"Siła męskiego honoru" jest piątym i zarazem wieńczącym tomem sagi Sandomierskie Wzgórza, gdzie Edyta Świętek ponownie zabiera nas do Sandomierza i w rejony Gór Pieprzowych. Autorka kolejny raz należycie zadbała o realia historyczne oraz ukazanie panującej sytuacji politycznej.
Eustachy i Alina żyją spokojnie, nadal prowadząc piekarnię i wychowując córkę. Jednak mężczyzna zostaje napadnięty. Może mieć to związek z jego przeszłością. Z kolei Weronika matka licznej gromadki rodzeństwa oraz Michał przechodzą kryzys małżeński.
Ponownie śledzimy losy i problemy dobrze już nam znanych bohaterów. Ale tym razem autorka skupiła się bardziej na męskiej części postaci, dla których honor to rzecz nadrzędna. Ta cecha charakteru z jednej strony może imponować, budzić podziw, a z drugiej irytować. Duma... jakże mężczyznom trudno jest ją schować w przysłowiową kieszeń. Nie potrafią przyznać się do popełnionych błędów czy przeprosić. Z ich punktu widzenia byłoby to okazanie słabości, zwłaszcza w stosunku do kobiet. Ale na szczęście nie wszyscy mężczyźni tacy byli.
Muszę przyznać, że podczas śledzenia losów postaci, szczególnie zżyłam się z Eustachym. Obserwowałam, jak się zmieniał, dojrzewał, otwierał na innych ludzi. Poznałam go jako tajemniczego "dzikusa" z wątpliwym wyglądem, a na końcu to już nie był ten sam człowiek. Wyjawił mi swoje sekrety, stał się szanowanym obywatelem Sandomierza.
Jednakże autorka nie zapomina również o kobietach, ukazując ich odwagę, siłę i zaradność, znających swoją wartość, niebojących się zacząć od nowa dla dobra najbliższych. Nawet gdy muszą wiele poświęcić i znieść. Bowiem walka o rodzinę nie jest łatwa, ale warto podjąć ten trud.
Obserwujemy zwyczaje, tradycje i codzienność bohaterów. Autorka zadbała o każdy najdrobniejszy szczegół, tu wszystko było dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Odnosiłam wrażenie, jakbym sama była uczestnikiem wszystkich tych wydarzeń.
Jak już wspomniałam to ostatni tom, a emocje nadal wielkie. Strach miesza się ze szczęściem, smutek z radością, a rozpacz z nadzieją.
"Siła męskiego honoru" to porywająca, poruszająca powieść o trudnych wyborach, winie, drugiej szansie, sile rodziny i przeznaczenia, wewnętrznej przemianie, o odwadze, aby zacząć od nowa. Była do niezwykła literacka podróż do XX-wiecznego Sandomierza!
Znacie to powiedzenie: kto się czubi, ten się lubi, prawda? Zuza i Daniel to przyjaciele, których dzieli niemal wszystko. Ona kocha święta, on to taki typowy Grinch. Gdy przyjdzie im udawać parę, nie szczędzą sobie uszczypliwości i docinek. Można by pomyśleć, że będziemy mieli do czynienia z oklepaną historią, z motywem od nienawiści do miłości czy od przyjaźni do miłości. Ale to zbytnie uproszczenie. Tak naprawdę to coś znacznie głębszego niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
Zarówno Zuza, jak i Daniel posiadają swoje tajemnice. Byłam bardzo ciekawa, co to może być. Miłość, zazdrość i strach wzajemnie się tu przenikają. Towarzyszące im emocje, sprawiają, że gubią się w nich, bo z założenia miały być tylko grą... Z przyjemnością obserwowałam, jak otwierali się przed sobą, dzielili troskami i pragnieniami, a przede wszystkim się wspierali.
Michalina Kowolik świetnie oddała klimat świąt. Nakreśliła go jako czas, w którym nikt nie powinien być sam, że warto sobie wybaczyć, dać drugą szansę. Ale obok tego nie pomija również codziennych zmagań i poważniejszych tematów. Ukazuje trudne relacje rodzinne oraz więzi między rodzeństwem. Zmusza do zadania sobie pytania o to, czy zawsze warto pozwolić sobie na szczęście? Czy przeszkodą nie będzie lęk przed bliskością? Autorka pokazała, że bliskość rodzi się ze szczerości, zrozumienia i akceptacji przeszłości. Nawet wtedy, kiedy ona boli.
"Wszystko czego pragnę na święta to Ty" to ciepła powieść otulająca magią Bożego Narodzenia. Cuda świąt? Na pewno jest nim osoba stojąca tuż obok. Wystarczy tylko ją zauważyć. Jest słodko, zabawnie, wzruszająco, rozgrzewająco, życiowo. Czytajcie!
Pomimo tomu czwartego to moja pierwsza przygoda z Wandzią. Oczywiście bardzo udana, gdyż nie da się nie polubić siedmiolatki za to kim jest i jak rozumie świat. Ale od początku:-)
Książka jest wielkości pocketu z obrazkami wewnątrz w kolorach błękitu, bieli, szarości i czarnego. Czwarta i piąta strona poświęcona jest pokazaniu jak postacie wyglądają i opisie jacy są oraz jakie słowa najczęściej wychodzą z ich ust:-) Następnie rozpoczynamy w opowieści dosyć mroźny listopad, opisany większym drukiem, gdzie zima szybciej przyszła pokazać jak potrafi wyglądać. Tutaj rozpoczęły się rozmowy o postaci Świętego Mikołaja i faktu czy istnieje, czy ktoś go sobie wymyślił. I tutaj nawet jeśli oficjalnie ktoś w niego nie wierzył, to dla pewności i tak list konstruował w sposób proszący o najważniejsze dla niego rzeczy. Po rozmowach życie ich toczy się nadal, więc Wandzia pokazuje nam jaką ma nauczycielkę. W tej sytuacji zauważyłam, że autorka bardzo dobrze pokazała tok rozumowania dzieci. Jakkolwiek by się nie wypowiedziała, to one każde słowo brały na poważnie nie wątpiąc nawet w możliwość ich wykonania. To mi przypomniało chwile, kiedy w dzieciństwie miałam wiele rzeczy obiecywane, a nikt ich nie spełniał. Teraz od dawna jestem mamą i nie rzucam słów na wiatr, gdyż wiem, że niedotrzymywanie słowa sprawia, że czują się oszukane, a jako doroślejsi ludzie mają problem z zaufaniem. No bo jak zaufać obcemu, kiedy najbliższe osoby ze spokojem w oczach zapewniały o czymś i słowa nie dotrzymywały? Następnie nadszedł grudzień i przyszedł czas na tajną misję. Przy dużym mrozie pieski potrzebowały okryć oraz jedzenia, więc Wandzia nie myśląc zbyt długo wparowała do domu i pozabierała swoim domownikom ich okrycia. Jak sądzicie, czy rodzice byli z tego powodu zadowoleni? Jak przebiegł ich dzień świąt Bożego Narodzenia?
Urocza ta bajka, naprawdę:-) Pokazuje nam miłość do zwierząt i przypomina o opiece nad nimi. To, że my siedzimy w ciepłym domu wcale nie oznacza, że one mają w budzie swój grzejnik. Autorka pięknie pokazała co jest w życiu ważne i że czasami warto spojrzeć na życie oczami dziecka. Bo czy nie jest pięknie, kiedy każdy potrafi drugiemu pomagać?
Dobre książki to się bardzo szybko czyta, a tutaj jest też większy druk, to już poszło jak burza:-) Z początku macie wykaz osób, które biorą udział w obecnej historii. Z tego co zauważyłam u niego zawsze jest ten wykaz postaci, by czytelnik nie tracił czasu podczas lektury na zbędne przedstawianie się. W sumie większość osób się tutaj też zna, dlatego bezpośrednio po imieniu się do siebie zwracają albo po ksywce. W tej opowieści poznałam kobietę, które w życiu bardzo się nudzi. Pragnęła jakiejś sensacji, czymś, czym mogłaby zająć myśli. Widok roznegliżowanego sąsiada nie był na tyle traumatyczny, by wpłynąć na ocenę jej sytuacji w której z grubsza się pomyliła. Trzeba dodać, że ów kobieta ma swojego kota o którym często jest mowa, dlatego i on jest ważny dla treści. Pewnego dnia ujrzała w dziwnym miejscu jakąś karteczkę z tajemniczym przesłaniem. Nie wiedziała, że wplącze się przez to w wielki wir wydarzeń, a już zwłaszcza nie miała w planie być porwaną do ciemnego i lepkiego miejsca, gdzie myśli o zamkniętym w domu głodnym kocie będą ją nawiedzały w większość czasu. Od strony innych ludzi wiemy, że ktoś był pod obserwacją i nasza bohaterka przejęła z ciekawości zadanie kogoś innego, dlatego posądzono ją o coś o czym nie miała zielonego pojęcia. Ale co na to ona sama? Czy wyjdzie z tego cało? Czy ktoś znajdzie kota zanim totalnie wpadnie w szał rozróby i porozrywa jej w domu wszystkie poduszki?
Świetna historia, opisana jakby ktoś relacjonował nam wydarzenia z pierwszej ręki. Jest w niej dużo czarnego humoru i tego kolorowego też:-) Ogólnie wciąga bardzo mocno, gdyż komiczne sytuacje są tutaj częstym nabytkiem, więc uśmiechamy się podczas czytania. Postacie to zabawne osobniki, które są tolerancyjne dla ludzi, którzy wyglądają na gejów i wszędzie gdziekolwiek są poszukują tej przygody. Jest tutaj też wątek kryminalny, gdyż ktoś został zamordowany zanim ktoś inny zdążył do niego dotrzeć. Sama byłam ciekawa jak dalej się to rozwinie. Do samego końca dobrze się bawiłam, więc serdecznie ją polecam:-)
Jestem w stanie powiedzieć, że jeszcze tak pokręconej książki w ogóle nie czytałam, choć jest to tom drugi i pierwszy też mam za sobą. Zdecydowanie jest to opowieść nawet dwadzieścia plus. Wydawca uprzedza, że nie bierze odpowiedzialności za wyobraźnię autorki. Nie poleca on takich zachowań, więc albo książka nam się spodoba, albo wiedząc na co się piszemy, nie możemy narzekać na to, co zostało tutaj opisane. To bardzo sprytne posunięcie tak jak i to, że nie mamy najmniejszej pewności czy te wydarzenia są wymyśloną historią prawdziwą, czy skutkiem ubocznym leku, który ktoś dostał. Czytając ją miałam wrażenie, że trafiłam do ośrodka dla umysłowo chorych, gdzie czytając z perspektywy jednej z postaci, trudno było cokolwiek przewidzieć oraz odnieść się do wydarzeń w ogóle tutaj nie pasujących. Podobno zawsze trzeba mieć powód do tego, żeby zabić. Tutaj te zasady nie obowiązują. Ktoś ginie, bo inny ktoś tak pomyślał. Wystarczy nie zgodzić się z warunkami zatrudnienia i kolejne paluszki z rąk odlatują. Można też kopać sobie grób i w ostatniej chwili wziąć się do działania kierunkiem odwetu. Albo można też pokochać swojego wroga ze względu na to jak długi czas się z nim spędza:-)
Cała książka jest napisana z zimną krwią. Postacie to jakby hybrydy, gdzie w fazie zadawania bólu czują to, ale później dalej robią swoje. Naprawdę historia przedstawiała się jako odlot po narkotyku o czym też jest mowa, choć osoba nad którą się pastwią niby trzeźwo patrzy na świat. Było tutaj bardzo dużo mroku i krzywd, ale od strony zimnego spojrzenia, chłodnego opisu i mroźnych scen zadawanych ran. To zdecydowanie lektura tylko dla tych, którzy lubią opisy pastwienia się nad drugim człowiekiem. Którzy nie brzydzą się tego, co wytwarza się z naszego ciała, kiedy dochodzi do wielu uszkodzeń. Na szczęście nie były one mocno dokładnie opisane, dlatego czytelnik skupia się na czytaniu, a nie wyobrażaniu sobie tego, co się dzieje. Muszę też podkreślić, że tak jak i ta, tak każda książka tego Wydawnictwa jest przepięknie i klimatycznie wydana również wewnątrz. Duży druk, barwiony początek rozdziału i niewiadoma. Dla tych cech warto po nią sięgnąć:-)
Przed wami już szóste wydanie książki w jaki sposób możemy zrozumieć kota, czyli domowego pupilka:-) Bo nie wystarczy, że go sobie przygarniemy i już. Nie jest zabawką, choć wielu ludzi tak je traktuje. Tak samo jak my potrzebują zdrowego jedzenia, spacerów, wizyt u lekarza oraz czułości. Tylko nie w takiej samej formie. One mają inne potrzeby, często ukierunkowane względem konkretnej rasy. My wolimy koty ładne, najlepiej trzy kolorowe lub białe, ale nie wiemy, że to bardzo delikatne osobniki. Im jaśniejszy kolor kota, tym bardziej jest podatny na zachorowania i przegrzania słoneczne. Nie można im pozwolić na długie wylegiwanie na słońcu w przeciwieństwie do kota koloru czarnego, który ma dużą odporność na wszelkie infekcje czy bakterie. Poradnik radzi nam, by przed nabyciem pupila wpierw zajrzeć do schronisk, gdzie tych oczekujących kotów jest najwięcej. Kiedy bierzemy go od innego człowieka nie wiemy nic na jego temat. Robimy tylko miejsce na kolejne koty, które ci właściciele będą mieć, podczas gdy te oczekujące w klatkach niemal wołają o pomoc. A kiedy ją dostają, potrafią odwdzięczyć się dziesięciokrotnie:-)
Jeśli chodzi o książkę, to wydana jest w sposób poważny i komiczny. Znajdziecie tutaj wiele zdjęć kotów oraz animacji, które na ich podstawie powstały. Wyczytałam również, że nie wolno kota karać za coś, co złego zrobił. Zwierzę wtedy czuje się wyobcowane i często przez to cierpi w samotności. Nie są jak my, że niedługo im przejdzie. W stanach smutku mogą je dopaść różne choroby o czym normalnie nikt nie mówi, bo zapewne nie wie.
To nie tylko zwyczajny poradnik, ale i książka, która odpowie na każde wasze pytanie. Składa się ze 164 pytań, które zostały ułożone pod sześć specjalnych części do których należą: zrozumienie kota, jego rola historia i rozwój. Druga część to zachowanie i perypetie w domu, czyli ogólnie kuwet, wypróżnianie i złe zachowanie. Trzecia część to perypetie i problemy podczas interakcji społecznych, a w tym jego dziwne zachowania. Część czwarta to problemy poza domem, czyli zjadanie nieodpowiednich rzeczy i roślin oraz podróże. Piąta część to profilaktyka i leczenie chorób, a w tym każde zachowanie odbiegające od normy. Ostatnia część szósta to leciwe koty, czyli wszystko co może ich dotyczyć, kiedy są już starsze:-) Każda część jest wyróżniona innym kolorem, byśmy mogli natrafić na tą, która w danym momencie najbardziej nas interesuje. Ta pozycja jest poświęcona przede wszystkim zrozumieniu naszego pupila, a nie jego historii czy początków. Jeśli wasz kot zachowuje się w inny sposób niż zazwyczaj, to z pewnością znajdziecie tutaj na to wytłumaczenie. Napisana lekko i konkretnie:-)
Pierwszy tom ,,Kiedy zakwitną marzenia" był naprawdę przepiękny:-) Pokazała, że pracoholizm jest dobry ale tylko do pewnego momentu. Przychodzi później taka chwila, że brakuje nam siły na wszystko i cokolwiek nas wcześniej cieszyło, później przestaje. Główna postać została również niemiło oszukana, ale na szczęście wyszło z tego wiele dobrego. Teraz nadeszła pora na drugi tom, który miło się czyta, kiedy faktycznie ten pierwszy już mamy za sobą. Widzimy w nim jak dwie kobiety mają problem się ze sobą dogadać. Można powiedzieć, że obie mają racje, gdyż dzieli ich spora część lat, więc inaczej podchodzą do życia. Starsza kobieta z początku jest przeszczęśliwa, gdyż jej biznes ręcznie robionej biżuterii zaczyna przynosić coraz większe zyski. Przychodzi jednak taki moment, kiedy klienci zaczynają być coraz bardziej wymagający. Nie chodzi tutaj o ciężkość fizyczną, ale bardziej psychiczną, tak totalnie emocjonalną. Zaczyna poznawać historie innych ludzi, często bardzo przykre, którzy chcą zachować ważne dla nich pamiątki. Ona robiąc je bardzo to przeżywa i coraz ciężej znosi ciążący na nich ból. Druga kobieta z kolei namawia ją na dalsze prace tłumacząc się rozwojem firmy o jaki nigdy by nie podejrzewała, ale w ogóle nie bierze pod uwagę tego, co przez ten cały czas czuje ta druga. Ona sama naprawdę jest wszystkim zmęczona i pragnęłaby odpocząć od pracy, od tych myśli, które zaprzątają jej głowę, a wcale nie powinno ich tam być. Dodatkowo otoczenie zaczyna się zmieniać i nowi sąsiedzi niekoniecznie wpasowują się w klimat, tak jak na stałe już mieszkająca tam kobieta. Rodzi to wiele dyskusji, jednak ucichają w momencie kiedy pojawia się tam jeszcze ktoś:-)
Najbardziej w tej serii podoba mi się ta nieprzewidywalność wydarzeń, piękne opisy przyrody i porównywanie jej do przygód, które postacie odbywają. Tak jakby wraz z pojawieniem się kwitnących roślinności zwiastowały nowe początki, a i końce innych. Pomimo nie zawsze dobrych wydarzeń ta opowieść potrafi ukoić i pokazać, że każdy z nas ma jakieś tam problemy, tylko zawsze zależy od tego jak do ich rozwiązania podejdziemy:-) Uwielbiam każdą z postaci, bo choć nie zawsze było miło, to jednak pokazywały jak w pewnych sytuacjach jesteśmy w stanie zareagować, a jak nie warto sobie nieraz strzępić języka:-)
,,Ufała, że sobie poradzi, bez względu na wszystko."
Życzę nam wszystkich takich myśli każdego dnia:-)
Jestem pod wielkim wrażeniem pióra autora. Normalnie aż mnie zatkało, kiedy czytałam sprawę morderstwa, gdzie opis sugerował wykwintne podejście do tematu, jakby opisywano znany wszystkim szaszłyk, który tu był wygięty, w drugim miejscu zawierał w sobie niedoskonałości i w sumie nie wiadomo jak doszło do tego, że jest umieszczony w tamtym miejscu, jednak najważniejsze jest to, że w pokoju obok wielkie składy biblioteczne zostały nienaruszone poza ścianami, które niestety remontu będą wymagały:-) Drugą sprawą na która zwróciłam, a są to czasy 1835, że ludzie wtedy pomimo wszystkiego byli wolni. Wychodziło to na plus, bo nikt nie doszukiwał się żadnych dokumentów, dziecko mogli po śmierci rodzica zwyczajnie przekazywać sobie do ręki i każdy kto wchodził do czyjegoś domu, za gościną na dzień dobry musiał coś zapłacić. To z kolei było minusem, gdyż oznaczało, i nawet w opisach to mamy, że ludziom nie wiodło się najlepiej i z braku zainteresowania państwa, nie mogli liczyć na jakąkolwiek pomoc. Jedzenie kosztowało grosze, bo i za grosze pracowali. Karę wymierzano według własnego uznania, a że wielu ludzi nie prowadziło prawych interesów, to i nikomu nie było spieszno do odkrycia przyczyny odnalezienia zwłok. W tej historii jednak aby zachęcić czytelnika do zastanowienia, podjęto próbę rozwikłania tej zagadki, która sięga dalszego czasu gdzie w grę wchodziły pieniądze i poniekąd ich brak. Opowieść rządzi się swoimi prawami i nie ma tak naprawdę przodujących wydarzeń, gdyż wszystko co się dzieje łączy się ze sobą i jest ważne, nawet relacja dwojga osób, która pięknie rozkwita, jednak w wyniku początkowych wydarzeń pojawia się również maleńkie dziecko, którym również należy się zaopiekować. Sądząc po dacie w którym dzieją się te wydarzenia można sądzić, że ludzie w tym czasie nie byli zbyt inteligentni, jednak tyczy się to tylko wszelkich wynalazków. Myślami potrafili przewyższać władzę, a spostrzegawczość zapamiętywała nie tylko twarze, ale i emocje ciała jakie pojawiały się na widok określonego człowieka. Sądzę więc, że byli o wiele bardziej rozwinięci i zbliżeni do natury, która zna prawdę jeszcze zanim się o niej pomyśli. Niesamowita lektura, aż śmiem powiedzieć, że doprawdy oszałamiająca, ale dla tego, kto potrafi docenić czas w którym się ona odbyła:-)
Też bym chciała dołączyć do fanklubu smoków i położyć sobie z dumą te piękne książki na półce (wydania są zachwycające), ale… zaczęłam ebooka… potem przerzuciłam się na audio z nadzieją, że tak pójdzie łatwiej… a w końcu usunęłam to wszystko w trzy pioruny, bo tego się zwyczajnie nie da czytać.
Niestety nie widzę ani jednej pozytywnej cechy, niczego, co by mi się choć trochę spodobało. Bzdura goni bzdurę, tak zbudowany świat nie ma dla mnie najmniejszego sensu, konflikty i brutalność wprowadzane są bez potrzeby, a jak postacie nie grożą sobie śmiercią, to obserwują swoje nagie klaty. Już się zaczęłam obawiać, że oczy wyskoczą mi z orbit z ciągłego obracania.
Opisy uczelni i jej członków brzmią dumnie, ale w praktyce bohaterowie zachowują się jak rozwydrzona młodzież w poprawczaku. Po co wprowadzać zewnętrzną wojnę skoro wojsko samo może się zlikwidować? To nie sprytne, to głupie. Komu mam tutaj kibicować? Głównej bohaterce, która jest „krucha” (ktoś liczył, ile razy pada to słowo?), ale silna jednocześnie, a przy tym irytująca do potęgi?
Nic w tej historii nie jest dla mnie wiarygodne, nie znalazłam żadnego punktu zaczepienia, żadnego wątku, który chciałabym doczytać do końca. Ogólnie nie mam ochoty nawet dłużej myśleć o książce. Nie polecam, ale najlepiej niech każdy sam sprawdzi i oceni, a nuż będziecie się dobrze bawić.
Autor snuje swoją niby zwyczajną opowieść, usypia naszą czujność, by za chwilę bez ostrzeżenia zafundować jazdę bez trzymanki. Aż się szeroko uśmiechnęłam przy pierwszej takiej scenie, w której pada wypowiedź brzmiąca mniej więcej „ależ nie możesz tak mówić o swoim ojcu, bo on był BOGIEM”. I pstryk, już wiadomo, że jesteśmy w świecie Gaimana i że będą się działy rzeczy niestworzone.
Bardzo miło mi się tę powieść czytało, dobrze się bawiłam, nie czułam się znużona ani zmęczona ani przez chwilę. Trafiają do mnie te pomysły, miks współczesności, mitologii wszelakich i komedii, podoba mi się ta lekkość i ten humor. Może to nie jest tytuł, na punkcie którego oszalałam, ale to był na pewno dobrze spędzony czas. Polecam.
Nic więc prócz własnego sumienia nie mogło rozliczyć go z dokonywanych wyborów.
„Sprawiedliwość to pojęcie względne, gdy w grę wcho
„Prawda rzadko bywa wygodna, ale kłamstwo zawsze ma swoją cenę.”
„Strach potrafi zmienić nawet niewinnych w podejrzanych.”
1946 r Norymberga Niemcy
Ignacy Jakubiak znany polski dziennikarz, niegdyś studiujący na Uniwersytecie Poznańskim zostaje częścią delegacji strony polskiej podczas procesów hitlerowskich zbrodniarzy.
Mężczyzna ma w tym wszystkim ukryty cel - pragnie dokonać zemsty na człowieku, który odebrał mu rodzinę- żonę i dwoje malutkich dzieci.
Kłopot w tym,że jego śmiertelny wróg został właśnie świadkiem koronnym Amerykanów.
1938 r Poznań
Zuzanna Pełczyńska zdolna młoda pianistka swoje nadzieje na przyszłość wiąże z muzyką i utworami Fryderyka Chopina, choć występy przed publicznością niesamowicie ją stresują.
To właśnie podczas jednego z przyjęć, które uświetniała swoją grą poznała Ignacsgo Jakubiaka - starszego od niej o dziesięć lat dziennikarza- w opinii bliskich dziewczyny bawidamka i lekkoducha.
On jednak będąc pod wrażeniem Zuzi nie ustaje w wysiłkach, by zdobyć jej serce.
Czy ten plan się powiedzie?
1938 r - Breslau
Debora Florkiewicz jedyna córka swoich rodziców- Franciszka - wybitnego lekarza oraz jego żony Józefiny studiuje germanistykę , lecz po śmierci ukochanego taty pracuje w piwiarni prowadzonej przez Caspara von Thuna i wbrew rozsądkowi kocha go całą sobą.
To wielkie uczycie trafiło jednak na bardzo trudny czas w dziejach ludzkości.
Jak potoczą się losy zakochanych i czy dane im będzie szczęśliwe zakończenie?
Jakże wzruszyła mnie tak powieść.
Co ciekawe dzięki niej poznałam losy patriotycznej organizacji Ojczyzna -a odwaga i poświęcenie jej członków wywarła na mnie ogromne wrażenie I sprawiła, że w oczach zabłysły mi łzy.
Fabuła opowiada o czworgu ludzi, których losy nieoczekiwanie się splotly.
Fabuła dosłownie pochłania i sprawia ,że kolejne strony umykają w błyskawicznym tempie.
To historia o miłości, kobiecej sile i wyborach, które niejednokrotnie łamią serce.
To także opowieść o wojnie, która nie kończy się wraz z podpisaniem kapitulacji, lecz trwa w ludzkich sumieniach, pamięci i ranach, których nie sposób zabliźnić. Autorka z ogromną wrażliwością pokazuje, jak przeszłe decyzje wracają po latach, domagając się rozliczenia. „Nim zapadnie wyrok” to powieść poruszająca, dojrzała i długo rezonująca — taka, która nie tylko wzrusza, ale również zmusza do refleksji nad tym, czym naprawdę jest sprawiedliwość i czy każdy człowiek jest gotów zmierzyć się z własnym sumieniem.
Trzy siostry - Barbara, Alicja i Joanna żyją w zupełnie odmiennych światach, bo aż na trzech różnych kontynentach. Życie rzuciło je do Związku Radzieckiego, Afryki i Kanady. Wszystko to, co przeżyły, odcisnęło piętno na ich psychice. A zwłaszcza wojna, a w konsekwencji to, co wydarzyło się później.
Bohaterki obdarzone zotały głębią psychologiczną. Mierzą się z traumami, ciężarem doświadczeń, przeciwnościami losu, rozczarowaniem, niepewnością, rozterkami i wielką tęsknotą. Za najważniejszy życiowy cel obrały sobie odnalezienie ojca, który podczas wojennej zawieruchy został aresztowany i zesłany w głąb ZSRR. Mężczyzna uważany jest za zmarłego, ale kobiety otrzymują promyk nadziei, że jeszcze ujrzą go żywego. Czy to możliwe? I czy jest szansa na ponowne scalenie rodziny?
To historia przypomina nam, by pielęgnować więzi rodzinne oraz nigdy nie zapominać o swoich korzeniach. Życie nierzadko coś nam odbiera, zsyłając na nas jakieś tragedie i problemy, więc powinniśmy cieszyć się każdą jego chwilą oraz doceniać to, co mamy.
Z kart książki wybrzmiewa przejmujący smutek. Jednak Agnieszka Lewandowska-Kąkol robi to z wyczuciem, bez ckliwości. Autorka porusza sporo ważnych tematów. Jednym z nich jest miłość. Tu pojawia się pytanie o to, czy sercu można zakazać kochać? Kochać... wroga?
"W sieci uczuć" to poruszająca, inspirująca i dająca nadzieję powieść o relacjach rodzinnych, niełatwych wyborach i uczuciach. To książka o tym, jak przeszłość kształtuje naszą przeszłość. Czy siostry odnajdą ojca? Czy będzie to ich ostatnie pożegnanie? Sprawdźcie!
Oh, dawno nie czytałam tak otulającej, romantycznej historii z dawką świetnego humoru.
Postać Izzi, słodkiej pięciolatki, która czasami sprawiała, że śmiałam się w głos zdecydowanie podnosi ocenę książki. W ogóle cała jej osoba to jeden wielki, słodki cukierek.
„- Mój tata był już mężem.- Dziewczynka sięga po drugą babeczkę.- Umie w to grać, więc mógłby ci pomóc”.
Bardzo dobrze opisany kontakt ojca z córką, który zdecydowanie porusza serduszko. Tyler jest ojcem, takim jak większość z nas chciałaby dla swoich pociech. Mimo swojej ciężkiej i wymagającej pracy, stara się to wszystko pogodzić, jego córka nie zostaje odrzucona, uczestniczy w jego życiu cały czas. Oczywiście były momenty straszne, których taki maluszek nigdy nie powinien doświadczyć, i które sprawiały, że autentycznie miałam łzy w oczach, nie mieściło mi się w głowie, że można tak traktować własne dziecko (przez matkę), ale to pewnie dlatego, że sama mam czteroletnie dziecko, które jest moim oczkiem w głowie. Postać jego ex żony była paskudna! Bardzo dobrze opisany toksyk, i w ogóle nie przemawia do mnie jej tłumaczenie i stan zdrowia.
„Izzie, otwieramy oczka
-tatuś? Co się dzieje? Miałeś koszmary?”
Jeśli chodzi o głównych bohaterów, polubiłam Emily. Jej pewność siebie, to, że nie była idealna, pyskata i z humorem. Tyler to w ogóle będzie książkowy mąż, nie ma tu co więcej o nim opowiadać, bo to same superlatywy. Dodany jest tu wątek stalkera Emily, ale dla mnie mógłby być on zupełnie pominięty, nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, tak się skupiłam na ich trójce, że chwilowo zapomniałam nawet jak zakończyła się historia ze stalkerem. Ale wątek z nim oceniam bardzo słabo, samo zakończenie… nie. Więc lepiej, że był to krótki epizod w książce bo ocena byłaby zdecydowanie niższa.
„- Nie zakocham się w tobie przez masowanie twoich stóp (…)
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
-To dobrze, ja w tobie też się nie zakocham.
-Obiecujesz?
-Tak.- Jej odpowiedź brzmi niezwykle stanowczo”.
Książka bardzo fajna, lekka, osobiście polecam na wieczór. Chce więcej!
*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
„Pod kanadyjskim niebem. Tom 2” Małgorzaty Kasprzyk to powieść obyczajowa z silnym wątkiem rodzinnym i romantycznym, osadzona w realiach współczesnych napięć społecznych, w której osobiste dramaty splatają się z próbą odnalezienia siebie i swojego miejsca między przeszłością a przyszłością. W centrum historii znajduje się Robert McKinley – syn Trevora i Barbary – młody człowiek pełen buntu, emocjonalnego chaosu i wewnętrznego zagubienia. Jego zaangażowanie w protesty kanadyjskich truckersów staje się początkiem lawiny wydarzeń: aresztowanie, rozpad związku i poczucie życiowej porażki sprawiają, że chłopak traci grunt pod nogami. Rodzice, widząc jego kruchość i bezradność ukrytą pod maską uporu, decydują się wysłać go do rodziny w Polsce, wierząc, że zmiana otoczenia pozwoli mu odzyskać równowagę psychiczną i dystans do tego, co się wydarzyło. Punktem zwrotnym okazuje się poznanie w samolocie Betty – Kanadyjki polskiego pochodzenia, dziewczyny pełnej uroku, wyrazistości i pewnej trudnej do uchwycenia tajemnicy. Między nią a Robertem szybko rodzi się uczucie intensywne i pełne emocji, niosące zarówno nadzieję, jak i cień niepokoju. Barbara z entuzjazmem przyjmuje nową miłość syna, widząc w niej szansę na jego stabilizację i szczęście, natomiast Trevor od początku zachowuje dystans, jakby przeczuwał, że ta relacja przyniesie rodzinie więcej burzy niż spokoju. W miarę rozwoju wydarzeń nad McKinleyami zaczyna wisieć pytanie, czy ich życie nie podlega jakiemuś powtarzalnemu schematowi błędów, złych wyborów i dramatycznych zbiegów okoliczności, z którego tak trudno się wyrwać.
Bohaterowie powieści są bardzo ludzcy i wielowymiarowi. Robert to młodość w najprawdziwszej, nieidealnej odsłonie – impulsywność miesza się w nim z wrażliwością, a bunt z ogromną potrzebą zrozumienia i bliskości. Barbara uosabia ciepło, wiarę w ludzi i matczyną nadzieję, czasem ocierającą się o naiwność, natomiast Trevor jest bardziej powściągliwy, kieruje się intuicją i doświadczeniem, a jego chłód to w istocie strach o syna i próba ochrony rodziny przed bólem. Betty wnosi do historii magnetyzm i napięcie; jest postacią, która przyciąga, ale też budzi niepokój, jak iskra mogąca dać światło albo wywołać pożar. Emocjonalnie powieść jest bardzo gęsta – dominuje w niej zagubienie, rodzicielska miłość przeplatana bezsilnością, nadzieja na nowe otwarcie, ale też przeczucie, że nad bohaterami zbierają się ciemne chmury. Miłość nie jest tu sielanką, lecz siłą, która może zarówno ocalić, jak i doprowadzić do upadku, a czytelnik przez cały czas odczuwa napięcie i wrażenie, że coś dramatycznego czai się tuż za rogiem.
To książka dla czytelników ceniących powieści obyczajowe o relacjach rodzinnych, o dorastaniu poprzez błędy, o uczuciach dalekich od cukierkowej idealizacji. Spodoba się osobom, które lubią bohaterów z wadami, emocjonalną głębią i historiami, w których los splata się z konsekwencjami własnych decyzji. Styl Małgorzaty Kasprzyk jest przystępny, płynny i mocno skupiony na przeżyciach wewnętrznych postaci – ich myślach, lękach, nadziejach i rozterkach. Narracja rozwija się spokojnie, pozwalając dobrze poznać bohaterów, ale pod powierzchnią stale wyczuwalne jest napięcie, które sprawia, że czyta się z rosnącym zaangażowaniem: od zwykłej ciekawości, przez niepokój, aż po momenty autentycznego ścisku w sercu. To poruszająca, emocjonalna opowieść o rodzinie, miłości i próbach odnalezienia siebie mimo życiowych burz, która zostaje w głowie na długo i którą z czystym przekonaniem można polecić każdemu miłośnikowi wciągających historii obyczajowych.
„Kobiety z wiatru” Magdy Knedler to wielowątkowa powieść obyczajowa z wyraźnym tłem historycznym, w której na pierwszy plan wysuwają się kobiece losy, przyjaźń oraz cena, jaką trzeba zapłacić za miłość, ambicje i społeczne oczekiwania. Autorka prowadzi czytelnika przez świat, w którym pozory stabilności mogą rozsypać się jak domek z kart, a to, co najważniejsze, rozgrywa się w sercach bohaterek.
Fabuła skupia się na trzech kobietach – Praksedzie Koehler, Anieli von Mirbach i Fridzie Bachman – których życia toczą się różnymi torami, ale łączy je więź oraz podobne doświadczenie zmagania się z losem. Prakseda, pochłonięta opieką nad trojaczkami, próbuje nie zatracić siebie w codzienności. Pisze książkę, wspiera męża Edgara w obowiązkach wynikających z dziedziczenia tytułu i stara się pogodzić rolę matki, żony i kobiety z własnymi ambicjami. Sytuację komplikuje fakt, że Edgar zostaje opiekunem prawnym swojej kuzynki Elizabeth – decyzja ta przynosi konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć, i wystawia ich małżeństwo na poważną próbę.
Księżna Aniela von Mirbach przywykła do życia w świecie konwenansów i towarzyskich gier, jednak odnowiona relacja z mecenasem Tabęckim uruchamia lawinę wydarzeń, których tragicznych skutków nie da się już zatrzymać. Z kolei Frida Bachman, przyzwyczajona do rozczarowań i trudnego małżeństwa z Albertem, żyje w cieniu cierpienia, nie spodziewając się, że los szykuje dla niej przełom, który może całkowicie odmienić jej przyszłość. Dodatkowego napięcia dodaje powrót osoby z przeszłości, zdeterminowanej, by naprawić dawne błędy – nawet kosztem spokoju innych.
Bohaterki są niezwykle wyraziste i psychologicznie pogłębione. Każda z nich dźwiga inny ciężar: Prakseda zmaga się z przeciążeniem i odpowiedzialnością, Aniela zderza się z konsekwencjami decyzji serca, a Frida z poczuciem niespełnienia i bólu. Ich przyjaźń staje się ostoją, ale też bywa wystawiana na próby. Emocje w powieści są intensywne: miłość miesza się z lękiem, nadzieja z rozczarowaniem, a poczucie obowiązku z pragnieniem szczęścia. To historia o sile kobiet, ale też o ich kruchości i o tym, że nawet najdzielniejsze serce ma swoje granice.
Gatunkowo to powieść obyczajowa z elementami sagi i tła historycznego, skupiona na relacjach, psychologii postaci i przemianach wewnętrznych. Zachwyci czytelników, którzy lubią rozbudowane historie o kobietach, przyjaźni i rodzinnych uwikłaniach, a także tych, którzy cenią emocjonalną głębię i powolne, ale konsekwentne budowanie napięcia.
Styl Magdy Knedler jest subtelny, obrazowy i bardzo uważny na detale. Autorka z czułością prowadzi czytelnika przez myśli i uczucia bohaterek, pozwalając niemal fizycznie odczuć ich zmęczenie, strach, nadzieję i wzruszenie. Książkę czyta się płynnie, ale z rosnącym zaangażowaniem emocjonalnym – to lektura, która potrafi ścisnąć za serce, zatrzymać na chwilę i zmusić do refleksji nad własnymi wyborami.
To przejmująca opowieść o przyjaźni, kobiecej sile i życiu, które – jak wiatr – potrafi zmienić kierunek w najmniej spodziewanym momencie, dlatego warto po nią sięgnąć, jeśli szuka się historii pełnej emocji, relacji i bohaterów, którzy zostają z czytelnikiem na długo.
Joan i Jan.
Dziadek i wnuczek.
Krew z krwi.
Dzieli ich tylko „o”.
Łączy niezwykła więź.
Obaj uwielbiają swoje towarzystwo, wspólne rozmowy, spacery, rytuały. Najbardziej lubią „brodzić w cieniach gałęzi drzew rzucanych na chodnik”, zachwycać się tymi gałęziami poruszanymi przez wiatr, tańczącymi smutny taniec, celebrować wspólne beztroskie chwile. Dlatego, gdy ośmioletni Jan dowiaduje się jego ukochany dziadek wraz z babcią zamieszkają razem z nim i jego rodzinami, czuje się bardzo szczęśliwy. Nie rozumie tylko, czemu wszyscy w koło, choć mówią, że wszystko jest dobrze – są smutni i maja zaszklone oczy, nawet jego dziadek..
„Pamięć drzewa” to ciepła, poruszająca choć minimalistyczna powieść o tym, że czas płynie nieubłaganie, dla nikogo się nie zatrzymuje, więc po stokroć warto brać z życia garściami, doświadczać, czuć, smakować, sprawdzać, świętować i pielęgnować wspomnienia. Tu świat widziany oczami dziecka pokazuje czytelnikowi przestrzeń do oprawienia go w ramy tak zwanej życiowej mądrości, co z kolei stanowi drogę do akceptacji, spokoju i nadziei..
Polecam.
Przed wami tom czwarty Żuławskich żywiołów. Jak zawsze od samego początku naszą uwagę zwracają postacie, których życie wydaje się być zwyczajną codziennością. W ten sposób traktujemy ich jak swoich. Kto wchodzi do serii poprzez ten tom wkręci się na tyle, że będzie chciał nadrobić pozostałe pozycje. Kto już zna serię to wie, że pomimo silnych osób znajdą się i takie, które zostaną nieco złamane przez los. Do takiej sytuacji dochodzi w momencie, kiedy widzimy jak dom w którym są osoby płonie. Uciekają co sił próbując ratować zwierzęta i siebie. Była tu taka starsza kobieta, która stała i patrzyła jak jej miejsce na ziemi zabiera silny żywioł. Nie chciała się ruszyć z miejsca i doskonale ją rozumiałam. Nagle w oka mgnieniu straciła wszystko co miała. Począwszy od ubrań na tożsamości kończąc, gdyż i miejsce z dokumentami zajęło się ogniem. Poświęciłam jej swoje myśli, gdyż i u mnie kiedyś paliły się schody, a innym razem komin, a we wczesnym dzieciństwie piwnica gdzie spaliśmy. Ledwo udało nas się dobudzić. Może właśnie dlatego zatrzymałam się przy tym opisie. Inni opisywali ją jako zbyt dumną by pozwolić sobie na pomoc czy schronienie, ale nie rozumieli tego, co ona przeżywała. I chyba tak naprawdę tylko osoba, która to przeszła jest w stanie to zrozumieć.
W tej książce występują też inne osoby, które również mają swoje zawirowania życiowe, ale każda na innym poziomie. Nie ważne jednak ile mają lat i przez co przechodzą, Tutaj jedna pamięta o drugiej i stara się umilić jej czas w którym cierpi. Spodobało mi się tutaj podejście jednej z kobiet do swojego życia. Przemyślała, że nie może jedynie lamentować nad stratą, ale powinna przewartościować swoje życie. Iść tam, gdzie nigdy nie była i rozbić to, co zawsze pragnęła. Pokazała, że pomimo tego, że coś się kończy, to jednak coś innego może się zacząć. Wciąż nie była sama, bo miała osoby, które służyły jej pomocą. Dodała też, że pomysł zmiany kiełkował w niej od jakiegoś czasu. My również jeśli potrzebujemy coś w życiu zmienić musimy uzbroić się w cierpliwość. To nie woda do której wrzucony kamień wprowadza zamieszanie. To woda, gdzie fale po kamieniu drgają w odpowiedni rytm, który rozpraszając się z wolna doprowadza do zmian. Dlatego wciąż mówi się o wytrwałości w tym do czego chcemy dojść.
Zachęcam was do sięgnięcia po całą serię, byście ujrzeli przez co kobiety przechodzą. Z jakiego dna potrafią się podnosić, bo złe wydarzenie nie jest po to by nas zranić, ale po to, by dać odwagę tam, gdzie wcześniej jej nie było. Autorka uwielbia pisać o silnych kobietach ale nie dlatego, że tylko takie zna, ale by pokazać, że każda kobieta jest silna i potrafi być, ale tylko wtedy jeśli sama tego zechce.
Zaskakujące jak ta książka genialnie oddaje charakter, poczucie humoru i inteligencję Tyma! Pełno tu ciekawych anegdot, historyjek z życia artystycznego z młodości i lat późniejszych. Idealna dla fanów artysty i każdego kto lubi wspominać dawne czasy. Świetnie napisana! Rewelacja <3
„To historia, która udowadnia, że największe wady kryją się tam, gdzie wszystko wygląda idealnie.”
„Relacje międzyludzkie w tej książce są jak pęknięte lustro — odbijają prawdę w niepokojących fragmentach.”
„Wady ukryte to powieść, która nie pozwala pozostać obojętnym — zmusza do konfrontacji z własnymi lękami i ocenami.”
Natalia Zych i Justyna Maliniak pozornie różnią się we wszystkim- Natka jest osobą cichą , skromną i nad wyraz poukladaną. Justyna zaś .. cóż to definicja wulkanu energii , królowa imprez i.. Instagrama.
A jednak to właśnie one założyły wspólnie kancelarię prawną we Wrocławiu i związały z nią swoje nadzieje i marzenia.
Wydawałoby się, że dalej jest prosto- zdrady , związki, rutyna jak w serialu obyczajowym jakich setki.
A jednak panna Zych skrywa wiele sekretów, przede wszystkim zaś ten , iż jej rodzina jest konstrukcją opartą na pozorach , a ojciec ukrywa problem zdecydowanie głębszy niż mogłoby się wydawać.
A jeśli do tego dodać gorący romans z klientem uwikłanym w działalność zorganizowanej grupy przestępczej - cóż o nudzie nie ma mowy.
Justyna wzięta karnistka ma wszystko o czym marzy, a jednak dźwiga na barkach poczucie winy i strach o to ,że nie spełni oczekiwań męża- Borysa.
Czy panie zostaną przyjaciółkami i odnajdą miłość?
A może cena za milczenie i złe decyzje okaże się zbyt wysoka?
„Wady ukryte” to historia o pozorach, które potrafią mylić, o sekretach skrzętnie zamiatanych pod dywan i o relacjach, w których nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Autorka z wyczuciem splata wątki obyczajowe z prawniczymi i kryminalnymi, pokazując, jak cienka bywa granica między tym, co moralne, a tym, co wygodne.
Czytałam serię 40 i już pierwsza część nowego cyklu bardzo mi się podobała — to mocne, emocjonalne otwarcie, które wciąga od pierwszych stron i zostawia z apetytem na więcej. To książka dla tych, którzy lubią historie o kobietach z charakterem, trudnych wyborach i tajemnicach, które prędzej czy później domagają się prawdy.