„69 milionów powodów, żeby rzucić swojego szefa” Kiry Archer to lekka, zabawna komedia romantyczna, która idealnie sprawdzi się, gdy potrzebujemy historii z humorem, romantycznym napięciem i sporą dawką biurowego chaosu.
Główną bohaterką jest Kiersten Abbott — kobieta, która niespodziewanie wygrywa ogromną sumę na loterii, ale zamiast natychmiast rzucić pracę i zacząć nowe życie, postanawia… zostać w firmie i rozpocząć własną, bardzo nietypową wojnę z szefem. Kiersten jest dumna, inteligentna, trochę uparta i niezwykle zmotywowana, a jej plan zemsty wynika z długotrwałej frustracji.
Jej przeciwnikiem — a jednocześnie romantycznym partnerem w tej grze emocji — jest Cole Harrington. Mężczyzna o świetnym wyglądzie, ale bardzo trudnym charakterze, który również ma swój sposób na uczestnictwo w biurowych przepychankach. Relacja bohaterów rozwija się w formie starcia dwóch silnych osobowości, pełnego złośliwych komentarzy, napięcia i humorystycznych sytuacji.
Fabuła opiera się na motywie zemsty, dumy i miłości, która pojawia się niespodziewanie. Biurowe środowisko staje się areną zabawnych potyczek między bohaterami, a całość utrzymana jest w konwencji rom-comu z podwójną narracją, dzięki czemu możemy poznać myśli zarówno Kiersten, jak i Cole’a. Styl Kiry Archer jest błyskotliwy, dynamiczny i bardzo przystępny — dialogi są naturalne, a humor sytuacyjny sprawia, że książkę czyta się szybko i z przyjemnością.
Tematycznie powieść dotyka dumy, rywalizacji, stereotypów w relacjach zawodowych oraz trudności w przyznawaniu się do uczuć. To historia o tym, że czasem za maską złośliwości i zawodowej wojny kryje się coś znacznie głębszego. Przesłanie jest lekkie, ale przyjemne — miłość może pojawić się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy, nawet w miejscu pełnym zawodowych napięć.
Podczas czytania towarzyszy uśmiech, rozbawienie i przyjemna lekkość. To książka, która poprawia humor, bawi dialogami i pozwala oderwać się od codzienności bez dużego emocjonalnego ciężaru.
To komedia romantyczna dla fanów biurowych romansów, historii typu „od nienawiści do miłości” oraz książek z mocnym humorem i romantycznym napięciem. Idealna dla czytelników szukających lekkiej, rozrywkowej lektury.
Zabawna, zadziorna i pełna chemii między bohaterami historia o miłości, dumie i zemście, która wcale nie musi kończyć się tak, jak zaplanowaliśmy — jeśli lubicie rom-comy, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Nigdy nie wiadomo, kto z czym idzie przez życie, jakie kamienie nosi w swoim plecaku. Zazwyczaj to nasze przykre doświadczenia, sprawy z którymi się nie uporaliśmy, ale jak widać, można też dźwigać niepotrzebny balast, który jest owocem naszej imaginacji".
„Najbardziej bolą słowa, które nigdy nie padły.”
„Przeszłość potrafi wrócić w najmniej spodziewanym momencie, jak fala, która zabiera grunt spod nóg.”
Detektyw Celina Stefańska i jej ukochany policjant Xavier Perrault powracają w kolejnej naprawdę ciekawej odsłonie.
Do biura prowadzonego przez główną bohaterkę zgłasza się zegarmistrzyni Laura Tyniecka , która pragnie odnaleźć skradzione przedmioty- wózek swojej siostrzenicy- pięcioletniej Zosi oraz pozostawioną w nim unikatową pozytywkę będącą prezentem dla jej szwagra - Bernarda.
Podczas pracy nad tym zleceniem Celina poznaje Roberta Lechcickiego z którym jeszcze nie raz będzie jej dane spotkać.
A jego historia okazała się nad wyraz ciekawa.
Jakiś czas później w domu klientki Stefańskiej dochodzi do włamania.
Okazuje się jednak, że jedynymi precozjami ,które zaginęły są bezcenne czasomierze przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie , a sprawca działał na zlecenie.
Co naprawdę się wydarzyło i czy starsza sąsiadka z demencją mieszkająca naprzeciwko poszkodowanej rzeczywiście widziała coś istotnego?
Bardzo lubię cykle powieściowe Pani Małgorzaty Rogali.
Do sięgnięcia po nie kilka lat temu zachęciła mnie mama z którą dzielę literacką pasję.
Tym razem śledztwo jest ciekawe i naprawdę trudno przewidzieć jego przebieg a autorka zabiera bohaterów do niezwykle klomatycznego Zurychu.
Intryga i powiązania pomiędzy poszczególnymi osobami szybko mnie zaciekawiły, a czytanie było prawdziwą przyjemnością.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi budować napięcie nie tylko poprzez samą zagadkę kryminalną, ale także przez psychologiczne tło wydarzeń. Motyw czasu – odmierzany przez rodzinne zegary, zamknięty w mechanizmach czasomierzy i zapisany w ludzkiej pamięci – staje się tu czymś więcej niż elementem fabuły. To symbol tego, że przed przeszłością nie da się uciec, a niewypowiedziane słowa i niezamknięte sprawy potrafią ciążyć latami.
Bardzo podobało mi się, że sprawa kradzieży z pozoru wydaje się prosta, jednak z każdą kolejną stroną odsłania drugie dno. Pojawienie się Roberta Lechcickiego wprowadza nową energię do historii i zapowiada, że jego rola w życiu Celiny może być znacznie większa, niż początkowo się wydaje. Z kolei relacja Celiny i Xaviera – dojrzała, pełna wsparcia, ale też naturalnych napięć – nadaje całości ciepła i autentyczności.
Zurych opisany jest niezwykle klimatycznie – elegancki, uporządkowany, a jednocześnie skrywający tajemnice. To tło idealnie współgra z historią o rodzinnych sekretach, lojalności i cenie, jaką czasem płaci się za milczenie.
„Perła czasu” to kryminał, w którym akcja idzie w parze z emocjami. To opowieść o tym, że każdy z nas niesie swój własny plecak doświadczeń – czasem pełen realnych krzywd, a czasem lęków, które sami w sobie wyhodowaliśmy. I że prawda, nawet jeśli bolesna, potrafi przynieść ulgę.
„Nadkobieta” – historia, którą pochłonęłam w dwa wieczory!
To jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie. Wciąga, trzyma w napięciu i niepewności – dokładnie tak, jak wygląda życie głównego bohatera, Adama.
Adam to handlowiec w dużej firmie energetycznej. Człowiek sukcesu, pewny siebie, przyzwyczajony do wysokich stawek. Na jego drodze pojawia się życiowa okazja – ogromny przetarg, w którym gra toczy się o niewyobrażalne pieniądze. Współpracuje z Rosjanami, którzy zrobią wszystko, by wygrać – oferują mu wsparcie finansowe i ochronę. Jego rola wydaje się prosta: jako pośrednik ma doprowadzić do zwycięstwa i odebrać swoje zasłużone 1%. Plan? Dopiąć wszystko na ostatni guzik, a potem wyjechać i odpocząć.
Szybko okazuje się jednak, że Adam jest tylko pionkiem w znacznie większej grze między służbami rosyjskimi, amerykańskimi i polskimi. Czy uda mu się doprowadzić sprawę do końca? I jaki będzie koszt udziału w tym przedsięwzięciu? Tego już musicie dowiedzieć się sami.
Jednym z głównych wątków jest wątek romantyczny. W życiu 45-letniego Adama niespodziewanie pojawia się Sandra – niezwykle intrygująca i piękna dwudziestoparolatka. Adam nigdy nie był typem marzącym o rodzinie i dzieciach, ale przy niej coś zaczyna się zmieniać. Uczucia rozkwitają, a on sam odkrywa w sobie zupełnie nowe emocje. Ten wątek ma w sobie i tajemnicę, i namiętność. Przyznam, że prawie do samego końca zastanawiałam się, skąd właściwie tytuł „Nadkobieta”. Miałam swoje podejrzenia – i ostatecznie się potwierdziły. Czy byłam rozczarowana? Absolutnie nie. Mimo że można się czegoś domyślać, napięcie utrzymuje się do samego finału.
Plusy:
Bardzo podobało mi się tempo historii oraz zakończenie i epilog – dla mnie to zdecydowanie najmocniejsza część książki. Doceniam też różnorodność bohaterów oraz sposób, w jaki autor pokazuje splendor i świat ludzi rządzących państwami. W pamięci szczególnie został mi jeden cytat:
„– Nie boisz się lwów?
– One mnie znają.”
Choć w książce dotyczy on dosłownie lwów, dla mnie ma zdecydowanie głębsze znaczenie. Świetnie oddaje osobowość Adama – jego pewność siebie, odwagę i sposób, w jaki porusza się w świecie pełnym silnych i niebezpiecznych ludzi.
No i ogromny plus za dodatki w postaci grafik wewnątrz książki – bardzo lubię takie smaczki.
Minusy:
Momentami było dla mnie za dużo opisów miejsc i jedzenia. Na początku podobało mi się budowanie klimatu luksusu, ale po około stu stronach miałam już lekki przesyt homarów i koniaków o wyszukanych nazwach. Rozumiem zamysł pokazania bogactwa i splendoru, jednak pod koniec zaczęło mnie to trochę męczyć.
Sam tytuł dość mocno sugeruje finałowy plot twist – trudno nie brać pod uwagę pewnej możliwości, gdy właściwie mamy jedną główną postać kobiecą. Przez to moment zaskoczenia jest nieco osłabiony.
Jeśli chodzi o szatę graficzną – ilustracje w środku bardzo mi się podobały, natomiast okładka moim zdaniem jest nietrafiona. Zawiera elementy z historii, ale brakuje jej elegancji i wyczucia stylu.
Moja ocena to 8/10. Świetnie bawiłam się przy tej historii i uważam, że to idealny materiał na ekranizację – coś w klimacie serialu na Netflixie. 🎬
„Nadkobieta” – historia, którą pochłonęłam w dwa wieczory!
To jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie. Wciąga, trzyma w napięciu i niepewności – dokładnie tak, jak wygląda życie głównego bohatera, Adama.
Adam to handlowiec w dużej firmie energetycznej. Człowiek sukcesu, pewny siebie, przyzwyczajony do wysokich stawek. Na jego drodze pojawia się życiowa okazja – ogromny przetarg, w którym gra toczy się o niewyobrażalne pieniądze. Współpracuje z Rosjanami, którzy zrobią wszystko, by wygrać – oferują mu wsparcie finansowe i ochronę. Jego rola wydaje się prosta: jako pośrednik ma doprowadzić do zwycięstwa i odebrać swoje zasłużone 1%. Plan? Dopiąć wszystko na ostatni guzik, a potem wyjechać i odpocząć.
Szybko okazuje się jednak, że Adam jest tylko pionkiem w znacznie większej grze między służbami rosyjskimi, amerykańskimi i polskimi. Czy uda mu się doprowadzić sprawę do końca? I jaki będzie koszt udziału w tym przedsięwzięciu? Tego już musicie dowiedzieć się sami.
Jednym z głównych wątków jest wątek romantyczny. W życiu 45-letniego Adama niespodziewanie pojawia się Sandra – niezwykle intrygująca i piękna dwudziestoparolatka. Adam nigdy nie był typem marzącym o rodzinie i dzieciach, ale przy niej coś zaczyna się zmieniać. Uczucia rozkwitają, a on sam odkrywa w sobie zupełnie nowe emocje. Ten wątek ma w sobie i tajemnicę, i namiętność. Przyznam, że prawie do samego końca zastanawiałam się, skąd właściwie tytuł „Nadkobieta”. Miałam swoje podejrzenia – i ostatecznie się potwierdziły. Czy byłam rozczarowana? Absolutnie nie. Mimo że można się czegoś domyślać, napięcie utrzymuje się do samego finału.
Plusy:
Bardzo podobało mi się tempo historii oraz zakończenie i epilog – dla mnie to zdecydowanie najmocniejsza część książki. Doceniam też różnorodność bohaterów oraz sposób, w jaki autor pokazuje splendor i świat ludzi rządzących państwami. W pamięci szczególnie został mi jeden cytat:
„– Nie boisz się lwów?
– One mnie znają.”
Choć w książce dotyczy on dosłownie lwów, dla mnie ma zdecydowanie głębsze znaczenie. Świetnie oddaje osobowość Adama – jego pewność siebie, odwagę i sposób, w jaki porusza się w świecie pełnym silnych i niebezpiecznych ludzi.
No i ogromny plus za dodatki w postaci grafik wewnątrz książki – bardzo lubię takie smaczki.
Minusy:
Momentami było dla mnie za dużo opisów miejsc i jedzenia. Na początku podobało mi się budowanie klimatu luksusu, ale po około stu stronach miałam już lekki przesyt homarów i koniaków o wyszukanych nazwach. Rozumiem zamysł pokazania bogactwa i splendoru, jednak pod koniec zaczęło mnie to trochę męczyć.
Sam tytuł dość mocno sugeruje finałowy plot twist – trudno nie brać pod uwagę pewnej możliwości, gdy właściwie mamy jedną główną postać kobiecą. Przez to moment zaskoczenia jest nieco osłabiony.
Jeśli chodzi o szatę graficzną – ilustracje w środku bardzo mi się podobały, natomiast okładka moim zdaniem jest nietrafiona. Zawiera elementy z historii, ale brakuje jej elegancji i wyczucia stylu.
Moja ocena to 8/10. Świetnie bawiłam się przy tej historii i uważam, że to idealny materiał na ekranizację – coś w klimacie serialu na Netflixie. 🎬
"Czas Olivii" był jedynie wstępem do dalszych wydarzeń. W "Sekretach Abigail" wszystko wyjaśnia się, ale i jeszcze bardziej komplikuje. To właśnie w tym tomie klątwa pokazuje swoje prawdziwe oblicze... a prawda wcale nie jest taka prosta, jak można by się spodziewać.
Nadal pozostajemy w XIX-wiecznej Szkocji i starym zamku Caly. Tym razem Urszula Gajdowska oddaje głos nestorce rodu MacCalisterów, czyli matce Olivii. Kobieta odsłania przed nami kulisy swojej młodości. Poznajemy jej niebezpieczne przygody i zakazane uczucia. Nad klanem nadal wisi klątwa. Czy dzięki tym wspomnieniom w końcu uda się ją zdjąć? Wydaje się, że kluczem do jego zdjęcia są wydarzenia sprzed dziesiątek lat. Przeszłość bowiem dopomina się o sprawiedliwość. Błędy przodków, lojalność i pragnienie wolności wzajemnie się przenikają. Ile trzeba będzie poświęcić dla miłości?
A co z zamkiem? On szepcze, skrywa mnóstwo labiryntów, tajemniczych przejść, zakamarków i skrytek... Wystarczy się tylko wsłuchać w to, co chce przekazać. Istotny okazuje się tu być motyw poszukiwania tożsamości.
Jestem pod wrażeniem głębi kreacji postaci lady Abigail. Kobietę charakteryzuje siła, determinacja i mądrość w obliczu bolesnych doświadczeń. Dla przeciwwagi Olivia i William wychodzą naprzeciw skostniałym konwenansom.
"Sekrety Abigail" to osadzony w mrocznej atmosferze romans historyczny owiany mgłą przemilczanych tajemnic i klątwy. Siła więzi i cena, jaką trzeba zapłacić za błędy innych, zmusza do wielu refleksji. To powieść udowadniająca, że prawda to jedyny słuszny klucz do wolności. Polecam Wam gorąco! Ależ to była ekscytująca przygoda!
„Kobiety bez twarzy. Blady strach” – Tanya Valko to druga część poruszającego cyklu, który odsłania kulisy życia w Królestwie Arabii Saudyjskiej. Autorka, arabistka z wieloletnim doświadczeniem życia w krajach muzułmańskich, ponownie prowadzi czytelnika w świat pełen kontrastów, napięć i codziennego balansowania między wolnością a restrykcyjnymi zasadami.
Do historii powracają Hanka i Piotr Kozieł – małżeństwo, które próbuje odnaleźć się w wymagającej rzeczywistości. Hanka jest impulsywna, odważna, często kieruje się emocjami, podczas gdy Piotr stanowi jej spokojniejszą, bardziej wyważoną przeciwwagę. Ich relacja pokazuje, jak ekstremalne warunki wpływają na związek, poczucie bezpieczeństwa i codzienne wybory. Obok nich pojawia się cała galeria barwnych postaci – Saudyjki walczące o niezależność, polskie nauczycielki pracujące na żeńskim uniwersytecie w Rijadzie, młodzi ludzie wikłający się w zakazane romanse.
Fabuła opiera się na wydarzeniach inspirowanych faktami, co nadaje jej autentyczności i dodatkowego ciężaru. Valko pokazuje życie pełne sprzeczności – z jednej strony rygorystyczne prawo i surowe normy społeczne, z drugiej prywatne imprezy, bunt, potrzeba miłości i wolności. Codzienność bohaterów bywa ekscytująca, ale też naznaczona strachem i niepewnością. Tytułowy „blady strach” towarzyszy im niemal nieustannie.
Styl autorki jest bezpośredni, dynamiczny i mocno osadzony w realiach kulturowych. Valko nie idealizuje ani nie demonizuje – pokazuje ludzi w ich złożoności. Tematyka książki dotyka ograniczeń wobec kobiet, hipokryzji społecznej, zderzenia kultur, religii i zachodnich wartości z konserwatywnym systemem. Jednocześnie niesie wyraźne przesłanie: to nie kultura czy religia są źródłem zła, lecz konkretni ludzie i ich decyzje.
Podczas lektury towarzyszy napięcie, ciekawość, momentami niedowierzanie, ale też refleksja. Czytelnik może odczuwać frustrację wobec niesprawiedliwości systemu, współczucie dla kobiet walczących o niezależność i podziw dla ich odwagi. To książka, która nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.
Gatunkowo jest to powieść obyczajowa z wyraźnym tłem społeczno-kulturowym, oparta na faktach, momentami zahaczająca o reportaż. Spodoba się czytelnikom zainteresowanym tematyką Bliskiego Wschodu, prawami kobiet, zderzeniem kultur oraz historiami, które pokazują życie „od środka”, bez upiększeń.
To mocna, szczera i momentami niepokojąca opowieść o ludziach próbujących żyć normalnie w nienormalnych warunkach – wartościowa lektura dla tych, którzy chcą zrozumieć więcej i spojrzeć szerzej na świat.
„Na babski rozum” – Marta Obuch to zupełnie nowe oblicze autorki, która tym razem serwuje czytelnikom kryminał rodowy z dużą dawką humoru, tajemnic i rodzinnych sekretów przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Główną bohaterką jest Tosia – kobieta, która wyjeżdża na kilka dni na wieś, by zająć się odziedziczoną po babci chatą i ziemią. Szybko okazuje się, że sielski klimat to tylko pozory. Pechowy wypadek uruchamia lawinę zdarzeń, wokół mnożą się niedopowiedzenia, a niemal każdy coś ukrywa. Do tego dochodzi trup z numerem telefonu Tosi zapisanym na ręku, rodzinne tajemnice sięgające pokoleń wstecz, podejrzani „zainteresowani” ziemią oraz niepokojące odgłosy w starym domu.
Tosia to bohaterka z krwi i kości – trochę zagubiona, trochę ironiczna, próbująca ogarnąć chaos, który ją otacza. Jej wewnętrzne rozterki – miłosne, rodzinne, a nawet te dotyczące własnej samooceny – nadają historii lekkości i autentyczności. Obok niej pojawia się cała plejada barwnych postaci: osobliwa rodzinka, mieszkańcy wsi, którzy wiedzą więcej, niż mówią, oraz przodkowie, których sekrety wciąż mają wpływ na teraźniejszość.
Fabuła łączy elementy kryminału, powieści obyczajowej i lekkiej komedii z nutą grozy. Jest trup, jest zagadka, są rodzinne klątwy i pytania bez odpowiedzi. A nad wszystkim unosi się pytanie: co kobiety w tej rodzinie przekazały sobie przez lata – oprócz poczucia humoru?
Styl Marty Obuch jest dynamiczny, pełen ironii i błyskotliwych dialogów. Autorka potrafi zgrabnie połączyć napięcie z humorem, dzięki czemu nawet mroczniejsze momenty nie przytłaczają. Tematyka książki dotyka rodzinnych relacji, dziedzictwa – nie tylko materialnego, ale i emocjonalnego – kobiecej solidarności, miłości, rozczarowań i potrzeby odkrycia prawdy o własnych korzeniach.
Podczas czytania towarzyszy ciekawość, rozbawienie i lekki dreszcz niepokoju. To historia, która wciąga zagadką, ale też daje przestrzeń na refleksję nad tym, jak bardzo przeszłość potrafi kształtować teraźniejszość.
To kryminał rodowy z elementami komedii i obyczajówki – idealny dla czytelników, którzy lubią tajemnice rodzinne, silne kobiece bohaterki i historie z przymrużeniem oka, ale z dobrze skonstruowaną intrygą.
Intrygująca, zabawna i momentami mroczna opowieść o sekretach, które nigdy nie znikają – jeśli lubicie kryminały z charakterem i nutą humoru, po tę książkę zdecydowanie warto sięgnąć.
Instagram ksiazki_moja_chwila 🌸„Księgarnia na piętrze” autorstwa Denise Hunter to ciepła i spokojna historia o miłości, która dostaje drugą szansę. To książka idealna na wieczór, kiedy ma się ochotę na coś lekkiego, ale jednocześnie pełnego emocji i życiowych rozterek.
🌸Główna bohaterka dziedziczy ukochaną księgarnię, jednak szybko okazuje się, że będzie musiała prowadzić ją razem ze swoim byłym chłopakiem. To sprawia, że wracają wspomnienia, dawne urazy i niewyjaśnione sprawy. Motyw księgarni i małego miasteczka jest bardzo urokliwy, takie miejsca mają w sobie coś wyjątkowego i przytulnego. Łatwo sobie wyobrazić półki pełne książek, spokojną atmosferę i ludzi, którzy się znają od lat.
🌸Relacja głównych bohaterów jest pełna emocji, począwszy od żalu i złości po stopniowo odradzające się uczucie. Ich historia pokazuje, że przeszłość potrafi mieć duży wpływ na teraźniejszość i nie zawsze łatwo jest zaufać drugi raz. Podobało mi się to, że bohaterowie nie są idealni, popełniają błędy, mają wątpliwości i czasem nie wiedzą, jak powinni postąpić. Dzięki temu ich historia wydaje się bardziej prawdziwa i łatwiej wczuć się w ich sytuację.
🌸Moim zdaniem dużym atutem tej historii jest także pokazanie, jak ważne są marzenia i miejsca, do których wraca się sercem. Księgarnia nie jest tu tylko tłem wydarzeń, ale staje się symbolem spokoju, nadziei i nowego początku.
🌸Książkę czyta się bardzo szybko, bo styl autorki jest lekki i prosty. To typowa powieść obyczajowo-romantyczna, która momentami jest przewidywalna, ale jednocześnie przyjemna i wciągająca. To jedna z tych historii, przy których można się odprężyć i na chwilę oderwać od codzienności.
🌸„Księgarnia na piętrze” to opowieść o drugich szansach, wybaczeniu i o tym, że czasem warto jeszcze raz otworzyć się na drugiego człowieka. To ciepła i spokojna lektura, idealna dla osób, które lubią historie o uczuciach, relacjach i małych miejscowościach z wyjątkowym klimatem.
🌸Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji. To była bardzo przyjemna i relaksująca lektura. 📚
Jeśli ktoś lubi mocne, wstrząsające historie o katach wojennych, seryjnych mordercach (niekoniecznie działających na terenie Polski) lub o innych bestiach, to zdecydowanie musi zapoznać się z twórczością Maxa Czornyja. Bardzo dobry, a przy tym niesamowicie kontrowersyjny pisarz zaznacza, że zawsze, każdą opowieść, tworzy emocjami- i rzeczywiście tak jest. Podkreśla jednakże, że w brutalnych postaciach szuka czegoś odmiennego- to także jest prawdą. Nie wierzycie? Zapraszam do czytania konkretnych powieści, a jest w czym wybierać.
Kim byłby Max Czornyj, gdyby nie jego literacka wisienka na torcie, czyli narracja pierwszoosobowa? Przez ten odważny zabieg jedni odbiorcy go kochają, drudzy nienawidzą, a jeszcze inni mają podejście ambiwalentne. Sama należę do tej pierwszej grupy, szanuję artystę słowa za odwagę i też nigdy nie przypnę mu łatki mordercy czy zwyrodnialca. Autor przestrzega nas jednak przed tym, byśmy nigdy nie byli zbyt ufni- mordercą może być osoba, która przeszła obok nas na ulicy, może to być też pasażer w komunikacji miejskiej. Z drugiej strony, zawyżona wariacja emocjonalna także nie jest wskazana. Po przeczytaniu jakiejkolwiek lektury Maxa Czornyja trzeba ochłonąć i wrócić do rzeczywistości, która nie może przybrać tylko mrocznych barw.
Czy i tym razem autor wykorzystał swój znak rozpoznawczy, czyli narrację pierwszoosobową? Wolę zostawić czytelników z poczuciem tajemnicy. Lepiej nie wyjawiać wszystkiego, a książka „Gdzie jesteś, siostrzyczko?” ma owych tajemnic więcej, niż nam się wydaje. Autor nie chciał, byśmy od razu poznali wszystkie wątki- sama uznałam, że najnowsza historia przypomina układankę typu puzzle. Początkowo martwimy się, kiedy ułożymy trudny obrazek, ale po pewnym czasie jeden element zaczyna pasować do drugiego i kolejnego, kolejnego, kolejnego… Taka forma fabuły bardzo wciąga i jest obiecująca w swojej treści.
„Gdzie jesteś, siostrzyczko?” początkowo przypominała mi historię trzyletniej Madeline McCann, która zaginęła w maju 2007 roku podczas wakacji w portugalskiej wiosce Praida da Luz. Prawdziwym dramatem żył wówczas cały świat, a dziewczynka do dziś nie została odnaleziona. Czy więc można niemal rozpłynąć się w powietrzu i zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki- mimo monitoringu czy hotelowej ochrony? Statystyki dotyczące osób zaginionych są przerażające, ale tak, można pozostać osobą zaginioną już na zawsze… Czy jednak tylko na taki wątek postawił autor w swojej książce? Warto się przekonać, że jest to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej, a Max Czornyj nie próżnuje i nie tworzy czegoś w rodzaju kalki. Jego pomysł, w przypadku tej książki, wydaje się być głęboko przemyślany i mocno działający na wyobraźnię odbiorców.
Hugon i Julia to małżeństwo, a zarazem właściciele i mieszkańcy luksusowego hotelu Lorent położonego w Krynicy Zdroju. Para wychowuje wspólnie dzieci Hugona z pierwszego małżeństwa- Michała i Ewę. W romantyczny, walentynkowy wieczór renoma hotelu nie powinna wpłynąć na zadowolonych gości, lecz dochodzi do tragedii. Znika bowiem Ewa, córka Hugona. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, a najnowszy sprzęt monitorujący niczego nie uchwycił. Szybko mija rok od tragedii, a wraz z upływającym czasem zaczynają nadchodzić niepokojące wiadomości. Celowo nie podaję jednak wszystkich wątków, a także imion bohaterów. Fabuła zwarta w książce jest bowiem tak ułożona, że dowiadujemy się o wszystkim po kolei, a autor zrobił wszystko, by zszokować czytelników. Czy mu się to udało? Tak, w stu procentach.
Przeczytanie książki wydanej w styczniu 2026 roku było czymś naprawdę ciekawym, a to, co początkowo wydawało się mega przewidywalne, wcale takie nie było. Co więcej, tekst jest tak skonstruowany, że koniec danego krótkiego rozdziału nie pozwala nam odłożyć książki na później. Koniecznie chcemy wiedzieć, co będzie dalej, a o to przecież najbardziej nam chodzi. Zapewniam, że warto dotrwać do końca, a prawie 300 stron tekstu to wcale nie tak wiele.
Nie można jednak nie wspomnieć o wątku polskiej policji, który jest tutaj naprawdę ważny. Policjantka Oliwia Lang brawurowo wkroczyła w wątek poszukiwań małej Ewy, a jej głowa aż kipi od podejrzeń i łączenia poszczególnych historii. Trzeba też poznać jej osobiste rozterki, które doskonale pasowały do portretu współczesnej postaci pracującej w wydziale śledczym.
Powieść składa się z 92 krótkich, ale interesujących rozdziałów. Nie mam nic do zarzucenia tej powieści, dlatego z całego serca polecam ją każdemu. Każdy kolejny fragment tekstu był jak mocne uderzenie w splot słoneczny, przewidywalności nie ma tu za grosz. Co więcej, niektóre wątki to nie fikcja, gdyż podana nam część historii to szczera prawda o człowieku, a bardziej jego zakłamanej duszy. Nic więcej zdradzić nie mogę.
Walorem nowej powieści jest też jej jednotomowy wymiar. Z całą pewnością fakt ten ucieszy czytelników, którzy nie znają wszystkich dotychczasowych książek Maxa Czornyja.
Malinka Wombat i Koala autorstwa Marcin Kozieł to pełna humoru i ciepła historia dla najmłodszych czytelników, którzy lubią zwierzęta, przygody i sporą dawkę śmiechu. To kolejna część serii o sympatycznej wombatce, młodszej siostrze znanego z podróżniczych książek Maksymiliana Wombata, która tym razem zabiera dzieci na Chi-chi-górkę – miejsce, gdzie zawsze wydarza się coś zabawnego.
Malinka wybiera się tam z Mamą, nie spodziewając się, że spotka po drodze prawdziwego dowcipnisia – Koalę, który uwielbia ćwiczenia gimnastyczne. To właśnie on staje się impulsem do zorganizowania w lesie wielkiej, radosnej gimnastyki. Do wspólnej zabawy dołączają Pan Emu, Kangurek i Klops, a każde z nich wnosi do spotkania coś od siebie. Fabuła jest prosta, dynamiczna i idealnie dopasowana do młodego odbiorcy – krótkie, zabawne dialogi oraz lekkie opisy sprawiają, że historię czyta się z przyjemnością zarówno podczas wspólnego czytania z rodzicem, jak i samodzielnie przez początkujących czytelników.
Pod warstwą humoru kryje się ważne przesłanie. Książka pokazuje, że ruch może być źródłem radości, a wspólna aktywność buduje więzi i wzmacnia poczucie przynależności do grupy. Bohaterowie nie rywalizują ze sobą, lecz wzajemnie się wspierają i dopingują. Każdy może ćwiczyć na swój sposób, zgodnie ze swoimi możliwościami. To cenna lekcja dla dzieci, które uczą się funkcjonowania w przedszkolu czy szkole – współpraca, akceptacja i życzliwość okazują się ważniejsze niż bycie najlepszym.
Opowieść wzbudza przede wszystkim radość i poczucie bezpieczeństwa. Jest w niej dużo dziecięcej spontaniczności, ciepła i lekkości. Mały czytelnik łatwo utożsamia się z Malinką, odczuwa ciekawość wobec nowych zwierzęcych bohaterów i razem z nimi przeżywa drobne sukcesy. Książka zostawia po sobie pozytywną energię i zachęca do własnej aktywności.
Dużą rolę odgrywają barwne, całostronicowe ilustracje, które doskonale oddają emocje bohaterów. Kolorowe, pełne detali i humoru obrazy nie tylko uzupełniają tekst, ale często dopowiadają żart sytuacyjny czy pokazują zabawny szczegół, który zachwyci najmłodszych. Dzięki nim dzieci poznają także charakterystyczne cechy australijskich zwierząt, co w naturalny sposób łączy przygodę z elementami edukacyjnymi.
„Malinka Wombat i Koala” najlepiej sprawdzi się dla dzieci w wieku od około 4 do 8 lat. Dla przedszkolaków będzie doskonałą książką do wspólnego czytania, a dla uczniów pierwszych klas – lekką, przyjemną lekturą do samodzielnego odkrywania. To pogodna, mądra i pełna uroku historia, która pokazuje, że wspólny śmiech i odrobina ruchu potrafią zamienić zwykły dzień w wyjątkową przygodę.
Ta książka to nie tylko bajka dla dzieci, ale i ważna opowieść o tym jak wygląda życie sowy oraz jak one odbierają zimę. Przypomina nam, że początek kalendarzowej zimy zaczyna się 22 grudnia. Co do treści, to sowi bohaterzy zastanawiają się jak sobie radzi ich brat, który wyleciał już z gniazda. Tłumaczą, że najważniejsze są zapasy na zimę i to był bardzo ciekawy temat, gdyż dziecko zastanowi się, czy ludzie również robią zapasy na zimę oraz z czego mogą się składać. To go nauczy jak później samemu gromadzić żywność. Zimą również bociany odlatują do ciepłych miejsc, ale są i takie zwierzęta, które ten mroźny czas przesypiają. Będzie tutaj wytłumaczone co to jest ten cały Sen Zimowy. W rozmowach puchaczy będzie się przewijał też temat Góry Lodowej oraz Lodowców. Każde ważne zagadnienie będzie oznaczone ładnym kolorem strony oraz wieloma obrazkami, by można było sobie wyobrazić jak co konkretnie wygląda. Jeśli wasze dziecko kiedykolwiek zastanawiało się jak wygląda płatek śniegu, to strona 30 pięknie to wyjaśni i pokaże. Na 42 stronie będzie poruszony temat Szronu, który maluje obrazy na oknie. Często dzieci o to zjawisko pytają, więc tutaj ładnie będzie to wytłumaczone. I na koniec najważniejszy z tematów czyli Lód i jego śliskość. Młode pokolenie nie zawsze wie co oznacza, że coś jest śliskie, kojarzą to tylko z upadkiem o którym kilka razy się przypomina podczas spaceru na dworze zimą. Tutaj dowiedzą się, że topniejąc lód sprawia, że jego cząsteczki są bardziej ruchliwe, a co za tym idzie, podczas połączenia czegokolwiek z nim, może również nabrać ruchliwości. Stąd tak zwane upadki:-)
Myślę, że autor bardzo ładnie złożył historię młodych sów z ich przygodami na śniegu. Dzieci mogą nawet ujrzeć białą sowę, która nie jest wymyślona, a jak najbardziej prawdziwa. Przeczytają o niebezpieczeństwie jakie niesie za sobą robienie kuli ze śniegu, która z wysokości może się stoczyć i zrobić im krzywdę. Pomimo treści o sowach, równie dobrze może to być bajka przygotowująca młodego człowieka do pierwszego spotkania ze śniegiem, zabaw jakie można na nim wykonywać, ale i niebezpieczeństw. Do tego wydanie w przepięknych kolorach o stłumionym wyrazie. Mi i dzieciom się podobała:-)
Dwa światowe mocarstwa — Chiny i Indie — nigdy w historii nie stoczyły ze sobą poważnej wojny. Dlaczego? Brakowało technologii umożliwiającej walkę wśród himalajskich ośmiotysięczników.
Dlaczego Rosja zdecydowała się napaść na Ukrainę? Ponieważ granica je dzieląca jest jedyną niewyznaczoną przez niekorzystne ukształtowanie terenu.
Na te i wiele innych pytań odpowiada w swojej książce (dużo głębiej) Tim Marshall. W podzielonych na regionalne rozdziały „Więźniach geografii” autor najpierw przybliża geograficzne położenie danego kraju, by następnie opisać jego historyczną i aktualną sytuację geopolityczną. W nowym, uzupełnionym wydaniu skupiamy się na wyzwaniach stworzonych przez globalnych przywódców do 2025 roku. Bardzo ciekawie jest czytać książkę, w której opisane wydarzenia są tak aktualne, choć oczywiście ostatni rok również obfitował w ważne konflikty i okoliczności. Autor snuje także najróżniejsze scenariusze dotyczące tego, jak układ sił może zmieniać się w najbliższych latach, dekadach i stuleciach — nie szczędzi nam przy tym tych przykrych (lecz niestety coraz bardziej realistycznych).
Przede wszystkim jednak Tim Marshall pokazuje, jak istotne są uwarunkowania geologiczne, hydrologiczne itd. oraz jak zasadnicze dla rozwoju poszczególnych narodów były i są dostęp do morza, żeglowne rzeki czy gleby umożliwiające uprawę roli. Na co dzień człowiek nawet nie zastanawia się, jak mogłyby potoczyć się losy naszego kraju, gdyby na przykład od zachodu i wschodu otaczały nas wysokie góry, a jego powierzchnię pokrywały nieurodzajne piaski pustyni.
Warto wspomnieć, że przed każdą sekcją znajdziemy mapkę, do której warto wracać wraz z kolejnymi akapitami. Autor przedstawia w nich swoje dość jasne stanowisko, jednak w przypadku tak doświadczonej i rozeznanej w temacie osoby nie przeszkadza mi to.
Książka ta jest moim zdaniem kompendium wiedzy geopolitycznej dla początkujących. Osoby bardziej zorientowane również wyłapią dla siebie mnóstwo smaczków niewidocznych dla oka laika.
Sięgnijcie koniecznie, by łatwiej odnaleźć się w tym szybko zmieniającym się świecie.
Powiem ci, moja droga, że po kilkunastu latach pracy w policji mogę stwierdzić, że czasami te filmy i książki są wręcz za grzeczne.
Nieszczęście kiedyś na nas tym sprowadzisz... Wyrzuć już to i zapomnij. Bo użytku z tego nie będzie, a śmierć jeszcze po nas może zastukać.
Anioł był jak ten głupi świat po głupiej wojnie. Z jednym skrzydłem nie mógł już latać, ale nadal mógł żyć.
W niewielkiej miejscowości Kłodzko każdy każdego zna ,przynajmniej z widzenia.
I to właśnie w tym mieście doszło do wypadku w jednej z kamienic.
A wraz z nim pojawiły się tajemnice i echa przeszłości, która wydawała się być pogrzebana na zawsze.
Na miejscu pojawiają się policjanci z komisarzem Mironem Zalewskim na czele oraz oczywiście prokurator- Szymon Gawwron.
Figura anioła z jednym skrzydłem oraz ludzka kość piszczelowa, a może udowa każą przypuszczać,że budynek był świadkiem zbrodni.
Miron decyduje, że anioła trzeba pokazać osobie związanej ze sztuką i filantropią.
Wybór pada na Alberta Sznajdera.
Niestety zainteresowanie znaleziskiem kończy się dla mężczyzny tragicznie.
Kto i dlaczego odebrał mu życie?
Tego mają się dowiedzieć Zaleski wraz z partnerką Laurą Rysą.
Co odkryją?
I jak ta sprawa łączy się z pięcioletnim chłopcem mieszkającym w domu dziecka?
Bardzo lubię czytać książki nowych autorów i odkrywać literackie perełki.
Co najfajniejsze właśnie taką osobą okazała się dla mnie pani Agata Kunderman.
Stworzyła historię w której Kłodzko odgrywa niebagatelną rolę na przestrzeni lat.
Prócz współczesnych wydarzeń autorka snuje historię starszej kobiety , pani Henryki Baziak , która dla policjantów jest niczym najlepsza babcia na świecie.
Zbrodnia , chciwość i oczywiście rodzące się uczucia splatają się ze sobą w niesamowicie ciekawą i angażującą lekturę.
Autorka świetnie buduje napięcie nie tylko poprzez samą zbrodnię, ale przede wszystkim przez ludzi – ich wybory, lęki i sekrety. To nie jest historia czarno-biała. Każdy bohater nosi w sobie coś, co może stać się początkiem tragedii. I właśnie ta ludzka warstwa sprawia, że „Kotlina” zostaje w głowie na długo po zamknięciu książki.
Miron zdecydowanie zasilił listę moich ulubieńców, a fabuła zaskakiwała na każdym kroku i to zdecydowanie jest najlepsze.
Ten tytuł to nie tylko kryminalna zagadka, ale też opowieść o winach, które nie chcą zostać zapomniane, i o przeszłości, która zawsze znajdzie sposób, by upomnieć się o swoje. Mroczny klimat małego miasta, w którym każdy coś wie, ale nie każdy chce mówić, sprawia, że napięcie czuć niemal od pierwszych stron.
To historia, która pokazuje, że z jednym skrzydłem może nie da się już latać — ale wciąż można walczyć o prawdę.
Mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji tej historii.
Serdecznie polecam 🖤
„Odrodzenie” to poruszająca powieść obyczajowo-historyczna, której akcja rozgrywa się w Warszawie lat 50. i 60. XX wieku – mieście wciąż dźwigającym się z ruin, podobnie jak jego mieszkańcy. Główną bohaterką jest Ewa, młoda kobieta próbująca odnaleźć siebie i zbudować stabilne życie w świecie naznaczonym wojenną traumą, społecznymi ograniczeniami i surowymi zasadami narzucanymi kobietom. Codzienność Ewy to nieustanna walka o godność, bezpieczeństwo i prawo do własnych uczuć, podczas gdy przeszłość wciąż kładzie się cieniem na jej teraźniejszości.
Obok Ewy ważną rolę odgrywa Krystyna – przyjaciółka, której wybory bywają trudne do zrozumienia. To postać niejednoznaczna, balansująca na granicy między lojalnością a egoizmem, między pragnieniem miłości a potrzebą przetrwania. Relacja obu kobiet jest jednym z najmocniejszych elementów powieści – pokazuje, jak cienka potrafi być granica między wsparciem a zdradą, między solidarnością a rozczarowaniem. Bohaterowie drugoplanowi również są wyraziści – jedni próbują budować mimo przeciwności, inni ranią, wykorzystując słabość i zależność innych.
W książce dominują silne emocje: wstyd, lęk, tęsknota, poczucie niesprawiedliwości, ale także nadzieja i pragnienie miłości. Czytelnik towarzyszy bohaterce w chwilach zwątpienia i upokorzenia, odczuwa jej bezsilność wobec realiów epoki, a jednocześnie podziwia jej wewnętrzną siłę. To historia, która nie epatuje dramatyzmem w sposób przesadzony – emocje są tu subtelne, autentyczne i długo wybrzmiewają po zakończeniu lektury.
Styl Agnieszki Lis jest spokojny, uważny i nasycony wrażliwością. Autorka z dużą dbałością oddaje realia powojennej Warszawy, tworząc sugestywne tło historyczne, które nie dominuje nad historią, lecz ją dopełnia. Narracja skupia się na psychologii postaci – ich myślach, dylematach i moralnych rozterkach. Język jest przystępny, ale pełen emocjonalnej głębi, dzięki czemu czytelnik łatwo angażuje się w losy bohaterów.
„Odrodzenie” należy do gatunku powieści obyczajowej z wyraźnym tłem historycznym. To książka skierowana przede wszystkim do czytelników ceniących historie o silnych kobietach, trudnych wyborach i skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Spodoba się osobom, które lubią literaturę skłaniającą do refleksji nad przeszłością i nad tym, jak bardzo okoliczności potrafią determinować ludzkie decyzje.
Wśród najważniejszych motywów pojawiają się: odbudowa – zarówno miasta, jak i własnego życia; trauma wojenna; lojalność i zdrada; kobieca solidarność; miłość wystawiona na próbę; wstyd oraz konieczność dokonywania wyborów w świecie pozbawionym prostych zasad. Szczególnie mocno wybrzmiewa motyw odradzania się – powolnego, bolesnego, ale możliwego.
To opowieść o sile kobiet, które nawet w niesprzyjających czasach próbują zawalczyć o siebie. Porusza, wzrusza i zostawia czytelnika z refleksją nad tym, jak wiele kosztuje prawdziwe „odrodzenie”. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, jeśli szuka się historii pełnej emocji, autentyczności i życiowej prawdy.
Przyznam szczerze – kiedyś historia zupełnie mnie nie interesowała. Wydawała mi się zbiorem dat i faktów bez emocji. To mój mąż rozbudził we mnie ciekawość przeszłości, pokazując, że za każdym wydarzeniem stoją ludzie, dramaty i wybory, które potrafią zmienić świat. Książka Simona Parkina tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.
Reportaż opowiada o jednym z najbardziej wstrząsających epizodów II wojny światowej – oblężeniu Leningradu w latach 1941–1944. W czasie gdy setki tysięcy mieszkańców miasta umierały z głodu, w Instytucie Roślin przechowywano bezcenny bank nasion – pierwszą na świecie kolekcję, która mogła stać się fundamentem bezpieczeństwa żywnościowego przyszłych pokoleń. Bohaterami książki są naukowcy, m.in. wybitny botanik Nikołaj Wawiłow oraz jego współpracownicy, którzy – mimo skrajnego głodu – strzegli ton ryżu, ziemniaków i zbóż, nie sięgając po nie nawet w obliczu śmierci.
Fabuła (choć to literatura faktu, czyta się ją jak thriller historyczny) koncentruje się na dramatycznym konflikcie moralnym: czy wolno poświęcić teraźniejszość dla przyszłości? Naukowcy stają przed niewyobrażalnym wyborem – ratować siebie i bliskich czy chronić dorobek nauki, który może kiedyś uratować miliony istnień. Parkin pokazuje oblężenie nie tylko jako militarną katastrofę, lecz przede wszystkim jako próbę człowieczeństwa.
Emocje, które dominują w książce, to napięcie, bezsilność, rozpacz, ale też podziw i wzruszenie. Czytelnik doświadcza klaustrofobicznego poczucia zamknięcia w głodującym mieście, czuje chłód, strach i wycieńczenie bohaterów. Jednocześnie rodzi się ogromny szacunek dla ich determinacji. To historia tragiczna, a zarazem inspirująca – pokazująca, jak daleko może sięgać ludzkie poświęcenie.
Styl Simona Parkina jest reporterski, skrupulatny, a przy tym niezwykle plastyczny. Autor korzysta z niepublikowanych wcześniej źródeł, dzienników i listów, dzięki czemu opowieść zyskuje autentyczność i głębię. Nie jest to sucha relacja historyczna – to narracja pełna dramaturgii, budująca napięcie niemal jak powieść sensacyjna, choć oparta wyłącznie na faktach.
Gatunkowo książka należy do literatury faktu i reportażu historycznego. To pozycja dla czytelników zainteresowanych II wojną światową, historią nauki, etyką oraz opowieściami o ludziach postawionych w ekstremalnych warunkach. Spodoba się tym, którzy cenią wnikliwe, dobrze udokumentowane publikacje, ale także osobom szukającym w historii przede wszystkim ludzkich emocji i moralnych dylematów.
Wśród najważniejszych motywów pojawiają się: głód jako broń wojny, poświęcenie jednostki dla dobra przyszłych pokoleń, odpowiedzialność naukowca, konflikt między instynktem przetrwania a ideą wyższego celu, a także kruchość cywilizacji. Silnie wybrzmiewa motyw nadziei – ukrytej w maleńkich ziarnach, które symbolizują przyszłość świata.
To niezwykła, wstrząsająca opowieść o ludziach, którzy w najciemniejszych czasach zdecydowali się chronić przyszłość kosztem własnego życia. „Zakazany ogród Stalina” zostaje w pamięci na długo i zmusza do refleksji nad ceną moralnych wyborów. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – to historia, która zmienia sposób patrzenia na wojnę i na samą istotę człowieczeństwa.
„Mój sąsiad wróg. Tom 1” to poruszająca powieść obyczajowo-polityczna osadzona w jednym z najbardziej zapalnych rejonów świata – w rzeczywistości konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Marcin Margielewski podejmuje temat trudny, wielowarstwowy i bolesny, pokazując go nie przez pryzmat politycznych analiz, lecz przez losy konkretnych ludzi.
Fabuła koncentruje się na historii rodziny powstałej z miłości dwojga osób należących do dwóch zwaśnionych narodów. Erzsébet i Hassan – niczym współcześni Romeo i Julia – próbują budować wspólne życie w świecie naznaczonym nienawiścią, uprzedzeniami i przemocą. Ich uczucie staje się aktem odwagi, ale też źródłem nieustannego zagrożenia. Autor pokazuje, jak konflikt przenika codzienność: relacje rodzinne, wychowanie dzieci, sąsiedzkie więzi. Tu nie ma prostych podziałów na dobro i zło – są ludzie skrzywdzeni historią, traumą i propagandą.
Bohaterowie są wielowymiarowi, zmagają się z lojalnością wobec własnych korzeni i z pragnieniem spokojnego życia. W obu społecznościach znajdziemy zarówno tych, którzy marzą o pokoju, jak i tych, dla których wojna stała się tożsamością. To właśnie ten kontrast najmocniej wybrzmiewa w książce – pokazując, jak cienka bywa granica między ofiarą a katem.
Emocje w powieści są intensywne: miłość przeplata się z lękiem, nadzieja z rozpaczą, a poczucie wspólnoty z odrzuceniem. Czytelnik doświadcza napięcia niemal na każdej stronie – świadomość, że bohaterowie żyją w cieniu bomb, karabinów i radykalnych ideologii, nie pozwala czytać tej historii obojętnie. To lektura, która wzrusza, momentami szokuje i skłania do refleksji nad bezsensem wielopokoleniowej nienawiści.
Styl Marcina Margielewskiego jest dynamiczny i bezpośredni. Autor potrafi łączyć szerokie tło historyczne z intymną perspektywą bohaterów. Narracja jest przystępna, emocjonalna, momentami reporterska, co nadaje historii autentyczności i realizmu. Widać dbałość o kontekst kulturowy i historyczny, ale to ludzkie dramaty pozostają w centrum opowieści.
Gatunkowo książkę można określić jako powieść obyczajową z silnym tłem polityczno-historycznym. To propozycja dla czytelników zainteresowanych współczesnym światem, konfliktami społecznymi i historiami o miłości wystawionej na najcięższą próbę. Spodoba się osobom, które cenią literaturę poruszającą aktualne tematy i niebojącą się trudnych pytań.
Wśród głównych motywów pojawiają się: miłość ponad podziałami, tożsamość narodowa, dziedziczona trauma, fanatyzm, lojalność wobec rodziny oraz cena, jaką płaci się za próbę życia „po swojemu”. Silnie wybrzmiewa motyw sąsiedztwa – fizycznej bliskości dwóch narodów i jednoczesnej przepaści mentalnej między nimi.
To historia o tym, jak potężna potrafi być nienawiść i jak bezbronna wobec niej bywa miłość, a jednocześnie o tym, że nawet w najbardziej podzielonym świecie rodzą się uczucia zdolne przekraczać granice. „Mój sąsiad wróg” to książka, która nie daje prostych odpowiedzi, ale zmusza do myślenia i zostaje z czytelnikiem na długo – zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
„Morderstwo o zapachu kawy” to lekki kryminał z nutą powieści obyczajowej i akademickiego klimatu, który łączy zagadkę morderstwa z historią dojrzewania i poszukiwania własnego miejsca w świecie.
Główną bohaterką jest Misia Kuleczka – ambitna studentka elitarnego kierunku, która wiąże swoją przyszłość z pracą w wymiarze sprawiedliwości. Studia mają być dla niej przepustką do stabilności i poczucia sensu. Wszystko zmienia się w chwili, gdy na uczelni ginie jeden z profesorów – charyzmatyczna, ale i budząca kontrowersje gwiazda wydziału. Śmierć wykładowcy uruchamia lawinę pytań, niedomówień i podejrzeń.
Misia, zamiast pozostać biernym obserwatorem, dołącza do nieformalnej grupy śledczej stworzonej przez studentów. Każdy z nich jest inny – pochodzą z różnych środowisk, mają odmienne doświadczenia i własne sekrety. Wspólne dochodzenie staje się nie tylko próbą odkrycia prawdy o morderstwie, lecz także testem wzajemnego zaufania. Z czasem okazuje się, że tajemnice bohaterów mogą mieć większe znaczenie, niż początkowo się wydaje.
Emocje w książce budowane są stopniowo – od ciekawości i niepewności, przez napięcie i podejrzliwość, aż po momenty zwątpienia i lęku. Autorka umiejętnie łączy kryminalną intrygę z wątkami osobistymi, dzięki czemu czytelnik angażuje się nie tylko w rozwiązanie zagadki, ale i w losy bohaterów. Pojawia się także motyw przyjaźni, potrzeby przynależności oraz radzenia sobie z trudną przeszłością.
Styl Marty Moeglich jest lekki, przystępny i dynamiczny. Dialogi brzmią naturalnie, a narracja płynnie prowadzi przez kolejne etapy śledztwa. Autorka dba o tempo akcji, nie przeciążając tekstu nadmiarem opisów. Akademickie tło nadaje historii świeżości, a motyw kawy – obecny symbolicznie i dosłownie – buduje klimat codzienności, w której nagle pojawia się zbrodnia.
Gatunkowo to kryminał młodzieżowo-obyczajowy, skierowany głównie do młodych dorosłych czytelników, studentów i osób lubiących lżejsze zagadki detektywistyczne z wyraźnym wątkiem relacyjnym. Spodoba się tym, którzy cenią historie o grupie bohaterów próbujących wspólnie rozwikłać tajemnicę, a przy okazji dojrzewających emocjonalnie.
Wśród motywów wyraźnie zaznaczają się: dążenie do prawdy, sprawiedliwość, sekret z przeszłości, budowanie zaufania, a także konfrontacja wyobrażeń o idealnym świecie z jego rzeczywistością. To także opowieść o utracie złudzeń i odkrywaniu, że nawet w miejscach uznawanych za elitarne nie brakuje cieni.
„Morderstwo o zapachu kawy” to wciągająca historia z akademickim klimatem, która łączy kryminalną zagadkę z opowieścią o dojrzewaniu i relacjach. To dobra propozycja na wieczór z książką – szczególnie dla tych, którzy lubią tajemnice podane w lżejszej, ale emocjonalnie angażującej formie.
Autorka książki jest Psychologiem Biznesu i Zdrowia z ponad 20- letnim doświadczeniem w rozwijaniu potencjału ludzi. Jest certyfikowanym Trenerem, Coachem oraz Konsultantem Odporności Psychicznej, oraz certyfikowanym Przewodnikiem Shinrin Yoku. Wiedzę swoją opiera o naturę oraz wyżej wymieniony zakres. To ważne abyście znali autora, by spojrzeć na poradnik, czy też raczej zeszyt waszych zwierzeń jak na coś, co jest w stanie wam pomóc zbudować siebie na nowo. Pozycja została podzielona na trzynaście tygodni podczas których będziemy zapisywali swoje odpowiedzi na zadane pytania. To konkretne pytania, które mają wyznaczyć wam konkretną drogę do sukcesu w aktualnie tym roku 2026. Sugerując się poczynaniami ludzi, zachęca nas byśmy spisali swoje cele i marzenia, które byśmy chcieli zrealizować w tym roku. Następnie jakie nawyki i zmiany planujemy wprowadzić i w jaki sposób możemy zacieśnić więzy z bliskimi. To były pytania na pierwszy tydzień, gdzie pomiędzy nimi były inne pytania w formie podpowiedzi, w jaki sposób powinniśmy ująć rzecz na której nam zależy. Drugi tydzień niesie za sobą głębsze myśli i zapytania. Zostajemy spytani o konkretne cele, w jaki sposób poszukujemy inspiracji oraz jakie działania zamierzamy podjąć. Po prawej stronie zawsze znajdziecie dobre rady w jaki sposób postępować, by zbliżyć się do upragnionego celu. Trzeci tydzień zaczynamy od pytań o drobne wdzięczności, w jaki sposób odbieramy swoje przeszkody oraz jak można nauczyć się zauważać te drobne sukcesy. Oczywiście autorka wysławia się bardziej dosadnie i w specjalistycznym języku typowym dla biznesmenów, co dla osoby wiedzącej co chce robić i mającej cel oraz podjęte pierwsze kroki, będzie proste do wdrążenia w życie, ale dla laika, który zwyczajnie natrafi na taki ,,dziennik" będzie trochę jak wyprawa w kosmos. Każde zadanie jest dostosowane do pory roku oraz emocji jakie budzą się w człowieku. Z plusów, jest to mega mądra pozycja dla osób, które wiedzą czego w życiu chcą, ale nie wiedzą jak to osiągnąć. Książka pomaga się uspokoić, uczy was akceptacji nawet w niewypałach oraz tłumaczy, że czasami aby mogło zrobić się dobrze, wpierw musi coś upaść, gdyż błędy budują, a nie zatrzymują. Każda porażka to lekcja, nie odciągnięcie was od marzeń. Pytajcie zawsze -co mogę z tego zrozumieć? Czego mnie to uczy?, zamiast : tak czułem, że nic mi nie wyjdzie, albo zawsze jest tak samo, ja się nie nadaję. To są mega kluczowe pojęcia, które kiedy ich nie pojmiecie, to nic nie dam wam czytanie setek innych poradników rozwojowych. Jeśli zatem znasz pojęcie: manifestacja, zmiana życia, zmiana myślenia, planowanie kroków, to tym bardziej powinieneś sięgnąć po nią, bo oznacza to, że jesteś bliżej celu niż myślisz. Ta pozycja ci go wskaże. Poda niewidzialną dłoń, którą będzie nasze odbicie siebie, która już to wszystko ma:-)
Bardzo się cieszę, że natrafiłam na tą pozycję, gdyż zasłała mi pytania, których nie zadawałam sobie, a były ważne, by zrobić krok w przód. Serdecznie ją polecam!
Książkę czytałam we fragmentach, bardziej z ciekawości, żeby przekonać się, co było „źródłem dla źródeł”, niż z przyjemności. Narracja prowadzona w biblijnym stylu zaskakuje już od pierwszych stron. Oczami wyobraźni widziałam młodego Lovecrafta, który siedzi zasłuchany w fantastyczne opowieści na kolanach swojego wyimaginowanego dziadka Lorda Dunsany’ego (tak, wiem, że pisarze byli w zbliżonym wieku). Podziwiam pracę tłumacza, rozumiem wartość „Bogów…” i ich rolę w historii literatury, ale mnie współcześnie… no nie zachwyca.