Beztroskie dni, które na zawsze pozostaną w czyjeś pamięci, Bo „tego lata słońce świeciło tak, że szary zazwyczaj Bałtyk lśnił szafirem południowych mórz”. I choć wszyscy mówili tu o wojnie, byli też tacy, którzy z całych sił cieszyli się pokojem, choć w ich sercach szalały fale miłości, namiętności, pożądania czy wdzięczności. Jeszcze nie wiedzieli, że za rok ich życie będzie wyglądało zupełnie inaczej, a za pięć lat może już ich na tym świecie nie będzie.. Bo „wojna zawsze zmienia świat. Po niej nie da się wrócić do starych kolein”,
Cztery kobiety kochające jednego mężczyznę.. jak syna, jak brata, jak męża, jak kochanka.. Cztery historie życia tak sobie bliskie, a jednak tak dalekie..
„Pamiętasz tamto lato” to powieść obyczajowa zanurzona w historii Polski. Historii, która odcisnęła swoje piętno na wszystkich jej uczestnikach, zdeterminowała decyzje, przyspieszyła ich konsekwencje, sprawiła ból, wzbudziła nadzieję, wyzwoliła tęsknotę, złamała serce. To powieść o kobietach i ich emocjach, woli przetrwania i walce o marzenia mimo wszystko..
„Całym światem Ty” Moniki Pryśko to ciepła, pełna humoru i wzruszeń powieść obyczajowa, która pokazuje, że nawet najbardziej bolesny koniec może stać się początkiem czegoś nowego. To historia o stracie, odnajdywaniu siebie i budowaniu życia od nowa, napisana z ogromną lekkością, szczerością i wyczuciem ludzkich emocji.
Fabuła rozpoczyna się od wydarzenia, które wywraca życie Marii do góry nogami. Jej mąż Michał niespodziewanie odchodzi, pozostawiając po sobie pustkę i mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Nie ma wielkiej kłótni ani dramatycznych scen – jest zwyczajny poranek i nagle wszystko przestaje być takie, jak wcześniej. Maria zostaje sama z córką, wspomnieniami i koniecznością zmierzenia się z nową rzeczywistością. Próbuje odnaleźć sens w codzienności, choć początkowo wydaje się to niemal niemożliwe. Na szczęście nie jest sama – obok niej są bliscy, przyjaciółki i rodzina, którzy na swój sposób pomagają jej przejść przez ten trudny etap.
Akcja książki rozgrywa się we współczesnych realiach, w dobrze znanej, codziennej przestrzeni. Nie znajdziemy tu egzotycznych krajobrazów ani spektakularnych wydarzeń. To świat mieszkań, rodzinnych spotkań, pracy, rozmów i zwykłych obowiązków, które po życiowym kryzysie nagle nabierają zupełnie innego znaczenia. Dzięki temu historia wydaje się niezwykle autentyczna i bliska czytelnikowi. Każdy może odnaleźć w niej fragment własnych doświadczeń lub emocji.
Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Maria to postać bardzo prawdziwa – nie udaje silniejszej, niż jest, pozwala sobie na słabość, złość, smutek i zwątpienie. Obserwowanie jej drogi od rozpaczy do stopniowego odzyskiwania równowagi jest niezwykle satysfakcjonujące. Równie dobrze zostały wykreowane postacie drugoplanowe. Przyjaciółki wnoszą do historii humor i ciepło, rodzice – choć bywają nadopiekuńczy – pokazują, jak różnie można okazywać troskę, a córka Marii przypomina, że życie toczy się dalej, nawet gdy wydaje się, że świat się zatrzymał.
To powieść pełna emocji. Znajdziemy w niej smutek, żal, rozczarowanie i samotność, ale także nadzieję, czułość, przyjaźń i wiele momentów wywołujących uśmiech. Autorka doskonale pokazuje, że po życiowych katastrofach nie zawsze od razu przychodzi wielka przemiana. Czasem wystarczy zrobić kolejny mały krok naprzód. Podczas lektury trudno nie współczuć Marii, ale równie łatwo uśmiechnąć się przy jej błyskotliwych spostrzeżeniach i codziennych sytuacjach, które mimo wszystko potrafią rozładować napięcie.
Monika Pryśko pisze lekko, naturalnie i z dużym wyczuciem. Jej styl jest swobodny, pełen trafnych obserwacji i subtelnego humoru, który idealnie równoważy trudniejszą tematykę. Dialogi brzmią wiarygodnie, a narracja sprawia, że kolejne strony czyta się z ogromną przyjemnością. Autorka nie popada w przesadny dramatyzm, dzięki czemu historia pozostaje autentyczna i bardzo życiowa.
„Całym światem Ty” to przede wszystkim powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem psychologicznym. Nie jest to typowy romans, choć miłość odgrywa w niej ważną rolę. To raczej opowieść o kobiecie, która musi na nowo nauczyć się żyć, zaufać sobie i odnaleźć własną wartość, kiedy nagle traci to, co wydawało się fundamentem jej świata.
Książkę szczególnie poleciłabym osobom, które lubią współczesne powieści obyczajowe o życiu, relacjach i emocjach. To także świetna propozycja dla czytelników ceniących historie z wyrazistymi bohaterami, dużą dawką ciepła i odrobiną humoru nawet w trudnych momentach.
„Całym światem Ty” to mądra, wzruszająca i niezwykle prawdziwa opowieść o tym, że nawet po największym życiowym kryzysie można odnaleźć nową drogę. To książka, która skłania do refleksji, ale jednocześnie daje nadzieję i przypomina, że czasem największe zmiany prowadzą do czegoś dobrego. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Osobą, która napisała wiersze z tej książki jest doświadczony poeta i człowiek niezwykle płynnie posługujący się intelektem. Przenoszący swoje przemyślenia, zlepki spostrzegawczości i mądre przekazy za pomocą rymu, elegancko dobranych słów bądź potoku myśli kończących się w wyniku puenty. Każdy kto lubi wiersze o mądrości życia, bądź ukazaniu ślepoty ludzkiej, kiedy to wydaje nam się, że myślimy, a tak naprawdę powtarzamy codzienne schematy powtórzeń wyuczonych bądź wpojonych nam przez lata, tym może spodobać się ona najbardziej. Zachwyt jednak osiągnie ten, kto nagle przerwie swoje myśli, podziękuje im i wskaże im nową, obraną przez czas obecny drogę.
Wiersze poruszają tematykę tego co jest modne, co ludzie po sobie papugują i jak dali się omamić ,,trendami", które służą tylko temu by robić to, co pan papugi wskazał aby robiła. Są o plotkarstwie, gdzie nieładnie przyjęte jest aby osoba w starszym wieku miała kogoś kochać i spędzać z nim szczęśliwy czas. Nikt nie pamięta tego, że dusza nigdy się nie starzeje, tylko powłoka do której weszła, skąd więc to osądzanie innych, kiedy wiek mamy ten sam? Ludzie nie dają swobody w tworzeniu swojego życia innym, a w domu mają pretensję, że sami są obgadywani. Na plotkę reagują tak, by jej zaprzeczyć, a ja z autorem pytamy się ,,Po co?". Tłumaczenie jest przekazaniem zdania naszej wewnętrznej papugi, która jest na wolności, bo sami jej ją daliśmy. To zwierzątko naszego mózgu, które słuchamy, zamiast nauczyć je tego, aby ono słuchało nas.
,,Znów wszystko nowe
drzewa
kwiaty
dzieci
choć wszystko stare
od stuleci."
Mamy tutaj pokazane pomiędzy wierszami, że tak jak i sekunda, minuta, godzina, dzień, tydzień, miesiąc, rok, zegarek, pory roku, rodzenie się i śmierć zawsze były i zawsze będą takie same w kontekście ogółu. Jednak rzadko kto widzi, że nie rodzimy się po to aby umrzeć. Nie budzimy się po to, aby zasnąć. Nie wstaje nowy dzień po to aby się skończył. Jednak popełniasz błąd aby go naprawić. Nie potrafisz czegoś teraz tylko po to, by się tego nauczyć. Wykonując wszystko zawsze tak samo, będziemy tym dniem, miesiącem, rokiem i zegarkiem. Gdzie w tym wszystkim jest więc rozum i wolna wola, które ofiarował nam Pan?
W tych wierszach kryje się głębia. Początek miał być ukazaniem tego, by nie oddawać się tylko ciemniejszym stronom poezji, ale by tym razem pokazać ją od dobrej strony. Niby mamy pokazane szarości, smutki, bóle i niesprawiedliwości, jednak pomiędzy nimi utkał drogę na wybór zmiany tej drogi w nas. Byśmy ujrzeli, że powielając te same schematy, będziemy mieli tylko te same rezultaty. Będziemy też narzekali na te same boleści, jednak czy sami ich sobie nie nakładamy tą powtarzalnością?
Uczucie miłości ukazał tutaj jako wsparcie i zachęcanie osoby, którą darzy się uczuciem do wzrostu, zaryzykowania, do parcia w górę, a nie tylko samego uczucia. Miłość może być jak orzech. Kiedy masz go w dłoni czujesz dumę i radość. Bez wsparcia drugiej osoby jest tylko pustą skorupką. Jednak ze wsparciem, zasadzeniem go i pewnością, że wyjdzie z tego całe drzewo z tysiącem takich orzechów jest tym co zostało nam dane.
Ja zawsze oddaję wam recenzje książek tak jak ja je widzę i tak jakie przekazy mają wewnątrz. Moja odczucia po przeczytaniu jej sugerują, że brak wsparcia w miłości jest gorsza od samotności, w której sami możemy się wspierać.
„Tajemnica Torhel” Janusza Warchlewskiego to intrygująca powieść fantasy z wyraźnym akcentem science fiction, która zabiera czytelnika do świata, w którym nowoczesna technologia spotyka się z magią. Autor stworzył oryginalne uniwersum pełne niezwykłych miejsc, politycznych napięć i bohaterów, którzy muszą podejmować decyzje mające wpływ nie tylko na własny los, ale również na przyszłość całych światów.
Główną bohaterką jest Zoe Sam – młoda, ambitna dziewczyna, która od najmłodszych lat marzy o zostaniu Przewodniczką. To prestiżowa funkcja, dzięki której można prowadzić wyprawy na Bajkę – niezwykłą planetę, gdzie magia jest codziennością. Zdobycie upragnionego tytułu wydaje się spełnieniem wszystkich marzeń Zoe, jednak jej pierwszy lot szybko okazuje się znacznie bardziej niebezpieczny, niż mogła przypuszczać. Zamiast spokojnego stażu trafia w sam środek konfliktu, który może na wiele lat odciąć Bajkę od reszty wszechświata.
Akcja rozgrywa się przede wszystkim na niezwykłej planecie Bajka oraz w przestrzeni międzyplanetarnej. To miejsce, gdzie magia funkcjonuje obok zaawansowanej technologii, tworząc fascynujące tło dla wydarzeń. Autor z dużą dbałością kreuje świat przedstawiony, stopniowo odkrywając jego zasady i historię. Dzięki temu czytelnik ma poczucie, że trafia do dopracowanego, spójnego uniwersum, które zachęca do dalszego poznawania.
Największym atutem książki są bohaterowie. Zoe od początku wzbudza sympatię swoją determinacją, odwagą i ciekawością świata. Nie jest jednak postacią pozbawioną słabości – popełnia błędy, uczy się na własnych doświadczeniach i dojrzewa wraz z rozwojem wydarzeń. Ciekawie wypada również Tom Tombwerg – legendarny Przewodnik, który staje się dla Zoe mentorem. Relacje między bohaterami zostały przedstawione w wiarygodny sposób i dobrze uzupełniają dynamiczną fabułę.
Podczas lektury nie brakuje emocji. Towarzyszy czytelnikowi napięcie związane z narastającym konfliktem, ciekawość kolejnych odkrywanych tajemnic oraz niepewność co do losów bohaterów. Autor umiejętnie buduje atmosferę zagrożenia, ale jednocześnie znajduje miejsce na refleksję nad odpowiedzialnością, lojalnością i ceną spełniania marzeń. Historia pokazuje również, że granica między dobrem a złem nie zawsze jest oczywista, a każda decyzja niesie za sobą konsekwencje.
„Tajemnica Torhel” łączy w sobie elementy klasycznego fantasy, science fiction oraz powieści przygodowej. To mieszanka, która sprawdza się bardzo dobrze i sprawia, że książka wyróżnia się na tle wielu współczesnych historii fantastycznych. Świat magii nie funkcjonuje tu w oderwaniu od technologii – oba te elementy wzajemnie się przenikają, tworząc oryginalną i interesującą całość.
Styl Janusza Warchlewskiego jest przystępny i obrazowy. Autor sprawnie prowadzi narrację, nie przytłaczając czytelnika nadmiarem szczegółów, a jednocześnie potrafi stworzyć sugestywne opisy miejsc i wydarzeń. Tempo akcji jest dobrze wyważone – spokojniejsze momenty pozwalają lepiej poznać bohaterów i świat przedstawiony, natomiast sceny pełne napięcia skutecznie zachęcają do czytania kolejnych rozdziałów.
Książkę szczególnie poleciłabym miłośnikom fantasy, którzy lubią rozbudowane światy, ciekawe systemy magiczne i bohaterów przechodzących wewnętrzną przemianę. To również dobra propozycja dla czytelników szukających historii, w których przygoda idzie w parze z refleksją, a fantastyczne uniwersum skrywa znacznie więcej niż tylko widowiskowe wydarzenia.
„Tajemnica Torhel” to udane połączenie magii, technologii i przygodowej fabuły, które dostarcza wielu emocji i pozostawia apetyt na kolejne wyprawy do tego niezwykłego świata. Jeśli lubicie oryginalne fantasy z ciekawie wykreowanym uniwersum i bohaterami, którym chce się kibicować, zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść.
Kiedyś od jednego z pisarzy usłyszałam, że wszystkim ludziom wydaje się, że są wyjątkowi, ale tak naprawdę, gdybyśmy w książkach opisywali swoje własne „niezwykłe” życie, to wyszłyby z tego piekielnie nudne powieści. Przypomniało mi się to, bo Angelina Watson jest nudna. Nie pomaga jej nawet fakt bycia krwiożerczym wampirem czy życie w wiecznej tułaczce z jednego amerykańskiego miasta do drugiego.
Najpierw czekałam, aż wyklaruje się, do czego ta powieść-pamiętnik zmierza, a gdy już mniej więcej było to wiadome, doszłam do wniosku, że wcale nie chcę w to samo miejsce dotrzeć. W zasadzie jedyna rzecz, która mi się szczerze w tej książce podobała, to kończenie rozdziałów drugą perspektywą (po wyznaniach głównej bohaterki zawsze następował fragment jakby z przesłuchania kogoś innego). To fajnie pokazywało, w jaki sposób sami kreujemy swoją rzeczywistość, a prawda zawsze leży gdzieś pośrodku trudna do udowodnienia.
Dziś chciałam zacząć wszystko od nowa. Chciałam budzić się z uśmiechem i być wdzięczna za każdą sekundę życia. Zrozumiałam, że żaden dzień się nie powtórzy, że mam tylko jedno życie. Chciałam działać bez zbędnego planu, słuchać głosu serca i nie bać się tego, co usłyszę. Nie chciałam być idealna ani perfekcyjna, bo ani jedno, ani drugie nie istnieje. Chciałam być po prostu szczęśliwa".
Maja i Michał spotkali się przypadkiem jak wiele innych par. Czasem widząc konkretną osobę i nie potrafisz pozbyć się wrażenia,że znalazłaś coś, co wcześniej zgubiłaś, choć nie miałaś o tym pojęcia.
Choć ich pierwsze rozmowy pełne były niepewności i niezręcznych momentów, lecz szybko okazuje się, że choć pochodzą z zupełnie innych środowisk- ona pochodzi ze zwyczajnej rodziny w której się nie przelewa a pomoc w domowych obowiązkach jest czymś zupełnie naturalnym i niepodważalnym. Dziewczyna pracuje w pizzerii, natomiast jej ukochany jest synem dwojga znakomitych lekarzy, któremu matka zaplanowała całe życie..
Karierę i idealną żonę.. czy można zrezygnować z własnego szczęścia , ponieważ się kocha?
Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć Majka..
Powieść Pani Magdaleny została podzielona na dwa okresy - w prologu widać kobietę , która dusi się w małżeństwie z Wiktorem , swoim dawnym sąsiadem z którym właściwie nie ma nic wspólnego.
Jej jedyną radością jest piętnastoletni syn - Szymon.
I to właśnie pośrednio dzięki niemu przeznaczenie puka do drzwi jego mamy.
Szymek bowiem odniósł kontuzję barku podczas meczu piłkarskiego i trafia pod.. opiekę doktora Michała Radzyńskirgo.
Co się wydarzy? Czy Majka odważy się wyjawić tajemnicę ukrywaną przez kilkanaście lat?
Uwielbiam książki z motywem drugiej szansy , a ta napisana przez Panią Magdę naprawdę bardzo przypadła mi do gustu mimo ,że oczywiście chciało mi się krzyczeć ze złości i powiedzieć dosłownie ogarnij się kobieto.
Chwilami irytowała mnie swoją biernością i tym, że pozwalała innym decydować o swoim życiu. Z drugiej strony trudno było jej nie współczuć. Lata życia w poczuciu obowiązku, tłumione emocje i strach przed konsekwencjami sprawiły, że zapomniała o samej sobie.
Bardzo podobało mi się, że autorka nie stworzyła cukierkowej historii. Pokazała, że miłość nie zawsze wystarcza, a decyzje podjęte pod wpływem presji potrafią ciągnąć się za człowiekiem przez długie lata. To opowieść o utraconych marzeniach, rodzinnych oczekiwaniach, wyrzutach sumienia, ale również o nadziei i odwadze, by zawalczyć o siebie, nawet jeśli wydaje się, że jest już za późno.
Ogromnym atutem tej powieści są emocje. Magdalena Krauze potrafi sprawić, że czytelnik przeżywa razem z bohaterami ich ból, tęsknotę i bezsilność. Nie brakuje wzruszeń, ale są też chwile dające nadzieję i przypominające, że los czasem daje nam jeszcze jedną szansę.
„Utracona miłość” pokazuje, że nigdy nie warto rezygnować z własnego szczęścia tylko dlatego, że ktoś inny napisał za nas scenariusz życia.
I to właśnie jest przepiękne i niesamowicie porusza serce.
Nowe osiedle, nowy dom, nowy start. Brzmi wspaniale, więc co może pójść nie tak? Może fakt, że mieli być pierwszymi właścicielami, a tajemnicza karteczka zostawiona w szafie mówi co innego… jednak jest już za późno na ucieczkę.
Jakoś bardzo mnie ona nie porwała, ale zaś zła nie była. No i weź tu coś mądrego napisz. Ogółem chciałabym zobaczyć ekranizację, wydaje mi się, że bardziej by mi się podobała.
Podobała mi się cała otoczka tego podejrzanego osiedla. Kreacja bohaterów, podejrzane zachowanie męża, takie małe niuanse, które robiły klimat. Chociaż jeśli chodzi o bohaterów to nie rozumiem jak kobieta w ciąży może uciekać się do takich rzeczy… z jednej strony jest „oh, dziecko jest najważniejsze”, a potem robi rzeczy, które po prostu przyprawiają mnie o zawał. Nie rozumiem logiki, ale dobra.
Zaczęło się psuć później, bo akcja mi się dłużyła i niektóre fakty były mocno naciągane. A końcówka? Trzymajcie mnie bo nie wytrzymam. Zaskoczenie owszem było, ale tylko dlatego, że było dla mnie odrealnione… „nie mam pomysłu jak to wszystko spiąć na końcu, żeby miało ręce i nogi, więc postawię na zakończenie z…” wiecie czego. Nie podobało mi się to. Zniszczyło mi całą książkę. Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, jednak jest to główny gatunek po jaki sięgam i mam wygórowane wymagania.
Z fajnych rzeczy prócz tej tajemniczości, i skrywanych sekretów na każdym kroku, podobało mi się, że książkę czyta się błyskawicznie, rozdziały dość, że są krótkie, to jeszcze kończone tak, że na jednym się nie da zakończyć.
*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
Toruń.
Lata 90.
Komisarz Wiesław Świrski – legenda toruńskiej policji dostaje kolejną w swojej karierze sprawę. Wraz ze swoim zawodowym partnerem, a prywatnie przyjacielem, podkomisarzem Mirosławem Cichoniem biorą na tapetę zaginięcie syna wicewojewody. Wiadomo, jeśli chodzi o takie szychy, sprawa musi być załatwiona na wczoraj. Gdy na światło dzienne wychodzi, że zaginięcie młodego człowieka niebezpiecznie łączy się z toruńską mafią, sprawa zaczyna mieć dużo większy kaliber niż przypuszczano..
Po latach, odtwarzając w pamięci wydarzenia z 1993 roku, dwaj przyjaciele wracają do historii, która raz na zawsze zmieniła ich życie. Do czasów, kiedy było jak było i niewiele się zmieniło.. Policjant, polityk, czy gangster – jeśli jesteś pewien, kto stoi po której stronie barykady, to może zastanów się dwa razy.. Do tego pościgi radiowozem do zadań specjalnych (polonezem), „sporo brudu, męskiego świata, przekleństw, papierosów, wódki i seksu”. I mamy retro klimat z uniwersalnym przesłaniem.
„Krótka noc, długi krzyk” to kryminalna podróż w czasie. Osadzona w rzeczywistości lat 90. czyli w klimatycznej mieszance „szklanej pułapki” i filmów Barei smutna historia o sytuacjach bez wyjścia i życiowych decyzjach, a przede wszystkim o ich konsekwencjach. Kryminał, który z pewnością zostanie w pamięci jako „coś” wartego poświęconego mu czasu.
Polecam.
,,Dla Leny była nie tylko babcią, lecz także najlepszą przyjaciółką i mentorką. Czasem zastanawiała się, jak jej babcia to robiła, że mimo upływu lat wciąż zachowała w sobie tyle energii, radości życia i niezależności. Maria zawsze odpowiadała na te pytania krótko: ,,Sekret tkwi w tym, by nigdy nie przestać być sobą".
Dałam wam ten urywek, gdyż uważam, że jest bardzo wartościowy, choć takich dobrych rad jest tutaj cała masa. Życie zwyczajne, rozterki, kłopotki a wśród nich mądre słowa, które najlepiej aby trafiły do każdego człowieka. Z tego co ja zauważyłam, każda osoba, choćby najbardziej ekscentryczna, jeśli w życiu pozwoliła sobie na bycie sobą, zawsze dłużej żyła, była szczęśliwsza i samowystarczalna. O tych cechach będą przypominali nam bohaterzy, którzy choć precyzyjni w pracy, idealni w obsłudze skalpela o niebywałej sprawności w dłoni, potrafili zostać zaskoczeni zwykłymi obawami pacjenta. Do Michała przyjdzie tutaj kobieta, która będzie się czepiała najdrobniejszych szczegółów. Dla niej słowa ,,prawie", nie były żadnym zapewnieniem. Starała się ominąć operację, która mogła uratować ją od nie tylko psychicznego kalectwa. Za pomocą swojej roztropności, otwartości i czepialstwa, otworzyła mu oczy na codzienność. Dała odczuć, że pacjentem też może być człowiek, a nie tylko kolejny zwykły przypadek. Dosłownie jakby pozwoliła mu się przebudzić za pomocą słownych wstrząsów, które w niego wkładała. Prawdopodobnie to za sprawą starszej kobiety wyszedł ze swojego marazmu na tyle, by poznać wyjątkową postać w swoim życiu. Kogoś kto go przebudził jeszcze bardziej, kto pokazała jak wygląda swobodny śmiech, jak to jest czuć zawstydzenie oraz motylki w brzuchu. To nie będzie pojedyncze uczucie, gdyż z drugiej strony w osobnych postaciach pojawi się osoba zdystansowana lubiąca mieć przewagę w życiu, budująca więcej aniżeli tylko swój prestiż. Tutaj będzie więcej żywiołowej energii, ale i uporu, zwłaszcza wtedy, kiedy serce będzie nuciło inną melodię niż rozum.
,,Kocham Cię nad życie i będę nad Tobą czuwać, gdziekolwiek będziesz.
Twoja Babcia."
Nie ukrywam, że nieco gorzej mi jest spuentować tą książkę z dwóch powodów. Po pierwsze polecam ją osobom, które kogoś stracili, gdyż znajdą tutaj wspaniałe pocieszenie. Po drugie, kilka dni temu straciłam swoją babcię, która z opisu i imienia, zachowania, była jak dokładnie ta z książki...
Po pierwsze, w kolorowance jest osiem naklejek na których są postacie z bajki i słowa dopingujące jakieś osiągnięcie.
Po drugie, to jest kolorowanka, jednak na stronach mamy niedokończone rysunki, lub takie ukazane jasną kreską aby dziecko wpierw ten rysunek dokończyło, a dopiero później mogło go pokolorować. Czasami mamy instrukcje czego na obrazku brakuje i gdzie to powinno być, więc jest moment na myślenie u dziecka. Oczywiście te rzeczy są łatwe i podstawowe, więc poradzi sobie z wyzwaniem celująco:-)
Po trzecie, pomimo tego, że jest to malowanka, mamy tutaj opowieść przygód jakie na tych rysunkach Kicia Kocia przeżywa. Nie jest sama, zawsze ma jakieś miłe towarzystwo, które proponuje co mogą w danym miejscu zrobić, a by ta podróż nie była nudna. W momencie, kiedy wymieniają jakieś konkretne miejsca jak na przykład Polskę, to poniżej mamy opis samej Polski, później Warszawy, która dzieli się na konkretne miejsca, choćby odpowiedź na pytanie co to są drapacze chmur, gdzie może być Pałac Kultury i Nauki, Zamek Królewski, czy Warszawska Syrenka. Będzie to zamieszczone na kolorowym polu poniżej strony. Kicia Kocia zwiedza również z Packiem Białystok, Gdańsk, Toruń, Poznań, Szczecin, Wrocław, Jelenią Górę, Kraków, a także największe miejsca i atrakcje, które są w danym obszarze. To jest doskonała lekcja nie tylko geografii ale i historii, która podczas ich zabawy sprawia, że te miejsca same wchodzą do głowy. Z tyłu malowanki mamy pokazane wszystkie pozycje w których główną bohaterką jest nasza kotka, więc sami możemy zdecydować w której dziedzinie chcielibyśmy wykształcić nasze dziecko, czy też do czego ono samo najbardziej dąży. Pamiętajcie, że to w młodym wieku dziecko konkretnie ma pociąg do określonej dziedziny, który w późniejszym czasie z powodu wielu bodźców im zanika. Stąd pytanie nastoletnie, że nie wiedzą co chcą w życiu robić. Jako dziecko wiedzieli, więc wystarczy im to tylko przypomnieć. Pokażcie im bajkę lub zdjęcie jej co ich ciekawiło kiedyś. Nawet nie wiecie jak im to bardzo w życiu dorosłym pomoże:-)
„Niespłacony dług” to drugi tom serii o komisarz Mai Lewandowskiej i Antonim Szymańskim, który udowadnia, że najbardziej niebezpieczne tajemnice często mają swoje źródło w przeszłości. Żaneta Górecka stworzyła kryminał pełen napięcia, zwrotów akcji i emocji, jednocześnie poruszając temat konsekwencji dawnych decyzji oraz odpowiedzialności za własne czyny.
Akcja powieści rozgrywa się we współczesnej Polsce, głównie w okolicach Poznania. To właśnie tam dochodzi do serii brutalnych morderstw, które początkowo wydają się ze sobą niezwiązane. Śledztwo prowadzone przez komisarzy Maję Lewandowską i Antoniego Szymańskiego z czasem ujawnia jednak, że wszystkie ofiary łączy wspólna przeszłość oraz wydarzenia sprzed wielu lat. Każdy kolejny trop prowadzi do nowych pytań, a rozwiązanie zagadki okazuje się znacznie bardziej skomplikowane, niż można przypuszczać. Autorka bardzo umiejętnie stopniuje napięcie, dzięki czemu historia nie pozwala oderwać się od lektury.
Bohaterowie zostali przedstawieni w sposób wiarygodny i przekonujący. Maja Lewandowska to inteligentna, opanowana i zdeterminowana policjantka, która nie boi się trudnych decyzji. Antoni Szymański doskonale ją uzupełnia, tworząc z nią zgrany duet śledczy. Ich współpraca opiera się na wzajemnym szacunku i doświadczeniu, co sprawia, że obserwowanie ich działań jest równie interesujące jak sama zagadka kryminalna. Równie dobrze zostały wykreowane postacie drugoplanowe, których historie stopniowo odsłaniają kolejne elementy układanki i nadają całej opowieści dodatkowej głębi.
Największą siłą tej powieści są emocje. Towarzyszy nam nieustanne napięcie, ciekawość i niepewność, ponieważ autorka skutecznie wodzi czytelnika za nos. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe informacje, które zmieniają sposób postrzegania bohaterów i wydarzeń. Obok typowych dla kryminału emocji pojawia się również refleksja nad tym, jak długo mogą ciągnąć się konsekwencje dawnych błędów i jak cienka bywa granica między ofiarą a sprawcą. To książka, która angażuje nie tylko poprzez intrygę, ale także psychologiczne tło całej historii.
„Niespłacony dług” jest kryminałem z wyraźnymi elementami thrillera psychologicznego. Żaneta Górecka nie skupia się wyłącznie na samej zbrodni, ale równie dużo miejsca poświęca motywacjom bohaterów oraz analizie ich zachowań. Dzięki temu powieść zyskuje większą głębię, a rozwiązanie zagadki wydaje się wiarygodne i dobrze uzasadnione.
Styl autorki jest lekki, dynamiczny i bardzo przystępny. Rozdziały są krótkie, dialogi naturalne, a opisy odpowiednio wyważone. Tempo wydarzeń utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak nie odbywa się to kosztem budowania atmosfery czy charakterystyki bohaterów. Wszystko tworzy spójną, dobrze przemyślaną całość, którą czyta się z dużą przyjemnością.
To książka przede wszystkim dla miłośników polskich kryminałów, którzy cenią wielowątkowe śledztwa, nieoczywiste rozwiązania oraz historie oparte na tajemnicach z przeszłości. Zadowoleni będą również czytelnicy lubiący powieści, w których równie ważna jak akcja jest psychologia postaci i stopniowe odkrywanie ich sekretów.
„Niespłacony dług” to dopracowany i trzymający w napięciu kryminał, który zaskakuje nie tylko samą intrygą, ale także emocjonalnym wydźwiękiem całej historii. To kolejny udany tom serii, który pokazuje, że przeszłość potrafi upomnieć się o swoje w najmniej spodziewanym momencie. Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim miłośnikom dobrze skonstruowanych kryminałów z mocnym psychologicznym tłem.
Książki o Dolinie Krzemowej często skupiają się na znanych nazwiskach i spektakularnych sukcesach największych firm technologicznych. Palo Alto idzie w zupełnie innym kierunku. Malcolm Harris pokazuje, że historia tego miejsca zaczęła się na długo przed powstaniem Apple, Google czy Facebooka, a współczesna pozycja Doliny Krzemowej jest efektem wielu procesów historycznych, gospodarczych i społecznych.
Najbardziej spodobało mi się to, że autor nie ogranicza się do opisywania wydarzeń, ale stara się wyjaśnić, dlaczego właśnie Kalifornia stała się miejscem, które wywarło tak ogromny wpływ na cały świat. Dzięki temu książka nie jest wyłącznie historią technologii – to także opowieść o kapitale, władzy, edukacji i zmianach społecznych.
Mimo imponującej objętości lektura ani przez chwilę mnie nie nużyła. Każdy kolejny rozdział wnosił coś nowego i zachęcał do spojrzenia na współczesny świat z innej perspektywy. To jedna z tych książek, po których inaczej patrzy się na codziennie używane technologie i firmy, które je tworzą.
Jeżeli lubicie ambitny reportaż historyczny i literaturę faktu, która nie daje prostych odpowiedzi, ale skłania do myślenia, Palo Alto zdecydowanie warto mieć na swojej półce.
Wydaje się, że Bruno ma wszystko, jednak to tylko pozory. Osiem lat wstecz czekał na Amelię na Moście Miłości we Wrocławiu, ale dziewczyna nie przyszła przez wypadek. Teraz w lecznicy weterynaryjnej, w której mężczyzna pracuje, pojawia się Mela - identyczna jak jego Amelia. Szkopuł w tym, że Bruno jest dla niej obcym człowiekiem, ona niczego nie pamięta...
Tym, co najbardziej przyciągnęło mnie do tej powieści, był motyw utraty pamięci, który jest jednym z moich ulubionych w książkach. Główna bohaterka nie pamięta najważniejszej osoby w swoim życiu. Czy może być coś gorszego? Czy wspomnienia mogą wrócić? A jeśli tak, czy więcej będzie z tego cierpienia, czy szczęścia?
Mimo iż umysł wskutek tragicznych okoliczności zapomniał, to serce nie. Ono zawsze pamięta. Dlatego tak często mówimy, żeby kierować się sercem, iść za jego głosem, bo ono zwykle się nie myli. Nawet czas i odległość nie są w stanie zatrzeć tego, co czuje. Warto czekać i dać szansę miłości.
Historia ta poruszyła we mnie głębokie pokłady emocji i uczuć. Strata, tęsknota, ból, zagubienie i wewnętrzna walka bohaterów stały się również moimi. Tu wszystko było takie autentyczne, zarówno postaci ze słabościami i wadami, ich relacja, jak i wydarzenia. Delikatność i romantyzm chwytają za czytelnicze serce. Szczególnie przeżywałam sceny pożegnań. Monika Hakowska doskonale wie, w jaki sposób skłonić nas do refleksji. Przypomniała, jak kruche potrafi być życie i jak ważni są ludzie, których kochamy. Najbardziej w tej historii bóli to, że nie da się odzyskać utraconych lat.
Warto również zwrócić uwagę na relacje rodzinne. Autorka przedstawiła różne oblicza miłości - od matczynej, ojcowskiej poprzez rodzinną po partnerską. Każda z nich nie jest łatwa, zostaje poddana ciężkiej próbie.
Z kolei tytułowy Most Miłości nie pełni tu jedynie roli miejsca spotkań. Jest rodzajem metafory, pomostu pomiędzy przeszłością a teraźniejszością oraz tym kim, byliśmy a tym, kim się staliśmy.
"Spotkajmy się na moście miłości" to pełna emocji, ciepła i wzruszeń powieść o pierwszej miłości, stracie, przeznaczeniu, sile wspomnień, drugich szansach, poszukiwaniu tożsamości i nadziei. Udowadnia, że gdy umysł zawodzi, serce wie, kogo kocha.
„Każdy symboliczny koniec jest nowym początkiem – pełnym wielu niewiadomych, sporego strachu i jeszcze większej nadziei. To także obietnica, że los zapisany w gwiazdach, zwłaszcza tych na letnim niebie, potrafi bawić się przypadkiem, by subtelnie i niepostrzeżenie zamienić go w przeznaczenie.”
„(...) w życiu można… – Przerwał na chwilę, chrząknął i ciszej kontynuował: – Można spieprzyć niemal wszystko, od sernika, przez przyjaźnie, na rodzinie kończąc. Ale większość z tego da się też naprawić. Czasami wystarczy tylko schować dumę do kieszeni, wyłączyć myślenie
Są takie historie, które nie potrzebują wielkich zwrotów akcji ani dramatów, żeby poruszyć czytelnika. Wystarczy kilka szczerych rozmów, drobne gesty, czułość ukryta między uszczypliwościami i bohaterowie, których po prostu nie da się nie pokochać. „Sobie pisani” jest właśnie taką książką.
Kalinę i Piotra nadal łączy skrywana tajemnica. Ich relacja wciąż pełna jest przekomarzanek, docinek i wzajemnego droczenia się, ale z każdą stroną coraz wyraźniej widać, że pod tą maską kryje się coś znacznie głębszego. Piotr wspiera Kalinę na każdym kroku, a ona, choć próbuje zachować rozsądek, nie potrafi już ignorować rodzących się uczuć. Problem w tym, że oboje boją się zrobić ten jeden krok, który może zmienić wszystko. Czy warto zaryzykować przyjaźń dla miłości? A może właśnie największe historie rodzą się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy?
Przygotowania do ślubu matki Kaliny i ojca Piotra tylko dokładają emocji. Wspólnie spędzony czas, rodzinny chaos i codzienność pokazują, że prawdziwa bliskość nie rodzi się z wielkich deklaracji, ale z obecności, troski i gotowości do bycia przy kimś wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje.
Ta książka urzekła mnie swoją naturalnością. Bohaterowie są prawdziwi – mają swoje lęki, wątpliwości i słabości. Popełniają błędy, boją się zaryzykować, a jednocześnie pragną być szczęśliwi. Dzięki temu ich historia wydaje się tak autentyczna, jakby mogła wydarzyć się tuż obok nas.
Autorka po raz kolejny udowodniła, że doskonale potrafi pisać o emocjach. Bez przesady, bez sztuczności, za to z ogromnym wyczuciem. Uśmiechałam się podczas zabawnych dialogów, kibicowałam bohaterom w trudniejszych momentach i z przyjemnością obserwowałam, jak ich relacja powoli dojrzewa. To jedna z tych historii, które otulają czytelnika i zostawiają po sobie ciepło jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Najbardziej urzekło mnie jednak przesłanie tej powieści. Czasami tak bardzo przejmujemy się opinią innych, że zapominamy zapytać samych siebie, czego naprawdę chcemy. A przecież to nasze życie, nasze decyzje i nasze szczęście. Warto mieć odwagę zawalczyć o to, co podpowiada serce, nawet jeśli droga nie zawsze jest prosta.
Zakończenie sprawiło, że natychmiast chciałam sięgnąć po kolejny tom. Ta seria uzależnia od bohaterów, ich relacji i emocji, które wydają się tak prawdziwe, że trudno się z nimi rozstać.
Polecam tę książkę każdemu, kto kocha historie o przyjaźni przeradzającej się w miłość, rodzinnych relacjach i bohaterach, którzy zostają w sercu na długo. To piękna opowieść pokazująca, że czasem los od samego początku wie, kogo powinien ze sobą połączyć. Bo niektórzy naprawdę są sobie pisani.
Są takie książki, które nawet po przeczytaniu wymagają sporego przemyślenia, przekalkulowania wszelkich informacji, które albo zrobią na nas wrażenie, albo pozostaną mądrą informacją z którą można się zgodzić, bądź poczuć niedosyt informacji. Tematyka psychiatrii zawsze mnie interesowała, nawet w głowie dzieliłam sobie osobę psychologa na taką, która wysłucha i zapyta co chcemy z tym zrobić i przekieruje dalej. Psychoterapeuty, który dowie się od nas wszelkich problemów i za pomocą wyuczonych pytań będzie obserwował zachowanie naszego ciała, by ułożyć do niego elementy, które stanowią dla nas problem i samych psychiatrów, którzy po wynikach wcześniejszych osób biorą człowieka na testy, stawiają diagnozy i za pomocą leków starają się wyciszyć to, co nam dolega, bądź odrzucić to co nam w życiu nie służy, by uspokoiło się to, co nas dotknęło. Najgorzej jednak, kiedy powodem naszego dziwnego zachowania nie jest trauma tylko choroba. Wiele z nich daje podobne symptomy, więc już na samej górze nie można zdawać się na osądy, tylko konkretne badania przede wszystkim mózgu takiej osoby. Zgadzam się z autorem, że istnieje błędne przesłanie świata, że psychiatra bierze pieniądze za ogłupianie ludzi. Sama wiem, że każda choroba w ciele bierze się od nieprzepracowanych emocji, co jest udokumentowane, dlatego ja jestem zdania, że każda z osób, które pracują z człowiekiem robi co może by mu pomóc, tylko, należy natrafić na osobę niekoniecznie najbardziej kompetentną, tylko najbardziej zbliżoną do naszego podejścia do życia. Tylko z kimś takim można złapać kontakt na poziomie uzewnętrznienia się z sekretów, które latami w nas zalegały. Z doświadczenia wam powiem, że nie polecam ludzi, którzy po wysłuchaniu nas mówią co robimy źle.
Powracając do książki, mamy tutaj kawał dobrej pracy napisanej od strony wytłumaczenia się za psychiatrów. Czytamy o różnych przypadkach z jakimi się spotkali, jak po krótce opowieść się potoczyła, tylko mnie brakowało tutaj końca informacji. W kwestii opisu stanu zdrowia, przeprowadzonej terapii, zmiany takiej osoby i odejścia pod niewytłumaczalnym powodem, zabrakło mi końca. Czy to powróciło? A może ten kontakt się urwał? Czy oni w ogóle interesują się taką osobą, która na pewnym etapie ozdrowiała i wypisała się?
W tej książce jest trochę zdjęć opartych na dawniejsze lata, gdzie cieszono się z efektów pracy jaką wykonywali ,,eksperci od mózgu", jak ich nazywam. Taką ciekawą rzeczą na którą w pewnym momencie zwróciłam uwagę było uwolnienie zablokowanych energii. Mamy tu opisane jak to się przedstawiało i co z takimi ludźmi robili. Przeczytałam, że bardzo dużo ludzi cieszyło się z rezultatów tej techniki. W skrócie wam tylko powiem, że naświetlano przepływ energii człowieka i tam, gdzie widzieli błąd, uderzali w to miejsce, a człowiek wydawał z siebie krzyk. Dosłownie uwalniał krzykiem to co go blokowało. Teraz mamy naukę, która opowiada o konkretnych chorobach jakie się toczą w naszym ciele odnosząc się do części ciała w której ta blokada jest ulokowana. W tej książce macie te pierwsze podstawy przez które przechodzili, gdzie dołożona jest w celu wyjaśnienia prawdziwa historia samego autora, czyli Przewodniczącego Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. To co opisał jest bardzo ciekawe oraz wnikliwe. Jedynie tego zakończenia, takiej puenty do tych sytuacji w większości mi brakowało. Ta pozycja odpowie na każde pytanie pod warunkiem jednego- ,,i jaki miało to koniec?". Pomimo tego uważam, że każdy kto interesuje się psychologią pod każdym kontem, choćby od strony samej ciekawości powinien ją przeczytać, bo odpowie na dziewięćdziesiąt pytań. Ale jak to mówią, zależność pytań jest strony tego, kto ile tych odpowiedzi poszukuje:-)
„Do zobaczenia w Marsylii” – Wiktoria Emilia Regin
Są takie książki, które od pierwszych stron intrygują tajemnicą, ale z czasem okazuje się, że największą wartością nie jest samo odkrycie sekretu, lecz emocjonalna podróż, jaką odbywamy razem z bohaterami. Taka właśnie jest powieść „Do zobaczenia w Marsylii” Wiktorii Emilii Regin. To poruszająca historia o rodzinnych tajemnicach, kobietach dźwigających ciężar przeszłości i poszukiwaniu odpowiedzi, które potrafią odmienić całe życie.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i w kilku wyjątkowych miejscach. Współczesne wydarzenia prowadzą czytelnika z Olsztyna aż do pełnej uroku Marsylii, gdzie ukryta została tajemnica sprzed wielu lat. Równolegle poznajemy losy Eugénie – młodej Francuzki, której historia przenosi nas również na Wołyń i do dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Autorka bardzo sprawnie przeplata oba wątki, dzięki czemu z każdą stroną coraz bardziej chciałam odkryć, jak połączą się losy wszystkich bohaterów.
Największym atutem tej powieści są właśnie bohaterki. Joanna i Michalina różnią się od siebie niemal wszystkim – temperamentem, sposobem patrzenia na świat i podejmowania decyzji. Dzięki temu ich wspólna podróż jest nie tylko próbą rozwiązania rodzinnej zagadki, ale również drogą do lepszego poznania samych siebie. Z kolei historia Eugénie wnosi do powieści wiele emocji i pokazuje, jak ogromny wpływ na kolejne pokolenia mogą mieć decyzje podjęte wiele lat wcześniej. Każda z kobiet jest autentyczna, pełna słabości i wewnętrznych rozterek, dlatego łatwo im kibicować i przeżywać ich historie.
To książka, która nie opiera się na dynamicznych zwrotach akcji. Zamiast tego autorka stawia na atmosferę, emocje i stopniowe odkrywanie tajemnic. Bardzo mi się to podobało. Czułam ciekawość, ale jednocześnie miałam ochotę zatrzymać się przy wielu fragmentach i po prostu pobyć z bohaterkami. Nie zabrakło wzruszeń, refleksji i chwil, które skłaniały do zastanowienia się nad tym, jak często przeszłość wpływa na nasze życie, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi.
Ogromnym plusem jest również styl Wiktorii Emilii Regin. Pisze lekko, obrazowo i z dużą wrażliwością. Opisy Marsylii pozwalają niemal poczuć ciepłe, śródziemnomorskie powietrze, a emocje bohaterów są przedstawione w sposób naturalny i niewymuszony. Nie ma tu przesady ani sztucznego dramatyzmu – wszystko rozwija się spokojnie, we własnym rytmie, dzięki czemu historia wydaje się bardzo autentyczna.
Choć motyw tarota pojawia się w książce dość wyraźnie, nie dominuje całej fabuły. Jest raczej symbolem poszukiwania odpowiedzi i próbą zrozumienia tego, co już się wydarzyło, niż elementem nadającym historii mistyczny charakter. To ciekawy dodatek, który dobrze współgra z klimatem całej opowieści.
„Do zobaczenia w Marsylii” trudno zamknąć w jednym gatunku. To przede wszystkim powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem rodzinnym, historycznym i odrobiną tajemnicy. Myślę, że szczególnie przypadnie do gustu osobom, które lubią historie o sekretach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, silnych kobiecych bohaterkach i emocjonalnych podróżach. Jeśli ktoś oczekuje bardzo szybkiej akcji lub sensacyjnych zwrotów wydarzeń na każdej stronie, może odczuć pewien niedosyt. Ta książka zachwyca przede wszystkim klimatem i emocjami.
Po zamknięciu ostatniej strony miałam poczucie, że przeczytałam historię, która na długo pozostanie w mojej pamięci. To opowieść o miłości, przyjaźni, rodzinnych więzach i odwadze, by zmierzyć się z prawdą, nawet jeśli nie zawsze jest łatwa. Jeśli lubicie nastrojowe powieści obyczajowe z tajemnicą w tle i bohaterami, których losy naprawdę angażują, zdecydowanie polecam sięgnąć po „Do zobaczenia w Marsylii”.
Są takie książki, które od pierwszych stron intrygują tajemnicą, ale z czasem okazuje się, że największą wartością nie jest samo odkrycie sekretu, lecz emocjonalna podróż, jaką odbywamy razem z bohaterami. Taka właśnie jest powieść „Do zobaczenia w Marsylii” Wiktorii Emilii Regin. To poruszająca historia o rodzinnych tajemnicach, kobietach dźwigających ciężar przeszłości i poszukiwaniu odpowiedzi, które potrafią odmienić całe życie.
Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i w kilku wyjątkowych miejscach. Współczesne wydarzenia prowadzą czytelnika z Olsztyna aż do pełnej uroku Marsylii, gdzie ukryta została tajemnica sprzed wielu lat. Równolegle poznajemy losy Eugénie – młodej Francuzki, której historia przenosi nas również na Wołyń i do dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Autorka bardzo sprawnie przeplata oba wątki, dzięki czemu z każdą stroną coraz bardziej chciałam odkryć, jak połączą się losy wszystkich bohaterów.
Największym atutem tej powieści są właśnie bohaterki. Joanna i Michalina różnią się od siebie niemal wszystkim – temperamentem, sposobem patrzenia na świat i podejmowania decyzji. Dzięki temu ich wspólna podróż jest nie tylko próbą rozwiązania rodzinnej zagadki, ale również drogą do lepszego poznania samych siebie. Z kolei historia Eugénie wnosi do powieści wiele emocji i pokazuje, jak ogromny wpływ na kolejne pokolenia mogą mieć decyzje podjęte wiele lat wcześniej. Każda z kobiet jest autentyczna, pełna słabości i wewnętrznych rozterek, dlatego łatwo im kibicować i przeżywać ich historie.
To książka, która nie opiera się na dynamicznych zwrotach akcji. Zamiast tego autorka stawia na atmosferę, emocje i stopniowe odkrywanie tajemnic. Bardzo mi się to podobało. Czułam ciekawość, ale jednocześnie miałam ochotę zatrzymać się przy wielu fragmentach i po prostu pobyć z bohaterkami. Nie zabrakło wzruszeń, refleksji i chwil, które skłaniały do zastanowienia się nad tym, jak często przeszłość wpływa na nasze życie, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi.
Ogromnym plusem jest również styl Wiktorii Emilii Regin. Pisze lekko, obrazowo i z dużą wrażliwością. Opisy Marsylii pozwalają niemal poczuć ciepłe, śródziemnomorskie powietrze, a emocje bohaterów są przedstawione w sposób naturalny i niewymuszony. Nie ma tu przesady ani sztucznego dramatyzmu – wszystko rozwija się spokojnie, we własnym rytmie, dzięki czemu historia wydaje się bardzo autentyczna.
Choć motyw tarota pojawia się w książce dość wyraźnie, nie dominuje całej fabuły. Jest raczej symbolem poszukiwania odpowiedzi i próbą zrozumienia tego, co już się wydarzyło, niż elementem nadającym historii mistyczny charakter. To ciekawy dodatek, który dobrze współgra z klimatem całej opowieści.
„Do zobaczenia w Marsylii” trudno zamknąć w jednym gatunku. To przede wszystkim powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem rodzinnym, historycznym i odrobiną tajemnicy. Myślę, że szczególnie przypadnie do gustu osobom, które lubią historie o sekretach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, silnych kobiecych bohaterkach i emocjonalnych podróżach. Jeśli ktoś oczekuje bardzo szybkiej akcji lub sensacyjnych zwrotów wydarzeń na każdej stronie, może odczuć pewien niedosyt. Ta książka zachwyca przede wszystkim klimatem i emocjami.
Po zamknięciu ostatniej strony miałam poczucie, że przeczytałam historię, która na długo pozostanie w mojej pamięci. To opowieść o miłości, przyjaźni, rodzinnych więzach i odwadze, by zmierzyć się z prawdą, nawet jeśli nie zawsze jest łatwa. Jeśli lubicie nastrojowe powieści obyczajowe z tajemnicą w tle i bohaterami, których losy naprawdę angażują, zdecydowanie polecam sięgnąć po „Do zobaczenia w Marsylii”.
Ryszard Ćwirlej po raz kolejny udowadnia, że świetnie odnajduje się w kryminale policyjnym, w którym liczy się nie tylko sama zagadka, ale także wiarygodnie przedstawiona praca śledczych. „Zimna krew”, siódmy tom serii z Anetą Nowak, to historia pełna napięcia, tajemnic i nieoczywistych powiązań, która od pierwszych stron skutecznie przykuwa uwagę.
Akcja rozgrywa się przede wszystkim w Poznaniu i jego okolicach, a także w pobliskich miejscowościach. Autor bardzo dobrze wykorzystuje tę przestrzeń, tworząc realistyczne tło dla wydarzeń. Nie znajdziemy tu przesadnie widowiskowych scen rodem z hollywoodzkich filmów. Zamiast tego dostajemy wiarygodne śledztwo, stopniowe odkrywanie kolejnych tropów i poczucie, że za każdą decyzją bohaterów stoją konsekwencje.
Fabuła opiera się na dwóch równolegle prowadzonych sprawach, które z początku wydają się niezależne. Z jednej strony mamy niewyjaśnioną śmierć policjanta, z drugiej zaginięcie przedsiębiorcy. Bardzo podobało mi się to, że autor nie spieszy się z odpowiedziami. Pozwala czytelnikowi samodzielnie analizować fakty i zastanawiać się, komu można zaufać. To właśnie ten element sprawił, że z każdą kolejną stroną coraz trudniej było odłożyć książkę.
Jednym z największych atutów powieści są bohaterowie. Aneta Nowak to postać ambitna, odważna i zdeterminowana, ale jednocześnie bardzo ludzka. Popełnia błędy, uczy się i nie boi się podejmować trudnych decyzji. Równie ciekawie wypadają bohaterowie drugoplanowi, zwłaszcza doświadczeni policjanci oraz osoby uwikłane w przestępczy świat. Każdy wnosi do historii coś istotnego, dzięki czemu całość jest wielowymiarowa i przekonująca.
Największe wrażenie zrobił na mnie styl autora. Jest konkretny, dynamiczny i pozbawiony zbędnych ozdobników. Ćwirlej doskonale buduje napięcie, ale robi to spokojnie, krok po kroku. Nie bombarduje czytelnika nieustannymi zwrotami akcji. Zamiast tego pozwala historii naturalnie się rozwijać, a kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna układać się w logiczną całość, pojawiają się kolejne pytania. Bardzo lubię taki sposób prowadzenia narracji, bo daje satysfakcję z samodzielnego odkrywania prawdy.
Podczas lektury towarzyszyło mi przede wszystkim zaciekawienie i nieustanne napięcie. Autor pokazuje świat, w którym pieniądze, wpływy i władza potrafią skutecznie zacierać granice między dobrem a złem. Nie brakuje też emocji związanych z ludzkimi dramatami, lojalnością i chęcią wymierzenia sprawiedliwości. To kryminał, który nie opiera się wyłącznie na zbrodni, ale również na motywacjach bohaterów i moralnych wyborach.
„Zimna krew” szczególnie przypadnie do gustu miłośnikom klasycznych kryminałów policyjnych, realistycznych śledztw i dobrze skonstruowanych intryg. To propozycja dla czytelników, którzy cenią logiczne prowadzenie fabuły i wiarygodnych bohaterów bardziej niż spektakularną akcję. Jeśli ktoś oczekuje nieustannych pościgów i sensacyjnego tempa, może odczuć lekki niedosyt, ale dla fanów kryminałów z mocnym policyjnym klimatem będzie to bardzo udana lektura.
To kolejna część serii, która pokazuje, że Ryszard Ćwirlej doskonale wie, jak stworzyć angażujący kryminał. „Zimna krew” trzyma w napięciu, zmusza do myślenia i pozostawia czytelnika z refleksją nad tym, jak cienka potrafi być granica między sprawiedliwością a zemstą. Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim miłośnikom dobrych polskich kryminałów.