Niby to jest poradnik, aczkolwiek napisany został pod kontem zdradzenia nam tajemnych sekretów, które doprowadzą do dłuższego życia w zdrowiu. Przede wszystkim czytając czujemy się zaopiekowani, a to już skutkuje naszym zaufaniem do ukazanych tutaj przepisów na długowieczność.
Każdy przepis poparty jest opisem badań na ludziach. Nikt nie neguje tutaj niczyjej diety, tylko trzymają się porównań odnośnie różnych diet i w tym śródziemnomorskiej, która mało, że zadba o nasze zdrowie, zaspokoi potrzeby energetyczne, to jeszcze przy wprowadzeniu zmniejszy depresję i ataki paniki, a u tych, którzy długo ją stosują, całkowicie je wykluczy. Mamy też połączenie kuchni włoskiej z wegańską, by wzajemnie się uzupełniały, a jednocześnie zachowały szacunek dla obu kuchni.
Nie mam aż tak wielkich kompetencji by w szerokiej skali zapewnić o prawdzie z tymi przepisami, jednak na tyle na ile ją znam, wiem, że absolutnie bym się z nimi zgodziła. To czas przyszły, gdyż choć przepisy są proste, to jednak w naszej tradycyjnej kuchni aż tak nie zwracało się uwagi na łączenie składników, by wzajemnie się wchłaniały. Tutaj macie to zapewnione.
Po daniu, które jest wskazane, koniec zdobi dopełnienie oczyszczenia podniebienia z tego, co mogłoby w jakikolwiek sposób zmniejszyć nasze odczucia smakowe. Często się też tutaj podkreśla aby mieć otwarty umysł. Nikt nie neguje tutaj spożywania fast foodów, jednak zwraca się uwagę na to, że jeśli już jemy coś, co wiemy, że nam szkodzi, ale nie możemy się bez tego obyć, to można spróbować oczyścić organizm z tego, co w nas zostało, bądź zamienić niektóre składniki w gotowych produktach, by ich szkodliwość była jeszcze mniejsza. Tutaj wymienia się w treści odpowiednie przyprawy, które na pierwszy rzut okaz wydają nam się zbyteczne, jednak poznając ich działanie, czyli ,,szersze myślenie", zaczynają nam imponować.
Poradnik przekazuje nam, że ważna jest przerwa od jedzenia i aktywność fizyczna. Działy skupiają się na sekrecie piękna gwiazd, lekarstwach w kuchni włoskiej, medytacji, złego oka i przesądach, sztuce radzenia sobie ze wszystkim, drobnych przyjemności, recepty na sukces, myślenia o pieniądzach oraz jak to poutykać, by znaleźć na to wszystko czas:-)
Od razu dodam, że tej lektury nie czyta się na raz, tylko będzie z wami na bardzo długo, póki sami nie zapamiętacie tych ważnych rad. Skorzysta z nich jak zawsze tylko ten, kto naprawdę chce długo żyć, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym oraz w pełni skupionym. Książka zawiera tez ilustracje adekwatne do tematu jaki porusza. One jeszcze bardziej dodają jej nie tyle wartości, co zapewnienia o mądrości, którą każdy może posiąść, jeśli tylko chce. Obecnie posiadam moc słowa, dlatego zachęcam każdego, by dał sobie szansę na szczęście i długowieczność. Z głębi serca ją polecam:-)
Wielki mistrz Wei Wuxian zostaje zabity, a świat oddycha z ulgą. Do czasu, gdy kilka lat później młodych, rozżalony chłopak oddaje swoje ciało mistrzowi, by ten w jego imieniu dokonał zemsty. Od tej pory Wei zamknięty w ciele młodego chłopaka przymierza świat razem ze swoim niespodziewanym sprzymierzeńcem Lan Wangjim, który dawniej był jego rywalem.
To moja pierwsza historia danmei i nie wiedziałam, że właśnie tego potrzebuję. Świat fantastyczny tutaj wspaniale wykreowany, kultywacja, taoizm, Chiny i niesamowity klimat mroku, niebezpieczeństwa i tajemnic. Trochę się tego obawiałam, ale wszystko jest tu wyjaśniane stopniowo i klarownie, więc nigdzie się nie gubiłam i mogłam porwać się w ten magiczny świat.
Myślałam, że ta historia będzie poważna i ciężka w emocjach, jednak główny bohater praktycznie cały czas stoi sobie żarty i sprawiał, że podczas lektury nie raz się śmiałam. Daje to fajny kontrast, do świata, który nie jest wesoły i przyjacielski.
A relacja romantyczna? Slow burn w najlepszej postaci. Właściwie przez większość książki nic nie zapowiada, że między bohaterami coś kiedyś się wydarzy. Dopiero od drugiej połowy dostajemy delikatne sygnały, że Lan Wangjim skrywa jakieś uczucia. I te małe gesty są wspaniałe, właśnie, dlatego że są małe. Do tego niejasna przeszłość bohatera, która zostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Już nie mogę się doczekać kolejnych części i rozwinięcia tej przygody.
Szarlatani istnieli i działali od wieków. Jednak dopiero wraz z upowszechnieniem telewizji i mediów społecznościowych zyskali platformę, która pozwoliła im oszukiwać ludzi na masową skalę. Zrobiło się o nich głośno, co miało przyczynić się do zwielokrotnienia tego zjawiska. Wykorzystując zakorzenione w człowieku, niczym błędy oprogramowania, mechanizmy psychologiczne, żerują na cudzych marzeniach, celach, nadziejach i potrzebach. I nikt nie może czuć się bezpieczny…
Moises Naím i Quico Toro, doświadczeni dziennikarze publikujący w największych światowych mediach, postanowili przybliżyć czytelnikom sylwetki ludzi, którzy zapisali się - nomen omen - złotymi zgłoskami w historii. Niestety, z tych negatywnych względów.
Autorzy w bardzo interesujący sposób opowiadają o życiorysach i metodach działania ludzi zajmujących się szarlataństwem. Znajdziemy tu historie oszustów działających na przeróżną skalę i wykorzystujących różne narzędzia. Łączy ich jedno - mechanizmy psychologiczne, na których bazują.
Efekt potwierdzenia, drabina lojalności, społeczny dowód słuszności - to pojęcia, które najczęściej przewijają się na kartach tej książki. W pierwszym rozdziale dostajemy wyczerpujące wytłumaczenie jak funkcjonują owe zjawiska.
W kolejnych rozdziałach poznajemy szarlatanów z branż finansowej, astrologicznej, religijnej, medycznej, politycznej czy technologicznej. Przekrój jest naprawdę szeroki. Wszystko opisano językiem, który rozbudza ciekawość i buduje zainteresowanie.
Ta książka nie daje rad, jak uniknąć stania się ofiarą. Jeden z „bohaterów” miał po swojej stronie rodzinę Gatesów, a nawet administrację Baracka Obamy. Ani wykształcenie, ani pozycja społeczna nie chronią przed oszustwem - autorzy wyraźnie i szczerze to podkreślają.
Książka jest sprawnie napisana. Jedynym zarzutem z mojej strony może być zbyt częste powtarzanie informacji w pierwszym, teoretycznym rozdziale.
Największą zaletą tego reportażu są odpowiednie proporcje między wiedzą psychologiczną a opowieściami o fascynujących zjawiskach i ludziach. Myślę, że dzięki różnorodności przykładów każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Polecam!
„Słodkie kłamstwa” Alicji Filipowskiej to poruszająca powieść obyczajowa, która trafia prosto w serce i zmusza do refleksji nad własnym życiem 💔✨
Zamiast lekkiej, sielankowej historii dostajemy opowieść, która od samego początku urzeka swoim autentycznym, nieco słodko-gorzkim klimatem. Autorka z ogromną wrażliwością wprowadza nas w świat bohaterów, pokazując, jak pod maską pozornej beztroski mogą kryć się najtrudniejsze emocje. To obyczajowo-psychologiczna powieść o toksycznych relacjach, pozornej przyjaźni i trudnej sztuce stawiania granic.
Karolina to dziewczyna, która desperacko próbuje udowodnić całemu światu swoją niezależność. Gdy w jej życiu pojawia się charyzmatyczna współlokatorka Lika, Karolina czuje, że odnalazła bratnią duszę. Z czasem jednak ta głęboka więź zaczyna niebezpiecznie przypominać emocjonalne uzależnienie. Adam to człowiek sukcesu, który decyduje się rzucić pęd Warszawy i przeprowadza się do małej, beskidzkiej wioski, by żyć bliżej natury. Ta nagła decyzja całkowicie burzy dotychczasowy układ w jego wieloletniej przyjaźni z Bartkiem, wyciągając na światło dzienne skrywane od lat żale i manipulacje.
To historia o tym, jak łatwo pomylić prawdziwą bliskość z chęcią kontroli oraz jak często wolimy karmić się „wygodnymi kłamstwami”, zamiast zmierzyć się z bolesną prawdą i zacząć żyć na własnych warunkach.
Fabuła skupia się na relacjach, które zamiast wspierać, powoli zaczynają nas niszczyć. Śledzimy losy Karoliny, wchodzącej w sidła toksycznej przyjaźni, oraz Adama, którego ucieczka w malownicze Beskidy wystawia na próbę wieloletnią męską relację. Sposób, w jaki autorka splata te wątki, trzyma w zaciekawieniu do samego końca, choć nie ma tu brutalnych zbrodni, a subtelna, domowa dramaturgia.
Bohaterowie są wykreowani po mistrzowsku – są zwyczajni, pełni wad, lęków i sprzeczności, przez co czujemy, jakbyśmy czytali o kimś z naszego otoczenia. Emocje, jakie towarzyszą lekturze, są niezwykle silne. To opowieść o manipulacji, strachu przed samotnością i trudnej sztuce stawiania granic, która wywołuje w czytelniku ogromne poczucie empatii.
Styl pisania Alicji Filipowskiej jest niesamowicie lekki dzięki czemu przez te trudne tematy dosłownie się płynie. Tempo akcji jest wyważone – idealne dla powieści obyczajowej, dające przestrzeń na refleksję i wgryzienie się w psychikę postaci.
Komu spodoba się ta książka?
Przede wszystkim miłośnikom mądrej, życiowej literatury obyczajowej oraz powieści psychologicznych. Jeśli szukacie w książkach prawdy o ludziach, pięknych opisów natury i tematów, które zostają w głowie na długo po odłożeniu tomu na półkę – to pozycja dla Was.
„Niedotlenienie. Opowieść o naszych niemieckich babkach” Marty Hożewskiej to poruszający reportaż o losach niemieckich mieszkanek Dolnego Śląska, które po II wojnie światowej musiały ukrywać swoje pochodzenie i uczyć się życia w nowej rzeczywistości. Historia Lin, Ruth i Anny pokazuje, jak bolesne mogą być uprzedzenia, utrata poczucia przynależności i strach przekazywany z pokolenia na pokolenie. Autorka z dużą wrażliwością i reporterską dociekliwością przybliża przemilczane doświadczenia, skłaniając do refleksji nad tożsamością, pamięcią i konsekwencjami historii. To ważna, pełna emocji lektura, która pozwala spojrzeć na powojenne losy Dolnego Śląska z innej perspektywy. Polecam wszystkim miłośnikom reportaży historycznych i opowieści o prawdziwych ludzkich losach.
„Po prostu się żyje. O Matysiakach i codzienności w PRL-u” autorstwa Tomasza Potkaja to sentymentalna podróż do czasów, które dla jednych są żywym wspomnieniem, a dla innych fascynującą lekcją historii. Autor przybliża fenomen kultowego słuchowiska „Matysiakowie”, które od dziesięcioleci towarzyszy Polakom, a jednocześnie pokazuje, jak wyglądała codzienność w PRL-u – pełna trudności, absurdów, kolejek i niedostatków, ale także rodzinnego ciepła, sąsiedzkiej życzliwości i małych radości.
Na kartach książki poznajemy świat zwyczajnych ludzi, ich obowiązki, przyzwyczajenia i marzenia. Praca, dom, wspólne posiłki, telewizyjna dobranocka czy oczekiwanie na wymarzony sprzęt AGD tworzą obraz epoki, w której nawet najprostsze sprawy potrafiły wymagać cierpliwości. Matysiakowie stają się tutaj symbolem zwyczajnej polskiej rodziny, z jej problemami, emocjami i więziami, które pomagają przetrwać trudniejsze chwile.
To nie klasyczna powieść, lecz publikacja z pogranicza reportażu historycznego i opowieści o kulturze oraz społeczeństwie. Tomasz Potkaj pisze przystępnie i z wyczuciem, skupiając się nie tylko na realiach minionej epoki, ale przede wszystkim na ludziach i ich doświadczeniach. Miejskie mieszkania, kamienice, zakłady pracy i sklepowe kolejki stają się tłem dla historii, która pozwala lepiej zrozumieć życie codzienne w PRL-u.
Podczas lektury towarzyszyły mi nostalgia, zaciekawienie i chwile refleksji. Lubię książki, które pokazują historię z perspektywy zwykłych ludzi, bo dzięki nim przeszłość staje się bliższa i bardziej namacalna. Ta publikacja przypomina, że szczęście często kryje się w prostych rzeczach, a rodzinne relacje i wzajemna życzliwość mają ogromną wartość niezależnie od czasów, w których żyjemy.
„Po prostu się żyje” polecam zarówno osobom pamiętającym PRL, jak i młodszym czytelnikom, którzy chcą poznać codzienność poprzednich pokoleń. To ciekawa, pełna wspomnień opowieść o zwyczajnym życiu, które mimo wielu ograniczeń miało swoje uroki. Warto po nią sięgnąć, by na chwilę zwolnić i przypomnieć sobie, że najważniejsze rzeczy często kryją się w codzienności.
Państwo Kubełek realizują skrywane od lat pragnienie. W malowniczej Osadzie Marzeń zakładają Pensjonat pod Dobrym Aniołem. Niestety, motocyklowa pasja Kacpra kończy się tym, że Gertruda zostaje wdową. Już nic nie będzie jak dawniej… Tomasz Sanik zarządza pensjonatem, skutecznie wysługując się innymi. Denerwuje się, gdy wielkimi krokami nadchodzą znienawidzone święta Bożego Narodzenia. Wszystko staje na głowie, kiedy przyjeżdżają podopieczni Domu Pomocy Społecznej Wesoła Przystań. Wraz z nimi pojawia się Regina, która ma chrapkę na przystojnego kierownika. Na dodatek pewien nawiedzony pisarz znika w niewyjaśnionych okolicznościach.
Pewnie każdy z Was ma jakieś mniejsze lub większe marzenia, prawda? Tylko czy nie jest tak, że chowamy je głęboko w sobie? Czasem wystarczy odważyć się głośno je wypowiedzieć, by miały szansę się spełnić. A ta historia pokazuje, że marzenia nigdy nie tracą na wartości, bo nigdy nie jest zbyt późno na ich spełnienie.
Bohaterowie, jakich stworzyła Marta Nowik, są nietuzinkowi. Mają swoje słabości, błędy na koncie, tajemnice, trudne życiowe doświadczenia. Tym sposobem stają się nam bliscy, łatwo jest się z nimi utożsamić i zrozumieć. Szczególnie chwycili mnie za serce mieszkańcy DPS-u i pisane przez nich listy.
Autorka wspaniale połączyła świąteczną atmosferę z intrygującą zagadką. Niewyjaśnione zaginięcia nadają fabule niepokoju. Zastanawiamy się, kto może za nimi stać? Tu nic nie przychodzi od razu. I to jest najlepsze. Każda nowa informacja dawkowana jest nam w wyważony sposób, dzięki czemu stale nie opuszcza nas ciekawość finału. A ten zaskakuje.
Autorka niezwykle trafnie do wydarzeń i sytuacji oddaje emocje bohaterów. Strata, samotność, poczucie winy, potrzeba akceptacji to tematy, które mocno trafiają w naszą czytelniczą wrażliwość.
Widzimy, ile warta jest dobroć, bezinteresowna, obecność, szczera rozmowa, umiejętność wybaczania czy odwaga, by ponownie zaufać drugiemu człowiekowi.
"Lista świątecznych marzeń" to pełna ciepła i humoru powieść o przyjaźni, przebaczeniu, relacjach, tajemnicach. To historia o pukającej do drzwi przeszłości... Może czas, by stworzyć własną listę świątecznych marzeń? Co o tym myślicie?
🤎„HEARTLESS.Dziedziczka” to finałowy tom godny Oscara❕Historia bohaterów porywa od pierwszej strony,a czym bardziej poznajemy ich decyzje,myśli i plany wobec siebie-ich szczęście staje coraz bardziej ulotne.Wszystko za sprawą wrogów,którzy tylko czekają,by majątek Avy zdobyć i zniszczyć wszystkich,którzy doprowadzili do zmiany planu.
🤎Santino pokazuje się z zupełnie innej strony. Na tą odsłonę ogromne czekałam.On wreszcie widzi swoje błędy,mówi o nich i nie dowierza,że był takim dupkiêm❕Jego spowiedź jest kulminacyjnym momentem,który pokazuje,że nie każde decyzje,czyny da się wymazać. Był kut@sem,który nie patrzył na krzywdy innych,a teraz widzi,że popełniał błędy za błędami❕Jego odkupienie jest bolesne i przekona się,że na miłość trzeba sobie zasłużyć❕
🤎Ava i jej nowa osłona jest petardą👌Warto było czekać,by z dziewczyny po traumatycznych zdarzeniach zmieniła się w kobietę potrafiąca walczyć. Wszystko pamięta,czego zaznała,ale też pamięta,że wolność to jej cel i do niej dąży. Kibicowałam jej ogromnie,a każdy jej krok i słowa wywoływały uśmiech na mej twarzy😊
🤎Bohaterowie zauważają,że nie wszystko jest takie proste.Trzeba zawalczyć o szczęście,miłość i przyszłość,gdy wrogowie o sobie przypominają❕Ich bliskość wraz z czerpaniem przyjemności zachwyca. Pragną i biorą wreszcie,co chcą-na własnych zasadach.I te zasady trzeba poznać👀
🤎Muszę wspomnieć o Lexi i Sebastiano,którzy są nieodłącznymi osobami w tej historii. Na ich pomoc mogą liczyć,a wsparcie dziewczyn wobec Avy jest urzekająca.Mężczyźni przekonają się,że muszą robić wszystko,co ich kobiety każą😁
🤎 „HEARTLESS.Dziedziczka” to fenomenalny finał historii bohaterów,którzy zawładną sercem czytelnika❤️Czytajcie-polecam 🤎🤌
Zawsze była zdania, że chcąc przywrócić duszę zabytkom, trzeba najpierw poznać ich przeszłość
historia jest tak długo prawdziwa, dopóki jest powielana przez ludzi.
Co jeśli stary dom skrywa więcej niż jedną tajemnicę?
Liwia Radecka konwserwatorka zabytków swoją pracę traktuje inaczej niż większość ludzi- dla niej to nie tylko sposób na zarobienie pieniędzy, lecz przede wszystkim powołanie i pasja. Gdy młoda kobieta otrzymuje propozycję odnowienia przepięknej willi w Borku Starym nieopodal Krakowa szybko zaczyna rozumieć, że wiekowy budynek do niej przemawia zaś sylwetka młodej kobiety odzianej w granatowy płaszcz nie ukazała się jej przypadkiem.
Liwia eksplorując willę zaprzyjaźnia się ze swoim pracodawcą - Mathias Berg kupił nieruchomość na życzenie ukochanego dziadka. Żadne z nich nie spodziewa się, że za lustrem w salonie znajduje się skrytka, a w niej pamiętnik należący do pewnej żydowskiej dziewczynki- Lei Rosenfeld.
Os tego momentu rozpoczyna się śledztwo, a historia dzieli się na dwie linie czasowe- Monika Cieluch z wprawą czaruje słowem, spisując historię trafiające do serca i poruszające czułe struny duszy.
Autorka umiejętnie łączy tajemnicę starej willi z emocjonalną historią osadzoną w przeszłości, sprawiając, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej pragniemy poznać prawdę. To opowieść o pamięci, sekretach i ludzkich losach, ale również o tym, jak wielką wartość ma odkrywanie tego, co przez lata pozostawało ukryte.
„Cienie w Lustrzanej” to książka, która przypomina, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Czasem wystarczy jeden odnaleziony pamiętnik, kilka zapisanych stron albo spojrzenie w stare lustro, by na nowo ożyły historie, które miały już nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Po lekturze zostaje refleksja nad tym, jak ważne jest pielęgnowanie pamięci o tych, których głosy mogły zostać zagłuszone przez historię. Bo przecież za każdą tajemnicą kryje się czyjeś życie, czyjś strach, nadzieja i pragnienie, by nie zostać zapomnianym.
To jedna z tych opowieści, które pozwalają spojrzeć na stare mury zupełnie inaczej. Bo być może zabytki skrywają w sobie znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie dostrzec na pierwszy rzut oka. A niektóre cienie czekają tylko na to, by ktoś wreszcie odważył się je rozświetlić
Polecam z całego serca.
Przed wami już 118 tom z serii Mądra Mysz. Kilka z nich już udało mi się przeczytać i zauważyłam, że to nie są typowe bajki, gdzie występują zwierzątka, jakieś złe postacie i szczęśliwy koniec. Wszystko, co się w tej serii dzieje jest na bazie prawdy. Każdy przypadek czy też choroba dotyczy kogoś innego i sensem w niej jest nauka udzielania pierwszej pomocy, oraz przyjrzenie się pracy określonego lekarza, by w razie potrzeby nawet wiedzieć jakie badania będą potrzebne i czy w ogóle one bolą.
W tej części pod lupę została wzięta praca radiolożki. Historia została oparta o wypadek z udziałem nadmiernego używania telefonu. W sumie to również jest wskazaniem, by zbyt często z niego nie korzystać. Pacjentem okazał się być tata chłopca, który spadając złamał sobie rękę. Poznaliśmy numer 112, instrukcję opisu zdarzenia i przyjazd karetki. Zabrali go na Izbę Przyjęć, gdzie ustawił się w kolejce. Tam spotkał znajomą radiolożkę, która poinstruowała, że zanim do niej przyjdzie musi zostać obejrzany przez chirurga. Pod podejrzeniem złamania kryły się kolejno wykonywane badania: zdjęcie rentgenowskie, tomograf, rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, aparat rentgenowski oraz badania takie jak fluoroskopia i aparat ultrasonograficzny. Oczywiście każde z tych pojęć zostało ładnie wytłumaczone, wskazane co po kolei się robi i na czym one polegają. W ten sposób nasze dziecko staje się bardziej doświadczone, kiedy usłyszy jakie badania będzie mieć robione, oraz ze spokojem na nie pójdzie wiedząc, że przy tym nie odczuwa się bólu. W razie wypadku można nie ma już niepokoju przed każdą z wykonywanych czynności. To bardzo dużo, gdyż sama jako dorosła słysząc przeróżne sformułowania badań przeżywałam stres, gdyż nie wiedziałam na czym one polegały. Nie twierdzę, że muszę je wszystkie poznać, bo wolę nie, ale odrobina ważnej wiedzy w życiu nie zaszkodzi.
Sama książeczka jest malutka, lecz jej strony są nieco grubsze. Wszędzie są obrazki, a litery nieco większe. Biorąc pod uwagę ważność informacji oraz dziecięce podejście, warto ją polecić:-)
Czy wątki toksycznych relacji i małomiasteczkowych tajemnic to motywy, po które chętnie sięgasz w thrillerach?
"Złuda" od Miki Modrzyńskiej to książka, która od pierwszych stron otula czytelnika gęstą, niepokojącą atmosferą. Kiedy po nią sięgałam, spodziewałam się dobrego thrillera, ale dostałam prawdziwy emocjonalny rollercoaster!
"Złuda" to mroczny thriller psychologiczny o drastycznym kontraście między idealnym życiem z mediów społecznościowych a brutalną rzeczywistością za zamkniętymi drzwiami.
Samanta rzuca karierę w Krakowie i przeprowadza się na mazurską wieś do swojego partnera, Jacka – niezwykle popularnego autora bestsellerowych romansów. W internecie para tworzy idealny, profesjonalny wizerunek. W rzeczywistości dom staje się dla odizolowanej Samanty więzieniem, a dziewczyna musi maskować sińce na nadgarstkach przed miejscowym listonoszem. Nagle Samanta tajemniczo znika. Jacek tłumaczy to jej nagłym wyjazdem, jednak w małej, zamkniętej społeczności zaczyna gęstnieć zmowa milczenia. Wkrótce na jaw zaczynają wychodzić nie tylko sekrety toksycznego związku pisarza, ale też mroczna, tragiczna historia lokalnych mieszkańców sprzed dwudziestu lat.
Gdy w odciętej od świata wiosce niespodziewanie pojawia się nowa osoba, nieświadomie wkracza w misterną i śmiertelną pułapkę kłamstw.
Fabuła to absolutny majstersztyk budowania napięcia. Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę. Kiedy już wydaje się, że trzymamy w rękach wszystkie karty i rozumiemy bieg wydarzeń, Mika Modrzyńska serwuje zwrot akcji, który burzy każdą teorię. Ta historia dosłownie hipnotyzuje i nie pozwala na odłożenie książki chociażby na moment.
Bohaterowie są wykreowani w sposób genialny i niezwykle autentyczny. Nie są czarno-biali. Każdy z nich ma swoje sekrety, wady i mroczną stronę, co sprawia, że do samego końca nie wiedziałam, komu mogę zaufać. Emocje, które towarzyszą lekturze, są tak namacalne, że momentami aż brakowało mi tchu. Czuć tu strach, niepewność i narastającą paranoję.
Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a jednocześnie niezwykle obrazowy. Mika Modrzyńska pisze z ogromną lekkością, dzięki czemu przez tę historię dosłownie się płynie. Tempo akcji idealnie współgra z fabułą – na początku pozwala nam wsiąknąć w ten świat, by za chwilę drastycznie przyspieszyć i zostawić nas z totalnym chaosem w głowie.
Dla kogo jest ta książka?
Jeśli uwielbiacie rasowe thrillery psychologiczne, w których nic nie jest takie, jakim się wydaje, a klimat gęstnieje z każdą stroną – będziecie zachwyceni. To idealna pozycja dla fanów nieoczywistych zagadek i dreszczyku emocji, który zostaje w głowie jeszcze długo po zamknięciu okładki.
✨ Czy historia, którą znamy z podręczników, to jedna wielka ściema? Dokładnie z takim pytaniem zostawia nas Otto English w swoim najnowszym, genialnym reportażu "Czarne charaktery. Jak tyrani, niepokorne królowe i niesłusznie potępieni zmienili bieg historii". Kiedy tylko wzięłam tę książkę do ręki, wiedziałam, że czeka mnie ostra jazda bez trzymanki przez wieki ludzkich manipulacji, kłamstw i politycznej propagandy! 🤯
Wydawnictwo Feeria po raz kolejny serwuje nam literaturę faktu, która totalnie otwiera oczy, burzy pomniki i zmusza do myślenia.
Jeśli chodzi o treść, autor wykonuje tytaniczną, dziennikarską pracę i bierze na tapetę postaci, które zbiorowa pamięć jednoznacznie oceniła jako potwory albo... ikonicznych złoczyńców (jak choćby Krwawa Mary czy Judasz). Bez obaw, nie znajdziecie tu nudnych, encyklopedycznych notatek. Otto English bawi się w historycznego detektywa i zdejmuje maski z ludzi oraz mitów, o których myśleliście, że wiecie już wszystko. To niesamowite, jak łatwo jako ludzkość dajemy się złapać na fakenewsy sprzed stuleci! 🕵️♂️
Emocje podczas lektury? Było ich mnóstwo! Od czystego niedowierzania i zbierania szczęki z podłogi, przez głośny śmiech, aż po lekki ciarki na plecach. Najbardziej uderza to, jak potężnym i niebezpiecznym narzędziem od zawsze była manipulacja faktami. Autor nikogo tanio nie wybiela – on po prostu pokazuje nam ludzką naturę z całym jej skomplikowaniem, wciągając czytelnika w fascynujące śledztwo.
Styl pisania Englisha jest po prostu bezbłędny. Lekki, niesamowicie błyskotliwy, pełen ironii i typowo brytyjskiego, ciętego humoru. Przez ten reportaż dosłownie się płynie, a język jest niesamowicie przystępny! Rozdziały są tak dynamicznie skonstruowane, że ciągle mówiłam sobie: „dobra, jeszcze tylko jedna postać” i nagle orientowałam się, że minęła połowa nocy. Żadnych nudnych przestojów, czysta czytelnicza przyjemność 🔥
Komu spodoba się ta książka?
Absolutnie każdemu! Spodoba się zarówno totalnym freakom historycznym, jak i osobom, które na co dzień omijają literaturę faktu szerokim łukiem. Jeśli lubicie reportaże, które rzucają zupełnie nowe światło na znane tematy i uczą krytycznego myślenia o świecie, to jest to Wasz totalny must-read.
Muszę przestać obserwować wydawnictwo Hype! 😂😂 Z każdą nowością coraz bardziej się wciągam, a potem zostaję z pytaniem: „Jak żyć”? 😂 Dzisiejsza recenzja dotyczy właśnie jednej z nich, a mowa o „Krwawym przymierzu” czyli pierwszym tomie serii Cursed Covenant od Hype. To dla mnie totalny sztos!
Wyobraźcie sobie, że ktoś setki lat temu podpisał sobie pewne przymierze, a teraz Ty, ja, my mamy przez nie zginąć. Dzięki, przodkowie. Naprawdę super pamiątka rodzinna. 🙃🐉 Lepsze chyba to niż długi do spłaty. 😅 Zatem są czarownice, jeźdźcy smoków, niebezpieczna magia i bohaterki, którym od początku będziecie kibicować. Do tego uczucia, które pojawiają się akurat wtedy, kiedy wszyscy mają już wystarczająco dużo problemów. Astrid jest ostatnią czarownicą z rodu Nachstern i dziedziczką Arturei. Zgodnie ze starym przymierzem musi stanąć do pojedynku z księciem Zryanem. Gra toczy się o Serce, źródło wszelkiej magii, a także o szansę na uratowanie jej królestwa przed Zarazą. Żadnego „nie mam dzisiaj siły”, żadnego przełożenia terminu. Masz walczyć i tyle. Tylko że Zryan to potężny jeździec smoków. Astrid ma eliksiry, magicznego towarzysza i własny spryt. Halo, kto ustawiał poziom trudności?! Bo chyba komuś się kliknęło za dużo. 😅
Jest też Skylar, dziewczyna z wędrownej trupy, która świetnie radzi sobie ze sztyletami, za to z rodziną królewską zdecydowanie nie jest jej po drodze. Kiedy jej losy łączą się z losami Astrid, robi się jeszcze ciekawiej. Więcej nie zdradzę. Sami odkryjcie, komu można zaufać i czyje decyzje sprawią, że będziecie mieli ochotę dyskutować z książką. Mnie najbardziej kupiły bohaterki i ich relacja. Mają własne zdanie, boją się, złoszczą i próbują ogarnąć sytuację, o którą przecież się nie prosiły. Przyjaźń ma tutaj ogromne znaczenie, a romantyczne napięcie dokłada swoje. Jest, komu ufać, jest, o kogo się martwić i jest przy czym robić wielkie oczy. 🖤
A co ta historia ma wspólnego z naszym życiem? Zdziwicie się, bo zaskakująco dużo. Smoka do szkoły raczej nie zabierzecie, chociaż przy niektórych sprawdzianach transport awaryjny bardzo by się przydał. Ale presja? Cudze oczekiwania? Ocenianie ludzi, których nawet nie znamy? To już brzmi znajomo. „Nie zawiedź nas”. „Masz być najlepsza”. „Nie dyskutuj, takie są zasady”. Czytając, myślałam o tym, jak łatwo inni potrafią rozpisać nam przyszłość. Rodzina ma plan, otoczenie ma opinię, a człowiek zostaje z pytaniem, czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na jego własny wybór. Jako matka sama łapie się na tym, że „wiem lepiej”, co jest dobre dla córki, nie pytając się jej, co o tym myśli. Dlatego ta historia naprawdę mocno chwyciła mnie za serce. Podobnie jest z dzieleniem ludzi na swoich i obcych. Tutaj mamy wrogie królestwa, u nas czasem wystarczy inna paczka, wygląd albo komentarz w sieci. Ktoś rzuci hasło, reszta podłapie i już wszyscy „wiedzą”, jaki ktoś jest. Tylko czy ktokolwiek z nim porozmawiał?
Czy dalibyście szansę osobie, której Wasi znajomi nie lubią? Potrafilibyście powiedzieć „nie” bliskim, gdyby oczekiwali od Was zbyt wiele? I czy zasada zasługuje na szacunek tylko dlatego, że obowiązuje od dawna? Za te pytania ogromny plus, za emocje, magię i bohaterki kolejny! Polecam Wam „Krwawe przymierze”, bo oprócz świetnej przygody dostajecie historię o szukaniu własnej drogi, zaufaniu i odwadze do postawienia się innym. Nawet jeśli wszyscy dookoła są święcie przekonani, że wiedzą lepiej. Ja chcę więcej tej serii! A Wy po czyjej stronie stajecie: czarownic, czy jeźdźców smoków? Można przed wyborem poprosić o jazdę próbną? Pytam dla siebie. 😂🐉
Przeczytałem i muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie dobre wrażenie, czytałem z zaciekawieniem, lekko, bez przestojów i co najważniejsze - chciało mi się to czytać, a to nie zddarza się ostatnio często. Zdrowy rozsądek i życiowa mądrość, tak bym to podsumował. No i w końcu wiem na czym polega ta cała asertywność - wypróbuję na sobie. Pzdr
Świetna książka, zainteresowała mojego czterolatka i siedmiolatkę. Myślę, że temat kosmitów jest wciąż aktualny dla każdej grupy wiekowej, dlatego pozycja bez problemu nawet mnie zaciekawiła:-) Tym bardziej, że przez cały czas temat jest nie tyle mroczny, ile gęstniejący z każdą kolejną stroną. Druk jest duży, więc czyta się ją szybko, a same ilustracje pojawiają się na większości stronach. Pierwsza strona opisuje nasze postacie z ich cech, które będą obecne w wydarzeniach, dlatego jak tylko się pojawiają, to od razu zastanawiamy się w jakim stopniu ta cecha będzie u nich przodowała.
Treść jest ukierunkowana według mnie dla siedmiolatka wzwyż, choć może zainteresować też młodsze dzieci. Ujrzymy jak dwójka przyjaciół z psem zauważą tajemnicze światła na niebie. Uda im się uchwycić nagranie z tego wydarzenia. Następnego dnia dowiadują się, że na polu pojawiły się dziwne koła, więc ludzie zaczęli masowo odwiedzać miejsce tajemniczych znaków. Mieli na tyle szczęścia, że obok stała knajpka w której mogli się zaopatrzyć w jedzenie i picie. Kiedy jednak jedna z dziennikarek wstawiła zdjęcia postaci do gazety poczuli się źle, na domiar złego ich niemiła sąsiadka zaczęła sobie z nich żartować. Postanowili odkryć tajemnicę tych znaków i oczyścić z żartów swoje dobre imię. W podróż wyruszyli nocą, gdzie towarzyszył im pies gotów usłyszeć najmniejszy hałas. Jak uważacie, czy faktycznie na niebie latały spodki kosmiczne? W jaki sposób powstały ślady na polu? Komu mogło zależeć na nastraszeniu mieszkańców? Na te wszystkie pytania odpowie wam Biuro Detektywistyczne numer 2:-)
Nie przypuszczałam, że uda mi się z dziećmi przeczytać tą książkę na raz, a jednak udało się. Nie ukrywam, że sama z przejęciem przypatrywałam się obrazkom na stronach, które pięknie zostały wstawione. Żywe barwy jeszcze mocniej urzeczywistniły te wydarzenia. Na końcu lektury mamy kilka zapytań, więc kto jest gotów sprawdzić swoją spostrzegawczość, to może dłużej pozostać z bohaterami. Ogólnie to płynie z niej bardzo ciekawy przekaz, by zawsze upewniać się po swojemu w jakiekolwiek wiadomości, które ktoś nam przekazuje. Nie chodźmy tam gdzie wszyscy, tylko róbmy to, co samych nas ciekawi. Serdecznie ją polecam:-)
Od razu zaznaczam, że ja po prostu uwielbiam wszelkie opowieści o strasznych domach w których straszy, więc moja opinia może być najbardziej obiektywna dla mnie. Ogólnie nie jestem zdania, że każda historia o duchach jest straszna i warta przeczytania, jednak akurat to wydanie, już kolejne z książek tego typu, dało mi pewność, że wydawnictwo Zysk i S-ka szczególnie dobiera sobie autorów grozy, których wydaje.
Przede wszystkim w opowieści czujemy, że są z lat bardzo dawnych, ale nie zawsze jest pokazany ich przedział czasowy. Choć w dawnym klimacie są opisane, to jednak styl wypowiedzi postaci będzie uchodził za przystępny nawet za kilkadziesiąt lat do przodu. Toczące się w bogatych domach czy też rezydencjach wydarzenia głęboko zaznaczają ich zamożność. Wszystkie rzeczy czy też przedmioty jak i stroje w których paradują domownicy wypisane zostały dla podkreślenia ich bogactwa. Niby perorują o tym, że zawsze mogą je stracić, że każdy mógłby ich dom przejąć, to jednak jakaś magiczna siła, jakby ta, która ich chroni, wciąż zatrzymywała dla nich kosztowności oraz ich samych. Tu była taka dwojakość, gdzie im bardziej się narzekało, tym mocniej zawartość portfela była podkreślana. Już po za domem pojawiały się postacie, które tworzyły dodatki mroku i dziwności, były zauważana, były spotykane i opisywane, ale w dziwnych okolicznościach zanikały w treści. Nawet jak w dalszych opowiadaniach bywały zaognione wydarzenia strachu, to jednak bywało tam takie bezpieczne miejsce z którego obserwowali te dziwności, lub doświadczali ich choćby poza samochodem, a już w nim zyskiwali bezpieczeństwo.
Każde opowiadanie jest różne, jednak cechą wspólną są niewyjaśnione okoliczności z mocno zaznaczoną grozą. Osoby, które znikały, obecności osób, które się czuło, oraz wydarzenia, których nie można było wyjaśnić w logiczny sposób. W każdym z dwudziestu czterech opowiadań dialogów było malusio, a koniec hipnotyzował, gdyż udowadniał to, czego udowodnić logicznie się nie dało.
Myślę, że właśnie te rzeczy najbardziej mnie oczarowały:-) Dlatego dla koneserów literatury grozy jest odpowiednia:-)
Niby jest to książka do przeczytania na raz, aczkolwiek początek był nieco przydługi. To było opowiadanie o tym jak bardzo młody człowiek marzył o stworzeniu czegoś własnego, jak upadał, co się u niego nie sprawdzało, aż do momentu, kiedy biznes szedł mu naprawdę świetnie i nagle coś się wydarzyło. Mnie dopiero od tego czasu lektura zaczęła interesować, wcześniej czułam jakbym była na wykładzie bez emocji, gdzie nie znałam tematu, ale czułam, że prędzej czy później coś się rozwinie.
Musicie jednak wiedzieć, że w tej książce pieniądze są zawsze na pierwszym miejscu. Nie ważne w jaki sposób można je osiągnąć- kłamstwem, manipulacją, czy robieniem kogoś w balona- każda inwestycja miała przynosić dochód i tyle. Takie przebudzenie następuje w momencie, kiedy jego nie tyle przyjaciel, ile powiernik we wszystkim co stworzyli, nagle ginie wraz z całą rodziną. Niedługo po tym zaczynają się pojawiać ludzie do których nie dotarło wynagrodzenie i jest to owiane wszelką tajemnicą. Nic dokładnego was tu nie spotka, jakby samo wspomnienie o czymkolwiek miało już samo w sobie być przerwaniem jego dochodu. Zaraz po tym wydarzeniu gosposia informuje, że wezwała policję, ponieważ jego rzekomo bezpieczne mieszkanie zostało splądrowane. On nam wymienia wszelkie mienia średnio zamożne, ale nie spodziewał się, że mogło chodzić o coś innego. W późniejszym czasie na plan wchodzi pewna kobieta, która inteligencją zaczyna mu imponować. Kim jednak jest i czy wszelkie wcześniejsze wydarzenia mogły mieć z nią cokolwiek wspólnego?
Ogólnie to przyznam, że historia jest interesująca, tylko cały czas miałam wrażenie, że dzieje się na dwóch płaszczyznach, tej w której postać opowiada co robił i gdzie chadzał oraz tej, która jakby wychodziła z ogółu i działa się w czasie obecnym w danej chwili. W czasie z chwili obecnej bardzo wciągała, w ogólnych zarysach już mniej.
Treść bardzo jest skupiona na przekazie psychologicznym w ogólnym znaczeniu. Czytelnik może mieć wiele domysłów, choć takim najgłówniejszym tematem będą od początku do końca pieniądze oraz przestroga aby nie pożądać wielkich sum, gdyż przyjdą za nie życiowe faktury;-)
Od ponad pięciu, szczęściu lat mam ogromną przyjemność współpracować z wydawnictwami i czytać książki, które naprawdę cieszą mnie z całego serca, choć przyznam, że są też takie, przez które nie jestem w stanie zasnąć przez to, że nie trafiają w moje gusta. Nie jest tak, że odkłada i krzyżyk, ale zawsze daje na przeczekanie i wracam do nich. Tym razem skupmy się na tych mega pozytywnych, bo ich jest masa, co mnie cieszy. Ty razem witam wszystkich, którzy szukają pozycji, od której mogliby zacząć przygodę z tym gatunkiem. Jeśli chcecie móc się z kimś nie zgadzać itp., to tutaj macie wachlarz nie tylko emocji, które przyprawiają o ciarki na plecach, ale takie, które rollercoaster przy tym to pikuś. Ja takie czytanie uwielbiam. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki pt. „Żelazna dama” autorstwa Xiran Jay Zhao. Tom pierwszy o tym samym tytule, wydany przez wydawnictwo WeneedYa.
Ktoś tu uznał, że dziewczyny powinny znać swoje miejsce. Zetian najwyraźniej nie dostała tej wiadomości. Całe szczęście, bo inaczej ominęłaby nas kawał porządnej historii. 🔥 „Żelazna wdowa” to książka, którą mam ochotę podsuwać szczególnie tym, którzy na widok fantastyki mówią: „To chyba nie dla mnie”. Poczekajcie z tym wyrokiem. Najpierw poznajcie dziewczynę, która ma serdecznie dosyć świata urządzonego cudzym kosztem. Uprzedzam tylko, że jej sposób zgłaszania uwag zdecydowanie wykracza poza napisanie skargi. 😂
Trafiamy do Huaxii, gdzie ludzie walczą z potworami przy pomocy ogromnych maszyn bojowych, sterowanych dzięki psychicznemu połączeniu pilotów. Brzmi widowiskowo? No ba! Tyle że za tym widowiskiem kryje się paskudna zasada, a mianowicie maszyny obsługują pary złożone z chłopaka i dziewczyny, a dziewczyny bardzo często przypłacają to życiem. Chłopcy zbierają chwałę, system działa dalej, a pytanie o cenę tej chwały jest wyjątkowo niewygodne. Nie wiem, czy zrozumieliście, ale idźmy dalej. Osiemnastoletnia Zetian zgłasza się do służby, żeby pomścić śmierć siostry. Nie przyjeżdża zachwycać się mundurami ani grzecznie przytakiwać przełożonym. Ma konkretny cel. Kiedy podczas psychicznego połączenia ginie jej partner, a ona sama przeżywa, otrzymuje miano Żelaznej Wdowy. Nagle dziewczyna, którą można było poświęcić, staje się kimś, kogo trzeba się obawiać. No proszę. Od razu zmienia się ton rozmowy, no robi się ciekawie, prawda? Podejrzewam, że każdy z was nieraz widział lub czytał podobną historię o pomście kogoś bliskiego.
Bohaterka kupiła mnie przede wszystkim tym, że nie została napisana po to, żeby wszystkim było z nią wygodnie. Jest wściekła, uparta, potrafi być bezwzględna. Bywa też trudna w ocenie. Można jej kibicować i jednocześnie zastanawiać się, czy kolejny krok nie prowadzi jej za daleko. Uwielbiam takie bohaterki, bo dają mi coś więcej niż zestaw zalet do odhaczenia. Przy niej naprawdę mam o czym myśleć. Zawsze podchodzę lekko sceptycznie nawet do bohaterów, którzy zostali skrzywdzeni, bo może okazać się, że prawda jest całkiem inna. Jak jest tym razem? To już zostawiam dla was do poznania, a więc obok Zetian poznajemy Li Shimina, niezwykle potężnego pilota o przerażającej reputacji, z którym zostaje połączona. To postać, przy której warto przyjrzeć się różnicy między tym, co mówią o człowieku inni, a tym, jaki okazuje się przy bliższym poznaniu. Jest również Yizhi, przyjaciel Zetian pochodzący z uprzywilejowanego świata. Każde z tej trójki ma inne doświadczenia i inne możliwości. Ich relacje są jednym z najmocniejszych powodów, dla których tak dobrze weszłam w tę historię. Jest tu napięcie, potrzeba bliskości i pytanie, komu można zaufać, kiedy inni już zdecydowali, jaką rolę masz odegrać.
W tym tomie odkryjecie zasady tego świata, wojskową hierarchię, mechanizm walk oraz cenę, jaką płacą ludzie stojący najniżej. Chińskie inspiracje łączą się z ogromnymi machinami bojowymi, brutalną rywalizacją i buntem. Akcja daje emocje, a to, co dzieje się pod jej powierzchnią, zostawia sporo tematów do przegadania. Ta historia ma wiele wspólnego z naszymi czasami, chociażby to, jak łatwo oceniamy ludzi na podstawie płci, pochodzenia albo opinii, która zdążyła się do nich przykleić. Sama nieraz łapie się na tym, że potrafię tak zrobić. Zetian słyszy, jaka powinna być i na co powinna się zgodzić. Dzisiaj takie komunikaty też mają się świetnie. Wystarczy zajrzeć do komentarzy w internecie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto z pełnym przekonaniem urządzi nam życie, choć nawet nie zna naszego imienia. Ta książka mocno przypomina, że popularność nie jest dowodem przyzwoitości, a wysoka pozycja nie daje człowiekowi wyłączności na rację. Pokazuje też, jak niebezpieczne bywa przyjmowanie krzywdy za coś normalnego tylko dlatego, że „przecież od zawsze tak było”. Ile razy podobne zdanie kończy rozmowę, która dopiero powinna się zacząć? Młody czytelnik może wziąć z tej historii odwagę do zadawania pytań, większą uważność na nierówne traktowanie i przekonanie, że cudza etykietka nie musi stać się ich tożsamością. Mogą też zastanowić się, co zrobić z własnym gniewem, bo gniew potrafi powiedzieć nam, że ktoś przekroczył granicę. Trudniej zdecydować, co z tą wiedzą zrobić. Zetian zdecydowanie dostarcza materiału do dyskusji. Bardzo podoba mi się, że te tematy poznajemy przez wybory bohaterów i ich konsekwencje. Nikt nie zatrzymuje wielkiej maszyny bojowej, żeby przeprowadzić pogadankę wychowawczą. Uff. Szkolny dzwonek może na chwilę odpocząć. 😉
Ogromnie polecam „Żelazną wdowę” starszej młodzieży. Jest tu przemoc, śmierć i krzywdzący system, więc ciężar tej opowieści warto mieć na uwadze. Dla mnie właśnie połączenie widowiskowej fantastyki z tak mocnymi pytaniami stanowi jej ogromną siłę. ❤️ A Wy? Łatwo przychodzi Wam sprzeciwić się większości? Czy bohaterka musi podejmować dobre decyzje, żebyście chcieli poznać jej dalszą historię? Gdzie dla Was kończy się walka o sprawiedliwość, a zaczyna zemsta? Fiu, Fiu, a uwierzcie, emocji jest masa. Jeśli ja mam, to w pierwszym tomie, to matko jedyna, co da nam drugi tom? 😉😉😉
Tak naprawdę nie da się jednoznacznie określić całej książki, ponieważ sam początek jest bardzo ciężki emocjonalnie do przeczytania. Ja wiem, że aby pokazać kogoś przemianę i by zrozumiał skąd postać ma w sobie tyle siły i samozaparcia, to do zrozumienia potrzebny jest jego upadek, jednak ten jest bolesny. Ciężko się o nim czyta, gdyż autorka postanowiła zniszczyć wszelkie cechy człowieczeństwa poprzez postać w białej szacie na białym koniu. To on bowiem wydawał rozkazy, by zamordować każdego mieszkańca z wioski, spalić każdą chatę i najbardziej rozkazał skupiać się na dzieciach, o których sposobu przygotowania dla nich śmierci i samego uczynku, czytaliśmy. To było upodlenie człowieczeństwa i źle się o tym czytało. Jednak podejrzewam, że zamysłem autorki było właśnie zobrazowanie tak silnych uczuć w czytelniku, by pojął, że to dzięki nim jedyna ranna, choć przetrwała i za pomocą nienawiści do tych, którzy ją zniszczyli, stała się tak silna, że gotowa była na całkowity odwet. Miała tutaj osobę, która pomogła jej wyzdrowieć, a później, gdy wyruszyła na zemstę, zespoliła się z kimś, kogo również wściekłość ściskała za serce. To takie dwie postacie, gdzie ona nie obwieszcza się ze swoją inteligencją, ale ją posiada, a on ogłasza jak bardzo i kim pomiata, jednak mądrości za grosz tam nie było. Razem stworzyli takie dopełnienie, które będzie się przewijało względem bitew i chytrych przewinień poprzeplatanych z mądrością płynącą z wierzeń słowiańskich.
Bywa tutaj bardzo drastycznie, ale każda postać ma swoje myślenie i przeżycia, które w stronę , którą pokazują ją ukształtowało.
Jeśli ktoś jest osobą głęboko wierzącą, to od razu zaznaczam, aby po tą książkę nie sięgał. Nie chodzi o same bitwy i walki, tylko też o ,,zasady", których wyznają oraz słownictwo, którym postacie się posługują. Myślę, że ,,plugawe" będzie dobrym zobrazowaniem.
Samo utworzenie tej książki jest doskonałe, gdyż zawiera szereg emocji, opisów oraz postawy postaci, które są proporcjonalne do rzeczy, które bohaterzy wykonują. Jednak z uwagi na ich zachowania nawet przez usta mi nie przechodzi by ją polecić, gdyż to była totalna kłótnia z moimi przekonaniami i moimi zasadami moralnymi. Każdy, kto lubi ostrość i każdy inny przymiotnik przypisany przeciwieństwom pozytywności pojmie ją i określi jako doskonałą. Dlatego szczególnie te osoby powinny po nią sięgnąć.
Muszę też dodać, że wydanie tej książki jest przepiękne i kosztowne, zupełnie jak postacie, które władały na początku. I na tym zakończę swoje zdanie.
"Dom o zapachu chleba" jest piątym tomem sagi Siostry ze Starego Młyna i zarazem jej finałem. Każdy tom dotyczy innej siostry, więc można czytać je niezależnie od siebie. Ten dotyczy wszystkich. Jednak tym razem otrzymujemy powieść zimową.
Siostry Złotowskie znów są razem. Hania chce powołać fundację, łącząc historię Starego Młyna z tym, co dopiero nadejdzie. Marysia spodziewa się narodzin upragnionej córki. Nadia odkrywa tajemnice ukryte głęboko w historii własnej rodziny, a Tośka staje przed jednym z najważniejszych wyborów w życiu. Oczekują też na przyjazd redaktora Aleksa Rozmana z programu Zachwyt kontrolowany, który ma nagrać odcinek o Starym Młynie. Dawne sekrety wracają...
Ilona Gołębiewska jak ma to w zwyczaju, ponownie serwuje nam historię, w której nadrzędną rolę odgrywa wątek pewnego sekretu... Rodzina Złotowskich będzie musiała stanąć w obliczu trudnych decyzji, a przede wszystkim zmierzyć się z historią, o której nie miała pojęcia.
Czym dla Was jest dom, a szczególnie ten rodzinny? Czterema ścianami, w których tylko mieszkacie, czy może miejscem, do którego zawsze wracacie z miłością? Ta historia pokazuje, że dom to ludzie i wspomnienia, którzy dają nam siłę, by przetrwać trudne momenty. Bo największy skarb to więzi budowane przez pokolenia poprzez drobne gesty i wspólne doświadczenia i spędzane razem chwile. Przynależność do domu nie ma ceny. Widzimy też, że nawet jeśli jesteśmy ze sobą blisko, nie omijają nas konflikty. I właśnie te trudne chwile pokazują, jak jesteśmy dla siebie ważni, jak wówczas liczy się wsparcie rodziny. Przyznanie się do błędów, zdobycie się na rozmowę, przed którą uciekaliśmy przez lata czy wyciągnięcie ręki na zgodę, nie należą do łatwych.
Kolejny raz autorka zachwyca nas barwnymi opisami Młynarzówki, a dodatkowo pozwala nam poczuć świeżo upieczony tytułowy chleb. Na końcu książki tradycyjnie znajdziemy kilka przepisów Marty ze Starego Młyna.
"Dom o zapachu chleba" to pełna ciepła, wzruszająca powieść o sile rodzinnych więzi, miłości do rodzinnych stron i miejsc. To historia o sekretach i trudnej do zaakceptowania prawdzie, która staje się początkiem zmian. I ponownie podczas lektury unosił się ten wspaniały zapach pieczywa...