledztwa i codziennego życia bohaterów. Nie mamy tutaj historycznych zamków czy odległych epok – przeciwnie, to historia bardzo bliska naszej rzeczywistości. Obok policyjnego śledztwa pojawiają się mieszkania, miejsca pracy, strzelnica i przestrzenie związane z prywatnym życiem bohaterów. Dzięki temu kryminalna intryga przeplata się z ich codziennością, a historia nie jest wyłącznie ciągiem kolejnych zagadek do rozwiązania.

Tomasz Kieres zdecydowanie postawił tutaj na psychologię postaci i emocje. To interesująca zmiana, szczególnie że autor kojarzony jest przede wszystkim z powieściami obyczajowymi, natomiast „Rubikon” jest jego pierwszą powieścią kryminalną. I moim zdaniem to połączenie okazało się bardzo ciekawe. Wątek kryminalny daje napięcie, natomiast warstwa obyczajowa pozwala lepiej poznać bohaterów i zrozumieć ich decyzje.

Styl autora jest przystępny i obrazowy. Kieres nie skupia się wyłącznie na dynamicznej akcji – pozwala również bohaterom mówić własnym głosem, mierzyć się z przeszłością i pokazywać emocje. Dzięki temu „Rubikon” jest czymś więcej niż historią o kolejnych zaginięciach. To opowieść o ludziach, którzy zostali mocno doświadczeni przez życie i próbują poradzić sobie z tym, czego nie da się już naprawić.

Nie jest to jednak książka dla osób, które szukają lekkiego, przewidywalnego kryminału. Mamy tutaj trudne tematy, traumę, stratę, przemoc, poczucie bezsilności i moralne dylematy. Niektóre fragmenty mogą mocno poruszyć, szczególnie że historia dotyka bardzo ludzkiego lęku przed sytuacją, w której sprawiedliwości po prostu nie ma.

Podobało mi się również to, że choć czytelnik może momentami wiedzieć więcej niż prowadząca śledztwo Bianka, nie odbiera to historii napięcia. W tym przypadku ciekawość nie wynika wyłącznie z pytania „kto?”, ale przede wszystkim z pytania „dlaczego?” i „dokąd to wszystko doprowadzi?”. To trochę inny sposób prowadzenia kryminału, ale tutaj dobrze się sprawdza.

„Rubikon” to książka dla czytelników, którzy lubią mroczne kryminały i thrillery psychologiczne, ale jednocześnie oczekują od historii czegoś więcej niż samej zagadki. Szczególnie przypadnie do gustu osobom, które lubią niejednoznacznych bohaterów, trudne wybory, mocne emocje i historie, które po przeczytaniu jeszcze przez jakiś czas pozostają w głowie.

Dla mnie największą siłą tej powieści jest właśnie jej emocjonalna warstwa. To nie jest historia, przy której można spokojnie stanąć z boku i obserwować wydarzenia. W pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, co sami zrobilibyśmy na miejscu bohaterów. I chyba właśnie wtedy „Rubikon” robi największe wrażenie.

To mroczna, pełna napięcia i emocji historia o stracie, zemście oraz konsekwencjach decyzji, których nie da się cofnąć. Tomasz Kieres pokazuje, że granica między dobrem a złem nie zawsze jest tak wyraźna, jak chcielibyśmy wierzyć. Jeśli lubicie kryminały, które oprócz zagadki dają również sporo do myślenia i zostawiają czytelnika z niewygodnymi pytaniami, „Rubikon” zdecydowanie warto mieć na swojej liście.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Wampir
Autor: book matula
Chciałoby się zapytać autora: CO TY ODSTAWIASZ?! Człowiek kojarzy go z „Chłopami”, a tymczasem zaprasza nas na seans spirytystyczny i jeszcze podsuwa kobietę, przy której rozsądek powinien natychmiast wezwać posiłki. 😂🖤 „Wampir” to świetny powód, żeby odkurzyć swoje wyobrażenie o klasyce. Bo jeśli na hasło „Reymont” widzicie wyłącznie szkolną ławkę i pytanie o obraz społeczeństwa, tutaj czeka na was mglisty Londyn, okultyzm, niepokojąca fascynacja i bohater, któremu przydałby się ktoś mówiący: „Zenon, może jednak przemyśl swoje wybory?”. Najlepiej regularnie. Co kilka stron. Wydana w 1911 roku powieść pokazuje zupełnie inną stronę autora. Reymont zabiera nas w świat, w którym ludzie szukają kontaktu z tym, co niewytłumaczalne, a granica między rzeczywistością, wizją i podszeptami własnej wyobraźni robi się podejrzanie cienka. Atmosfera jest duszna, tajemnicza i chwilami tak niespokojna, że nawet zwyczajne spotkanie trudno uznać za niewinne. Londyn doskonale pasuje do tej historii. Mgła, mrok, poczucie zagubienia… Idealne warunki, żeby stracić orientację zarówno na ulicy, jak i we własnym życiu.
Poznajemy Zenona, polskiego pisarza mieszkającego w Londynie, zwanego także Mr. Zenem. Jest związany z Betsy, która darzy go uczuciem i daje mu szansę na bliskość oraz spokojniejszą przyszłość. W jego otoczeniu znajduje się również Joe, brat dziewczyny, zainteresowany duchowością i niezwykłymi możliwościami człowieka. Podczas seansu spirytystycznego pojawia się Daisy. Tajemnicza przyciągająca uwagę, otoczona aurą czegoś, czego lepiej byłoby nie lekceważyć. Zenon oczywiście lekceważy możliwość zachowania bezpiecznego dystansu. Z czasem do jego życia wraca też Ada, dawna miłość, więc oprócz zagadek nadprzyrodzonych dostajemy niezły emocjonalny supeł. Każda z tych kobiet wiąże się z innymi pragnieniami bohatera, a on coraz gorzej radzi sobie z ustaleniem, czego właściwie chce.
Daisy zdecydowanie nie jest osobą, przy której myśli się: „O, z nią będzie spokojnie i przewidywalnie”. Jej obecność fascynuje Zenona, pobudza go i niepokoi. Bohater początkowo podchodzi do niezwykłych zjawisk z dystansem, ale ten dystans okazuje się wyjątkowo kiepską ochroną. Wchodzi coraz głębiej w środowisko spirytystów i okultystów, a przy okazji zaczyna tracić pewność, czy może ufać własnym doświadczeniom. Co rzeczywiście się wydarzyło? Co zobaczył? Co sobie dopowiedział? Czy odkrywa tajemnicę świata, czy wpada w pułapkę własnej fascynacji? Reymont zostawia nas z tymi pytaniami i każe uważnie przyglądać się bohaterowi. A Zenon regularnie dostarcza materiału do dyskusji. Oj, dostarcza.
Najciekawsze jest dla mnie to, jak stopniowo ta fascynacja zaczyna zajmować miejsce wszystkiego innego. Zenon pragnie wyjątkowych doświadczeń, czegoś, co wyrwie go ze zwyczajności. Można go zrozumieć. Trudniej spokojnie patrzeć, jak coraz mniej uwagi poświęca ludziom, wobec których ma zobowiązania. Betsy staje się szczególnie ważna, gdy spojrzymy na koszt jego poszukiwań. Bo pięknie brzmi opowieść o człowieku spragnionym niezwykłości, dopóki nie zauważymy kogoś obok, kto płaci za tę niezwykłość własnym cierpieniem. Badacze zwracają uwagę, że właśnie zachowanie Zenona wobec narzeczonej pozwala dostrzec w nim cechy tytułowego wampira. Korzysta z jej oddania, a jednocześnie ją krzywdzi. I nagle pytanie o to, kto tutaj kogo wyniszcza, staje się znacznie ciekawsze.
Co możemy wyciągnąć z tej książki dzisiaj? Chociażby przypomnienie, że silne przyciąganie nie jest certyfikatem dobrej relacji. Człowiek może nas fascynować, zajmować wszystkie myśli i wywoływać emocje godne finału serialu, a mimo to nie służyć nam ani trochę. W moim odczytaniu „Wampir” świetnie nadaje się do zastanowienia nad granicami: ile oddaję komuś uwagi, ile własnej samodzielności i kiedy zaczynam usprawiedliwiać rzeczy, których wcześniej bym nie zaakceptowała? Daisy uruchamia literacką ciekawość, ale w życiu, przy takiej aurze tajemnicy, miałabym ochotę poprosić o trochę konkretów. Najlepiej zanim moje poczucie bezpieczeństwa spakuje walizkę. 😂
Aby lepiej zrozumieć tę historię, warto zajrzeć do czasów, w których powstała. Przełom XIX i XX wieku przyniósł zainteresowanie spirytyzmem, okultyzmem i poszukiwaniem odpowiedzi poza znanymi sposobami tłumaczenia świata. Rozwój cywilizacji nie usuwał duchowego niepokoju. Ludzie nadal pytali o sens życia, naturę człowieka i to, co może istnieć poza granicami poznania. Adam Mazurkiewicz wskazuje, że „Wampir” oddaje ideowe oraz religijne napięcia epoki. Dzięki temu powieść staje się również okazją do podejrzenia dawnych lęków i fascynacji. Aż chciałoby się powiedzieć, że przodkowie też mieli swoje poszukiwania wyjątkowych doznań, tylko zamiast klikać, siadali do seansu.
Dzisiejsze skojarzenia zostawiam już własnej interpretacji, ale trudno mi ich uniknąć. Nadal szukamy ludzi, którzy obiecają nam dostęp do niezwykłej wiedzy, poczucie wyjątkowości albo odpowiedź na wszystkie problemy. „Wampir” skłania mnie do pytania, kiedy otwartość na nowe doświadczenia pomaga, a kiedy zamienia się w zgodę na cudzą władzę nad naszym myśleniem. Zenon przypomina, że można być inteligentnym, dużo rozważać i nadal spektakularnie przeoczyć coś ważnego. Rozsądek też potrzebuje uwagi. Sam fakt, że go posiadamy, nie oznacza jeszcze, że dopuszczamy go do głosu.
Młode pokolenie zachęcałabym przede wszystkim atmosferą, tajemnicą i możliwością podważania wyborów bohatera. Lubicie gotyckie klimaty, niepokojące relacje, psychologiczną grozę i historie, w których trudno zaufać temu, co się widzi? „Wampir” ma wam coś do zaoferowania. Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że jego język, rozbudowane opisy i podniosły ton wymagają przyzwyczajenia. Dajcie sobie chwilę na wejście w ten rytm. Warto czytać go także dla pytań, które podsuwa: dlaczego Zenona tak przyciąga Daisy, co daje mu poczucie wyjątkowości i czego nie chce zauważyć? Przy takich tematach nawet rozmowa o klasyce może stać się całkiem gorąca.
Po „Wampira” warto sięgnąć z ciekawości, co Reymont zrobił z ludzkim pragnieniem przekroczenia zwyczajności. Znajdziecie tu zagubienie, pokusę, emocjonalne zależności i pytania o cenę własnych wyborów. Nie trzeba polubić Zenona, żeby ta historia miała znaczenie. Można przewracać oczami na jego decyzje, spierać się z nim w myślach i jednocześnie coraz lepiej rozumieć, dlaczego człowiek czasem biegnie prosto w coś, co powinno go zatrzymać. Mglisty Londyn czeka, Daisy już przyciąga uwagę, a rozsądek próbuje przebić się przez całe to zamieszanie. Ja radzę dać mu dojść do słowa. Zenon mógłby na tym sporo zyskać. 🖤📖.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Techniki manipulacji. Kto i jak na nas wpływa
Autor: przyrodaz
Życzę wszystkim ludziom na świecie aby mieli możliwość przeczytania tej książki. Zaoszczędzi ona wasz czas oraz pieniądze. Sprawi, że przejrzycie na oczy i przestaniecie kupować rzeczy, których nie było na waszej liście o których podczas manipulacji sądziliście, że wam się przydadzą. Zobaczycie dlaczego zawsze macie chęć odwdzięczenia się komuś za to co dla was zrobił lub wam dał. Jak sprzedawca delikatną sugestią wskazuje, że powinniście kupić coś o czym w ogóle nie myśleliście. Dlaczego tak łatwo kupić coś z reklamy i na ile dany produkt zawiera jakąkolwiek wartość. Zastanowicie się na tym dlaczego ktoś wpierw was obdarował czymś drobnym, a później wy wykonywaliście za niego pracę dziesięć razy gorszą lub dokładającą wam zadań. Inaczej spojrzycie na lekarzy, którzy przepisują wam wciąż te same leki, lub na sugestie do których nie wiecie czemu ale podlegacie. Nauczy was słuchania tego co ludzie mówią i zwracania uwagi na to jak mało kompetentne są ich odpowiedzi. Potrafią wmówić nam choroby lub nasze potrzeby, a my grzecznie się na nie zgadzamy, bo inni też to robią. Będzie zaznaczone jaki wpływ mają nas nas grupy, zebrania na które chodzimy, czy podejmowanie ważnych decyzji za sprawą pierwszego zgubnego odruchu.
Takich ważnych dla nas informacji jest znacznie więcej. Jednak mam dla was jedno ale. Wiem, że osoba, która jest podatna wpływom i to właśnie ta przeczyta tą książkę, to stwierdzi, że dla niej to kolejne kłamstwa, ponieważ... i tu znajdzie wiele zdań, które wypowiada na każde codzienne tematy. To ludzie śniący, którzy są w zbiorowej nieświadomości, gdzie wierzą, że mają żyć według zasad im wyznaczonych, bo ktoś tak powiedział. Wiele osób powołuje się na ważne twierdzenia, czy też cytaty, a tak naprawdę mogli je wymyśleć to po pierwsze, a po drugie wiedzą, że nikt tego nie sprawdzi, bo nawet nie wiedzą, że mają prawo spytać skąd ktoś ma taką wiedzę. Te osoby nie wykorzystają zdobytej wiedzy i szybko o niej zapomną, albo nawet w trakcie lektury przekartkują i odpuszczą, ponieważ to, co jest im nieznane będzie dla nich kłamstwem. Jako obronę przed przeczytaniem powiedzą, że skoro ktoś pisze o kierowaniu ludźmi, to skąd mają wiedzieć, czy i im ktoś nie chce niczego wmówić. Zaprzeczenie to będzie naturalna reakcja obronna ich systemu odpornościowego. Jednak każdy inny człowiek, który choć odrobinę raz czuł, że ktoś nim steruje pojmie ją i zacznie obserwować swój świat z innej, tej mądrzejszej perspektywy. Oni zrobią z tej wiedzy duży pożytek. Wiem co mówię, bo sama nauczyłam się obserwować ludzi i sytuacje, które mi się ,,przytrafiają".
Na koniec dodam, że ta książka posłuży jako otwarcie oczu na otoczenie, które nami manipuluje. A człowiek, który widzi kto co z nim robi jest już na wygranej pozycji:-) Ogromnie ją polecam!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kroniki umierającej Ziemi
Autor: book matula
SŁOŃCE DOGORYWA, ŚWIAT SIĘ KOŃCZY, A CWANIAKI NADAL MAJĄ SIĘ ŚWIETNIE. Najwyraźniej bezczelność przeżyje nawet apokalipsę. 😂🌘📚 Jack Vance w „Kronikach Umierającej Ziemi” funduje nam fantastykę, w której można stracić pieniądze, godność i złudzenia, a sprawca całego zamieszania jeszcze przemówi tak elegancko, że odruchowo podziękujemy za współpracę. Mam wydanie zawierające cztery tomy w jednym i powiem wam: TO JEST KONKRETNY KAWAŁ WYOBRAŹNI. Książkoholik zadowolony, półka prosi o wsparcie techniczne, a ja mam ochotę opowiadać o świecie, w którym nawet czarodziejom przydałaby się solidna rozmowa o ich zachowaniu. Najlepiej z kimś odpornym na zaklęcia. 😏
Będę szczera. Nie znam słów, które oddałyby klimat, wrażenia po przeczytaniu tej książki. Musicie mi uwierzyć, ale to moje pierwsze spotkanie z fantastyką takiego kalibru! Uwielbiam ten gatunek i myślałam, że już większość pomysłów na nią poznałam, ale tutaj to bomba atomowa. Żałowałam, że nie ma audiobooka, bo w ciągu dnia musiałam ogarniać dom, a tu tomiszcze leży i czeka, aż wezmę je w rękę i zacznę kontynuować. Wyobraźcie sobie Ziemię tak odległej przyszłości, że nasza cywilizacja jest już czymś znacznie mniej oczywistym niż wspomnienie. Słońce słabnie, po dawnych potęgach pozostały ruiny, a resztki wiedzy splatają się z magią. Niezwykłe stworzenia, tajemnicze budowle, osobliwe społeczności i miejsca, w których rozsądek podpowie wam: „Zawróć”. Oczywiście wasza ciekawość natychmiast odpowiada: „Ale tylko zajrzymy”. Wiadomo, jak kończą się takie negocjacje. 😂 Autor stworzył świat piękny, dziwny, okrutny i podszyty melancholią. Podziwiam jego niezwykłość, ale gdzieś z tyłu głowy siedzi świadomość, że to wszystko powoli gaśnie. Cudowny klimat. Taki, który zostawia pod powiekami obrazy, a w głowie niewygodne pytania.
Warto wiedzieć, że te cztery części nie opowiadają jednej wielkiej przygody stałej drużyny. Zmieniają się bohaterowie, nastrój i sposób prowadzenia historii. Najpierw dostajemy opowieści odsłaniające różne zakamarki Umierającej Ziemi, później dwie części z Cugelem, a na końcu wkraczamy w magiczne towarzystwo Rhialta. Bardzo odpowiada mi taka różnorodność. Ledwie człowiek uzna, że już mniej więcej wie, czego się spodziewać, autor otwiera kolejne drzwi. Za nimi zwykle czeka ktoś, komu zdecydowanie nie należało ufać.
Kogo poznajemy? Między innymi Turjana z Miir, maga zgłębiającego tajemnicę tworzenia sztucznego życia oraz Maziriana, czarodzieja, którego ambicje powinny mieć własną tabliczkę ostrzegawczą. Jest T’sais postrzegająca świat w sposób utrudniający jej dostrzeganie dobra i piękna. Jej historia wnosi szczególnie poruszający motyw szukania czegoś poza własnym cierpieniem i wrogością. Pojawia się Ulan Dhor, wyruszający po zaginione zaklęcia oraz Guy al ze Sfere, którego ciekawość prowadzi ku dawnej wiedzy i Muzeum Człowieka. Musicie mi uwierzyć bez względu na to, kogo poznacie w tych 4 częściach, odciśnie na was swoje piętno. Po jednych będzie bolało, ale po innych pozostanie miłe uczucie. Ja nawet teraz, pisząc recenzję, zastanawiam się, dlaczego nie ma filmu o tym? Avatar? Phii… Proszę was, tutaj to dopiero dzieje się magia! Dosłownie mówiąc. Ja naprawdę mam bujną wyobraźnie, ale nawet na to nie byłam gotowa.
Jest coś, co możemy z tej książki wziąć dla siebie, oczywiście wszystko wedle gustu. Poza nową miłością do fantastycznych światów, których nie jesteście sobie wstanie wyobrazić, i podejrzliwością wobec zbyt elokwentnych nieznajomych? Według mnie to, że wiedza i inteligencja nie gwarantują ani mądrości, ani przyzwoitości. Ok, można opanować niezwykłe umiejętności, a nadal przegrywać z chciwością, zazdrością i własnym ego. Cugel podsuwa też niewygodne pytanie: czy moja zaradność przypadkiem nie polega na tym, że ktoś inny ponosi koszty? Łatwo nazwać siebie sprytnym. Trudniej spojrzeć na tych, których zostawiliśmy z konsekwencjami.
Ile jesteśmy gotowi zignorować dla przyjemnego obrazka? Chcemy coś zmienić, czy jedynie oglądać wygodniejszą wersję? Niby podróżujemy po odległym świecie, a nagle orientujemy się, że autor zostawił nam lustro. Zgadnijcie, co w nim zobaczycie?
Pod całym tym humorem, okrucieństwem i kombinowaniem znajduję też coś pokrzepiającego. Nadal warto próbować zrozumieć drugą osobę. Gdy wokół dominuje egoizm, życzliwość staje się wyjątkowo cenna. Dla mnie świadomość przemijania nadaje tym drobnym rzeczom jeszcze większą wagę. Nie wszystko musi trwać wiecznie, żeby zasługiwało na uwagę, troskę i zachwyt.
Książkoholicy od fantastyki z charakterem, czarnego humoru i wyobraźni, która nie uznaje ograniczeń: miejcie „Kroniki Umierającej Ziemi” na oku. 🖤📚 To potężna porcja niezwykłości, przewrotnych przygód i bohaterów, których z przyjemnością obserwuje się z bezpiecznej odległości własnego fotela. Cztery części w jednym tomie, mnóstwo powodów do zachwytu i bardzo przekonujący dowód, że klasyka fantastyki potrafi mieć ostre zęby. Polecam całym książkoholikowym sercem. Tylko Cugelowi nie pożyczajcie egzemplarza. Obawiam się, że później próbowałby wam go sprzedać. 😂🌘 Naprawdę będę polecała każdemu, bo książka warta jest nie tylko jednej zarwanej nocy, ale każdej kolejnej. Nie polecam zaczynać książki, jeśli macie coś ważnego do załatwienia, bo uprzedzam, że może być tak, że książkę będziecie ciągnąć ze sobą. 😂
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Saga Norn. Tom 3 Norunn, nić przeznaczenia
Autor: Monika Kowalczyk
Witam, dziś mam dla was recenzję książki Norunn ❤️ Nić przeznaczenia ❤️ Autorki Eli Downarowicz ❤️ Wydawnictwo Videograf ❤️

Norunn to kontynuacja sagi Norn ❤️
Kolejna część, od której nie możemy się oderwać. Szczerze mówiąc, to chyba zostanie moja ulubiona część tej serii 😍 Choć zawsze autorka może mnie zaskoczyć i dać nam kolejną świetną opowieść 😍
Saga ta pokazuje wiele aspektów z życia wikingów, gdzie jesteśmy świadkami przepowiedni, która ma się wypełnić... I właśnie ten motyw przeznaczenia bardzo mi się tutaj podobał, ponieważ cały czas zastanawiamy się, co tak naprawdę jest zapisane w losie Norunn i czy będzie ona w stanie sprostać temu, co zostało jej przeznaczone.
Pokazaną mamy sytuację, gdzie można zakochać się w mężczyźnie o wiele starszym od siebie. Choć mógłby zostać ojcem dla naszej bohaterki, ona właśnie jego wybrała. Dla naszego bohatera staje się wręcz natarczywą gówniarą, która coraz to bardziej pozwala sobie na zaloty względem Madsena 😂🙈 Ale jak to mówią, serce nie wybiera i czasami uczucia pojawiają się tam, gdzie kompletnie się ich nie spodziewamy.
Jesteśmy świadkami narodzin Norunn, pokazana mamy drogę, jaką musiała przebyć w swoim życiu, by móc spełnić to, co zawsze było dla niej napisane. Jej związki nie były łatwe, a miłosne przygody przynosiły jej zarówno szczęście, jak i cierpienie. Momentami sama zastanawiałam się, ile jeszcze los może jej zaserwować i czy w końcu odnajdzie swoje miejsce oraz osobę, przy której będzie naprawdę szczęśliwa.
Bardzo podobało mi się również to, że autorka nie skupiła się wyłącznie na romansie. Mamy tutaj historię pełną emocji, walki, intryg, przepowiedni i życia w czasach, w których nic nie było proste. Świat wikingów został pokazany w taki sposób, że naprawdę można poczuć jego klimat ❤️Mamy także pokazane układy handlowe, gdzie wychodzi się za mąż byle tylko udało się nadal dostarczać Frologat, sól oraz bursztyny.
Norunn to bohaterka, która zdecydowanie nie daje o sobie zapomnieć. Jest uparta, odważna i momentami potrafi nieźle namieszać 😍 Jednak właśnie dzięki temu nie jest postacią nijaką. Obserwowanie jej drogi, jej wyborów, błędów i tego, jak zmienia się na przestrzeni historii, było dla mnie naprawdę ciekawe.
Czy Norunn uda się wypełnić swoje przeznaczenie? Czy miłość okaże się silniejsza od tego, co zostało zapisane w jej losie? I czy odnajdzie w końcu szczęście, którego tak bardzo pragnie? Tego musicie przekonać się sami ❤️
„Norunn. Nić przeznaczenia” to historia, która zabiera nas w świat wikingów, gdzie miłość, przeznaczenie i walka o swoje miejsce przeplatają się ze sobą na każdym kroku 😍 Jeśli lubicie sagi, historie osadzone w dawnych czasach, silne bohaterki, trochę romansu i mnóstwo emocji, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć ❤️
Ja jestem bardzo zadowolona z tej części i naprawdę mam wrażenie, że Norunn może zostać moją ulubioną bohaterką całej sagi 😍 Teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejną część i zobaczyć, czym jeszcze autorka nas zaskoczy ❤️
A Wy znacie już tę serię? A może macie ją jeszcze przed sobą? Koniecznie dajcie znać w komentarzach ❤️📚
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Katabaza
Autor: mysilicielka
„Katabaza” na pewno nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak „Yellowface”, które, pomimo minionych miesięcy od lektury, wciąż czasem sobie odtwarzam w głowie. Ta powieść jest tak specyficzna, iż myślę, że naprawdę spodoba się tym czytelnikom, którzy osobiście doświadczyli opisywanych problemów. Ja podczas lektury czułam się jakbym wyruszyła na off-road. Od tego wątku totalnie się odbiłam, ale tamten już brzmiał wiarygodnie, to było ciekawe, ale tamto mnie nudziło itd.

Bardzo spodobał mi się fragment, w którym Kuang zrzuca fantastyczną osłonę i dowiadujemy się, kim w rzeczywistości był ten wielki zaginiony profesor. Historia w tym miejscu robi się mocno psychologiczna, dochodzimy do sedna sprawy. To był dla mnie ważny przełomowy moment.

Całokształt zapamiętam raczej jako trochę nudnawą, przekombinowaną wędrówkę bohaterów w głąb swojego osobistego piekła-traumy. Środowisko akademickie można zastąpić innym, pod warunkiem, że też ustawimy tę samą pułapkę uzależnień od ambicji, manipulacji, władzy. Niemniej polecam fanom fantastyki z drugim dnem i samej autorki. Na pewno sprawdzę jeszcze jej pozostałe książki.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
City of Fallen Angels
Autor: mysilicielka
Przyzwoita kontynuacja mojej ulubionej serii urban fantasy dla młodzieży.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Biała Beza
Autor: Książka na miarę
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Litorowicz-Siegert i muszę przyznać, że „Biała Beza” idealnie trafiła w mój czytelniczy gust. Kiedy tylko zobaczyłam w opisie motyw salonu sukien ślubnych, wiedziałam, że chcę po nią sięgnąć. Sama z wykształcenia jestem krawcową, więc na książki, w których pojawia się igła, nitka, tkaniny i szycie, patrzę trochę inaczej. Tutaj dostałam jednak znacznie więcej, niż się spodziewałam. Autorka pokazała krawiectwo jako niesamowitą nić, która potrafi połączyć pokolenia kobiet i pomóc im przetrwać największe życiowe burze. „Biała Beza” to nie tylko salon. To miejsce, które staje się pełnoprawnym bohaterem tej opowieści, bezpiecznym azylem, w którym można schować się przed światem, oswoić ból, przeżyć trudne chwile i spróbować zacząć od nowa.
Najbardziej poruszył mnie rodzinny zwyczaj szycia sukni ślubnej dla córki, kiedy ta była jeszcze małą dziewczynką. Dla tych kobiet było to przelewanie na materiał wszystkich najskrytszych życzeń, nadziei i miłości do swojego dziecka. Każdy ścieg stawał się niemym błogosławieństwem, które miało chronić je przed tym, co przyniesie los. Winta szyła dla Danki, Danka po latach dla Laury, a Laura dla Ami?
Ta podróż przez pokolenia podobała mi się najbardziej. Wizyta w przeszłości pozwala nam zobaczyć, jak niesamowite i skomplikowane były początki tego wszystkiego. Poznajemy Wintę, a właściwie Wincentę Żeligowską, dumną pannę z dziesięcioma morgami w nieistniejącym już posagu, którą los rzucił na Pomorze. Do Szczecinka (jak sama mówiła: „tego okropnego miasta”) przyjechała tylko na chwilę, z jedną walizką, żeby przekazać przesyłkę. Miała bilet do Anglii i plan, żeby ruszyć dalej. Została jednak w Polsce. Dała szansę miłości, a ponieważ trzeba było jakoś urządzić sobie życie, wykorzystała talent do szycia pięknych kreacji. Tak narodziła się „Biała Beza”. W realiach powojennej Polski władza nie patrzyła przychylnie na prywatną działalność, więc wszystko musiało odbywać się niemal w konspiracji. Salon ukryto w domu, w którym oficjalnie działała cukiernia. Igła i nitka stały się dla Winty nie tylko sposobem na życie, ale również na oswojenie nowej, trudnej rzeczywistości.
Jej córka, Danka, w latach siedemdziesiątych musiała z kolei walczyć z szarą codziennością i bolesnymi stereotypami. Z kolei jej córka Laura, a matka Ami, to kobieta z pozoru silna i idealna, która za drzwiami domu skrywa dramatyczną tajemnicę i mierzy się z przemocą domową. Każda z nich w pewnym momencie staje przed ścianą i musi podjąć decyzję, która wpłynie na całe jej dalsze życie.
Na tym tle Ami, współczesna dziewczyna z pokolenia Z, wypada dla mnie zdecydowanie najsłabiej. Losy jej poprzedniczek zostały osadzone w bardzo ciekawych realiach historycznych, a jej wątek wydaje się pozbawiony podobnego, głębokiego tła. Amelia stoi przed wyborem, który pewnie zna wiele młodych osób: zostać przy chorującej matce i pielęgnować to, co zostało zbudowane przez starsze pokolenia, czy wyjechać? Spełnić własne marzenia i pomyśleć o sobie?
Szkoda tylko, że autorka zostawiła mnie z tak dużym niedosytem. Sama nie mam córki, ale do samego końca czekałam na jasną odpowiedź, czy Laura rzeczywiście uszyła Ami tradycyjną kreację. A przecież ten motyw od początku był jednym z najważniejszych symboli całej sagi. Mimo tego zgrzytu „Biała Beza” zostanie ze mną jako bardzo ciepła i pełna czułości opowieść o tym, jak silne potrafią być kobiety. To piękna książka o rodzinie, przyjaźni, pamięci i tym, co przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Jako krawcowa patrzę na szycie nie tylko jak na rzemiosło. Wiem, że skrawek materiału może stać się czymś znacznie większym. Może przechowywać wspomnienia, emocje i czyjąś historię. Może być pamiątką po osobie, której już z nami nie ma. Autorka przypomniała mi, za co można pokochać ten zawód. Bo czasem z kawałka zwykłej tkaniny, kilku ściegów i ogromnej ilości uczuć można stworzyć coś, co przetrwa znacznie dłużej niż najpiękniejsza suknia.
Gorąco polecam tę książkę każdemu, kto szuka poruszających powieści obyczajowych z historią w tle.
Tym samym tą recenzją oficjalnie zamykam mój czytelniczy wrzesień. Dziękuję Wydawnictwu Mięta za egzemplarz książki i możliwość poznania tej historii.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
894
Idź do strony: