Recenzje:

Opowieści z Narnii. Tom 1. Lew, Czarownica i stara szafa. Wydanie z barwionymi brzegami
Autor: Kama

„– Ale co to wszystko znaczy? – spytała Zuzanna, kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia.
– To znaczy – odpowiedział Aslan – że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary, są czary jeszcze większe, o których nie wie”.

„Na dźwięk imienia »Aslan« każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. Zuzanna poczuła się tak, jakby otoczył ją zapach miłego powiewu wiosny albo jakby w pokoju rozległa się piękna muzyka. Łucja spłonęła rumieńcem radości i cała drżała z zachwytu”.
" Kiedy dobrowolna ofiara, która nie dopuściła się żadnej zdrady, zostanie zabita w miejsce zdrajcy, Stół złamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki”.
Na świecie trwa wojna - czwórka rodzeństwa- Piotr, Edmund ,Zuzanna i Łucja zostaje wysłana z ogarniętego bombardowaniem Londynu na wieś, by zamieszkać w domu tajemniczego Profrsora.
Początkowo dzieci są przerażone tą perspektywą- szybko jednak odkrywają ,że właściwie mogą spędzać czas jak tylko mają ochotę.
Pewnego deszczowego dnia najmłodsza z dziewczynek -Łucja - odkrywa podczas zabawy w chowanego tajemniczą krainę ukrytą tuż za drzwiami starej szafy w garderobie.. szybko poznaje młodego fauna Tumnusa.
To właśnie on wyjaśnia jej, że znajdują się w Narnii , kraju dotkniętym wieczną zimą za sprawą Białej Czarownicy.
Mała odkrywczyni za wszelką cenę pragnie pomóc swemu nowemu znajomemu, lecz, gdy opowiada tę niesamowitą historię pozostałym ci zwyczajnie jej nie wierzą .
Nsjboleśniej drwi z siostry Edmund, ale i on wkrótce przekonuje się, że Narnia istnieje naprawdę.
Jedna decyzja chłopca może zmienić losy magicznej krainy i jej mieszkańców..
A to dopiero preludium całej historii.
Cykl Opowieści z Narnii był jedną z pierwszych serii fantasy, które pokochałam będąc dzieckiem, a potem nastolatką.
Co więcej, tym razem pewne elementy historii odbierałam zupełnie inaczej niż przed laty. To, co kiedyś było dla mnie przede wszystkim niezwykłą przygodą, dziś stało się również opowieścią o odwadze, poświęceniu, zdradzie, odpowiedzialności i wyborach, których konsekwencje mogą być znacznie większe, niż początkowo się wydaje.
A jednak największą miłością pozostaje dla mnie Aslan. Wielki Lew od zawsze miał w moim sercu szczególne miejsce i po latach nic się w tej kwestii nie zmieniło. Jest w nim coś niezwykłego – siła, spokój i tajemnica, które sprawiają, że za każdym razem, gdy pojawia się na kartach powieści, trudno przejść obok niego obojętnie.

Przyznam, że miałam lekkie obawy przed ponownym wejściem do świata, który poznałam dobrą dekadę wcześniej- bałam się czy fabuła mnie wciągnie czy nie będę miała wrażenia, że po prostu wydoroślałam z tej opowieści.
Okazało się jednak, że byłam w błędzie, a przygody młodych bohaterów nadal bardzo mi się podobają, a co więcej momentami przed oczami stawały mi sceny z filmu.
Tym , co skradło moje serce na równi z literackim klasykiem, którego detali nie chcę zdradzać jest jego wydanie- twarda okładka, barwnione brzegi oraz piękne ilustracje sprawiają, że po prostu chce się czytać.
Dodatkowym bonusem w tej odsłonie narnijskich przygód jest fragment kolejnego tomu serii C.S Lewisa na który już teraz czekam z niecierpliwością.
Powrót do Narnii okazał się dla mnie czymś więcej niż zwykłym ponownym przeczytaniem ukochanej książki. Był trochę jak powrót do miejsca, w którym kiedyś zostawiłam kawałek swojego dzieciństwa.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo cieszę się, że po tylu latach nadal potrafię uwierzyć, że za drzwiami starej szafy naprawdę może czekać inny świat.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Idealny kadr
Autor: WolneLitery
„Idealny kadr” to jedna z tych książek, które łączą tajemnicę z dużą dawką emocji, ale bez przesadnego dramatyzmu.

Najbardziej podobał mi się motyw fotografii i tego, że jedno zdjęcie potrafi zatrzymać moment, ale nigdy nie pokaże całej prawdy o człowieku. Historia Pawła jest pełna żalu po stracie żony, a jednocześnie coraz bardziej wikła się w pytania dotyczące jej przeszłości. Dzięki temu książka nie skupia się wyłącznie na żałobie, ale ma też w sobie coś z rodzinnej tajemnicy. Wątek Kingi dodatkowo mocno przypomina, jak kruche i nieprzewidywalne potrafi być życie. To spokojna, momentami smutna historia, która bardziej działa emocjami i niedopowiedzeniami niż szybkim tempem.

Zostawiła mnie z myślą, że czasem najważniejsze rzeczy dzieją się właśnie poza kadrem.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Sierociniec pełen nadziei
Autor: book matula
🚨, KTO MI DAŁ ZGODĘ NA TO, ŻEBY KSIĄŻKA O SIEROCIŃCU TAK MNIE PRZECZOŁGAŁA?! 😂❤️ Sięgnęłam po nią z myślą, że poznam kolejną historię osadzoną w trudnych czasach. Dostałam jednak coś znacznie bardziej osobistego. Taką książkę, przy której kilka razy łapałam się na tym, że przestaję być tylko czytelnikiem i zaczynam przeżywać losy bohaterów po swojemu. Czytałam ją na przemian ze słuchaniem audiobooka i ten duet sprawdził się u mnie świetnie. 📖🎧☕ A ja? Siedziałam, słuchałam, czytałam i coraz częściej miałam w głowie jedno: „Pani Sylwio, naprawdę musiałaś mi to zrobić?” 😂 Oczywiście, że to wydźwięk tylko pozytywny. Autorkę ogromnie cenie i szanuję, bo już miałam przyjemność czytać jej książki. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki „Sierociniec pełen nadziei” autorstwa Sylwii Kubik.
Mamy rok 1915. Wojna i już na dzień dobry wiadomo, że nie będzie lukru, brokatu ani jednorożców galopujących po tęczy. 🦄😂 Poznajemy Marię oraz jej dzieci, Cecylię i Czesia. Maria próbuje zapewnić dzieciom choć odrobinę bezpieczeństwa, ale wojna ma własne plany. Choroba, bombardowanie, utrata domu i nagle dzieci trafiają do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Przyznam szczerze, że najbardziej weszły mi pod skórę właśnie dzieci. Nie dlatego, że autorka zrobiła z nich jakieś papierowe, idealne postacie, wręcz przeciwnie to dzieci, które chcą mieć obok siebie mamę, chcą czuć się bezpiecznie i po prostu chcą normalnie żyć, a świat funduje im rzeczy, których żadne dziecko nie powinno oglądać ani rozumieć. Jako mama chyba nie potrafiłam czytać tego całkowicie „na chłodno”. Przy Marii automatycznie włączało mi się myślenie: „A gdyby to było moje dziecko?” i wtedy historia przestawała być tylko historią z 1915 roku. Robiła się niepokojąco bliska, bo przecież każda matka chce jednego, a mianowicie żeby jej dziecko było bezpieczne. Możemy mieć różne charaktery, różne życie i różne problemy, ale ten instynkt jest chyba jednym z najbardziej podstawowych, jakie mamy. Właśnie dlatego Maria została ze mną na dłużej.
Patrzyłam na nią nie tylko jak na bohaterkę powieści, ale jak na kobietę, która próbuje zrobić wszystko, co może, kiedy rzeczywistość konsekwentnie zabiera jej kolejne możliwości. Nie ma magicznego rozwiązania. Nie ma przycisku „cofnij”. Jest tylko kolejny dzień i pytanie jak go przetrwać. Powiem Wam szczerze, że miałam ochotę wejść do tej książki, złapać Marię za rękę i powiedzieć: „Dobra. Teraz ja się tym zajmę”. 😂❤️ Oczywiście rzeczywistość szybko przypominała mi, że nie mam żadnej możliwości wejścia do fikcyjnego świata, więc pozostawało mi siedzieć z książką i przeżywać wszystko razem z bohaterami. Może kiedyś wymyślą coś takiego, że będzie można uczestniczyć w historii, którą obecnie będziemy czytać? Fiu, Fiu. 😅 Bardzo mocno działała na mnie również sama perspektywa wojny. Autorka pokazuje przede wszystkim to, co dzieje się z ludźmi, z rodziną, dziećmi czy codziennością. Czytając tę książkę, kilka razy pomyślałam: kurczę jak łatwo przyzwyczajamy się do tego, co mamy. Mam dach nad głową, jedzenie, możliwość pójścia do sklepu, kupienia czegoś, czego akurat potrzebuję, zaparzenia kawy.
Czytam o ludziach, dla których podstawowe rzeczy stają się marzeniem. Mój wewnętrzny dział reklamacji mówi: „Proszę pani, reklamacja na narzekanie została odrzucona. Proszę docenić to, co pani ma.” 😂 I wiecie co? Chyba rzeczywiście warto. Nie w jakimś przesłodzonym stylu „kochaj życie, a wszechświat wynagrodzi Ci wszystko”, tylko zwyczajnie tak po ludzku doceniać, zauważać, pomagać, nie przechodzić obojętnie, bo „Sierociniec pełen nadziei” bardzo mocno przypomina mi również o tym, że nie wiemy, z czym drugi człowiek przychodzi do nas każdego dnia. Może się uśmiechać, może żartować, może wyglądać, jakby wszystko było w porządku, a w środku może właśnie walczyć o przetrwanie własnego świata. Nie potrafię powiedzieć tak po prostu: „to dobra książka”. Człowiek chciał sobie poczytać i posłuchać audiobooka, a dostał jeszcze mały remont własnego myślenia. Polecam całym sercem. Czekam na wasze wrażenia
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
W ramionach wroga
Autor: book matula
🚨 Pani Nino, co zrobiła mi pani w głowie?! 😂❤️ Miałam tylko przeczytać „W ramionach wroga” Niny Zawadzkiej, a teraz siedzę i zastanawiam się, jak mam normalnie funkcjonować po tej historii. Kto mi odda moje emocje?! 😳📚 Książkę poznałam w formie papierowej i audiobookowej. Jedna część mojego umysłu czytała, druga słuchała, a trzecia najwyraźniej już dawno wyprowadziła się z tego mieszkania. 😂 I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę. Autorka zabiera nas do czasów II wojny światowej i daje historię, w której mamy sztukę, wojenne tajemnice, zrabowane polskie dziedzictwo, poczucie winy, trudne wybory i ludzi próbujących odnaleźć się w świecie, gdzie właściwie każda decyzja może mieć swoją cenę.
Mamy Oktawiana, człowieka, który popełnił błąd i zamiast udawać, że nic się nie stało, próbuje go naprawić. I już tutaj autorka miała mnie. Bo ja uwielbiam bohaterów, którzy nie są idealni. Takich, którzy coś spartolą, czasem się boją, ale potrafią powiedzieć: „Dobra. Zrobiłem źle. Teraz muszę coś z tym zrobić”. A potem pojawia się Melissa. Niemka, kobieta uwikłana w rzeczywistość wojny i grabieży dzieł sztuki. I nagle mamy dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni znaleźć się po tej samej stronie… a los najwyraźniej stwierdził: „A teraz patrzcie, co ja Wam odwalę”. Jedną z największych perełek tej książki jest dla mnie motyw zrabowanych dzieł sztuki i polskiego dziedzictwa. Ogromnie podobało mi się, że autorka nie traktuje historii jak suchej lekcji. Ma twarze, emocje, strach i konsekwencje. Ma konsekwencje. Bo obraz to nie zawsze tylko obraz. Dokument to nie tylko kawałek papieru. Za nimi stoją ludzie, rodziny, miejsca, wspomnienia i kawał historii, którą ktoś próbował odebrać.
Kolejna perełka? Moralne dylematy. Tutaj nie wszystko da się wygodnie poukładać. Są wybory, które mają konsekwencje i ludzie, których nie da się zamknąć w jednej szufladce. Są też decyzje, które wracają po latach i mówią:„Dzień dobry. Pamiętasz mnie? No to sobie pogadamy”. 😂 I właśnie to bardzo mocno we mnie zostało. Bo ta historia pokazuje, że czasami największą odwagą nie jest walka z kimś, tylko zmierzenie się z własnymi błędami i ich konsekwencjami. A teraz przechodzimy do mojego drugiego zachwytu. 🎧 AGNIESZKA POSTRZYGACZ. Kobieto… CO TO JEST ZA GŁOS?! 😍 Jeśli Wydawnictwo Filia chciało zrobić audiobook, po którym człowiek zaczyna traktować słuchawki jak przedmiot pierwszej potrzeby, to gratuluję. 😂👏 Jej głos idealnie pasuje do tej historii. Nie mam poczucia, że ktoś po prostu czyta tekst. Ta historia dostaje głos, emocje i odpowiednią temperaturę. I dlatego moje poznawanie tej książki na pół papierowo, na pół audiobookowo okazało się świetnym pomysłem. Papier dawał mi historię. Audiobook dawał jej głos. A ja dostałam emocjonalny rollercoaster bez biletu powrotnego. 😂
Co zabieram z tej książki? Że nie możemy cofnąć tego, co już się wydarzyło, ale możemy zdecydować, co zrobimy później. Że błąd nie musi być końcem człowieka. Że odpowiedzialność czasami boli. I że odwaga nie zawsze wygląda jak wielkie, bohaterskie czyny. Czasami wygląda jak przyznanie: „To moja wina. Muszę to naprawić”. Została ze mną też myśl, że człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany niż etykietka, którą można mu przykleić na czole. I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię tę historię, bo daje emocje, ale przy okazji zostawia coś w głowie.
Czy polecam? NO PEWNIE, ŻE TAK! 😂❤️, Jeżeli lubicie powieści historyczne, wojenne klimaty, sztukę, tajemnice, trudne wybory, skomplikowane relacje i bohaterów, którzy nie są zrobieni z tektury, dajcie „W ramionach wroga” szansę. A jeśli możecie posłuchać audiobooka? WŁĄCZAJCIE. Bo Agnieszka Postrzygacz naprawdę zrobiła tutaj kawał świetnej roboty. 🎧❤️ Nina Zawadzka… ładnie to Pani zrobiła. Bardzo ładnie. A ja będę tę książkę wciskać każdemu, kto tylko zapyta, czego posłuchać albo co przeczytać. 😈📚❤️ „W ramionach wroga” przeczytajcie. Posłuchajcie. Poczujcie. Naprawdę warto.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Siedem Mieczy T.1
Autor: book matula
⚔️🔥 STOP! JEŚLI LUBICIE FANTASY, TO NIE PRZEWIJAJCIE, BO ANTHONY RYAN WŁAŚNIE POSTANOWIŁ UDOWODNIĆ, ŻE ZWYKŁY MIECZ TO STANOWCZO ZA MAŁO. 😂⚔️ Mamy tu przeklętą ziemię, potwory, magię, Szalonego Boga, tajemnice, walki, ludzi z bagażem problemów większym niż ich plecaki… a także MIECZ, W KTÓRYM MIESZKA DEMON. Tak, DEMON. W. MIECZU. 😈⚔️ Autor chyba któregoś dnia usiadł przy biurku i pomyślał: „Co tu zrobić, żeby czytelnikowi nie wystarczyło zwykłe: o, fajne fantasy?”. No to zrobił „Siedem Mieczy. Księga I”. 😂 I ja się pytam: PO CO MI TO BYŁO?! Teraz chcę więcej i to dosłownie. Tak szybko przechodzisz przez akcje, że nie wiesz, kiedy co i jak, a już koniec. Nie wiem, jak inni, ale ja mam niedosyt. Oczami wyobraźni widzę wielkie tomiszcza rozwinięte szczegółowo tymi akcjami, opisami, przeżyciami naszych bohaterów, a co najważniejsze, bardziej rozwinięty opis bohaterów. Nowele są fantastyczne, a jeśli lubicie coś pożerającego czas, ale szybko i konkretnie, to tutaj znajdziecie to wszystko.
Dzisiejszą książkową ofiarą mojego spokoju to „Siedem Mieczy. Powiem Wam jedno: gdy widzę nazwisko tego autora, coraz częściej nawet nie czytam opisu. Po prostu biorę, czytam, a potem ponoszę konsekwencje, bo po lekturze muszę czekać na kolejną nowość od niego. 😂 Tym razem poznajemy Pielgrzyma tajemniczego wojownika, który zdecydowanie nie należy do kategorii „dzień dobry, jestem miłym panem, lubię kotki i niedzielne spacery”. Facet ma przeszłość, sekrety, doświadczenie w zabijaniu i całkiem pokaźny bagaż problemów. A na dodatek nosi przy sobie przeklęty miecz, w którym mieszka demon. Bo najwyraźniej zwykłe problemy były dla niego zbyt nudne. 😂
Pielgrzym wyrusza w drogę z grupą bardzo różnych osób: młodym kapłanem, zaklinaczem bestii, uczonym, aktorem oraz parą wygnańców. Każdy z nich ma własny cel, sekrety i powód, by ryzykować życie. A skoro wszyscy zmierzają w miejsce, z którego nikt wcześniej nie wrócił, to chyba nie muszę Wam tłumaczyć, że zaufanie w tej ekipie jest towarem mocno deficytowym. Co ciekawe, postacie nie mają imion, a jedynie przydomki. 😂 Im dalej w las, tym lepiej poznajemy każdego z nich. Każdy z nich podąża swoją ścieżką, a jak już wspomniałam, w tak krótkim tekście brakuje głębszych opisów ich charakterów.
Wracając do akcji, dwieście lat wcześniej oszalały bóg doprowadził do zagłady królestwa Alnachim. Po wszystkim została Przeklęta ziemia, miejsce, do którego normalny człowiek spojrzałby raz i powiedział „Nie”. Spojrzałby drugi raz „Nadal nie”, a po chwili wróciłby do domu, zrobił herbatę i docenił fakt, że jego największym problemem jest brak mleka w lodówce. 😂 Ale oczywiście znajdują się śmiałkowie, którzy postanawiają tam wejść. Bo po co żyć spokojnie? Pielgrzym wraz z grupą bardzo nietypowych bohaterów rusza w drogę, której celem jest dotarcie do serca Przeklętej ziemi i stanąć przed Szalonym Bogiem. Każdy ma własny powód, żeby tam iść, własne sekrety i własne interesy, czyli, krótko mówiąc: grupa ludzi+tajemnice+magia+przeklęta ziemia+potwory+demon+miecze=CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK? No właśnie WSZYSTKO! 😂⚔️ Tutaj autor robi to, co lubię najbardziej. Nie daje nam bandy bohaterów, których po trzech stronach mamy rozpisanych jak instrukcję obsługi pralki. Tutaj trzeba ich poznawać, obserwować, podejrzewać, a czasami zastanawiać się: „ZARAZ… TO TEN BYŁ KIM?” 🤣 Przyznaję bez bicia, momentami musiałam zrobić pauzę w swojej głowie i poukładać postacie. „Dobra… ten jest tym.” „Ten był od tego.” „A TEN CO TU ROBI?” „Dobra, jedziemy dalej.” 😂 To wcale nie zepsuło mi lektury. Wręcz przeciwnie, lubię, kiedy autor nie podaje wszystkiego na tacy i nie przykleja bohaterom wielkich plakietek TEN DOBRY, TEN ZŁY, TEN ZDRADZI, TEN UMRZE. Tutaj trzeba trochę pogłówkować, a ja, jak zwykle, próbowałam przewidywać, kto jest kim. Oczywiście poległam! 😂 Ta niepewność bardzo mi się podobała. W tej historii trudno tak naprawdę czuć się bezpiecznie. Nigdy nie wiadomo, kto ma jaki cel, kto coś ukrywa i kiedy sytuacja przestanie być tylko „trochę niebezpieczna”, a przejdzie w „Dobra, chłopaki, może jednak zawróćmy, bo chyba popełniliśmy błąd. Kolejną z moich ulubionych rzeczy jest sam początek, kiedy po ataku na karawanę Pielgrzym pojawia się wśród zniszczeń, a zamiast prowadzić normalny wewnętrzny monolog… rozmawia ze swoim mieczem. 😈⚔️ I nie, nie zwariował. To ostrze naprawdę ma w sobie demona, który komentuje wydarzenia i nie ma najmniejszego problemu z podsuwaniem Pielgrzymowi swoich krwawych pomysłów. Traktuje to mniej więcej jak człowiek, który od lat mieszka z najbardziej irytującym współlokatorem świata słyszy jego gadanie, wie, że ten zaraz coś odwali, ale jakoś jeszcze razem funkcjonują. 😂 Wyobraźcie sobie mieć ciężki dzień. Wracacie do domu, chcecie spokoju, a Wasz miecz zaczyna gadać. JA BYM SIĘ WYPROWADZIŁA. 😂😂😂 A on? On po prostu dyskutuje z nim, jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie. „Siedem Mieczy” to jednak nie tylko miecze i naparzanie. Choć spokojnie. NAPARZANIA NIE ZABRAKNIE. ⚔️🔥 Pielgrzym bardzo mi się podobał, ponieważ nie jest idealnym bohaterem. Nie jest kryształowy, nie zawsze podejmuje dobre decyzje i ma za sobą rzeczy, których nie da się wymazać gumką. Jest człowiekiem z krwi i kości, z całkiem pokaźnym bagażem problemów. 😂 A do tego ma przy sobie demona, który najwyraźniej uważa, że każdą sytuację można rozwiązać odrobiną przemocy. Cudowny duet. Do tego dochodzi świat, który według mnie aż prosi się o jeszcze większe rozwinięcie, i tutaj mam pretensje. Panie Anthony. JA CHCĘ WIĘCEJ. 😂 Jak wcześniej napisałam, kiedy historia zaczyna naprawdę wciągać, zaczynasz dostrzegać potencjał. Chcesz wiedzieć więcej o świecie, więcej o Przeklętej ziemi, więcej o bohaterach, więcej o demonach, o tych cholernych mieczach-WIĘCEJ WSZYSTKIEGO. Właśnie takie fantasy lubię najbardziej, po których zamiast „No dobra, przeczytane”, masz „NO I CO TERAZ?! "😂⚔️.
Jeśli jesteście młodymi czytelnikami i dopiero wchodzicie w fantastykę, a macie ochotę na coś zdecydowanie mniej cukierkowego, możecie spokojnie zerknąć w stronę „Siedmiu Mieczy”. Nie musicie mieć na półce siedemdziesięciu tomów fantasy. Nie musicie znać na pamięć wszystkich smoków od Tolkienowskiego kuzyna po kuzyna, kuzyna. 😂 Wystarczy, że lubicie mrok, przygodę, walkę, tajemnice, potwory, magię i bohaterów, którzy mają charakter. A jeśli fantasy już kochacie? TO, CO WY JESZCZE ROBICIE?! 😂⚔️ Bierzcie „Siedem Mieczy”. Moje życie czytelnicze było zdecydowanie zbyt spokojne i potrzebowałam historii, w której facet chodzi po przeklętej ziemi z demonem w mieczu i próbuje przeżyć. Czy polecam? A JAKŻE. 😂⚔️🔥 Tylko ostrzegam, bo po tej książce istnieje ryzyko wystąpienia bardzo poważnego schorzenia zwanego „KIEDY NASTĘPNY TOM?!” Objawy są paskudne. Człowiek sprawdza internet. Patrzy na półkę. Wzdycha. Zaczyna podejrzliwie patrzeć na własne miecze. 😂⚔️
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Uderz w gong
Autor: book matula
🚨 KSIĄŻKOHOLICY, CHODŹCIE TU, BO MUSZĘ WAM COŚ POWIEDZIEĆ. Ta seria zrobiła mi taki rozgardiasz w głowie, że po jej zakończeniu powinnam dostać nie kawę, tylko urlop od własnych myśli. 😂🖤 „Uderz w gong” to drugi i finałowy tom „Królestwa Trojga” Joan He i powiem Wam jedno: autorka zdecydowanie nie przyszła tutaj głaskać czytelnika po głowie. Przyszła za to z wojną, magią, strategiami, politycznymi gierkami, zdradami, tajemnicami, trudnymi wyborami i bohaterami, przy których człowiek co chwilę myśli: „Dobra… komu ja właściwie mogę tutaj ufać?!”. 😳 Zefir w drugim tomie to już nie ta sama dziewczyna, która dopiero próbuje odnaleźć się w całym tym chaosie. Jest wojowniczką, strateżką i kobietą, która doskonale wie, że każda decyzja może ją bardzo dużo kosztować. Tyle że problem polega na tym, że tutaj nawet genialny plan może się rozsypać szybciej niż moje postanowienie „dzisiaj przeczytam tylko jeden rozdział”. Ona nie jest święta, nie jest idealna, nie zawsze podejmuje właściwe decyzje, bywa bezwzględna, uparta, odważna i piekielnie inteligentna, czasami ma rację, czasami człowiek chce ją złapać za ramiona i powiedzieć: „DZIEWCZYNO, CO TY WYPRAWIASZ?!”. 😂Nie dostajemy bohaterki z instrukcją obsługi i napisem „idealna”. Dostajemy człowieka, który próbuje przetrwać w świecie, gdzie za jeden zły ruch można zapłacić naprawdę wysoką cenę, a potem pojawia się Wrona. No i pozamiatane.

🖤 Joan He najwyraźniej uznała, że moje emocje mają zbyt spokojne życie, więc dorzuciła mi relację Zefir i Wrony. I bardzo jej za to… dziękuję? Chyba. 😂 Bo to nie jest banalne „kochamy się, ale jesteśmy po przeciwnych stronach”. Tutaj mamy rywalizację, nieufność, fascynację, podziw, napięcie i milion powodów, żeby od siebie uciekać, po czym oczywiście człowiek siedzi i zastanawia się, DLACZEGO WY PO PROSTU NIE MOŻECIE NORMALNIE POROZMAWIAĆ?! Oboje są piekielnie inteligentni, oboje potrafią przewidywać ruchy przeciwnika, oboje wiedzą, że druga osoba może być ich największym zagrożeniem, a mimo to coś ich do siebie ciągnie. Czy ja miałam przy tym zachować spokój? Nie. Absolutnie nie. Nie po to mam emocje. 😂 Drugi tom jeszcze mocniej pokazuje też, czym naprawdę jest wojna. Nie dostajemy tutaj ładnej dekoracji do efektywnych pojedynków. Są straty, trudne decyzje, konsekwencję i sytuacje, w których zwycięstwo wcale nie smakuje jak zwycięstwo. Można wygrać bitwę, a jednocześnie stracić coś, czego nie da się później odzyskać. Właśnie to podoba mi się w tej historii najbardziej. Autorka nie robi z wojny gry planszowej. Każdy ruch ma swoją cenę. Pod całą tą magią, strategiami i politycznymi przepychankami kryją się też pytania, które zostają z czytelnikiem: komu mogę zaufać? Ile jestem w stanie poświęcić dla własnych celów? Czy każda walka jest warta swojej ceny? Czy można uciec przed przeznaczeniem? W którym momencie ambicja przestaje być siłą, a zaczyna człowieka niszczyć? Czyli, krótko mówiąc przychodzisz po fantasy, a wychodzisz z pakietem pytań egzystencjalnych. 😂

Za co lubię tę serię? Za Zefir, bo nie jest idealna, za Wronę, bo skutecznie doprowadza człowieka do wewnętrznego krzyku, 😂 za ich relację, która jest skomplikowana dokładnie tak jak lubię, za magię, strategie, chińskie inspiracje i polityczne gierki, za bohaterów, którym nie można ufać na sto procent, a przede wszystkim za to, że ta historia naprawdę coś we mnie zostawiła. Teraz mój największy dramat. MAM TĘ SERIĘ JUŻ ZA SOBĄ. 😭 I żałuję tylko jednego, że nie mogę wymazać sobie pamięci mówię całkiem poważnie. Gdyby ktoś dał mi magiczny przycisk RESET PAMIĘCI, nacisnęłabym go szybciej, niż książkoholik klika „kup teraz” przy premierowej promocji. 😂 Chciałabym jeszcze raz poznać Zefir, jeszcze raz spotkać Wronę, jeszcze raz wejść w ten świat bez najmniejszego pojęcia, co mnie czeka, bez przewidywania, bez analizowania, bez tego przeklętego: „O nie… coś tu zaraz pierdyknie”, bo są książki, które po prostu się kończy, a potem są takie, przy których po ostatniej stronie siedzisz z miną człowieka, któremu właśnie zabrano ulubioną zabawkę i myślisz: „HALO?! TO JUŻ?! JA JESZCZE NIE SKOŃCZYŁAM EMOCJONALNIE PRZEŻYWAĆ TEJ HISTORII!” 😭😂 Dokładnie tak mam z „Królestwem Trojga”.

Jeżeli kochacie fantasy, azjatyckie klimaty, magię, wojenne strategie, polityczne rozgrywki, skomplikowane relacje i bohaterów, którzy potrafią zrobić Wam w głowie większy bałagan niż poniedziałek rano, naprawdę zapiszcie sobie tę serię. 🖤⚔️ A jeśli już ją znacie, mam tylko jedno pytanie: CZY WY TEŻ CHCIELIBYŚCIE RESETU PAMIĘCI, ŻEBY PRZEŻYĆ TO JESZCZE RAZ?! 😂📚🖤.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dom w Międzyczasie
Autor: book matula
Czy gdybyście mogli cofnąć czas, odważylibyście się oszukać śmierć? 😳⏳, No i wystarczyło jedno zdanie z opisu, żebym pomyślała: „Okej, wchodzę w to!” Bo kto z nas, choć raz, nie pomyślał: „Kurczę, gdybym wtedy zrobiła inaczej…”? Tylko po „Domu w Międzyczasie” Ewy Głowackiej już nie jestem taka pewna, czy naprawdę chciałabym dostać przycisk „cofnij”. 😂

Poznajcie Eleonorę, siedemnastolatkę, która po śmierci ukochanego przyjaciela trafia do tajemniczego domu, w którym czas najwyraźniej postanowił wypiąć się na zasady. 😅 Eleonora odkrywa, że dom daje jej niezwykłą możliwość zaglądania w przeszłość, a skoro można zajrzeć… to może da się też coś zmienić? Może da się ocalić przyjaciela? No i tutaj moje wewnętrzne „nie rób tego!” zaczęło krzyczeć. 😂 Bo wiadomo, że jeśli bohaterka dostaje możliwość manipulowania czasem, to nie będzie spokojnie, a w samym domu również nie. Jest spokojnie. Jest magia, są sekrety, zagadki, dziwne zasady i tajemniczy mężczyzna, który od tysiąca lat pilnuje pewnej mrocznej tajemnicy. Ja po tygodniu pilnowania czegokolwiek zapomniałabym, czego właściwie pilnuję, 😂 a ten człowiek nadal na posterunku. Szacunek albo podejrzane. Jeszcze nie zdecydowałam. 😏 Do tego dochodzi magiczny ogień w kolorze różowego złota, który zdecydowanie nie znalazł się tutaj dla ozdoby. Im dalej wchodzimy w historię, tym więcej pojawia się pytań, a odpowiedzi… cóż, autorka nie rozdaje ich jak ulotek pod supermarketem. 😂 I to właśnie lubię! Czytam i zamiast spokojnie przewracać strony, uruchamiam swoje prywatne FBI: „On coś wie.” „Ona coś ukrywa.” „Ten typ zdecydowanie nie mówi wszystkiego.” „Ten ogień? Na bank będzie ważny.” A potem przewracam stronę i: NO I PIĘKNIE. ZNOWU NIC NIE WIEM. 😂

Uwielbiam, kiedy bohaterzy książek nie są wycyckani, wypolerowani, po prostu IDEALNI. W realnym życiu każdy z nas ma problemy, ma swoje wady i zalety. Tutaj mam właśnie Eleonorę, która nie jest superbohaterką, która dostaje magiczną moc i nagle zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Jej decyzje wynikają z pragnienia, żeby zmienić coś, czego być może zmienić się nie da. I tutaj „Dom w Międzyczasie” robi się dla mnie czymś więcej niż tylko fantastyczną przygodą. Bo przecież każdy z nas ma swoje „gdybym wtedy…”. Gdybym powiedziała coś innego. Gdybym została. Gdybym poszła. Gdybym podjęła inną decyzję. Tylko że życie nie ma przycisku „cofnij”. „Dom w Międzyczasie” mocno przypomina, że nie wszystko trzeba naprawić.

Nie każdą rzecz można cofnąć, a nie każda bolesna sytuacja powinna zostać wymazana. Czasami trzeba zaakceptować to, co było, i zdecydować, co zrobimy z tym, co mamy teraz i to właśnie zabieram z tej książki dla siebie, a żeby nie było zbyt poważnie, mamy przecież tajemniczy dom, człowieka z tysiącletnią tajemnicą, magiczny ogień, sekrety i bohaterów, którym nie zawsze można ufać. 😈 Czyli dokładnie to, co lubię w fantasy najbardziej. A tajemniczy mężczyzna? No cóż,… oficjalnie jestem w grupie „nie ufam, ale bardzo chcę wiedzieć, o co mu chodzi”. 😂 I chyba to jest siłą tej historii, oprócz fantastycznego klimatu dostajemy pytanie, które zostaje z nami długo po zamknięciu książki: GDYBYŚCIE DOSTALI JEDNĄ JEDYNĄ SZANSĘ NA COFNIĘCIE CZASU… NAPRAWDĘ BYŚCIE Z NIEJ SKORZYSTALI? ⏳😈.

Ja po tej książce już nie jestem taka pewna. Może zamiast ciągle żyć w trybie „co by było, gdyby…”, czasem trzeba powiedzieć: „Dobra. Było, minęło. Tego już nie zmienię. Ale mogę zdecydować, co zrobię dalej.” ❤️ Za tę myśl naprawdę polubiłam tę historię. Jeśli lubicie fantasy, magię, tajemnice, podróże w czasie, zagadki, nieoczywistych bohaterów, emocje i historie, które jeszcze po przeczytaniu kręcą się po głowie, to „Dom w Międzyczasie” zdecydowanie warto mieć na radarze, a ja chyba najpierw zrobiłabym kawę. ☕😂, Bo z cofaniem czasu nie ma co się spieszyć.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Wilcze sekrety. Tajemnice jeziora Omulew
Autor: przyrodaz
Samo wejście do tej lektury jest interesujące, ponieważ czytamy o dryfującym ciele, które wymaga wyłowienia i zabezpieczenia śladów, a z powodów tu opisanych wszystko dzieje się zbyt późno. Widzimy, że to nie będzie prosta procedura, ponieważ mamy zwróconą uwagę na świadków oraz inne postacie, które dziwnie się zachowują. Następnie jest przeskok czasowy do 1944 roku, gdzie zauważa się tajemnicze transporty leśne okryte plandekami. Mówiono ludziom wszystko, aby sprawa była zwyczajna, jednak byli tacy, którzy wiedzieli więcej. Były to tereny zakazane, których pilnował wielki wilczór. Wszystko jest tam tajemnicze i niebezpieczne, ponieważ jeden niespokojny wzrok, czy też przypadkowe zainteresowanie sprawiało, że drugi raz ta osoba już tego nie dokonała. Co się tam działo wychodzi z dużo dalszą treścią.
Opowieść o dalszym czasie jest utkana z wielkiej tajemniczości. Co rozdział to nagłówek głosi z jakiego czasu historia została wyłoniona. Wiele rzeczy opisanych we wsteczności jest tajnych, ukrytych i nielegalnych. Za fasadą bólu kryją się piękne opisy natury, jakby chciano przypieczętować fakt, że tylko człowiek ma prawo być zły, ponieważ natura rządzi się swoimi prawami. Poznajemy tu też pewnego mężczyznę, który pilnuje tajnego miejsca aby zawsze na wszelką ewentualność było przygotowane na nagłe wydarzenia. Ma nieco żalu do siebie, że nie może brać w tym czynnego udziału ze względu na swój stan ciała, jednak praca przy tak poważnym zadaniu nieco mu to rekompensuje.
W czasie obecnym mamy wzmiankę o innym mężczyźnie, który z ciekawości zaczyna zaglądać w więcej miejsc, które pomimo lat nie użytkowane w stanie faktycznym, wciąż działają w trybie ludzkim. Był pewien, że to tylko ciekawość z miłym towarzystwem u boku, jednak nie wiedział, że przeszłość wciąż chce tam pozostać.

,,W każdym razie czuję, że dotknęliśmy czegoś, co może być większe, a na pewno bardziej mroczne od legendy o skarbie Samsonowa."

Podsumowując, pozycja jest typowo szpiegowska, jednak dodatek natury oraz ludzi, którzy zostali pokazani jak przeżywali czasy wojenne oraz obecnie kto jak się zachowywał, czego się obawiał i jak bardzo obserwował tego, który myślał, że jest niewidoczny, a już z pewnością przemawiała za nim jedynie ciekawość dawnych okopów czy skrytek, pokazuje, że odebrać ją można jak za prawdę. Podczas lektury rodzi się w nas wielka ciekawość, jedynie szczegółowe opisy tego co ukrywali i w jaki sposób działali lekko mnie dekoncentrowało. Była tam pewna nerwowość, która na mnie przeszła, lecz w ogóle można uznać to jedynie za plus dla autora. Wielbiciele wojennych sekretów, okopów czy utajnionych informacji z czasu powojennego będą nią najbardziej zachwyceni:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kamień w wodę
Autor: book matula
🌊 WOW. Może niektórzy z Was spodziewali się tego, co znajdą w środku, a ja, jak zawsze, muszę się nagłowić. Czasem chciałabym zgadnąć i rozwikłać zagadkę. Powiedzieć sobie TADAM! Jestem genialna, lecz po czasie myślę sobie, że to chyba fajnie móc czytać książki, które są tak dobrze skonstruowane, że czytelnik,w tym ja, musimy się wysilić, żeby rozwikłać, o co chodzi… Na mojej drodze pojawiają się takie kryminały, przy których czytelnik grzecznie czyta, kiwa głową i próbuje rozwiązać zagadkę razem z bohaterami. A potem trafia się „Kamień w wodę” Pauliny Cedlerskiej i nagle moje, wasze detektywistyczne ambicje zostają wystawione na bardzo poważną próbę. 😂📚 Co do fabuły, to info dostępne jest wszędzie. Historia zaczyna się od morderstwa młodej dziewczyny. Jej ciało zostaje znalezione przy starej garbarni, a obok pojawia się trop, którego zdecydowanie nie chciałabym znaleźć podczas porannego spaceru: guzik pokryty ludzką skórą. 😳 Tak, dobrze przeczytaliście-LUDZKĄ SKÓRĄ. Już, w tym momencie wiadomo, że spokojnego kryminału przy herbatce raczej nie będzie, a najlepsze dopiero przed nami, bo DNA znalezione na guziku prowadzi do nastolatki, która zaginęła wiele lat wcześniej. No i proszę bardzo… zagadka sama się nie rozwiąże, więc wchodzimy w to! 🕵️‍♀️.
Do Czernika wraca podkomisarz Jakub Lubański, a jego powrót zdecydowanie nie przypomina sentymentalnej wizyty w rodzinnych stronach. To właśnie tutaj przed laty zaginęła jego siostra, więc obecne śledztwo szybko zaczyna się mieszać z jego własną przeszłością. Jakby jeden problem był za mały! 😉 Jakub próbuje rozwikłać sprawę, a jednocześnie prowadzi własną, obsesyjną pogoń za tajemniczym Lalkarzem. Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa, bo Czernik okazuje się miejscem, w którym przeszłość ma wyjątkowo dobrą pamięć. Tajemnice sprzed lat powoli wychodzą na światło dzienne, bohaterowie mają swoje sekrety, a kolejne elementy układanki, zamiast wszystko porządkować, momentami robią jeszcze większy bałagan. 😂🧩 Człowiek myśli: „Dobra, już wiem!”. Po chwili książka odpowiada: „Tak? To bardzo się cieszę. Czytaj dalej.” 😏.
Autorka nie daje nam wyłącznie zagadki kryminalnej. Dostajemy tutaj mroczny klimat, małomiasteczkowe tajemnice, wydarzenia rozgrywające się na dwóch płaszczyznach czasowych, trudne emocje i bohaterów, których przeszłość zdecydowanie nie zamierza zostawić w spokoju. Jest śledztwo, jest napięcie, są pytania, jest Lalkarz i jest ten cudowny moment, kiedy zaczynacie podejrzewać absolutnie wszystkich. 😂 Co najbardziej mi się podoba? Ta książka pokazuje, że czas wcale nie musi leczyć ran. Czasami tylko przykrywa je kolejną warstwą milczenia, a kiedy ktoś w końcu zacznie grzebać w przeszłości, może się okazać, że pod spodem czeka coś, czego zdecydowanie nie chcieliśmy znaleźć. Właśnie dlatego „Kamień w wodę” to nie jest książka wyłącznie o tym, kto zabił. Według mnie to historia o sekretach, konsekwencjach dawnych wydarzeń, obsesji, stracie i o tym, jak mocno przeszłość potrafi trzymać człowieka za gardło. A wszystko podane w kryminalnym sosie, który momentami robi się naprawdę gęsty. 🖤
Jeżeli lubicie książki, przy których możecie sobie urządzić prywatne śledztwo, obstawiać podejrzanych, zmieniać teorię co trzy rozdziały i z satysfakcją stwierdzać „HA! Wiedziałam!”, po czym kilka stron dalej odkrywać, że jednak absolutnie nic nie wiedzieliście… proszę bardzo, oto Wasza lektura. 😂📖 A jeśli znacie „Lalkarza”, to tym bardziej warto mieć go gdzieś z tyłu głowy, ponieważ „Kamień w wodę” nie jest jego bezpośrednią kontynuacją, ale znajdziemy tutaj powiązania z wydarzeniami i postaciami z poprzedniej książki. Przyznaję, że nie znam „Lalkarza”, więc z ciekawością muszę nadrobić.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pogoda dla puchaczy. Wiosna
Autor: przyrodaz
To wspaniała seria dla młodego czytelnika, która nie tylko opowiada przygody puchaczy, ale i poprzez wydarzenia pokazuje co się w danym czasie w naturze zmienia. Opisana wiosna na kartach tej kolorowej i pięknej oraz mądrej książki opisuje nam najważniejsze wydarzenia wiosenne, które wręcz rodzą się do życia. Dziecko poznaje znaczenie Równonocy oraz datę astronomicznej wiosny. W wydarzeniach widzimy jak młody puchacz został porwany przez prąd wodny, który obudził się do życia podczas topnienia śniegu. To też nauka samodzielności, gdyż rodzeństwo puchacza opuściło już gniazdo i teraz sam był zdany na siebie. Inne zwierzęta obserwowały go w tej walce trzymając kciuki, nie pomagając, ponieważ wiedzą, że w lesie mogą przetrwać tylko najsilniejsze okazy. W ten też sposób w nowym dziale poznajemy słowo ,,Powódź". Z nim obserwujemy opowieść borsuka, który wykopał swoje głębokie tunele z zawsze awaryjnym wyjściem, by miał drogę ucieczki przed nieproszonym gościem. Ta historia była dla zrozumienia nie tylko przez puchacza, ale i przez dziecko, że kiedy ktoś robi się dorosły to sam musi znaleźć swoje miejsce. U borsuka w norce czasami chowają się też inne zwierzęta, lecz sam borsuk lubi zapraszać tylko te, które sam może skonsumować:-)
Z ważniejszych haseł znajdziecie tutaj opisane parowanie, jak powstają chmury, skąd powstaje deszcz, co to jest segregacja śmieci i jakie kolory do jakiej segregacji służą, co to jest kompas i jak go używać, jak powstaje tęcza oraz z jakich kolorów się składa. Podsumowanie jej jest piękne, gdyż opowiada o tym jak nasi rodzice chcą abyśmy byli w życiu szczęśliwi i mogą nam podsuwać pewne pomysły na przeżycie go, lecz zawsze musimy słuchać siebie i żyć tak abyśmy to my byli w nim szczęśliwi.
Cała seria składa się z tytułowych pór roku w których to główni puchacze dorastają i poznają swoje życie. Pomiędzy opowieściami w których występują też inne zwierzęta są ukryte ciekawostki, które dziecko zaczyna poznawać w zerówce i pierwszej klasie. Jeśli wcześniej pojmie jak nasze życie działa z czego się składa i jak należy postępować aby było naprawdę miłe i przyjemne, to będzie je tak widziało, nie z formy braku, ale zaradności i odwagi. Nauczy się zadawać pytania i być ciekawym, co tylko podsyci jego zainteresowanie w wybranym dla siebie kierunku. Również rodzic dostanie lekcję jak nie wymagać aby nasze dzieci kształciły się w tej dziedzinie, którą my dla nich wybierzemy, ale byśmy dali im prawo wyboru do pójścia tam, gdzie poczują się najlepiej. Każdy z nas jest inny i to jest wspaniałe:-)
Polecam serię z całego serca by dziecko już teraz podczas jesieni mogło obserwować kiedy natura będzie się zmieniała w zimę, kiedy w wiosnę, a później lato. Czasami data w kalendarzu to nie wszystko, a natura nigdy się nie myli:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Przemilczana
Autor: book matula
🎹 KTOŚ MI PROSZĘ WYJAŚNI, JAK MOŻNA BYŁO TAKĄ KOBIETĘ PRZEMILCZEĆ?! Bo ja po tej książce mam ochotę złapać historię za kołnierz i powiedzieć: „Kochana, chyba coś Ci się tutaj mocno pomyliło!” 😂 Agnieszka Lis w „Przemilczanej” zrobiła rzecz, którą uwielbiam. Wzięła kobietę, o której zdecydowanie powinno być głośniej, otrzepała ją z kurzu zapomnienia i postawiła przed nami Teklę Bądarzewską-Baranowską. Kompozytorkę, pianistkę, kobietę z talentem, marzeniami i własnym pomysłem na życie. Kobietę, która żyła w czasach, kiedy świat miał dla kobiet bardzo konkretną instrukcję obsługi: ładnie się zachowuj, dobrze wyjdź za mąż, zajmij się domem i broń Boże, nie wychylaj się za bardzo. 😏
Tekla najwyraźniej tej instrukcji nie przeczytała albo, przeczytała i stwierdziła: „No bez przesady” 😂 i całe szczęście, bo oto mamy kobietę, która tworzy muzykę, a jej „Modlitwa dziewicy” robi międzynarodową karierę. Paryż? Jest. Nowy Jork? Jest. Wydania nut? Są. Popularność? Jak najbardziej, a nazwisko? Nazwisko powoli znika. Tutaj już robię wielkie oczy. Jak to możliwe, że można stworzyć coś, co poznaje świat, a potem własna historia niemal znika z pamięci? „Przemilczana” jest dla mnie właśnie o tym. O kobiecie, której talent okazał się większy niż miejsce, jakie jej wyznaczono, o marzeniach, które trzeba było upychać między obowiązkami, o życiu, w którym „czego chcesz?” niekoniecznie było pytaniem, które kobieta mogła sobie zadawać bez konsekwencji. I wiecie, co mnie w tej książce kupiło najbardziej? No właśnie. Ja sama nie miałam pojęcia o tej kobiecie a po przeczytaniu przesłuchałam chyba wszystko co dostępne jest w internecie nie tylko muzykę ale i starałam się bardziej zagłębić w jej życie. Smutne jest to że nie promujemy naszych kompozytorów jak na to zasługują.
Tekla nie jest pomnikiem. Nie dostajemy bohaterki siedzącej na piedestale z miną „patrzcie, oto wielka kobieta z historii”. Dostajemy człowieka z emocjami, pragnieniami, dylematami, codziennością z tym wszystkim, co sprawia, że zaczynamy ją rozumieć, a nie tylko podziwiać. Właśnie tutaj autorka zrobiła mi psikusa. Zaczęłam czytać o XIX-wiecznej kompozytorce, a skończyłam na rozkminianiu własnego życia. 😂 Dziękuję bardzo, pani Agnieszko. Człowiek chciał sobie spokojnie poczytać, a tu nagle rachunek sumienia gratis. Bo ile razy sami robimy dokładnie to, co robiło mnóstwo kobiet przed nami?
„Jeszcze tylko to zrobię.”
„Teraz nie mam czasu.”
„Może kiedyś.”
„To nie jest takie ważne.”
„Najpierw inni.”
„Przecież są ważniejsze sprawy.”
I tak odkładamy siebie na później. Tylko że „później” jest wyjątkowo zdradliwe. Potrafi się ciągnąć miesiącami, latami, czasem całym życiem. Tutaj „Przemilczana” zaczyna być dla mnie czymś więcej niż opowieścią o zapomnianej kompozytorce. To książka o tym, że nie powinniśmy pozwalać, aby cudze oczekiwania stały się scenariuszem naszego życia. Nie mówię oczywiście, że każdy z nas ma jutro rzucić wszystko, kupić fortepian i komponować „Modlitwę dziewicy”. 😂 Chociaż… kto bogatemu zabroni? 😎 Chodzi o coś znacznie prostszego. O to, żeby czasami przypomnieć sobie, że my też jesteśmy ważni, że nasze zainteresowania nie są głupotami, że marzenia nie mają terminu przydatności, że nie wszystko, co nie przynosi pieniędzy, prestiżu albo zachwytu całego świata, jest stratą czasu. Aha, i jeszcze jedna rzecz. Zapomnienie nie oznacza, że coś było nieważne.
To chyba jedna z najmocniejszych myśli, jakie zostawiła mi ta książka. Tekla mogła zostać zapomniana przez kolejne pokolenia, ale to nie sprawia, że jej talent przestaje istnieć. Nie kasuje jej pracy, nie odbiera znaczenia temu, co stworzyła i jak bardzo można to przełożyć na nasze życie? Oj, bardzo. Czasami robimy coś pięknego i nikt nie klaszcze, czasami dajemy z siebie wszystko, a nikt nawet nie zauważa, czasami jesteśmy dla innych, wspieramy, tworzymy, pomagamy, wychowujemy, pracujemy, ogarniamy milion rzeczy naraz… a potem jeszcze zastanawiamy się, czy przypadkiem nie robimy za mało. No więc może czasami warto przestać czekać na oklaski. Nie wszystko musi zostać zauważone przez świat, żeby miało wartość, ale jednocześnie warto walczyć o to, żeby własnego głosu nie wyciszyć tylko dlatego, że komuś innemu jest z nim niewygodnie. I właśnie dlatego historia Tekli tak mocno mnie poruszyła. To nie jest wyłącznie historia kobiety z XIX wieku.
To historia o ambicji, ograniczeniach, marzeniach, pamięci i o tym, jak łatwo człowieka można przykryć kolejnymi warstwami „tak trzeba”, a ja po tej książce mam ochotę powiedzieć jedno: Dziewczyny, kobiety, ludzie, nie chowajcie siebie do szuflady tylko dlatego, że komuś pasuje, żebyście tam siedzieli cicho. ❤️ Róbcie swoje, piszcie, malujcie, śpiewajcie, czytajcie, twórzcie, uczcie się, zaczynajcie od nowa, wracajcie do rzeczy, które kiedyś Was cieszyły, a jeśli ktoś zapyta: „Po co Ci to?” Można odpowiedzieć bardzo kulturalnie: „Bo mam ochotę.” 😎 I koniec dyskusji. „Przemilczana” Agnieszki Lis jest dla mnie książką piękną, emocjonalną i niezwykle potrzebną. Taką, która przypomina o kobiecie, której historia zdecydowanie powinna była dać więcej miejsca. A mnie osobiście zostawiła z jedną myślą:
Nie pozwólmy, żeby nasze życie zostało napisane przez cudze oczekiwania. Może świat nie zapamięta wszystkiego, co zrobimy, ale my przynajmniej będziemy wiedzieć, że naprawdę byliśmy autorami własnego życia. ❤️🎹 I za to właśnie jestem tej książce ogromnie wdzięczna. Agnieszka Lis „Przemilczana”. Wydawnictwo Filia. Jeżeli lubicie książki, które oprócz historii zostawiają człowieka z czymś własnym do przemyślenia, wpisujcie ją na swoją listę. Nie dlatego, że ktoś powiedział, że trzeba. Tylko dlatego, że czasami warto poznać historię osoby, o której świat zapomniał, zanim sami zapomnimy, jak ważne są nasze własne historie. ❤️.Bardzo proszę o więcej takich książek. Książek o ludziach czynów o których nasz kraj, nasza historia zapomniała.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kornel Malicki T.3 Niegrzeczne dzieci
Autor: FioletowaRóża

Czy o samym Marcelu Mossie jako pisarzu trzeba pisać wiele? Wydaje mi się, że nie, a osoby dobrze znające jego twórczość nie muszą nawet widzieć okładki, by rozpoznać autorstwo „Niegrzecznych dzieci”. Każda z zaproponowanych nam historii, a jest ich obecnie 41 (wraz ze wznowieniami) ma zawsze taką samą formę graficzną, znamienne są przeskoki czasowe, które ujawniają brudy z dawnych lat. U Marcela Mossa wspomnianych brudów nie zamiata się pod dywan, oj nie! Wręcz przeciwnie- im mocniejsza sprawa, tym intensywniejsze okazuje się dochodzenie do prawdy. Jestem nawet zdziwiona, że świeżo po lekturze nowej powieści mogę jeszcze w stanie racjonalnie myśleć, bo… czy ludzie naprawdę potrafią być tak okrutni? Czy mogą w ogóle nie przypominać normalnych postaci? Autor udowadnia, że tak i jeśli nawet wydaje nam się, że używa hiperboli, to wystarczy obejrzeć kilka autentycznych reportaży- polskich czy zagranicznych- by zmienić zdanie.

Książka ta wchodzi w skład cyklu o bardzo wnikliwym, a jednocześnie poturbowanym życiowo reportażyście Kornelu Malickim. W trzecim tomie znamienne było użycie retrospekcji, byśmy mogli lepiej zrozumieć postępowanie fikcyjnych bohaterów, a nawet potworów w ludzkiej skórze. Warto też rozwiać wątpliwości czytelników- cykl KORNEL MALICKI wymaga od nas zachowania porządku chronologicznego, a dobrze jest starannie wiedzieć, co wydarzyło się wcześniej w życiu najistotniejszych bohaterów. W innej kolejności można nieco się pogubić, co nie sprzyja dobrej lekturze i może źle wpłynąć na ogólną ocenę nowej książki.

Co kieruje ludzi ku złu i makabrze? Sama tego nie wiem, ale poprzez teksty Marcela Mossa zastanawiam się, czy zemsta może w ogóle coś dać? Myślę, że zapoznanie się z nową lekturą autora wręcz zmusi każdego do takich refleksji. Gwarantuję jednak- to, o czym teraz możemy przeczytać, mocno wbija w fotel, szokuje, daje do myślenia, lecz często tworzy też w nas aurę niedowierzania. Możemy myśleć, że pisarza ponosi wyobraźnia, lecz niestety- nie są to tematy wyssane z palca. Motyw gehenny za zamkniętymi drzwiami jest niewiarygodny, ale to tam mrok sięga najmocniej. Autor w zupełnie innym świetle stawia możliwość wychowywania się w rodzinach zastępczych- czy zawsze porzucone dzieci mają szansę na choć odrobinę czułości, miłości i elementarnej opieki? A co, jeśli zagubione dziecko manipuluje się do potęgi nieskończonej? Warto się nad tym pochylić, bo Marcel Moss niby się zagalopował, a może jednak nie?

I tym razem warto dodać, że Marcel Moss tworzy chyba najbardziej zaskakujące zakończenia w dziejach polskiej mieszanki gatunkowej, jaką jest kryminał, sensacja i thriller. Jestem przyzwyczajona do sentencji pisarza, która brzmi: moje powieści są zawsze zbudowane na zakończeniu. Tak, od dawna wiem, że to prawda, ale i tym razem zakładałam zupełnie inny finisz. Marcel Moss, w dobrym tego słowa znaczeniu, znowu zakpił sobie ze mnie i zmiażdżył me rozważania jednym ciosem, a konkretnie epilogiem. Mało tego, cykl o reportażyście Kornelu Malickim wcale nie kończy się na trzecim tomie, to nie będzie klasyczna trylogia. Autor ten ma zawsze głowę pełną pomysłów, ale wręcz boję się, co czeka mnie dalej, skoro jeszcze teraz nie schodzi ze mnie uczucie szoku i swego rodzaju obrzydzenia.

Marcel Moss bardzo dba też o interesujący zarys fabuły dostępny na okładce. Autor przedstawił nam skrót dwóch różnych historii, ale każda z nich ma w sobie gen makabry. Czy łączy je jednak coś jeszcze? Tego nie zdradzę, ale jeśli chodzi o mnie, to cała powieść mogłaby składać się wyłącznie z opowieści podanej przez niejaką Natalię vel Calineczkę. To właśnie opowieść, którą ma zamiar opisać Kornel Malicki, wywołała we mnie największy szok i jestem przekonana, że coś tak okrutnego nadaje się na ekranizację. Byłby to wtedy nie thriller, a horror najwyższych lotów. Wystarczy wyobrazić sobie dom w środku lasu i zamkniętą na cztery spusty piwnicę…

Prolog, epilog i 29 rozdziałów rozmieszczonych na 365 stronach- czy to wystarczająca dawka mroku i sadyzmu? Jak najbardziej, a i tak znalazło się miejsce także i na inne wątki. Nie zdradzę wszystkiego, ale cieszy mnie, że Marcel Moss, choć sam jest pisarzem, pokazuje nam nieczyste działania rynku wydawniczego. Pogoń za sukcesem jest tak ogromna, że wydawcy są w stanie zrobić naprawdę wiele, żeby osiągnąć sukces i zgarnąć najbardziej prestiżowe nagrody. Chcecie to sprawdzić? Zapraszam do lektury.

Mimo, że „Niegrzeczne dzieci” to książka przesiąknięta złem, patologią i strasznym działaniem wpływowych ludzi, to autor i tak znalazł miejsce na wątek, który choć trochę łagodzi brutalne opisy. Jest to też powieść przeznaczona dla miłośników zwierząt. Wątek więzi pomiędzy psem a jego właścicielem jest tu magiczny- psy także czują i należy im się szacunek i empatia. To one niejednokrotnie okazują się najlepszymi przyjaciółmi dla człowieka. Kto się o tym przekonał, na pewno to potwierdzi. Pamiętajmy też, że zwierzęta umierają, a nie zdychają- jest to stuprocentowa racja!

Cóż mogę jeszcze dodać- czekamy na tom czwarty, a Marcel Moss nigdy nie skazuje nas na wielomiesięczną posuchę literacką. Jest zupełnie odwrotnie- trudno za nim nadążyć, ale to oczywiście komplement.



✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nie moja wina. Jak umysł podejmuje za nas decyzje
Autor: Gosia
„Nie moja wina. Jak umysł podejmuje decyzje za nas” Łukasza Płoszajskiego to książka popularnonaukowa z pogranicza psychologii, neurobiologii i codziennego życia. Nie znajdziemy tutaj klasycznej fabuły, jednego miejsca akcji ani bohaterów, których śledzimy od początku do końca. Zamiast tego autor zabiera nas w podróż po mechanizmach, które każdego dnia wpływają na nasze wybory – często zupełnie poza naszą świadomością.

I właśnie ta forma okazała się dla mnie największym atutem książki.

Autor nie zasypuje czytelnika suchą teorią. Poszczególne zagadnienia przedstawia za pomocą krótkich, niemal filmowych historii i sytuacji, które bez trudu możemy odnieść do własnego życia. Pojawiają się decyzje dotyczące relacji, zakupów, pracy, oceniania innych ludzi czy reagowania pod wpływem emocji. Dzięki temu łatwo zauważyć, że psychologia nie jest czymś odległym i zamkniętym w laboratoriach. Jest obecna w naszych rozmowach, wyborach, konfliktach, zakupach, relacjach i pozornie błahych codziennych sytuacjach.

Czytając, wielokrotnie łapałam się na myśli: „Przecież ja też tak robię”.

I chyba właśnie wtedy ta książka zaczyna działać najlepiej.

Płoszajski pokazuje, dlaczego czasami mylimy zauroczenie z miłością, ulegamy presji czasu, dajemy się przekonać osobie, którą uznajemy za autorytet, albo za wszelką cenę próbujemy udowodnić, że decyzja, którą już podjęliśmy, była właściwa. Przygląda się skrótom myślowym, emocjom i mechanizmom, dzięki którym nasz umysł potrafi bardzo szybko wyciągać wnioski – nie zawsze trafne.

W książce znajdziemy odniesienia do badań i koncepcji takich naukowców jak Antonio Damasio, Daniel Kahneman czy Robert Cialdini, ale nie sprawia to, że lektura staje się akademickim wykładem. Wręcz przeciwnie – wiedza jest podawana w przystępny sposób i przede wszystkim zostaje osadzona w konkretnych sytuacjach.

Nie ma tutaj tradycyjnych bohaterów. Bohaterem tej książki jest właściwie człowiek i jego umysł – ze wszystkimi jego możliwościami, ograniczeniami, emocjami i automatycznymi reakcjami. A dzięki temu podczas lektury bardzo łatwo zacząć przyglądać się również sobie.

To książka, która potrafi zaciekawić, zaskoczyć, ale momentami również lekko zaniepokoić. Bo świadomość, że nie wszystkie nasze decyzje są tak racjonalne, jak chcielibyśmy wierzyć, może być trochę niewygodna. Z drugiej strony daje coś bardzo wartościowego – większą uważność.

Podobało mi się również to, że autor nie próbuje przekonywać nas, że po przeczytaniu tej książki nagle staniemy się ludźmi podejmującymi wyłącznie idealne decyzje. To byłoby zresztą niemożliwe. Zamiast tego dostajemy wiedzę, która może pomóc zauważyć pewne mechanizmy wcześniej. A kiedy rozumiemy, co dzieje się w naszym umyśle, łatwiej zrobić krok wstecz i zastanowić się, czy naprawdę tego chcę, czy może właśnie ktoś próbuje wpłynąć na mój wybór?

Styl Łukasza Płoszajskiego jest lekki, komunikatywny i bardzo obrazowy. Autor sprawnie łączy naukowe informacje z historiami, dzięki czemu książkę czyta się zdecydowanie łatwiej niż typową literaturę popularnonaukową. Nie brakuje przykładów, które można od razu przełożyć na codzienne sytuacje, a kolejne rozdziały skłaniają do zatrzymania się i refleksji.

Nie jest to więc książka, którą po prostu przeczytamy i odłożymy na półkę. Sporo opisanych mechanizmów zostaje w głowie i zaczyna działać trochę jak filtr, przez który patrzymy na własne zachowania oraz zachowania innych.

Szczególnie poleciłabym ją osobom zainteresowanym psychologią, neurobiologią, funkcjonowaniem ludzkiego umysłu i mechanizmami wpływu społecznego, ale również tym, którzy chcą lepiej rozumieć własne reakcje i decyzje. To także ciekawa propozycja dla każdego, kto choć raz zastanawiał się, dlaczego zrobił coś, czego później żałował, albo dlaczego tak trudno było mu zmienić zdanie, mimo że pojawiły się argumenty przemawiające przeciwko wcześniejszemu wyborowi.

Najbardziej cenię w tej książce to, że nie daje prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Zamiast tego pokazuje, dlaczego tak trudno być w pełni racjonalnym człowiekiem. I robi to w sposób przystępny, ciekawy i bardzo bliski codzienności.

„Nie moja wina” to lektura, która momentami bawi, momentami zaskakuje, a przede wszystkim zmusza do przyjrzenia się sobie. Po jej przeczytaniu zdecydowanie częściej można złapać się na pytaniu: „Dlaczego właściwie podjąłem/podjęłam tę decyzję?” – i właśnie w tym tkwi jej największa wartość.

To książka dla ciekawych własnego umysłu. Dla tych, którzy chcą nie tylko wiedzieć co robimy, ale przede wszystkim zrozumieć dlaczego czasami robimy to, co robimy.

Polecam – szczególnie jeśli lubicie książki, które poza dostarczaniem wiedzy zostawiają w głowie pytania jeszcze długo po zakończeniu lektury.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Taniec w deszczu
Autor: Gosia
„Taniec w deszczu” Trude Taige to poruszająca powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem historycznym, rodzinną tajemnicą i historią miłości, która narodziła się w niezwykle trudnych czasach. To opowieść o kobietach, wojnie, wyborach, których konsekwencje potrafią sięgać znacznie dalej, niż moglibyśmy przypuszczać, oraz o prawdzie, która czasami przez lata pozostaje głęboko ukryta.

Historia rozpoczyna się współcześnie w Norwegii. Juni przyjeżdża na niewielką wyspę, gdzie znajduje się dom jej zmarłych dziadków. Podczas porządkowania pozostawionych rzeczy natrafia na fotografię, która na pierwszy rzut oka może wydawać się tylko starą pamiątką. Problem w tym, że obok młodej Tekli, jej babci, stoi nieznajomy mężczyzna w nazistowskim mundurze.

Juni zaczyna zadawać pytania, na które nie ma już kogo zapytać.

Kim był ten człowiek? Jaką relację łączyła go z Teklą? Dlaczego przez tyle lat nikt o nim nie wspominał?

To właśnie ta fotografia staje się początkiem poszukiwań, które prowadzą Juni nie tylko w głąb rodzinnej historii, ale również z Norwegii do Berlina, a następnie do Demmina – miejsca naznaczonego tragicznymi wydarzeniami maja 1945 roku.

I właśnie przestrzeń oraz czas odgrywają w tej książce ogromną rolę. Autorka płynnie przeprowadza czytelnika między współczesnością a przeszłością, pozwalając stopniowo odkrywać historię Tekli. Norweska wyspa, rodzinny dom, Berlin czy Demmin tworzą zupełnie różne tła dla wydarzeń, ale wszystkie łączy jedno – pamięć o wojnie i jej konsekwencjach. Szczególnie mocno wybrzmiewa kontrast pomiędzy spokojem współczesności a dramatem wydarzeń, które rozgrywały się pod koniec wojny.

Najbardziej zainteresowała mnie właśnie historia Tekli. Początkowo znamy ją jedynie z perspektywy Juni i tego, co udaje się jej odnaleźć. Z każdym kolejnym fragmentem przeszłości obraz młodej kobiety zaczyna się jednak zmieniać. Poznajemy jej emocje, lęki, nadzieje i uczucia, które w czasach wojny musiały mierzyć się z rzeczywistością, w której nie było prostych wyborów.

Bohaterki tej historii nie są jednowymiarowe. Juni jest kobietą, która nie chce zaakceptować przemilczeń i niedopowiedzeń. Jej ciekawość z czasem przeradza się w potrzebę poznania prawdy. Tekla z kolei staje się dla mnie postacią szczególnie interesującą – kobietą uwikłaną w wydarzenia, których konsekwencje miały wpływ nie tylko na jej życie, ale również na kolejne pokolenia.

Ważnym bohaterem tej historii jest również sam rodzinny sekret. Im więcej Juni odkrywa, tym bardziej zaczyna rozumieć, że niektóre wydarzenia zostały przemilczane nie bez powodu. Autorka pokazuje, jak wielka może być siła rodzinnych tajemnic i jak bardzo przeszłość może wpływać na ludzi, którzy sami przecież nie byli uczestnikami dawnych wydarzeń.

Podczas czytania towarzyszyło mi przede wszystkim zaciekawienie. Chciałam razem z Juni odkryć, kim był tajemniczy mężczyzna ze zdjęcia i dlaczego jego obecność została wymazana z rodzinnej historii. Z czasem ciekawość ustępowała miejsca wzruszeniu, smutkowi, niepokojowi, a momentami również niedowierzaniu.

Nie jest to jednak wyłącznie historia o wojnie. W centrum znajduje się człowiek i jego emocje. Miłość, tęsknota, strach, samotność, poczucie winy, nadzieja, ale także potrzeba poznania prawdy przeplatają się ze sobą i sprawiają, że historia nie pozostaje obojętna.

Podobało mi się również to, że autorka nie próbuje sprowadzić wszystkiego do prostej opowieści o dobrych i złych wyborach. Wojna pokazana jest jako rzeczywistość, w której ludzie musieli podejmować decyzje pod ogromną presją, a ich konsekwencje nie zawsze były możliwe do przewidzenia. Dzięki temu historia staje się bardziej ludzka i skłania do zastanowienia się nad tym, jak łatwo oceniać przeszłość z perspektywy bezpiecznej teraźniejszości.

Styl Trude Taige jest przystępny, obrazowy i emocjonalny. Autorka umiejętnie buduje atmosferę tajemnicy, stopniowo odsłaniając kolejne elementy historii. Przeplatanie współczesności z wydarzeniami z przeszłości sprawia, że czytelnik cały czas ma poczucie, że za kolejnym rozdziałem może kryć się następny fragment układanki.

„Taniec w deszczu” to książka przede wszystkim dla osób, które lubią sagi rodzinne, historie kobiet, tajemnice z przeszłości oraz powieści osadzone na tle wydarzeń historycznych. Spodoba się również czytelnikom, którzy lubią, kiedy współczesne śledztwo dotyczące rodzinnej przeszłości prowadzi do wydarzeń sprzed wielu lat.

Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o tym, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Można o niej milczeć, można próbować ją ukryć, można zamknąć stare fotografie w szufladzie, ale pewne historie i tak potrafią znaleźć drogę do kolejnych pokoleń.

„Taniec w deszczu” zostawia po sobie sporo emocji i pytań. To historia o miłości wystawionej na próbę przez wojnę, o kobietach, których losy splatają się na przestrzeni pokoleń, i o prawdzie, która po latach może okazać się trudna, ale jednocześnie potrzebna.

Jeśli lubicie rodzinne sekrety, historię, emocje i powieści, w których przeszłość krok po kroku wychodzi na światło dzienne – tę książkę zdecydowanie warto mieć na swojej czytelniczej liście.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Ostatni rozkaz serca
Autor: Gosia
Nina Zawadzka po raz kolejny sięga po historię, w której wielkie wydarzenia splatają się z losami zwykłych ludzi. „Ostatni rozkaz serca” to powieść obyczajowa z mocnym tłem historycznym, osadzona w latach 30. XX wieku, kiedy Europa coraz wyraźniej zbliżała się do katastrofy. Tym razem autorka zabiera czytelnika do Hiszpanii ogarniętej wojną domową, a szczególnie do Madrytu, gdzie życie z dnia na dzień staje się walką o przetrwanie. Ważnym miejscem wydarzeń jest również polska ambasada, która w tej historii staje się azylem dla ludzi szukających bezpieczeństwa.

Na początku poznajemy czworo młodych ludzi – Nataszę, Zbyszka, Beniamina i Annę. Każde z nich ma własną historię, marzenia i bagaż doświadczeń, ale los sprawia, że ich drogi zaczynają się ze sobą splatać.

Zbyszek planuje wyjazd na studia do Paryża, jednak jego życie komplikuje się, gdy Natasza, córka hrabiego, po pewnym skandalu opuszcza Lwów i wyjeżdża do Madrytu, by rozwijać swój talent wokalny. Beniamin, student żydowskiego pochodzenia, doświadcza narastającej niechęci wobec Żydów, natomiast Anna, niemiecka studentka psychologii, jest postacią bardziej niejednoznaczną.

I właśnie ich losy najbardziej przyciągnęły moją uwagę.

Każda z tych postaci jest inna, a jednocześnie wszystkie zostają postawione w sytuacji, która wymusza podejmowanie decyzji, na które w spokojnych czasach prawdopodobnie nigdy by się nie zdecydowali. Wojna zabiera im poczucie bezpieczeństwa, zmienia priorytety i wystawia relacje na próbę.

Szczególnie mocno odebrałam historię Nataszy. Jej pobyt w Madrycie miał być szansą na rozwój i spełnienie marzeń, tymczasem dziewczyna trafia w sam środek brutalnej rzeczywistości. Zaczyna rozumieć, że w czasie wojny nie ma miejsca na beztroskę, a każda decyzja może mieć konsekwencje, których nie da się już cofnąć. Jej relacja ze Zbyszkiem dodatkowo komplikuje całą sytuację i nadaje historii bardzo emocjonalny wymiar.

Autorka pokazuje wojnę nie tylko przez pryzmat wielkich wydarzeń historycznych. Znacznie ważniejsze stają się dla niej pojedyncze ludzkie historie – strach człowieka, który nie wie, czy przeżyje kolejny dzień, tęsknota za bliskimi, potrzeba ochrony drugiej osoby, miłość, która pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, i wybory podejmowane pod presją.

Czytając, czułam przede wszystkim niepokój. Atmosfera powieści jest gęsta od poczucia zagrożenia. Nad bohaterami cały czas wisi świadomość, że świat, który znali, właśnie się rozpada. A jednocześnie pomiędzy tym wszystkim znajdują się uczucia, które przypominają, że nawet w najciemniejszych czasach człowiek nadal potrzebuje drugiego człowieka.

Były momenty wzruszenia, złości, bezsilności, ale również nadziei. Niektóre decyzje bohaterów wywoływały we mnie sprzeczne emocje – chciałam ich zrozumieć, ale nie zawsze potrafiłam zaakceptować ich wybory. I właśnie to uważam za jedną z mocniejszych stron tej historii. Bohaterowie nie są idealni. Popełniają błędy, działają pod wpływem emocji, czasami podejmują decyzje, których konsekwencje będą musieli ponosić przez długi czas.

Tło historyczne zostało wykorzystane bardzo dobrze. Hiszpańska wojna domowa nie jest tutaj jedynie dekoracją. Wpływa na życie bohaterów, determinuje ich wybory i buduje atmosferę całej powieści. Madryt pokazany jest jako miejsce pełne chaosu, strachu i przemocy, a jednocześnie właśnie tam pojawiają się ludzie, którzy próbują ratować innych, ryzykując własne życie.

Podobało mi się również przeplatanie osobistych historii z wydarzeniami, które znamy z kart historii. Dzięki temu łatwiej było poczuć, że wojna nie jest jedynie datą w podręczniku. Za każdym wydarzeniem stoją konkretni ludzie, ich rodziny, marzenia i stracone możliwości.

Nina Zawadzka pisze w sposób lekki i przystępny, dzięki czemu mimo trudnej tematyki książkę czyta się płynnie. Krótkie rozdziały i sposób prowadzenia narracji sprawiają, że łatwo powiedzieć sobie „jeszcze tylko jeden”, a potem odkryć, że przeczytało się kolejnych kilkadziesiąt stron.

Jednocześnie autorka nie skupia się wyłącznie na historii miłosnej. To opowieść o wojnie, odwadze, stracie, uprzedzeniach, poświęceniu i konsekwencjach wyborów. Miłość jest bardzo ważnym elementem historii, ale nie przysłania całego obrazu.

„Ostatni rozkaz serca” poleciłabym przede wszystkim osobom, które lubią powieści obyczajowe z historią w tle, historie wojenne, silne emocje i bohaterów postawionych przed trudnymi wyborami. To również propozycja dla czytelników, którzy cenią książki pokazujące wielką historię przez pryzmat jednostki.

Dla mnie była to historia, która przypomniała, jak kruche potrafi być życie i jak wiele może zmienić jeden wybór. Wojna odbiera bohaterom poczucie bezpieczeństwa, ale nie jest w stanie odebrać im potrzeby kochania, nadziei i walki o tych, którzy są dla nich ważni.

„Ostatni rozkaz serca” to opowieść o świecie stojącym na krawędzi, ale przede wszystkim o ludziach, którzy próbują ocalić w sobie człowieczeństwo. O miłości, która przychodzi w najmniej odpowiednim czasie, o poświęceniu i cenie, jaką czasami trzeba zapłacić za własne decyzje.

To jedna z tych książek, po których zakończeniu jeszcze przez chwilę zostaje w głowie historia bohaterów. Jeśli lubicie powieści, w których historia, emocje i ludzkie losy mocno się ze sobą splatają, zdecydowanie warto dać jej szansę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nie podążaj za Skorpionem
Autor: sza_teraz_czytam
"Nie podążaj za skorpionem" jest drugim tomem serii Amerykański sen. Ponownie otrzymujemy tu romans sportowy z sekretami w tle. Tym razem poznamy Michaela, brata Elijah'a znanego nam z pierwszej części.

Michael Raver - Negrete to mężczyzna ceniący sobie władzę, możliwości i wpływy. To bokser i szef eleganckiej restauracji w Utah. Uwielbia też szybką i niebezpieczną jazdę na motocyklu. Gdy otrzymuje zaproszenie na ślub, postanawia znaleźć osobę towarzyszącą. Pada na Biankę, która jeździ na motorze, projektuje ubrania i... mocno go pociąga. Zawierają układ.

Skorpion... czyż już to nie brzmi intrygująco, niebezpiecznie? A gdy bliżej go poznamy, jest jeszcze bardziej interesującym facetem, niż można by się tego spodziewać. Trudno go rozgryźć. Mistrz manipulacji, niezwykłej intuicji i nieomylności potrafi sprawić, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Czy zatem podążając za Skorpionem, podejmiemy jedną z najgorszych decyzji w życiu, a może wręcz przeciwnie, wcale nie będziemy jej żałować?

Bianca również nie odstaje od Skorpiona. To postać, która przełamuje wszelkie schematy kobiety. Jeździ na motocyklu, jest niezależna i pewna siebie. I co najważniejsze jest fascynującą zagadką...

Historia od początku elektryzuje, trzyma w napięciu i popycha nas do odkrywania spraw, z którymi będą musieli zmierzyć się bohaterowie. Autorka skupiła się na psychologicznej warstwie. Granica między miłością, zaufaniem a niebezpieczeństwem się zaciera. Pojawia się pytanie o to, czy miłość może usprawiedliwić wszystko? Wszak ona rządzi się swoimi prawami, prawda? Relacja między Skopionem a Bianką nie będzie łatwa ani oczywista. On wiele wycierpiał, dlatego zastanawia, czy będzie potrafił otworzyć serce? A może pozostanie zimny jak lód?

Dagmara Łuniewska świetnie ukazała słabości, z jakimi oko w oko stanął Skorpion. Porażki nigdy nie powinny nas zniechęcać do tego, by podnieść się i spróbować zawalczyć raz jeszcze. Nieważne czy dotyczy to ringu, przeciwnika, życia, słabości, miłości - każda walka jest możliwa do wygrania.

Wątek dotyczący ślubu w tej historii ma niebagatelne znaczenie dla zrozumienia swoich błędów i odkrycia prawdy. Niewyjaśnione sprawy, niedomówienia, rodzinne sekrety wychodzą na jaw. Sporo tego jest. Widzimy, jak ważna jest szczera rozmowa i wsparcie.

"Nie podążaj za skorpionem" to pełen emocji romans nasycony tajmnicami, trudną przeszłością, labiryntem intryg, manipulacją, niebezpiecznymi układami, deficytem zaufania i walką z własnymi słabościami. Sprawdźcie, co złamie Skorpion i co jego samego złamie...
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Niania z piekła rodem
Autor: Kama
Nie miała pojęcia kiedy zaczęło jej na tym mężczyźnie zależeć. W której chwili zatraciła poczucie rzeczywistości, a zaczęła żyć czymś, co było jedynie ułudą. Miała ochotę zacisnąć mocno powieki, pod którymi powoli zbierała się wilgoć. Zaczerpnęła tchu, czując, jak się rozpada.
Spada w otchłań i się topi.

Oblizał delikatnie wargi, po czym połączył ich usta w pocałunku - rozpaczliwym, żałosnym i tak bardzo potrzebnym. Przesyconym paniką, namiętnością i prawdą. Wyrażał wszystko, co chcieli sobie przekazać bez słów. Bolesne uczucie, które rozpierało ich serca, mimo iż wcale go nie chcieli. I żadne z nich się go nie spodziewało. Smakowali siebie nawzajem, jakby był to ostatni posiłek, który mieli skosztować. Z rozpaczą i potrzebą zatracali się w sobie, zupełnie jakby świat zewnętrzny przestał istnieć.

„Nie każda niania przychodzi do domu tylko po to, żeby zaopiekować się dziećmi. Czasem przynosi ze sobą znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.”

I nie, nie zakochałem się. Miał już te słowa na końcu języka, lecz zamilkł. Nie przeszły mu one przez gardło. Ale przecież nie mógłby się zakochać w tej małej, wrednej... W kobiecie, która ciągle robiła mu na złość"
Vaverley Woods kochała swoją dobrze platną posadę w Moore Lab- firmie zajmującej się cyberbezpieczenśtwem, była to nie tylko pasja , lecz również furtka do tego by zaopiekować się młodszym bratem- Matthew.
Niestety jedna decyzja, jeden błąd nie będący zresztą jej winą sprawił, że wszystkie plany i marzenia panny Woods rozpadły się niczym domek z kart a ona sama zaczęła żyć chęcią zemsty na byłym przełożonym.
Tymczasem bogaty i wpływowy biznesmen niespodziewanie musi zająć się swoją malutką córeczką - Zoe.
I właśnie wówczas drogi tych dwojga się przecinają zaś przeznaczenie zdaje się drwić zarówno z Dexa jak i z opiekunki jego dziecka, która niespodziewanie odkrywa ,że znienawidzona osoba jest zupełnie inna niż sądziła.
Czy relacja , która wydawała się niemal od początku skazana na porażkę może się okazać czymś czego oboje potrzebowali , by odnaleźć miłość i spełnić marzenia?

Nie czytałam innych książek autorki i bardzo tego żałuję ,ponieważ pióro Pani Kariny ma w sobie coś magicznego i wciąga bez rezzty. Nianię z piekła rodem po prostu pochłonęłam , chociaż muszę przyznać, że bardzo długo miałam problem z główną bohaterką. Oczywiście rozumiałam jej żal i niechęć względem Dextera, ale to, co dziewczyna fundowała mu w trakcie osobistej wendetty o której zresztą on sam nie miał pojęcia mocno mnie denerwowała.
Po prostu dla mnie było to przekroczenie granic, choć przyznam ,że interakcje pary zawsze mnie ciekawily.
Polubiłam również przyjaciół milionera i łączącą ich relację, a także to,że autorka nie bała się podejmować trudnych tematów czy grać na emocjach.
Niania z piekła rodem” to historia, która początkowo potrafi nieźle zirytować, później jednak coraz mocniej wciąga, by na końcu zostawić czytelnika z emocjami, których zdecydowanie się nie spodziewałam. Choć Vaverley momentami naprawdę wystawiała moją cierpliwość na próbę, z czasem zaczęłam dostrzegać w niej coś więcej niż tylko kobietę owładniętą chęcią zemsty. A relacja jej i Dextera? Zdecydowanie jest jednym z tych elementów, które sprawiają, że trudno odłożyć książkę.
Podobało mi się, że za pozornie lekką historią kryje się znacznie więcej — trudne emocje, krzywda, potrzeba sprawiedliwości, rodzinne relacje, a przede wszystkim dwoje ludzi, którzy muszą zmierzyć się nie tylko z tym, co wydarzyło się w przeszłości, ale również z uczuciami, których absolutnie nie planowali.
A zakończenie… tutaj Karina Majsterek zdecydowanie nie bierze jeńców. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna układać się na właściwym miejscu, autorka funduje czytelnikowi prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Ostatnie strony dosłownie wbiły mnie w fotel i sprawiły, że przez chwilę po prostu siedziałam z książką w dłoniach, próbując poukładać sobie w głowie to, co właśnie przeczytałam.
I chyba właśnie za takie historie lubię sięgać po romanse — za bohaterów, którzy potrafią zirytować, za relacje, którym kibicuje się mimo wszystko, za emocje, które zostają z nami jeszcze długo po zamknięciu książki i za zakończenia, po których można tylko powiedzieć: „No dobrze, tego się kompletnie nie spodziewałam”.
Gorąco polecam.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rodzina Tylczyńskich Tom 3 Czy my nie jesteśmy z innych światów?
Autor: Kama
Czy można całe życie wierzyć w historię, którą opowiadano nam o własnej rodzinie, a potem odkryć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej?
Po dwóch poprzednich tomach „Rodziny Tylczyńskich” wydawało mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę spodziewać się po tej serii. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się już po kilku pierwszych rozdziałach.
Tym razem na pierwszy plan wysuwają się Robert i Liwia — dwoje ludzi, których pozornie dzieli niemal wszystko. On sprawia wrażenie beztroskiego faceta, który najlepiej czuje się za zasłoną żartów i ironii. Ona natomiast przez lata funkcjonowała w świecie, w którym liczyły się zasady, oczekiwania i to, co wypada. Oboje wchodzą w pewien układ przekonani, że doskonale wiedzą, gdzie są granice.
Tyle że z uczuciami jeszcze nikomu nie udało się podpisać umowy.
Robert jest bohaterem, który potrafi rozładować nawet najbardziej napiętą sytuację jednym komentarzem. Jego poczucie humoru i rodzinne przepychanki nieraz wywoływały u mnie uśmiech, ale najbardziej podobało mi się to, że pod warstwą luzu i pewności siebie kryje się zupełnie inny człowiek. Znacznie bardziej emocjonalny i wrażliwy, niż chciałby pokazać światu.
Liwia z kolei bardzo szybko zdobyła moją sympatię. To bohaterka, która musi nauczyć się podejmować decyzje nie przez pryzmat tego, czego oczekują od niej inni, ale tego, czego naprawdę chce sama. Jej relacja z Robertem staje się więc czymś znacznie ważniejszym niż romansem. To początek jej własnej drogi do niezależności.
I kiedy mogłoby się wydawać, że głównym problemem będzie różnica między bohaterami, autorka przypomina nam, że w rodzinie Tylczyńskich nigdy nie może być zbyt spokojnie.
Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice, o których przez lata nikt nie chciał mówić. Przeszłość obu rodzin okazuje się ze sobą zaskakująco mocno związana, a spotkanie przy jednym stole szybko zamienia się w prawdziwą emocjonalną bombę.
Niektóre sekrety bolą bardziej niż inne.
Szczególnie mocno poruszyła mnie historia Honoraty. Jej wyznanie sprawiło, że spojrzałam na wiele wcześniejszych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. To jedna z tych historii, które pokazują, że decyzje podejmowane z miłości, strachu czy troski mogą po latach przynieść konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć.
Nieco inaczej odebrałam natomiast Seweryna. Jego zachowanie względem Liwii niejednokrotnie wzbudzało we mnie ogromną złość. Momentami miałam ochotę potrząsnąć nim i zapytać, czy naprawdę nie widzi, że jego „troska” dawno przestała być troską, a zaczęła odbierać córce prawo do własnego życia.
I właśnie ten wątek bardzo dobrze pokazuje, że autorka nie ograniczyła się do stworzenia kolejnego lekkiego romansu.
Owszem, mamy tutaj uczucia, chemię, humor i relację, której rozwój przyjemnie się obserwuje. Mamy również rodzinę, której członkowie potrafią doprowadzić człowieka do śmiechu, wzruszenia, a czasem nawet do lekkiej irytacji. Ale pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ważne tematy — kontrola, rodzinne oczekiwania, życie pod dyktando innych, klasowe różnice oraz konsekwencje sekretów, które przez lata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
A Robert i Liwia?
Ich relacja zdecydowanie należy do tych, które rozwijają się we własnym tempie. Początkowo oboje próbują wmówić sobie, że doskonale wiedzą, w co się pakują. Tylko że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi nic się nie dzieje.
I bardzo podobało mi się właśnie to stopniowe przechodzenie od pozorów do prawdziwych emocji. Nie ma tutaj nagłego uczucia, które pojawia się znikąd. Są rozmowy, drobne gesty, wzajemne poznawanie się i momenty, w których bohaterowie zaczynają dostrzegać w sobie coś więcej.
Do tego dochodzi oczywiście rodzina Tylczyńskich, bez której ta historia zdecydowanie nie byłaby taka sama. Ich rozmowy, docinki, wsparcie i chaos tworzą klimat, do którego po dwóch poprzednich tomach zdążyłam się już przyzwyczaić. A babcia Helena? Jestem przekonana, że gdyby dostała własną historię, spokojnie mogłaby skraść show pozostałym bohaterom.
„Czy my nie jesteśmy z innych światów?” okazało się dla mnie historią pełną emocji, humoru, rodzinnych sekretów i nieoczywistych zwrotów. To książka o tym, że czasami największym problemem nie jest to, że pochodzimy z różnych światów, ale to, że przez całe życie pozwalaliśmy innym decydować, gdzie jest nasze miejsce.
Robert i Liwia udowadniają, że nawet najbardziej nieprawdopodobny układ może przerodzić się w coś prawdziwego.
A rodzinne sekrety Tylczyńskich po raz kolejny pokazują, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Prędzej czy później upomina się o swoje.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rodzina Tylczyńskich Tom 3 Czy my nie jesteśmy z innych światów?
Autor: Kama
Czy można całe życie wierzyć w historię, którą opowiadano nam o własnej rodzinie, a potem odkryć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej?
Po dwóch poprzednich tomach „Rodziny Tylczyńskich” wydawało mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę spodziewać się po tej serii. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się już po kilku pierwszych rozdziałach.
Tym razem na pierwszy plan wysuwają się Robert i Liwia — dwoje ludzi, których pozornie dzieli niemal wszystko. On sprawia wrażenie beztroskiego faceta, który najlepiej czuje się za zasłoną żartów i ironii. Ona natomiast przez lata funkcjonowała w świecie, w którym liczyły się zasady, oczekiwania i to, co wypada. Oboje wchodzą w pewien układ przekonani, że doskonale wiedzą, gdzie są granice.
Tyle że z uczuciami jeszcze nikomu nie udało się podpisać umowy.
Robert jest bohaterem, który potrafi rozładować nawet najbardziej napiętą sytuację jednym komentarzem. Jego poczucie humoru i rodzinne przepychanki nieraz wywoływały u mnie uśmiech, ale najbardziej podobało mi się to, że pod warstwą luzu i pewności siebie kryje się zupełnie inny człowiek. Znacznie bardziej emocjonalny i wrażliwy, niż chciałby pokazać światu.
Liwia z kolei bardzo szybko zdobyła moją sympatię. To bohaterka, która musi nauczyć się podejmować decyzje nie przez pryzmat tego, czego oczekują od niej inni, ale tego, czego naprawdę chce sama. Jej relacja z Robertem staje się więc czymś znacznie ważniejszym niż romansem. To początek jej własnej drogi do niezależności.
I kiedy mogłoby się wydawać, że głównym problemem będzie różnica między bohaterami, autorka przypomina nam, że w rodzinie Tylczyńskich nigdy nie może być zbyt spokojnie.
Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice, o których przez lata nikt nie chciał mówić. Przeszłość obu rodzin okazuje się ze sobą zaskakująco mocno związana, a spotkanie przy jednym stole szybko zamienia się w prawdziwą emocjonalną bombę.
Niektóre sekrety bolą bardziej niż inne.
Szczególnie mocno poruszyła mnie historia Honoraty. Jej wyznanie sprawiło, że spojrzałam na wiele wcześniejszych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. To jedna z tych historii, które pokazują, że decyzje podejmowane z miłości, strachu czy troski mogą po latach przynieść konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć.
Nieco inaczej odebrałam natomiast Seweryna. Jego zachowanie względem Liwii niejednokrotnie wzbudzało we mnie ogromną złość. Momentami miałam ochotę potrząsnąć nim i zapytać, czy naprawdę nie widzi, że jego „troska” dawno przestała być troską, a zaczęła odbierać córce prawo do własnego życia.
I właśnie ten wątek bardzo dobrze pokazuje, że autorka nie ograniczyła się do stworzenia kolejnego lekkiego romansu.
Owszem, mamy tutaj uczucia, chemię, humor i relację, której rozwój przyjemnie się obserwuje. Mamy również rodzinę, której członkowie potrafią doprowadzić człowieka do śmiechu, wzruszenia, a czasem nawet do lekkiej irytacji. Ale pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ważne tematy — kontrola, rodzinne oczekiwania, życie pod dyktando innych, klasowe różnice oraz konsekwencje sekretów, które przez lata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
A Robert i Liwia?
Ich relacja zdecydowanie należy do tych, które rozwijają się we własnym tempie. Początkowo oboje próbują wmówić sobie, że doskonale wiedzą, w co się pakują. Tylko że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi nic się nie dzieje.
I bardzo podobało mi się właśnie to stopniowe przechodzenie od pozorów do prawdziwych emocji. Nie ma tutaj nagłego uczucia, które pojawia się znikąd. Są rozmowy, drobne gesty, wzajemne poznawanie się i momenty, w których bohaterowie zaczynają dostrzegać w sobie coś więcej.
Do tego dochodzi oczywiście rodzina Tylczyńskich, bez której ta historia zdecydowanie nie byłaby taka sama. Ich rozmowy, docinki, wsparcie i chaos tworzą klimat, do którego po dwóch poprzednich tomach zdążyłam się już przyzwyczaić. A babcia Helena? Jestem przekonana, że gdyby dostała własną historię, spokojnie mogłaby skraść show pozostałym bohaterom.
„Czy my nie jesteśmy z innych światów?” okazało się dla mnie historią pełną emocji, humoru, rodzinnych sekretów i nieoczywistych zwrotów. To książka o tym, że czasami największym problemem nie jest to, że pochodzimy z różnych światów, ale to, że przez całe życie pozwalaliśmy innym decydować, gdzie jest nasze miejsce.
Robert i Liwia udowadniają, że nawet najbardziej nieprawdopodobny układ może przerodzić się w coś prawdziwego.
A rodzinne sekrety Tylczyńskich po raz kolejny pokazują, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Prędzej czy później upomina się o swoje.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pałac tajemnic
Autor: Monika Kowalczyk
Witam, dziś mam dla was recenzję książki Pałac Tajemnic ❤️ Autorki Agnieszki Pietrzyk ❤️ Wydawnictwo Nemezis ❤️

Pałac Tajemnic to historia, która od samego początku wciąga czytelnika w świat, który nie jest bezpieczny dla nikogo.

Mamy tutaj pokazane zwykłe życie lokatorów starego pałacu, a każda z rodzin ma swoje problemy, tajemnice i rzeczy, o których nie chce mówić. Autorka ma dla nas pełen pakiet kryminalnych zagadek, ponieważ każdy z lokatorów ma bardzo dużo do ukrycia. Tak jak inni mówią, że nikt nic nie słyszał i nie widział, to wcale nie musi być prawdą. Myślę, że każdy z nas czasami słyszy albo widzi coś, co zostaje gdzieś w naszej głowie, ale boimy się wyjaśnić niektóre sytuacje, żeby nie wpakować się w kłopoty albo nie narazić się na niebezpieczeństwo.

Lokatorzy są bardzo różni, tym bardziej że jedni mają problem z alkoholem i żyją w bardzo ciężkich warunkach, inni zaś zostawiają swoje rodziny i związują się z dużo młodszą osobą od siebie. Są też tacy, którzy zmagają się z różnymi chorobami i własnymi problemami, o których nie zawsze chcą mówić głośno.

Mamy tutaj pokazaną sytuację, gdzie zostaje zamordowana rodzina z sąsiedztwa, a nasza bohaterka zjawia się właśnie po to, żeby odkryć, co takiego się stało i kto zamordował sąsiadów.

I tutaj zaczyna się prawdziwa zagadka, bo im bardziej próbujemy odkryć prawdę, tym więcej pojawia się pytań. 😱 Każdy coś wie, każdy coś ukrywa, a niektóre zachowania sprawiają, że zaczynamy podejrzewać praktycznie każdego. Autorka bardzo fajnie prowadzi nas przez tę historię i nie daje nam od razu wszystkich odpowiedzi.

Podobało mi się również to, że oprócz samego morderstwa mamy tutaj pokazane życie mieszkańców pałacu i ich problemy. Dzięki temu historia nie skupia się tylko na jednej zagadce, ale mamy wrażenie, że każdy z bohaterów ma swoją własną historię i swoje tajemnice.

Czy uda się odkryć, kto stoi za morderstwem? 🤔 Czy mieszkańcy pałacu rzeczywiście mówią prawdę? A może ktoś wie zdecydowanie więcej, niż chce nam pokazać? 😱

Powiem wam szczerze, że Pałac Tajemnic to książka, przy której cały czas próbowałam łączyć fakty i zastanawiałam się, komu tak naprawdę można zaufać. ❤️ Jeżeli lubicie kryminały, tajemnice, morderstwa i historie, w których nic nie jest takie oczywiste, to myślę, że ta książka może was zainteresować. 😍

Ja lubię takie historie, gdzie autor nie podaje nam wszystkiego na tacy, tylko pozwala samemu szukać odpowiedzi i podejrzewać kolejnych bohaterów. Tutaj zdecydowanie tego nie zabrakło. ❤️

Jeżeli jesteście ciekawi, co tak naprawdę wydarzyło się w pałacu i jakie tajemnice skrywają jego mieszkańcy, koniecznie sięgnijcie po tę historię. Ja mogę wam powiedzieć tylko jedno – czasami najwięcej do ukrycia mają właśnie ci, którzy twierdzą, że nic nie widzieli i nic nie słyszeli. ❤️📚
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
892
Idź do strony: