„Moc wartości. Przywództwo w świecie zmian” autorstwa Anna Rulkiewicz to książka, która wymyka się klasycznym ramom poradnika biznesowego – bardziej niż o „zarządzaniu” jest o człowieku i drodze, jaką przechodzi, stając się liderem. Nie znajdziemy tu typowej fabuły, ale spójną, bardzo osobistą opowieść opartą na doświadczeniach autorki, która przez lata budowała swoją pozycję w świecie biznesu. To historia o dojrzewaniu, podejmowaniu trudnych decyzji i szukaniu sensu w pracy oraz życiu.
„Bohaterką” tej książki jest sama autorka, ale także ludzie, których spotykała na swojej drodze – współpracownicy, zespoły, liderzy. To dzięki nim książka nabiera życia, bo pokazuje realne sytuacje, wyzwania i momenty zwątpienia. Nie ma tu idealnego obrazu przywództwa – jest za to szczerość, przyznanie się do błędów i refleksja nad tym, co naprawdę ma znaczenie.
Emocje w tej książce są spokojniejsze, ale bardzo autentyczne. Pojawia się niepewność, odpowiedzialność, czasem zmęczenie, ale też ogromna potrzeba sensu, równowagi i budowania czegoś wartościowego. To nie jest motywacyjny „krzyk”, tylko raczej cicha, dojrzała rozmowa o tym, jak być liderem i jednocześnie pozostać sobą.
Najważniejszym tematem jest przywództwo oparte na wartościach – empatii, pokorze, odwadze i odpowiedzialności. Autorka pokazuje, że prawdziwa siła lidera nie wynika ze stanowiska, ale z relacji z ludźmi i umiejętności tworzenia przestrzeni do rozwoju dla innych. Ważnym motywem jest też równowaga między życiem zawodowym a prywatnym oraz ciągłe uczenie się i zmiana jako nieodłączny element współczesnego świata.
Styl Anny Rulkiewicz jest bardzo naturalny, spokojny i refleksyjny. Czyta się tę książkę jak rozmowę z kimś doświadczonym, kto nie narzuca gotowych rozwiązań, ale dzieli się swoją drogą i zostawia przestrzeń do własnych przemyśleń. To literatura biznesowa, ale w bardzo ludzkim, przystępnym wydaniu.
To tytuł dla liderów, menedżerów, ale też dla każdego, kto zastanawia się nad swoją ścieżką zawodową i tym, co w pracy naprawdę jest ważne. Sprawdzi się szczególnie u osób, które mają dość sztywnych poradników i szukają czegoś bardziej autentycznego.
To książka, która nie daje prostych odpowiedzi, ale zostawia z ważnymi pytaniami i refleksją. Pokazuje, że przywództwo to nie rola do odegrania, ale proces, który wymaga uważności i odwagi. Jeśli szukasz czegoś spokojnego, mądrego i prawdziwego – zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
„Sekrety Abigail” autorstwa Urszula Gajdowska, drugi tom serii „Dziedziczki zamku Caly”, to książka, na którą czekałam z ogromną ciekawością – i jak zwykle w przypadku tej autorki, absolutnie się nie zawiodłam. Uwielbiam jej powieści za klimat, emocje i sposób prowadzenia historii, a jej styl pisania po prostu bardzo mi odpowiada – jest lekki, wciągający i jednocześnie pełen subtelnych emocji.
Tym razem poznajemy bliżej historię Abigail – bohaterki, która skrywa własne tajemnice i musi zmierzyć się z przeszłością oraz uczuciami, których nie da się tak łatwo zignorować. Fabuła rozwija się spokojnie, ale z wyczuwalnym napięciem, odkrywając kolejne sekrety i prowadząc czytelnika przez świat pełen niedopowiedzeń, rodzinnych historii i relacji, które nie zawsze są tak proste, jak mogłoby się wydawać.
Abigail to postać bardzo autentyczna – silna, ale jednocześnie wrażliwa i momentami zagubiona. To bohaterka, którą łatwo polubić i której los naprawdę zaczyna obchodzić. Obok niej pojawiają się inni bohaterowie, którzy wnoszą do historii różne emocje i dynamikę – są relacje, które budzą ciepło, ale też takie, które wprowadzają napięcie i niepewność.
Książka jest bardzo emocjonalna – pojawia się tęsknota, niepewność, momenty wzruszenia, ale też nadzieja i delikatne uczucie, które rozwija się między bohaterami. To historia, która nie pędzi, tylko pozwala się zatrzymać i poczuć wszystko razem z postaciami.
Autorka porusza tematy tajemnic rodzinnych, przeszłości, która wraca w najmniej oczekiwanym momencie, oraz poszukiwania własnej drogi i miejsca w życiu. Ważnym motywem jest też miłość – nie tylko romantyczna, ale też ta związana z relacjami, zaufaniem i budowaniem bliskości.
Styl Urszuli Gajdowskiej to zdecydowanie jej ogromna siła – pisze lekko, naturalnie, ale jednocześnie bardzo obrazowo. Jej książki czyta się z przyjemnością, bo wszystko płynie, a emocje są wyważone i prawdziwe. To literatura obyczajowa z nutą romantyczną i tajemnicą w tle, idealna na spokojny wieczór.
„Sekrety Abigail” to świetna propozycja dla osób, które lubią klimatyczne historie, rodzinne sekrety i powieści, w których liczą się emocje oraz relacje między bohaterami. Szczególnie przypadnie do gustu tym, którzy znają już twórczość autorki – ale też spokojnie może być początkiem przygody z jej książkami.
To historia, która wciąga, otula i zostaje w głowie na dłużej. Jeśli lubisz książki, przy których można się zatrzymać i po prostu poczuć tę opowieść – zdecydowanie warto sięgnąć.
„Szkatułka sekretów” Alicja Filipowska to powieść, która zachwyca od pierwszych stron i pozostawia czytelnika z mieszanką emocji – od wzruszenia po napięcie i refleksję nad życiem. Autorka po raz kolejny udowadnia, że ma niezwykły talent do tworzenia historii pełnych ludzkich uczuć, subtelnych niuansów emocjonalnych i autentycznych bohaterów.
Akcja książki toczy się w latach sześćdziesiątych na lubelskiej wsi i skupia się na Sławie Tucholskiej, młodej kobiecie, która wierzyła, że udało jej się zbudować swoje szczęście i niezależność w trudnej PRL-owskiej rzeczywistości. Sława ma kochającego narzeczonego, talent wokalny i poczucie kontroli nad własnym życiem, jednak jedno dramatyczne wydarzenie – utrata miłości i poczucia bezpieczeństwa – burzy wszystko, co uważała za pewne. Złamana i zagubiona, zaszywa się w zielonym domu, który odziedziczyła po tajemniczej krewniej, nigdy wcześniej jej nie poznanej. Tam w jej ręce trafia szkatułka cioci Aleksandry, a los splata się z chłopcem mieszkającym w stodole – ich wspólna droga staje się pretekstem do odbudowy życia, odkrywania sensu i odpowiedzialności za innych.
Filipowska w wyjątkowy sposób przedstawia codzienne życie w prowincjonalnej wsi – jej realia, ograniczenia społeczne i hierarchie, które determinują losy zwykłych ludzi. To świat, w którym każdy gest, każda decyzja ma znaczenie, a siła relacji międzyludzkich potrafi odmienić bieg wydarzeń. W książce poruszane są uniwersalne tematy: radzenie sobie ze stratą, odnajdywanie własnej wartości, odpowiedzialność za siebie i innych, a także znaczenie odwagi i empatii w codziennym życiu. Motyw tajemnicy i rodzinnego dziedzictwa nadaje powieści subtelny rys suspensu i zagadki, dzięki czemu opowieść wciąga i trzyma w napięciu aż do ostatnich stron.
Styl Alicji Filipowskiej jest lekki, a jednocześnie niezwykle precyzyjny – autorka mistrzowsko operuje detalem, klimatem i rytmem narracji. Dzięki temu czytelnik w pełni wchodzi w świat bohaterów, czuje atmosferę lat sześćdziesiątych, a codzienne troski i radości Sławy stają się niemal namacalne. Powieść łączy w sobie elementy literatury obyczajowej z subtelnym wątkiem historycznym i rodzinnym, a także delikatnym romansem, dzięki czemu jest atrakcyjna zarówno dla miłośników literatury historycznej, jak i tych, którzy cenią ciepłe, wzruszające historie o ludziach.
„Szkatułka sekretów” to książka dla każdego, kto lubi historie o sile człowieczeństwa, znaczeniu empatii i odwagi w obliczu trudności, a także o tym, że szczęście można odnaleźć w drobnych gestach i relacjach. To lektura, która nie tylko wciąga, ale i skłania do refleksji nad własnym życiem, decyzjami i wartościami. Polecam ją szczególnie czytelnikom ceniącym autentyczne emocje, bohaterów z krwi i kości oraz historie, które zostają w pamięci długo po odłożeniu książki.
Ja sama jak byłam młoda, to interesowałam się wszelkimi sekretami rodzinnymi, więc wcale mnie nie zaskakiwało, kiedy młoda postać z książki również pragnęła odkryć swoje. Tym bardziej, że przez długi czas wierzyła w prawdę, która niewiele miała z nią wspólnego. Wszelkie osobistości, które tutaj się pokazują są jak pokerowe twarze. Nigdy nie wiedziałam czym mnie zaskoczą i co powiedzą, gdyż nawet jak już jeden puzel odkryliśmy, to on sam odkrywał motyw rosyjskich laleczek. Jedna główna, odkrywała mniejszą, a ona kolejną i jeszcze głębszą, aż w końcu na tyle niespodziewaną, że reszta zaczynała tracić swoje znaczenie. Najbardziej ciekawił mnie motyw młodych kiedyś dziewcząt, które postanowiły wszystkie zajść w ciążę. Czas obecny dotyczy niższego pokolenia, gdzie jedna z dziewcząt próbuje rozwikłać tą zagadkę. Nagle jej ojciec okazuje się być kimś zupełnie innym. Aby zajrzeć do przeszłości postanawia działać na podobnych zasadach co kiedyś. Wplata się w tłum osób, które mogą uchylić jej rąbka tajemnicy, a tym samym przybliżyć do poczynań kobiet z paktu. Czy aby jednak będzie to takie proste? Czy każdy pragnie, by jego przeszłość została wyłożona na światło dzienne?
Czytając tą opowieść, a jest to tom drugi, a ja pierwszego nie czytałam, wciąż miałam w głowie przysłowie ,,Gdy chcesz wkroczyć między wrony, musisz krakać tak jak one". Wiele razy słyszałam to z ust mojej babci, która w dobrej intencji chciała abym wtopiła się w tłumy koleżanek, podczas gdy nigdy nie był to mój zamiar. Nie chciałam być tak jak wszyscy, tylko znaleźć kogoś, kto był taki jak ja. Oczywiście boleśnie się przekonałam, że na poziomie kilkunastoletnim, nikogo takiego nie było. Tutaj bohaterka też nie chce zdawać się na los, tylko postanawia działać tak, by dojść do upragnionego celu. Być może właśnie dlatego potrafiłam się z nią zbratać i klaskać, bądź grozić palcem w głowie, kiedy nie robiła tego, co mogła. Pakt ciążowy zawarty przez nastolatki od początku do końca siedział mi w głowie, gdyż musiał być powód, że do niego doszło. A może sami chcecie poznać jaki?
Podoba mi się inteligentny język i mądre przemyślenia, choćby ukierunkowane na nastoletni wiek. Czasami właśnie to nie wiosny, które przeżyliśmy pokazują ile mamy w głowie, ale to, ile z czasu wynieśliśmy:-)
Aż szkoda, że nie znam wcześniejszych tomów, tylko wkroczyłam w niego od piątki, bo każde słowo i gest sugerują, że było coś wcześniej bardzo znaczącego dla lektury. Jednak pomijając to, czego nie wiem, skupiam się na tym, co zauważam. Pierwsza rzecz jaka weszła mi w oko to upór kobiet przed tymi, którym się wydaje, że skoro wielki majątek mają, to każda kobieta powinna im służyć lub co gorsza, obdarowywać ich wdziękami. Na szczęście to mądre postacie, więc opierają się prawdą rzucaną w oczy, by męskość przegrywała z inteligencją. Drugą sprawą były plotki rozsiewane lotem błyskawicy, które miały swoich sojuszników, ale i przeciwników, by zanim słowo się szepnie, z pierwszej ręki mieć wieści, a nie obwieszczać, co słowo plecione po słowie od dawna krążyło. Kolejną ciekawością było to, że ta sama rzecz w dłoniach bogatych za duże pieniądze sprzedawana była, a w dłoniach ubogich, małej żądano kwoty. Dało mi to do myślenia, że wartość miała nie sama rzecz, ale sposób bycia i umiejętne określenie wartości pieniądza, jaką się wyznawało. Albo nic nie dawało bogactwo i posagi, kiedy choroba wkraczała do domu człowieka. Zwłaszcza, kiedy słyszało się w jak złym stanie się leży, a znikąd dobrych myśli i słów nie było. Taką ciekawostką dla mnie było proste myślenie zwyczajnych ludzi, którzy choć nie wykształceni, potrafili prawdą kogoś doprowadzić do porządku. Bo przy prawdzie u ubogich, bogactwo nie działało, bo szacunek do siebie mieli, a nie do kwoty na koncie przybyłego bez zaproszenia. Zioła w tej pozycji szanowano i wiedziano, że każda choroba przez zanieczyszczenia jest spowodowana, a nie wirusy czy wymyślne opinie. Tym chyba najmocniej skradła moje serce, bo sama wierzę, że zioła od Boga pochodzą, więc silniejszych od nich nie ma:-) Władza, pieniądze, miłość i ziołolecznictwo, te kwestie przeplatały się pośród chamstwa, łgarstwa i nieczystych zamiarów. Które z nich wygrało? Czy na miłość zawsze było odpowiednie lekarstwo?
Przyznaję, że lektura naprawdę niesamowita, jedynie język taki słowiański momentami opóźniał dla mnie treść. Nie sugerujcie się tym, ponieważ gdzie ktoś widzi drzazgi, ktoś inny zauważa materiał na ciepło:-) Nie mniej jednak postacie mają wiele wartości oraz pokazują dobre i złe charaktery. Mniejszą połowę stanowią dialogi, które podkreślały uczucia postaci oraz ich gesty. Z pewnością można się wciągnąć, tylko czytając od środka potrzeba na to czasu. Jakby jednak na nią nie spojrzeć, jest warta polecenia:-)
Zaczyna się niewinnie — od ciekawości. Od spojrzenia na czyjeś życie z dystansu, z tej bezpiecznej pozycji „to tylko historia”. Ale są takie książki, które bardzo szybko przestają być cudze. „Rodzinne tajemnice” to właśnie jedna z nich — powieść, która najpierw zaprasza do środka, a potem zamyka drzwi i zostawia czytelnika z pytaniami, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
To opowieść o rodzinie, ale nie w tym ciepłym, oswojonym znaczeniu. Raczej o rodzinie jako przestrzeni niedopowiedzeń, przemilczeń i emocji, które nie miały gdzie się podziać — więc przetrwały. U Szymańskiej tajemnica nie jest czymś spektakularnym. Nie wybucha. Ona trwa. Jest obecna w drobnych gestach, w tym, czego się nie mówi przy stole, w napięciach, które trudno nazwać.
Najważniejsza w tej historii jest jednak wnuczka — bo to ona nadaje tej opowieści sens. To przez jej spojrzenie wchodzimy w przeszłość, to jej niepokój prowadzi nas przez kolejne warstwy historii. Nie dostaje wszystkiego od razu. Musi składać fragmenty, domyślać się, czasem zgadywać. I właśnie w tym procesie jest coś niezwykle prawdziwego. Wnuczka staje się mostem między tym, co dawne, a tym, co można nazwać, co można zrozumieć. To jej pytania i próby interpretacji wprowadzają ruch w historię, która bez niej byłaby jedynie statycznym portretem milczenia.
Centralną postacią pozostaje Dolores — kobieta naznaczona cierpieniem, uwikłana w swoje życie i swoje wybory, ale jednocześnie pełna czułości i siły. Jej historia odsłania się powoli, bez dramatycznych gestów, ale z ciężarem, który trudno zignorować. I znów — to nie sama historia jest tu najważniejsza, ale to, jak jest odkrywana. Jak zmienia się w oczach wnuczki. Jak z obcej staje się osobista.
Ta książka pokazuje też, że emocje nie znikają tylko dlatego, że nie zostały nazwane. Przechodzą dalej — w kolejnych pokoleniach, w różnych życiach, czasem w milczeniu, czasem w nieoczekiwanych gestach. I że dopóki nie zaczniemy zadawać pytań, nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, co naprawdę dziedziczymy.
Styl Szymańskiej jest spokojny, nienachalny. Nie narzuca interpretacji, tylko zostawia przestrzeń dla własnych refleksji czytelnika. Dzięki temu historia wnuczki i jej babci nie jest tylko literackim doświadczeniem, lecz osobistym zetknięciem się z tym, co w rodzinie najtrudniejsze do wypowiedzenia.
„Rodzinne tajemnice” nie daje ukojenia. Ale daje coś innego — rozpoznanie. Że historie rodzinne są wszędzie, że każdy z nas w pewnym sensie dziedziczy emocje, wybory i milczenia przodków. I że każdy z nas musi kiedyś zdecydować, czy je tylko przyjmie, czy spróbuje zrozumieć.
A kiedy już zaczniemy, nie da się tego zatrzymać. I może w tym tkwi ich najcichsza, a jednocześnie najważniejsza wartość: w gotowości, by nazwać to, co przez lata było niewypowiedziane.
Zima, lata 1976 i 1998- to dość odległe czasy, zwłaszcza dla młodego pokolenia. Co więc takiego się wydarzyło, że Hanna S.-Białys używa naprzemiennie właśnie tych, a nie innych ram czasowych? W przypadku mieszanki gatunkowej, jaką jest kryminał/sensacja/thriller, niemal nierozsądne byłoby wyłożenie wszystkich kart, a zatem nie chcę tego robić. Wszystkiego dowiemy się w swoim czasie. Ale do rzeczy.
Hanna S.-Białys świetnie odnajduje się w roli pisarki i nie świadczy o tym tylko to, że „Mary miasta” to już piąty tom z komisarzem Markiem Bondysem na czele. Z noty autorskiej możemy dowiedzieć się, że pisarka to też laureatka konkursu na opowiadania kryminalne, uczestniczka licznych warsztatów pisarskich oraz absolwentka dwóch kursów o melancholijnie brzmiącej nazwie MASZYNA DO PISANIA. Warto wiedzieć, że kurs kreatywnego pisania może pomóc każdemu- jak widać, Hanna S. Białys zrozumiała, czym jest proces twórczy, nauczyła się rzemiosła pisarskiego, konstruowania fabuły czy kreowania bohaterów.
Jeśli dodatkowo otrzymuje się gratulacje np. od Roberta Małeckiego czy Macieja Siembiedy, czyli od pisarzy z tak zwanej górnej półki, to już chyba nic nie trzeba dodawać, prawda? Może jedynie to, że słowa uznania od tak znanych ludzi pióra to żadne blurby marketingowe, które mają zebrać jak największą liczbę klientów, bo nawet nie czytelników. W przypadku Hanny S.-Białys są to realne pochwały- kto czytał jej poprzednie teksty, dobrze zdaje sobie z tego sprawę.
Sama chętnie czytam powieści napisane przez Hannę S.-Białys- robię to bez żadnego przymusu czy skrępowania. Z doświadczenia wiem, już, że lekko i słodko nie będzie, ale dla mnie to akurat zaleta, a nie wada. Autorka pokazuje nam, że do zabójstwa może dojść tak naprawdę zawsze i wszędzie. Jeśli jednaka ściśle chodzi o cykl pt. KOMISARZ BONDYS, to warto zastanowić się, czy wszystkie części należy czytać chronologicznie. Jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że nie jest to warunek konieczny, jednak tom piąty wymaga dość sporej znajomości głównej postaci. Każdy z pięciu tomów ukazuje komisarza Bondysa jako człowieka z bardzo kiepską, smutną przeszłością. Bolesne przeżycia dotyczą zarówno pracy, jak i życia osobistego. Na dodatek, jest to nałogowy palacz, mizofon, ale też fan pływania czy układania puzzli. Wspomniane hobby bardzo pasuje do postawy Marka Bondysa. Przecież każde śledztwo składa się z wielu różnych elementów, które, w jak najszybszym czasie, należy sensownie ułożyć i wyeliminować niepotrzebne części. Nie można mu też odmówić miłości do zwierząt- jego pies Kodeks nie może narzekać na formę opieki. Jak jednak wiemy, ludzie kochają nosić maski, więc co takiego znajduje się pod twardą, wręcz oschłą skorupą policjanta? Warto się tego dowiedzieć, tym bardziej, że „Mary miasta” są niemal całkowicie poświęcone jego osobie, a bardziej jego przeszłości. Jak wspomniała pisarka, „puzzle stanowiły nie tylko jego hobby, ale także doskonałą i wygodną ucieczkę od problemów.” Jak się jednak okazuje, od wielu spraw uciec się po prostu nie da i nieważne, ile mija czasu…
Książka ta też mówi o odwiecznej prawdzie- dobro wabi zło, a świat zbudowany jest na przeciwieństwach, które przecież kochają się przyciągać. Dlaczego o tym wspominam? Poza bardzo nieoczywistą przeszłością komisarza Bondysa mamy tu inną zbrodnię, która wymaga użycia właśnie tego, a nie innego hasła. O kim mowa i co się wydarzyło? Tego nie zdradzę, ale jedno jest pewne- zwłaszcza w dzisiejszych czasach trzeba być czujnym, uważać na siebie, bo przecież życie ma się tylko jedno.
Dawne problemy legendy Bydgoskiej komendy nie mają tym razem miejsca tylko w ukochanej przez bohatera rodzinnej Bydgoszczy. Autorka pokusiła się o maksymalną tajemniczość i dlatego wiemy, że wszystkie mocne wydarzenia dzieją się w… Mieście. Niektórzy czytelnicy mogą poczuć się zawiedzeni, ale ja widzę to inaczej- przewinienia sprzed lat mogły wydarzyć się wszędzie, w każdym miejscu w Polsce. A dlaczego Marek Bondys od nich uciekał i nigdy nie zwierzył się nawet zaufanej grupce przyjaciół? No i najważniejsze- dlaczego już same sny komisarza są zawsze brudne, nawołujące do krzyku? Ważne jest tu zdanie pisarki: „Czy koszmary to najczarniejsze sekrety, lęki, wyrzuty sumienia i bóle, które próbujemy wepchnąć w zapomnienie, a one i tak prędzej czy później przypominają o sobie?” Jest to temat, który warto poddać indywidualnym refleksjom.
„Mary miasta” to też bardzo solidna podróż w przeszłość polityczną, gdzie zupełnie inaczej działały organy ścigania. Czy ktoś wówczas miał cokolwiek do powiedzenia? Z całą pewnością nie- byliśmy tylko pionkami w bardzo niebezpiecznej grze. Po lekturze zadaję sobie jeszcze więcej pytań, ale najbardziej nurtuje mnie jedno. Czy kara śmierci jest nieetyczna? Czy powinna zostać przywrócona? Zawsze był to temat sporny, a choć ja od dawna miałam wyrobioną opinię, autorka skutecznie zmieniła moje nastawienie.
Zastanawiający początek, coraz bardziej fascynujące rozwinięcie oraz wymyślny koniec. Tak mogę podsumować wszystkie rozdziały najnowszej powieści Hanny S.-Białys. Odbiorcy na pewno zrozumieją, że nigdy nie można nikogo pochopnie oceniać- coś co wydaje się wręcz obrzydliwe, może przybrać zupełnie inne znaczenie.
Świt przyjdzie jak zawsze – nie dlatego, że ktoś sobie tak zażyczył, tylko dlatego, że świat trwa i trzyma się własnych reguł, czy tego chcesz, czy nie.
Czasem definicja szczęścia chodzi na czterech łapkach.
Serce zawsze chce być kochane niezależnie od tego w kim mieszka.
Bastian i Stella. Wszystko zaczęło się od jednej Wigillii w małym wynajmowanym mieszkanku w którego ścianach mieszkała miłość.
Dwie dusze splecione w jedną , rozumiejące się bez słów , a jednak w tym obrazku brakowało małej iskierki mówiącej mamo i tupotu małych stópek.
Młody mężczyzna, ratownik medyczny z sercem na dłoni przychyliłby nieba ukochanej.
Zna pragnienia jej serca , ponieważ jego są podobne.
Nie mogąc jednak nic poradzić na boskie wyroki kupuje pieska - malutką suczkę rasy Corgi z charakterystycznymi trzema kropeczkami na nosku.
Małżonkowie nazywają ją Bajką. I kochają tak jakby była ich dzieckiem.
Nie mają jednak pojęcia, że jeden wyjazd sprawi ,że ich życie będzie się dzielić na przed I po.
Psina bowiem znika. Na długo. Wędruje po całym kraju przychodząc na chwilkę do tych, którzy jej potrzebują- starszego pana w żałobie po śmierci żony, samotnej wiejskiej zielarki czy niesłyszącej nauczycielki.
I zawsze pomaga dokonać wyboru , choć nie wypowiada ani słowa.
Jej stęsknieni właściciele walczą - o jej odnalezienie, o spłatę nie swoich długów i o czas , bo choroba nie wybiera.
Sekrety wbijają się między nich jak ciernie, lecz płomień uczucia nie przestaje się tlić.
Bajka nie była zwykłym psem. Może nigdy nim nie była.
Pojawiała się tam, gdzie ktoś właśnie tracił nadzieję — i zostawiała po sobie coś więcej niż tylko odciski łap na podłodze. Zostawiała decyzję. Odwagę. Czasem początek.
A Bastian i Stella… uczyli się żyć w świecie, który nagle przestał być przewidywalny.
Bo kiedy tracisz coś, co kochasz jak dziecko — nie wracasz już do tego samego życia. Możesz tylko spróbować zbudować nowe.
On walczył z rzeczywistością, która wymykała się spod kontroli.
Ona walczyła z własnym ciałem i strachem, którego nie dało się już ignorować.
Między nimi pojawiały się niedopowiedzenia, zmęczenie, czasem cisza cięższa niż krzyk.
A jednak… byli. Nadal obok siebie.
Bo prawdziwa miłość nie znika wtedy, gdy robi się trudno — ona wtedy dopiero pokazuje, ile jest warta.
I kiedy wydawało się, że wszystko już się rozpadło — że zostało tylko „po” bez szansy na nowe „przed” — Bajka wraca.
Nie przypadkiem. Nigdy przypadkiem.
Bo niektóre historie nie kończą się wtedy, gdy coś się gubi.
One kończą się wtedy, gdy odnajdujemy sens.
A szczęście?
Nie zawsze wygląda tak, jak sobie je wyobrażaliśmy.
Czasem nie ma małych stópek.
Czasem nie ma odpowiedzi na pytanie „dlaczego”.
Ale czasem…
szczęście przychodzi cicho.
Na czterech łapkach.
I zostaje — w sercu, które mimo wszystko nadal potrafi kochać.
Instagram ksiazki_moja_chwila🌸Dzisiaj przychodzę do Was z książka Beaty Zdziarskiej „Chłopiec z ruin”, która od pierwszych stron mocno mnie poruszyła, ukazując małego chłopca, który właśnie przeżywa koszmar swego krótkiego życia. Początek książki wbił mnie dosłownie w fotel, jest naprawdę mocny. Książka ukazuje wojnę oczami dziecka i kobiety, którzy próbują przeżyć w świecie, który dosłownie się rozpada.
🌸Friedrich to bardzo mądry chłopiec, którego nie da się zapomnieć. Jest wrzucony w sam środek piekła, nie rozumiejący, co się wokół niego dzieje i zmuszony jest do walki o przetrwanie. Widzi spalone miasto, doświadcza tragedii w której traci swóją matkę i nie rozumie dokładnie co się stało. Jego samotna wędrówka przez zniszczony Gdańsk była dla mnie niewyobrażalna. Jak dużo on musiał przeżyć i widzieć, co nie jest dla oczu dziecka? Dobrze na na swojej drodze spotyka Helenę.
Która, to natomiast jest naznaczona ogromną stratą. Mimo własnego bólu, otwiera swoje serce na obce dziecko. W trakcie czytania poznajemy jej wspomnienia o dawnym życiu, o mężu, dziecku, jej codzienność, marzenia. Relacja, jaka rodzi się między nią a Friedrichem, jest pełna ciepła, naturalna i niewymuszona. Widać, że oboje nawzajem dają sobie coś, czego tak bardzo potrzebują czyli poczucie bezpieczeństwa i bliskości. I to najważniejsze pytanie jakie chłopiec zadaje Helenie 🥹.
🌸Autorka idealnie oddała klimat przedwojennego i wojennego Gdańska, od spokoju po zniszczenie w 1945 roku. Historia jest przemyślana i dopracowana, pisarka niczego nie przesładza, wszystko jest surowe i prawdziwe. To sprawia, że historia wydaje się bardzo autentyczna. Przy czytaniu czułam napięcie i niepokój, jakby wszystko działo się tu i teraz. Osobiście nie wyobrażam sobie przeżyć to co bohaterowie.
🌸To bardzo udany pierwszy tom sagi gdańskiej i moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Nie jest łatwa książka, ale zdecydowanie warta przeczytania. Już teraz wiem, że sięgnę po kolejną część.
Gdy szesnastoletnia Jenna Roberts spotyka Ghislaine Maxwell w ośrodku wypoczynkowym Mar-a-Lago na Florydzie, gdzie pracuje jako recepcjonistka, jest już dziewczyną po przejściach. Od dzieciństwa napastowana przez ojca i jego kolegę musiała dorosnąć zdecydowanie za szybko. To właśnie dar Maxwell – wyszukiwanie najbardziej kruchych jednostek do swojego karygodnego procederu.
Jeśli miałby powstać kanon biografii, które ważyłyby dużo dla ludzkości XXI wieku, moim zdaniem „Dziewczyna niczyja” powinna się w nim znaleźć. Książka nie tylko jest poruszająca, bolesna i prawdziwa, ale czyta się ją jak powieść akcji. W pewnych momentach ciężko uwierzyć, że to nie fabuła stuprocentowo zmyślonej historii, a brutalny życiorys Virginii Giuffre.
Jenna opisuje tutaj po raz pierwszy całość swoich traumatycznych przeżyć – od przykrego dzieciństwa i relacji z rodzicami, poprzez wykorzystywanie jej przez Epsteina, Maxwell i wielu, wielu znanych i bogatych tego świata, po wieloletnią batalię sądową ze swoimi oprawcami. Pokazuje to jej oddanie sprawie i trudy, z jakimi musiała się mierzyć, by wymierzyć sprawiedliwość okropnym ludziom. Jak wiemy, na dzień dzisiejszy Epstein nie żyje, a Maxwell siedzi w więzieniu, ale na całym świecie odkrywane są kolejne powiązania twarzy polityki i biznesu z miliarderem.
Jeśli czujecie się na siłach – przeczytajcie. Ta książka z pewnością w jakiś sposób zmienia postrzeganie politycznego porządku i słabości władzy. Myślę, że obok wojen to drugi w kolejności temat, któremu powinniśmy się dziś przyglądać.
Czasem fajerwerki nie wybuchają na zewnątrz. Budzą się w ludzkich sercach dając odwagę do tego by rozpocząć nowy, życiowy rozdział- nawet, jeśli okaże się on bardzo trudny.
Sylwester jest końcem starego roku , czasem podsumowań, ulgi , ale też nadziei i planów.
W dużym mieście ktoś wypuszcza petardy, ktoś inny ogląda koncert w telewizji śmiejąc się z krzykliwego stroju muzyka disco polo.
Kobiety pieką ciasta , mężczyźni otwierają szampana.
Ale czasem.. ten właśnie wieczór staje się szansą na zatrzymanie się. Na refleksję i rozmowę.
Pozwala po prostu być.
Kamil, Kasia, Magda, Eliza , Marta i Rafał. Kilka osób, każda z inną historią , każda czekająca na mały cud.
Chłopak z tak zwanego trudnego domu , handlujący niezbyt legalnymi substancjami , nastolatka stojąca u progu dorosłości podejmująca najważniejszą decyzję.
Wrażliwa dziewczyna troszcząca się o koty , ceniąca ciszę zamiast zgiełku.
Młody pracownik korporacji z pozoru mający wszystko, lecz tkwiący w układzie nie dającym szczęścia.
I kobieta sukcesu- teoretycznie spełniona, praktycznie jednak odczuwająca pustkę i zwyczajnie zagubiona.
Nie chcę zdradzać wzajemnych powiązań, ani detali fabuły, choć zazwyczaj staram się ubrać w słowa treść tego, co przeczytałam.
Nie robię tego jednak przy tej opowieści- nie dlatego, że nie jest warta uwagi - wprost przeciwnie- uważam tylko,że jest to książka z gatunku - to trzeba przeżyć, nie opowiadać jak fakty , jak coś pewnego.
Jak tezę do udowodnienia.
Bo czasem słowa to za mało. Czasem prawda ich nie potrzebuje.
Wystarczy wsłuchać się w głos swojego serca i szept duszy.
Akcja powieści prowadzona jest dwutorowo. Izabela M. Krasińska przenosi nas do okresu sprzed II wojny światowej, samej wojny, jak i ukazuje czasy współczesne. To, co wydarzyło się kiedyś, poznajemy za sprawą tytułowego pamiętnika należącego niegdyś do Elizy Wolskiej. W tym miejscu czytamy o przemianie (zarówno fizycznej, jak i psychicznej), jaką przeszła młoda kobieta. Z naiwnej, wychuchanej panienki zmieniła się w zaradną panią dziedziczkę. Mimo iż jej mąż tyran źle ją traktował, potrafiła zawalczyć o siebie i dwór, który ponownie rozkwitł.
Z kolei czasy współczesne to losy Miry Dobrowolskiej, mieszkającej razem z mamą i babcią. To kobieta po przejściach, która w pracy doświadcza mobbingu. Gdy udaje jej się wyrwać kilka dni urlopu, jedzie do Zakopanego. Po drodze zatrzymuje się w wiejskiej bibliotece, gdzie odbiera rodzinne pamiątki, w tym ocalały pamiętnik. Poznaje też bibliotekarza i pasjonata lokalnej historii Alberta. Między nimi rodzi się uczucie, ale czy będą mogli być razem? Czy przekonanie Miry, że kobiety w jej rodzinie prześladuje fatum to prawda?
Mimo iż historia toczy się spokojnym rytmem, to nie można powiedzieć, żeby była w jakikolwiek sposób nudna. Wręcz przeciwnie, fabuła mocno angażuje w wydarzenia. Byłam bardzo zaintrygowana tym, jakie tajemnice skrywa pamiętnik Wolskiej. Podczas lektury pojawiało się sporo pytań. Czy zawsze dziedziczymy międzypokoleniowe traumy? Czy my sami, nasze doświadczenia i wybory wpływają na przyszłe pokolenia? Czy Mira zawalczy o siebie i własne szczęście?
Jedno jest pewne. Życiowe, wewnętrzne przemiany, jakie zaobserwujemy u bohaterów, są wiarygodne. Wszystko następuje w odpowiednim momencie. Każdy może zdobyć się na podjęcie odważnych, a przede wszystkim samodzielnych decyzji, tak potrzebnych do nowego początku i szczęścia.
Warto także zwrócić uwagę na szeroki przekrój osobowościowy bohaterów. Tu co postać to inny charakter. Spotkamy ludzi dobrych, złych, a nawet podłych. Autorka porusza trudne tematy, jak chociażby mobbing, zdradę, przemoc czy brak wiary w siebie.
Dodatkowym wartością książki okazały są być barwne opisy codzienności w dworze ziemiańskim, dawnych zwyczajów, tradycji, przedmiotów i miejsc. Natomiast dzięki wątkom legend historia nabiera wyjątkowego klimatu.
"Pamiętnik z zapomnianego dworu" to ciepła, refleksyjna powieść o odnajdywaniu i akceptowaniu siebie, przeznaczeniu, miłości przywracającej wiarę w drugiego człowieka, o tym, że na szczęście nigdy nie jest za późno oraz wadze wspomnień. To książka, w której tajemnice z przeszłości i rodzinne sekrety tworzą intrygującą historię, którą bez wątpienia warto przeczytać.
Ta książka jest naprawdę hipnotyzująco napisana, bo nie da się do niej zajrzeć i zostawić. Co prawda nie czytałam poprzednich tomów i czuć było odrobinę, że coś mogło być wcześniej, ale uwierzcie mi, że to, co działo się obecnie w sumie było najważniejsze i zabierało mnóstwo uwagi. Rozdziały są krótsze i dłuższe, nie ma jakiegoś określonego schematu. Przy nich są zdobienia, a wydana jest średnim drukiem, więc cudownie wszystko się ze sobą komponowało. Postacie są bardzo hipnotyzujące, wciąż widzimy, że zachowują się tajemniczo i dzielą się na takich, którzy za znanym nazwiskiem chcą aby świat ich widział i takich, którzy robili co mogli, aby pozostać w ukryciu. Rodzinne więzi były tutaj oparte na jakiejś energii, gdzie drobna intonacja i opis tego w tekście pokazywał, że wiedzą kto kiedy powinien zareagować na słowo, już nawet nie na komendę. To osobowości bardzo pewne siebie, którymi kieruje szacunek jaki od dziecka znają i akceptują. Męska strona jest bardzo porywcza, potrafi momentami wypowiadać się jak dumne dziecko, ale to były takie zagrania, gdzie idealnie komponowały się z tym, co później robili. To, co mnie najbardziej zaskoczyło to zdziwienie, że książka jest napisana od tyłu i w tyle od początku. Każda postać damska i męska opowiada od swojej perspektywy, co było ciekawym i pierwszym takim doświadczeniem. I muszę dodać, że całkiem udanym, bo tym bardziej można określić ją jako wyjątkową.
Po wejściu w treść ujrzałam dwoje bohaterów, którzy są swoimi przeciwnościami. Co on miał pod dostatkiem i chciał aby cały świat o tym wiedział, tak ona pragnęła spokoju i życia z daleka najlepiej od wszystkich ludzi. Złączyło ich pewne niemiłe wydarzenie, które pozwoliło stworzyć siebie na nowo myślę, że każdego z nich. Nie zawsze było prosto, bo każdego coś tam trapiło, ale nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają. Już teraz wiem, że chciałabym wejść w tą serię od początku, bo pomimo znanych motywów ma w sobie coś, co potrafi kształtować światopogląd czytelnika. Dlatego ją polecam:-)
Lubię debiuty. Czarny Staw chyba mogę zaliczyć do takich, ponieważ nie znalazłem w Internecie żadnej innej książki pani Eweliny Sąsary. Zaintrygował mnie sam tytuł (na początku myślałem, że akcja będzie się toczyć w górach), a następnie opis na czwartej stronie okładki:
„Kto raz spojrzy w głąb tego stawu, już nigdy nie będzie taki sam.”
Gdy zobaczyłem, że wydawnictwo wskazało na okładce, że to powieść sensacyjna, od razu zdecydowałem się ją przeczytać. Próbowałem znaleźć więcej informacji o autorce. Na jej Facebooku znalazłem tylko to:
„Cześć, jestem Ewelina. Piszę to, co mi w duszy gra, tworząc historie pełne emocji i wyobraźni.”
Premiera książki odbyła się niedawno, bo 25 lutego, więc lektura jest świeżynką. Zanim jednak zajmiemy się bohaterami, warto pochylić się nad zjawiskową okładką. Ta bije surowością, czernią i chłodem. Widzimy kobietę, która jakby bezwiednie wchodzi do wody, której kolor jest od razu wiadomy. I ta ręka! Jeszcze bardziej czarna, hipnotyzująca i niepokojąca. Dodatkowo nie byłem w stanie, patrząc na okładkę, wywnioskować, o czym tak naprawdę może być lektura. Choć po przeczytaniu mogę dodać, że zbudowała ona klimat i idealnie wpisała się w treść.
Jak napisać recenzję, by nie zdradzać za dużo, żeby czytelnik mógł sam wyrazić swoją opinię? Wiadomo, mamy opis na okładce. Wiemy, że główną bohaterką powieści jest Natalia, młoda kobieta, której życie nie układa się najlepiej. Jest po rozwodzie, nie tak miało się skończyć jej życie. Drugim istotnym bohaterem jest Marcin, któremu życie u boku kobiety nie ułożyło się. Tych dwoje ludzi przypadkiem zostaje porwanych i przetransportowanych do dalekiej i niedostępnej Syberii. W jakim celu? O tym dowiecie się z kart powieści.
Akcja jednak nie toczy się tylko współcześnie. Autorka połączyła pewne wydarzenia historyczne. Po pierwsze, przypomniała o plemieniu Ewenków. To oni byli rdzenną ludnością odległej Syberii, zamieszkującą rozległe obszary Rosji, od Jeniseju aż po Daleki Wschód. Tradycyjnie byli koczownikami, zajmowali się hodowlą reniferów, łowiectwem i życiem w ścisłej harmonii z naturą. I to oni byli świadkami pewnego wydarzenia, które miało miejsce 30 czerwca 1908 roku nad syberyjską tajgą w dorzeczu rzeki Podkamienna Tunguzka. Doszło wtedy do potężnej eksplozji w atmosferze, a fala uderzeniowa powaliła około 80 milionów drzew na obszarze ponad 2000 km².
Dosyć ciekawe połączenie, ale to i tak nie wszystkie fakty. O nich musicie przeczytać sami. Dodam tylko, z perspektywy recenzenta, że temat jest bardzo interesujący, coś nowego i zaskakującego, jednak czasem brakuje płynności. Miejscami czytałem tekst jakbym czytał kronikę. Mimo to całość zasługuje na wysoką ocenę i liczę na kolejne nieoczywiste projekty pani Eweliny.
„Życie pisze scenariusze, na które nigdy nie jesteśmy gotowi.”
Miłość nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie, ale to nie znaczy, że jest mniej prawdziwa.”
„Najtrudniej nie jest odejść, tylko nauczyć się żyć z pustką, którą ktoś po sobie zostawił.”
Anka ma ponad czterdzieści lat, bogatą karierę jako psycholog i terapeutka.
Na co dzień pokazuje swoim pacjentom mechanizmy sterujące ich życiem i pomaga nie tyle znaleźć rozwiązanie, co spojrzeć prawdzie w oczy.
Mimo wszystko wydaje się, że jej życie wcale nie jest idyllą czy pełnią szczęścia.
Jej historia zaczyna się jak wiele innych - młoda dziewczyna, emocje i uczucie nie mające prawa bytu , przynajmniej z moralnego punktu widzenia.
Ania weszła bowiem w intymną relację ze swoim promotorem i wykładowcą - Wojciechem Starowskim.
Po latach kobieta potrafi wyjaśnić większość swoich wyborów od strony psychiki , lecz zmaga się z żalobą i samotnym macierzyństwem.
Wszystko zmienia się w chwili, gdy rozmawiając z przyjaciółkami- Kamilą i Anitą Anna uznaje ,że pragnie, by mała Laura nosiła nazwisko ojca i miała swoją historię.
Właśnie wtedy do jej życia wkracza Olgierd-syn zmarłego Wojciecha.
Wtedy właśnie zaczynają się prawdziwe emocje oraz napięcie.
Nienawiść zmienia się w zwierzęce pożądanie ,to z kolei ewoluuje w coś co oboje boją się nazwać.
Historia Anki pokazuje, że nawet posiadając wiedzę i narzędzia, które pomagają innym, nie jesteśmy w stanie uchronić samych siebie przed emocjami. Bo serce nie działa według schematów, a przeszłość potrafi wracać w najmniej oczekiwanym momencie.
Relacja z Olgierdem jest pełna sprzeczności – zbudowana na bólu, stracie i niedopowiedzeniach, a jednocześnie intensywna, wręcz niepokojąco prawdziwa. To historia, która balansuje na granicy tego, co właściwe, i tego, co nieuniknione. Autorka odważnie pokazuje, że uczucia nie zawsze wpisują się w przyjęte normy, a życie rzadko daje proste odpowiedzi.
Daleko od siebie to opowieść o konsekwencjach wyborów, o mierzeniu się z własną przeszłością i o tym, jak cienka jest granica między nienawiścią a miłością. To również historia o samotności – tej, która nie znika nawet wtedy, gdy obok pojawia się drugi człowiek.
To książka, która zostawia czytelnika z refleksją, że nie wszystko da się naprawić, nie każdą ranę zagoić, a niektóre relacje – choć intensywne i prawdziwe – mogą nigdy nie znaleźć swojego właściwego miejsca.
I chyba właśnie dlatego tak trudno o niej zapomnieć.
To jedna z mądrzejszych książek, która trafiła do moich dłoni. Uwielbiam czytać książki, gdzie główne postacie są bardzo ciekawymi świata, gdyż oznacza to, że nie każdy jest stworzony do życia na autopilocie. Bycie ciekawym świata oznacza już na starcie, że widzi się więcej i rozumie szerzej. To idealna droga do tego, by kreować się na młodego i mądrego człowieka, który ma możliwość wejść na wyższy poziom świadomości. Spodobało mi się to, że był tutaj poruszony motyw celu. To chyba najważniejsza rzecz na świecie, którą zawsze się pomija, a która jest tak naprawdę sensem, który powinien być wyznacznikiem każdego człowieka. Człowiek bez celu w życiu porusza się niczym pod wodą z zamkniętymi oczami, gdzie albo gdzieś dopłynie, albo utknie i jego dusza umrze. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek bez celu w życiu umiera każdego dnia. Jest, ale nie wie po co. Nauczyciele w szkole mówią by znaleźć sobie jakiś zawód i się wyuczyć, ale to bardzo ograniczające stwierdzenie. Posiadanie celu w życiu sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, mamy ochotę budzić się każdego dnia, doskonalić w sferze, która jest naszym spełnieniem i wtedy pojawia się zarobek ot tak. Bo wykonując rzeczy, które się kocha, pracując w miejscu, które się wielbi jest niczym niekończąca się radość. Dlatego jeśli jeszcze nie masz celu w życiu, to go sobie wymyśl, a już nigdy nie będziesz nieszczęśliwy:-)
Postać z książki wybrała cel, jednak było nim nie uszczęśliwienie siebie, a swojej siostry. Dlatego kiedy nie udało jej się go dopełnić totalnie się załamała. Takim początkiem na nowej drodze życia, już bez niej, stała się tytułowa ,,Mapa pragnień". To ona sprawiła, że nauczyła się siebie na nowo i pozwoliła na ciepłe uczucia względem kogoś, kto staną na jej drodze. Jestem przekonana, że kiedy czytelnik czyta tą pozycję z uwagą, to wiele emocji, zwłaszcza, które może znać, wpłynie na niego i sprawi, że przemyśli również swoje życie. A na koniec chciałam jeszcze dodać, że znalazłam tutaj coś wartościowego. Ktoś tutaj powiedział, że nie ma wątpliwości, jeśli chodzi o odczuwanie sercem. Nawet jeśli ktoś zastanawia się, czy kogoś kocha, czy faktycznie powinien się z kimś wiązać, to już samo zadanie tego pytania powinno być sygnałem, żeby zrezygnować. Bo serce wie zawsze. Czuje zanim jakakolwiek myśl dotrze do mózgu. Ktoś kto kocha nie zastanawia się, bo wie:-)
Uważam, że pozycja potrafi wnieść wiele wartości, napisana jest na stopie profesjonalnej i wyważonej, a jednocześnie na tyle cielesnej, że czujemy każdą emocję jeszcze zanim o niej przeczytamy. I dlatego właśnie polecam tą książkę:-)
„Tak niewiele potrzeba, żeby doświadczyć poczucia władzy”.
Całe życie czuł się nikim. Tak długo był nikim dla wszystkich, aż stał się też nikim dla samego siebie. Zbędnym. Upokorzonym. Zależnym. Nieszkodliwym. Niewidzialnym. Jednak egoistyczna ludzka natura w końcu dała o sobie znać. Nikt postanowił w końcu stać się kimś. Przełamać złą passe. Skorygować krzywiznę swojej rzeczywistości. Ukarać winnych. Zniszczyć złe wspomnienia i stworzyć nowe, lepsze. Takie w których, to on będzie miał władzę. Będzie tym silnym, władczym, ważnym. To on zniszczy czyjeś życie, zburzy czyjś świat. To on będzie miał kontrolę nad sytuacją..
Celem tej wendetty chorego umysłu są niezależne kobiety. Takie, którym się w życiu udało. Mają szczęście. Odniosły jakiś sukces. Zapracowały na swój status. A on chce, żeby poczuły jak to jest doświadczyć niewyobrażalnej krzywdy i musieć z tym żyć. Stąpać po równi pochyłej w jedynym możliwym kierunku..
„Nikt” to najnowszy thriller od Adriana Bednarka. Mocny, mroczny, makabryczny. Emocjonująca historia przyspieszająca bicie serca, szarpiąca nerwy i wywołująca gęsią skórkę. Bo skąd wiesz czy któregoś dnia taki „nikt” nie postanowi właśnie Tobie odebrać tego, co masz najcenniejsze..
Szybko można wczuć się w przeżycia Piotra. Człowiek jest tutaj wielowymiarowy, zmienia się na różnych etapach swojego życia, co jest bardzo naturalne. Język jest bardzo obrazowy - prawdziwa impresja.
„Rodzinne tajemnice” autorstwa Ewa Szymańska to poruszająca powieść obyczajowa, która skupia się na sile rodzinnych więzi i tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość.
Fabuła opiera się na historii wnuczki, która, patrząc na ślubny portret swojej babci Dolores, zaczyna zadawać sobie pytania o jej życie. To właśnie ten moment staje się początkiem odkrywania rodzinnych sekretów. Stopniowo poznajemy losy Dolores – kobiety, która związała się z brutalnym mężczyzną i mimo trudnych doświadczeń potrafiła kochać i poświęcać się dla swoich dzieci. Wraz z odkrywaniem kolejnych faktów wychodzi na jaw, że jej życie było znacznie bardziej złożone, a ona sama skrywała w sobie coś wyjątkowego.
Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni lat, łącząc przeszłość z teraźniejszością. Dzięki temu czytelnik może zobaczyć, jak decyzje podjęte kiedyś wpływają na kolejne pokolenia. To spokojna, refleksyjna narracja, która pozwala powoli zanurzyć się w historię i lepiej zrozumieć bohaterów.
Najważniejszą postacią jest babcia Dolores – silna, ciepła, ale też naznaczona bólem kobieta, która mimo trudnego życia potrafi zachować w sobie miłość i troskę o innych. Wnuczka, próbująca odkryć jej historię, to osoba wrażliwa i poszukująca prawdy, co sprawia, że łatwo się z nią utożsamić.
W książce nie brakuje emocji – jest tu wzruszenie, smutek, tęsknota, ale też nadzieja i ciepło. Autorka porusza trudne tematy, takie jak przemoc w rodzinie, trauma, dziedziczenie emocji czy próba zrozumienia własnych korzeni. Pokazuje, że nawet najbardziej bolesne doświadczenia mogą mieć wpływ na kolejne pokolenia, ale też że możliwe jest ich przepracowanie.
To powieść obyczajowa z nutą tajemnicy i refleksji, skierowana do czytelników, którzy lubią historie rodzinne, pełne emocji i życiowych prawd. Szczególnie przypadnie do gustu osobom, które cenią spokojniejszą akcję i głębię psychologiczną bohaterów.
„Rodzinne tajemnice” to historia, która porusza i skłania do zatrzymania się na chwilę. Pokazuje, jak ważne jest zrozumienie przeszłości i jak wiele można naprawić, nawet po latach. To ciepła, ale też momentami bolesna opowieść, którą zdecydowanie warto przeczytać.
✨ Kraków, XIX wiek. Miasto pełne kontrastów, tajemnic i historii, które potrafią złamać niejedno serce…
„Dom na Groblach” autorstwa Wiktorii Gische to powieść, która od pierwszych stron zabiera czytelnika w świat dawnych salonów, rodzinnych sekretów i wyborów, które mają swoją cenę.
Poznajemy siostry Krzeszowskie — Ludmiłę i Wandę. Dwie zupełnie różne osobowości, dwa spojrzenia na życie. Starsza z nich marzy o spokojnej przyszłości u boku ukochanego i z zaangażowaniem przygotowuje się do ślubu. Młodsza natomiast jest bystra, odważna i zdecydowanie bardziej świadoma świata, który ją otacza — świata pełnego ograniczeń wobec kobiet.
Sielanka jednak szybko się kończy.
Rodzinne tajemnice wychodzą na jaw, a decyzje ojca pociągają za sobą lawinę dramatycznych wydarzeń. Zerwane zaręczyny, długi, nieoczekiwane propozycje i nagłe zwroty akcji sprawiają, że życie Krzeszowskich zaczyna się rozpadać. A kiedy wydaje się, że sytuacja powoli wraca na właściwe tory — dochodzi do tragedii, po której Ludmiła znika bez śladu.
W tym samym czasie Kraków ogarnia strach.
Ktoś brutalnie morduje młode kobiety, a śledztwo staje się coraz bardziej skomplikowane.
Co jeszcze ciekawsze podejrzenia o dokonanie zbrodni padają na dawnego stajennego rodziny Krzeszowskich- Antona Kozłowskiego.
Czy słusznie?
Sprawą zajmuje się Iwo Biron — mężczyzna, który wbrew oczekiwaniom rodziny wybrał własną drogę. Jego los szybko splata się z Wandą, która nie zamierza czekać bezczynnie i sama zaczyna szukać zaginionej siostry.
Choć ich relacja od początku jest pełna napięcia, uszczypliwości i niedopowiedzeń, z czasem między nimi zaczyna rodzić się coś więcej… coś, co dojrzewa powoli, w cieniu niebezpieczeństwa i trudnych wyborów.
🖤 To historia o miłości — tej pierwszej, naiwnej, ale też tej trudnej i wymagającej
🕯️ O sekretach, które potrafią zniszczyć wszystko, co wydawało się pewne
🔍 O prawdzie, do której droga bywa bolesna i niebezpieczna
Najbardziej porwała mnie postać Wandy — dziewczyny, która nie boi się mówić tego, co myśli, i działać wbrew schematom swojej epoki. Jej odwaga, upór i wrażliwość sprawiają, że to właśnie ona najmocniej zostaje w pamięci.
Ogromnym atutem książki jest także klimat — Kraków ukazany jako miasto pełne kontrastów: eleganckie salony i mroczne zaułki, plotki ważniejsze niż fakty i społeczne zasady, które potrafią przekreślić czyjeś życie w jednej chwili.
Autorka świetnie łączy wątki obyczajowe, romantyczne i kryminalne, dzięki czemu historia nie zwalnia tempa, a kolejne wydarzenia potrafią naprawdę zaskoczyć.
📖 „Dom na Groblach” to historia o kobietach, które próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie pełnym ograniczeń. O wyborach, które nie zawsze są łatwe. I o tym, że czasem największą odwagą jest zawalczyć o prawdę — nawet jeśli jej cena okazuje się bardzo wysoka.
Dodam tylko ,że książka jest pierwszą częścią cyklu i już nie mogę się doczekać jej kontynuacji.