Siedziałam razem z bohaterem w studni. Siedzieliśmy pod ziemią długie godziny, strona po stronie, w męczarni, na którą sami się skazywaliśmy, w miejscu, w którym czas się zatrzymuje. Ile do końca? Jak długo jeszcze? Jak to w ogóle ocenić? A potem udręka się skończyła, a mi było tylko smutno, bo chciałam tam zejść jeszcze raz.
"- Loki - rzucił. - Loki to zrobił.
- Czemu tak myślisz? - Sif gorączkowo przesuwała palcami po łysej głowie, jakby muśnięcia mogły sprawić, że włosy powrócą.
- Ponieważ - odparł Thor - kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu."
Loki, jeden z głównych wrogów Avengers. Thor, nierozgarnięty nastolatek w serialu Netfliksa. Odyn z twarzą Iana McShane'a. Tyr, My God Of Justice, w refrenie piosenki metalowego zespołu. Czy kiedykolwiek wcześniej mitologia nordycka była tak silnie eksploatowana w popkulturze?
Nieważne, jak mocno twórca, z którego dziełem właśnie się zapoznałeś, korzystał z mitologii, zawsze warto znać materiał wyjściowy. A są to historie nietuzinkowe, w dodatku świetnie przedstawione przez wspaniałego pisarza, który wie, kiedy zachować powagę a kiedy lepiej rozładować napięcie.
"- Domaga się ręki Freyi.
- Chce tylko jej ręki? - rzucił z nadzieją Thor.
Ostatecznie miała dwie, może zdoła ją przekonać, by bez specjalnych sprzeciwów zrezygnowała z jednej. W końcu Tyr świetnie sobie radził."
Bohaterowie mitów Gaimana dają się lubić, wydają się bliscy czytelnikowi i sympatyczni, pomimo typowo boskich zachowań, typu zabijanie bez powodu, oszukiwanie i ciężkie do wyobrażenia sobie zmiany wizerunku czy rozmiarów. Każda postać ma swój charakter i atrybut, więc łatwo je rozróżnić. Wielka szkoda, że tak niewiele zachowało się ze starożytnych historii do naszych czasów.
Język jest prosty, łatwy w odbiorze, czyta się to jak zbiór współczesnych opowiadań, a nie trudny naukowy tekst. Co zabawne, mit o powstaniu młota Mjolnira, znałam wcześniej z książeczki dla dzieci z serii "Czytam sobie" i bardzo ciężko było mi go w pełni zrozumieć, a tutaj od razu połapałam się o co chodzi.
Uważam, że każdy zainteresowany Thorem i spółką powinien zapoznać się z tymi mitami, żeby wiedzieć, do czego odnoszą się twórcy w swoich dziełach. Neil Gaiman odwalił kawał dobrej roboty. Ja sama żałuję tylko, że przeczytałam ją tak późno, ale nie ma tego złego!
Ten zbiór opowiadań wspominam chyba najlepiej ze wszystkich od Kinga. Nikt tak zręcznie nie potrafi wyciągać „brudów” z ludzi, lęków tak dziwnych, że mogliśmy zdążyć zapomnieć o ich istnieniu. Chociaż nie wszystkie opowiadania są na wysokim poziomie, to całokształt jest godny zapamiętania.
Książka mojego dzieciństwa, jedna z wielu zabawek, zawsze gdzieś na wierzchu, wyrozumiała, gdy ją niepotrzebnie kolorowałam i cierpliwa, kiedy uczyłam się na niej czytać. Rozmowy bohaterów jednocześnie bardzo mądre i bardzo głupiutkie, czyli tak jak dzieci lubią najbardziej. Uwielbiam.
,,Dostrzegłam, że nosił słońce na twarzy, ale deszcz pod żebrami."
,,Zapewne czytając, już od pierwszego momentu pomyśleliście czemu go nie zostawiłaś?". Właśnie. Biję się do tej pory z myślami, dlaczego nie zerwaliśmy już dawno, ale poczucie udręki psychicznej, problemy z akceptacją, ciągły natłok myśli, brak znajomych spowodowany chęcią pokazania Aleksowi, ile dla mnie znaczył, a raczej wykonaniem jego polecenia, obnażenie przed nim duszy i ciała, ciągłe powiadomienia z jego numeru- wszystko to razem sprawiło, że nie mogłam odejść."
,,Sztuczny uśmiech odbierał mi całą pewność siebie, jakbym grała w teatrze, w którym ktoś zabrał mi prawdziwą twarz i kazał nosić maskę niepasującą do roli."
,,Ludzie to głupie jednostki, nieważne, ile dasz z siebie, zawsze będzie za mało."
,,Podeszłam do niego i dałam mu buziaka w czoło, jakbym chciała naprawić coś, czego nie zepsułam."
Pozycja bardzo cieniutka, ale trafiająca prosto do serca. We mnie poruszyła to, co sama trzymałam zamknięte i przyznam, że tym trudniej się ją czytało im bardziej mogłam się z tymi wyznaniami utożsamić. (Nie żebym to znała...) Od osoby toksycznej zawsze trudno jest odejść, bo znajduje historie, które albo przez lata niszczyły nas od środka, albo wbija nam do głowy, że bez niego jesteśmy nikim, nikt nas nie zaakceptuje, a już zwłaszcza naszego wyglądu. Podkreślając notorycznie jak wiele się nam daje tworzą taką barierę uruchamiając w nas wyrzuty sumienia. Im więcej odbierają, tym więcej dają zgubnej otoczki miłości.
Historię opowiada dziewczyna, która bardzo kochała swojego chłopaka, a on wstydził się jej przed znajomymi. Słuchał się rodziców i często ją przy tym ranił, a czy świadomie, myślę, że tak. Samemu żyjąc w dziwnej rodzinie wybrał sobie na przewodnika kogoś, kto chciał nim rządzić. W ten sposób odseparował ją od wszystkich sprawiając, że zawsze czuła się wszystkiemu winna.
Każdy kto będzie ją czytał, a zna temat, będzie buzowała w nim wściekłość na bezsilność. Szczęśliwy ten, kto nie zna tematu, wtedy pomyśli sobie jak bardzo ktoś został skrzywdzony. Wewnętrznie potraktowałam ją jako wyznanie tego, co siedziało w ciele nikomu nie wypowiedziane. Lektura potrzebna, bo pokazuje jak jedni niszczą psychicznie drugich. Wiem natomiast, że im więcej osób pokiwa na nią głową, że temat został mądrze ukazany, tym i tak nic w swoich życiach z tym nie zrobią. Zniszczenia psychiczne buduje się latami, więc te systemy w ludziach są głęboko zakorzenione. Można jednak wszystko zmienić. Jednak do tego jest długa droga do odbudowy siebie.
Przeczytajcie jeśli temat was interesuje. Czasami choćbym nie wiem jak znała temat, to nie potrafię go polecić;-)
Kto powiedział, że liczenie sera musi być nudne? 🧀 "Cheese Master" już od pierwszej rundy potrafi zamienić zwykłe liczenie w mały wyścig z czasem. Na stole pojawiają się kostki, sery i zwierzaki, a każdy z graczy próbuje jak najszybciej rozszyfrować, jaki wynik ostatecznie powinien wskazać. Brzmi prosto? Tylko do momentu, kiedy na kostkach pojawi się kilka symboli naraz. 😉 Na początku wszystko wydaje się oczywiste, wystarczy policzyć kawałki sera. Szybko okazuje się jednak, że zwierzaki mają własne plany. Myszy podjadają ser, kot rozprawia się z myszą, pies usuwa kota, a król myszy również potrafi zmienić wynik. Jest jeszcze karczmarz, który potrafi zrobić na stole prawdziwe porządki.
I właśnie na tym polega największe wyzwanie. Nie wystarczy sprawnie dodawać. Trzeba jednocześnie obserwować, zapamiętywać zasady, analizować zależności i reagować w ułamku sekundy. Kiedy wszyscy przy stole próbują jako pierwsi wskazać prawidłową liczbę, emocji zdecydowanie nie brakuje. Czasami człowiek jest przekonany, że zna odpowiedź, a wtedy nagle dostrzega jedną małą mysz, która całkowicie zmienia sytuację. 🐭
Dużą zaletą "Cheese Master" jest łatwy start. Nie potrzeba długiego przygotowania ani wielostronicowego tłumaczenia zasad. Wystarczy rozłożyć elementy, przygotować kostki i można zaczynać. Gra dobrze sprawdzi się zarówno podczas rodzinnego popołudnia, jak i jako szybka rozgrywka ze znajomymi. Przy większej liczbie osób robi się jeszcze ciekawiej, bo każdy chce być tym, kto pierwszy poda właściwy wynik. Podczas zabawy ćwiczymy przy okazji spostrzegawczość, koncentrację, pamięć, logiczne myślenie, refleks oraz wykonywanie prostych działań matematycznych. Najlepsze jest jednak to, że żadna z tych umiejętności nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan, dziecko skupia się przede wszystkim na zabawie i rywalizacji.
W pudełku znajdziemy 40 kart, 6 kostek, 7 drewnianych pionków sera oraz instrukcję. Rozgrywka jest krótka i dynamiczna, dlatego łatwo znaleźć czas na kolejną partię. A przy 10 minutach na grę hasło "jeszcze jedna runda" może pojawiać się częściej, niż początkowo zakładaliśmy. 😄Cheese Master to propozycja dla osób, które lubią szybką rywalizację, zadania wymagające skupienia i odrobinę zdrowego chaosu przy stole. Dzieci mogą potraktować ją jako świetną zabawę, a dorośli szybko przekonają się, że zdobycie tytułu Mistrza Sera wcale nie jest takie łatwe. Jedno jest pewne, tutaj ser nie zdąży długo poleżeć na stole. 🧀🐭
Witam, dziś mam dla was recenzję książki „To Nic Takiego” ❤️ Autorki Marleny Paletty ❤️ Wydawnictwo Novae Res ❤️
„To Nic Takiego” to piękna historia, która napisana jest z perspektywy czterech kobiet w różnym wieku. Właśnie to podobało mi się w niej najbardziej, ponieważ mogłam wiedzieć, co każda z nich czuje i myśli w danym momencie.
Mamy tutaj pokazane, jak życie, które jest dla nas normalne, w pełnej rodzinie, zaczyna przypominać wielką kupę gruzu.
Mam podobne odczucia co do rodziny jak nasze bohaterki, które sądziły, że rodzina jest wtedy, kiedy są oboje rodziców, którzy się kochają, bez żadnych sprzeczek i problemów. Niestety, jakże można się pomylić. Nigdy nie będziemy wiedzieć, co czeka nas w życiu, dopóki sami się tego nie dowiemy.
Ojciec naszych bohaterek z dnia na dzień oznajmia, że kocha kogoś innego, wyprowadza się i prosi o rozwód. Młodym kobietom zaczyna psuć się obraz pięknego, kochającego domu. Oczywiście nikt z nas nie jest gotowy na tego typu sytuacje.
Mamy także pokazaną sytuację, gdzie niespodziewanie nieuleczalna choroba powoli zabiera im również kolejną osobę, którą kochają.
Jesteśmy świadkami tego, z czym nasze bohaterki muszą się zmagać. Każda z nich jest inna, każda przeżywa wszystko na swój sposób, ale los nie ma zamiaru oszczędzać żadnej z nich. Muszą pokonać przeciwności, jakie los rzuca im pod nogi. Praca, miłość, szkoła to tylko namiastka ich problemów, z jakimi się zmierzały.
Ta książka pokazuje nam, że życie nie zawsze wygląda tak, jak sobie je wyobrażamy. Czasami w jednej chwili wszystko, co znaliśmy, może się zmienić i wtedy musimy nauczyć się żyć na nowo. Pokazuje również, że rodzina nie zawsze musi wyglądać idealnie, żeby była prawdziwa, a miłość i bliskość mogą pojawić się tam, gdzie zupełnie się ich nie spodziewamy.
„To Nic Takiego” to historia pełna emocji, trudnych momentów, ale również nadziei. ❤️ Pokazuje nam cztery różne kobiety, ich problemy, uczucia i to, jak próbują odnaleźć się w świecie, który nagle przestał być taki, jaki znały.
Ja bardzo polubiłam tę historię i myślę, że każdy z nas znajdzie w niej coś dla siebie. ❤️ Jeśli lubicie książki, które pokazują prawdziwe życie, emocje i problemy, z którymi możemy spotkać się również na co dzień, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć. ❤️
TOTALNY HIT! Moje serce skradzione, a noc zarwana!Ta powieść to absolutna petarda, obok której żaden fan gatunku nie może przejść obojętnie.
Jest to pierwsza powieść kryminalna Tomasza Kieresa, a ja już z niecierpliwością czekam na więcej. Uwielbiam ten gatunek, a ten tytuł wyjątkowo mocno przypadł mi do gustu. Autor porusza tu niezwykle trudny i bolesny temat – co dzieje się, gdy wymiar sprawiedliwości zawodzi, a sprawca unika kary? Ta historia pokazuje, jak łatwo zatracić się w bólu po stracie bliskiej osoby, podczas gdy odpowiedzialny za to człowiek żyje sobie w najlepsze. Czy można z tym normalnie żyć? Gdzie leży granica między sprawiedliwością, a zemstą? I najważniejsze pytanie do Was: czy zło można zwalczyć złem?
To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce, to gęsty, duszny klimat oraz genialnie skonstruowana warstwa psychologiczna. Bohaterowie są niezwykle wyraziści, a pióro autora – rewelacyjne i bardzo płynne. Na początku poznajemy Biankę Kołodziejczyk. To nieustępliwa,a zarazem świetna policjantka, którą polubiłam od pierwszych stron. Zostaje wezwana na miejsce oględzin, gdzie zastaje jedynie plamy krwi i całkowity brak jakichwiek innych śladów. Z kolei Łukasz Zaniewski to tajemniczy mężczyzna z trudną przeszłością, którego Bianka spotyka na strzelnicy. I od tego spotkania wszystko się zaczyna. Ich wspólna relacja jest magnetyczna od samego początku. Oboje stracili bliskich,a system zawiódł i pozostawiło to ślad na ich psychice. I niewyobrażalny ból. Mroczne sekrety i skomplikowane relacje splatają się tu w nierozerwalną całość.
Z wielką przyjemnością śledziłam losy bohaterów i ciągle zastanawiałam się, co wydarzy się dalej. Fabuła była totalnie nieprzewidywalna! W pewnym momencie, gdy wszystko zaczęło mi się układać w całość i połączyłam kropki, z niepokojem i adrenaliną przewracałam kolejne kartki. Nie mogłam uwierzyć, że moje przypuszczenia się sprawdzają. To tak mocno podsyciło moją ciekawość, że dla tej książki zarwałam noc!
Zagadka kryminalna jest naprawdę wyjątkowa (i już wiem, o co chodziło z tymi pieskami – one też są ważną częścią intrygi, na której trop wpada Bianka). Mimo że w trakcie lektury dowiadujemy się, kto zabija i kto zostawia plamy krwi bez ciał, to zakończenie totalnie mnie rozbroiło. Zupełnie nie spodziewałam się takiego finału! Autor mistrzowsko wyprowadził mnie w pole.
Warto dodać, że książka ma aż 550 stron, co niezmiernie mnie ucieszyło! Uwielbiam grubsze historie, a w tym przypadku każda strona była bezcenna.Dlatego ten kryminał stał się dla mnie wielwymiarowym hitem. I doceniam fakt,że autor zamknął tą historię w jednym pięknym tomie.
Myślę, że „Rubikon” to obowiązkowa pozycja dla każdego fana dobrych, niebanalnych kryminałów. Gwarantuję, że nie będziecie mogli się od niej oderwać! Bardzo polecam!
#współpracarenzencka
Wyobraźcie sobie, że z najsłynniejszych polskich obrazów nagle... znikają namalowane postacie! Brzmi jak totalny absurd? A to dopiero początek tej genialnej komedii kryminalnej! Jestem już po lekturze i do teraz zbieram szczękę z podłogi.
Jadwiga Buczak zafundowała nam prawdziwy rollercoaster. W muzeum w Krakowie z obrazu „Śmierć Ellenai” znika jej wierny towarzysz Anhelli, a w zamian na podłodze ląduje prawdziwy trup, ubrany identycznie jak postać z płótna! Mało? W poznańskim muzeum z obrazu „Babiego lata” Chełmońskiego znika postać..., a z ostatniego dzieła wystawionego w Warszawie ucieka sam „Stańczyk”, zostawiając... No właśnie ,musicie dowiedzieć się sami ! Matejko chyba złapałby się za głowę.
W samym środku tego artystycznego chaosu ląduje Mikołaj – utalentowany maturzysta, który zostaje niesłusznie zatrzymany pod zarzutem kradzieży i zabójstw. Policja uważa,że tych spraw nie da się wyjaśnić, więc do akcji musi wkroczyć jego zniecierpliwiona siostra Agata.
Czy uda się wyciągnąć brata z gigantycznych tarapatów?
Jak rozwiąże się ta zagadka?
I najważniejsze: jak ci ludzie uciekają z ram? Wyjaśnienie Was zaskoczy!
Książka ma świetne tempo, mnóstwo humoru i fantastycznie skonstruowaną intrygę. Bohaterowie po prostu bawią do łez, a amatorskie śledztwo Agaty to czyste złoto. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, nieszablonowego i wciągającego od pierwszej strony, koniecznie musicie po to sięgnąć i sprawdzić to sami!
Instagram ksiazki_moja_chwila🌸Lucyna nie miała łatwego startu. Brak ciepła w rodzinnym domu, trudna relacja z ojcem i rozczarowania w miłości sprawiają, że zaczyna szukać swojego miejsca. W końcu podejmuje decyzję o wstąpieniu do zakonu i jako siostra Benedykta trafia do prowadzonego przez zakonnice domu dla sierot w Warszawie.
🌸 I właśnie tam zaczyna się historia, która bardzo mnie poruszyła. Stykamy się tam z biedą, chorobami, trudnymi dziecięcymi losami i mnóstwem problemów, z którymi trzeba mierzyć się każdego dnia. A jednak w tym wszystkim jest coś niezwykle ważnego, jest troska, bliskość i próba stworzenia dzieciom namiastki prawdziwego domu.
🌸Historia prowadzona jest z dwóch perspektyw. Pierwsza skupia się na teraźniejszych wydarzeniach, druga natomiast to przemyślenia i wspomnienia siostry Benedykty. To właśnie dzięki tej drugiej perspektywie możemy bliżej poznać Lucynę i dowiedzieć się, jak wyglądało jej życie, zanim zdecydowała się wstąpić do zakonu. Poznajemy jej trudne dzieciństwo, relację z ojcem, rozczarowania i doświadczenia, które w dużej mierze wpłynęły na jej późniejsze decyzje. Relacja Lucyny z ojcem była bardzo trudna alkohol, brak poczucia bezpieczeństwa i problemy rodzinne sprawiały, że dom, który powinien być dla niej miejscem spokoju, wcale taki nie był przez ojca.
Jako siostra Benedykta trafia do klasztornego domu dla sierot, który staje się azylem dla dzieci pozbawionych rodzinnego ciepła, a mimo trudnych warunków siostry robiły wszystko, by zapewnić im choć namiastkę domu.
🌸Autorka pokazuje, jak ogromne znaczenie może mieć jeden człowiek. Czasami wystarczy odrobina zainteresowania, dobre słowo czy zwykła obecność, żeby dziecko poczuło, że jest ważne.
🌸 Ważnym elementem historii jest również postać Janusza Korczaka i jego podejście do dzieci. Dom prowadzony przez siostry oraz Dom Sierot prowadzony przez Korczaka różnią się pod wieloma względami, ale łączy je najważniejsze, chęć ochrony dzieci i dania im poczucia, że ich życie i uczucia mają znaczenie.
🌸To książka o poszukiwaniu własnego miejsca, o poświęceniu, wierze, samotności, ale przede wszystkim o ludziach, którzy potrafią stworzyć dom tam, gdzie z pozoru nie powinno go być.
„Pod milczącym niebem” to spokojna, pełna emocji historia z klimatem przedwojennej Warszawy. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Majewskiej-Ziemby i jestem ciekawa, dokąd autorka poprowadzi mnie w kolejnych tomach.
🌸 Dziękuję za wydawnictwu egzemplarz do recenzji ❤️
Spoglądając na nadany tytuł książki należącej do gatunku literackiego powieść autorstwa Pani Mélissy Da Costa pt. "Co przyniesie jutro" dostrzegłam to, że często zwracamy, się tymi słowami nawzajem zastanawiając, się nie wiedząc tego, jaki on będzie.
Postanowiłam się dowiedzieć, co autorka miała, na myśli tworząc go i czy płynie z niego jakikolwiek przekaz bądź nie, gdyż co do tego nie ma, nigdy, pewności jedynie możemy wywnioskować z tego, o czym ta powieść jest na podstawie opisu treści książki.
Twórczości autorki nie miałam okazji do tej pory poznać, ale z miłą chęcią zechciałam, dowiedzieć się co ukrywa tak wiele znaczący nadany książce tytuł.
Jak zachowa się Amande Luzin w sytuacji niespodziewanej dla niej samej, czy umie zaakceptować ją, czy może liczyć na pomoc osób, które są dla niej rodziną, całkiem obce, komu zaufa, a może odkryje kogoś, kto pozostawi jakiekolwiek wskazówki służące jej, aby dotychczasowe życie nabrało ciekawszego kolorytu smakowego?
Amande doświadczyła utraty wszystkiego tego, czego zdobyła do tej pory z początkiem kalendarzowego lata. Właściwie to musi dokonać natychmiastowych zmian i zmierzyć się z nowym wyzwaniem życiowym zapominając o tym, co ją podwójnie spotkało i spróbowaniem podarowania szansy na lepsze jutro do miejsca, w którym to miała żyć według planu z bliskimi sercu jej osobami.
Miłe jest, to kiedy ma się uzyskane wsparcie od teściów, szwagra oraz od obcych, znajomych świętej pamięci męża, że może na nich liczyć w każdej sytuacji niezależnie od miejsca, w którym się mieszka i tego właśnie doświadcza główna, bo bohaterka powieści autorstwa Pani Mélissy Da Costa pt. "Co przyniesie jutro" Amande Luzin. Wyczuwalne było to, jak z wielkim zaangażowaniem interesowali się jej dalszym losem, jak sobie radzi, czy są jej potrzebni, czy jak się to mówi, jest synową samowystarczalną, która nie lubi mieć kontaktu z nikim, bo żałobę przeżywa się na różny sposób i nie zawsze on służy pozytywnie osobom, które na dłuższy czas utraciły kontakt z rzeczywistością i izolują się od wszystkiego.
Nie podobało mi się zachowanie Julie, córki poprzedniej właścicielki Pani Hugues, która to pomimo tego, że nie mieszkała już w domu rodzinnym to była, jak dla mnie zbyteczną bohaterką, za bardzo wtrącała się do życia Amande.
U Amande brakowało mi tego, że nie umiała powiedzieć szczerze o tym, co czuje naprawdę, lecz miałam wrażenie, że skrywała to, co myśli w danej chwili. Jest to dla mnie troszkę irytujące zachowanie, ale z drugiej strony rozumiem ją, bo nie miała odpowiedniej w dzieciństwie osoby, z którą mogłaby porozmawiać o wszystkim. Brakowało jej miłości matczynej. Zbyt słaby kontakt z mamą zaowocował to, jaka jest i należy to zaakceptować.
Czytana przeze mnie powieść składa się z 25 rozdziałów. Nie czytało się jej szybko wbrew pozorom, jakbym przypuszczała.
Ponad rok temu miałam przyjemność być betaczytelniczką książki Irminy Marii "Booktoker". Dziś nareszcie ujrzy ona światło dzienne i będzie mogła dumnie prezentować się na Waszych półkach.
Jest to książka inna niż te które dotychczas wychodziły spod pióra Irminy. To thriller psychologiczny, tym razem kierowany do dorosłego czytelnika.
Historia opowiada o młodym człowieku, którego zniszczył drugi człowiek.
Podczas lektury będą wami targać skrajne emocje, od współczucia po strach i nienawiść. Ta ksiązka da wielu do myślenia, tylko oby zostały z niej wyciągnięte odpowiednie wnioski.
Dla mnie, jako fanki Stephena Kinga ma ona specjalne znaczenie. Dlaczego? To już musicie przekonać się sami.
Polecam jeśli strach Ci nie straszny. 😈
historie z dreszczykiem potrafią nas pochłonąć, tym bardziej, że wewnątrz jest wiele kolorowych niby ilustracji, choć mi to wygląda na malowane farbami urywki wydarzeń. Dodatkowo opowieść jest napisana na podstawie prawdziwych przeżyć o których wciąż opowiadają mieszkańcy Dziwnowa.
My zaglądając do tej książki widzimy, że dwa czasy się ze sobą przeplatają. Dodatkowo poznając w obecnym czasie młodego chłopca widzimy, że on zauważa więcej, jakby miał tajemniczy dar, który potrafi przenikać wszystkie płaszczyzny czasowe. Jest to ułożone jako jego zamyślenie, lecz on tego nie kontroluje, jakby to co ma się ukazać samo decydowało w jakim czasie i miejscu się to wydarzy. Poznajemy jego codzienność oraz wyzwania z kolegami, którzy lubią odwiedzać stare miejsca oraz domy w których podobno mieszkali wpływowi ludzie, lecz zbiegiem lat stoją puste i zapomniane. Te momenty przypomną dzieciństwo każdego, kto też lubił poznawać ten zakazany świat. Rozdziały ukazujące kolejne wydarzenia są krótkie i przecina je Pamiętnik Almy, dziewczynki, która opisuje swoje życie, to co dostaje, jak jest dla niej ważne i jak z każdą chwilą przeczuwa, że coś złego przybiera na sile. Podświadomie wiedziała, że coś się wydarzy, lecz jej teksty w pewnym momencie się kończą. W teraźniejszości zauważamy jak chłopiec widzi jakby przeszłość, czyli czas dziewczynki i jej wydarzeń, które zakończyły się tragicznie. On w swoim świecie odnajduje pewne rzeczy co ewidentnie pokazują, że upływ czasu miał na nie wpływ. Jest to wszystko połączone pewnym domem w którym mieszkała przeszłość, który jakby chciał pokazać co się w nim wydarzyło.
Jestem przekonana, że grono osób będzie zachwyconych tą historią. Skierowana jest do nastoletniego odbiorcy, gdyż jej styl pokazuje jakie rzeczy były ważne dla tego przedziału wiekowego. Czasami ułożone są słowa z dawniejszych lat, lecz przepełnione szykiem i podniosłością, aby zgrabnie oddzielić te czasy od siebie. Wszędzie mamy niepewność i poruszanie się po niej w coraz głębszą atmosferę. Dla wielbicieli historii z dreszczykiem jest idealna:-)
Cora jako dowódczyni oddziału łączników ma wiele spraw na głowie. Najbardziej cierpi z powodu braku personalnych. Jej zespół wykwalifikowanych żołnierzy jest skromny, a nowi są przydzielani do innych oddziałów. Królestwo chce zdobyć nowe tereny i nie cofnie się przed niczym. Dziewczyna straciła kiedyś bliską osobę i teraz jest niezwykle wrażliwa na nowych rekrutów, dlatego jak jest w niebezpieczeństwie nie waha się przed działaniem. Do czego
dowódczyni się posunie? Które stworzenie okaże się bardziej lojalne? Co skrywa w sobie Bezdenne Jezioro?
Zainteresowałam się tą powieścią ze względu na to, że mają być smoki i wywerny, gdzie te drugie mają być bardziej pozytywne od pierwszych. Początek pokazał potencjał, intrygował i zachęcał, tylko dużo zmienia się od momentu właśnie Bezdennego Jeziora. Wtedy klimat powieści całkowicie się zmienia i obiera całkowicie inny bieg.
Dla mnie ta powieść to w pewien sposób eksperyment czytelniczy. Nie jest to lektura klasyczna, gdzie mamy jeden główny temat, trochę przeskakujemy czasowo i jest naprawdę dużo wątków pobocznych. Przeczytałam w życiu mnóstwo książek, a jeszcze znajduję takie, które potrafią zaskoczyć. Nasz główny cel zmienia się w trakcie lektury, może nawet się wydawać, że każda z postaci co innego chce osiągnąć.
Bohaterów też nie tak łatwo opisać, bo są mieszanką wielu cech. Cora przez swoje przeszkolenie dba o osoby, z którymi przebywa, zależy jej na najbliższych i ma ogromne poczucie niesprawiedliwości. Potrafi najpierw działać, potem myśleć. Na pewno można o niej powiedzieć, że jest uparta i zawzięta. Z dziewczyn jest jeszcze Ziri, kobieta, która kompletnie nie patrzy na siebie tylko na innych, nie rozumiem słowa nie oraz musi wiedzieć i widzieć wszystko. Z jednej strony ma to swoje wytłumaczenie, a drugiej mam z nią pewien problem, bo biorąc pod uwagę jej stan, sposób myślenia powinna mieć kompletnie inny. Jeśli chodzi o panów to szczerze, nie pamiętam ich imion jedynie Oliviera, który był poprawny, ale dziwię się, że był taką ciepłą kluską trochę, chociaż z tym z czym się mierzył powinien jednak wziąć się w garść.
Ta powieść to miał być steampunk, nie będę ukrywać, że znam się na tym podgatunkiem, bo tak nie jest. Ma ona swój klimat, ciągły niepokój i poczucie obserwowania. Bezdenne Jezioro skrywa wiele tajemnic i po skończeniu wywołuje mnóstwo przemyśleń, co jest prawdą a co czym innym (nie będę zdradzać). Jednak druga połowa jest chaotyczna, można łatwo się pogubić. Trzeba na niej się skupić i czytać jak najwięcej ciągiem, bo częste przerywanie, powoduje zamęt.
Jeżeli macie ochotę na coś innego, nietypowego to możecie spróbować z tą lekturą. Jest to coś innego, nowego. Nie wiem czy taki gatunek jest dla mnie, muszę potestować z większą ilością. Mam na razie mieszane odczucia, jednak jestem zaciekawiona, co jeszcze można znaleźć w tym podgatunku. Dla mnie to małe odkrycie i chęć zagłębiona się w ten podgatunek.
Czytając tą książkę spostrzegłam, że ludzie zachowują się tak jak ktoś im podpowiedział. Powtarzają frazesy sławnych ludzi, przywołują cytaty dawnych powiedzonek i wszystko biorą za pewnik nie próbując się nawet dowiedzieć, czy coś takiego w ogóle miało miejsce. Tak samo jest w naszym prawdziwym świecie. Robimy wszystko co ktoś nam każe, powtarzamy co kto powiedział i nikomu nie przyjdzie do głowy by to sprawdzić. Tłumaczą tym, że mądry wie co mówi, jednak czy to prawda?
Stare domy od zawsze intrygowały wszystkich. Ten temat zawsze będzie interesował ponieważ istnieje przesłanie, że to w ścianach zapisują się wydarzenia osób jakie w nim mieszkały. Dom z książki jest uważany za nawiedzony. Powtarzana jest pewna historyjka, która również ma ogólne poparcie. W jego murach zapisane są tajemnicze słowa i wychodzi na to, że tylko bliźnięta mogą je rozszyfrować. Kiedy dzieci odwiedzają to miejsce zaczynają znajdywać różne rzeczy należące prawdopodobnie do dawnych mieszkańców tego domu. Słuchając babci i jej koleżanek, które są zabawnie nazywane, coraz więcej dowiadują się nieścisłości związanych z tym domem. Postanawiają na własnej skórze przekonać się co może być prawdziwe, a co ktoś mógł chcieć podkoloryzować. Pamiętajcie, że natura ma swoje tajemnice i tylko nielicznym je zdradza...
Cała książka wydana jest w sztywnej oprawie i wewnątrz zawiera całkiem sporo małych rysunków, które wyjaśniają niektóre zagadnienia. To było coś w rodzaju dla tych, że nie uwierzą dopóki czegoś nie zobaczą. Druk jest większy, a dialogi same przyciągają swoją uwagę. Myślę, że tematyka duchów, zwłaszcza dla nastolatków wciąż jest istotą, której się boją i jednocześnie nie chcą poszukiwać potwierdzenia w tezie czy istnieją naprawdę. Ja wam tylko mogę powiedzieć tyle, że dusza przyjdzie tylko do tego, kto sam chce się z nią spotkać i nie będzie latał na prawo i lewo o tym opowiadając. Czasami po kimś kto odszedł wciąż pozostaje jego energia na kubkach, sztućcach, płótnie czy ścianach lub ubraniach. Dlatego te rzeczy w pierwszej kolejności były wyrzucane, by dla pewności dusza po nie nie wróciła. Lektura tym bardziej wspaniała, że postaciami są zabawne staruszki, które dodają uroku i tajemniczości ze względu na to, co same przeszły, o ile opowiadają prawdę. A człowiek ma to do siebie, że im bardziej ktoś mu relacjonuje dziwne rzeczy, tym bardziej nie wierzy, więc prawda nawet usłyszana staje się wciąż bezpieczna:-)
Przyznam się wam, że czasami trudno jest ocenić książkę, która jest tomem pierwszym, gdyż często bywa, że jest on przegadany, a dopiero kolejne ujawniają się w pełnej krasie zaciekawienia. To nie są książki słabe, tylko każdy z nas w zależności czy jest wolniejszy w swoich uczuciach czy szybki i nagminny, tak będzie jak z cech usposobienia opisywał wydarzenia z historii, którą stworzył. Tutaj ewidentnie mamy wolniejszy rozwój spraw. Zerknęłam na końcu na opis i miałam wrażenie, że niezupełnie znalazłam to, co było tam napisane. Z opisu była Kamila, a w treści Camilla...
Opowieść rozwija się w dłuższym stopniu. Wpierw widzimy młodą dziewczynę, która jest zła na rzeczy, które jej nie wychodzą. Nosi w sercu jakiś dziwny ciężar, który momentami przekłada na swoją przyjaciółkę. Ona często musi ją pocieszać, jakby uczuć wytrwałości i cierpliwości. Wciąż mamy podkreślane jak bardzo Camilla jest zagubiona i jak wciąż ma wrażenie, że nie jest z tego miejsca. Początkowo sądziłam, że chodziło o usposobienie jej wnętrza, jednak później okazało się, że przypominają jej się jakieś dziwne rozmowy, które sugerują, że żyła gdzieś indziej. W niedługim czasie wychodzi na to, że jako dziecko została porwana i jej prawdziwe życie jako księżniczki przeszło na zwyczajne, takie ludzkie. Jednak aby dopełnić to, co zostało jej odebrane musi powrócić do swojego królestwa. Czy jesteście ciekawi jak tego dokona? Czy znajdzie tam kogoś na kogo będzie mogła liczyć?
Opowieść sama w sobie jest ciekawa, tylko zbyt długo utrzymywana jest dramaturgia emocji. W chwilach radości zamiast szczęścia bywały stonowane uczucia i miałam wrażenie, że nic oprócz wnętrza czerni tam nie spotkam. Nawet jak już była wspierana przez kogoś, kto się nią opiekował, to i tak czuła, że na to nie zasługuje. Z punktu widzenia laika czułam jakby depresja kroczyła za postacią zawsze obok gotowa pogłębić jej nastrój. Koniec również nie jest pozytywny, tak różny od nastawienia samej autorki. Ona sama zachęca nas do sięgnięcia po tom drugi z obietnicą wszelkiego rozszerzenia wydarzeń. Jestem więc ciekawa, czy dotrzyma słowa:-)
Wydanie książki jest nieco mniejsze, a druk większy. Niby dobrze się ją czyta, tylko za dużo tego smutku jak dla mnie.
Witam, dziś mam dla was recenzję książki „W raju kwitną jabłonie” ❤️ Autorki Eweliny Miśkiewicz ❤️ Wydawnictwo Videograf ❤️
„Wszyscy mamy jakiś raj, który utraciliśmy i za którym tęsknimy”.
Autorka bardzo fajnie pokazuje nam dwa różne światy, gdzie jeden to teraźniejszość. Nasza bohaterka dowiaduje się, że zachorowała na ciężką chorobę, lecz podejmuje decyzję, by nie poddać się leczeniu. Zapewne zapytacie się dlaczego? Ja już wiem 😍😁.
Drugi świat to przeszłość. Rozalia zabiera nas w swój świat, pokazując, jaką drogę musiała przejść, by znajdować się w tym miejscu, w którym jest teraz i podejmować takie, a nie inne decyzje.
Jesteśmy świadkami roku 1945, gdzie wojna pokazała swoje dramatyczne skutki. Ludzie z miejscowości Machów z powrotem próbują ułożyć sobie życie po tych wszystkich wydarzeniach. Rodzice naszej bohaterki próbują zacząć wszystko od nowa właśnie w tej małej miejscowości. Wiadomo, że ludzie, którzy przeżyli wojnę i te wszystkie straszne rzeczy, z którymi musieli żyć, chcieli po prostu spokoju, swojego małego kąta, by móc w końcu poczuć się bezpiecznie.
Czy ciekawiło was kiedyś, skąd biorą się złe rzeczy, które nam się przytrafiają? Czy są nam gdzieś zapisane? Czy dzieją się wtedy, kiedy podejmujemy złe decyzje? Jak myślicie? Nasza bohaterka do samego końca zadawała sobie właśnie to pytanie...
Mamy tutaj pokazane, jak zaczęło się odkrycie złóż siarki pod Tarnobrzegiem. Właśnie to pokazuje naszym bohaterom, że czekają ich kolejne tragedie i kolejne trudne doświadczenia. Ciężko było czytać o ludzkiej krzywdzie, o tym, co przeżywali ci ludzie, zdając sobie sprawę, że znowu muszą uciekać i zostawiać za sobą wszystko, co udało im się stworzyć.
To jednak nie koniec tragedii, jakie spotykają tę rodzinę. Z pokolenia na pokolenie wydawać by się mogło, że jest tylko coraz gorzej. Los nie oszczędza naszych bohaterów i pokazuje, jak bardzo przeszłość może mieć wpływ na kolejne pokolenia.
Ta historia pokazuje nam, że czasami nosimy w sobie ogromny bagaż doświadczeń, o którym nie zawsze potrafimy mówić. Pokazuje również, że pewne wydarzenia zostają z nami na zawsze, nawet jeśli minęło wiele lat.
„W raju kwitną jabłonie” to historia pełna bólu, trudnych wyborów, rodzinnych tajemnic i wydarzeń, które niejednokrotnie łamią serce. ❤️ Momentami było mi naprawdę ciężko czytać o tym, co spotykało bohaterów, ale jednocześnie chciałam wiedzieć, jak potoczą się ich losy.
To książka, która skłania do przemyśleń i pokazuje, że nigdy nie wiemy, jakie historie kryją się za ludźmi, których spotykamy na swojej drodze. A czasami, żeby zrozumieć teraźniejszość, musimy najpierw poznać przeszłość. ❤️
Jeżeli lubicie historie rodzinne, pełne emocji, trudnych wyborów, tajemnic i wydarzeń, które zostają w głowie na długo, to myślę, że warto sięgnąć po tę książkę. ❤️📖
Nie każda książka daje się łatwo opowiedzieć. Są historie, które zamiast prowadzić nas prostą drogą od początku do końca, każą się zatrzymać, przyjrzeć im bliżej i samemu zdecydować, co właściwie chcą nam powiedzieć. „Czuwanie” George’a Saundersa zdecydowanie należy do tej grupy.
Głównym bohaterem jest K.J. Boone – potężny, bogaty i przez lata przyzwyczajony do tego, że wiele rzeczy może mieć pod kontrolą. Teraz jednak leży w swojej luksusowej rezydencji i czeka na śmierć. Właśnie wtedy pojawia się Jill Blaine – młoda kobieta, która sama już nie żyje i której zadaniem jest towarzyszenie umierającym w ostatnich chwilach. Ma pomóc Boone’owi przejść na drugą stronę, ale szybko okazuje się, że jej obecność nie będzie jedynie spokojnym czuwaniem przy łóżku.
Jill jest zdecydowanie jedną z najciekawszych postaci tej historii. Sama ma za sobą niedokończone sprawy i własną przeszłość, dlatego jej spotkanie z Boone’em staje się czymś więcej niż tylko kolejnym „zadaniem”. Z czasem coraz mocniej zaczynamy poznawać zarówno ją, jak i człowieka, któremu ma towarzyszyć. Boone natomiast jest bohaterem trudnym. Niełatwo go polubić, a jego życie zmusza do zadania pytania, czy sukces i ogromna władza rzeczywiście mają jakąkolwiek wartość, kiedy przychodzi moment, w którym nie możemy już niczego zmienić.
Akcja rozgrywa się przede wszystkim podczas ostatniego wieczoru życia Boone’a, ale Saunders bardzo swobodnie przekracza granicę między teraźniejszością, wspomnieniami i światem zmarłych. Mamy luksusową rezydencję, ale także przestrzeń niemal pozaziemską, w której pojawiają się duchy i postacie związane z przeszłością. To właśnie sprawia, że „Czuwanie” ma bardzo specyficzny, momentami senny i niepokojący klimat. Nie jest to realistyczna opowieść o umieraniu, ale raczej literacka wizja tego, co może wydarzyć się na granicy życia i śmierci.
I chyba właśnie z tym elementem miałam największą trudność. Początkowo potrzebowałam czasu, żeby odnaleźć się w świecie stworzonym przez Saundersa. Nie wszystko jest tutaj oczywiste, a autor nie prowadzi czytelnika za rękę. Trzeba zaakceptować pewną dziwność tej historii, jej groteskę i momentami absurdalne rozwiązania. Kiedy już pozwoliłam sobie wejść w ten świat bez oczekiwania, że wszystko będzie logiczne i realistyczne, zaczęłam dostrzegać w nim znacznie więcej.
Bo pod tą dziwną, momentami wręcz szaloną warstwą kryje się bardzo poważna opowieść o życiu i jego konsekwencjach. O tym, co zostawiamy po sobie. O decyzjach, których nie można już cofnąć. O winie i odpowiedzialności. O tym, czy człowiek u kresu życia potrafi naprawdę spojrzeć na siebie bez usprawiedliwień.
Emocji jest tutaj sporo, choć nie są one podane w prosty sposób. Pojawia się niepokój, smutek, niedowierzanie, czasem nawet rozbawienie wynikające z absurdu niektórych scen. Jest też poczucie ciężaru, kiedy zaczynamy uświadamiać sobie, że dla Boone’a naprawdę kończy się czas. Najbardziej zostało ze mną jednak poczucie refleksji – takie ciche pytanie, które pojawia się gdzieś z tyłu głowy: co zobaczyłabym, gdybym musiała spojrzeć na całe swoje życie tuż przed jego końcem?
Styl George’a Saundersa jest bardzo charakterystyczny. Autor nie boi się eksperymentować, miesza groteskę z powagą, realizm z fantastyką i filozoficzną refleksję z absurdem. Język potrafi być jednocześnie obrazowy, zaskakujący i bardzo precyzyjny. Widać tutaj ogromną literacką świadomość, ale też pewną swobodę w łamaniu przyzwyczajeń czytelnika. „Czuwanie” jest przy tym stosunkowo krótką powieścią – polskie wydanie liczy 304 strony – ale zdecydowanie nie jest lekturą, którą pochłania się bez zatrzymania.
To literatura piękna dla czytelników, którzy lubią książki nieoczywiste, wymagające i zostawiające przestrzeń do własnej interpretacji. Jeśli ktoś szuka prostej historii o śmierci, przemianie i odkupieniu, może poczuć się tutaj zagubiony. Jeśli natomiast lubicie literaturę, która trochę Was niepokoi, trochę zaskakuje, a przede wszystkim zmusza do myślenia – „Czuwanie” może być bardzo ciekawym doświadczeniem.
Nie jest to książka, którą oceniłabym wyłącznie przez pryzmat tego, czy „dobrze się ją czytało”. Momentami wymaga cierpliwości i zgody na to, że nie wszystko zostanie podane wprost. Ale właśnie dzięki temu po odłożeniu jej na bok zostaje sporo pytań.
„Czuwanie” to dziwna, momentami groteskowa, ale przede wszystkim refleksyjna opowieść o śmierci, życiu, winie i tym, co po sobie zostawiamy. Nie jest lekturą dla każdego, ale jeśli lubicie literaturę, która wychodzi poza utarte schematy i zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony, zdecydowanie warto dać jej szansę.
Kontynuacja mega ciekawego wątku i niejednoznaczni bohaterowie. Ta seria zdecydowanie należy do moich ulubionych. Pokazuje superbohaterów z innej strony, dostajemy tutaj rozterki, które nie są tylko łatwe i kolorowe, ale stanowią trudny orzech do zgryzienia.
Będąc nastolatką przeczytałam tą książkę przynajmniej ze dwa razy, potem jeszcze raz po angielsku, a teraz przypomniałam ją sobie w wersji audio. Uwaga, to ważne - pomimo upływu czasu, „Miasto kości” wciąż jest tak fenomenalne jak za pierwszym czytaniem. Co tutaj znajdziemy? Niesamowity fantastyczny świat, w którym chciałoby się żyć, niebanalną i angażującą fabułę, zbuntowanych wojowniczych nastolatków ryzykujących zdrowie w potyczkach z demonami i swoimi uczuciami, niegłupią główną bohaterkę, zabawnego przyjaciela i skradającego serce łobuza. O takich przygodach fantazjowałam, takie rozterki mnie porywały. Dobrze sobie przypomnieć, że na rynku istnieje także literatura młodzieżowa z interesującymi historia, a nie wyłącznie z nastawieniem na jedno.