Drugi tom cyklu Debutantes, czyli Małe wielkie skandale autorstwa Jennifer Lynn Barnes, to historia, która zgrabnie łączy świat elit z nutą tajemnicy i psychologicznej gry pozorów. Autorka ponownie zabiera czytelnika do rzeczywistości pełnej wpływowych rodzin, sekretów i ukrytych powiązań, ale tym razem robi to z jeszcze większym napięciem i wyraźniejszym naciskiem na intrygę.
Styl Barnes jest lekki, dynamiczny i bardzo przystępny, co sprawia, że książkę czyta się szybko, niemal jednym tchem. Autorka ma talent do budowania dialogów – są naturalne, często błyskotliwe, a przy tym dobrze oddają emocje bohaterów. Jednocześnie potrafi stopniowo odsłaniać kolejne elementy układanki, utrzymując czytelnika w stanie ciągłej ciekawości. W jej narracji wyraźnie widać inspiracje klimatami znanymi z młodzieżowych dramatów o elitach, ale wzbogacone o elementy tajemnicy i lekkiego thrillera.
Fabuła koncentruje się ponownie wokół Sawyer Taft – dziewczyny, która wbrew własnej woli trafia do świata bogactwa i wpływów. Jej głównym celem pozostaje odkrycie tożsamości biologicznego ojca, jednak odpowiedzi, które zdobywa, okazują się bardziej skomplikowane, niż mogła przypuszczać. Wstąpienie do tajnego stowarzyszenia Białe Rękawiczki otwiera przed nią nowe możliwości, ale też wciąga ją w sieć intryg, gdzie nic nie jest oczywiste. To właśnie ten motyw – pozorów i niepewności – jest jednym z najmocniejszych w całej książce. Każda postać może coś ukrywać, a zaufanie staje się towarem deficytowym.
Bohaterowie są różnorodni i wyraziści, choć często celowo niejednoznaczni. Sawyer pozostaje postacią, z którą łatwo się utożsamić – jest outsiderką próbującą odnaleźć się w świecie pełnym zasad, których nie rozumie i nie akceptuje. Postacie drugoplanowe, zwłaszcza członkinie tajnego stowarzyszenia, wnoszą do historii dodatkowe napięcie – ich motywacje nie zawsze są jasne, a relacje między nimi bywają skomplikowane i pełne ukrytych napięć.
W książce wyraźnie wybrzmiewają motywy tożsamości, przynależności, władzy i manipulacji. Barnes pokazuje, jak bardzo środowisko i pochodzenie mogą wpływać na decyzje człowieka, ale też jak trudno wyrwać się z narzuconych ról. Pojawia się również temat lojalności – zarówno wobec rodziny, jak i wobec samego siebie – oraz pytanie, ile jesteśmy w stanie poświęcić, by poznać prawdę.
Emocjonalnie książka operuje na kilku poziomach. Z jednej strony mamy napięcie wynikające z tajemnicy i niepewności, z drugiej – bardziej osobiste emocje Sawyer: frustrację, zagubienie, ciekawość i potrzebę poznania prawdy o sobie. Czytelnik może odczuwać zarówno ekscytację, jak i lekką nieufność wobec wydarzeń i bohaterów, co dodatkowo wzmacnia zaangażowanie w historię.
Pod względem gatunkowym jest to młodzieżowa powieść obyczajowa z wyraźnymi elementami thrillera i tajemnicy, skierowana głównie do młodszych czytelników (YA), ale spokojnie odnajdą się w niej również dorośli lubiący historie o elitach, sekretach i relacjach międzyludzkich w nieco bardziej dramatycznym wydaniu.
To wciągająca, pełna zwrotów akcji kontynuacja, która rozwija zarówno świat przedstawiony, jak i samą bohaterkę, jednocześnie pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu i chęcią sięgnięcia po więcej. Jeśli ktoś lubi historie w stylu „Gossip Girl” z domieszką zagadek i nieoczywistych relacji, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Książka Ulice, które pamiętały wojnę autorstwa Wioletta Filipowska to poruszająca powieść obyczajowo-historyczna, która z dużą wrażliwością ukazuje codzienność ludzi żyjących w cieniu wojny. Styl autorki jest bardzo emocjonalny, ale jednocześnie prosty i przystępny – nie znajdziemy tu przesadnego patosu, lecz autentyczność i skupienie na przeżyciach bohaterów. Dzięki temu historia trafia prosto do serca i zostaje z czytelnikiem na długo.
Fabuła koncentruje się na losach Apolonii, młodej dziewczyny, której wojna odbiera wszystko – dom, poczucie bezpieczeństwa i beztroskę. Wraz z rodziną trafia do okupowanej Łodzi, gdzie każdy dzień jest walką o przetrwanie. W tej trudnej rzeczywistości pojawia się Julek – pierwsza miłość i promień nadziei, który daje bohaterce siłę. Jednak los nie jest dla niej łaskawy i kiedy chłopak znika, Apolonia musi zmierzyć się z kolejną stratą i nauczyć się żyć od nowa.
Ogromnym atutem książki są bohaterowie – nie tylko główna postać, ale też kobiety, które pojawiają się na jej drodze. Stefania nie-Poniatowska, Chuda Edka czy Felusiowa to postaci wyraziste, silne i bardzo ludzkie. Każda z nich niesie swoją historię, swoje rany i swoją siłę, a razem tworzą obraz kobiecej solidarności i odwagi w najtrudniejszych czasach.
W powieści wyraźnie wybrzmiewają motywy straty, miłości, przyjaźni, przetrwania oraz nadziei. Autorka pokazuje, jak nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach człowiek potrafi odnaleźć sens i siłę do dalszego życia. Podczas lektury towarzyszy wiele emocji – od smutku i wzruszenia, przez napięcie, aż po ciepło i nadzieję, które pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach.
To książka dla osób, które cenią literaturę obyczajową z tłem historycznym, lubią historie oparte na emocjach i silnych bohaterach oraz chcą spojrzeć na wojnę z bardziej osobistej, ludzkiej perspektywy. Spodoba się szczególnie tym, którzy szukają poruszających opowieści o życiu, relacjach i sile przetrwania.
„Ulice, które pamiętały wojnę” to historia pełna bólu, ale też niezwykłej siły i nadziei, która pokazuje, że nawet w najciemniejszych czasach można odnaleźć światło. To książka, którą warto przeczytać, zwłaszcza jeśli lubisz emocjonalne, życiowe opowieści o ludziach, którzy mimo wszystko potrafią iść dalej.
Książka Wyspa kobiet morza autorstwa Lisa See to piękna i poruszająca powieść historyczno-obyczajowa, której akcja osadzona jest na koreańskiej wyspie Jeju. Styl autorki jest płynny i pełen detali – Lisa See w mistrzowski sposób łączy historyczne tło z osobistymi historiami bohaterów, a jej narracja wciąga czytelnika, pozwalając poczuć rytm życia społeczności haenyeo i trud codziennego nurkowania w surowych warunkach morza.
Fabuła koncentruje się na losach Mi-ja i Young-sook – dwóch dziewcząt wychowanych w odmiennych środowiskach, których ścieżki splatają się w społeczności haenyeo. Mi-ja, obciążona piętnem córki kolaboranta, musi zmagać się z wykluczeniem i osądem innych, podczas gdy Young-sook dorasta w szanowanej linii nurkujących kobiet. Ich przyjaźń i więź są wystawione na próbę przez rodzinne dziedzictwo, codzienną pracę i dramatyczne wydarzenia historyczne, które wkraczają w życie wyspy i stawiają je przed trudnymi wyborami.
Bohaterki są niezwykle wyraziste i wielowymiarowe – pełne odwagi, determinacji i odpowiedzialności. Historia ukazuje ich siłę w obliczu niełatwego życia oraz skomplikowane relacje międzyludzkie, które niosą zarówno wsparcie, jak i napięcie. Powieść obfituje w emocje – od wzruszenia i niepokoju, przez smutek i gniew, po poczucie solidarności i siły, które mogą wynikać z przyjaźni i wspólnoty.
W „Wyspie kobiet morza” pojawiają się motywy przyjaźni, dziedzictwa, przetrwania, odpowiedzialności i walki o swoje miejsce w świecie. Autorka pokazuje, jak historia i osobiste wybory splatają się w jedno, a każdy dzień niesie nowe wyzwania i konieczność podejmowania trudnych decyzji. Czytelnik podczas lektury doświadcza pełnej gamy emocji – od napięcia i smutku po zachwyt nad odwagą i determinacją bohaterów.
To powieść dla osób, które lubią literaturę historyczną z mocnym tłem społecznym, emocjonalne historie o przyjaźni, rodzinie i odwadze oraz narracje pokazujące życie w specyficznych kulturach i tradycjach.
„Wyspa kobiet morza” to poruszająca, głęboka opowieść o sile kobiet, ich więziach i walce o przetrwanie w trudnych czasach. To książka, którą warto przeczytać, szczególnie jeśli interesuje Cię historia Korei, życie haenyeo i opowieści o niezwykłej odwadze oraz sile przyjaźni.
Książka Wyspa kobiet morza autorstwa Lisa See to piękna i poruszająca powieść historyczno-obyczajowa, której akcja osadzona jest na koreańskiej wyspie Jeju. Styl autorki jest płynny i pełen detali – Lisa See w mistrzowski sposób łączy historyczne tło z osobistymi historiami bohaterów, a jej narracja wciąga czytelnika, pozwalając poczuć rytm życia społeczności haenyeo i trud codziennego nurkowania w surowych warunkach morza.
Fabuła koncentruje się na losach Mi-ja i Young-sook – dwóch dziewcząt wychowanych w odmiennych środowiskach, których ścieżki splatają się w społeczności haenyeo. Mi-ja, obciążona piętnem córki kolaboranta, musi zmagać się z wykluczeniem i osądem innych, podczas gdy Young-sook dorasta w szanowanej linii nurkujących kobiet. Ich przyjaźń i więź są wystawione na próbę przez rodzinne dziedzictwo, codzienną pracę i dramatyczne wydarzenia historyczne, które wkraczają w życie wyspy i stawiają je przed trudnymi wyborami.
Bohaterki są niezwykle wyraziste i wielowymiarowe – pełne odwagi, determinacji i odpowiedzialności. Historia ukazuje ich siłę w obliczu niełatwego życia oraz skomplikowane relacje międzyludzkie, które niosą zarówno wsparcie, jak i napięcie. Powieść obfituje w emocje – od wzruszenia i niepokoju, przez smutek i gniew, po poczucie solidarności i siły, które mogą wynikać z przyjaźni i wspólnoty.
W „Wyspie kobiet morza” pojawiają się motywy przyjaźni, dziedzictwa, przetrwania, odpowiedzialności i walki o swoje miejsce w świecie. Autorka pokazuje, jak historia i osobiste wybory splatają się w jedno, a każdy dzień niesie nowe wyzwania i konieczność podejmowania trudnych decyzji. Czytelnik podczas lektury doświadcza pełnej gamy emocji – od napięcia i smutku po zachwyt nad odwagą i determinacją bohaterów.
To powieść dla osób, które lubią literaturę historyczną z mocnym tłem społecznym, emocjonalne historie o przyjaźni, rodzinie i odwadze oraz narracje pokazujące życie w specyficznych kulturach i tradycjach.
„Wyspa kobiet morza” to poruszająca, głęboka opowieść o sile kobiet, ich więziach i walce o przetrwanie w trudnych czasach. To książka, którą warto przeczytać, szczególnie jeśli interesuje Cię historia Korei, życie haenyeo i opowieści o niezwykłej odwadze oraz sile przyjaźni.
Książka Dieta w menopauzie. Przewodnik dla każdej kobiety autorstwa Sylwia Leszczyńska to poradnik zdrowotny, który w bardzo przystępny i kompleksowy sposób porusza temat menopauzy i wpływu diety na samopoczucie kobiety. Choć nie jest to powieść fabularna, autorka prowadzi narrację w sposób niezwykle uporządkowany, spokojny i jednocześnie wspierający – jej styl jest rzeczowy, ale pełen empatii i zrozumienia dla czytelniczki.
Publikacja ma charakter poradnikowy i edukacyjny, jednak można powiedzieć, że „bohaterką” tej książki jest każda kobieta, która przechodzi przez etap zmian hormonalnych. Autorka krok po kroku tłumaczy, co dzieje się w organizmie w czasie perimenopauzy i menopauzy, wyjaśnia najczęstsze objawy – takie jak uderzenia gorąca, problemy ze snem, wahania nastroju czy spadek energii – i pokazuje, jak dieta może realnie wpłynąć na ich złagodzenie.
Książka nie opowiada jednej historii, ale tworzy spójną całość złożoną z wiedzy, praktycznych wskazówek i gotowych rozwiązań. Znajdziemy tu konkretne modele żywienia, listy składników, porady dotyczące codziennych wyborów oraz przepisy dostosowane do potrzeb kobiet 40+. To wszystko sprawia, że czytelniczka nie tylko zdobywa wiedzę, ale też od razu może ją wdrożyć w życie.
W publikacji wyraźnie pojawiają się motywy troski o siebie, świadomości własnego ciała, profilaktyki zdrowotnej i odzyskiwania równowagi. To książka, która daje poczucie sprawczości – pokazuje, że mimo zmian hormonalnych można realnie wpływać na swoje samopoczucie i zdrowie. Podczas lektury towarzyszy poczucie zrozumienia, spokoju i nadziei, że ten etap życia nie musi być trudny, jeśli podejdzie się do niego świadomie.
To tytuł skierowany przede wszystkim do kobiet w okresie perimenopauzy i menopauzy, ale także do tych, które chcą się do tego czasu przygotować wcześniej. Sprawdzi się również dla osób zainteresowanych zdrowym stylem życia i świadomym odżywianiem.
„Dieta w menopauzie. Przewodnik dla każdej kobiety” to wartościowe i potrzebne wsparcie w ważnym etapie życia, które łączy wiedzę z praktyką i daje realne narzędzia do poprawy codziennego samopoczucia. To książka, którą szczególnie polecam kobietom 40+, szukającym konkretnych wskazówek i zrozumienia dla zmian zachodzących w ich organizmie.
Teraz już wiem skąd wzięło się określenie ,,ludzie trzeźwo myślący". Dokładnie tak opisałabym rodzinę Duszów, a raczej pana tej rodziny. To człowiek mało, że mądry, to jeszcze czytający pomiędzy wierszami. Wiedział jak w ostatniej chwili uchylić się od niebezpieczeństwa, gdyż zadziałał inteligencją, a nie przesłaniem, jakie miało panować. Trudno było im rozstać się z miejscem, gdzie mieszkali od pokoleń. Nowe miejsce oznaczało wszystko to, czego wcześniej nie znali, począwszy od bezpieczeństwa, które nachodziło i uchodziło w zależności gdzie myśli ich prowadziły. Życie nad morzem znacznie różniło się od tego na wsi, gdzie choć tamtejsze zapachy zdążyły już do nich przesiąknąć, to jednak nad morzem przeważnie było dla ich zbyt szaro, zbyt buro, zbyt inaczej.
Tak naprawdę głowie rodziny chodziło tylko o to aby swoim dzieciom zapewnić bezpieczeństwo. Takim oczkiem w głowie była dla niego najstarsza córka, gdyż widział w niej siebie. Mądra i uparta, ale dążąca tam, gdzie ją serce niesie. Był niemal pewien, że jako jedyna wyjdzie na ludzi. I tutaj osąd był może mniej sprawiedliwy, gdyż druga córka pomimo podobieństwa do matki również miała swoje atuty, lecz nie zgodne z tym, co wyznawał ojciec, więc mniej była widoczna w jego oczach. Obserwując rodzinę Duszów widzimy jak ojciec wpoił im, że na pieniądze trzeba srogo pracować i najlepiej wyjdzie się na tym, kiedy znajdzie się w miejscu, gdzie leczenie jest za darmo. Nie zawsze jego pociechy pochwalały jego myśli, ale zgodni jak nigdy, nie przeszkadzali mu perorować, gdyż uwielbiały słuchać tego jak wymyślne opowieści potrafił z siebie wyciągać. Tak naprawdę cokolwiek się tutaj wydarzyło było ukazaniem jak ciężki potrafi być świat i jak trudno jest o wszystko zabiegać. Dało mi to obraz tego, że ludzie jeśli żyją w jakichś przekonaniach, to takie życie sobie układają. Jeśli wierzą, że mają ciężkie życie, to takie los im ustawia. Jednak tego zostali nauczeni, takie zasady im wpojono i tak objawiała się cała lektura. Próbując wyjść na swoje wielokrotnie postacie się przekonały, że bez doświadczenia i dobrych rad, to, co na pierwszy rzut oka wydaje się szczęściem, bardzo szybko pryska niczym bańka mydlana. Jednak ostateczny rozrachunek został tajemnicą prawdopodobnie otwartą w tomie drugim. Myślę, że aby bardziej zauważyć przekaz tej historii, trzeba jednak i drugi tom przeczytać:-)
Jeśli lubicie nieoczywiste książki, to powinniście do niej zajrzeć. Podczas czytania po raz pierwszy nie mogłam odnaleźć w treści kobiecego pióra, a nawet powiem wam więcej, wciąż miałam wrażenie jakbym czytała książkę Czornyja a nie pani Cedlerskiej. Autorka jest jedną z moich ulubionych, autor zresztą też, ale naprawdę gdyby mi ktoś powiedział, że jednak prawowitym autorem jest Czornyj, spokojnie bym w to uwierzyła. Teraz fani autora po prostu mogą na spokojnie zapoznawać się z piórem tej autorki, bo i ona ich zachwyci:-)
Pomimo zapewnień, że nie ma tu nic ordynarnego, to jednak uważam, że niech lepiej przeczytają ją osoby pełnoletnie. Mamy tu motywy gwałt* na różnorakiej skali, więc po co wcześniej kojarzyć sobie uczucie zbliżenia z czymś, co rzuca się traumą na całe życie.
W kwestii psychologicznej, mamy tu bardzo rozbudowaną skalę. Praktycznie każda postać jest tutaj pokerową twarzą, a kiedy wchodzi się na tematy dla nich mniej wygodne, ucinają je. Każdego razu jednak zdradzają coś więcej, więc rozbudza to ciekawość, bo wychodzi na to, że sekrety niekoniecznie są w pozytywnym zakresie.
Tak naprawdę każdy jest tutaj skrzywdzony, tylko nieraz chyba na własne życzenie. Rozumiałam, kiedy przeszli w życiu prawdziwe piekło, tylko później jakby sami je przeciągali wchodząc w układy, które tylko im szkodziły. Często powtarzają czego chcą, ale oddają się siłą przeszłych myśli i wydarzeń przywołując tylko większy ból. Oczywiście nie zabraknie też tutaj tej głównej akcji jaką jest śmierć młodej kobiety. By bardziej zrozumieć co się wydarzyło i z czym się mierzyła, mamy też opowieść z jej perspektywy, która niby niepozorna ale również miała bagaż doświadczeń, które poznamy. Ciekawym podejściem było to, że nie ważne kto jaki wykonywał zawód, choćby nawet prawy, to jednak były to postacie z krwi i kości o potrzebach, które poznajemy. Nie szanowało bądź potępiało się ich za to kim byli, tylko jacy byli, od ich wnętrza. Dając im cechy człowiecze czuliśmy jakbyśmy ich znali, więc ciekawiły nas wydarzenia do których dochodziło.
W treści znalazłam coś takiego, co zgubnie może nakierować osoby działające na Instagramie. Opisane było, że im większa drama i hejt, tym większe zasięgi. To nie idzie w zgodzie z prawdą i myślę, że kto już jakiś czas działa w tych mediach wie, że to będzie odwrotny skutek. Hejterzy są blokowani, bo jest coś takiego jak sprawiedliwość zbiorowa, choć patrząc na czas wydania książki i pisania jej, rozumiem takie spostrzeżenia:-)
Książka według mnie jest do polecenia, bo pokazuje jak działają ludzie z problemami oraz ci, co z nimi przebywają. Na bazie złego zachowania czytelnik widzi i poprawnie wybiera sposób działania w określonym temacie. Zatem to nie tylko thriller kryminalny, ale również nauka życia, bo choć temat dla niektórych jest straszny, to jednak dotyczy wielu ludzi, nie tylko kobiet.
Druk jest tutaj duży, są przerywniki i treść, która hipnotyzuje do końca trzymając nas w objęciach niepewności. Z tej właśnie strony uważam, że warto ją polecić:-)
Pierwsze wydanie poradnika ukazało się w 2024 roku i miało równie intersującą okładkę. Pozycja ma białe strony, ale te lekko lżejsze, od typowych bieli. Najlepiej podczas czytania o coś ją oprzeć, bo jest cięższa niż zwykle książki. Druk ma średniej wielkości, a wewnątrz pojawiają się rysunki, wytyczne, jakby schematy, które są potrzebne do przejścia aby wczuć się w sytuację osoby, która ciągle dramatyzuje. Jak wiadomo, wszelkie ,,dolegliwości charakteru"- ja tak nazywam odmienne zachowania, biorą się zawsze z przeżywanego dzieciństwa. Nie na darmo się mówi, że rodzice kształtują dziecko, gdyż jeśli nawet będziemy zabawną rodzinką i będziemy sobie często żartowali, a zahaczy to o dziecko, które siedzi obok i źle się poczuje w danej sytuacji, to już jego mózg będzie tworzył obronę do tego, aby taka sytuacja nie miała miejsca. Każdy z nas czegoś innego potrzebował. Niektórzy są dosłownie stworzeni do dram, znam naprawdę ogrom takich osób i szczerze im współczuję, bo oznacza to, że wciąż rekompensują sobie dzieciństwo, zamiast stawić czoło problemom. Zawsze znajdą wytłumaczenie na wyszukanie winy w osobie, która przy nich przebywa. To jest krzyk o zwrócenie na siebie uwagi, dosłownie tak jak wtedy, kiedy rodzic w dzieciństwie nie zwracał na nas uwagi. Wiecie, że takie osoby mogą robić dramy nawet do ostatniego dnia swojego życia? I co na to książka?
Podpowie nam czym jest uzależnienie od dramatu, czyli wytłumaczy co taka osoba robi i po co, tak dosadnie. Ja bym skróciła to do zagubienia i działania tylko na obszarze bezpiecznym, gdzie najwięcej bodźców dają osoby bliskie, czyli takie, którymi da się manipulować. Ten rozdział podda was diagnozie, sprawdzi wasze skłonności oraz najprościej podpowie czego dotyczy ta przypadłość. Rozdział drugi to lustro, gdzie dramaci- ja ich tak nazwałam- opisują jak postrzegają nas i jak my ich. Tutaj mamy zapytania czy nas tyczy się temat, czy osoby, którą znamy. Autor chce abyśmy zrozumieli ich tok myślenia. Następnie mamy objawy i skutki, później opis tego z jakimi ludźmi oni żyją. Potrafią być bowiem prześladowcami, wybawicielami i ofiarami. To zawsze zależy na czym w danej chwili najbardziej im zależy i na co zareaguje osoba, która w jakimś stopniu jest im do czegoś potrzebna. W drugiej części poznamy przyczyny uzależnienia od dramatu i to wszystko na zasadzie opisywanych wydarzeń z udziałem ludzi. Tak ogólnie ta książka jest takim lekarzem, który opisze nam wiele przykładów, pozwoli zrozumieć ich działanie, pokazać do czego są zdolni, jak stres ich nakręca oraz ujrzymy drogę do uzdrowienia. Nam samym nie uda się takiej osoby wyleczyć, gdyż będzie jak lustro, wywoła tylko w nas sytuację w której znowu poczujemy się winni. Pamiętać należy, że od wszelkich chorób są specjaliści, nawet jeśli sprawa dotyczy naszego dziecka. Bez wiedzy gdzie powiedzmy uderzyć, by zacyknęło, nie wyjdzie żadna przemiana. Oczywiście dostaniemy podpowiedzi jak sobie z tym radzić jeśli sprawa dotyczy nas, jednak to wszystko jest jakby diagnozą. To właśnie opowieści o innych osobach sprawią, że przyswoimy wszelkie niezbędne informacje. Sama książka nas nie wyleczy, ale zachęci do uzdrowienia, bądź pokierowania osoby na takie uzdrowienie. Jednak wszystko zależy od osoby dotkniętej tworzeniem dram.
Według mnie to jednak mądry poradnik, bo na szerszej skali otworzył mi oczy. Podał wiele rozwiązań tego problemu i nastawił afirmacjami pozytywnie, bo o to przede wszystkim chodzi. Bo robienie dram, to nieustające odczuwanie braku. Chociaż temat dotyczy pewnej skali osób, to jednak polecam go każdemu, nawet nastolatkom, aby zobaczyli, czy czasami nie padli ofiarą takich ludzi. Rodzicom i nauczycielom, bo tego szkoła od nich nie wymaga, ale mając tą wiedzę, będą mogli szybciej opanować ,,niegrzeczne dzieci":-)
Witam, dziś mam dla Was recenzję książki „Miłość po Gdańsku” ❤️ autorki Moniki Hakowskiej ❤️, wydawnictwa Videograf ❤️
„Miłość po Gdańsku” to tak naprawdę kontynuacja historii Maksa i Neli – bohaterów znanych z „Miłości po Krakowsku” ❤️.
Kiedy tracimy kogoś bardzo bliskiego, nie ma w tym nic, co mogłoby przynieść ulgę czy radość. Ból, chaos i natłok emocji potrafią przytłoczyć do tego stopnia, że zaczynamy zadawać sobie pytania: jak żyć dalej? Jak poradzić sobie ze stratą?
Śmierć ojca zrzuca na Maksa ogromną odpowiedzialność – musi zmierzyć się nie tylko z trudnymi emocjami, ale także przejąć sprawy rodzinne i prowadzenie firmy. To wszystko sprawia, że zaczyna się gubić, a jego życie przestaje być takie, jakie znał.
Miłość okazuje się tutaj ogromnym wyzwaniem. Każdy z nas musi zrobić miejsce dla drugiej osoby – nie tylko w sercu, ale i w codzienności. Tylko czy Maks znajduje w sobie przestrzeń dla Neli? Myślę, że gdzieś po drodze się pogubił. Odniosłam wrażenie, że nie chciał obarczać ukochanej swoimi problemami, ale przecież właśnie na tym polega miłość – na wsparciu i dzieleniu się tym, co trudne. Niestety, momentami Nela zostaje zepchnięta na drugi plan, co nadaje ich relacji nuty smutku i niedopowiedzeń.
W książce pojawia się także wątek ratowania rodzinnej firmy, gdzie na jaw wychodzą różne niejasności związane z przetargami. W tej sytuacji Maks pokazuje swoją siłę i determinację – stara się uporządkować chaos, choć nie wszystko da się naprawić bez konsekwencji.
„Miłość po Gdańsku” to historia o przetrwaniu – rodziny, miłości i samego siebie. To opowieść o emocjach, które potrafią przytłoczyć, ale też o sile, jaką można w sobie odnaleźć.
Uważam, że ta książka przypadnie do gustu wielu czytelnikom. Jest lekka w odbiorze, czyta się ją bardzo szybko, a emocje towarzyszą aż do ostatniej strony.
Lubicie historie pełne sekretów, rodzinnych niedomówień i momentów, w których życie potrafi zaskoczyć najmniej oczekiwanie? Jeśli tak – koniecznie musicie ją przeczytać ❤️
Bo nie chodzi o magię , ale o coś prawdziwego.
Zbieram wszystkie okruchy tego co lubi by ułożyć sobie obraz , gdy już nie będzie jej obok.
Słuchał innych, lecz sam ukrywał wrażliwość pod warstwą sarkazmu.
Ona była romantyczką nie pasującą do swoich czasów, szybkich randek i tindera.
On zapomniał czym jest miłość.
Lucie Stone stworzyła rodzinę daleką od politycznej poprawności.
Wraz z byłym partnerem Graysonem i jego mężem Mateo wychowuje dwubastoletnią córkę Mayę pracując jako mechanik samochodowy w jednym z warsztatów w Boltimore.
W jej życiu gości naprawdę duża dawka miłości i przyjaźni- a jednak Lu odnosi wrażenie, że czegoś jej brakuje.
Nie to, by narzekała na swój los - raczej czasem pozwala sobie dotknąć tych kruchych fragmentów duszy, które schowała przed światem i przed sobą.
Pewnego razu , późną nocą kobieta przyłapuje pociechę na nocnej rozmowie telefonicznej.
Przerażona oczekuje wyjaśnień, lecz zakłada, że Maya ma chłopaka lub wstąpiła do sekty.
Okazało się jednak ,że dziewczynka zadzwoniła do radia , a konkretnie do audycji Heartstrings , Aidena Valentine'a.
Kiedy zdenerwowana młoda mama przejmuje inicjatywę w tej rozmowie szybko odkrywa ,a mężczyzna wraz z nią- że płynie ona zaskakująco lekko , a on sam czuje z tego prawdziwą radość co nie zdarzyło mu się od bardzo dawna.
Bo charyznatyczny prezenter również skrywa swoje lęki , boi się angażować w relacje , a podczas jednej z piosenek Louisa Armstronga zawsze wracają do niego najtrudniejsze związane z mamą wspomnienia.
Rozmowa..staje się hitem internetu , mieszkańcy znów włączają radio , a Lucie zaczyna poszukiwania drugiej połówki.
Tyle, że może być ona bliżej niż kiedykolwiek..
Napięcie na linii z pewnym przystojnym pracownikiem stacji aż iskrzy..a każde ich spotkanie tylko podsyca to, czego oboje tak bardzo się boją nazwać.
Lucie, choć przyzwyczajona do życia na własnych zasadach, zaczyna coraz częściej łapać się na tym, że czeka — na jego głos, na przypadkowe spotkania, na te drobne momenty, które nagle zaczynają mieć znaczenie. Z kolei Aiden, ukryty za mikrofonem i radiową personą, powoli traci kontrolę nad własnymi murami, które budował latami.
To, co zaczęło się od jednej, niewinnej rozmowy, przeradza się w coś znacznie głębszego — w relację, która wymyka się schematom, logice i ich własnym przekonaniom o tym, czym jest miłość.
Ale czy dwoje ludzi, którzy tak długo uciekali przed uczuciami, potrafi w końcu przestać się bać?
Czy odważą się sięgnąć po coś prawdziwego, zamiast chować się za tym, co bezpieczne?
Bo czasem miłość nie pojawia się wtedy, gdy jej szukasz —
tylko wtedy, gdy najmniej wierzysz, że jeszcze na nią zasługujesz.
Czytanie tej historii było.. jak odkrywanie, że właśnie spotkałeś najlepszego przyjaciela, choć jeszcze chwilę wcześniej się nie znaliście.
Fabuła była pełna humoru i zabawnych sytuacji, a spotkania dwójki głównych bohaterów czy to w prawdziwym życiu czy na linii ze słuchaczami bawiły lub wzruszały.
Miłość na linii jest historią o samotności i odwadze by coś zmienić. O otwieraniu serca , mimo strachu i o tym ,że to , co prawdziwe nie musi być idealne.
Przepiękna, pochłaniająca i otulająca.
Witam, dziś mam dla Was recenzję książki Białe Magnolie ❤️ autorstwa Ewy Lange ❤️❤️ wydanej przez Wydawnictwo Książnica ❤️
Białe Magnolie to powieść, która bardzo mocno porusza serce, ponieważ autorka podejmuje w niej wiele trudnych i bolesnych tematów.
Poznajemy młodą, osiemnastoletnią dziewczynę – zbuntowaną, szukającą swojego miejsca w świecie. Jak to często bywa w tym wieku, jej podejście do życia jest impulsywne i chwilowe – każda praca wydaje się dobra tylko na moment, byle zarobić, byle się odbić i iść dalej. Choć nie każdemu łatwo zrozumieć taki tok myślenia, autorka bardzo realistycznie pokazuje, że właśnie tak wygląda rzeczywistość wielu młodych ludzi.
W książce poruszony zostaje również niezwykle trudny temat alkoholizmu. Ojciec głównej bohaterki zaczyna pić – początkowo tłumaczy to odejściem żony, jednak z czasem można odnieść wrażenie, że jego problem sięga znacznie głębiej. To obraz człowieka zagubionego, który nie radzi sobie z życiem i emocjami. Autorka trafnie ukazuje, jak trudno jest zrozumieć osobę uzależnioną oraz jak bardzo cierpią na tym relacje rodzinne.
Dużą rolę odgrywa także wątek skomplikowanej relacji między rodzicem a dzieckiem. Widzimy brak porozumienia, wzajemne oskarżenia i żal, który narasta latami. To bardzo prawdziwy i poruszający obraz rozbitej rodziny, w której każdy nosi w sobie własny ból.
Ciekawym elementem historii jest również życie w domu opieki. Autorka pokazuje to miejsce z zupełnie innej perspektywy – jako przestrzeń, w której mimo wszystko można odnaleźć spokój, relacje i namiastkę domu. Jednym z mieszkańców jest Tomasz – postać niezwykle intrygująca, która łączy się z bohaterką w zaskakujący sposób, widząc w niej kobietę ze swojej przeszłości.
Ogromnym atutem książki jest także tło historyczne. Wątki wojenne zostały przedstawione w sposób przejmujący i pełen emocji. Autorka ukazuje losy ludzi w czasie wojny oraz dramat, jaki rozgrywał się w Auschwitz. To trudne fragmenty, które momentami aż ściskają za serce, ale jednocześnie przypominają, jak ważna jest pamięć o tamtych wydarzeniach.
Historia bohaterki to również opowieść o wyborach – o tym, czy warto zaryzykować wszystko dla miłości, czy może podążyć drogą, którą wyznaczył los. To pytanie towarzyszy nam do samego końca i sprawia, że trudno oderwać się od tej książki.
Ta powieść naprawdę bardzo mi się podobała 😍 Jest pełna emocji, refleksji i życiowej prawdy. Autorka stworzyła historię, która nie tylko wciąga, ale też zostaje w głowie na długo po jej zakończeniu.
Białe Magnolie to książka, która pokazuje, że życie nie zawsze jest proste ani sprawiedliwe, ale nawet wśród bólu i trudnych doświadczeń można odnaleźć nadzieję. To historia o miłości, stracie, wybaczeniu i odnajdywaniu siebie na nowo. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto szuka poruszającej i wartościowej lektury – takiej, która zostawia ślad w sercu ❤️
Madera. Musicie najpierw dowiedzieć się nieco więcej o tym niesamowitym miejscu na kuli ziemskiej. To portugalska wyspa położona na Oceanie Atlantyckim, często nazywana „wyspą wiecznej wiosny” ze względu na łagodny klimat przez cały rok. Jej stolicą jest Funchal, gdzie koncentruje się życie turystyczne i kulturalne. Wyspa słynie z niezwykle zielonych krajobrazów, stromych klifów i górskich szlaków, w tym popularnych tras wzdłuż tzw. lewad (kanałów irygacyjnych). To idealne miejsce dla osób lubiących naturę, trekking i spokojny wypoczynek. Madera jest też znana z lokalnego wina (wino madera), egzotycznych ogrodów oraz spektakularnych widoków, szczególnie z punktów takich jak klif Cabo Girão. Dzięki dobrym warunkom pogodowym można ją odwiedzać praktycznie o każdej porze roku.
Już z samego opisu tego miejsca człowiek, który kocha podróże, z chęcią spakowałby się i ruszył w świat. Jednak nie zawsze jest to możliwe, tym bardziej cieszyłem się na myśl, że przeczytam Madeirę autorstwa pani Jolanty Kosowskiej. Pani Jolanta pochodzi z południowej Polski, z Opolszczyzny, ale sporą część życia spędziła we Wrocławiu na Dolnym Śląsku. Związana była także z niewielką Sobótką, miejscowością położoną u stóp Ślęży na Przedgórzu Sudeckim. Z zawodu jest lekarką, absolwentką Akademii Medycznej we Wrocławiu, a obecnie mieszka w Dreźnie w Niemczech, niedaleko granicy z Polską.
Gdy spojrzymy na okładkę, ta od razu pokazuje nam piękno wyspy. Kamienista plaża, górski krajobraz w tle i świt (a może zachód słońca?). W tę cudowną przestrzeń wpisuje się kobieta. Nie widzimy jej dokładnie, bo stoi tyłem do odbiorcy, tuż nad brzegiem oceanu. Przygląda mu się, jakby szukała odpowiedzi na wiele nurtujących ją pytań. Tych jeszcze nie znamy, ale po opisie na ostatniej stronie okładki możemy się ich domyślać.
To co?Gotowi? Ruszamy na Maderę? Rezerwujcie więc lot. Wsiadajmy i już!
Julia – Polka, Filipe – Portugalczyk. Zakochani, planujący przyszłość, ślub i wspólne życie. Początek jak z bajki, ale… no właśnie. Życie pisze różne scenariusze, bo do uroczystości nie dochodzi. Oboje spędzają wieczór panieński i kawalerski na swój sposób. Ona z koleżankami, on z kolegami, nietypowo, bo na górskim szlaku w polskich Tatrach. Stamtąd, z jednego ze szczytów, wysyła wiadomość do ukochanej. Jest to zdjęcie wschodu słońca, a potem znika bez śladu. Dramat młodej kobiety sprawia, że Julia postanawia wyruszyć do Portugalii, na Maderę. Chce tam spędzić ostatnie chwile w miejscach poznanych dzięki Filipe, a potem… popełnić samobójstwo.
To niesamowicie piękna, trzypokoleniowa powieść, gdzie poznajemy również rodzinę zaginionego chłopaka. Jolanta Kosowska, oprócz niebanalnej fabuły, znakomicie łączy tradycje lokalne, kulinaria oraz piękno krajobrazu z trudną historią Any, Brena, Alberta i ich rodzinnych problemów. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Julia?
Książki Jolanty Kosowskiej bardzo cenię i tę kolejną polecam z całego serca do przeczytania.
Życie Kate jest pełne kontrastów. W ciągu dnia to zwyczajna dziewczyna - kelnerka, piosenkarka i oddana mama. Jednak nocą wkracza do świata niebezpiecznych i nielegalnych wyścigów, gdzie kobiety nie mają wstępu. Każdy błąd możne kosztować ją wszystko. Dlaczego tak ryzykuje? Gdy na jej drodze pojawia się Thomas, emocje szybują w górę. Pilnie strzegą swoich tajemnic, brną w kłamstwa, trudno będzie się z nich wyplatać.
Oboje bohaterów prowadzi podwójne życie. A ono nigdy nie jest czarno-białe. To nie są tylko dobre chwile. Zdarzają się bolesne upadki, rozczarowania i ulotne chwile szczęścia. Jednak te upadki czegoś nas uczą, wyzwalają w nas siłę do dalszej walki. Tylko jak w tej masie sekretów, utrzymać zaufanie, które staje się tak kruche?
"Niekiedy szczęścia i spokoju nie odnajdzie się za pierwszym zakrętem. Nieraz nie czeka też za drugim. Czasami trzeba pokonać wiele dróg, i to tych nieznanych, zaliczyć niejeden upadek, aby w końcu po trudnej wędrówce dotrzeć do celu. Ten cel na razie jest dla mnie nieznany, lecz nie poddaję się. Po każdym upadku wstanę silniejsza. Pokonam każdą przeszkodę, bo wierzę, że to, co dobre, dopiero przede mną."
Katarzyna Zięcina ukazuje związek oparty na braku uczuć. A przecież nie tak powinien on wyglądać. Tkwiąc u boku kogoś tylko ze względu na obowiązek czy dziecko, sprawi, że i ono będzie nieszczęśliwe. Bo dzieci widzą więcej, niż myślimy. W zdrowej relacji fundamentem powinien być szacunek, zrozumienie i bliskość. Nie wolno bać się zmian. Trzeba znaleźć w sobie odwagę, by odejść, by zawalczyć o siebie i swoje potrzeby.
"Ponoć życie zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk, lecz ja w tym momencie jestem tak przerażony, że nie czuję, że żyję."
Wątek z nielegalnymi wyścigami samochodowymi mocno podkręca tempo powieści. Adrenalina, ryk silników, zawrotna prędkość... Wszystkie opisy były żywe, wyraźnie można było poczuć towarzyszące temu emocje i napięcie.
"Trapped in a Lie" to pełna emocji i tajemnic historia o pasji, ryzyku, cienkiej granicy między kłamstwem a prawdą, trudnych decyzjach, przyjaźni, miłości pojawiającej się, gdy najmniej się jej spodziewamy oraz nadziei na lepsze jutro. To książka, która udowadnia, że w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko prawda. To ona otwiera drzwi do szczęścia.
Rozwiązując „Nokatsu” przypomniało mi się, jaką miałam zajawkę na matematykę w gimnazjum i liceum. Po szkole z własnej nieprzymuszonej woli, dla rozrywki, w domu rozwiązywałam sobie zadania z podręcznika. Podczas maratonu matematycznego, nad ranem szukałam po korytarzach szkolnych matematyczki, bo miałam problem z jakimś ułamkiem, a nawet ona miała już dosyć, nie mówiąc o reszcie uczniów. Jestem humanistką i tabliczka mnożenia powinna być dla mnie koszmarem, ale jakoś rozwiązywanie równań traktuję na równi z rozwiązywaniem krzyżówek.
Tym przydługim wstępem chcę podkreślić, że „Nokatsu” opiera się w dużej mierze na liczbach i matematyce. Bardzo dobrze bawiłam się przy tych 30 łamigłówkach, ale do końca miałam nadzieję, że będą bardziej zróżnicowane. Zdaję sobie również sprawę, że nie wszystkim przypadną do gustu. Myślę, że np. moi starsi rodzice (powyżej 70 i 80 lat), którym przydałoby się jakieś ćwiczenie na sprawność mózgu, nie rozwiązaliby ani jednego zadania, a przynajmniej bardzo szybko by się zniechęcili, biorąc pod uwagę trudność tych wyzwań.
Polecam wobec tego osobom, którym matematyka nie straszna. Na wakacje, po pracy, po przebudzeniu, dla relaksu - „Nokatsu” to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Satysfakcja z osiągnięcia maksimum punktów i zmieszczenia się w narzuconym czasie faktycznie jest duża. Największym wyzwaniem dla mnie było ograniczenie do jednej łamigłówki dziennie… i temu niestety nie sprostałam. To kiedy kolejna część?
Autor uwielbia pisać autobiografie książek o prawdziwych przestępcach. Nie dziwię mu się, ponieważ sposób w jaki je pisze jest naprawdę doskonały. Wpierw przedstawia nam fakty co się stało, kto o co został posądzony wraz z pytaniami na które ludzie poszukują odpowiedzi, by później rozpocząć opowieść o losach młodych osób, które na pierwszy rzut oka nigdy nie mogłyby nikogo skrzywdzić. Mówią, że złym stajemy się poprzez nasze towarzystwo i tu nie tylko chodzi o znajomych, ale i samych rodziców, którzy wychowują je według własnych ustaleń. Mówi się, że każdy człowiek na świecie ma swoją ukrytą obsesję, czy też bzik, jak to żartobliwie nazywa się rzecz, by nie prowadziła do powagi sytuacji. Tutaj również mamy nie tylko obrządek religijny, ale i konkretne wyznawanie zasad pomimo tego, że są krzywdzące dla wielu osób. Wiele osób do tej pory nie rozumie jak można było zamordować grono z rodziny tylko dlatego, że wierzyli w jakieś większe przesłanie. Myślę, że ich rodzina oraz podatność na wpływy innych sprawiła, że uwierzyli i obsesyjnie zatracili się w tym, czego zostali nauczeni. To w żaden sposób ich nie tłumaczy i jestem przekonana, że każdy może wysnuć tutaj inną teorię. Sam reportaż jest napisana niby na chłodno, ale są to tak dosadne słowa podsycone nutą niepewności oraz zapewnieniem, że niedługo wydarzy się coś, co zmieni młode osoby niemal w demony zła, że trudno jest ot tak przestać ją czytać. Reportaż nie ocenia, tylko opisuje fakty. Nie tłumaczy, jednak niektóre sprawy przedstawia w taki sposób jakby na tłumaczenie to wyglądało. Ewidentnie królował tutaj duży brak i rygor, przez co psychika wytworzyła sprzeczne informacje i zaczęła według nich żyć. Wszędzie dookoła obecne są pieniądze, oraz zaspakajanie każdej potrzeby dzieci, tylko nie tej, której najbardziej potrzebowali, czyli rodzinnej miłości. Doszło tutaj nawet do odwrotnego odczuwania miłości, gdzie rodzeństwo powinno się kochać, ale nie na tyle, by odczuwać więź erotyczną z siostrą. Przez to są tutaj sceny, które zawierały faktyczne opisy prawdziwych uczuć poprawnie przez naturę rozumianych, poprzez te, do których zdecydowanie dochodzić nie powinno. Ja się przyznam, że nie oglądam wiadomości od kilku lat i bardzo mi to odpowiada. Nie słyszałam o tej sprawia, dopiero ta książka pokazała mi, że potworem człowiek się staje, nie rodzi. Momentami choć nie wulgarna, to jednak emocje potrafią wariować na myśl o sugestiach podświadomości osobników z tego reportażu. Dosadna i potrafiąca przestraszyć. Polecam ją osobom pełnoletnim.
Rick w odcinku „Bobas z innej planety” obraził właściciela lombardu twierdząc, że jego gatunek odżywia się siarką. Zrozumiałe? Śmiejecie się? A gdybyście wiedzieli wcześniej, że na naszej planecie, w jednym z najmniej przyjaznych środowisk do życia, tj. w pobliżu kominów hydrotermalnych, żyją bakterie czerpiące energię z utleniania się tego pierwiastka? Prawdopodobnie to z tych organizmów, miliardy lat temu, wyewoluowała cała reszta. Tak, Sanchez dał do zrozumienia drugiemu bohaterowi, że jest prymitywem, tylko w bardzo wyszukany sposób.
Na pierwszy rzut oka „Rick i Morty” może i wydaje się tylko niesamowicie chaotycznym, głupkowatym serialem, ale spokojnie, scenarzyści odrobili swoje zadanie domowe. Rick, chociaż to zrzędzący i ciągle bekający staruch, jest naukowcem nie tylko z nazwy. Odbiorcy nie są i nie muszą być alfą i omegą w każdej dziedzinie, dlatego z pomocą przychodzą nam takie przewodniki jak ten.
Matt Brady w swojej książce jakby wciskał pauzę w trakcie odcinka i mówił „porozmawiajmy o tym całym klonowaniu, czy faktycznie da się to tak zrobić”. Rozdziały na szczęście nie dotyczą poszczególnych odcinków, bo też dzieje się w nich mnóstwo różnych rzeczy i zawierają dziesiątki odniesień, ale dzielą się bardziej na motywy czy też dziedziny nauki. Możemy poczytać m.in. o grawitacji, ciemnej materii, ekologii, życiu pozaziemskim czy pistolecie portalowym.
Autor karmi nas ciekawostkami i oczywiście stara się to robić w jak najprostszy sposób, ale to wciąż pozycja popularnonaukowa, nie da się ukryć. Myślę, że jeżeli ktoś jest fanem serialu, to samo przez się rozumie się, że nie ma alergii na naukę. Fajnie było czytać o czymś, poznać realny kontekst, bo potem chciałoby się obejrzeć odcinek z tym tematem jeszcze raz, a nuż inaczej go zrozumiemy. Tak samo w drugą stronę.
Polecam fanom serialu. Miałam wątpliwości, czy ta pozycja będzie „strawna”, ale niepotrzebnie. Książka jest lekka, rozrywkowa, zaskakuje i zadziwia. Nie wyczerpuje tematów, ledwie je muska, ale też nie o to chodzi, żeby nagle stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie. PS: też słyszycie ten kosmiczny motyw przewodni w głowie?
Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie bylam jedną z tych osób, które rozpływają się na widok noworodków i nie sądzę bym z biegiem lat zmieniła zdanie w tej kwestii.
Mój mąż myślał zresztą podobnie.
A teraz przez jeden niefortunnie rzucony komentarz udaję ,że jestem w ciąży.
Tymi słowami Barri Brown nauczucielka angielskiego z niedużej szkoły średniej położonej na wyspie Guernsey, gdzie wszyscy się znają mogłaby zacząć swoją opowieść.
A i tak nie oddałoby to istoty jej sytuacji wystarczająco dobrze.
Jedno kłamstwo pociąga za sobą kolejne tworząc swoistą piramidę i wciągając w intrygę kolejne osoby.
Kobieta została bowiem porzucona przez SMS-a po dziesięciu latach małżeństwa, ma również dość swojej pracy, a raczej współpracowników zaś jej marzeniem jest wyjazd do Nashville , gdzie mogłaby rozpocząć nowy życiowy rozdział z dala od rodziny, której nie darzy sympatią.
Tymczasem okazuje się, że ma obok siebie ludzi gotowych jej pomóc zaś krnąbny uczeń o imieniu Callum nie tylko skrywa tajemnice , lecz jest belferce bliższy niż może się wydawać.
Jak to się wszystko skończy i czy Barri odnajdzie szczęście?
Tytuł i opis powieści Anny Brook - Mitchell zapowiadał lekką fabułę pełną humoru, może coś w rodzaju komedii romantycznych z Jennifer Lopez w roli głównej.
Tymczasem dostałam historię złożoną, szarą moralnie , której głównej bohaterki o nietypowym imieniu początkowo nie lubiłam.
Wszystko ją irytowało, narzekała jakby miała osiemdziesiąt lat , a otoczenia nie mogła znieść.
Im jednak dalej tym więcej było we mnie zrozumienia.
Panna Brown jest kobietą zagubioną , sarkastyczną i ma trudności w nawiązywaniu przyjaźni, a co ważniejsze tkwiła w przemocowym małżeństwie.
Dopiero kiedy jej życie zaczyna się rozpadać, Barri powoli uczy się patrzeć na siebie z innej perspektywy. I choć jej decyzje bywają irytujące, momentami wręcz absurdalne, to trudno nie zauważyć, że wynikają ze strachu, samotności i lat tłumienia własnych potrzeb.
Relacja z Callumem jest jednym z ciekawszych elementów tej historii — nieoczywista, momentami niewygodna, ale też bardzo ludzka. To właśnie dzięki niemu widać, że Barri, mimo całej swojej oschłości, potrafi być uważna i empatyczna, tylko gdzieś po drodze sama o tym zapomniała.
Autorka nie idzie na łatwiznę. To nie jest lekka, cukierkowa opowieść o nowym początku, a raczej historia o tym, jak trudno wyrwać się z życia, które przestało być nasze, nawet jeśli bardzo tego chcemy. Kłamstwo, które miało być chwilowym rozwiązaniem, szybko wymyka się spod kontroli i zmusza bohaterkę do konfrontacji z samą sobą.
Podobało mi się, że Kto by się spodziewał? nie próbuje na siłę wybielać swojej bohaterki. Barri jest momentami egoistyczna, zgorzkniała i trudna w odbiorze — ale przez to prawdziwa. I chyba właśnie to sprawia, że jej historia zostaje w głowie na dłużej.
Zabrakło mi natomiast większej lekkości, którą sugerował opis. Humor owszem się pojawia, ale raczej w formie sarkazmu niż czegoś, co rzeczywiście rozładowuje napięcie. Jeśli ktoś nastawia się na typową komedię romantyczną, może się rozczarować.
To książka bardziej o samotności, wypaleniu i potrzebie zmiany niż o miłości. O tym, że czasem trzeba sięgnąć dna — nawet jeśli oznacza to budowanie wszystkiego od nowa na ruinach własnych decyzji.
Bo prawda jest taka, że każdy z nas czasem udaje, ucieka, buduje swoje małe kłamstwa, żeby jakoś przetrwać.
A największą odwagą nie jest zaczynanie od nowa.
Tylko przyznanie przed samym sobą, że dotychczasowe życie wcale nie było tym, którego się chciało.
A.P. Mist zabiera nas do górskiego miasteczka Hideout, gdzie życie toczy się swoim powolnym rytmem. Aradia po skończeniu studiów przyjeżdża do dziadka, by spędzić u niego rok i znów poczuć ten wyjątkowy klimat z dala od zgiełku miasta. Będzie pomagać mu w małym sklepie budowlanym. Logan Shaw mieszka w Hideout od zawsze. Poza kilkuletnią przerwą, kiedy nikt nie wiedział, co stało się z młodym, uśmiechniętym i życzliwym chłopakiem. Życiowe dramaty sprawiły, że stał się gburowatym, nieprzyjemnym, zamkniętym w sobie mężczyzną. "Bestia z lasu", "odludek z końca drogi" - zwany tak przez lokalną społeczność, został wręcz przez nich zaszczuty. Tak bardzo było mi go szkoda. Te wszystkie blizny na ciele i duszy... aż sama chciałam wziąć je na siebie. Poza tym Logan nie zwraca uwagi na zaloty miejscowych kobiet. Jego poukładane, stabilne i spokojne życie się burzy, gdy w progu jego domu staje młoda dziewczyna z wielką skrzynią z narzędziami...
Autorka postawiła na motyw traumy oraz tego co wydarzyło się w przeszłości. Interesujące jest to, że niby wiemy, co się stało, a jednocześnie jest jeszcze tak wiele niewiadomych, niedopowiedzeń, a nawet nieścisłości. To mocno intryguje i zmusza nas do chęci poznania całej prawdy. Sama trauma, jej piętno i warstwa psychologiczna zostały świetnie nakreślone. I, co ważne jest nieszablonowe, bo dotyczy mężczyzny.
Logan początkowo wzbudza w czytelniku mieszane uczucia. To mężczyzna pełen sprzeczności, ze skomplikowanym i złożonym wnętrzem. Z kolei Aradia to bardzo zagubiona dziewczyna, która sama nie wie, co chciałaby robić w życiu, która próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie. Ale kiedy dowiaduje się, kim jest Logan i z czym się zmaga, pokazuje, jak wielka siła potrafi drzemać w kobiecie! To, z jaką determinacją zabrała się do walki o niego... budzi podziw. To, jaką zastosowała terapię szokową w stosunku do Logana... rewelacja!
Nie ma tu taniego, lukrowanego romansu. To coś znacznie głębszego, poważniejszego. Oczywiście jest miejsce na cielesność, ale ona schodzi na drugi plan. Tu najważniejsze okazało się pokazanie, że dotyk to bliskość, a nie kara. Relacja między bohaterami budowana jest stopniowo, na zgliszczach. Zaufania nie zdobywa się ot tak. To trzeba sobie wypracować. Wsparcie drugiej osoby, każdy najdrobniejszy gest i słowo mają znaczenie.
Zachwycił mnie również przedstawiony małomiasteczkowy klimat książki. Górskie miasteczko Hideout ma wyjątkową atmosferę. Spokój, natura, ludzie... aż chciałoby się tam znaleźć.
"End of the Road" to trudna, emocjonalna i przejmująca historia o bólu, pokonywaniu granic, pogodzeniu się z przeszłością, nauce bliskości oraz nadziei i szansie na lepsze jutro. Tylko że o to jutro trzeba zawalczyć. Nawet wtedy, gdy wymaga to rzucenie wszystkich sił i użycie wszelkich dostępnych metod. Czy Logan powstanie z "kolan"? Czy w końcu zacznie żyć, a nie egzystować w samotności?
Ta historia chwyciła mnie za serce. Nie spodziewałem się, że Modrzewiowa aleja, napisana przez panią Aleksandrę Brodę, wywrze na mnie takie wrażenie. Dlatego też po raz kolejny muszę stwierdzić: nie bójcie się debiutów i sięgajcie po nie, bo często omijacie prawdziwe perełki. To książki, które warto przeczytać i polecać innym. Tak też czynię z pełną świadomością.
Autorka powieści historyczno-obyczajowej jest prawniczką. Ukończyła z powodzeniem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz aplikację adwokacką. Związana jest ze stolicą, gdzie mieszka i wykonuje swoją pracę. Ludwikowo to miejscowość o szczególnym znaczeniu dla pani Aleksandry, podobnie jak Łaziska. Stamtąd pochodzi i w tych okolicach osadziła swoją debiutancką powieść, której premiera miała miejsce w połowie stycznia bieżącego roku.
Tytułowa aleja na okładce nie przekonała mnie. Te modrzewie są bardzo wysokie, może za wysokie, choć może tylko ja mam takie odczucie? Widzimy też kobietę, która zapewne patrzy na dwór przed nią. Czy wypatruje kogoś? Czy sama budowla budzi u niej zainteresowanie? Zapewne więcej można dowiedzieć się z opisu na czwartej stronie okładki, który daje ogólny zarys powieści. Blurb nie jest przesłodzony, bonie ma tu ochów i achów typu „jaka to jest wspaniała książka”.
Poznajmy bohaterów, a przede wszystkim bohaterki powieści, choć panowie również odgrywają ważną rolę. Powieść toczy się dwutorowo. W Łaziskach poznamy losy Wandy Tarkowiak i jej rodziny, zwykłych ludzi, którzy na wsi musieli radzić sobie z codziennym życiem. Jak wiadomo, życie na wsi toczy się wedle pór roku, zależy od tego, jak obrodzi ziemia i czy będzie co włożyć do garnka. Ojciec Wandzi, Stanisław, miał dodatkowy atut w rękach, był znakomitym stolarzem. Dzięki temu jego córka i jego matka nie zaznała biedy i głodu. Jednak był sam, bo jego ukochana żona Hania zmarła przy porodzie.
Są to czasy niełatwe, niedawno zakończyła się pierwsza wojna światowa. Jest rok 1926. Współcześnie poznajemy Barbarę Makowską, prawniczkę w jednej z najbardziej renomowanych firm w stolicy, Humphrey & Morgan. Kobieta ma wiele sukcesów na swoim koncie, ale nie jest lubiana przez współpracowników. Jest niedostępna, opryskliwa i wyniosła i... nie warto wchodzić jej w drogę. Przywodzi na myśl postać Chyłki z powieści Remigiusza Mroza.
Czy coś łączy obie kobiety (oczywiście nie Barbarę i Chyłkę!), tylko Wandę i Barbarę? Wydaje się to wręcz niemożliwe, a jednak… Warto poznać tę niebanalną historię, która pokazuje życie na wsi wśród zwykłych ludzi, ale też życie na dworze. Powieść pokazuje, że miłość nie zna granic. Historyczne tło pozwala przypomnieć historię naszego kraju podczas wojny i Powstania Warszawskiego. Połączenie czasów sprzed stu lat z współczesnością zostało skonstruowane przez panią Aleksandrę mistrzowsko, jakby była to kolejna bestsellerowa powieść. Serdecznie gratuluję i z niecierpliwością czekam na kolejne tak dobre książki autorstwa pani Brody.
Dawno nie wylałam tylu łez jak podczas lektury tej powieści.To historia, którą nie tylko się czyta, ale po prostu przeżywa razem z bohaterami. Akcja toczy się w przedwojennej i okupowanej Warszawie, głównie w willi i ZOO prowadzonym przez Żabińskich, co już samo w sobie tworzy niepowtarzalną atmosferę: Dobro i wzajemne przywiązanie ludzi i zwierząt,a za ogrodzeniem bestialstwo toczącej się wojny.
Najbardziej poruszył mnie wątek Piotra, chłopca dorastającego w niemiłosiernie trudnych warunkach. Autorka niesamowicie opisała codzienność ludzi na warszawskiej przedwojennej Pradze.O wielu rzeczach nie miałam pojęcia, więc chłonęłam te opisy.Bieda, głód, strach przed eksmisją, czyli codzienność warszawskiego, ubogiego dziecka, jakim był Piotr. Siłę czerpał z jednego, mogłoby się wydawać, nierealnego marzenia,chciał zostać opiekunem słoni.Wielokrotnie przeczytał książkę „W 80 dni dookoła świata”,która stała się dla niego namiastką czegoś bezpiecznego, czegoś,w co może wierzyć i dzięki temu ogrzać się, pocieszyć,można by rzec-nakarmić się złudzeniami.To bohater bardzo ludzki, pełen emocji, momentami zagubiony, ale przez to tak boleśnie prawdziwy.Jego upór i wysiadywanie w ZOO pod klatką dla słoni,które pokochał od pierwszego spojrzenia, poskutkowały.Dostał wymarzone zajęcie, mógł się nimi zajmować.Piękna to była przyjaźń,pełna poruszających momentów.Przez willę Żabińskich w trakcie wojny przewinęło się mnóstwo gości.Niektórzy byli tylko na chwilę,inni jak na przykład Ada,zostali i stawali się jak rodzina. Ada to postać delikatna,ogromnie poraniona przez życie,w skutek doznanego szoku straciła pamięć, a odkrywanie stopniowo kim była i przez co przeszła wyciska łzy.
Daniel… tragicznie doświadczony przez wojnę, ale wierny do końca swoim przekonaniom, spokojny, niosący pomoc potrzebującym pacjentom.Nie traci nadziei na odnalezienie zaginionej żony.
Autorka wyśmienicie połączyła fikcję z prawdziwymi wydarzeniami.Język powieści pozwala się wczuć w czasy, w których toczy się fabuła.To historia o miłości, ale też o stracie i o tym jak wojna potrafi zniszczyć wszystko, a mimo to ludzie nadal próbują kochać i żyć.