Okruchy, misz masz, teksty średnie albo niewiele znaczące. Wszystko, co zostało w tyle, a że nazbierało się tego dużo, to powstał taki zbiorek. Zaczęłam, ale nawet nie zależało mi aż, aby kończyć.
Krótkie, porwane rozdziały, cięty dowcip, Świat Dysku - typowy Pratchett nam się trafił, tak bym powiedziała. Akcja jednak zostaje mocno w tyle (i wcale nie chodzi o to, że jednym z bohaterów jest żółw), a autor więcej czasu poświęca na satyrę niż na konstrukcję wciągającej fabuły. Może to nie był dla mnie odpowiedni czas na komedie, po 100 stronach czułam się już tak zmęczona i znudzona, że odłożyłam książkę na półkę.
"To twoja wina!" stało się z czasem hasłem ostrzegawczym. Wiedziała, że musi się uchylić albo zasłonić ręką. Nie zawsze się udawało. Nieraz musiała jechać do szpitala założyć szwy lub opatrunek. Przy każdej wizycie mówiła lekarzowi: "To moja wina". Po chwili dodawała coś jeszcze, żeby uchronić męża przed oskarżeniami.
Dla tej kobiety spotkania w salonie były jedyną okazją do dłuższej rozmowy z kimś innym niż schorowany mąż, który przez całe życie okropnie traktował żonę, a na swoją niedołężną starość stał się jeszcze podlejszy.
Czasami wystarczy jedna chwila, by życie, które tak pieczołowicie budowaliśmy, rozsypało się na milion kawałków. Plany przestają mieć znaczenie, marzenia odsuwają się na dalszy plan, a codzienność, którą jeszcze wczoraj znaliśmy, nagle staje się obca. Zostajemy z bólem, pytaniami bez odpowiedzi i świadomością, że nic już nie będzie takie samo. A przecież jeszcze chwilę wcześniej wierzyliśmy, że najtrudniejsze mamy za sobą. Że po wszystkich przeciwnościach losu wreszcie możemy złapać oddech i zacząć cieszyć się tym, co udało nam się zbudować. Właśnie o takiej kruchości szczęścia, sile miłości i trudnej drodze do odnalezienia siebie opowiada historia Miry Kolskiej, która ogromnie mnie poruszyła i pozostawiła z mnóstwem refleksji.
Mira już raz odważyła się zaryzykować. Zostawiła za sobą przeszłość i w Poznaniu zaczęła układać życie na nowo. Dziś wydaje się, że ma wszystko, czego mogłaby pragnąć: miłość Michała, dwóch rozbrykanych synków, przyjaźń Kaśki i własny salon fryzjerski. Do spełnienia pozostaje jej jeszcze jedno wielkie marzenie. Wystarczy tylko kolejny raz zdobyć się na odwagę, zrobić krok naprzód i uwierzyć, że los wreszcie się do niej uśmiechnie. Niestety, życie po raz kolejny pokazuje, jak niewiele czasami zależy od naszych planów. W jednej dramatycznej chwili świat Miry rozpada się na kawałki, a jej rodzina już nigdy nie będzie taka sama.
Ta historia dotknęła mnie wyjątkowo mocno, ponieważ Mira nie jest bohaterką, którą trudno zrozumieć. To kobieta, w której wiele z nas może odnaleźć cząstkę siebie. Kobieta próbująca pogodzić codzienne obowiązki z własnymi marzeniami, troskę o rodzinę z potrzebą zadbania o siebie i oczekiwania innych z tym, czego sama pragnie. Jej życie, choć przedstawione na kartach powieści, przypomina codzienność wielu z nas. Nie zawsze spektakularną, niepozbawioną problemów, pełną drobnych radości, zmęczenia, frustracji i spraw, które nieustannie domagają się naszej uwagi.
Bo przecież doskonale znamy to poczucie, że doba jest zdecydowanie za krótka. Znamy wyrzuty sumienia, kiedy po całym dniu obowiązków zastanawiamy się, czy poświęciliśmy dzieciom wystarczająco dużo czasu. Znamy zmęczenie domowymi sprawami, które nigdy się nie kończą, i chwile, w których zamiast spokojnej rozmowy z partnerem pozostaje nam jedynie wymiana kilku zdań w biegu. Próbujemy być dobrymi matkami, partnerkami, córkami i synowymi, a mimo to czasami mamy wrażenie, że wciąż robimy za mało. Że komuś znów nie sprostałyśmy, kogoś zawiodłyśmy, czegoś nie dopilnowałyśmy. Do tego dochodzą problemy finansowe, niespełnione pragnienia i marzenia, które odkładamy na później, bo przecież najpierw trzeba zająć się wszystkim innym.
Ile razy mówimy sobie, że jeszcze przyjdzie odpowiedni moment? Że kiedy dzieci podrosną, kiedy będzie spokojniej, kiedy uda się odłożyć trochę pieniędzy, wtedy wreszcie zrobimy coś dla siebie. Ile razy rezygnujemy z własnych pragnień, przekonując samych siebie, że tak trzeba? A przecież czas nie zatrzymuje się na nasze życzenie. Kolejne dni mijają, obowiązki się piętrzą, a my czasami zapominamy, że również mamy prawo do szczęścia, odpoczynku i spełniania marzeń. Dlatego tak bardzo przemawia do mnie historia Miry. Pokazuje, że za pozornie zwyczajnym życiem kryją się emocje, zmagania i pragnienia, których często nie dostrzegają nawet najbliżsi.
Najbardziej poruszające jest jednak to, że kiedy wreszcie decydujemy się zawalczyć o coś więcej, życie potrafi brutalnie zweryfikować nasze plany. Wydaje nam się, że mamy wszystko przemyślane, że wiemy, dokąd zmierzamy i co chcemy osiągnąć. A potem przychodzi chwila, która odbiera nam poczucie bezpieczeństwa i uświadamia, jak niewiele możemy przewidzieć. Właśnie wtedy przekonujemy się, że nie wszystko da się zaplanować, nie każdej stracie można zapobiec i nie na każde cierpienie jesteśmy przygotowani.
To również moment, w którym zaczynamy dostrzegać prawdziwe oblicza ludzi wokół nas. Kiedy wszystko układa się dobrze, łatwo mówić o przyjaźni, miłości i wzajemnym wsparciu. Znacznie trudniej udowodnić te słowa wtedy, gdy pojawiają się tragedia, żałoba, bezsilność i emocje, z którymi sami nie potrafimy sobie poradzić. Nie każdy umie pozostać obok człowieka, który cierpi. Nie każdy potrafi zaakceptować jego słabość, milczenie czy łzy. Są ludzie, którzy w najtrudniejszym momencie wyciągną do nas rękę, ale są też tacy, którzy dołożą nam kolejnych zmartwień, choć właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy zrozumienia.
Ogromnie poruszyła mnie postawa Michała, który mimo własnych błędów i trudnych doświadczeń potrafił stanąć po stronie Miry. Nie jest bohaterem idealnym, pozbawionym wad i zawsze podejmującym właściwe decyzje. I właśnie dlatego tak bardzo go doceniam. Potrafił dostrzec swoje pomyłki, zrozumieć, co zrobił źle, i spróbować to naprawić. W obliczu tragedii nie odwrócił się od żony, nie pozostawił jej samej z bólem, który musiała udźwignąć. Zamiast tego starał się być dla niej oparciem, choć sam również musiał zmierzyć się z trudną rzeczywistością.
Michał naprawdę mi zaimponował, ponieważ w prawdziwym życiu często obserwujemy zupełnie inne zachowania. Zdarza się, że ludzie uciekają od odpowiedzialności, zamykają się we własnym świecie albo oczekują, że to druga osoba poniesie ciężar naprawiania relacji. Tymczasem miłość nie polega na tym, że zawsze wszystko nam wychodzi i nigdy siebie nie zawodzimy. Polega również na umiejętności przyznania się do błędu, na gotowości do zmiany i na podejmowaniu kolejnych prób, nawet kiedy jest trudno. Nie chodzi o usprawiedliwianie wszystkiego w imię uczucia, ale o zrozumienie, że prawdziwa bliskość wymaga czegoś więcej niż pięknych deklaracji. Wymaga obecności, odpowiedzialności i czynów, które potwierdzają wypowiedziane słowa.
Nie można też pominąć trudnych relacji rodzinnych, szczególnie zachowania teściowej Miry, której żal i pretensje stają się dla bohaterki dodatkowym ciężarem. To kolejny bolesny aspekt tej historii, ponieważ pokazuje, jak łatwo własne cierpienie może przerodzić się w krzywdzenie innych. Każdy ma prawo przeżywać stratę na swój sposób, odczuwać gniew, bezradność i rozpacz, ale nie oznacza to, że może bezkarnie ranić osoby, które same próbują jakoś przetrwać najtrudniejsze chwile. Czasami rodzinne więzi, zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa, stają się źródłem kolejnych zmartwień. A przecież właśnie od najbliższych chcielibyśmy otrzymać najwięcej zrozumienia.
Autorka nie ucieka również od tematów, o których nie zawsze potrafimy rozmawiać otwarcie. Śmierć, żałoba, problemy psychiczne, gwałt, samotne macierzyństwo, odrzucenie, brak zrozumienia, poczucie winy i narastający żal składają się na opowieść pełną trudnych emocji. To zagadnienia, których nie da się zamknąć w prostych odpowiedziach ani rozwiązać za pomocą kilku dobrych rad. Każde z nich niesie ze sobą cierpienie, które może wpływać na sposób postrzegania siebie, relacje z innymi i zdolność do odnalezienia się w codzienności.
Szczególnie cenne jest dla mnie to, że książka przypomina, iż za zachowaniem drugiego człowieka często kryje się historia, której nie znamy. Nie zawsze widzimy jego lęk, poczucie osamotnienia czy walkę, którą toczy każdego dnia. Łatwo oceniać, znacznie trudniej spróbować zrozumieć. Nie oznacza to, że powinniśmy usprawiedliwiać krzywdzące zachowania, ale warto pamiętać, że każdy z nas może kiedyś znaleźć się w sytuacji, w której będzie potrzebował cierpliwości, wsparcia i zwyczajnej ludzkiej życzliwości.
Na szczęście pośród bólu i trudnych doświadczeń pojawiają się również momenty, które przynoszą nadzieję. Ogromną rolę odgrywają przyjaciółki Miry, które otaczają ją troską i pomagają jej powoli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. To właśnie takie relacje przypominają, jak wielką wartość ma obecność drugiego człowieka. Czasami nie potrzeba wielkich gestów ani słów, które mają natychmiast naprawić cały świat. Wystarczy ktoś, kto usiądzie obok, wysłucha, pozwoli wypłakać wszystkie łzy i nie będzie wymagał, byśmy natychmiast stali się silni.
Przyjaźń pokazana w tej historii ma w sobie coś niezwykle ciepłego i prawdziwego. Nie jest jedynie pięknym dodatkiem do fabuły, ale ważnym elementem procesu dochodzenia do siebie. Bo przecież nawet najsilniejsi ludzie czasami potrzebują, by ktoś przejął część ich ciężaru. Nie musimy zawsze radzić sobie sami. Nie musimy udawać, że nic nas nie boli, tylko po to, by nie martwić innych. Mamy prawo do słabości, do gorszych dni i do szukania pomocy. Czasami właśnie dzięki drugiemu człowiekowi zaczynamy wierzyć, że mimo wszystkiego, co nas spotkało, przed nami nadal mogą być dobre chwile.
Szczególnie bliskie jest mi przesłanie, które wybrzmiewa w słowach:
„Nie zawsze możemy wybrać to, co nas spotka. Zawsze możemy wybrać, kim staniemy się później.”
Ten cytat doskonale oddaje sens całej opowieści. Nie mamy wpływu na każdy dramat, każdą stratę i każde rozczarowanie. Nie możemy cofnąć czasu ani sprawić, by bolesne wydarzenia nigdy się nie wydarzyły. Możemy jednak, choć nie od razu i nie bez trudności, próbować odnaleźć w sobie siłę do dalszego życia. Nie oznacza to zapomnienia, wymazania przeszłości czy udawania, że nic się nie stało. Czasami oznacza jedynie podjęcie decyzji, by kolejnego dnia wstać z łóżka, zrobić pierwszy krok i pozwolić sobie uwierzyć, że jeszcze kiedyś będzie dobrze.
Ta historia uświadamia mi również, jak ważne jest docenianie codzienności, którą tak często traktujemy jak coś oczywistego. Wspólnego posiłku, rozmowy przed snem, śmiechu dzieci, obecności ukochanej osoby i drobnych chwil, które wydają się zwyczajne, dopóki nie zaczynamy rozumieć, jak wielką mają wartość. Nie zawsze potrzebujemy spektakularnych wydarzeń, dalekich podróży czy spełnienia wszystkich marzeń, by być szczęśliwi. Czasami największym bogactwem jest to, że możemy wrócić do domu, przytulić bliskich i przez chwilę poczuć, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być.
Nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele z fabuły, ponieważ uważam, że tę historię warto odkrywać samodzielnie, pozwalając sobie na wszystkie emocje, które ze sobą niesie. Mogę jednak powiedzieć, że nie jest to dla mnie wyłącznie opowieść o tragedii i próbie podniesienia się po niej. To również historia o ludziach, ich słabościach, popełnianych błędach i trudnych wyborach. O relacjach wystawianych na próbę, o miłości, która musi zmierzyć się z bólem, i przyjaźni, która potrafi stać się bezpieczną przystanią wtedy, gdy wszystko inne przestaje mieć sens.
To książka, która skłania do zatrzymania się na moment i zastanowienia nad własnym życiem. Nad tym, ile spraw odkładamy na później, jak często wymagamy od siebie zbyt wiele i jak rzadko pozwalamy sobie po prostu być niedoskonali. Przypomina, że nie musimy każdego dnia udowadniać światu swojej siły, a proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Pokazuje również, że nawet w najtrudniejszych chwilach warto mieć obok siebie ludzi, przy których możemy być sobą, bez masek i bez konieczności udawania, że wszystko jest w porządku.
To historia, którą przeżyłam całym sercem. Były w niej emocje, które ściskają gardło, chwile skłaniające do refleksji i takie, w których mimo wszystko pojawia się promyk nadziei. Mira przypomniała mi, że życie nie zawsze układa się po naszej myśli, a szczęście bywa znacznie bardziej kruche, niż chcielibyśmy wierzyć. Jednocześnie jej historia pokazuje, że nawet kiedy świat rozpada się na kawałki, nie musimy na zawsze pozostać wśród jego ruin.
Czasami droga do odzyskania równowagi jest długa, pełna łez, pytań i dni, w których brakuje sił na cokolwiek. Czasami trzeba nauczyć się żyć od nowa, zaakceptować to, czego nie można zmienić, i odnaleźć siebie w rzeczywistości, której nigdy nie chcieliśmy. Ale jeśli obok nas są ludzie, którzy potrafią kochać, wspierać i pozostać z nami nawet wtedy, gdy nie jesteśmy łatwi do kochania, pojawia się nadzieja.
Z całego serca polecam tę książkę osobom, które cenią poruszające, życiowe historie, niebojące się trudnych tematów i prawdziwych emocji. To opowieść, która przypomina, że za każdymi zamkniętymi drzwiami może kryć się czyjś ból, a za pozornie zwyczajnym uśmiechem nie zawsze stoi spokojne serce. I przede wszystkim — że warto doceniać ludzi, których mamy obok siebie, zanim codzienność znów przekona nas, jak bezcenne są chwile, które tak łatwo uznajemy za oczywiste.
Ta książka przypomniała mi, czemu tak rzadko sięgam po thrillery. Intryga jest absurdalna, mąż-psychopata wyznaje naiwnej partnerce cały swój plan jak na spowiedzi, zbiegi okoliczności piętrzą się jak tort weselny głównych bohaterów. Przesłuchałam za jednym zamachem, ale co się oczami nawywijałam, to moje.
Ta historia udowadnia, że najgłębsze emocje nie potrzebują setek stron, by całkowicie rozbić serce czytelnika na kawałki. Mowa o nowości „Pamiętaj o mnie” autorstwa Joanny Szalach, wydanej przez Wydawnictwo Novae Res.
Już od pierwszych stron uderza niesamowity, intymny klimat tej historii. Choć książka liczy sobie zaledwie ponad 100 stron, to ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie, od razu chwyta za gardło i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Fabuła opowiada o bolesnych realiach wojennej zawieruchy, która brutalnie niszczy rodzinne ciepło i dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa. Zamiast opisów wielkich bitew dostajemy tutaj poruszający obraz osobistej tułaczki, walki o przetrwanie i dramatycznych prób ocalenia tego, co najważniejsze. Ogromnym atutem jest fakt, że ta opowieść została oparta na prawdziwych wspomnieniach babci autorki, co czuje się w każdym zdaniu.
Bohaterowie tej historii natychmiast stają się nam bliscy. Śledzenie wojennej rzeczywistości – w tym z perspektywy bezbronnego, małego dziecka – wywołuje całą lawinę skrajnych emocji. Pojawia się strach, bezsilność i głęboka tęsknota, ale ponad tym wszystkim błyszczy niesamowita kobieca siła, miłość oraz niezłomna nadzieja, która potrafi przetrwać nawet w najciemniejszych momentach.
Styl pisania autorki jest niesamowicie czysty, konkretny i pozbawiony zbędnego patosu, dzięki czemu prawda o tamtych czasach wybrzmiewa jeszcze mocniej. Książka ma spokojne, wręcz nostalgiczne tempo. Przypomina to słuchanie intymnych, rodzinnych opowieści przy kominku, a zamieszczone wewnątrz prywatne fotografie tylko potęgują to uczucie autentyczności.
Komu spodoba się ta pozycja?
Zdecydowanie polecam ją każdemu miłośnikowi literatury historycznej, biograficznej oraz poruszających sag rodzinnych. Spodoba się wszystkim, którzy w książkach szukają prawdy o człowieku i historii pisanych przez samo życie.
Moja ocena: 9/10 🌟 – za piękny hołd złożony przeszłości i za emocje, które zostaną we mnie na bardzo długo.
Ta książka dosłownie rozszarpała moje serce na kawałki. Znacie to uczucie, kiedy bierzecie do ręki książkę i już po kilku stronach wiecie, że ta historia zostanie z Wami na bardzo, bardzo długo? Dokładnie tak miałam z „Ufać zbyt mocno” autorstwa Jadwigi Czajkowskiej od Wydawnictwa BOOKEND.
Już sama okładka i intrygujący tytuł zapowiadały emocjonalny rollercoaster. Klimat tej powieści jest niesamowicie gęsty, duszny i pełen napięcia, które nie pozwala odłożyć książki choćby na minutę. To ten typ literatury, który magnetyzuje od pierwszego zdania.
„Ufać zbyt mocno” Jadwigi Czajkowskiej to poruszająca powieść obyczajowa z elementami dramatu psychologicznego, która stawia pytania o granice niezależności i ślepego zaufania w związku. Autorka opowiada historię Blanki, dyrektorki banku, która odnosi ogromne sukcesy zawodowe, ale płaci za nie ogromną cenę moralną i osobistą. Choć teoretycznie osiągnęła życiowy sukces, czuje się uwięziona – praca zmusza ją do narzucania pracownikom planów, które wymagają oszukiwania klientów. W życiu osobistym trafia na mężczyzn, którzy chcą jedynie żerować na jej pieniądzach. Skrycie marzy o silnym, zaradnym partnerze, przy którym mogłaby odpuścić ciągłą walkę o przetrwanie. Na jej drodze staje bogaty Marcel. Dzięki niemu Blanka rzuca toksyczną pracę w korporacji i zaczyna wieść luksusowe życie krezuski. Sielanka okazuje się jednak iluzją. Całkowite oddanie kontroli i bezgraniczne zaufanie partnerowi wciągają bohaterkę w sieć sekretów, z których musi się obudzić, by ponownie zawalczyć o samą siebie.
Autorka wnika w psychikę kobiety, która z silnej i niezależnej bizneswoman staje się zależna od mężczyzny, poruszając przy tym ważne tematy społeczne, takie jak relacje rodzinne czy motyw adopcji.
Fabuła to absolutny majstersztyk budowania niepewności. Autorka wciąga nas w niebezpieczną grę, gdzie granica między prawdą a kłamstwem zaciera się z każdym kolejnym rozdziałem. Jadwiga Czajkowska genialnie dawkuje sekrety – kiedy wydawało mi się, że już wszystko rozumiem, fabuła robiła zwrot o 180 stopni, zostawiając mnie z szeroko otwartymi ustami.
Bohaterowie są wykreowani po prostu po mistrzowsku – skomplikowani, pełni wad, autentyczni do bólu. Ich ból, dylematy i wszechobecny strach były tak namacalne, że przeżywałam wszystko razem z nimi. Książka wywołuje całą paletę skrajnych emocji: od współczucia, przez złość, aż po totalny szok.
Tempo akcji nie zwalnia ani na moment. Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a jednocześnie głęboki i bardzo obrazowy. Przez tę historię dosłownie się płynie, a rozdziały uciekają błyskawicznie.
Komu polecam ten tytuł?
Każdemu, kto kocha nieszablonowe thrillery psychologiczne i dramaty z głębokim tłem emocjonalnym. Jeśli szukacie historii, która zmusi Was do refleksji nad tym, komu tak naprawdę możemy bezgranicznie wierzyć – to jest pozycja obowiązkowa na Waszych półkach!
#współpracarecenzencka
„Poradnia dla duchów” to po prostu wyśmienity debiut! Uwielbiam takie historie i ogromnie się cieszę, że ta powieść trafiła w moje ręce.
Główny bohater, Marek, to były agent, który żył w ukryciu przed światem i własną przeszłością, pracując jako zwykły woźny w szkole. Dwa tygodnie temu w szkole doszło do niewyobrażalnej tragedii – wypadku autokaru z dziećmi. Pewnego dnia Marek sprawdza, że na całkowicie zamkniętej sali gimnastycznej jakiś chłopak gra tam w koszykówkę. Po rozmowie okazuje się, że to Michał Malik – jedna z ofiar tego strasznego wypadku... Początkowo zszokowany Marek myśli, że to przez alkohol, że ma przywidzenia i obiecuje sobie, że już nie weźmie go do ust. Nie potrafi dojść do siebie po tym spotkaniu, ale to dopiero początek.
Marek zaczyna widzieć kolejne dusze. Z jakiegoś powodu zmarli dalej tu są, a on normalnie z nimi rozmawia. Każdy z nich ma niedokończone sprawy za życia, nosi w sobie poczucie niespełnienia i rozpaczliwie potrzebuje jego pomocy.
To niesamowicie fajna, wielowymiarowa historia. Autor idealnie wyważył emocje – bywa tutaj bardzo zabawnie, momentami niezwykle smutno i wzruszająco, a za chwilę na plecach pojawia się dreszczyk emocji. Styl Macieja Chwedo jest lekki, przyjemny i niezwykle płynny. Przez tę książkę dosłownie się płynie i nie da się jej nie polubić!
Jednak poza świetną fabułą, ta książka niesie ze sobą potężny, ważny przekaz. W codziennym pędzie tak dużo rzeczy chcemy w życiu zrobić, ale bez przerwy odkładamy je na później. Chcemy coś komuś powiedzieć, o coś zapytać, wyrazić swoje uczucia... Ta powieść boleśnie przypomina, że życie może skończyć się nagle i niespodziewanie. Zmusza do refleksji nad tym, czy nie marnujemy swojego czasu.
Ja bawiłam się świetnie i ogromnie, z całego serca Wam tę książkę polecam. Są takie opowieści, które mają w sobie magię – i nie mówię tu tylko o obecności duchów. Ta książka ma duszę. Autor z niezwykłą delikatnością dotyka tematów, o których na co dzień boimy się nawet myśleć. Przeplata ból z nadzieją tak pięknie, że podczas lektury czułam, jak ta historia wrasta we mnie z każdą kolejną stroną.
"Ekonomia to nauka. Podpowiada, jak ogarnąć się w świecie, w którym zawsze czegoś brakuje."
Istnieją tematy trudne i tak rozległe, że trudno wytłumaczyć je młodym ludziom. Właśnie z taką myślą powstała seria „To, o czym dorośli ci nie mówią”. Zostało wydanych już 15 książek, które poruszają trudne tematy, takie jak dojrzewanie, relacje, klimat, polityka, seks, świat i inne. Tym razem przedstawiam najnowszą, wprowadzającą w skomplikowany świat ekonomii.
W trudny temat wchodzimy z lamą i dużą dawką humoru. Jest tu bardzo dużo ilustracji Maxa Skorwidera, które wprowadzają trochę luzu do serii. Sam tekst przedstawiony jest prostym i przystępnym językiem. Wszystko po to, by zaciekawić młodego odbiorcę, przekazać mu jak najwięcej wiedzy, ale przy tym nie przeciążyć go ani nie znudzić.
Ekonomia to nauka, która dotyczy nas wszystkich, nawet jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. W końcu na co dzień podejmujemy różne decyzje związane z pieniędzmi, robimy zakupy i zastanawiamy się, na co warto je wydać. Warto więc już od najmłodszych lat poznawać podstawowe zasady, które pomagają zrozumieć otaczający nas świat. Tym bardziej że ekonomia to nie tylko liczby i pieniądze, ale również ludzie, ich potrzeby i wybory, które mają wpływ na innych.
Czy państwu może zabraknąć pieniędzy? Na czym polega ryzyko biznesowe? Oszczędzanie i pożyczanie. Co robi pieniądz i skąd się wziął? Czy ceny towarów da się przewidzieć? Kiedy płaca się opłaca? Czym jest popyt i podaż i jak to jest z tym handlem? Czy trzeba bać się nowej technologii? To tylko niewielka część pytań, na jakie odpowiada książka. Dzięki nim młody czytelnik może spojrzeć na wiele codziennych spraw z zupełnie innej perspektywy i przekonać się, że ekonomia wcale nie musi być tak skomplikowana, jak mogłoby się wydawać.
To propozycja przede wszystkim dla dzieci w wieku szkolnym, które chcą lepiej zrozumieć świat. Seria została wpisana na listę lektur klas 4-8. Jeśli jednak nie słyszeliście o niej w szkole, warto samemu się zainteresować, zwłaszcza że tematów do poznania jest bardzo dużo i pewnie za jakiś czas poznamy kolejny.
Instagram ksiazki_moja_chwila🌸Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki „Daleko od raju” Katarzyny Majewskiej-Ziemby, trzeciej i zarazem ostatniej części serii „Dom Wyjątkowy”. Po raz kolejny autorka zabiera nas do wojennej Warszawy, gdzie każdy dzień przynosi strach, niepewność i walkę o przetrwanie. To świat, w którym trudno znaleźć bezpieczne miejsce, a zwykła chęć pomocy drugiemu człowiekowi może kosztować życie.
🌸W tej części ponownie spotykamy bohaterów, których losy nie są mi obojętne. Michalina pracuje w szpitalu Bersohnów i staje przed niezwykle trudnymi wyborami. Kiedy otrzymuje zadanie wyprowadzenia z getta dwóch dziewczynek, wie, jak wielkie niebezpieczeństwo jej grozi. Po aryjskiej stronie Dom Wyjątkowy nadal daje schronienie potrzebującym, a jego mieszkańcy starają się pomagać innym, mimo że sami żyją w ciągłym strachu. Każdy z nich ma własne tajemnice, troski i powody, dla których nie zamierza się poddać.
🌸Podczas czytania trudno nie zastanawiać się nad tym, skąd ci ludzie czerpali siłę, by każdego dnia podejmować kolejne ryzyko. Wojna odbiera im spokój, bezpieczeństwo i możliwość normalnego życia, a mimo to niektórzy nadal potrafią dostrzec cierpienie drugiego człowieka. To właśnie te momenty poruszały mnie najbardziej. Świadomość, że za próbę uratowania niewinnego dziecka można było zapłacić własnym życiem, sprawia, że jeszcze mocniej doceniam odwagę i dobroć bohaterów.
🌸Autorka pokazuje nam również, jak trudno było odnaleźć się w rzeczywistości, w której nikt nie wiedział, co przyniesie kolejny dzień. Pojawiające się pogłoski o Powstaniu Warszawskim budzą nadzieję, ale też strach i wątpliwości. Jedni chcą walczyć o wolność, inni przede wszystkim pragną ocalić swoich bliskich. Szczególnie smutne jest to, że nawet dzieci, które powinny beztrosko dorastać, muszą mierzyć się z okrucieństwem wojny i doświadczeniami, których nikt nie powinien przeżywać.
🌸„Daleko od raju” to dla mnie przede wszystkim opowieść o człowieczeństwie wystawionym na najcięższą próbę. O ludziach, którzy mimo strachu nie odwracają się od potrzebujących, i o wyborach, przed którymi nikt z nas nie chciałby stanąć. Ta historia skłania do refleksji i uświadamia, jak wielką wartością jest życie oraz jak ważne jest, by nawet w najtrudniejszych chwilach nie stracić wrażliwości na krzywdę innych.
🌸Katarzyna Majewska-Ziemba po raz kolejny stworzyła historię, która porusza i pozwala spojrzeć na wojenne losy z perspektywy zwykłych ludzi. Nie brakuje tutaj bólu, niepewności i trudnych emocji, ale jest też nadzieja, która pozwala bohaterom iść dalej, nawet wtedy, gdy wszystko wokół zdaje się odbierać im siły.
🌸Po przeczytaniu tej serii książek zostaje ze mną myśl, że odwaga nie zawsze oznacza walkę z bronią w ręku. Czasami największą odwagą jest pomoc komuś, kto jej potrzebuje, nawet jeśli samemu można przez to wiele stracić.
🌸Jeśli lubicie książki historyczne, które opowiadają o ludzkich losach, trudnych wyborach i sile dobra w świecie pełnym okrucieństwa, „Daleko od raju” zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę.
🌸 Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz do recenzji ❤️
Witam, dziś mam dla was recenzję książki Freedom of Darkness ❤️ Autorki Natalii Kulpińskiej ❤️ Wydawnictwo WasPos ❤️
Freedom of Darkness to historia z serii moich ulubionych, czyli romans mafijny. Jak zawsze powtarzam, mafię biorę w ciemno i oczywiście autorka podołała mojemu ulubionemu gatunkowi 😍.
Mamy tutaj pokazanego mężczyznę, który pod maską tatuaży ukrywał prawdziwe uczucia, pragnienia i traumy, które, jak zawsze, zostają w nas przez bardzo wiele lat. Nasz bohater właśnie to próbował udowodnić światu, w którym znalazł się na własne życzenie. Traumy z dzieciństwa nie dawały o sobie zapomnieć nawet wtedy, kiedy jest się już dorosłym mężczyzną, tym bardziej kiedy w pewnym dziecku widzi się samego siebie.
W naszych czasach bardzo często możemy spotkać osoby, które na co dzień walczą z hejtem i rówieśnikami, którzy nie zdają sobie sprawy, że swoim zachowaniem doprowadzają innych do ostateczności. Są dzieci, które nie potrafią poradzić sobie ze znęcaniem się nad nimi, głupimi żartami czy docinkami. Są też tacy, którzy targają się na własne życie, bo nie potrafią się sprzeciwić. To jest właśnie w tym najgorsze, a rodzice czy dorośli udają, że wszystko jest w porządku albo że to nie dotyczy ich dzieci. Jest to według mnie bardzo przykre dla dziecka, które próbuje żyć w takim świecie. Bardzo fajnie, że autorka właśnie w taki sposób próbuje nam otworzyć oczy na pewne sprawy, bo kiedy jest się dzieckiem, właśnie wtedy powinno się dostawać wsparcie od bliskich.
Mamy tutaj również pokazaną sytuację, w której mimo straty kogoś bliskiego ta osoba nawet zza światów nie potrafi zadbać o własną rodzinę. Bardzo dużo jest osób, które po śmierci bliskiej osoby dowiadują się, że miała ona bardzo duże długi, które niestety muszą spłacać najbliżsi, mimo że tej osoby już nie ma. Dla mnie nie jest to fair, kiedy ponosi się konsekwencje czynów kogoś, kto nie potrafił zapanować nad własnym życiem i własnymi błędami.
Nasi bohaterowie bardzo dużo złego przeszli w ciągu swojego życia i myślę, że właśnie to tak bardzo ich do siebie zbliża. Oczywiście w mafii znajdzie się ktoś, przez kogo trzeba walczyć o swoją miłość i życie. Mimo błędów i złych czynów myślę, że każdy z nas zasługuje na szczęście, zrozumienie i miłość.
Dla mnie ta książka daje bardzo dużo do myślenia. Pokazuje, że prawdziwa przyjaźń nigdy nie zawiedzie, że kiedy potrzebujemy wsparcia, te najważniejsze osoby są i będą przy nas. Czasami trzeba nas zrugać, wstrząsnąć nami i pokazać nam, że nie zawsze postępujemy dobrze, ale właśnie na tym polega prawdziwa przyjaźń. Na tym, że ktoś jest obok nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale również wtedy, kiedy cały świat zaczyna się walić.
W tej książce znajdziecie wszystko, czego oczekujecie w tym gatunku, czyli mafijne porachunki, krwawe sceny, niebezpieczeństwo, trudne emocje i walkę o miłość. ❤️ To historia, która pokazuje, że nawet za najbardziej mroczną maską może kryć się człowiek z ogromną ilością bólu, który mimo wszystko pragnie być kochany i zrozumiany.
Autorka porusza ważne tematy, które zostają w głowie na dłużej, a jednocześnie nie zapomina o tym, co w romansie mafijnym lubimy najbardziej. 😍 Dla mnie to kolejna historia, która udowadnia, że czasami za najtrudniejszymi doświadczeniami kryje się szansa na coś pięknego. Bo przecież każdy z nas, niezależnie od tego, ile błędów popełnił i jak bardzo został zraniony, zasługuje na to, by w końcu odnaleźć swoje szczęście. ❤️
Kochani, jeśli tak jak ja uwielbiacie romanse mafijne, to myślę, że warto dać tej historii szansę. Znajdziecie tutaj nie tylko mafijny świat, ale również emocje, trudną przeszłość i bohaterów, którzy muszą zmierzyć się z własnymi demonami. 😍❤️
Marek to ceniony pisarz na rynku książki. Jednak wydawca oczekuje od niego wiarygodnej kobiecej bohaterki. By odnaleźć inspirację, wyjeżdża do śnieżnej izerskiej wioski i zatrzymuje się w Przystani Spokoju. Poznaje tam Miśkę, zakręconą menadżerkę i mamę rezolutnej Klary. Kobieta próbuje na nowo ułożyć sobie życie po rozstaniu. Marek dostrzega w niej potencjał na bohaterkę swojej książki...
Anna Szczypczyńska stworzyła ciekawy przekrój osobowości bohaterów (zarówno pierwszego, jak i drugiego planu). Cyniczny warszawiak i wrażliwa artystyczna dusza napędzają relację. Są to ludzie tak różni, a mimo to potrafiący się dogadać. To tak jak z witrażami. Pozornie niepasujące do siebie elementy, odpowiednio ułożone, tworzą coś pięknego. To samo dotyczy się życia. Interesująco wypadła przemiana postaci, zmiana myślenia, radzenie sobie z problemami, zrzucenie masek i rezygnacja z odgrywania narzuconych ról oraz nauka zaufania.
Najbardziej podobało mi się to, że książka okazała się bardzo życiowa, nic nie było tu wyidealizowane, a wszystko, z czym stykali się postaci, mogło mieć miejsce w rzeczywistości. Historia pokazuje, że nic w życiu nie ma na zawsze. Z chwilą, gdy coś się kończy, my musimy odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Motyw tytułowego "poza zasięgiem" pokazuje, że odcięcie się od telefonów, powiadomień i social mediów pozwala ponownie usłyszeć własne myśli i dostrzec drugiego człowieka.
Zachwyca zimowa sceneria Gór Izerskich, jaką odmalowała autorka. Stają się niemal równoprawnym bohaterem powieści. Aż chciałoby się tam znaleźć. Ja na pewno bym się tam przeniosła, bo uwielbiam taką odsłonę zimy. Oprócz tego szczególne zainteresowanie budzą szczegółowe opisy warsztatów z robienia witraży.
"Góry poza zasięgiem" to klimatyczna, ogrzewająca, niepozbawiona emocji powieść o odnajdywaniu siebie, otwieraniu się na drugiego człowieka, o zrozumieniu co w życiu najważniejsze. To historia wskazująca, że najlepsze co możemy zrobić, to odłożyć czasem telefon i być obecni tu i teraz.
Czy lubicie taką miksturę kryminału i thrillera psychologicznego?
Zacznę od tego, że ta powieść od pierwszych stron otula czytelnika niezwykle gęstym, wręcz magnetycznym klimatem. Od razu czuć, że nie będzie to lekka, schematyczna historyjka na jeden wieczór. To historia z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, która zmusza do zatrzymania się i refleksji.
„Rozliczenie” to mroczny kryminał z głębokim tłem psychologicznym, w którym przeszłość bezlitośnie upomina się o swoje. W willowej dzielnicy Szczecina policja odnajduje ciała starszego małżeństwa Zdybowskich. Choć początkowo wszystko wygląda na samobójstwo rozszerzone, śledztwo szybko wyklucza tę wersję. Aspirant Agata Stolarz odkrywa, że ofiary zostały zastrzelone z tej samej broni, z której 23 lata wcześniej zamordowano inne małżeństwo oraz ich 12-letniego syna. Tamta zbrodnia nigdy nie została wyjaśniona. Jedyną osobą, która przeżyła tamtą masakrę sprzed lat, jest Julia Domańska – wówczas kilkuletnia dziewczynka, dziś dorosła, straumatyzowana kobieta stroniąca od ludzi. Śledczy muszą odkryć, co dokładnie łączy ją z oboma morderstwami.
Autorka genialnie przeplata klasyczne śledztwo policyjne z motywem dziedziczenia traumy, przemocy psychologicznej oraz pytaniem, czy przed błędami i winami z przeszłości da się uciec.
Fabuła jest mistrzowsko skonstruowana. Autorka splata ze sobą wątki w sposób tak przemyślany, że każdy sekret i każda odkrywana karta mają swoje idealne miejsce. Najbardziej urzekło mnie to, jak autorka dawkuje napięcie – nie ma tu tanich chwytów, jest za to głęboka, psychologiczna intryga, która trzyma w niepewności do samego końca.
Bohaterowie to zdecydowanie najsilniejszy punkt tej książki. Są boleśnie prawdziwi, pełni wad, skomplikowani i dzięki temu tak bardzo autentyczni. Podczas lektury towarzyszył mi cały wachlarz emocji – od współczucia, przez złość, aż po głębokie wzruszenie. Agnieszka Szubert ma niezwykły dar przelewania na papier ludzkich słabości i dylematów moralnych.
Styl pisania autorki jest niesamowicie wciągający i dojrzały. Tempo akcji nie pędzi na złamanie karku, co w tym przypadku jest ogromną zaletą. Historia płynie swoim własnym, naturalnym rytmem, pozwalając nam w pełni wniknąć w świat przedstawiony i przeżywać wszystko razem z bohaterami.
Komu spodoba się ta książka?
To idealna pozycja dla fanów głębokich dramatów obyczajowych, powieści psychologicznych oraz historii, w których przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszości. Jeśli szukacie literatury, która poruszy Wasze najczulsze struny, to jest to strzał w dziesiątkę!
Marcel Moss, czyli genialny autor wielu mrocznych powieści z wyraźnym przekazem społecznym, wyznaje w swym zawodzie dwie żelazne zasady i nigdy ich nie łamie. Pierwsza z nich mówi o tym, że ekspresowa prędkość napisanych historii nie koliduje z jakością fabuły. Opowieści proponowane czytelnikom są zawsze mocno wbijające w fotel, wciągające, zmuszające do refleksji. Trzeba przyznać, że Marcel Moss nie boi się pisać o realnie zagrażających nam problemach- bieda, uzależnienia, przemoc czy zazdrość to dopiero wierzchołek niechlubnej góry lodowej. Niestety, sami potrafimy zgotować tak okrutny los swoim bliskim… Zasada numer dwa musi być ujawniona szczególnie nowym czytelnikom, którzy dopiero odkrywają magiczne i jednocześnie trudne pióro autora. On sam nierzadko podkreśla, że jego historie są zbudowane na zakończeniu. Warto więc być wytrwałym, a niecodzienne zwroty akcji poczuć dogłębnie nawet i w ostatnim zdaniu całej książki.
Autor bardzo często tworzy kilkutomowe historie, w których powtarzalna staje się jedna z postaci, na przykład komisarz śledzący konkretne sprawy. Bardzo dobre są też i jego jednotomowe opowieści, które nie mają między sobą żadnego powiązania. Moim zdaniem, to ogromny walor, że najnowsza historia, czyli „Dom z lodu” to właśnie odrębna opowieść. To znaczne ułatwienie dla osób, które czekają na konkretny tytuł w bibliotece i nie muszą zapamiętywać fikcyjnych bohaterów. Muszę jednak koniecznie wystosować ważny apel względem świeżej historii: zdecydowanie NIE jest ona dla każdego, a już na pewno NIE dla osób wrażliwych lub takich, które aż nadto przetwarzają w umyśle czytaną treść. W przypadku tej książki może to być zabieg niesmaczny, wręcz niebezpieczny i NIGDY nie może zostać potraktowany jak inspiracja. Osób złych, sadystycznych na świecie przecież nie brakuje, a Marcel Moss nie uczy zła, a bardziej pokazuje, co może dziać się za zamkniętymi drzwiami.
Lata 1996/2026- trzy dekady, które w życiu fikcyjnych postaci mogły zmienić naprawdę wiele. Bo czy historia morderstwa i jeszcze bardziej tajemniczego zaginięcia przedawnia się? A może kiełkuje w ludziach, by w końcu wystrzelić, niczym gorąca i niebezpieczna lawa wulkaniczna? Marcel Moss postanowił, w takim właśnie położeniu, ulokować dwie sąsiadujące ze sobą rodziny Borynów i Rogańskich. Mało tego- w oczach autora nawet noc wigilijna może przesiąkać mrokiem, krwią, tajemnicą i strachem. Słowa o tym, że autor wnika głęboko w rodzinne tajemnice, odsłania zaborcze osobowości oraz sekrety ukrywane za zamkniętymi drzwiami to najszczersza prawda. Gwarantuję czytelnikom, że nie raz i nie dwa odczują gigantyczne wzrosty adrenaliny. Niestety, ale po świecie nie chodzą wyłącznie ludzie szlachetni, empatyczni i zdolni do kompromisów. Ale do walki- z całą pewnością tak. Ale o jaką walkę chodzi autorowi? Czy wszystko, co przedstawiono nam w skrótowym opisie fabuły, zostało rzetelnie wyjaśnione? Zapraszam do lektury i proszę skupić się na absolutnie każdym szczególe. W przypadku „Domu z lodu” każdy rozdział ma niebagatelne znaczenie, a postaci drugoplanowe wcale nie są ukryte w cieniu.
Prolog, 28 rozdziałów i 335 stron- czy w tak klasycznym rozmiarze powieści można zmieścić tony ludzkiego zła? Jak widać, kolejny raz Marcel Moss idealnie powiela mechanizmy działania reżysera filmowego, Wojciecha Smarzowskiego. Pisarz w tak samo brutalny, boleśnie dosłowny sposób przemówił do nas słowami: masz, zobacz, czym naprawdę są trudne wybory życiowe i jak wpływają one na osoby zmuszone do podjęcia ostatecznego kroku. Brawa zatem należą się nie tylko za wciągającą fabułę, ale przede wszystkim za odwagę w poruszaniu drastycznych tematów. „Dom z lodu” to treść, w której niczego nie zamiata się pod dywan, dlatego czekam na to, by Marcel Moss w końcu otrzymywał prestiżowe nagrody. Zwyczajnie na nie zasługuje, a zwiększająca się liczba fanów tylko to potwierdza.
Szczegóły fabuły najnowszej powieści pisarza pozostawiam głodnym emocji odbiorcom. Dodam jedynie, że retrospekcje widoczne w niemal każdej jego książce nie są fanaberią. Wręcz przeciwnie- historie bohaterów, także drugoplanowych, ukazane na przestrzeni lat, dają nam idealny portret psychologiczny postaci. Mocno zdajemy sobie sprawę, że przeszłość zawsze wpływa na późniejsze poczynania człowieka, nie jest to postępowanie wyssane z palca. Wiemy wówczas, z czego wynika zło między postaciami, a my, czytelnicy, nie skreślamy pochopnie danej osoby. Wszystko musi odbyć się w swoim czasie.
Czy po lekturze czuję się usatysfakcjonowana? Wszystko zależy tak naprawdę od konkretnego fragmentu, gdyż niekiedy bardzo chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej i z ochotą poznawałam dalsze wersy. Czasem uważałam, że ogrom bólu rozwali moje serce na kawałki, a autor, jako ogromny fan przygód Harry’ego Pottera, stosuje wobec mnie niewybaczalne zaklęcie torturujące. Samo zakończenie uważam za nadające się na zarys bardzo ambitnego filmu grozy. Myślę, że wiele osób powieli moją opinię.
Po raz kolejny autor bardzo mocno dba o swoich fanów. Poza szokującą treścią
pasującą do jego stylu wzbogacamy się o zakładkę. Wymarzony autograf to jedno, ale warto zapamiętać też wręcz święte zdanie na niej ujęte: HISTORIA NIE KOŃCZY SIĘ NA PAPIERZE. Owszem, nie kończy, gdyż wszystko, co dzieje się w „Domu z lodu” może dotknąć statystycznego Kowalskiego. Powtarzam się, ale to bardzo smutna i dobitna prawda.
Reasumując, kolejna jednotomowa opowieść autora jest ważna i wciągająca. Umyślnie nie podaję wszystkich wątków, a także imion bohaterów- jak już wspominałam, dzieje się tu znacznie więcej, niż może się wydawać. Warto poznać każdy szczegół i nie przechodzić obojętnie wobec opisanych dramatów. Czekajmy też na kolejną propozycję Marcela Mossa- jestem pewna, że będzie to coś mądrego i godnego polecenia.
Dzisiejsza recenzja dotyczy debiutu „Frania” autorstwa Zyty Różańskiej, wydanego przez Wydawnictwo Filia. Wojna nie była i nie będzie łatwym tematem, o którym z łatwością można pisać, która spłynęła po nas jak po kaczce. Tutaj macie napchane wszystkiego, co potrzeba, żeby zakręciło się w głowie, ale tak pozytywnie. Mam ochotę powiedzieć/napisać „No dobra, kto mi teraz poskłada głowę”? Skończyłam czytać na przemian ze słuchaniem audiobooka, a emocje najwyraźniej nie dostały informacji, że mogą już sobie pójść. 📚❤️ Autorka napisała książkę, którą mam ochotę wciskać znajomym do rąk, a potem zagadywać: „I jak? Czytasz? Na którym jesteś etapie? Dobra, nic nie mówię, ale CZYTAJ!”. Tak, bywam tą nieznośną książkarą. Przyznajcie się, kto z was choć raz miał ochotę spojlerować, żeby sprawdzić, czy innych też tak zachwyca? 😂 Jestem ogromnie wdzięczna, że „Frania” od Wydawnictwa Filia trafiła w moje ręce do recenzji. Naprawdę. Bo mogłabym przejść obok niej, dołożyć coś innego do stosu i nawet nie wiedzieć, jaka historia właśnie mnie ominęła. A tego byłoby mi zwyczajnie szkoda.
Lubelszczyzna, 1943 rok. Frania Leszczyńska stara się przetrwać wojnę. Już samo to wystarczyłoby, żeby człowiek miał dość, ale na jej drodze pojawia się jeszcze Andrzej Strauss. Folksdojcz współpracujący z okupantem. Nazwisko, które wywołuje strach, niechęć i bardzo konkretne skojarzenia. Pierwsza myśl? Dziewczyno, trzymaj się od niego daleko! Tylko że z każdą kolejną informacją coraz trudniej tak po prostu wskazać jej bezpieczny kierunek. Andrzej skrywa tajemnice, zaczyna kwestionować własne wybory i ryzykować, żeby ją chronić. A ja siedzę z tą książką i zastanawiam się, czy mu zaufać, czy zaraz będę żałować, że w ogóle przyszło mi to do głowy. Zdecydowanie za dużo myślę podczas czytania. 😂😂 Frania za tę znajomość płaci opinią. Ludzie widzą w niej zdrajczynię, a do tego dochodzą partyzanci i natarczywy żołnierz SS-Galizien. Miałam ochotę, choć na chwilę, wyciągnąć tę dziewczynę z książki i dać jej odetchnąć. Bo ile można znieść? Ile strachu, cudzych żądań i ocen jest w stanie udźwignąć jeden człowiek? Ona musi zadbać o swoje bezpieczeństwo, zachować godność i jakoś żyć z decyzjami, których podejmowania nikomu nie życzę.
Najbardziej podobało mi się między innymi to, co ta historia robi z moją pewnością siebie. Wiecie, tą czytelniczą mądrością, kiedy człowiek siedzi sobie wygodnie i doskonale wie jak bohater powinien postąpić. „Ja bym mu nie uwierzyła”. „Ja bym stamtąd uciekła”. No pewnie, Aniu. Ty czasami przez kwadrans nie umiesz wybrać kolejnej lektury, ale w cudzym życiu już wszystko pięknie poukładałaś. To jest świetny temat do czytelniczej dyskusji. Takiej, przy której kawa stygnie, ktoś mówi: „Ale posłuchaj…”, a pół godziny później nadal próbujecie dojść do porozumienia.
„Frania” przypomniała mi też, żeby czasem ugryźć się w język, zanim ocenię kogoś po kawałku zasłyszanej historii. Bo my bardzo lubimy wiedzieć lepiej. Wystarczy cudza opinia, jedno zdanie wyrwane z kontekstu, a już mamy gotowy osąd. A co było wcześniej? Czego ktoś się bał? Jakie miał możliwości? Z tym bywa gorzej, a z wydawaniem wyroków naprawdę warto poczekać. Nawet jeśli powieści wojenne nie są waszym pierwszym wyborem, dajcie jej szansę. Mnie ogromnie poruszyła i najchętniej już teraz znalazłabym kogoś, z kim mogłabym ją przegadać bez pilnowania spoilerów. ❤️ A stos nieprzeczytanych książek? Cóż, u mnie też stoi i patrzy z wyrzutem. Ale dla „Frani” warto trochę namieszać w kolejce. Potem możecie powiedzieć, że to przeze mnie. Biorę odpowiedzialność. 😉📚 Jest też coś, co na koniec muszę napisać, napisać o jednym tyni minusiku, który mi osobiście nie podobał się. Chodzi o lektorkę audiobooka. Uważam, że takie osoby jak Pani Agnieszka Postrzygacz czy Pani Joanna Domańska lepiej pasowałyby do tej historii. Oczywiście podkreślam, że to nie umniejsza wartości książki. Sami pewnie macie swoich ulubionych lektorów, których chcielibyście słyszeć w każdej książce, za którą się zabieracie.
Jakie to było dobre! Tak, akcja była dosyć leniwa, ale przez to tym mocniej „nasłuchiwałam” grozy, która cały czas czaiła się gdzieś w rogu. Autor udowodnił, że wakacje w pełnym słońcu przy plaży mogą być tak samo złowieszcze, jak pobyt w mrocznym ciemnym lesie. Piasek aż zgrzytał w zębach.
Podobała mi się ta historia zarówno na poziomie dosłownym, jak i metaforycznym. India była świetną postacią, jako młoda osoba z zewnątrz wniosła świeże spojrzenie, pierwsza zorientowała się, że coś jest nie tak, ale jednocześnie też ulegała powszechnemu, rodzinnemu otępieniu.
Czytało mi się tę powieść bardzo dobrze, bywały momenty tak intensywne, że jak mąż nagle kichnął w drugim pokoju, to myślałam, że dostanę zawału serca. Tylko stereotypowa relacja służącej Odessy z resztą rodziny mogłaby wskazywać na wiek książki, poza tym „Żywiołaki” wydają mi się uniwersalne.
Przeszłość zawsze upomina się o swoje, a sprawiedliwość potrafi mieć bardzo wysoką cenę…
W piątym spotkaniu z Bezimiennym nie ma miejsca na chwilę wytchnienia. Polityczne intrygi, tajemnice, zdrady i walka o życie najbliższych tworzą mieszankę, od której trudno się oderwać. Kiedy w grę wchodzą wielkie pieniądze i ludzie stojący ponad prawem, nikt nie może czuć się bezpiecznie.
Chmielarz serwuje nam pełną napięcia historię, w której trudno odróżnić sprzymierzeńca od wroga, a przeszłość skrywa więcej, niż mogłoby się wydawać. Bo czasem, żeby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba zmierzyć się z naprawdę mrocznymi sekretami.
„Wyższa konieczność” to propozycja dla czytelników, którzy lubią dynamiczne thrillery, nieoczywiste układy i bohaterów uwikłanych w sytuacje pozornie bez wyjścia. Rozmach fabuły i nagromadzenie wątków sprawiają, że historia przypomina bezwzględną rozgrywkę, w której każdy ruch może mieć nieodwracalne konsekwencje. Nie jest to spokojna opowieść o poszukiwaniu prawdy, lecz pełna napięcia walka z przeciwnikiem, który zawsze zdaje się być o krok przed innymi.
Jeśli lubicie mocne thrillery, bezwzględnych przeciwników i bohaterów, którzy nie odpuszczają to koniecznie dopiszcie ten tytuł do swojej listy!
Znacie już Bezimiennego? A może dopiero planujecie spotkanie z tym bohaterem?
W rodzinnym miasteczku Piper od pewnego czasu w tajemniczych okolicznościach znikają nastolatki. Władze miasta bagatelizują problem, uznając zaginionych za uciekinierów. Kiedy jednak znajomy Piper i jej przyjaciółki Hazel przepada bez śladu, dziewczyny zaczynają podejrzewać, że za zniknięciami kryje się coś mrocznego. Postanawiają działać na własną rękę, lecz trafiają w sam środek piekła... W ukrytym w lesie budynku trwa gra o życie. Czy cena za ocalenie zaginionych nie okaże się zbyt wysoka?
Co byście zrobili, gdybyście nie mieli wyboru i musieli podjąć grę o przetrwanie? Prawdziwą walkę o życie? Sprawę pogarsza fakt, że osoba odpowiedzialna za zło delektuje się naszym cierpieniem, a my to wiemy. I wiemy, że jest to ktoś nam bliski... Przerażające, prawda?
Natasha Preston stworzyła psychologiczne studium ofiar i kata. Sytuacja, w jakiej znalazły się nastolatki, jest przerażająca. Dziewczyny paraliżuje strach, próbują się buntować, odczuwają rezygnację. Ich zachowanie momentami było nielogiczne, ale w chwili stresu jest to zrozumiałe.
Autorka dobrze oddała emocje towarzyszące bohaterom. Czułam ich strach, cierpienie, ale też zapach piwnicy czy dźwięki, które informowały o zbliżającym się oprawcy. Z racji tego, że jest to thriller młodzieżowy, nie sądziłam, że spotkam się tu z taką ilością brutalności.
Najbardziej intrygowała mnie postać porywacza oraz jego metodyki i motywów działania. Był przekonany, że ratuje te dziewczyny przed zepsuciem przez świat zewnętrzny.
"Uprowadzone" to tytuł, który intryguje fabułą, zaskakuje nieprzewidywalnymi zwrotami akcji i wzbudza sporo emocji. Bezwzględna gra, która nie ma zasad, wciąga od pierwszej strony. Bywają momenty, kiedy jesteśmy zdezorientowani, niepewni w drodze do poznania osoby odpowiedzialnej za porwanie.
Dziwne dla mnie było to, że w małym miasteczku od półtora roku przepadają bez wieści nastolatkowie. Zastanawiałam się, dlaczego nikt się tym nie przejął? Nikt ani rodzice, ani policja nie szukali dzieci? Po prostu uznano, że uciekli, i po temacie.
Otwarte zakończenie nie daje jednoznacznych odpowiedzi lub w ogóle ich nie ma, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu. Zdecydowanie wolę, jak wszystko jest wyjaśnione, niż pozostając w zawieszeniu.
"Uprowadzone" to thriller z gatunku young adult ociekający mrokiem i napięciem, w którym toczy się walka o życie i wolność. To książka o zbytniej ufności i jej konsekwencjach, utracie niewinności, granicach ludzkiej wytrzymałości i niebezpieczeństwie kryjącym się tam, gdzie byśmy się go nie spodziewali. Polecam raczej młodszemu czytelnikowi, starszy może mieć większe oczekiwania.
Z mojego punktu widzenia seria o Naturobociku powstała w celu uświadomienia młodym czytelnikom o zagrożeniach do jakich dochodzi w naturze. Jednak aby bardziej wam ją zgłębić dodam, że każda postać ma swój obraz i krótki opis na początku, by jak tylko pojawi się imię danej osoby, to przypomnimy sobie w czym jest najlepsza i dalsza treść nie upłynie pod znakiem zapytania. Ilustracje są wielobarwne, a treść dużej czcionki z wyznaczeniem pogrubienia najważniejszych stwierdzeń istotnych w całej treści.
W tym tomie na cel wyszła Antarktyda. Poznaliśmy plusy i minusy funkcjonowania na niej żywych organizmów. Skupienie przywołują minusy a w tym nadmierne połowy kryli, czyli żyjątek malutkich, którymi żywią się te duże. Oczywiście najbardziej zainteresowany tematem był Edgar, który gdy tylko usłyszał na czym można najwięcej zarobić pieniędzy zaczął w tym kierunku działać. Wysłał swojego złego Chytrobocika, by ten zajął się powiększeniem jego majątku. Ekipa dzieci, które są obrońcami natury i jej praw wysłała swojego Naturobocika, by go powstrzymał.
Większą treść zajmie spotkanie ich ze zwierzętami z Antarktydy, takie prawie bójki oraz pomimo zaplanowanych wydarzeń, zatrzymania Chytrobocika by jeszcze bardziej nie namieszał w ekosystemie. Pomiędzy tym wszystkim będą przemycone informacje o życiu i lęgu pingwinów. To naprawdę interesujące informacje, gdyż przekazane są w sposób zrozumiały dla dzieci, oraz wytwarzające w nich uczucia chęci pomocy w razie potrzeby obrony słabszych. W chmurkach są ważne hasła o samej mocy pomagania innym, a na końcu mamy autentyczne informacje o żywych pingwinach i zagrożeniach jakie na nich czyhają. Niby bajka, a jednak bardzo kształtująca książka z ukierunkowaniem na dobre myślenie, pozytywne nastawienie, stawienie czoła przeszkodom oraz wiarę w to, że samemu można dokonać wielkich rzeczy. Osoby w młodym wieku zapoznane z takimi systemami myślowymi dorastają na bardzo empatycznych ludzi. Tylko dzięki nim uda się zachować równowagę w naturze. Dodatkowo uważam, że nawet dorośli nie znają tych problemów, więc tym bardziej każdemu ją polecam:-)
Serię poznałam od tomu piątego. Przed wami tom szósty w którym występują te same postacie, tylko wydarzenia odnoszą się do Madagaskaru. Druk jest większy, a najważniejsze sformułowania oraz zagadnienia są oznaczone pogrubieniem. Przed końcem książki mamy opis tajnej misji do której możemy się przyczynić opiekując się przyrodą. Tuż po niej na ilustracjach będą cztery zwierzęta, które są w tarapatach i grozi im wyginięcie.
Treść pomimo ważnych informacji dotyczących Madagaskaru będzie skupiała się też na zwyczajnych problemach ludzkich, gdzie Edgar będzie zły na swojego robota za to, że zawsze przegrywa w starciu z robotem, którego stworzyli jego koledzy. Chytrobot działa na służenie Edgara i nie działa dla pomocy naturze, a Naturobot został stworzony by bronić świat przed Chytrobotem. Dodatkowo zwierzęta, które się spotyka same o sobie opowiadają. Żółw żali się, że ludzie ich ciągle wyłapują, co sprawiło, że stały się najrzadszymi zwierzętami na świecie. Lemury żalą się, że ludzie coraz częściej je zjadają, a sifaki są stworzone do poruszania się po drzewach, a ludzie coraz częściej je ścinają. Te zwierzęta dosłownie opisują swoje problemy, gdzie są na to proste rozwiązania i za każdym stoi człowiek. Siła bycia bogatym jest niezwykle silna, lecz brak umiaru w takim postępowaniu sprawi, że wymienione zwierzęta całkowicie wyginą. Dzieci kiedy o tym czytają mogą same sugerować różne podpowiedzi, co za tym idzie, w przyszłości po przeczytaniu takich książek będą z rozwagą podchodzić do problemów natury.
Cokolwiek było tu opisane ma swoją przygodę, a wiadomo, że w ten sposób nauka wchodzi każdemu do głowy najlepiej. Uważam, że ta seria jest bardzo potrzebna, gdyż nasz świat zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku. Ludzie nie myślą, że kiedy zaczną ginąć zwierzęta, zaniknie też roślinność a z nią nasz drogocenny tlen. Jego niestety nie da się wymienić na pieniądze czy życie. Może się komuś wydawać, że sam nic nie zdziała, ale jest w błędzie. Wpierw zawsze zaczyna się od siebie, dlatego w tym miejscu polecam książkę każdemu, kto chce zostać bohaterem:-)