Coraz częściej mam ochotę, by bohaterką książki była dojrzała kobieta, a nie taka dwudziesto- czy trzydziestoletnia. I tu taką spotkałam, gdyż Wanda ma pięćdziesiąt lat.
Rozwód i utrata pracy nie przekreślają naszego szczęścia. Przeciwnie, to właśnie wtedy może się okazać, że otwierają się przed nami nowe możliwości. Wanda zaczyna prawdziwie żyć, uczy się słuchać siebie, swoich potrzeb i pragnień. Kiedyś nie wyobrażała sobie, że może czuć się dobrze sama ze sobą. Co prawda ma obawy związane z utratą pracy i znalezieniem nowej ze względu na wiek, ale zapisuje się na kurs komputerowy. Profil założony na Instagramie to początek pewnej przyjaźni i zmian.
Do zmian potrzeba odwagi, bo to od niej wszystko się zaczyna. A każdy moment do zmian jest dobry. I to bez względu na wiek. Nie można się bać, ani patrzeć na to, co ludzie będą myśleli, czy mówili. Trzeba nauczyć się stawiać granice. Nie da się zadowolić wszystkich dookoła, zwłaszcza kiedy ktoś tej pomocy nie chce. To nasze życie i powinniśmy przeżyć je po swojemu. Robić to, co sprawia nam największą radość.
Joanna Tekieli stworzyła niebanalnych bohaterów, z wadami, popełniającymi błędy, wątpliwościami, którzy mocno osiadają w pamięci. Jest to sąsiad, amator eksperymentów społecznych i opiekun porzuconych egzotycznych zwierząt - Wojtek. Kolejny to Nicola (tak dobrze widzicie - Nikola), który przyjeżdża do Polski w poszukiwaniu tytułowej właściwej stacji. Co ciekawe znajduje ją, tworząc w starym wagonie klimatyczną restaurację. Pojawiła się też Monika - córka Wandy, która matkę sprowadza jedynie do roli niani swojej córki. Zresztą w innych życiowych kwestiach też jest sceptycznie nastawiona. Trudno było mi ją polubić.
Autorka pokazuje, czym jest prawdziwa przyjaźń. Uczucia również się pojawią, nawet wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy. Poszukiwanie siebie, lęki, strach, nowe szanse i pośród tego odrobina humoru - niczego więcej nie potrzeba.
To ciepła, życiowa, dodająca otuchy i inspirująca do zmian powieść o tym, że będąc na życiowym zakręcie, zawsze warto zawalczyć o swoje marzenia. Nie można tracić wiary w ich powodzenie. Warto pomyśleć o sobie. I odnaleźć "Właściwą Stację". Ona na pewno gdzieś tam jest...
Piękna, pełna emocji i kolorów historia małej dziewczynki, która, podobnie jak Alicja, trafiła do obcego i niesamowitego świata. Dorosły czytelnik dostrzeże sporo mądrości na temat ludzkiej natury. Gdyby nie kilka naprawdę brutalnych scen (Blaszany Drwal doskonale umie posługiwać się siekierą, zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze stada wilków), byłaby idealna dla współczesnych najmłodszych. Warto poznać, przeczytać w całości chociaż raz, biorąc pod uwagę jak dużą rolę pełni ta bajka w dzisiejszej popkulturze. Opublikowana po raz pierwszy w 1900 roku! A dalej zachwyca.
Od razu wam zaznaczam, że wielbiciele sensacji będą ta książką zachwyceni, jednak jeśli ktoś liczył na typowy thriller, to raczej mniej będzie się cieszył. Dla mnie to była typowa sensacja z nutą niepokoju. Aby wgryźć się w treść potrzeba doczytać zaledwie dwadzieścia stron, bo początek ukazuje głównego bohatera, jego krótkie życie, to gdzie służył oraz poznamy ludzi z którymi pracuje i tam bez względu na to czy kobieta czy mężczyzna, każdy będzie równie sztywny i profesjonalny jednocześnie w sprawach, które wykonuje. Takim największym plusem tej książki jest akcja, która przyspiesza i uchyla rąbka zaniepokojenia, znowu przyspiesza i kolejne informacje poznajemy. Nie spoufalamy się z postaciami, traktujemy to tylko jako książkę i opowieść w niej zawartą. Pilnowanie telefonu alarmowego przez naszą postać może się wydawać dosyć nudnym zajęciem i takie było przez ogromny okres czasu. Oczywiście do jednej chwili, kiedy on w końcu dzwoni i to w najwyższej randze niebezpieczeństwa o czym zostajemy poinformowani. Kobieta dzwoniąca podaje kod bezpieczeństwa i prosi o szybką pomoc, po czym sygnał zostaje przerwany. Sprawa nie jest taka prosta jak się wydaje, gdyż zamieszane zostają w nią najwyższe władze z którymi tak naprawdę się nie zadziera i nie staje im na drodze. Od tego momentu wiemy, że nic nie wiemy, bo musi uciekać, poszukiwać świadków i bardzo na siebie uważać, gdyż wciąż nie jest sam. Jednak to z pewnością nie jest towarzystwo o które by prosił:-)
Według mnie to treść idealna na film, ale mniej wciąga jako czytanie o tym, gdyż nie zawsze wiemy ile czasu mija od rozdziału do rozdziału. Co kolejny się zaczyna to nie jest kontynuacją, tylko wejściem do innych wydarzeń, gdzie musimy przeczytać kilkanaście linijek zanim na dobre nas pochłoną. Postacie nie są wiarygodne, bo nie mówią co myślą, czasami to zdradzają, bo największy sens jest w istocie tego, że wiedzą co robią, lub co kazano im robić i to robią, ale my nie wiemy co, tylko dowiadujemy się tego z chwili obecnej. Nie da się więc jej przewidzieć i to akurat bardzo duży plus. Sensacja powinna być sztywna i profesjonalna i taka właśnie jest:-)
Ta książka jest napisana na wzór kobiety, która pragnie, aby cały świat dowiedział się co przeżyła. Mam przeszło osiemdziesiąt lat i cieszy się ogromnie, że udaje jej się oddać jak wiele rzeczy stało się z nią i rodziną w bardzo trudnym dla nich czasie. Obecnie jest sama i trudno jest początkowo określić czy to jest samotność z wyboru, czy zwyczajnie już nikogo przy sobie mieć nie może. Nie można też pominąć faktu ogromnej tęsknoty, która często się przebija przez czas jej wspomnień. W sposób piękny opisywała swoje młode lata, gdzie pamiętała co jej mama miała w szafie oraz wszelkie zapachy, które kojarzyły jej się z konkretnymi osobami. W pewnym jednak momencie wszystko co dobre prysło i cała jej rodzina została oddelegowana na Syberię. Tutaj pojawia się ból ogromny, gdyż codzienne walki o przetrwanie wykańczają ją fizycznie, a myśli o kimś przy kim pozostało jej serce tylko dokładają walki psychicznej. Widok kiełbasy sklepowej, której nie jadło się od dwóch lat był jak widok statku w momencie, kiedy się tonęło, który nie mógł przekroczyć linii innego hrabstwa by nas uratować. Uwierzcie mi, że opisy tak działają na naszą wyobraźnię, że pomimo luksusu w domu, gdzie wybrzydza się chleb wczorajszy czy wędlinę na pokrój szynki, szybko doceniamy jak bardzo nieosiągalne są to rzeczy dla innych ludzi i jaki dobrobyt sami posiadamy. Pamiętajcie, że treść jest w dużej mierze pisana emocjami, ludzkimi porównaniami, więc smutek przychodzi do głowy, bo tak żyło większość osób w dawnym czasie, a ta opowieść jest jest oparta na tym przez co ktoś przeszedł. Niby później udaje jej się zapoznać kogoś, kto pomaga jej przetrwać, ale czy to wystarczy, aby uśmiech powrócił na jej twarz?
Historie są pisane z różnych czasów, w jednym mamy czas obecny, gdzie starszej kobiecie nic już nie grozi i ktoś wypytuje ją o przeszłość, którą opisuje w swojej książce. W drugiej wciąż mamy czasy trudne, jakby wyjęte z miejsca, gdzie każdy z nas chowa tam wszystko, co mu nie służy. Nie da się jej przeczytać na spokojnie, gdyż wzruszenie jest obecne od początku do końca książki. Potrafi dać do myślenia, gdyż podkreślony jest upór w dążeniu do celu. Jest dobrym przykładem tego, że jeśli czegoś ogromnie pragniemy i nie poddajemy się nawet pomimo upadku, to na końcu może nas czekać coś o czym nam samym się nie śniło:-) Mega ją polecam:-)
Każda kobieta posiada w sobie ziarno obaw. To mężczyzna jest odpowiedzialny za to, czy znajdzie się w niej również dla niego żyzny grunt.
Uczciwość to szczerość. Ale jeżeli jedna strona nie jest uczciwa, czy druga taka być musi? Czy podejrzenia to brak szczerości?
Julia i Hugon wspólnie prowadzą luksusowy hotel nazwany od ich nazwiska Loret.
Leżący w Beskidach przyciąga on zamożnych turystów pozwalając rodzinie żyć na bardzo wysokim poziomie.
Poza tym małżonkowie tworzą bardzo zgodną parę wychowując dwoje dzieci- dziesięcioletnią Ewę i trzynastoletniego Michała.
Wiadomo jednak, że nawet w najbardziej idealnych układach kryją się sekrety.
Czasem wyjątkowo mroczne.
Wszystko co Julka i jej mąż razem zbudowali może się rozpaść, obrócić w pył, bowiem dziewczynka znika bez śladu.
Rok później podobny los spotyka jej ojca. A zrozpaczona żona zrobi wszystko by dowiedzieć się co się wydarzyło naprawdę.
Do sprawy zostaje przydzielona ambitna śledzcza Oliwia Lang.
Szybko odkrywa, że sprawa Loreta to nie tylko zaginięcia. To misternie utkana sieć sekretów, przemilczeń i kłamstw, które sięgają znacznie głębiej, niż ktokolwiek przypuszczał.
Każdy trop prowadzi do kolejnych niewiadomych. Każda odpowiedź rodzi nowe pytania.
A Julia zaczyna rozumieć, że człowiek, z którym dzieliła życie, mógł być kimś zupełnie innym, niż myślała.
W tym świecie nic nie jest oczywiste.
Zaufanie staje się luksusem. Prawda — zagrożeniem. A najbliżsi… największą niewiadomą.
Gdzie jesteś, siostrzyczko? autorstwa Max Czornyj to przejmujący thriller psychologiczny o granicach zaufania, sile matczynej determinacji i mroku, który potrafi skrywać nawet najbardziej idealne życie.
Bo czasem największe tajemnice nie kryją się w ciemności.
Tylko tuż obok nas.
A najważniejsze pytanie brzmi:
czy naprawdę chcesz poznać prawdę… jeśli może zniszczyć wszystko?
Ta książka mnie naprawdę mnie zaskoczyła.
Każdy z bohaterów nosi w sobie mrok , a zwroty akcji wciskają w fotel.
Polecam serdecznie i czekam na więcej.
Witam, dziś mam dla Was recenzję książki „To jedno kłamstwo” ❤️ autorstwa Małgorzaty Kasprzyk ❤️
Wydawnictwo Inedita ❤️
„To jedno kłamstwo” to moja kolejna przygoda z twórczością tej autorki — za co ogromnie dziękuję ❤️
Tym razem autorka zabiera nas w świat młodych ludzi i pierwszej, prawdziwej miłości — takiej, w której nie liczy się nic poza byciem razem. Miłości szczerej, intensywnej, ale niestety bardzo kruchej. Bohaterów łączy niezwykła więź, choć los daje im zaledwie siedem dni, by mogli się nią nacieszyć.
Patryk wyjeżdża na misję do Afganistanu i ma wrócić dopiero za pół roku. Co mnie bardzo poruszyło — młodzi nie próbują walczyć z jego decyzją ani jej zmieniać. Wierzą, że po powrocie będą mogli zacząć wspólne życie i spełnić swoje marzenia. Niestety życie pisze własne scenariusze…
Autorka w bardzo przejmujący sposób pokazuje, jak jedna decyzja — jedno kłamstwo — może wpłynąć na losy wielu osób. Bo jak mówi stare przysłowie — kłamstwo zawsze ma krótkie nogi. Prędzej czy później prawda wychodzi na jaw, a jej konsekwencje bywają bolesne i nieodwracalne.
Książka zmusza również do zadania sobie bardzo trudnego pytania: czy można wybaczyć ukochanej osobie kłamstwo, zwłaszcza w tak poważnej sprawie? Czy miłość jest na tyle silna, by udźwignąć ciężar zdrady zaufania?
Szczególnie poruszające jest to, jak główna bohaterka musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości po dramatycznych wydarzeniach. Dodatkowym ciężarem, ale i jednocześnie promykiem nadziei, jest fakt, że nie zostaje sama — nosi w sobie część ukochanego, coś, co już na zawsze będzie ją z nim łączyć.
Motyw młodej matki, która musi zmierzyć się z samotnym macierzyństwem, został przedstawiony w bardzo autentyczny sposób. Na szczęście bohaterka może liczyć na wsparcie rodziców, którzy robią wszystko, by nie czuła się samotna w tej trudnej sytuacji.
Książka skłania również do refleksji nad losem ludzi wyjeżdżających na misje wojskowe. To trudny temat — pełen bólu, strachu i niepewności. Uświadamia nam, jak kruche jest życie i jak niewiele trzeba, by wszystko się zmieniło.
To historia, która pokazuje, że nie zawsze dostajemy od życia to, czego pragniemy. Czasem musimy zmierzyć się z bólem, stratą i niesprawiedliwością. Ale jednocześnie przypomina, jak wielką siłę ma człowiek — i jak potrafi walczyć o siebie oraz swoich bliskich.
„To jedno kłamstwo” to niezwykle emocjonalna i poruszająca opowieść o miłości, stracie i konsekwencjach wyborów. To historia, która pokazuje, że jedno kłamstwo może zburzyć wszystko, co budowaliśmy, ale też zmusza do refleksji, czy jesteśmy w stanie wybaczyć… i czy każde kłamstwo da się naprawić.
To książka, która łamie serce, zostaje w pamięci i jeszcze długo po przeczytaniu nie daje o sobie zapomnieć ❤️
Byłem w kolumbijskim więzieniu autorstwa Artur Górski to reportaż, który wciąga czytelnika w świat tak brutalny i niewyobrażalny, że momentami trudno uwierzyć, iż to rzeczywistość, a nie filmowa fikcja. Autor zabiera nas do jednego z najcięższych więzień świata – La Picota – gdzie rządzą własne prawa, a przetrwanie jest ważniejsze niż jakiekolwiek pojęcie sprawiedliwości czy odkupienia.
Styl Górskiego jest reporterski, konkretny i pozbawiony zbędnych ozdobników, co tylko potęguje siłę przekazu. Autor nie dramatyzuje na siłę – opisuje to, co widzi i słyszy, a właśnie ta surowość sprawia, że historia robi tak ogromne wrażenie. Jego narracja opiera się na bezpośrednich relacjach, rozmowach i obserwacjach, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, jakby sam poruszał się po korytarzach więzienia, w którym codzienność wyznacza przemoc, korupcja i nieustanna walka o przetrwanie.
Fabuła (a właściwie reporterska relacja) koncentruje się na pobycie autora w Kolumbii, gdzie po wielu staraniach uzyskuje dostęp do więzienia La Picota i spotyka osadzonych tam ludzi, w tym Polaka, który odbywa karę w tym miejscu. Szczególnie mocnym elementem jest rozmowa z Nicolasem Escobarem – bratankiem Pabla Escobara – która burzy stereotypowy obraz kolumbijskich narkobarona i pokazuje, jak bardzo popkultura zniekształciła rzeczywistość. Zamiast filmowego splendoru mamy tu brutalną codzienność, w której liczy się siła, pieniądze i układy.
Bohaterowie tej książki nie są klasycznymi postaciami literackimi, lecz realnymi ludźmi – więźniami, strażnikami, przemytnikami i osobami uwikłanymi w system, który zdaje się nie mieć nic wspólnego z resocjalizacją. Każda z tych historii pokazuje inny fragment tego samego świata – świata, w którym granice moralności są mocno rozmyte, a życie ludzkie często traci swoją wartość.
Motywy obecne w książce to przede wszystkim przemoc systemowa, korupcja, przestępczość zorganizowana, walka o przetrwanie oraz iluzja sprawiedliwości. Pojawia się również silny kontrast między wyobrażeniem Kolumbii a jej rzeczywistością – zamiast „magicznego realizmu” mamy tu surowy, brutalny „realizm penitencjarny”, który nie pozostawia miejsca na złudzenia.
Emocje, jakie wywołuje ta książka, są intensywne i często niekomfortowe. Towarzyszy czytelnikowi szok, niedowierzanie, napięcie, a momentami nawet gniew i bezsilność wobec opisywanej rzeczywistości. To historia, która zmusza do refleksji nad tym, jak działa świat przestępczy i jak cienka jest granica między wolnością a więzieniem – nie tylko tym fizycznym.
Pod względem gatunkowym jest to reportaż kryminalny non-fiction, skierowany do czytelników dorosłych, zainteresowanych prawdziwymi historiami ze świata przestępczości, więziennictwa i międzynarodowych struktur mafijnych. To nie jest lekka lektura – to książka, która wymaga odporności emocjonalnej i gotowości na konfrontację z bardzo trudną rzeczywistością.
To reportaż, który zostaje w głowie na długo po przeczytaniu, pokazując świat, o którym większość z nas wolałaby nie wiedzieć, a jednak trudno oderwać się od tej opowieści. Jeśli interesują Cię prawdziwe historie bez filtrów i upiększeń, to pozycja, którą zdecydowanie warto poznać.
Na wstępie warto zaznaczyć, że cykl pt. KLINIKA ZŁAMANYCH SERC nie wymaga od czytelnika idealnej znajomości części pierwszej. Wszystkie części cyklu można czytać wybiórczo, bez dbania o chronologię. To zapewne dobra wiadomość dla czytelników, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup konkretnej książki, a jedyną opcją jest wizyta w konkretnej filii bibliotecznej. Inni odbiorcy uznają zapewne, że nawet, jeśli co nieco już zapomnieli, to i tak mogą ze spokojem poznawać dalsze losy Julity- lekarki z powołania, która pragnie spełniać się na wydziale chirurgii.
To, że po raz drugi Agata Przybyłek dziękuje swojej siostrze, też nie wzięło się znikąd. Okazuje się bowiem, że kobiet nie połączyła wcale fascynacja do tego samego zawodu. Podczas gdy znana nam wszystkim Agata odnajduje się w świecie fikcyjnych bohaterów, do drugiej z pań przypisany jest wyłącznie świat realny, w którym każda chwila decyduje o ludzkim życiu.
Autorka mocno trzymała się określonych zasad pasujących do tego medyczno-miłosnego cyklu. Okładka jest utrzymana w tej samej tematyce, specyficzne są też rozdziały. W poprzedniej, pierwszej części, cieszyłam się z ich dwuznacznego charakteru, gdyż tytuły nawiązują zarówno do nomenklatury szpitalnej, jak i miłosnej. Czy jednak każdy, w wyobrażeniu Agaty Przybyłek, ma szczęście w miłości? Warto się o tym przekonać, a zapewniam, że łzy napływające do oczu nie będą czymś niestosownym. Konsekwencja uczuciowa w wydaniu autorki jest tu mile widziana.
Sala operacyjna i w ogóle szpital jako miejsce pracy może być dla lekarzy z powołania ich drugim, jeśli nie pierwszym, domem. Niektórzy zrobią wszystko, by uratować ludzkie życie, co jest piękne i szlachetne. Lekarze to jednak nie roboty działające na baterie- im także niebezpieczne zdarzenia mogą pokrzyżować grafiki. Uważam więc, że tytuł drugiej części cyklu jest bardzo odpowiedni. Co się jednak wydarzyło na oddziale chirurgii? Tego nie zdradzę- książka nie jest trudna, czyta się ją szybko, zatem warto poświęcić jeden wieczór na relaks ze słowem pisanym.
Agata Przybyłek uczy nas też, abyśmy nigdy nie oceniali kogoś z góry, bez szansy na jakiekolwiek wyjaśnienia. To poważny błąd, z którego ogromna grupa ludzi chyba nigdy się nie wyleczy. Osoba zamknięta w sobie czy nawet nieprzyjemna w pierwszym kontakcie wcale nie musi być kimś złym przez cały czas.
Powieść chwilami jest bardzo lekka, momentami nostalgiczna i nieco infantylna, ale ja przy niej po prostu odpoczęłam. Agata Przybyłek być może przekona czytelników do tego, że stare rzeczy czy jakiekolwiek pamiątki mają duszę i powinno się o nie dbać. Wcale nie jest potrzebny luksus, by żyć szczęśliwie. Istotna jest też przyjaźń międzysąsiedzka, o którą dziś bardzo trudno… Ale czy pomoc starszemu sąsiadowi spowoduje, że spadną nam korony z głów? Warto to przemyśleć.
Wbrew pozorom- w drugiej części cyklu dość dużo się dzieje, dlatego myślę, że pisarka nie zanudzi nowych odbiorców. Jak rozwinie się ukochana praca Julity? Czy więź z Anetą, ukochaną siostrą, dalej będzie taka stabilna? No i jak potoczy się życie uczuciowe pani chirurg? Nie ma innego wyjścia, jak tylko przeczytać książkę i poznać odpowiedzi na powyższe pytania. Co więcej, to wciąż jeszcze nie koniec, gdyż po raz drugi czytelnicy utkną w dość newralgicznym momencie. No, ale trzecia część już powstała i zagorzali fani pisarki na pewno po nią sięgną.
„Wielcy królowie” to książka w pierwszej kolejności polityczna, z wyłożonymi osobistymi poglądami autorki, dopiero na drugim miejscu historyczno-biograficzna. Szczerze? Po tym prologu? Czuję się, jakby ktoś na mnie nawrzeszczał za samo zainteresowanie się tematem faraonów.
Cooney wypowiada się strasznie chaotycznie i w stylu ulicznych wariatów, którzy wieszczą koniec świata. Ciężko mi było zrozumieć, co chce przekazać - raz krytykowała rządy silnej ręki, raz chwaliła autorytaryzm za skuteczność w sytuacjach krytycznych, mówiła o miłości do starożytnego Egiptu, ale gardziła wszystkimi ludźmi za romantyzowanie dawnych tyranów itp. To chyba oczywiste, że nikt nie wyobraża sobie życia niewolnika 2000 lat temu jako usłanego różami.
Przez te zawiłości i jakąś taką agresywność w podejściu do czytelnika, nie mam ochoty czytać dalej, nawet jeśli w wielu sprawach poglądy moje i autorki się pokrywają. Mam wrażenie, że jest zbyt wiele generalizowania i uproszczeń w tekście. Nie trzeba być wieloletnim badaczem/naukowcem/historykiem, by wiedzieć, że bezkrytyczne porównywanie starożytności do współczesności jest nie na miejscu.
A może po prostu nic z tego nie zrozumiałam. Tak czy siak - DNF.
„Co pozwala powiedzieć noc” to zbiór opowiadań kwalifikowanych do literatury pięknej, ale ja bym je prędzej nazwała „literaturą smutną”. Pozostawiają czytelnika w dosyć melancholijnym nastroju. Autor porusza tematy relacji, samotności, przemijania, uczuć, a zwłaszcza niemocy poradzenia sobie z nimi. W niektórych scenach widać jak na dłoni, jak świat bohaterów rozpada się na kawałki.
Co pozostało mi w pamięci, to posługiwanie się rekwizytami, które odzwierciedlają stan psychiczny postaci. Np. w pierwszym opowiadaniu „Deska do prasowania”, tytułowa deska z ułamaną jedną nogą wprawia bohatera w poczucie wstydu. Nie może on zaakceptować, że przedmiot nadaje się wyłącznie na śmietnik, wciąż ma nadzieję, że komuś się przyda i ktoś ją naprawi. Tak samo odpycha od siebie własne ułomności wynikłe z wieku i przeżytych chorób.
Najbardziej podobało mi się opowiadanie „Wrona”, w którym dziki ptak doprowadził do rozpadu związku. Zwierzę wpadło do komina, a para, która do tej pory skupiała się wyłącznie na miłym spędzaniu czasu, po raz pierwszy została postawiona w sytuacji stresowej. Wrona szamocze się w potrzasku, napięcie narasta, bohaterowie działają pod presją, nie rozmawiają o swoich uczuciach, tylko coraz bardziej zatrzaskują się w sobie, aż dochodzi do metaforycznego wybuchu.
Ludzka natura jest trudna. Zbiór pozwala nam trochę zmienić perspektywę. Niektóre historie mogą nam wydać zaskakująco bliskie, intymne, jakby Mejlak delikatnie rozdrapywał nasze rany, by użyć farby do namalowania pięknego obrazu. Polecam czytelnikom, którzy lubią zachwycać się taką nadzwyczajną zwyczajnością.
Wszystko się pali i tak jest od wieków.
Kiedy zaczynasz negocjacje z diabłem.. albo się nim staniesz, albo umrzesz.
Odebrane życie zawsze do Ciebie wraca. Nawet wtedy , gdy zamkniesz oczy.
Roman Carutherrs ma wszystko, czego może pragnąć mężczyzna.
Pieniądze są jego narzędziem pracy - umie je pomnażać.
Dlatego żyje tak jak tego pragnie , na poziomie o którym większość społeczeństwa może jedynie pomarzyć.
Skrywa również pewien sekret- niedopuszczany do świadomości, odbija się jednak we wszystkim co mężczyzna robi i jak postępuje.
Wyjechał z Jefferson Run do Atlanty i poprzyaiągł sobie, że nigdy nie wróci.
A jednak wszystko zmienił jeden telefon od Naveah.
I wiadomość, którą mu przekazała. Słowa zmieniające wszystko. Ojciec , wypadek , śpiączka.
To jedynie początek problemów czyhających za rogiem, za zakrętem za zasłoną.
Bo Dante, młodszy brat zadarł z gangsterami .
Z tymi zabijającymi za jedno słowo. Za jedno spojrzenie..
I Rome uczyni wszystko by ocalić swoich bliskich a także spotka Jealousy.
Kobietę , która go odmieni.
Są lektury w trakcie których siedzisz i myślisz - jeszcze jeden rozdział, a potem okazuje się, że przeczytałeś połowę książki bo wciągnęła Cię jak.. bagno.
Przez głowę przelatują Ci setki teorii, uderza w Ciebie mrok i brutalność , lecz idziesz dalej.
To jedna z tych historii, które nie pozwalają Ci odłożyć książki, nawet jeśli czujesz ciężar każdej kolejnej strony. Bo tutaj nie ma miejsca na oddech. Każda decyzja bohaterów ciągnie za sobą konsekwencje, które bolą — czasem fizycznie, a czasem gdzieś głęboko pod skórą.
Roman to postać, której nie da się jednoznacznie ocenić. Z jednej strony człowiek sukcesu, chłodny, wyrachowany, przyzwyczajony do kontroli. Z drugiej — ktoś, kto nigdy tak naprawdę nie uciekł od przeszłości. Ona tylko czekała. Cierpliwie. Aż wróci.
I wróciła.
Relacje rodzinne w tej historii są dalekie od ideału. Tu nie ma prostych emocji — jest gniew, żal, lojalność i poczucie obowiązku, które potrafi zniszczyć. Każda postać niesie swój bagaż i nie zawsze chce się nim dzielić.
Wątek gangsterski nie jest tylko tłem — on żyje. Jest brutalny, bezwzględny i momentami wręcz przytłaczający. Czujesz, że jedno złe słowo może wszystko zakończyć. I często kończy.
A Jealousy? Nie jest wybawieniem. Jest iskrą. Kimś, kto nie tyle ratuje Rome’a, co zmusza go do spojrzenia prawdzie w oczy. A to bywa bardziej niebezpieczne niż jakikolwiek wróg.
To książka o wyborach. O tym, że nie da się ich cofnąć. I że czasem, żeby ocalić to, co najważniejsze… trzeba spłonąć razem z tym.
Jamie pracuje jako matchmakingerka. Ostatnie osiem miesięcy spędziła na ciągłych nadgodzinach i wyrywa sobie włosy z głowy z powodu bardzo problematycznego klienta. Jackson zrezygnował z sześćdziesięciu siedmiu zaproponowanych kobiet. Przez to, że bardzo ogranicza przekazywanie swoich preferencji firmie, a jego ciotka niesamowicie naciska, zespół musi posunąć się do drastycznych kroków. Postanawiają podstawić kobietę na randkę, by przekonać się, jak on się zachowuje. Jednak to spotkanie nie wypada spokojnie i kończy się w basenie. Przez te wydarzenia i naciski wobec klienta muszą zastosować stanowcze kroki. Jamie i Jackson zaczną ze sobą spędzać mnóstwo czasu. Tylko ich relacja będzie opierać się na dogryzaniu...
Powtarzałam to wielokrotnie i dalej to utrzymuję, że ja i romanse mamy się na bakier. Chociaż w tym roku zaczęłam szukać książek, które może przełamią moją niechęć i tak trafiłam na "Jak rozkochać gbura". Kompletnie nie przypuszczałam, że zostanę tak zniszczona psychicznie, a jednocześnie zachwycona i zakochana. Nie przypuszczałam, że wywoła we mnie tyle emocji, tak pochłonie i że skończę ją zapłakana.
Bohaterowie są fenomenalnie wykreowani. Prawie każde ich zachowanie ma sens. Jamie uwielbia swoją pracę, tylko przez tego jednego problematycznego klienta ostatnie osiem miesięcy spędziła na nadgodzinach i tworzeniu czegoś z niczego. Potrafi być porywcza, nie gryzie się w język i nie daje za wygraną. Jednak ma też cały ogrom miłości, empatii i pomysłowości. Jackson zaś wydaje się rzeczywiście gburem. Wszystko ma zaplanowane, od wszystkiego ma personel, a pieniądze są dla niego tylko środkiem do celu. Tylko pod tym kryje się naprawdę niesamowity mężczyzna, o którym nie będę się rozpisywać, by nie psuć Wam zabawy.
Czytało mi się ją fenomenalnie! Dawno tak nie wkręciłam się mocno w fabułę i nie mogłam się od niej oderwać. Niesamowicie spodobał mi się styl pisania, rozłożenie akcji do zwolnień. Dopiero też przy tej książce zwróciłam uwagę, że przekleństwa pojawiały się punkt. Nie było ich za dużo, a jak już, to w odpowiednim momencie. Bohaterowie myślą dojrzale, nie dają się pochłonąć uczuciu. Dodatkowy ważny aspekt to potrafią ze sobą rozmawiają, pytają o zgodę i zapewniają sobie wzajemny komfort.
Podsumowując to przepiękna i łamiąca serce historia. Jest to komedia romantyczna i ta książka idealnie to odzwierciedla, chociaż ma też dawkę poważniejszych tematów. Genialna, cudowna, przekochana, zabawna i łamiąca serce. Jeśli jesteście fanami romansów to jest to idealny wybór dla Was. Po tej książce chce przeczytać wszystkie powieści autorki. Jestem w niej zakochana i chce tylko więcej.
"Jesteście tylko przyjaciółmi?" rozpoczyna sagę Rodzina Tylczyńskich. Tomów będzie pięć, opowiadających o perypetiach miłosnych dziewięciorga rodzeństwa. W tym prym będą wiedli Mela i Daniel. Jednakże w kolejnych częściach bohaterowie z poprzednich tomów będą pojawiać się w tle. Zatem jest szansa, że otrzymamy naprawdę szeroko rozbudowaną historię.
Mela przygotowuje się do matury. Sporo czasu spędza o rok starszym Danielem, który postanawia wyjechać do dużego miasta na studia. Oboje twierdzą, że są tylko przyjaciółmi. Ale czy na pewno? Dziewczyna zostaje sama, zaczyna odczuwać pustkę. Wypadek wywraca ich życie do góry nogami. Trzeba zmierzyć się z bólem, poczuciem winy i uczuciami, które próbują wyjść z ukrycia... Gdy pojawia się Adam, sprawy nabierają rumieńców. Kogo wybrać?
Książka jest debiutem Moniki Klary Krajniak, ale czytając zupełnie tego nie czuć. Bardzo szybko wchodzimy w życie rodziny Tylczyńskich i po prostu żyjemy ich problemami, towarzyszymy w codzienności. Autorka pięknie przedstawiła realia i klimat wsi Dąbrowa. Podobało mi się to, że ta cała otaczająca nas technologia została zepchnięta na dalszy plan. Postawiła za to na relacje, które powinny być dla nas najważniejsze. A te w kontekście bohaterów są naprawdę interesujące. Mamy tu do czynienia z rodziną wielopokoleniową. Przyjemnie czytało się o tym, jaki szacunek do dziadków mają młodsi członkowie rodziny. Wzajemna pomoc również jest tu nie bez znaczenia. No i jest to też trochę zwariowana rodzinka.
Para głównych bohaterów wchodzi w dorosłość, a co za tym idzie, dopiero uczą się życia. Czekają ich wzloty i upadki, łzy, trudne, często błędne decyzje oraz mierzenie się z ich konsekwencjami. Studia, wolność, wyrwanie się z domu... tak łatwo można wpaść w różnego rodzaju pułapki. Istotne, by potrafić te błędy w porę dostrzec, wyciągnąć odpowiednie wnioski i spróbować je naprawić. Ważne okazuje się być tu zrozumienie, wsparcie i lojalność bliskich.
Autorka porusza motyw przyjaźni, zarówno tej nowej, jak i tej wieloletniej. Stawia też pytanie o to, czy przyjaźń damsko-męska istnieje? Każdy ma w tej kwestii swoje zdanie. Ja wiem, że jest możliwa. Natomiast granica między przyjaźnią a miłością jest cienka. Bardzo łatwo można ją przeżyć. Czy aby tak nie stanie się w przypadku Meli i Daniela? Czy odważą się stanąć oko w oko z prawdą i własnymi uczuciami?
"Jesteście tylko przyjaciółmi?" to ciepła, pozytywnie nastrajająca, skrząca humorem i emocjami historia o dojrzewaniu, odkrywaniu siebie, miłości, złamanym sercu, utraconym zaufaniu, tęsknocie, sile rodzinnych więzi, skomplikowanych relacjach, trudnych wyborach i wadze szczerej rozmowy. To powieść o tym, jak niewypowiedziane słowa mogą mieć wpływ na życie. Książka piękna w swojej treści, polecam! Oby więcej takich debiutów.
Kto by się spodziewał? autorstwa Anna Brook-Mitchell to historia, która na pierwszy rzut oka wydaje się lekką, niemal komediową opowieścią o nietypowym planie, ale bardzo szybko odsłania swoje bardziej refleksyjne i emocjonalne oblicze. To książka, która balansuje między humorem a życiową szczerością, pokazując, że czasem najdziwniejsze decyzje prowadzą do najważniejszych odkryć.
Styl autorki jest swobodny, lekki i bardzo naturalny – czytelnik ma wrażenie, jakby słuchał opowieści kogoś bliskiego. Anna Brook-Mitchell świetnie operuje ironią i subtelnym humorem, ale jednocześnie potrafi wprowadzić bardziej poważne tony, kiedy historia tego wymaga. Narracja jest płynna, dialogi brzmią autentycznie, a całość czyta się szybko i z przyjemnością, mimo że poruszane tematy bywają zaskakująco głębokie.
Fabuła skupia się na Barri Brown, nauczycielce mieszkającej na niewielkiej wyspie Guernsey, której życie nie układa się tak, jak by tego chciała. Rozstanie z mężem, brak docenienia w pracy i poczucie stagnacji sprawiają, że bohaterka decyduje się na dość kontrowersyjny krok – udawanie ciąży, by zdobyć rok płatnego urlopu i zacząć wszystko od nowa. Plan, który początkowo wydaje się sprytny i niewinny, z czasem zaczyna się komplikować, a kolejne „sztuczne miesiące” przynoszą nie tylko stres, ale też coraz większe wyrzuty sumienia.
Barri to bohaterka bardzo ludzka – pełna sprzeczności, niepewności i ukrytych pragnień. Łatwo ją zrozumieć, nawet jeśli nie zawsze można ją w pełni poprzeć. Jej decyzje wynikają z potrzeby zmiany i ucieczki od dotychczasowego życia, ale też z poczucia niedocenienia i zmęczenia. Postacie drugoplanowe – mieszkańcy małej społeczności – dodają historii kolorytu i podkreślają, jak trudno ukryć cokolwiek w miejscu, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą.
W książce wyraźnie wybrzmiewają motywy ucieczki, poszukiwania własnej tożsamości, presji społecznej oraz konsekwencji podejmowanych decyzji. Autorka pokazuje, jak łatwo wpaść w spiralę kłamstw i jak trudno się z niej wyplątać, zwłaszcza gdy zaczynają one wpływać nie tylko na nas, ale też na innych. Ważnym wątkiem jest również temat oczekiwań wobec kobiet – szczególnie w kontekście macierzyństwa i życiowych wyborów.
Emocjonalnie książka jest bardzo różnorodna. Z jednej strony pojawia się lekkość i humor wynikający z absurdalności sytuacji, z drugiej – napięcie, niepokój i narastające poczucie winy. Czytelnik może odczuwać zarówno rozbawienie, jak i współczucie czy frustrację wobec wyborów bohaterki. To historia, która skłania do zastanowienia się nad własnymi decyzjami i nad tym, jak daleko można się posunąć, by zmienić swoje życie.
Pod względem gatunkowym jest to powieść obyczajowa z elementami komedii i lekkiego dramatu psychologicznego, skierowana głównie do dorosłych czytelników, szczególnie tych, którzy lubią historie o życiowych zakrętach, nieidealnych bohaterach i moralnych dylematach.
To opowieść, która wciąga swoją lekkością, a jednocześnie zostawia z refleksją na dłużej – o szczerości wobec siebie, o odwadze do zmian i o tym, że nawet najbardziej nieoczekiwane sytuacje mogą nas czegoś ważnego nauczyć. Jeśli szukasz książki, która jednocześnie rozbawi i da do myślenia, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Książka „Myślę szybciej, czuję mocniej. ADHD – przewodnik dla kobiet” autorstwa Janiny Maschke to wyjątkowy poradnik, który trafia w sedno problemów, z jakimi borykają się kobiety żyjące z ADHD. Maschke, sama żyjąca z tym zaburzeniem, łączy wiedzę naukową z osobistym doświadczeniem, tworząc przewodnik pełen empatii, praktycznych wskazówek i wglądu w codzienne wyzwania kobiet z ADHD.
Publikacja jest skierowana przede wszystkim do kobiet, które podejrzewają u siebie ADHD lub otrzymały diagnozę w dorosłym życiu, ale również do tych, które zmagały się z trudnościami w dzieciństwie, nie zdając sobie sprawy z przyczyny swoich problemów. To lektura dla każdej kobiety, która czuje, że funkcjonuje inaczej niż otoczenie i chciałaby lepiej zrozumieć swoje myślenie, emocje i sposób działania. Może być również cennym źródłem wiedzy dla bliskich, terapeutów czy pedagogów, którzy chcą lepiej wspierać kobiety z tym zaburzeniem.
Przesłanie książki jest jasne: ADHD nie jest wadą ani ograniczeniem – to cecha, która wymaga zrozumienia, zaakceptowania i wsparcia odpowiednimi strategiami. Maschke pokazuje, że zrozumienie własnego umysłu, poznanie mechanizmów maskowania czy wpływu hormonów na codzienne funkcjonowanie, może znacząco poprawić jakość życia. Książka wnosi wartość w postaci uświadomienia, że neuroróżnorodność jest czymś naturalnym, a świadomość własnych potrzeb pozwala odzyskać poczucie sprawczości i lepiej radzić sobie z wyzwaniami dnia codziennego.
Poradnik oferuje konkretne narzędzia i strategie, które mogą pomóc w organizacji życia, radzeniu sobie ze stresem i poprawie samopoczucia. Pomaga zrozumieć, dlaczego niektóre codzienne czynności bywają wyczerpujące, jak radzić sobie z maskowaniem emocji i w jaki sposób hormonoterapia czy rytmy biologiczne mogą wpływać na funkcjonowanie. Dzięki temu książka nie tylko informuje, ale również daje praktyczne wskazówki do natychmiastowego zastosowania w życiu codziennym.
Styl Maschke jest przystępny, język prosty i zrozumiały, a narracja sprawia, że nawet trudniejsze zagadnienia naukowe stają się jasne i angażujące. Autorka umiejętnie łączy teorię z przykładami z życia, case studies oraz ćwiczeniami, które pomagają czytelniczce odnaleźć się w treści i od razu wdrożyć proponowane strategie.
To książka, która pomaga kobietom odnaleźć własną wartość i lepiej rozumieć siebie. Jest inspirującym przewodnikiem dla wszystkich, które pragną żyć pełniej, świadomie i w zgodzie ze swoją neuroróżnorodnością. Polecam ją każdej kobiecie, która podejrzewa u siebie ADHD, szuka wsparcia i praktycznych narzędzi do życia w zgodzie ze sobą.
Książka Gracja Koziołek. Mam przechlapane autorstwa Justyny Drzewickiej i Bartka Brosza to pełna humoru i energii opowieść dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, zwłaszcza tych, które lubią zabawne, dynamiczne historie z bohaterką w wieku podobnym do ich własnego. To lektura, która spodoba się zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom, a także młodym czytelnikom, którzy uwielbiają książki łączące przygody z codziennymi problemami.
Historia opowiada o Gracji, zwanej Grejs, młodej koziołkowej bohaterce, która musi w ekspresowym tempie znaleźć nowe hobby, by nie wyjść na nudziarę, a przy okazji zdobyć pieniądze na plac zabaw dla swoich kóz. Jej codzienność to szalone pomysły, eksperymenty z różnymi zajęciami – od wspinaczki po śpiew – oraz próby pogodzenia oczekiwań mamy z własnymi planami i marzeniami. Przygody Grejs pełne są humoru, nieprzewidywalnych zwrotów akcji i zabawnych dylematów, które sprawiają, że historia wciąga od pierwszych stron.
Książka niesie przesłanie o odwadze w próbowaniu nowych rzeczy, kreatywności, radzeniu sobie z presją otoczenia i odkrywaniu własnych pasji. Uczy dzieci, że nie trzeba od razu być „najlepszym” w czymkolwiek, a najważniejsze jest, by czerpać radość z prób i zabawy. Pokazuje również, że odpowiedzialność i współpraca – choć czasem trudne – mogą przynieść satysfakcję i pomóc w realizacji celów.
Styl książki jest lekki, dynamiczny i pełen humoru, z łatwym do zrozumienia językiem, dzięki czemu młodzi czytelnicy szybko wciągają się w przygody Grejs. Zabawne dialogi i zabawne myśli bohaterki sprawiają, że lektura jest nie tylko pouczająca, ale też bardzo przyjemna i wciągająca.
To książka, która zachęca dzieci do próbowania nowych rzeczy, rozwijania kreatywności i śmiania się z własnych przygód. Wciąga, bawi i jednocześnie uczy wartościowych lekcji o odwadze, pasji i odpowiedzialności. Warto po nią sięgnąć, by razem z Gracją przeżywać szalone przygody i odkrywać świat z humorem.
Książka Gracja Koziołek. Mam przechlapane autorstwa Justyny Drzewickiej i Bartka Brosza to pełna humoru i energii opowieść dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, zwłaszcza tych, które lubią zabawne, dynamiczne historie z bohaterką w wieku podobnym do ich własnego. To lektura, która spodoba się zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom, a także młodym czytelnikom, którzy uwielbiają książki łączące przygody z codziennymi problemami.
Historia opowiada o Gracji, zwanej Grejs, młodej koziołkowej bohaterce, która musi w ekspresowym tempie znaleźć nowe hobby, by nie wyjść na nudziarę, a przy okazji zdobyć pieniądze na plac zabaw dla swoich kóz. Jej codzienność to szalone pomysły, eksperymenty z różnymi zajęciami – od wspinaczki po śpiew – oraz próby pogodzenia oczekiwań mamy z własnymi planami i marzeniami. Przygody Grejs pełne są humoru, nieprzewidywalnych zwrotów akcji i zabawnych dylematów, które sprawiają, że historia wciąga od pierwszych stron.
Książka niesie przesłanie o odwadze w próbowaniu nowych rzeczy, kreatywności, radzeniu sobie z presją otoczenia i odkrywaniu własnych pasji. Uczy dzieci, że nie trzeba od razu być „najlepszym” w czymkolwiek, a najważniejsze jest, by czerpać radość z prób i zabawy. Pokazuje również, że odpowiedzialność i współpraca – choć czasem trudne – mogą przynieść satysfakcję i pomóc w realizacji celów.
Styl książki jest lekki, dynamiczny i pełen humoru, z łatwym do zrozumienia językiem, dzięki czemu młodzi czytelnicy szybko wciągają się w przygody Grejs. Zabawne dialogi i zabawne myśli bohaterki sprawiają, że lektura jest nie tylko pouczająca, ale też bardzo przyjemna i wciągająca.
To książka, która zachęca dzieci do próbowania nowych rzeczy, rozwijania kreatywności i śmiania się z własnych przygód. Wciąga, bawi i jednocześnie uczy wartościowych lekcji o odwadze, pasji i odpowiedzialności. Warto po nią sięgnąć, by razem z Gracją przeżywać szalone przygody i odkrywać świat z humorem.
W sercu gangstera autorstwa Katarzyna Lewandowicz to finałowy tom trylogii, który w pełni oddaje intensywność emocji i napięcia charakterystyczną dla całej serii. To historia pełna namiętności, dramatycznych wyborów i niebezpieczeństw, w której świat mafii splata się z uczuciami bohaterów w sposób, który trzyma czytelnika w ciągłym napięciu.
Styl Lewandowicz jest dynamiczny, bezpośredni i bardzo sugestywny. Autorka doskonale balansuje pomiędzy scenami akcji a emocjonalnymi momentami intymności, dzięki czemu historia jest pełna kontrastów i wciąga od pierwszych stron. Jej narracja jest płynna, a opis uczuć i myśli bohaterów – szczególnie Alessandro Caruso i Laury – pozwala głęboko wejść w ich świat, zrozumieć motywacje i napięcie, jakie towarzyszy każdej decyzji.
Fabuła koncentruje się na finalnym rozrachunku bohaterów z własną przeszłością i wrogami. Alessandro, odzyskując Laurę, przekonuje się, że miłość może być największą słabością nawet dla bosów mafii. Laura, silna i nieustępliwa, musi nie tylko stawić czoła niebezpieczeństwom świata, w którym się znalazła, ale też udowodnić swoją wartość jako partnerka i równorzędna uczestniczka życia u boku Carusów. Każdy wybór i każda decyzja niosą ze sobą konsekwencje, a wrogowie uderzają tam, gdzie bolą najbardziej, co nadaje historii prawdziwe napięcie i dramatyzm.
Motywy w książce są wyraźnie zarysowane: miłość, lojalność, walka o bliskich, niebezpieczeństwo i moralne dylematy w świecie przestępczym. Lewandowicz ukazuje, jak uczucia mogą zarówno wzmacniać, jak i niszczyć, oraz jak trudno zachować człowieczeństwo w świecie, gdzie władzę i przemoc traktuje się jako codzienność.
Emocje towarzyszące lekturze są silne i różnorodne – od namiętności i uniesienia po strach i niepewność. Czytelnik przeżywa wraz z bohaterami każdą scenę, od momentów czułości po dramatyczne konflikty, co sprawia, że książka wciąga i nie pozwala oderwać się od lektury.
To powieść z pogranicza romansu i thrillera mafijnego, skierowana do dorosłych czytelników, którzy lubią historie pełne napięcia, intensywnych emocji i nieoczywistych zwrotów akcji. Finał trylogii zadowoli fanów serii, zamykając losy bohaterów w sposób satysfakcjonujący, a jednocześnie pełen dramatyzmu i napięcia. Dla tych, którzy lubią historie o silnych uczuciach, odwadze i lojalności w świecie, gdzie każdy ruch może mieć konsekwencje, „W sercu gangstera” jest pozycją obowiązkową.
Nikki Erlick to amerykańska pisarka i dziennikarka, której sławę przyniosła poprzednia, debiutancka powieść pt. „Miara życia”. Książka ta była nawet objęta patronatem największego portalu czytelniczego, jakim jest Lubimy Czytać. Jak się jednak okazuje, autorka nie boi się trudnych, smutnych, a jednocześnie melancholijnych tematów. W „Mierze życia” daje swoim bohaterom coś, co szokuje, bo chyba mało kto chciałby wiedzieć, ile życia mu jeszcze zostało. Z kolei „Pola makowe” nie odbiegają zbytnio od kontrowersji, smutku czy łzawych odczuć odbiorców. Tym razem Nikki Erlick skrupulatnie opisuje temat żałoby.
Ludzka natura, strata, a w konsekwencji żałoba, może być rozumiana wielorako, gdyż postaci opisane w książce zmagają się z różnym poziomem bólu psychicznego. Co więcej, smutny, depresyjny nastrój wcale nie musi łączyć się ze śmiercią kogoś ważnego. Autorka uwzględniła też takie dramaty, jak choćby rozpad związku, zawieszenie emocjonalne, utratę marzeń. Co zatem spotkało czworo bohaterów, którzy spotykają się razem przez przypadek. A może ich połączenie to jednak nie przypadek, tylko coś, co nazywa się przeznaczeniem? Warto to zweryfikować osobiście i poznać szczegóły o których ja nie mogę, ale też nie chcę napisać. Bardzo chciałabym pozostawić odbiorcom coś, co nazywa się ciekawością, chęcią odkrywania poszczególnych kart. Zapewniam, że książka nie jest nudna, a wszystkie opowieści, w swoim tempie, zaczną do siebie pasować niczym puzzle.
Wiem jedno- w książce naprawdę dużo się dzieje, już sam tytuł wcale nie jest przypadkowy czy wymyślony na siłę. Autorka bardzo emocjonalnie opowiada o tym, do czego można porównać piękne czerwone maki. Poza tym, umysły czytelników będą niemal parować od kłębiących się pytań, a też na pewno znajdą się osoby w podobnym położeniu, w identycznej fazie żałoby. Warto zatem pamiętać, że ten smutny, emocjonalny stan ma zawsze swoje konkretne etapy: szok, niedowierzanie, apatię, potem złość, aż w końcu stopniowe oswojenie się z daną sytuacją. Fabuła utworzona przez autorkę jednak nie nuży, a wszystkie problemy i ich rozwiązania poznajemy na przestrzeni 60 krótkich rozdziałów.
Przyznam szczerze, że bardzo bałam się tej książki. Mój niepokój wynikał z tego, że całkiem niedawno straciłam ważną dla mnie osobę. Krążę więc wobec tematu żałoby nieprzypadkowo, a na kartach powieści jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę, że ludzki dramat dla każdego z nas oznacza zupełnie coś innego. Jak zatem czwórka głównych bohaterów- Ava, Ray, Sasha i Sky- rozumie swój obecny stan i co usiłuje zyskać, jadąc do tytułowych Pól Makowych? Warto to rozważyć, gdyż, jak twierdzą inny czytelnicy, fabuła zaprezentowana przez Nikki Erlick „to opowieść o najbardziej podstawowych zagadnieniach społeczeństwa, jest też pełna spostrzeżeń na temat uzdrawiającej mocy przyjaźni.” Pod tymi określeniami mogę śmiało się podpisać, gdyż jestem świeżo po lekturze i czuję dokładnie to samo.
Historia stworzona przez pisarkę zawiera nie tylko standardowe rozdziały, ale też zapisy fikcyjnych wywiadów z kandydatami chcącymi pozbyć się bólu psychicznego. To one zaciekawiły mnie chyba najbardziej, ponieważ, jak to w świecie dziennikarskim bywa, wywiady nie są tylko chwalone, ale i krytykowane. Czy wzięcie udziału w eksperymencie medycznym polegającym na głębokim, kilkutygodniowym śnie to dobry wybór? Czy w taki sposób można pokonać żałobę i funkcjonować dalej? A co ze skutkami ubocznymi, o których też jest tu mowa? Sami to wszystko oceńcie, ale ja osobiście jestem na NIE. Człowiek to nie miś, który zapada w sen zimowy. Człowiek, chcąc lub nie chcąc, musi pokonać wiele przeszkód, o różnym stopniu bólu. Według mnie sen to oznaka słabości, choć zdają sobie sprawę, że informacje podane przez pisarkę to czysty irrealizm. Ośrodek o nazwie Pola Makowe nie istnieje i niech słowa pisarki NIGDY nie staną się dla kogoś inspiracją. Proszę o to dosłownie każdego czytelnika z osobna.
Świeżo po lekturze mogę też podkreślić inną oczywistą, ale smutną rzecz: nie zatrzymam czasu poprzez swoje cierpienie. Po prostu, życie toczy się dalej, bez zważania na dramat osób trzecich. Jak słusznie podkreśliła jedna z bohaterek, żałoba miesza się zawsze z poczuciem winy. Oznacza też życie z ciągle powtarzanymi pytaniami: Czy to wszystko przeze mnie? Czy można było zrobić coś jeszcze? Ech, teraz rozumiem ten stan…
Reasumując, „Pola Makowe” na pewno nie są książką dla człowieka bardzo wrażliwego, który nie radzi sobie z emocjami. Mocno zdziwiło mnie też zakończenie, w ogóle nie spodziewałam się, że pisarska będzie miała akurat taki, a nie inny pomysł. Niespodziewane finały bardzo często zasługują na podwyższenie oceny książki, gdyż nic nie jest tu przewidywalne, banalne, powtarzalne.
Nie ujawniam wszystkiego, co możemy tu przeczytać- gorąco zachęcam do wnikliwej lektury, z całą pewnością nie będzie to czas stracony. Nie wstydzę się też wylanych łez podczas czytania- nie wszystko w życiu musi być piękne, kolorowe i beztroskie.
Emilia, Sabina i Aldona od lat tworzą zgrane trio przyjaciółek niczym muszkieterki zawsze trzymające się tajemnice.
Dwie z nich-Aldona i Sabina pozostają w związkach małżeńskich, natomiast Emilia odkąd jej towarzyszki sięgają pamięcią obdarza uczuciem ich wspólnego przyjaciela- Cezarego o czym jednak ten wiążący się z coraz młodszymi kobietami nie ma pojęcia.
Drugie połówki kobiet mają jednak spory wachlarz wad - Gracjan mąż Aldony popadł w hipochondrię i kompletnie stracił zainteresowanie ukochaną i życiem w ogóle.
Fabian natomiast mimo , iż Sabinka gotowa jest przechylić mu nieba wdał się w romans z trzydzieści lat od niego młodszą Żanetą - tyle tylko ,że w wyniku wielu różnych zabawnych i całkiem poważnych zdarzeń żadna z osób posiadających wiedzę na ten temat nie ma sposobności by uświadomić panią Żużel o wybrykach jej ślubnego.
Jak to się zakończy? I czy każdy z bohaterów odnajdzie własne szczęście?
Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki autorka ukazuje emocje i relacje między bohaterkami. Choć historia utrzymana jest w lekkim, momentami bardzo humorystycznym tonie, gdzieś w tle wybrzmiewają poważniejsze kwestie – zaprzeczanie rzeczywistości, potrzeba bliskości czy trudność w zmierzeniu się z prawdą. Szczególnie ciekawie wypada w tym kontekście postać zdradzanej kobiety, która uparcie nie chce dostrzec problemu, co stanowi wyraźny kontrast dla bardziej zdecydowanych i działających przyjaciółek.
Język powieści jest prosty, swobodny i bardzo przystępny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i bez większego wysiłku. To typowa lektura nastawiona na rozrywkę, ale niepozbawiona drobnych refleksji. Humor pojawia się naturalnie, niewymuszenie, co zdecydowanie działa na jej korzyść i sprawia, że historia potrafi naprawdę rozbawić.
Nie da się jednak nie zauważyć, że niektóre wątki mogą wydawać się znajome, a momentami nawet przewidywalne – zwłaszcza dla osób, które często sięgają po komedie obyczajowe. Nie odbiera to jednak przyjemności z lektury, bo książka spełnia swoją rolę: dostarcza rozrywki i pozwala spojrzeć z dystansem na ludzkie słabości.
Serdecznie polecam 🧡💙