🏎️ Czy są tu fani zapachu palonej gumy, ryków silnika i Formuły 1?
Ta książka to absolutny must-have na Waszej półce!
Gdy tylko wpadła w moje ręce nowość od Wydawnictwa FAMILIUM – „Formuła 1. Rywale” autorstwa Tony’ego Dodginsa – od razu wiedziałam, że to będzie wyjątkowa lektura. Wizualnie ta książka to czysty majstersztyk, który idealnie prezentuje się na bookstagramowych zdjęciach, ale jej wnętrze... wnętrze skrada serce jeszcze bardziej!
To nie jest zwykła, sucha biografia ani nudny spis statystyk. Autor zabiera nas za kulisy najbardziej elektryzujących, brutalnych i fascynujących pojedynków w historii Królowej Moto-sportu. Zamiast fikcyjnej fabuły dostajemy tutaj czysty, prawdziwy dramat z torów wyścigowych, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Największą siłą tej pozycji są jej „bohaterowie”, czyli legendarni kierowcy. Emocje między nimi dosłownie buzują na kartach tej książki! Tony Dodgins genialnie pokazuje, jak cienka jest granica między sportową rywalizacją a czystą nienawiścią, oraz ile trzeba poświęcić, by wejść na sam szczyt. Czytając o ich starciach, czułam ciarki na plecach i autentyczny podziw dla ich determinacji.
Styl pisania Tony'ego Dodginsa jest niezwykle lekki, a jednocześnie pełen pasji. Akcja pędzi tu niczym bolid na prostej startowej w Monako – nie ma czasu na nudę. Autor żongluje faktami i anegdotami w taki sposób, że przez książkę dosłownie się płynie.
Komu spodoba się ta pozycja?
Każdemu! Zarówno zdeklarowanym psychofanom F1, którzy zarywają noce dla wyścigów, jak i osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym sportem (na przykład po obejrzeniu serialu na Netflixie).
"Święta w chacie pod starym świerkiem" to piąty i zarazem finałowy tom serii Owocowe siostry. Ta część to bożonarodzeniowa odsłona losów bohaterek. Ponownie gościmy w rejonie Zalewu Wiślanego.
Poprzedni tom dostarczył nam niemało dramatów i trudnych przeżyć. Z kolei tu Wioletta Piasecka otula nas świątecznym klimatem. Każdy wątek zostaje domknięty, każda wątpliwość rozwiana. Może i jest idealnie, ale przecież na to tyle czasu czekaliśmy. Osobiście jestem usatysfakcjonowana kierunkiem, w jakim potoczyły się wydarzenia.
Można było przypuszczać, jaki finał będzie miała sytuacja Jagody i ukochanego Piotrusia, ale jaką tajemnicę skrywa kobieta? Natomiast nie byłam pewna, z którym z mężczyzn ostatecznie będzie Malina. Fabian, Hubert...? Nie zdradzę.
Wątpliwości, lęki, pytania... bohaterowie staną przed niełatwymi decyzjami, które wpłyną na to, jak wyglądała będzie ich przyszłość. A w okresie świątecznym, w chacie pod starym świerkiem, która była świadkiem niejednego uśmiechu, łez, rozstania i powrotu, wszyscy ponownie zasiadają do wigilijnego stołu. Czy każdy z bohaterów doświadczy cudu? Aby to się stało, trzeba stawić czoło prawdzie, odnaleźć odwagę, by wybaczyć i spróbować uleczyć dawne rany.
Widzimy, jak wielką moc ma miłość oraz że życie niejednokrotnie potrafi zaskoczyć. Historia udowadnia, że warto walczyć o siebie i swoje szczęście, a także rodzinę. A co za tym idzie, budować i pielęgnować wzajemne relacje. Bliskość, wsparcie czy obecność drugiego człowieka nie mają ceny.
Jedynie tym, co nie do końca było realne, okazała się zbytnia dojrzałość dzieci. To, w jaki sposób mówili, czy się zachowywali, raczej się nie spotyka.
"Święta w chacie pod starym świerkiem" to pełna wzruszeń i ciepła powieść o trudnych wyborach, poczuciu winy, życiowych zmianach, nadziei. Co zmienią tytułowe święta? Sprawdźcie!
DNF, nie dam rady dłużej. Coraz silniej czuję upływający zmarnowany czas. Fabuła to jak przerabianie tych samych przerobionych już kilka razy problemów. Gdyby bohaterowie byli wobec siebie otwarci i szczerzy, to ubyłoby im połowy zmartwień. Postaci jest już za dużo, przełomowe wydarzenia w ogóle nie wybrzmiewają, bo czytelnik jest skonany nastoletnimi melodramatami. Daję sobie spokój.
Klimatem przypominała mi trochę „Yellowface”, czułam tę samą niechęć do głównej bohaterki i ten sam niepokój - tam zaraz coś wybuchnie, jak można żyć takim życiem!
W dużym skrócie to powieść o uwięzieniu w oczekiwaniach, rolach społecznych, współczesnych modach, we własnych kłamstwach. Wbrew pozorom nie dotyczy to tylko Natalie. Było kilka takich fragmentów, że aż się skrzywiłam, np. poród w domu i „kręć mnie”.
Autorka z wprawą poruszyła ciężkie tematy i stworzyła przy tym powieść, którą czyta się z zainteresowaniem, jednym tchem. Nie zgadłabym, że to debiut, dlatego też nie dziwię się tak szybko zdobytej popularności.
Interpretacja Pauliny Holtz w audiobooku była genialna, polecam zapoznać się z tytułem właśnie w tej formie.
„Czas dobrych uczynków” Sylwii Markiewicz to powieść idealna na chłodne wieczory, która rozgrzewa serce niczym kubek gorącej czekolady z cynamonem ☕✨ Od pierwszych stron otula czytelnika niesamowitym, ciepłym klimatem i przypomina o tym, co w życiu naprawdę ma znaczenie.
„Czas dobrych uczynków” to wzruszająca, zimowo-świąteczna powieść o samotności, sąsiedzkiej solidarności i o tym, że rodzina to nie zawsze więzy krwi.
Główny bohater Ambroży to uroczy starszy pan i wielki miłośnik Bożego Narodzenia, który od początku grudnia z pasją szykuje swój dom na Gwiazdkę. Kiedy jego plany na spędzenie tradycyjnych, rodzinnych świąt nagle stają pod znakiem zapytania, Ambroży staje przed widmem samotnej Wigilii. Zamiast się załamać, postanawia rozejrzeć się wokół siebie. Zaczyna dostrzegać sekrety i problemy ludzi z sąsiedniej kamienicy – osób, które na co dzień mijał bez głębszej refleksji. W książce przeplatają się historie różnych sąsiadów: od samotnej matki, przez starsze małżeństwo, aż po dziewczynkę grającą na skrzypcach. Każdy z nich dźwiga swój własny, niewidoczny dla świata ciężar. Ambroży bierze sprawy w swoje ręce i bezinteresownie pomaga sąsiadom, stając się ich prywatnym, ziemskim aniołem. Szybko przekonuje się, że najmniejszy gest ma wielką moc, a wysłane w świat dobro zawsze wraca do nadawcy.
Fabuła skupia się wokół relacji międzyludzkich i magii bezinteresownej pomocy. Autorka w genialny sposób splata losy postaci, pokazując, że nawet najmniejszy gest może wywołać lawinę dobra i całkowicie odmienić czyjeś życie.
Bohaterowie są niezwykle autentyczni – mają swoje wady, problemy i sekrety, dzięki czemu od razu budzą sympatię. Ta historia wywołuje całą paletę emocji: od wzruszenia, przez uśmiech, aż po głęboką refleksję nad własną codziennością i relacjami z bliskimi.
Styl pisania Sylwii Markiewicz jest lekki, niezwykle plastyczny i wręcz płynny. Książkę czyta się błyskawicznie, a tempo akcji jest idealnie wyważone – pozwala na moment wytchnienia i pełne przeżywanie opisywanych momentów bez poczucia nudy.
W tej historii najbardziej urzeka bezinteresowność i ciepło Ambrożego, który mimo własnego smutku i groźby samotnych świąt decyduje się dać radość innym. To właśnie ta zamiana ról – z kogoś, kto potrzebuje wsparcia, w kogoś, kto staje się „Świątecznym Aniołem” dla całej kamienicy – chwyta za serce najmocniej. Autorka pięknie pokazuje, jak często oceniamy sąsiadów po pozorach, nie mając pojęcia o dramatach, które rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami ich mieszkań. Czytając tę książkę przypomnimy sobie, że aby zmienić czyjeś życie, nie trzeba wielkich czynów – czasem wystarczy po prostu kogoś dostrzec, wysłuchać lub podzielić się uśmiechem. Atmosfera przygotowań do Bożego Narodzenia jest tu wręcz namacalna, dzięki czemu powieść działa jak ciepły, otulający kocyk w mroźny wieczór. Ta historia nie jest przesłodzona; problemy bohaterów (samotność, trudne relacje rodzinne) są boleśnie prawdziwe, co sprawia, że ich końcowe szczęście smakuje jeszcze lepiej.
Komu spodoba się ta pozycja?
To idealny wybór dla wszystkich miłośników powieści obyczajowych z głębszym przesłaniem, historii o drugich szansach oraz osób szukających podnoszącej na duchu, pełnej nadziei lektury.
🔍 "Wybaczenie" autorstwa Kaliny Jaszczur to thriller, który od pierwszych stron otula czytelnika gęstym, niepokojącym klimatem. Już sama okładka zapowiada mroczną podróż, ale to, co kryje się w środku, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli szukacie historii, która nie pozwoli Wam zasnąć, trafiliście idealnie!
"Wybaczenie" to mroczny thriller psychologiczny, którego akcja toczy się w surowych, jesiennych Bieszczadach. Komisarz Stefa Zarzycka przyjeżdża w góry do pensjonatu swojej ciotki. Chce odpocząć i dojść do siebie po ciężkich traumach osobistych oraz zawodowych.
Spokój bieszczadzkich szlaków zostaje brutalnie przerwany. W okolicy dochodzi do serii krwawych, rytualnych morderstw, które paraliżują lokalną społeczność i odstraszają turystów. Urlop Stefy natychmiast się kończy. Razem ze swoim zawodowym partnerem, Robertem Wilczakiem, oraz miejscową policją rusza w pościg za seryjnym mordercą.
Śledczy muszą przedrzeć się przez gęstą mgłę, fałszywe tropy i bieszczadzkie legendy. Szybko okazuje się, że najgroźniejsze niebezpieczeństwo oraz demony przeszłości czają się znacznie bliżej, niż ktokolwiek przypuszczał. Zmęczona życiem policjantka kontra seryjny morderca odprawiający rytuały w skutych chłodem i mgłą Bieszczadach.
Fabuła została skonstruowana po mistrzowsku i trzyma w napięciu do samego końca. Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę, podrzucając mylne tropy i zmuszając do ciągłego kwestionowania tego, co uważamy za prawdę. Każdy sekret rodzi kolejny, a motyw tytułowego wybaczenia zyskuje tutaj zupełnie nowy, głęboki wymiar.
Bohaterowie są niesamowicie krwiści, skomplikowani i pełni wad, dzięki czemu wydają się boleśnie prawdziwi. Emocje wręcz wylewają się z kartek – podczas lektury czułam całą paletę uczuć, od głębokiego współczucia, przez narastający niepokój, aż po totalne zszokowanie.
Styl pisania Kaliny Jaszczur jest niezwykle lekki, a jednocześnie magnetyczny. Książkę dosłownie się pochłania! Tempo akcji nie zwalnia ani na moment, a krótkie rozdziały sprawiają, że syndrom „jeszcze jednego rozdziału” gwarantowany do późnych godzin nocnych.
Komu polecam ten tytuł?
Przede wszystkim fanom rasowych thrillerów psychologicznych oraz kryminałów z rozbudowanym tłem emocjonalnym. To idealna pozycja dla każdego, kto w literaturze szuka nie tylko zagadki, ale też głębszego spojrzenia na ludzką psychikę i moralne dylematy.
Są autorzy, do których wracam z ogromną przyjemnością i Marcel Moss zdecydowanie należy do tego grona. Mam słabość do jego książek, do sposobu, w jaki buduje napięcie, do mrocznej atmosfery i historii, które potrafią człowieka porządnie przeczołgać emocjonalnie. Za każdym razem myślę sobie, że już wiem, czego mogę się spodziewać, a potem dostaję kolejną opowieść, która udowadnia mi, że jednak nie wiem niczego. „Dom z lodu”, wydany przez Wydawnictwo Filia? No cóż, tutaj określenia „sztos” i „genialna” to zdecydowanie za mało!
Wyobraźcie sobie Wigilię. Za oknem śnieg, wokół świąteczna sceneria, a w jednym z domów dwoje dzieci czeka na powrót mamy. Anna wyszła kilka godzin wcześniej i obiecała, że niedługo wróci. Niestety, zamiast rodzinnego wieczoru pojawia się tragedia. Sąsiad znajduje zakrwawione ciało jej męża, a po samej Annie nie zostaje żaden ślad. Mijają trzydzieści lat. Jest rok 2026, a Wojciech Rogański wciąż nie potrafi pogodzić się z tajemniczym zniknięciem matki. Kiedy pojawiają się nowe informacje dotyczące tamtej nocy, postanawia wreszcie odkryć prawdę. Problem w tym, że im bliżej jest rozwiązania zagadki, tym bardziej zaczyna rozumieć, jak niewiele wie o ludziach, wśród których dorastał.
I powiem Wam, że już sam pomysł na tę historię robi wrażenie. Święta, które kojarzą się z ciepłem, bliskością i rodzinnym stołem, tutaj nabierają zupełnie innego znaczenia. Zamiast bezpieczeństwa mamy strach, zamiast miłości pojawia się cierpienie, a zamiast rodzinnych wspomnień są tajemnice, o których przez lata nikt nie chce mówić. Śnieg i odcięta od świata miejscowość tworzą klimat, w którym aż czuć niepokój. Tytułowy dom z lodu nie jest przecież tylko miejscem. To również obraz rodziny, w której zabrakło ciepła, zrozumienia i poczucia bezpieczeństwa. Mówi wam to coś? Zdecydowanie najmocniej porusza mnie właśnie to, że pod warstwą kryminalnej zagadki kryje się historia o ludziach, którzy od najmłodszych lat musieli mierzyć się z rzeczami, z jakimi żadne dziecko nie powinno mieć do czynienia. Przemoc domowa, alkoholizm, strach i trudne dzieciństwo zostawiają ślady, których nie da się po prostu wymazać wraz z upływem lat. Dorosłość nie zawsze oznacza uwolnienie się od przeszłości. Czasami człowiek przez całe życie nosi w sobie to, czego doświadczył jako dziecko. I właśnie ten wymiar tej opowieści sprawia, że trudno traktować ją wyłącznie jako kolejną historię o morderstwie i zaginięciu. Temat przemocy jest obecny i według mnie wciąż traktowany jako „nie moja sprawa”. Dopóki nie jest obecna w naszym domu, nie chcemy widzieć albo widzimy, ale wolimy nie odzywać się, bo to „pogorszy” tylko sytuację.
Autor ma tę umiejętność, którą naprawdę cenię. Potrafi stworzyć historię, w której nie chodzi tylko o to, kto zawinił, kto kłamie i co wydarzyło się przed laty. Zaczynamy zastanawiać się, ile można ukrywać, jak długo można żyć w kłamstwie i czy prawda zawsze przynosi ulgę. Bo przecież czasami to właśnie ona boli najbardziej. A kiedy do głosu dochodzą rodzinne sekrety, okazuje się, że ludzie, których znamy od zawsze, potrafią być dla nas największą zagadką. Cenię również to, że pod kryminalną zagadką kryją się nasze codzienne kłopoty, dramaty rodzin. Autor nie daje nam, czytelnikom, wygodnie usiąść i spokojnie obserwować rozwój sytuacji. Tutaj przeszłość nie zamierza grzecznie zostać za zamkniętymi drzwiami. Puka, przypomina o sobie i domaga się odpowiedzi. I wiecie, co jest w tym wszystkim najważniejsze? Że „Dom z lodu” zostawia po sobie coś więcej niż tylko satysfakcję z poznania zakończenia. Skłania do myślenia o dzieciństwie, rodzinie, przemocy, milczeniu i o tym, jak wcześniej wspomniałam łatwo czasami otoczenie potrafi nie zauważać dramatu rozgrywającego się tuż obok. Bo nie każdy dom jest bezpiecznym miejscem, a za drzwiami, za którymi z zewnątrz wszystko wygląda normalnie, może kryć się zupełnie inny świat.
Panie Marcelu, ja naprawdę uwielbiam Pana historie! ❤️ Za emocje, za mrok, za niepokój i za to, że każda kolejna książka jest dla mnie nowym spotkaniem z czymś, co potrafi mocno poruszyć. „Dom z lodu” tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że z Pana nazwiskiem na okładce mogę brać książkę w ciemno, i chyba właśnie tak wygląda czytelnicza słabość do autora. A Wam powiem tylko tyle: nie dajcie się zawieść świątecznej scenerii. Tutaj nie znajdziecie ciepła kominka, spokojnej Wigilii i rodzinnej sielanki. Znajdziecie tajemnice, które przez trzydzieści lat czekały na odkrycie, bolesną przeszłość i historię, która przypomina, że nie wszystkie rodzinne sekrety powinny pozostać sekretami. Jestem ciekawa, czy Wy też macie autorów, których nazwisko na okładce wystarczy, żeby bez zastanowienia sięgnąć po kolejną książkę?
- Bo żeby nauczyć partnera, jak ma o nią dbać, najpierw sama musiałaby to umieć - rzekła, głaszcząc mnie po policzku. - Zrozum, Janet, że to nie jest druga szansa dla nich. Nie dajesz jej ani Willowi, ani Markowi. Dajesz ją sobie. Temu życiu, które chciałabyś mieć.
" - Wolę słyszeć prawdę, nawet jeśli niespecjalnie ją polubię. [...] Kłamstwo to tylko subtelna forma egoizmu. Pożeracz cudzego czasu. Każdy w końcu dochodzi do wniosku, że nie chce w życiu kogoś, kto zabiera mu coś tak cennego. Wiele rzeczy wróci, ale czas nie. Im będziesz starszy, tym lepiej to zrozumiesz"
„Znów poczułam się słaba. Spragniona czegoś więcej niż miły wieczór i dobry seks. Tylko czy ja jeszcze w ogóle zasługiwałam na miłość?”
Życie Janet i wszystko w co wierzyła po prostu się rozsypało. Relacja z Willem przestała wyglądać jak wymarzony związek o którym kobieta tak długo marzyła.
Właściwie to. Po tym czego doświadczyła sama kopnęłabym Williama w cztery litery. Serio. A wydawało mi się, że mogłabym go lubić oczywiście do pewnego momentu.
Tym niemniej muszę przyznać, że Janet jest osobą nie składającą broni zbyt łatwo. A jej zranione serce potrzebuje.. zemsty. Tylko czy misterny plan prowadzący do odkrycia prawdy nie zniszczy jej samej? Zwłaszcza, że drogi kobiety ponownie splatają się z losami byłego męża- Marka. Przyczyną całego jej cierpienia, kogoś kogo naprawdę powinna unikać. Oczywiście ten usiłuje pokazać jak bardzo się zmienił i to,że nadal kocha żonę oraz zrozumiał dawne błędy, lecz jego rywal nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Przeszłość również nie pozwala bohaterom zaczerpnąć głębszego oddechu.
A Janet nie byłaby sobą gdyby nie wpadła we własne sidła. W jej przypadku status związku To skomplikowane nabiera zupełnie innego wymiaru.
W tej historii dostałam wszystko- trudną przeszłość, jeszcze trudniejsze wybory, głębię psychologiczną, zwroty akcji sprawiające, że serce biło mi szybciej i chwilami musiałam odłożyć książkę i po prostu ochłonąć i oczywiście pełne pikanterii sceny łóżkowe. Tyle, że napisane ze smakiem , wywodzące się z sytuacji czy pozwalające wyczytać coś między wierszami. Nie jako zapychacze fabuły.
Oczywiście wracają również pozostałe postaci w tym Helen i Harry , których wątki bardzo mi się spodobały. Ale jako, że nie lubię spoilerów niczego nie zdradzę.
Nie zabrakło emocji- podczas lektury otrzymałam ich cały wachlarz - od radości i uśmiechu poprzez zaskoczenie aż do prawdziwej irytacji.
Scarlett kupiła mnie już pierwszą częścią swojego cyklu , ale to co zrobiła w kontynuacji rozłożyło mnie na łopatki. Wgniotło w fotel i zostawiło z jednym pytaniem. Jak długo trzeba będzie czekać na trzecią odsłonę? Bo ja potrzebuję jej ns wczoraj .
Polecam, uwielbiam, kocham- tak po prostu.
Pośród ośnieżonych gór i ciszy zrozumiałam, że dom nie jest miejscem. Dom jest tam, gdzie ktoś patrzy na Ciebie naprawdę.
- Czasami...- odezwał się w końcu. - Człowiek musi wyjechać bardzo daleko, żeby przypomnieć sobie, jak zacząć oddychać na nowo, jak zacząć wszystko od nowa, kiedy w środku wszystko nas boli.
Jagoda czuje ,że nie może zostać w Polsce na święta Bożego Narodzenia- potrzebuje swoistego resetu , odpoczynku od życia i od wydarzeń, które sprawiły, że każdego dnia patrzy na siebie z obrzydzeniem i nie potrafi odnaleźć w sobie dawnej radości.
Bilety lotnicze do Norwegii będące jednocześnie zaproszeniem od najlepszej przyjaciółki dziewczyny Kaliny wydają się wybawieniem jakiego ta potrzebowała. Mimo lęku Jagoda decyduje się na wyjazd nie mając pojęcia ,że nie będzie jedynym gościem w norweskim miasteczku Røros i w urokliwym czerwonym domku.
Okazuje się bowiem, że u Kaliny kilka tygodni wcześniej zamieszkał jej młodszy brat - Paweł.
Mężczyzna nie jest zbyt skory do rozmów, nie wspominając o jakichkolwiek zwierzeniach- stara się raczej izolować od siostry i jej towarzyszki , porzucił też swoją największą pasję - muzykę.
Dlaczego tak się stało? Dlaczego sam widok gitary powoduje ucisk w sercu chłopaka?
Jagoda bardzo chce się tego dowiedzieć, choć wie,że mie wolno jej wywierać presji.
Okazuje się jednak, że jej gospodyni musi wrócić do pracy i w ten oto sposób dwoje poranionych ludzi musi się odnaleźć w tej niecodziennej sytuacji.
Czy oboje zdecydują się zmierzyć z własnymi lękami i dadzą sobie szansę na szczęście?
Muszę przyznać się do jednej rzeczy - bardzo czytając tę książkę przeżyłam bardzo wiele wzruszeń ,a nawet się popłakałam, choć okładka w żaden sposób nie zwiastowała takiego emocjonalnego rollercoastera.
I właśnie to sprawiło, że powieść Pani Katarzyny tak mnie pochłonęła. Najbardziej podobało mi się budowanie więzi między Pawłem i Jagodą- było subtelne, pełne rozmów, drżenia serca i wzajemnego zrozumienia.
Mówiłam sobie jeszcze tylko jeden rozdział a na kolejnej stronie odkrywałam coś co zatrzymywało mnie na dłużej- norweski pejzaż, który wywołałby mój zachwyt , ponieważ marzę o podróży do tego kraju, zdanie składające do refleksji , wątek małego Emila albo po prostu coś dzięki czemu na mojej twarzy gościł uśmiech- jak choćby jarmark bożonarodzeniowy, renifery czy piosenka.
I tak ani się obejrzałam a ta piękna opowieść dobiegła końca , choć skrycie liczę na kontynuację losów Jagody i jej bliskich.
Niby to jest poradnik, aczkolwiek napisany został pod kontem zdradzenia nam tajemnych sekretów, które doprowadzą do dłuższego życia w zdrowiu. Przede wszystkim czytając czujemy się zaopiekowani, a to już skutkuje naszym zaufaniem do ukazanych tutaj przepisów na długowieczność.
Każdy przepis poparty jest opisem badań na ludziach. Nikt nie neguje tutaj niczyjej diety, tylko trzymają się porównań odnośnie różnych diet i w tym śródziemnomorskiej, która mało, że zadba o nasze zdrowie, zaspokoi potrzeby energetyczne, to jeszcze przy wprowadzeniu zmniejszy depresję i ataki paniki, a u tych, którzy długo ją stosują, całkowicie je wykluczy. Mamy też połączenie kuchni włoskiej z wegańską, by wzajemnie się uzupełniały, a jednocześnie zachowały szacunek dla obu kuchni.
Nie mam aż tak wielkich kompetencji by w szerokiej skali zapewnić o prawdzie z tymi przepisami, jednak na tyle na ile ją znam, wiem, że absolutnie bym się z nimi zgodziła. To czas przyszły, gdyż choć przepisy są proste, to jednak w naszej tradycyjnej kuchni aż tak nie zwracało się uwagi na łączenie składników, by wzajemnie się wchłaniały. Tutaj macie to zapewnione.
Po daniu, które jest wskazane, koniec zdobi dopełnienie oczyszczenia podniebienia z tego, co mogłoby w jakikolwiek sposób zmniejszyć nasze odczucia smakowe. Często się też tutaj podkreśla aby mieć otwarty umysł. Nikt nie neguje tutaj spożywania fast foodów, jednak zwraca się uwagę na to, że jeśli już jemy coś, co wiemy, że nam szkodzi, ale nie możemy się bez tego obyć, to można spróbować oczyścić organizm z tego, co w nas zostało, bądź zamienić niektóre składniki w gotowych produktach, by ich szkodliwość była jeszcze mniejsza. Tutaj wymienia się w treści odpowiednie przyprawy, które na pierwszy rzut okaz wydają nam się zbyteczne, jednak poznając ich działanie, czyli ,,szersze myślenie", zaczynają nam imponować.
Poradnik przekazuje nam, że ważna jest przerwa od jedzenia i aktywność fizyczna. Działy skupiają się na sekrecie piękna gwiazd, lekarstwach w kuchni włoskiej, medytacji, złego oka i przesądach, sztuce radzenia sobie ze wszystkim, drobnych przyjemności, recepty na sukces, myślenia o pieniądzach oraz jak to poutykać, by znaleźć na to wszystko czas:-)
Od razu dodam, że tej lektury nie czyta się na raz, tylko będzie z wami na bardzo długo, póki sami nie zapamiętacie tych ważnych rad. Skorzysta z nich jak zawsze tylko ten, kto naprawdę chce długo żyć, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym oraz w pełni skupionym. Książka zawiera tez ilustracje adekwatne do tematu jaki porusza. One jeszcze bardziej dodają jej nie tyle wartości, co zapewnienia o mądrości, którą każdy może posiąść, jeśli tylko chce. Obecnie posiadam moc słowa, dlatego zachęcam każdego, by dał sobie szansę na szczęście i długowieczność. Z głębi serca ją polecam:-)
Wielki mistrz Wei Wuxian zostaje zabity, a świat oddycha z ulgą. Do czasu, gdy kilka lat później młodych, rozżalony chłopak oddaje swoje ciało mistrzowi, by ten w jego imieniu dokonał zemsty. Od tej pory Wei zamknięty w ciele młodego chłopaka przymierza świat razem ze swoim niespodziewanym sprzymierzeńcem Lan Wangjim, który dawniej był jego rywalem.
To moja pierwsza historia danmei i nie wiedziałam, że właśnie tego potrzebuję. Świat fantastyczny tutaj wspaniale wykreowany, kultywacja, taoizm, Chiny i niesamowity klimat mroku, niebezpieczeństwa i tajemnic. Trochę się tego obawiałam, ale wszystko jest tu wyjaśniane stopniowo i klarownie, więc nigdzie się nie gubiłam i mogłam porwać się w ten magiczny świat.
Myślałam, że ta historia będzie poważna i ciężka w emocjach, jednak główny bohater praktycznie cały czas stoi sobie żarty i sprawiał, że podczas lektury nie raz się śmiałam. Daje to fajny kontrast, do świata, który nie jest wesoły i przyjacielski.
A relacja romantyczna? Slow burn w najlepszej postaci. Właściwie przez większość książki nic nie zapowiada, że między bohaterami coś kiedyś się wydarzy. Dopiero od drugiej połowy dostajemy delikatne sygnały, że Lan Wangjim skrywa jakieś uczucia. I te małe gesty są wspaniałe, właśnie, dlatego że są małe. Do tego niejasna przeszłość bohatera, która zostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Już nie mogę się doczekać kolejnych części i rozwinięcia tej przygody.
Szarlatani istnieli i działali od wieków. Jednak dopiero wraz z upowszechnieniem telewizji i mediów społecznościowych zyskali platformę, która pozwoliła im oszukiwać ludzi na masową skalę. Zrobiło się o nich głośno, co miało przyczynić się do zwielokrotnienia tego zjawiska. Wykorzystując zakorzenione w człowieku, niczym błędy oprogramowania, mechanizmy psychologiczne, żerują na cudzych marzeniach, celach, nadziejach i potrzebach. I nikt nie może czuć się bezpieczny…
Moises Naím i Quico Toro, doświadczeni dziennikarze publikujący w największych światowych mediach, postanowili przybliżyć czytelnikom sylwetki ludzi, którzy zapisali się - nomen omen - złotymi zgłoskami w historii. Niestety, z tych negatywnych względów.
Autorzy w bardzo interesujący sposób opowiadają o życiorysach i metodach działania ludzi zajmujących się szarlataństwem. Znajdziemy tu historie oszustów działających na przeróżną skalę i wykorzystujących różne narzędzia. Łączy ich jedno - mechanizmy psychologiczne, na których bazują.
Efekt potwierdzenia, drabina lojalności, społeczny dowód słuszności - to pojęcia, które najczęściej przewijają się na kartach tej książki. W pierwszym rozdziale dostajemy wyczerpujące wytłumaczenie jak funkcjonują owe zjawiska.
W kolejnych rozdziałach poznajemy szarlatanów z branż finansowej, astrologicznej, religijnej, medycznej, politycznej czy technologicznej. Przekrój jest naprawdę szeroki. Wszystko opisano językiem, który rozbudza ciekawość i buduje zainteresowanie.
Ta książka nie daje rad, jak uniknąć stania się ofiarą. Jeden z „bohaterów” miał po swojej stronie rodzinę Gatesów, a nawet administrację Baracka Obamy. Ani wykształcenie, ani pozycja społeczna nie chronią przed oszustwem - autorzy wyraźnie i szczerze to podkreślają.
Książka jest sprawnie napisana. Jedynym zarzutem z mojej strony może być zbyt częste powtarzanie informacji w pierwszym, teoretycznym rozdziale.
Największą zaletą tego reportażu są odpowiednie proporcje między wiedzą psychologiczną a opowieściami o fascynujących zjawiskach i ludziach. Myślę, że dzięki różnorodności przykładów każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Polecam!
„Słodkie kłamstwa” Alicji Filipowskiej to poruszająca powieść obyczajowa, która trafia prosto w serce i zmusza do refleksji nad własnym życiem 💔✨
Zamiast lekkiej, sielankowej historii dostajemy opowieść, która od samego początku urzeka swoim autentycznym, nieco słodko-gorzkim klimatem. Autorka z ogromną wrażliwością wprowadza nas w świat bohaterów, pokazując, jak pod maską pozornej beztroski mogą kryć się najtrudniejsze emocje. To obyczajowo-psychologiczna powieść o toksycznych relacjach, pozornej przyjaźni i trudnej sztuce stawiania granic.
Karolina to dziewczyna, która desperacko próbuje udowodnić całemu światu swoją niezależność. Gdy w jej życiu pojawia się charyzmatyczna współlokatorka Lika, Karolina czuje, że odnalazła bratnią duszę. Z czasem jednak ta głęboka więź zaczyna niebezpiecznie przypominać emocjonalne uzależnienie. Adam to człowiek sukcesu, który decyduje się rzucić pęd Warszawy i przeprowadza się do małej, beskidzkiej wioski, by żyć bliżej natury. Ta nagła decyzja całkowicie burzy dotychczasowy układ w jego wieloletniej przyjaźni z Bartkiem, wyciągając na światło dzienne skrywane od lat żale i manipulacje.
To historia o tym, jak łatwo pomylić prawdziwą bliskość z chęcią kontroli oraz jak często wolimy karmić się „wygodnymi kłamstwami”, zamiast zmierzyć się z bolesną prawdą i zacząć żyć na własnych warunkach.
Fabuła skupia się na relacjach, które zamiast wspierać, powoli zaczynają nas niszczyć. Śledzimy losy Karoliny, wchodzącej w sidła toksycznej przyjaźni, oraz Adama, którego ucieczka w malownicze Beskidy wystawia na próbę wieloletnią męską relację. Sposób, w jaki autorka splata te wątki, trzyma w zaciekawieniu do samego końca, choć nie ma tu brutalnych zbrodni, a subtelna, domowa dramaturgia.
Bohaterowie są wykreowani po mistrzowsku – są zwyczajni, pełni wad, lęków i sprzeczności, przez co czujemy, jakbyśmy czytali o kimś z naszego otoczenia. Emocje, jakie towarzyszą lekturze, są niezwykle silne. To opowieść o manipulacji, strachu przed samotnością i trudnej sztuce stawiania granic, która wywołuje w czytelniku ogromne poczucie empatii.
Styl pisania Alicji Filipowskiej jest niesamowicie lekki dzięki czemu przez te trudne tematy dosłownie się płynie. Tempo akcji jest wyważone – idealne dla powieści obyczajowej, dające przestrzeń na refleksję i wgryzienie się w psychikę postaci.
Komu spodoba się ta książka?
Przede wszystkim miłośnikom mądrej, życiowej literatury obyczajowej oraz powieści psychologicznych. Jeśli szukacie w książkach prawdy o ludziach, pięknych opisów natury i tematów, które zostają w głowie na długo po odłożeniu tomu na półkę – to pozycja dla Was.
„Niedotlenienie. Opowieść o naszych niemieckich babkach” Marty Hożewskiej to poruszający reportaż o losach niemieckich mieszkanek Dolnego Śląska, które po II wojnie światowej musiały ukrywać swoje pochodzenie i uczyć się życia w nowej rzeczywistości. Historia Lin, Ruth i Anny pokazuje, jak bolesne mogą być uprzedzenia, utrata poczucia przynależności i strach przekazywany z pokolenia na pokolenie. Autorka z dużą wrażliwością i reporterską dociekliwością przybliża przemilczane doświadczenia, skłaniając do refleksji nad tożsamością, pamięcią i konsekwencjami historii. To ważna, pełna emocji lektura, która pozwala spojrzeć na powojenne losy Dolnego Śląska z innej perspektywy. Polecam wszystkim miłośnikom reportaży historycznych i opowieści o prawdziwych ludzkich losach.
„Po prostu się żyje. O Matysiakach i codzienności w PRL-u” autorstwa Tomasza Potkaja to sentymentalna podróż do czasów, które dla jednych są żywym wspomnieniem, a dla innych fascynującą lekcją historii. Autor przybliża fenomen kultowego słuchowiska „Matysiakowie”, które od dziesięcioleci towarzyszy Polakom, a jednocześnie pokazuje, jak wyglądała codzienność w PRL-u – pełna trudności, absurdów, kolejek i niedostatków, ale także rodzinnego ciepła, sąsiedzkiej życzliwości i małych radości.
Na kartach książki poznajemy świat zwyczajnych ludzi, ich obowiązki, przyzwyczajenia i marzenia. Praca, dom, wspólne posiłki, telewizyjna dobranocka czy oczekiwanie na wymarzony sprzęt AGD tworzą obraz epoki, w której nawet najprostsze sprawy potrafiły wymagać cierpliwości. Matysiakowie stają się tutaj symbolem zwyczajnej polskiej rodziny, z jej problemami, emocjami i więziami, które pomagają przetrwać trudniejsze chwile.
To nie klasyczna powieść, lecz publikacja z pogranicza reportażu historycznego i opowieści o kulturze oraz społeczeństwie. Tomasz Potkaj pisze przystępnie i z wyczuciem, skupiając się nie tylko na realiach minionej epoki, ale przede wszystkim na ludziach i ich doświadczeniach. Miejskie mieszkania, kamienice, zakłady pracy i sklepowe kolejki stają się tłem dla historii, która pozwala lepiej zrozumieć życie codzienne w PRL-u.
Podczas lektury towarzyszyły mi nostalgia, zaciekawienie i chwile refleksji. Lubię książki, które pokazują historię z perspektywy zwykłych ludzi, bo dzięki nim przeszłość staje się bliższa i bardziej namacalna. Ta publikacja przypomina, że szczęście często kryje się w prostych rzeczach, a rodzinne relacje i wzajemna życzliwość mają ogromną wartość niezależnie od czasów, w których żyjemy.
„Po prostu się żyje” polecam zarówno osobom pamiętającym PRL, jak i młodszym czytelnikom, którzy chcą poznać codzienność poprzednich pokoleń. To ciekawa, pełna wspomnień opowieść o zwyczajnym życiu, które mimo wielu ograniczeń miało swoje uroki. Warto po nią sięgnąć, by na chwilę zwolnić i przypomnieć sobie, że najważniejsze rzeczy często kryją się w codzienności.
Państwo Kubełek realizują skrywane od lat pragnienie. W malowniczej Osadzie Marzeń zakładają Pensjonat pod Dobrym Aniołem. Niestety, motocyklowa pasja Kacpra kończy się tym, że Gertruda zostaje wdową. Już nic nie będzie jak dawniej… Tomasz Sanik zarządza pensjonatem, skutecznie wysługując się innymi. Denerwuje się, gdy wielkimi krokami nadchodzą znienawidzone święta Bożego Narodzenia. Wszystko staje na głowie, kiedy przyjeżdżają podopieczni Domu Pomocy Społecznej Wesoła Przystań. Wraz z nimi pojawia się Regina, która ma chrapkę na przystojnego kierownika. Na dodatek pewien nawiedzony pisarz znika w niewyjaśnionych okolicznościach.
Pewnie każdy z Was ma jakieś mniejsze lub większe marzenia, prawda? Tylko czy nie jest tak, że chowamy je głęboko w sobie? Czasem wystarczy odważyć się głośno je wypowiedzieć, by miały szansę się spełnić. A ta historia pokazuje, że marzenia nigdy nie tracą na wartości, bo nigdy nie jest zbyt późno na ich spełnienie.
Bohaterowie, jakich stworzyła Marta Nowik, są nietuzinkowi. Mają swoje słabości, błędy na koncie, tajemnice, trudne życiowe doświadczenia. Tym sposobem stają się nam bliscy, łatwo jest się z nimi utożsamić i zrozumieć. Szczególnie chwycili mnie za serce mieszkańcy DPS-u i pisane przez nich listy.
Autorka wspaniale połączyła świąteczną atmosferę z intrygującą zagadką. Niewyjaśnione zaginięcia nadają fabule niepokoju. Zastanawiamy się, kto może za nimi stać? Tu nic nie przychodzi od razu. I to jest najlepsze. Każda nowa informacja dawkowana jest nam w wyważony sposób, dzięki czemu stale nie opuszcza nas ciekawość finału. A ten zaskakuje.
Autorka niezwykle trafnie do wydarzeń i sytuacji oddaje emocje bohaterów. Strata, samotność, poczucie winy, potrzeba akceptacji to tematy, które mocno trafiają w naszą czytelniczą wrażliwość.
Widzimy, ile warta jest dobroć, bezinteresowna, obecność, szczera rozmowa, umiejętność wybaczania czy odwaga, by ponownie zaufać drugiemu człowiekowi.
"Lista świątecznych marzeń" to pełna ciepła i humoru powieść o przyjaźni, przebaczeniu, relacjach, tajemnicach. To historia o pukającej do drzwi przeszłości... Może czas, by stworzyć własną listę świątecznych marzeń? Co o tym myślicie?
🤎„HEARTLESS.Dziedziczka” to finałowy tom godny Oscara❕Historia bohaterów porywa od pierwszej strony,a czym bardziej poznajemy ich decyzje,myśli i plany wobec siebie-ich szczęście staje coraz bardziej ulotne.Wszystko za sprawą wrogów,którzy tylko czekają,by majątek Avy zdobyć i zniszczyć wszystkich,którzy doprowadzili do zmiany planu.
🤎Santino pokazuje się z zupełnie innej strony. Na tą odsłonę ogromne czekałam.On wreszcie widzi swoje błędy,mówi o nich i nie dowierza,że był takim dupkiêm❕Jego spowiedź jest kulminacyjnym momentem,który pokazuje,że nie każde decyzje,czyny da się wymazać. Był kut@sem,który nie patrzył na krzywdy innych,a teraz widzi,że popełniał błędy za błędami❕Jego odkupienie jest bolesne i przekona się,że na miłość trzeba sobie zasłużyć❕
🤎Ava i jej nowa osłona jest petardą👌Warto było czekać,by z dziewczyny po traumatycznych zdarzeniach zmieniła się w kobietę potrafiąca walczyć. Wszystko pamięta,czego zaznała,ale też pamięta,że wolność to jej cel i do niej dąży. Kibicowałam jej ogromnie,a każdy jej krok i słowa wywoływały uśmiech na mej twarzy😊
🤎Bohaterowie zauważają,że nie wszystko jest takie proste.Trzeba zawalczyć o szczęście,miłość i przyszłość,gdy wrogowie o sobie przypominają❕Ich bliskość wraz z czerpaniem przyjemności zachwyca. Pragną i biorą wreszcie,co chcą-na własnych zasadach.I te zasady trzeba poznać👀
🤎Muszę wspomnieć o Lexi i Sebastiano,którzy są nieodłącznymi osobami w tej historii. Na ich pomoc mogą liczyć,a wsparcie dziewczyn wobec Avy jest urzekająca.Mężczyźni przekonają się,że muszą robić wszystko,co ich kobiety każą😁
🤎 „HEARTLESS.Dziedziczka” to fenomenalny finał historii bohaterów,którzy zawładną sercem czytelnika❤️Czytajcie-polecam 🤎🤌
Zawsze była zdania, że chcąc przywrócić duszę zabytkom, trzeba najpierw poznać ich przeszłość
historia jest tak długo prawdziwa, dopóki jest powielana przez ludzi.
Co jeśli stary dom skrywa więcej niż jedną tajemnicę?
Liwia Radecka konwserwatorka zabytków swoją pracę traktuje inaczej niż większość ludzi- dla niej to nie tylko sposób na zarobienie pieniędzy, lecz przede wszystkim powołanie i pasja. Gdy młoda kobieta otrzymuje propozycję odnowienia przepięknej willi w Borku Starym nieopodal Krakowa szybko zaczyna rozumieć, że wiekowy budynek do niej przemawia zaś sylwetka młodej kobiety odzianej w granatowy płaszcz nie ukazała się jej przypadkiem.
Liwia eksplorując willę zaprzyjaźnia się ze swoim pracodawcą - Mathias Berg kupił nieruchomość na życzenie ukochanego dziadka. Żadne z nich nie spodziewa się, że za lustrem w salonie znajduje się skrytka, a w niej pamiętnik należący do pewnej żydowskiej dziewczynki- Lei Rosenfeld.
Os tego momentu rozpoczyna się śledztwo, a historia dzieli się na dwie linie czasowe- Monika Cieluch z wprawą czaruje słowem, spisując historię trafiające do serca i poruszające czułe struny duszy.
Autorka umiejętnie łączy tajemnicę starej willi z emocjonalną historią osadzoną w przeszłości, sprawiając, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej pragniemy poznać prawdę. To opowieść o pamięci, sekretach i ludzkich losach, ale również o tym, jak wielką wartość ma odkrywanie tego, co przez lata pozostawało ukryte.
„Cienie w Lustrzanej” to książka, która przypomina, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Czasem wystarczy jeden odnaleziony pamiętnik, kilka zapisanych stron albo spojrzenie w stare lustro, by na nowo ożyły historie, które miały już nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Po lekturze zostaje refleksja nad tym, jak ważne jest pielęgnowanie pamięci o tych, których głosy mogły zostać zagłuszone przez historię. Bo przecież za każdą tajemnicą kryje się czyjeś życie, czyjś strach, nadzieja i pragnienie, by nie zostać zapomnianym.
To jedna z tych opowieści, które pozwalają spojrzeć na stare mury zupełnie inaczej. Bo być może zabytki skrywają w sobie znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie dostrzec na pierwszy rzut oka. A niektóre cienie czekają tylko na to, by ktoś wreszcie odważył się je rozświetlić
Polecam z całego serca.
Przed wami już 118 tom z serii Mądra Mysz. Kilka z nich już udało mi się przeczytać i zauważyłam, że to nie są typowe bajki, gdzie występują zwierzątka, jakieś złe postacie i szczęśliwy koniec. Wszystko, co się w tej serii dzieje jest na bazie prawdy. Każdy przypadek czy też choroba dotyczy kogoś innego i sensem w niej jest nauka udzielania pierwszej pomocy, oraz przyjrzenie się pracy określonego lekarza, by w razie potrzeby nawet wiedzieć jakie badania będą potrzebne i czy w ogóle one bolą.
W tej części pod lupę została wzięta praca radiolożki. Historia została oparta o wypadek z udziałem nadmiernego używania telefonu. W sumie to również jest wskazaniem, by zbyt często z niego nie korzystać. Pacjentem okazał się być tata chłopca, który spadając złamał sobie rękę. Poznaliśmy numer 112, instrukcję opisu zdarzenia i przyjazd karetki. Zabrali go na Izbę Przyjęć, gdzie ustawił się w kolejce. Tam spotkał znajomą radiolożkę, która poinstruowała, że zanim do niej przyjdzie musi zostać obejrzany przez chirurga. Pod podejrzeniem złamania kryły się kolejno wykonywane badania: zdjęcie rentgenowskie, tomograf, rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, aparat rentgenowski oraz badania takie jak fluoroskopia i aparat ultrasonograficzny. Oczywiście każde z tych pojęć zostało ładnie wytłumaczone, wskazane co po kolei się robi i na czym one polegają. W ten sposób nasze dziecko staje się bardziej doświadczone, kiedy usłyszy jakie badania będzie mieć robione, oraz ze spokojem na nie pójdzie wiedząc, że przy tym nie odczuwa się bólu. W razie wypadku można nie ma już niepokoju przed każdą z wykonywanych czynności. To bardzo dużo, gdyż sama jako dorosła słysząc przeróżne sformułowania badań przeżywałam stres, gdyż nie wiedziałam na czym one polegały. Nie twierdzę, że muszę je wszystkie poznać, bo wolę nie, ale odrobina ważnej wiedzy w życiu nie zaszkodzi.
Sama książeczka jest malutka, lecz jej strony są nieco grubsze. Wszędzie są obrazki, a litery nieco większe. Biorąc pod uwagę ważność informacji oraz dziecięce podejście, warto ją polecić:-)
Czy wątki toksycznych relacji i małomiasteczkowych tajemnic to motywy, po które chętnie sięgasz w thrillerach?
"Złuda" od Miki Modrzyńskiej to książka, która od pierwszych stron otula czytelnika gęstą, niepokojącą atmosferą. Kiedy po nią sięgałam, spodziewałam się dobrego thrillera, ale dostałam prawdziwy emocjonalny rollercoaster!
"Złuda" to mroczny thriller psychologiczny o drastycznym kontraście między idealnym życiem z mediów społecznościowych a brutalną rzeczywistością za zamkniętymi drzwiami.
Samanta rzuca karierę w Krakowie i przeprowadza się na mazurską wieś do swojego partnera, Jacka – niezwykle popularnego autora bestsellerowych romansów. W internecie para tworzy idealny, profesjonalny wizerunek. W rzeczywistości dom staje się dla odizolowanej Samanty więzieniem, a dziewczyna musi maskować sińce na nadgarstkach przed miejscowym listonoszem. Nagle Samanta tajemniczo znika. Jacek tłumaczy to jej nagłym wyjazdem, jednak w małej, zamkniętej społeczności zaczyna gęstnieć zmowa milczenia. Wkrótce na jaw zaczynają wychodzić nie tylko sekrety toksycznego związku pisarza, ale też mroczna, tragiczna historia lokalnych mieszkańców sprzed dwudziestu lat.
Gdy w odciętej od świata wiosce niespodziewanie pojawia się nowa osoba, nieświadomie wkracza w misterną i śmiertelną pułapkę kłamstw.
Fabuła to absolutny majstersztyk budowania napięcia. Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę. Kiedy już wydaje się, że trzymamy w rękach wszystkie karty i rozumiemy bieg wydarzeń, Mika Modrzyńska serwuje zwrot akcji, który burzy każdą teorię. Ta historia dosłownie hipnotyzuje i nie pozwala na odłożenie książki chociażby na moment.
Bohaterowie są wykreowani w sposób genialny i niezwykle autentyczny. Nie są czarno-biali. Każdy z nich ma swoje sekrety, wady i mroczną stronę, co sprawia, że do samego końca nie wiedziałam, komu mogę zaufać. Emocje, które towarzyszą lekturze, są tak namacalne, że momentami aż brakowało mi tchu. Czuć tu strach, niepewność i narastającą paranoję.
Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a jednocześnie niezwykle obrazowy. Mika Modrzyńska pisze z ogromną lekkością, dzięki czemu przez tę historię dosłownie się płynie. Tempo akcji idealnie współgra z fabułą – na początku pozwala nam wsiąknąć w ten świat, by za chwilę drastycznie przyspieszyć i zostawić nas z totalnym chaosem w głowie.
Dla kogo jest ta książka?
Jeśli uwielbiacie rasowe thrillery psychologiczne, w których nic nie jest takie, jakim się wydaje, a klimat gęstnieje z każdą stroną – będziecie zachwyceni. To idealna pozycja dla fanów nieoczywistych zagadek i dreszczyku emocji, który zostaje w głowie jeszcze długo po zamknięciu okładki.