Recenzje:

Wciąż tu jestem
Autor: Gosia
Są historie, które czyta się sercem bardziej niż oczami — i właśnie taka jest powieść „Wciąż tu jestem” Danuty Awolusi. To książka o stracie, która nie mija z czasem, o bólu, który staje się częścią codzienności, i o cichej nadziei, że nawet po największej tragedii można jeszcze odnaleźć sens.

Główną bohaterką jest Sara — kobieta, której życie zatrzymało się siedemnaście lat wcześniej, w chwili śmierci jej nastoletniego syna. Od tamtej pory egzystuje raczej niż żyje: mieszka w małej miejscowości, pracuje jako kelnerka, trzyma ludzi na dystans i stara się nie rozdrapywać ran, choć te i tak nigdy się nie zabliźniły. Jej świat jest wyciszony, przygaszony, jakby wszystko było tylko cieniem dawnego życia. I wtedy pojawia się Kacper — chłopak łudząco podobny do jej syna. Ma ten sam sposób patrzenia, podobne gesty, zainteresowania, wrażliwość. To spotkanie staje się punktem zwrotnym nie tylko w fabule, ale i w emocjonalnym krajobrazie Sary.

Relacja między Sarą a Kacprem jest osią powieści. To nie jest prosta historia „zastąpienia” kogoś utraconego — wręcz przeciwnie. Autorka bardzo subtelnie pokazuje, jak skomplikowane są uczucia bohaterki: nadzieja miesza się z lękiem, czułość z poczuciem winy, pragnienie bliskości z obawą przed kolejną stratą. Kacper również nie jest jedynie tłem — to wrażliwy młody człowiek, który sam niesie własne pytania, zagubienie i potrzebę zrozumienia.

Fabuła rozwija się spokojnie, bardziej w sferze emocji niż spektakularnych wydarzeń. To opowieść o powolnym otwieraniu się na ludzi, o konfrontacji z przeszłością i o tym, że nie da się naprawdę iść dalej, jeśli wciąż stoi się w miejscu bólu. Tematyka książki krąży wokół żałoby, macierzyństwa, poczucia winy, samotności, ale też drugiej szansy i uzdrawiającej siły relacji. To historia o tym, że pewnych ran nie da się zagoić, ale można nauczyć się z nimi żyć — i że pozwolenie sobie na uczucia nie jest zdradą przeszłości.

Styl Danuty Awolusi jest delikatny, empatyczny i bardzo uważny na emocje. Autorka nie dramatyzuje na siłę, nie szuka tanich wzruszeń. Pisze prosto, ale trafia dokładnie tam, gdzie boli. Dużo tu ciszy między słowami, niedopowiedzeń, spojrzeń, gestów — tego, co w życiu najprawdziwsze. Dzięki temu książkę czyta się płynnie, choć momentami trzeba odłożyć ją na chwilę, żeby poukładać własne emocje.

Podczas lektury towarzyszy smutek, wzruszenie, tęsknota, ale też ciepło i coś na kształt ulgi. To jedna z tych historii, przy których pojawia się ścisk w gardle, a jednocześnie potrzeba czytania dalej, bo bardzo chce się wiedzieć, czy bohaterka pozwoli sobie jeszcze na życie.

To powieść obyczajowa z mocnym tłem psychologicznym, skierowana do czytelników wrażliwych na emocje i relacje międzyludzkie. Szczególnie poruszy tych, którzy cenią historie o stracie, żałobie i powolnym podnoszeniu się po życiowych tragediach, a także tych, którzy szukają w literaturze nadziei, ale tej cichej, nienachalnej.

To poruszająca, ciepła i bardzo ludzka opowieść o miłości, która nie znika mimo śmierci, o bólu, z którym można nauczyć się oddychać, i o tym, że nawet po najciemniejszym czasie można jeszcze powiedzieć: wciąż tu jestem — i warto dać tej historii miejsce w swoim sercu.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pogoda dla puchaczy. Zima
Autor: Gosia
„Pogoda dla Puchaczy. Zima” Marcina Kozioła i Bartka Jędrzejaka to ciepła, mądra i pełna uroku opowieść, która łączy przygodę z wiedzą o świecie — podaną tak, że dzieci chłoną ją zupełnie naturalnie.

Głównymi bohaterami są młode puchacze: Bubbo oraz jego rodzeństwo — Bubisia, Bubuś i Bubel. Każdy z nich ma swój charakter, ciekawość świata i dziecięcą odwagę, która czasem prowadzi do zabawnych kłopotów. Bubbo znalazł już swoje miejsce na Bubbowych Mokradłach, a reszta rodzeństwa wciąż szuka dla siebie domu. Ich zimowe przygody stają się osią fabuły — poznają śnieg, lód, mróz, a nawet… zimowe sporty, często zupełnie przypadkiem.

Fabuła opiera się na odkrywaniu zimowego świata. To pierwsze spotkania ze śnieżnym puchem, śliskim lodem, zawiejami i mrozem. Każde doświadczenie jest dla małych bohaterów lekcją — czasem śmieszną, czasem trochę straszną, ale zawsze rozwijającą. Dużym atutem książki jest wpleciony element edukacyjny: poprzez komentarze i dodatkowe materiały czytelnicy poznają tajniki zimowej pogody, co świetnie łączy literaturę z nauką.

Styl autorów jest lekki, dowcipny i bardzo przystępny dla młodego odbiorcy. Jest tu humor, językowe zabawy, ciepło i dużo przyrodniczej uważności. Ilustracje Małgorzaty Osieleniec dodają całości uroku — są miękkie, przyjazne i pełne detali, które przyciągają wzrok.

Tematyka książki krąży wokół przyjaźni, ciekawości świata, odwagi w poznawaniu nowego i szacunku do natury. Ważnym wątkiem jest też bezpieczeństwo zimą i zrozumienie zjawisk pogodowych. Przesłanie jest proste, ale wartościowe: świat jest fascynujący, warto go poznawać, ale z uważnością i troską o siebie.

Podczas czytania towarzyszy radość, uśmiech i poczucie przytulności — jak ciepły koc w zimowy wieczór. To książka, która bawi, ale też daje poczucie bezpieczeństwa i bliskości.

To literatura dziecięca z elementami edukacyjnymi, idealna dla młodszych czytelników (przedszkolaki i wczesne klasy szkoły podstawowej) oraz do wspólnego czytania z rodzicami. Sprawdzi się dla dzieci ciekawych świata, przyrody i zjawisk pogodowych.

Urocza, mądra i pełna zimowego klimatu opowieść, która rozgrzewa mimo śniegu i mrozu — świetna książka na wspólne, zimowe czytanie.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pierścień położnic
Autor: Monika Kowalczyk
Witam, dziś mam dla Was recenzję książki „Pierścień położnic” ❤️ autorstwa Katarzyny Rabka-Białas ❤️
Wydawnictwo WasPos ❤️

„Pierścień położnic” to historia rozgrywająca się częściowo we współczesności, a częściowo w roku 1907. Centralnym punktem fabuły jest tytułowy pierścień, o którym mówiono, że posiada niezwykłe moce – miał pomagać kobiecie i dziecku przetrwać trudny poród. Według legendy wystarczyło położyć pierścień na brzuchu rodzącej, aby wszystko zakończyło się szczęśliwie.

W czasach współczesnych pierścień, należący do pewnej rodziny, zostaje podarowany do przemyskiej katedry. Niestety, podczas Nocy Muzeów zostaje skradziony. Na domiar złego w miasteczku zaczynają ginąć kobiety – każda z nich zostaje odnaleziona bez wskazującego palca prawej dłoni. Co je łączy? Wszystkie dokonały aborcji… Jesteście ciekawi, dokąd to prowadzi?

Śledzimy losy trójki przyjaciół, którzy próbują rozwiązać zagadkę zaginięcia pierścienia. Książka pokazuje, jak ważna jest współpraca, wymiana informacji oraz jak trudne relacje między bohaterami potrafią utrudnić dojście do prawdy.

Autorka przenosi nas także do przeszłości, ukazując realia życia ludzi z dawnych lat. Widzimy, jak łatwo było ulec bogactwu, jak próżność i pycha potrafią zgubić człowieka. Taką postacią jest hrabina Anna – kobieta przekonana o swojej niezwykłej sile uwodzenia, która popełniła wiele błędów i do końca życia ponosiła ich konsekwencje.

Przeszłość i teraźniejszość nieustannie się tu przeplatają, a łączy je pragnienie posiadania czegoś zakazanego – czegoś, co nigdy nie powinno należeć do człowieka. Autorka pokazuje, że nigdy nie wiemy, co naprawdę kryje się w głowach innych ludzi, jakie mają myśli i plany. Nawet mając wszystko – bogactwo, pozycję społeczną, szanowane nazwisko – można pragnąć jeszcze więcej.

To historia, która działa jak trailer – wciąga od pierwszych stron i budzi tak ogromną ciekawość zakończenia, że nie sposób się od niej oderwać.




✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Jeszcze będziemy szczęśliwi
Autor: Kama
czasami strach jest silniejszy od miłości.
Marzenia są jak krople deszczu. Jest ich naprawdę wiele.
Najważniejsze to znaleźć odwagę by po nie sięgnąć.

Dagmara , Lena i Zyta- trzy muszkieterki, przyjaciółki, duchowe siostry.
Kobiety, które zawsze i wszędzie mogą na siebie liczyć.
A jednak matka Dagi postanowiła solidnie namieszać- umówiła ją na randkę z przyjacielem z dzieciństwa.
Kłopot w tym ,że dziewczyna ma swoje powody by nie iść na spotkanie i wcale nie chodzi tu o upływ czasu czy brak tematów do rozmowy.
Wtedy do akcji wkracza Helena - to ona proponuje, że uda się na tę niechcianą schadzkę i skutecznie zniechęci mężczyznę do kolejnych.
I rzeczywiście to robi , choć jej zabiegi czyli dziwne odzywki i dres włożony do restauracji zdają się przynosić inne rezultaty niż oczekiwała tego Lena.
Kłamstwa jednak mają to do siebie ,że prędzej czy później zawsze wychodzą na jaw i tak było również w tym przypadku.
Wówczas jednak chłopak chce rekompensaty za swój zmarnowany czas.
Przy okazji jednej z rozmów oboje dochodzą do wniosku ,że ich życie to pasmo porażek i wspólnie tworzą listę rzeczy na które nie znaleźli wcześniej czasu i śmiałości.
Czy teraz coś się zmieni? Czy tych dwoje da szansę uczuciu, które wisi w powietrzu?
Co właściwie ukrywa Lena I czy opieka nad babcią jest tylko pretekstem do tego by odmawiać sobie prawa do bycia szczęśliwą?
Pamiętam, że książki Pani Jagody poznałam zupełnym przypadkiem i od pierwszej chwili wyczułam w nich dużo wrażliwości i nadziei.
Tak było i tym razem - ta powieść opowiadała o szukaniu własnej drogi, nawet wtedy, gdy wydaje się ona zbyt kręta, zbyt trudna albo zupełnie nie dla nas. O uczeniu się odwagi małymi krokami, o podejmowaniu decyzji wbrew lękowi i o tym, że czasem największym aktem miłości jest pozwolenie sobie na szczęście.
To także historia o przyjaźni, która nie ocenia i nie naciska, lecz daje przestrzeń – by się potknąć, zawahać, a potem spróbować jeszcze raz. O kobietach, które wspierają się nie tylko w chwilach radości, ale przede wszystkim wtedy, gdy świat zdaje się mówić „nie”.
Autorka z niezwykłą czułością pokazuje, jak łatwo zagubić siebie w obowiązkach wobec innych i jak trudno później przyznać, że własne marzenia też zasługują na uwagę. Relacja Leny i mężczyzny, który pojawia się w jej życiu w najmniej spodziewany sposób, rozwija się subtelnie, bez fajerwerków, ale za to bardzo prawdziwie – poprzez rozmowy, niedopowiedzenia i wspólne odkrywanie tego, czego oboje sobie od dawna odmawiali.
To powieść, która otula, ale jednocześnie skłania do zadania sobie niewygodnych pytań:
czy naprawdę żyję tak, jak chcę?
czy strach nie rządzi moimi wyborami bardziej niż miłość?
Po lekturze zostaje w sercu miękki ślad – przypomnienie, że marzenia nie znikają, nawet jeśli długo po nie nie sięgamy. Czekają. Cicho. Dokładnie tak jak odwaga.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ściana
Autor: przyrodaz
Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 1990 roku. Pod koniec 2023 roku postanowiono ją wznowić i myślę, że to był bardzo dobry pomysł. Równie dobrze może zostawać wznawiana co dziesięć lat, by cieszyć oko kolejnych czytelników. Uważam tak, ponieważ tytułowa ściana może dotyczyć dosłownie wszystkiego z czym ludziom trudno jest się zmierzyć. Kiedyś był to Mur Berliński, innym razem Covid, może to być gra pokoleń, ale i coraz nowsze technologie za którym niestety nie każdy chce lub może nadążyć. Ściana jest czymś z czym trudno podjąć wyzwanie, ponieważ jest niewidoczna. Krzywdzi każdego, kto w nią uderzy, ale nie wiadomo jak daleko sięga ani dokąd zmierza. Nie wiadomo nawet czy czasami nie przybliża się każdej nocy coraz bardziej, by potem nas przygnieść całym swoim ciężarem. Ścianą może być choroba z którą ktoś się mierzy albo poczucie odrzucenia, Może to być zakaz rodzica w wykonywaniu przez dziecko jakiejś rzeczy albo jego usilne prośby, do zwrócenia na siebie uwagi, a gdzie spotyka go opór. To blokada, którą bez pomocy innych trudno jest przeskoczyć.
Opowieść jest zastanawiająca od samego początku, choć ja wpierw wzięłam ją jako pamiętnik kobiety, która nie chce aby cokolwiek co opisuje wyciekło, więc się nie przedstawia. To prawdziwy obserwator, niby biorący udział w treści, ale jakby pominięty przez innych. Dokładnie opisuje nam co robi, dokąd idzie oraz co ją spotyka na drodze. Jest z nami szczera i nieraz zaznacza, że czegoś komuś nie może powiedzieć, bo inni i tak tego nie zrozumieją. Widzi powtarzalność zachowań, górowanie innych nad bliskimi i krzywdy, których się dopuszczają. Pewnego jednak dnia zostaje zupełnie sama. Przechadzając się lasem widzi psa, którego najwyraźniej ktoś skrzywdził. Co ciekawe, ona nie poddaje pod wątpliwość tego co mówi czy robi, jakby wiedziała co jest grane i jednocześnie chciała poznać niewidzialny opór, który nabił jej guza na głowie. Pies, który jest jej towarzyszem na innych właścicieli, ale jednak został z nią. Idzie spokojnie spać, podczas gdy ona boi się, czy mur nie zacznie się przesuwać. Pies może oznaczać ludzi, którzy szybko się klimatyzują akceptując to, co mają i żyjąc tak, by robić swoje na tyle na ile może. Z biegiem czasu w jej przestrzeni zaczyna pojawiać się kolejne zwierzę i kolejne. Krowa może być symbolem człowieka, którego wszyscy wykorzystują, ale i tak na to pozwala. Koty to ludzie, którzy przymilają się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują. Im chodzi tylko o zaspokojenie swoich potrzeb kosztem wszystkich innych dookoła. A w takim razie kim jest nasza bohaterka? Czyżby bezimienna została wstawiona tak, by każdy czytelnik mógł się pod nią podpiąć? I jeśli tak, to w jakim celu?
Powiem wam, że ile pokoleń, tak wiele ludzi może ujrzeć ją przez pryzmat tego, kim sami są, co wyznają i jak zostali wychowani. Nieliczni wiedzą, że mamy wpływ na wszystko. To naprawdę znakomita powieść psychologiczna niosąca sens pomiędzy wierszami. Polecam ją tym, którzy żyją wiedząc, że jest na świecie coś więcej:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Schron
Autor: Monika
„Schron” Marcela Mossa to mroczny, duszny thriller kryminalny, który od pierwszych stron wciąga czytelnika w świat lęków, dawnych tajemnic i zła czającego się tuż pod powierzchnią codzienności. Autor po raz kolejny udowadnia, że świetnie czuje klimat małych społeczności, gdzie każdy zna każdego, a jednocześnie wszyscy mają coś do ukrycia.
Punktem wyjścia powieści jest dramatyczne odkrycie w powojennym schronie w pobliżu Runowa. Szczątki rodziny Wilczków, zaginionej dwadzieścia lat wcześniej, stają się iskrą zapalną dla serii wydarzeń, które burzą kruchy spokój mieszkańców wsi.
Największą siłą „Schronu” jest atmosfera. Autor doskonale buduje napięcie i pokazuje, jak łatwo plotki i dawne legendy mogą rozpalić lęk i agresję.
To nie jest jedynie opowieść o morderstwie, ale także o traumie, winie i konsekwencjach przemilczanych zbrodni. Moss stawia pytania o to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość i czy zło naprawdę można zamknąć w schronie.
„Schron” to propozycja obowiązkowa dla fanów mrocznych kryminałów i thrillerów psychologicznych. Książka trzyma w napięciu do samego końca, a finał zmusza do refleksji, pozostawiając czytelnika z niepokojącym poczuciem, że największe demony wcale nie spadają z nieba.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Przetok
Autor: FioletowaRóża
Hanna S. Białys zachwyca czytelników dokładnie od 2024 roku. Bardzo się cieszę, że znam wszystkie książki pisarki i wciąż chcę poznawać jej twórcze wizje. Czy jednak „Przetok” także okazał się tekstem wciągającym i mrocznym jednocześnie? Jestem świeżo po lekturze i mogę powiedzieć: jak najbardziej tak. Oby tak dalej, choć tym razem Hanna S. Białys zmusiła mnie do wylania morza łez. Pewnie nie tylko ja mam za sobą takie doświadczenie. Płacz nie jest jednak niczym złym podczas lektury- ludzkie emocje są bardziej dowodem na uważne czytanie oraz na powiązanie fikcyjnej fabuły z własnymi odczuciami.
Jak już lekko napomknęłam, czytanie tej książki było dla mnie ogromnym wyzwaniem emocjonalnym, a nawet można powiedzieć, że rodzajem samookaleczenia. Nie, nie jest to żadna hiperbola, niech nikt tak nie myśli. Ten rok zaczął się dla mnie dramatycznie i najbardziej boleśnie, jak tylko można to sobie wyobrazić, dlatego dobrze rozumiem fikcyjnych bohaterów. Zmagają się oni ze śmiercią bliskich osób, a przede wszystkim z żałobą. Często byle błahostka urasta w naszych oczach do rangi dramatu, ale to, co serwuje nam Hanna S. Białys błahostką nie jest. Jak zatem rozumieć Dominikę, Jakuba czy Mateusza- ich decyzje i dramaty, z którymi przyszło im się zmierzyć? Celowo nie ujawniam żadnych szczegółów- gorąco pragnę, by czytelnicy sami odkryli wszystkie elementy fabuły. Gdy już jednak przeczytamy całą powieść, na pewno zadamy sobie pytanie: jak bym się zachowała/zachował? Powiem Ci coś, Drogi Czytelniku: teraz tego po prostu nie wiesz, tym bardziej, jeśli nie zmagasz się z podobnymi wyborami.
Wszystkie wydarzenia autorka podzieliła na trzy strefy czasowe. Wiemy więc, co w życiu bohaterów działo się dawno temu, niedawno oraz- co najważniejsze- dzieje się obecnie. Czy zatem przeszłość ma zawsze ogromny wpływ na nasze późniejsze wybory? Czy dawne zmagania to fundament tego, czym będziemy kierować się w życiu i jaki będzie nasz charakter? Pytania te warto skonfrontować z treścią powieści, która może i jest trudna pod względem tematycznym, ale ważna ze względów moralnych. Sądzę, że wielu odbiorców zrozumie, by NIGDY nie oceniać z góry, gdyż nie ma takiej możliwości, by najedzony zrozumiał głodnego. Jest to po prostu nierealne, choć ludzie kochają osądy, plotki i tak zwaną pocztę pantoflową zakończoną stekiem bzdur i niezliczoną liczbą oszczerstw w kierunku danej osoby.
Mimo ogromu trudnych wyborów wykreowanych przez pisarkę musimy zdać sobie sprawę, że fikcyjne wątki w „Przetoku” na pewno mają miejsce w realnym świecie. Nie po raz pierwszy Hanna S. Białys przypomina mi mechanizmy działania reżysera filmowego, Wojciecha Smarzowskiego. Pisarka w brutalny, boleśnie dosłowny sposób przemówiła do nas słowami: masz, zobacz, czym naprawdę są trudne wybory życiowe i jak wpływają one na osoby zmuszone do podjęcia ostatecznego kroku. Brawa zatem należą się nie tylko za wciągającą fabułę, ale przede wszystkim za odwagę w poruszaniu drastycznych tematów. Hanna S. Białys niczego nie zamiata pod dywan, dlatego czekam na to, by otrzymywała ona prestiżowe nagrody. Zwyczajnie na nie zasługuje.
Autorka znowu zadbała nie tylko o wciągającą fabułę, ale i o szatę graficzną. Okładka doskonale pasuje do całości, gdyż często mówimy o splątanych ścieżkach lub tak zwanych torach życiowych, wykolejeniu się. Umiejętny podział rozdziałów nie czyni chaosu w głowach czytelników, a wygodna czcionka nie męczy oczu. Co więcej, na okładce możemy odczytać rekomendację od innej znakomitej pisarki, a konkretnie od Klaudii Muniak. Potwierdzam jej słowa w stu procentach i jednocześnie zapewniam, że nie są one formą blurbu marketingowego, w którym chodzi tylko o korzyść finansową. Nic z tych rzeczy!
Reasumując, „Przetok” to rasowy thriller psychologiczny, w którym nie zabrakło miejsca na milsze, niemal romantyczne akcenty. Napięcie, tajemnice, emocje, ale też wiara, wina, granice moralności to postumenty każdego z sześćdziesięciu rozdziałów książki. Umyślnie też nie ujawniam szczegółowo wątków głównych i tym bardziej pobocznych. Lektura ta zasługuje na to, by czytelnik sam doszedł do prawdy. Wiele jeszcze chciałoby się napisać, gdyż autorka naprawdę zasługuje na gatunkowy laur zwycięstwa. Myślę jednak, że wielu odbiorców z chęcią zaspokoi swą ciekawość, gdyż czytanie „Przetoku” nie będzie straconym czasem.


✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Air fryer Kuchnie świata
Autor: Gosia
„Air fryer. Kuchnie świata” autorstwa Severine Augé to idealna propozycja dla każdego, kto chce gotować szybciej, prościej i zdrowiej, a przy tym nie rezygnować z różnorodnych smaków z całego świata. To książka, która udowadnia, że jedno niewielkie urządzenie może stać się przepustką do kulinarnej podróży przez różne kultury i kuchnie.

Ogromnym atutem publikacji jest jej prostota. Przepisy są jasno opisane, nieprzekombinowane i oparte na łatwo dostępnych składnikach. Dzięki temu nawet osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z air fryerem, bez problemu poradzą sobie z przygotowaniem potraw. Każde danie można wykonać szybko i bez stresu, co sprawia, że książka świetnie sprawdza się w codziennym gotowaniu.

Autorka proponuje aż 50 przepisów inspirowanych kuchniami świata – od czosnkowych chlebków naan, przez aromatyczny tadżin, glazurowane żeberka czy wegetariański gyros, aż po słodkie klasyki, takie jak sernik baskijski i baklawa. Różnorodność jest tu naprawdę imponująca, a podział na przystawki, dania główne i desery ułatwia korzystanie z książki.

Co ważne, potrawy są nie tylko łatwe w przygotowaniu, ale przede wszystkim bardzo smaczne. To przepisy, które trafiają w gusta całej rodziny — również dzieci. Dania są atrakcyjne w smaku, a jednocześnie na tyle przystępne, że nawet młodsi domownicy chętnie po nie sięgają.

Dodatkowym plusem jest część z gotowymi propozycjami menu na różne okazje, która pomaga w planowaniu posiłków i oszczędza czas. To praktyczne rozwiązanie dla zapracowanych osób, które chcą gotować różnorodnie, ale bez wielogodzinnego zastanawiania się „co dziś na obiad”.

To książka prosta, praktyczna i inspirująca – idealna dla każdego, kto chce w pełni wykorzystać możliwości air fryera i odkrywać smaki świata w swojej własnej kuchni.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Mąż i żona
Autor: Gosia
„Mąż i żona” K.L. Slater to thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu od pierwszej strony i skutecznie miesza w głowie czytelnika. To historia o związkach, kłamstwach i tym, jak cienka jest granica między miłością a obsesją. Autorka z mistrzowską precyzją buduje atmosferę niepokoju, w której każdy detal może okazać się kluczowy, a każda postać skrywa mroczny sekret.

Fabuła opowiada dwie równoległe historie: żony i męża, którzy trafiają do szpitala po wypadku samochodowym. Ona, oskarżając męża o zamordowanie kobiety o miodowych włosach, stopniowo odsłania świat pełen zazdrości, urazów i kłamstw. On, walcząc o życie, próbuje odkryć prawdę, nie wiedząc, komu naprawdę ufać, bo każde słowo żony może go pogrążyć. Napięcie rośnie z każdą stroną, a czytelnik zaczyna podejrzewać każdego, nawet najbardziej niewinnego bohatera.

Bohaterowie są skomplikowani i niejednoznaczni. Ich motywacje mieszają się z emocjami, które są zarówno naturalne, jak i przerażające: zazdrość, poczucie krzywdy, frustracja, a także lęk i desperacja. Autorka świetnie oddaje psychologiczny aspekt związku — jak małe urazy, niedopowiedzenia i brak zaufania mogą przerodzić się w coś niebezpiecznego. Każde spojrzenie, każde milczenie nabiera znaczenia, a czytelnik wciąż próbuje odgadnąć, kto mówi prawdę, a kto manipuluje.

Emocje podczas czytania są intensywne: napięcie, niepokój, ciekawość i momentami strach. Historia wciąga tak bardzo, że trudno ją odłożyć — ciągle chce się wiedzieć, co wydarzy się za chwilę, komu uwierzyć i jakie sekrety kryją się w przeszłości bohaterów.

To powieść dla fanów thrillerów psychologicznych i mrocznych opowieści o związkach, w których każdy krok może być zdradą, a prawda bywa bardziej bolesna niż kłamstwo.

K.L. Slater stworzyła książkę, która wciąga, trzyma w napięciu i nie pozwala odetchnąć do samego końca. Jeśli lubisz historie pełne tajemnic, manipulacji i emocjonalnej gry między bohaterami, „Mąż i żona” będzie lekturą, której nie odłożysz aż do ostatniej strony.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej
Autor: Kama
Czasem ktoś wyprzedza epokę w której przyszło mu żyć.
Miłość miała przyjść po ślubie. Nigdy jednak nie nadeszła a księżna choć w wielu krajach adorowana i uwielbiana w wielu miejscach na świecie nie zaznała szczęścia w małżeństwie.
Daisy a właściwie Maria Teresa od dziecka była prześliczna i pełna energii. Bliscy zaś z którymi od zawsze była blisko oraz oddana rodzinie służba od zawsze nazywali ją Stokrotką, czyli właśnie Daisy.
Jej rodzice Albert i Victoria zadbali o staranne wykształcenie swoich dzieci zaś ojciec dziewczyny zaciekle dyskutował z nią o polityce.
Młoda panienka interesowała się literaturą i sztuką, uwielbiała również jazdę konną.
W wieku siedemnastu lat zadebiutowała na angielskich salonach i szybko zyskała sympatię otoczenia- wtedy też poznała Hansa von Pless - pruskiego księcia, którego rodzina mimo znacznego bogactwa nie miała szlacheckiego pochodzenia - mężczyzna obiecywał nastolatce miłość i opiekę.
Uczucia jednak nie nadeszły a mąż pragnął ograniczać działania księżnej i wymusić na niej uległość.
Prócz głównej bohaterki ważną rolę odkrywa książę , a późniejszy cesarz Niemiec- Wilhelm II - osoba naznaczona kalectwem i kompleksami.
Mężczyzna wypierający własne pragnienia, skupiony na potędze armii , szukaniu w sobie siły i potrzebie bycia kochanym..

Kurczę jak to się dobrze czytało. Gdybym miała porównać księżną do kogoś innego do głowy przychodzi mi księżna Diana.
Każde wydarzenie, każdy opisany szczegół na tu znaczenie.
Odwiedziłam oba zamki w których ta niezwykła kobieta niegdyś mieszkała i choć wcześniej słyszałam o jej działalności charytatywnej o pomocy dzieciom , obejrzałam również wiele zdjęć lektura dostarczyła mi nie tylko rozrywki, lecz również wiedzy, a opisy pozwoliły mi ujrzeć zamki w Książu i Pszczynie z zupełnie nowej perspektywy.
Piękna powieść .
Serdecznie polecam 🩷


✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Solo dookoła świata
Autor: Biegający Bibliotekarz
Zima daje się nam w tym roku we znaki. Dawno tak nas nie zmroziło i nie zasypało śniegiem. No ale w kalendarzu jest luty, więc zima musi być. Dlatego warto już powoli snuć marzenia o wakacjach, wyjazdach, krótkich tripach czy dłuższym odpoczynku gdzieś nad ciepłym morzem. Można też sięgnąć po książkę podróżniczą!

Padło na – jak się potem, po lekturze, okazało – pasjonującą książkę Katarzyny Kozłowskiej Solo dookoła świata. I tutaj muszę wtrącić odrobinę prywaty, dlaczego zdecydowałem się po nią sięgnąć. Kilka dobrych lat temu kompletowałem księgozbiór do wypożyczalni na warszawskim Bemowie i właśnie inna książka pani Kasi była tą pierwszą, która została wpisana do inwentarza biblioteki. Była to również podróżnicza opowieść – 50-tka dookoła świata. Przyznam się, że… wtedy jej nie przeczytałem. Jednak po lekturze Solo dookoła świata postanowiłem nadrobić zaległości. Książka jest już zamówiona.

Pani Kasia to odważna podróżniczka, która uwielbia wyprawy solo. Po prostu pakuje plecak, obiera sobie cel i… znika z domu na pół roku. Na skrzydełku książki można przeczytać, że przełamuje stereotypy. Podobno jej metryka jest już „jakaś zaawansowana” (jak spojrzycie na zdjęcia z podróży, sami oceńcie ten rzekomy wiek…), co absolutnie nie stanowi dla niej przeszkody w odkrywaniu świata. Ma na koncie kilka wydanych książek, jest związana z Trójmiastem. Tam pracuje jako terapeutka i life coach, wykłada na uniwersytecie oraz doradza innym, jak zmienić swoje życie.

A gdy spojrzycie na okładkę, czy nie macie odruchu, by wyjść z domu i ruszyć w świat? Autorka siedzi na wysokim klifie i spogląda przed siebie. Dal jest zachwycająca, kusząca, wręcz zapraszająca, by ją odwiedzić. To widok zapierający dech w piersiach. Chciałoby się powiedzieć: ja też tak chcę! To co, ruszamy w świat, kierując się poniższym cytatem?

Diviértete, relájate, vive aventuras, haz planes, viaja más — baw się dobrze, odpoczywaj, przeżywaj przygody, miej plany, podróżuj więcej.

Czy to nie idealny plan?

Autorka zabiera nas na półroczną wyprawę. Jak myślicie? Ile krajów i kontynentów udało jej się w tym czasie odwiedzić? Chronologicznie ruszamy najpierw do Ameryki Północnej i Południowej, następnie przez Oceanię do Australii i Azji. Śmiało można powiedzieć, że to podróż życia. Kto nie chciałby zanurzyć się w prehistorię Inków, dowiedzieć się, dlaczego Chicago nazywane jest Wietrznym Miastem, albo spróbować polecanej przez lekarzy w wysokobiałkowej diecie… świnki morskiej? Oczywiście można też skosztować smażonej tarantuli, pasikonika czy szarańczy, choć w większości miejsc i tak przyzwyczaicie się do dobrze znanego ryżu.

Nie będę opisywał wszystkich państw i ważnych miejsc na trasie podróży — o tym musicie przeczytać sami. Dodam tylko, że książkę czyta się znakomicie. Jako odbiorca czuję się tak, jakbym podróżował po świecie razem z panią Kasią. To świetna opowieść, napisana w bardzo dobrym stylu.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dwanaście dróg do domu. Kalendarz adwentowy
Autor: Biegający Bibliotekarz
Pamiętacie książkę Kalendarz adwentowy pani Jolanty Kosowskiej i jej córki Marty Jednachowskiej? W zeszłym roku mogliśmy przeczytać piękną opowieść o podopiecznych Domu Dziecka we Wrocławiu przy ulicy Zimowej. Wmuszaliśmy się ich codziennym życiem w tym miejscu i czasem Adwentu, który przygotowywał ich na nadejście Świąt Bożego Narodzenia. I te tajemnicze prezenty, liściki, ach — można było się wzruszyć, a zarazem cieszyć ze spełnianych dziecięcych marzeń. Myślałem, że to będzie zamknięta powieść, a tutaj niespodzianka! Mamy drugą część, której zupełnie się nie spodziewałem.

Jak zwykle muszę napisać kilka słów o twórczyniach dzieła. W zeszłym roku debiutowały wspólną powieścią. Jak wiadomo, matka i córka, postanowiły kontynuować rodzinną współpracę. Choć różnią się diametralnie, to jednak widać, że obie mają gorące serca, wrażliwe i potrafią przywrócić wiarę w nadchodzące święta. Pani Jolanta to autorka wielu przepięknych książek, a jej latorośl uwielbia konie, jest lekarzem weterynarii.

Okładka obu części trochę się różni, ale obie nawiązują do Adwentu i prezentów. Pierwsza była na białym tle, ta jest czerwona. Razem prezentują się ciekawie i zachęcają do przeczytania tej przepięknej opowieści.

Tym razem przeniesiemy się dwadzieścia lat do przodu od czasu, gdy dwunastka podopiecznych domu dziecka opuści;la już dawno przyjazne progi tego przybytku. Każdy poszedł w swoją stronę i powoli ich wspólnie spędzony czas przy Zimowej odchodzi w zapomnienie. Gdy okazuje się, że ich opiekunka Grażyna, trafia do domu opieki i zaczyna tracić pamięć, Maria i Jagoda postanawiają zrobić jej niespodziankę, która mogłaby przywrócić kobiecie wspomnienia sprzed dwudziestu lat, gdy wspólnie świętowali powtórne przyjście Pana Jezusa na świat. Nie spodziewały się jednak, że może być to praktycznie niewykonalne. Jakie napotkały trudności? Czy Marcelina, Maurycy, Telemach, Oliwia, Szymon, Zosia, Olga, Karol, Natalia, Justyna i wspomniane Jagoda i Maria odnajdą drogę do domu?

Nie powiem, że można przejść obojętnie obok powieści. Nie powiem, że nie, nie poleciała mi łezka. Tak, poleciała, bo zakończenie jest niezwykle wzruszające i nawet twardziele będą mrugać szybciej powiekami, by ukryć wzruszenie.

Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej odsłony, to najpierw koniecznie polecam.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Znajomość barterowa
Autor: sza_teraz_czytam
Daria i Kuba zawierają układ, którego tak naprawdę żadne z nich nich chce. Ona chciała odreagować trudne rozstanie z chłopakiem. Zakłada się więc w barze z koleżankami, że pocałuje wybranego przez nie mężczyznę. To miał tylko jeden pocałunek, a tymczasem... jak się okazuje, życie często ma na nas inny plan. Kuba żarliwie oddaje pocałunek... 

Ogromną zaletą książki jest humor. Uwagę zwracają lekkie, naturalne i, co najważniejsze trafne dialogi. Tu naprawdę można ubawić się po pachy! Zwłaszcza za sprawą babci Elżuni. Ta starsza pani po prostu rozwala system! Oprócz tego, że jest kobietą przebojową, z charakterem, z dużym poczuciem humoru (teksty, które przekręcała mistrzostwo!), to w dodatku trafia ją strzała amora. Czy w tym wieku wypada jeszcze porywać się na miłość? Duet Natalia Waszak-Jurgiel i Monika Malita-Bekier udowadniają, że miłość nie zna wieku, że na nią nigdy nie jest za późno.

Obok tego humorystycznego wydźwięku autorki należycie zadbały o samą historię. Nie jest płytka, porusza tematy i problemy, które zostają z nami na dłużej. Przykładem może być tu piękna relacja Darii i Kuby z jej babcią. Takiej więzi można tylko pozazdrościć. Ciepło, zrozumienie, wsparcie, bliskość i miłość - coś wspaniałego. 

Zwykle po tego typu książkach oczekuję emocji i napięcia. Tu to znalazłam za sprawą byłych partnerek Kuby, które próbowały mieszać w jego nowym związku. Zresztą wtrącająca się rodzinka także nie pomaga. Widzimy tu, jak niedopowiedzenia, własne wyobrażenia na temat drugiej osoby, brak komunikacji i szczerej rozmowy o uczuciach mogą być przeszkodą w szczęściu. Oni rozmawiają, ale nie o tym, o czym powinni. Niby ludzie po trzydziestce, a momentami można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z nastolatkami. Jednak z czasem dojrzewają, zmieniają się poprzez drobne gesty, słowa i wybory. 

"Znajomość barterowa" to pełna ciepła, humoru komedia romantyczna o miłości, relacjach damsko-męskich, rodzinnych więzach. To historia pokazująca, jak jedna przypadkowa decyzja potrafi odmienić życie. Polecam każdemu, kto oczekuje dobrej zabawy!

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Terapia
Autor: Kama
Terapeuta jest kimś komu się ufa. Kimś kto pomaga w chwilach bezsilności.
A jednak i on kryje lęki ,których nie potrafi przepracować.

„Granica między pomocą a obsesją jest cienka jak szept.”

„Czasem najgroźniejsze tajemnice kryją się w gabinecie terapeuty.
Ta terapia boli bardziej niż prawda.”
Pewnego lipcowego dnia czternastoletnia dziewczynka wsiadła do samochodu kolegów jej starszego brata.
Przecież ich znała. Może ją ignorowali, lecz nigdy nie zrobili by jej krzywdy prawda?
Ta sama nastolatka wraca do domu kilka godzin później i już nic nie jest takie samo.
Kilkanaście lat później Honorata Hill jest obrazem kobiety sukcesu- piękna, w drogich markowych ubraniach z własną prywatną praktyką.
Do szczęścia brakuje jej jedynie przystojnego partnera u boku , lecz dotychczas relacje kobiety z mężczyznami opierały się głównie na fizyczności.
Przynajmniej do chwili , gdy na jej drodze zarówno zawodowej jak i prywatnej pojawia się psycholog kliniczny Robert Roszak.
Demony przeszłości jednak nadal żyją. Zostały jedynie uśpione , lecz czekają na chwilę triumfu.
A jak dokonać zemsty i nie stracić wszystkiego?
Wykorzystać do tego tych, których traumy zna się najlepiej i wie jak nimi manipulować.
Pytanie tylko jaka jest cena zemsty?

Siedziałam przy tej książce dosłownie wciśnięta w fotel nie mogąc oderwać się od fabuły, która z każdą kolejną stroną stawała się coraz bardziej duszna myśląc sobie Boże jak bardzo ta rodzina jest dysfunkcyjna..
Wciągnęłam się w mgnieniu oka.
Terapia’ to mroczna i poruszająca opowieść o konsekwencjach przemilczanych traum. Sonia Rosa pokazuje, że nie da się leczyć innych, jeśli samemu nosi się w sobie niezaleczone rany.
To książka, która nie tylko wciąga, ale też zostawia po sobie niepokój – bo uświadamia, jak łatwo granice zawodowe mogą się rozmyć, gdy emocje przejmują kontrolę.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Gołębiarka
Autor: Książka na miarę
“Gołębiarka” to historia siedemnastoletniej Klary, która w jednej chwili traci całą rodzinę w tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. Spodziewałam się, że jej lektura przywoła silne emocje. Takie, które wydawały się dawno zapomniane. I rzeczywiście tak też się stało. Już od pierwszych stron wróciły wspomnienia z 28 stycznia 2006 roku: siarczystego mrozu, dużych ilości śniegu, wzruszenia towarzyszącego relacjom telewizyjnym, pokazujących ludzi uwięzionych pod zwałami powyginanej blachy i śniegu, którzy stukając w metal wzywali pomocy, dźwięku syren wozów strażackich pędzących na pomoc kolegom z sąsiednich miast, a przede wszystkim śpieszących poszkodowanym na ratunek, mimo zagrożenia i naprawdę ciężkich warunków. Emocje potęgowane moim ówczesnym stanem, czyli zaawansowaną ciążą oraz obawami o znajomych. O to, czy uczestniczą w akcji i czy nie grozi im niebezpieczeństwo.
Pisząc zapowiedź recenzencką zastanawiałam się nad tym, jak autorka poradzi sobie z opisem samej katastrofy, traumy oraz codziennych zmagań Klary z pustką i ogromnym bólem po stracie całej rodziny, a także z motywem budowania życia na nowo. Choć jej historia jest literacką fikcją, Katarzyna Polanowska według mnie bardzo wiarygodnie oddaje emocje bohaterki: żal, pustkę, poczucie winy, tęsknotę, brak kontroli nad własnymi emocjami, wewnętrzny chaos i samotność. Również poczucie wykorzenienia, z jakim boryka się dziewczyna. Po wyprowadzce ze Śląska na Mazury, gdzie trafia pod opiekę wuja i jego rodziny tkwi bowiem między dwoma światami. Nie przynależy już do Śląska, który stał się przeszłością, a Mazur i otaczających ją ludzi nie potrafi traktować ani jako swój dom, ani prawdziwą rodzinę. Jest zagubiona, zamknięta w sobie, nie wierzy, że przyszłość może przynieść cokolwiek dobrego. Polanowska z dużą wrażliwością opisuje żałobę i jasno pokazuje, że każdy przeżywa ją we własnym tempie, że żałoba nie poddaje się oczekiwaniom innych, czy zewnętrznym ocenom i nawet najlepsze warunki, życzliwa opieka, miłość oraz wsparcie bliskich, choć są bardzo ważne, nie są cudownym lekarstwem.
Nie są w stanie zastąpić utraconych relacji, ani przyspieszyć procesu godzenia się ze stratą. Mogą jedynie dać chwilowe poczucie bezpieczeństwa, a w sytuacji, w jakiej znalazła się Klara, chwilową ulgę, że ma się dach nad głową. Wychodzenie na prostą okazuje się procesem długim, nierównym, przypominającym raczej sinusoidę niż prostą drogę ku szczęściu. Z jej przeżyciami może utożsamiać się wiele osób dotkniętych tą tragedią, a także wszyscy ci, których życie w jednej chwili wywróciło się do góry nogami. Atutem książki jest to, że fakty dotyczące samej katastrofy autorka wplotła w fabułę w sposób naturalny i subtelny, nie przytłaczając emocji.
Szczególną rolę w książce odgrywa relacja Klary z synem wuja, Fryderykiem, która jest skomplikowana, pełna emocjonalnych wzlotów i upadków. Chłód między nimi miesza się z chwilami ciepła, a narastające napięcie z pojawiającymi się wzajemnymi pretensjami. Wszystko to udziela się czytelnikowi, sprawiając, że momentami trudno się nie uśmiechnąć, albo nie uronić łzy.
W narracji pojawiają się odniesienia do książek, muzyki i filmów, co nie tylko ma zwiększać jej wiarygodność i realizm konkretnego czasu, jednak nieco mnie irytowało, że Pani Katarzyna nie zawsze trzyma się realiów roku, w którym dzieje się akcja i odwołuje się do utworów, które pojawiły się kilka lat później (o rzeczywistej dacie informuje w przypisach), choć rozumiem, że te, do których się odwołuje mają pomóc nazwać to, czego nie da się łatwo wyrazić, pogłębić wrażliwość, sposób myślenia bohaterki. To mój jedyny zarzut wobec niej, no może poza zakończeniem. Nie kończy się książki w taki sposób! Nie zostawia się czytelnika w takim napięciu i z poczuciem niedosytu. Na szczęście na końcu zapowiada, że powstanie kontynuacja. Oby szybko!!
Podsumowując “Gołębiarka” przedstawia wymyślone losy jednej z ofiar katastrofy hali, w której odbywały się Międzynarodowe Targi Gołębi Pocztowych, zawierające strzępki prawdziwych wydarzeń. Dopiero po napisaniu książki, okazało się, że jedna z wielu poszkodowanych rodzin spotkał los podobny do przedstawionego w powieści - z czterech osób przeżyła tylko jedna, więc emocje bohaterki mogą wydawać się niezwykle autentyczne. Aby w kontynuacji wiernie oddać emocje i realia tragedii, autorka prosi osoby poszkodowane, członków rodzin ofiar, ratowników uczestniczących w akcji ratunkowej oraz pielęgniarki, które zajmowały się nimi w szpitalach, by podzielili się z nią wspomnieniami i przemyśleniami na adres e – mail. Polecam tę książkę wszystkim, którzy poszukują literatury obyczajowej pełnej emocji, poruszającej trudne tematy, opartej na autentycznych wydarzeniach. To właśnie poprzez takie historie dociera do nas, jak nietrwałe i kruche potrafi być życie. Jeśli się nie mylę, jest to pierwsza książka poruszająca temat tej tragedii, symboliczny hołd złożony ofiarom, przywracająca pamięć o ich cierpieniu, chociaż minęło już 20lat.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Szczypta nadziei
Autor: przyrodaz
Jest to wznowienie książki z 2019 roku, choć zauważam, że okładka jest równie hipnotyzująca co poprzednia:-) Przed wami drugi tom Dworku w Miłosnej. Pierwszy tom przeczytałam cztery miesiące temu, więc pamięć o postaciach nie zaginęła:-) W drugim wchodzimy w nieco świąteczną atmosferę, gdyż każda z postaci przygotowuje się do świąt tyle, że na swój sposób. Te akcenty bożonarodzeniowe pojawiają się niemal wszędzie, choć początkowo postacie jedynie pragną, aby w tym czasie było najzwyczajniej spokojnie, bez oskarżycielskich spojrzeń. Nie da się jednak do tego doprowadzić, gdyż wciąż miotają się w swoich problemach jakby pragnąc konkretnego zakończenia, ale w połowie drogi okazuje się, że będzie jednak inne. Postacie walczą z wyrzutami sumienia, zamiast szukać rozwiązań, jakby siedzą w miejscu wyobrażając sobie co by było gdyby, lub pogrążają się w tym, co mogli zrobić lepiej. Spotkacie się tutaj z kryzysami większymi i mniejszymi, traumami dotyczącymi dziecka, wielkiej miłości, która wygasła przechodząc się na kogoś innego i walki o to, co jeszcze da się odzyskać. Takim plusikiem był tu właśnie nadchodzący czas świąt, gdzie pokładali nadzieję w to, że ich problemy jakoś złagodnieją. Nieraz zauważyłam, że sami zwiększali je do sporej rangi zapominając o tym, że co było to już nie powróci. Jakby trudno im było się przebić na przyszłość i pozytywne myślenie. Trudno jednak tu o pozytywne sceny, gdyż jak wiecie jest to małe miasteczko, więc każdy sączył plotki niczym najlepszy trunek zapominając o tym, że może kogoś urazić. Te mniej główne postacie bywały bezpośrednie i nieco zbyt pewne siebie, za to te główne jakby zagubione, przeżywające to co ludzie mogą o nich powiedzieć. Bez względu na to czy sprawa tyczyła się zakupów czy też wizyty w szkole. Będą też sceny z wyboru prezentów dla najbliższych i każdy będzie patrzył na to pod innym kontem. Bo czasami nie chodzi o prezent a o to, że się zwyczajnie jest blisko:-)
Myślę, że wielu czytelników przemyśli sobie książkę na swój sposób i znajdzie tutaj coś dla siebie. To taka historia z przekazami, czyli dokładnie taka jakie lubię najbardziej:-) Miło jest rozpocząć czytanie od części pierwszej, ale jeśli wpadnie wam w ręce akurat tom drugi, to nic się nie stanie. Tutaj wszystko dzieje się teraz:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Muzyka dla Ilse
Autor: Gosia
„Muzyka dla Ilse” Ewy Formelli to poruszająca powieść obyczajowo-historyczna, która opowiada o wojnie, pamięci i o tym, jak losy ludzi potrafią splatać się ponad czasem. To historia oparta na emocjach, wspomnieniach i cichych dramatach, które zostają w człowieku na całe życie.

Fabuła toczy się dwutorowo. W czasie wojny, w 1942 roku, z transportu Żydów do obozu zostaje wyrzucone niemowlę. Dwoje polskich dzieci znajduje je na torach i zabiera do domu — ten gest staje się początkiem historii o odwadze i człowieczeństwie w nieludzkich czasach. Równocześnie poznajemy losy dwunastoletniej żydowskiej dziewczynki z tego samego transportu, która trafia do Niemiec jako Izabela Salmanek, opiekunka niepełnosprawnej córki niemieckiego oficera. Żyje w obcym świecie, pod nowym imieniem, w ciągłym napięciu i strachu, rozdarta między przymusem przetrwania a pamięcią o tym, kim naprawdę jest. Drugi plan czasowy przenosi nas do 2015 roku. Ilona, uciekając z domu w wigilijną noc, trafia do miejsca pełnego starszych ludzi. Tam poznaje Isię, która zaczyna opowiadać historię z czasów wojny. Z tych opowieści wyłania się przeszłość, która stopniowo łączy się z teraźniejszością Ilony w zaskakujący i wzruszający sposób.

Bohaterowie są napisani z ogromną wrażliwością. Młoda żydowska dziewczynka, zmuszona do życia pod cudzą tożsamością, budzi współczucie i podziw — za siłę, za cichą walkę o zachowanie siebie. Ilona z kolei to współczesna nastolatka zagubiona w swoich problemach, która dzięki historii z przeszłości zaczyna inaczej patrzeć na własne życie. Ważne są też postacie drugoplanowe — ludzie, którzy w czasach wojny potrafili zachować człowieczeństwo mimo strachu i zagrożenia.

W powieści dominuje wzruszenie, tęsknota, ból straty, ale też ciepło i nadzieja. Autorka pokazuje, że nawet w najciemniejszych czasach istnieli ludzie zdolni do dobra, a pamięć o przeszłości ma sens, bo pozwala zrozumieć siebie i innych. Emocje są tu głębokie, ale nie przytłaczające — raczej otulające czytelnika smutkiem i refleksją.

Podczas czytania pojawia się ścisk w gardle, momenty ciszy po trudniejszych fragmentach, wzruszenie, które przychodzi niespodziewanie. To książka, która skłania do myślenia o losie, o rodzinie, o tym, jak historia sprzed lat może wciąż żyć w ludziach. Gatunkowo to powieść obyczajowa z silnym tłem historycznym, idealna dla osób, które lubią historie oparte na emocjach, pamięci i międzypokoleniowych więziach, a nie na szybkiej akcji.

To cicha, piękna opowieść o ocaleniu, tożsamości i o tym, że nawet po latach można odnaleźć odpowiedzi na pytania ukryte w przeszłości — i właśnie dlatego warto dać jej czas i serce.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Na nowych fundamentach
Autor: Gosia
„Na nowych fundamentach” Moniki Mality-Bekier to wciągająca powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem romantycznym i motywem enemies to lovers, który aż iskrzy od emocji. To historia o powrotach, starych ranach i o tym, że czasem, żeby coś zbudować, najpierw trzeba rozebrać to, co w środku od dawna się sypie.

Fabuła skupia się na Zuzie, której poukładane życie nagle się rozsypuje. Po śmierci ojca wraca w rodzinne strony, by zająć się gospodarstwem agroturystycznym. To miejsce pełne wspomnień, emocji i spraw, które wydawały się dawno zamknięte. Powrót nie jest jednak spokojny — na jej drodze staje Marcin, mężczyzna z przeszłości, którego Zuza pamięta jako swojego prześladowcę. Los stawia ich w jednej przestrzeni i zmusza do współpracy. Napięcie między nimi jest wyczuwalne od pierwszych chwil: niedopowiedzenia, żal, złość i stare urazy unoszą się w powietrzu. Z czasem jednak pod warstwą niechęci zaczynają pojawiać się inne emocje, a relacja, która miała być tylko koniecznością, powoli się zmienia.

Bohaterowie są wyraziści i emocjonalnie złożeni. Zuza to kobieta silna, ale poraniona, nosząca w sobie gniew i poczucie krzywdy. Jej dystans wobec Marcina jest zrozumiały i autentyczny. Marcin z kolei nie jest jednowymiarowy — pod twardą fasadą kryje się ktoś, kto także mierzy się z przeszłością i własnymi błędami. Ich relacja jest pełna tarć, spojrzeń, napiętych rozmów i momentów, w których serce zaczyna iść w zupełnie inną stronę niż rozum.

Emocje w tej powieści są intensywne: złość miesza się z tęsknotą, żal z potrzebą zrozumienia, a niechęć powoli ustępuje miejsca ciekawości i uczuciu. Ważnym motywem jest też powrót do korzeni, rodzinne sprawy, poczucie straty i próba odnalezienia siebie na nowo. Autorka pokazuje, że przeszłość może boleć, ale nie musi definiować przyszłości.

Podczas czytania towarzyszy ekscytacja, napięcie i to przyjemne uczucie oczekiwania na moment, w którym emocje między bohaterami w końcu wybuchną w inny sposób. Są chwile wzruszenia, momenty frustracji, kiedy ma się ochotę potrząsnąć bohaterami, ale też dużo ciepła i satysfakcji, gdy zaczynają się otwierać. To książka idealna dla osób, które lubią historie o trudnych relacjach, drugich szansach i miłości rodzącej się tam, gdzie wcześniej była tylko niechęć.

To lekka, ale emocjonalna opowieść o budowaniu czegoś od nowa — nie tylko relacji, ale i siebie. Jeśli lubisz motyw enemies to lovers, napięcie między bohaterami i historie, które łączą romantyczne emocje z życiowym tłem, zdecydowanie warto dać tej książce miejsce na swojej półce.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pamięć drzewa
Autor: Gosia
„Pamięć drzewa” Tiny Vallès to jedna z tych książek, które czyta się sercem, a nie tylko oczami. Już od pierwszych stron wciąga w świat ośmioletniego Jana i jego dziadka, sprawiając, że człowiek zaczyna patrzeć na codzienność trochę inaczej — uważniej, z większą czułością. To opowieść o drobnych gestach, wspólnych spacerach, rozmowach i o tym, jak zwykłe chwile potrafią zostawać w pamięci na zawsze.

Jan, chłopiec wrażliwy i ciekawy świata, cieszy się, gdy w jego domu pojawiają się dziadkowie. Jednak nie wszystko jest takie proste — rodzice chłopca wydają się bardziej zmartwieni niż szczęśliwi, a w domu unosi się subtelne napięcie. Mimo to Jan i dziadek znajdują własny świat — świat pełen historii, które kryją się w drzewach, w nazwach ulic, w wspólnie spędzonych chwilach. To właśnie dzięki nim Jan uczy się patrzeć, słuchać, pamiętać i doceniać to, co pozornie zwykłe, a tak naprawdę bezcenne.

Bohaterowie są prawdziwi i niezwykle poruszający. Jan to dziecko, które obserwuje świat z niewinnością i uważnością, ale też z pewnym ciężarem, bo dostrzega emocje dorosłych, których nie do końca rozumie. Jego dziadek jest pełen ciepła, cierpliwości i mądrości — ktoś, kto uczy, że pamięć to nie tylko wspomnienia, ale także troska o to, co i kogo kochamy. Ich relacja jest piękna w swojej prostocie, a jednocześnie głęboka i poruszająca, bo pokazuje, że bliskość nie zawsze musi być wielkim gestem czy głośnym słowem — czasem wystarczy spacer, wspólna rozmowa i obecność.

Emocje w tej książce są niezwykle subtelne, a jednocześnie mocno oddziałujące. Jest radość, zachwyt nad codziennością, wzruszenie, nostalgia, a momentami lekki smutek, bo Vallès przypomina nam, że życie jest ulotne, że chwile mijają i że czasem tracimy coś, zanim zdążymy to docenić. Podczas czytania czuć ciepło, bezpieczeństwo, ale też kruchość życia — taką, która sprawia, że zatrzymujemy się na chwilę i zaczynamy myśleć o własnych wspomnieniach, bliskich i tym, co naprawdę jest ważne.

To powieść obyczajowa, która sprawdzi się dla każdego, kto chce się zatrzymać i spojrzeć na świat oczami dziecka, przypomnieć sobie siłę wspólnych chwil i znaczenie pamięci. Dzieci odnajdą w niej ciekawą perspektywę świata, a dorośli mogą przypomnieć sobie, jak ważne są drobne gesty, rozmowy i czułość w codziennym życiu.

„Pamięć drzewa” zostawia w sercu ciepły ślad. To książka, która sprawia, że chce się zwolnić tempo, popatrzeć na otoczenie z uwagą i zatrzymać chwilę, zanim przeminie. Historia Jana i jego dziadka uczy nas, że pamięć i bliskość to najcenniejsze skarby, które możemy pielęgnować, a czas spędzony z ukochanymi osobami tworzy więź, której nic nie jest w stanie zniszczyć.

Po jej przeczytaniu człowiek wychodzi trochę spokojniejszy, bardziej wrażliwy i wdzięczny za to, co ma tu i teraz. To opowieść, do której chce się wracać, do której chce się zaglądać między wiersze i między drzewa, które pamiętają nasze historie — i zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Płachytka
Autor: przyrodaz
Historia ma swój urok, ale czyta się ją jakby w zwolnionym tempie. W osiemdziesięciu procentach jest to świat fantastyczny, a w dwudziestu opowieść obyczajowa. Niby nie wciąga od razu, ale ma coś hipnotyzującego, co nie pozwala nam się od niej oderwać. Wciąż gdzieś czai się taki mrok, jakby niepewna sytuacja, niedokończone rozmowy, jakby brak chęci przyjmowania gości. Kiedy czytamy jak właściciel domu podejmuje swoich odwiedzających, to niemal porusza nami nerw złości, gdyż nie traktuje ich dobrze. Później dociera do nas, że przecież powód jego niechęci był opisany na początku, więc jakby zaczynamy się zamartwiać o to, co dalej się wydarzy. Wiemy już, że nikt w jego pobliżu nie jest bezpieczny i to nie dlatego, że sam sieje zagrożenie, ale z powodu płachytek, czyli istot, które jakoby zapewniają domowników o chorobach, ewentualnie czyjejś śmierci. Powiedzmy, że zna zagrożenie jakie ma nadejść, tylko nie wie kogo ma dotyczyć. Kiedy wszystko staje się jasne sprawa nieco się komplikuje, gdyż zahaczyć musi to dawniejsze zajścia, które miały pozostać w dalekiej nieświadomości. Nie są to wydarzenia, które dzieją się szybko. Nasza postać bowiem gdziekolwiek podąża, to opisuje nam miejsca które mija czy odwiedza. Wiemy jak bardzo źle się czuje, jak ciężko się oddycha oraz jak podjęcie decyzji potrafi być męczące. To była taka niewidzialna walka, którą toczył sam ze sobą. Dla niego niezwykle ciężka, a dla obcych niezauważalna. Miał wielką ochotę uciec daleko stąd, aby wszyscy zwłaszcza płachytki dały mu spokój, jednak był tak zrezygnowany, że tylko patrzył jak tańczyły i oplatały ludzi prześcieradłem. Pamiętajcie, że wszystkie opisy zajmują nieco miejsca. Spostrzegłam, że pojawiały się wtedy, kiedy autorka chciała, żeby czytelnik przeżywał wszystko, co postać widzi i czuje. Dosłownie jakbyśmy byli nimi wszystkimi. W dawnej religii ktoś by powiedział, że chciano aby poprzez poznanie głębokich odczuć bohaterów pozwolić duszy postaci z książki przejść do naszego ciała. Brzmi to mrocznie, ale właśnie tak ją odebrałam;-)
Trudno powiedzieć czy książka straszy, gdyż boimy się dopiero wtedy, kiedy dotknięta zostanie strefa nam znana, gdzie w grę wchodzi zagrożenie życia dzieci. Bo o czytelnika raczej nie chodziło...
Do przeczytania dla odważnych, gdzie treść zostaje dla nich tylko treścią;-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
827
Idź do strony: