„Czasami trzeba odejść wystarczająco daleko, żeby wreszcie zobaczyć, gdzie tak naprawdę jest nasze miejsce.”
Właśnie z taką myślą zostawiłam za sobą ostatnią stronę „Barw pienińskich szczytów” Joanny Tekieli. I choć jest to opowieść o Agnieszce, jej sztuce, miłości i trudnych decyzjach, mam wrażenie, że podczas lektury znalazło się w niej również trochę miejsca dla każdego z nas.
Drugi tom cyklu „Szepty pienińskich ścieżek” ponownie zabiera nas do Sromowiec, gdzie życie płynie zdecydowanie spokojniej niż w wielkim mieście. Agnieszka coraz mocniej zakorzenia się w tym miejscu, a Pieniny stają się dla niej nie tylko domem, ale również niewyczerpanym źródłem inspiracji. Jej obrazy zaczynają nabierać coraz większego znaczenia, a przed nią pojawia się szansa, która może odmienić jej życie.
Prestiżowy plebiscyt, możliwość zaistnienia w świecie sztuki, uznanie i perspektywa kariery brzmią przecież jak spełnienie marzeń. Tylko czy każde marzenie rzeczywiście warto spełniać? I czy sukces ma sens, jeśli po drodze możemy zgubić to, co dawało nam prawdziwe szczęście?
To właśnie te pytania najbardziej wybrzmiały dla mnie podczas lektury.
Agnieszka musi zmierzyć się nie tylko z zawodowymi wyborami. Również jej relacja z Michałem zostaje wystawiona na próbę. Pojawiają się niepewność, różne priorytety i pytania o przyszłość. Bardzo podobało mi się to, że ich relacja nie została przedstawiona w sposób przesłodzony. Jest w niej miejsce zarówno na bliskość, jak i wątpliwości, rozmowy, emocje oraz decyzje, których czasami wcale nie chce się podejmować.
A jednak to Pieniny skradły moje serce.
Joanna Tekieli ma niezwykłą umiejętność opisywania przyrody tak, że przestaje być ona jedynie tłem wydarzeń. Tutaj góry naprawdę żyją. Czuć ich obecność niemal na każdej stronie. Dunajec, pienińskie szlaki, światło, zmieniające się pory roku i majestatyczne szczyty tworzą atmosferę, w której można się po prostu zatracić.
Czytając tę historię, miałam wrażenie, jakbym na chwilę sama mogła odłożyć wszystkie codzienne sprawy i znaleźć się gdzieś pośród gór. Bez pośpiechu. Bez ciągłego „muszę”. Po prostu – być.
I chyba właśnie za to najbardziej cenię tę powieść.
„Barwy pienińskich szczytów” nie opowiadają wyłącznie o miłości, sztuce czy wyborze pomiędzy spokojnym życiem a wielką karierą. To również historia o odnajdywaniu siebie. O tym, że czasami trzeba mieć odwagę powiedzieć „to jest moje życie” i przestać mierzyć własne szczęście cudzymi oczekiwaniami.
Agnieszka jest bohaterką, której naprawdę chce się kibicować. Nie jest idealna, ma swoje lęki, rozterki i momenty zawahania. Dzięki temu wydaje się niezwykle prawdziwa. Jej droga pokazuje, że odnalezienie swojego miejsca nie zawsze oznacza podjęcie jednej wielkiej decyzji. Czasem jest to szereg małych wyborów, które dopiero po czasie układają się w odpowiednią całość.
Joanna Tekieli stworzyła powieść spokojną, ciepłą i niezwykle klimatyczną, ale jednocześnie skłaniającą do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad własnym życiem. To jedna z tych historii, przy których nie trzeba pędzić przez kolejne strony. Można delektować się atmosferą, krajobrazami i emocjami bohaterów.
A kiedy już dotrzemy do końca, pozostaje to przyjemne uczucie, jak po krótkim wyjeździe w miejsce, w którym naprawdę udało nam się odpocząć.
„Tęsknoty jeża. O samotności i bliskości” to podobno bajka dla dzieci. Część bestsellerowej holenderskiej serii autorstwa Toona Tellegena, która podbiła cały świat. Książki z serii zostały przetłumaczone na ponad 35 języków, a w samej Holandii sprzedało się ponad milion egzemplarzy. I jak to z bajkami bywa, dzieci często odbierają je przede wszystkim przez emocje, obrazy i prostą historię. Dorośli natomiast mają doświadczenia, wiedzę i skojarzenia, przez które dostrzegają drugie, trzecie, a czasem nawet bardzo mroczne dno. „Tęsknoty jeża. O samotności i bliskości” dla dziecka mogą być nieco nudną historią o niezbyt zdecydowanym jeżu. Dla dorosłego, smutną opowieścią o lęku przed bliskością, o samotności z wyboru i tej, której się nie chce. O ambiwalencji. O potrzebie bycia ważnym, zauważony, o lęku przed odrzuceniem i w końcu o egzystencjalnym niepokoju. Ciekawe to było doświadczenie.
Książka do przeczytania na jeden raz, ale ile w głowie zostaje, to nie macie pojęcia. Przyznaję, że temat jest bardzo ciekawy i czasami zaprzątał mi głowę, gdyż nie wiedziałam dlaczego niektóre okoliczności sprawiały, że godziłam się na rzeczy na które nie miałam ochoty i zaraz po powiedzeniu tak, odczuwałam, że oszukałam sama siebie.
Autor podszedł do lektury w spokojny sposób, jednak bardzo mądrze tłumaczący masz mózg, kiedy godzimy się pod wpływem czasu. Przykładami są krótkie opowieści po których następuje wyjaśnienie całej sytuacji rozłożonej na mechanizm i niekiedy ćwiczenia. Pokazuje, jak presja czasu wpływa negatywnie na nasze decyzje. Uczy, że nie wolno ich podejmować pod wpływem chwili, ponieważ wpierw pojawia się odruch, który sami przez lata wytworzyliśmy i jeśli ktoś był wcześniej wykorzystywany, to nadal w pierwszej kolejności sobie na to pozwoli. Tłumaczy nam na czym to polega. W innej historii była opowieść kobiety i mężczyzny pomiędzy którymi pojawiła się nagle chemia. Oboje byli na tej samej wibracji i odruchowo zdecydowali, że są sobie przeznaczeni. W późniejszym czasie zaczęli wytykać swoje zachowania, które nie były z nimi zgodne, jednak tkwili w związku, ponieważ każdy ich przyjaciel wręcz podejmował za nich decyzję, że chemii nie należy się opierać. Pozwolili aby to otoczenie decydowało za nich. W bardzo prosty sposób zostało wytłumaczone dlaczego sama chemia nie wystarczy, choćby tym, że pewnego dnia pojawią się między nimi inne wibracje, poglądy i cały czar pryska.
W kolejnej historii młodzi ludzie się sparowali, gdzie on zauważał tylko sposób w jaki o niego dbała i wielbił ją za to. Dziwiło go tylko, że znajomi się odwracają, lecz pełen pyszności żołądek wszystko mu rekompensował. Pewnego jednak dnia ktoś zwrócił mu uwagę, że jego dziewczyna jest złodziejką. Oczywiście nie uwierzył im tylko jej, jaki z tego wniosek przeczytajcie sami. Był na tyle przywiązany do opieki jaką nad nim otaczała, że nie brał pod uwagę otoczenia, które chciało dla niego dobrze. W wielu przypadkach jakie się tutaj pozna pokazane jest jak działamy według zapamiętanych emocji. Ktoś będzie nam się kojarzył z czymś miłym i potrafimy dać mu zaufanie, choć nawet nie będziemy go znali. Nasz mózg ciągnie do tego co jest znane, dlatego przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji musimy dać sobie czas na podjęcie jej, na wysnucie za i przeciw. Nie można też swoich ważnych decyzji oddawać światu poprzez słowa ,,jak ktoś wejdzie ubrany na czarno, to znaczy, że świat chce abyśmy byli razem". Takie decyzje zawsze bywają błędem, ponieważ nie wychodzą z głębi nas. Wszystko co robimy czy mówimy, czy robimy odruchowo jest działaniem mechanicznym, czyli nie tym, które jest dla nas dobre, tylko tym, które nasz mózg zapamiętał i odruchowo podejmuje reaguje za nasze ciało. Podkreślone zostało, aby zawsze pytać siebie, czy na pewno chcemy się na coś zgodzić? Co mamy za i co przeciw, które jest dla nas korzystniejsze, które jest bliższe naszemu sercu, nie automatowi w ciele.
Właśnie na tym skupia się cała książka, na pokazaniu nam, że nasz mózg podejmuje za nas decyzje. My jesteśmy ciałem, czujemy ciałem, czujemy dotykiem, nie informacjami z głowy. Uważam zatem, że to jedna z najważniejszych kwestii jakie zostały podjęte aby pokazać nam jak codziennie powinniśmy podejmować dobre decyzje dla nas. Jak nie dać się zmanipulować ludziom i nie sugerować ich opiniami, ponieważ ich zdanie nie może decydować o naszym ciele. Jak nie dać się nabrać na wiadomości w telefonie, jak potrafić przyznać się do błędu, jak nie brać ciężaru rodziców na swoje barki i wiele innych bardzo wartościowych sytuacji, które pojmie każdy człowiek na świecie. To zakoduje w was uwagę, która pierwsza odezwie się alarmem w głowie w momencie, kiedy ktoś będzie chciał was oszukać. Życzę więc wszystkim aby mieli możliwość przeczytania tej książki, bo ona jest dla dobra każdego z nas. Jest dla naszego bezpieczeństwa:-)
Witam, dziś mam dla was recenzję książki „Związane Losem” 😍 Autor Tahereh Mafi 😍❤️ Wydawnictwo We Need Ya ❤️
Co to była za świetna historia, która wciągnęła mnie od samego początku! Mamy tutaj pokazanych bohaterów, których mogliśmy poznać już w poprzednich częściach. Nasza autorka po prostu nie zwalnia tempa i podaje nam tutaj prawdziwy rollercoaster emocjonalny 😍.
Mamy tutaj pokazane najważniejsze, czyli relację Alizeh z Cyrusem. Władca Tulanu proponuje dziewczynie układ idealny w swojej przewrotności – małżeństwo w zamian za koronę, które ma się zakończyć... jego własnym morderstwem z jej ręki.
Nasza autorka buduje tutaj bardzo wielkie napięcie. Razem z Alizeh próbowałam rozgryźć Cyrusa, ponieważ każdy miał go za bezwzględnego potwora, ale czy na pewno? Mnie jednak bardzo przypadł do gustu, choć miał wiele tajemnic. Oj, bardzo mocno zakochany był w naszej bohaterce. Miał świadomość, że zginie z rąk własnej żony, ale to nie przeszkadzało mu w jego miłości do niej. Na pewno każdy z nas zapyta siebie, jak to jest możliwe, gwarantuję jednak, że jest 😍😁.
Pokazany mamy świetnie wykreowany świat smoków, magii, ale także wyprawy, która zmieni wszystko 😍.
Pokazane mamy, jak potrafi być lojalny świat, gdzie wojny są na porządku dziennym, a ludzie są bardzo lojalni wobec swojej królowej. Kochają ją, podziwiają, chronią – po prostu aż chce się o tym czytać 😍.
Niekiedy myślimy, że ktoś, kto nas kocha, zrobi dla nas wszystko, że możemy na niego liczyć i bez żadnego wahania stanie z nami lub dla nas w najważniejszych momentach. Można jednak się trochę zawieść, ale jeśli chcecie wiedzieć, co mam na myśli, musicie sięgnąć po tę historię sami 😉.
Mamy tutaj bardzo dużo zwrotów akcji. Chemia, która iskrzy między naszymi bohaterami, jest po prostu nie do opisania 😍. Autorka pokazuje również trójkąt miłosny, gdzie choć widzimy, że szala zwycięstwa przechyla się na jedną stronę, do końca jednak nie byłam tego taka pewna 😉😍.
„Związane Losem” to historia pełna magii, tajemnic, emocji, miłości i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Autorka po raz kolejny pokazała, że potrafi stworzyć historię, która nie pozwala nam się nudzić i cały czas trzyma nas w napięciu 😍. Relacja Alizeh i Cyrusa dostarczyła mi naprawdę wielu emocji, a ich historia sprawiła, że z ogromną ciekawością przewracałam kolejne strony.
Jeśli lubicie fantastykę, magię, smoki, wielkie uczucia, tajemnice i bohaterów, których nie da się tak łatwo rozgryźć, zdecydowanie musicie sięgnąć po tę serię 😍❤️. Ja jestem bardzo zadowolona z tej historii i już wiem, że długo jeszcze będę o niej myśleć ❤️.
Poznajemy Sonię, której matka od dziecka wpajała, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. Starannie zaplanowała dla dziewczyny przyszłość, w wyniku intrygi wybierając nawet kandydata męża, Dawida. To blisko czterdziestoletni mężczyzna, który ciężką pracą osiągnął to, o czym marzył. Niestety inaczej ma się rzecz z życiem prywatnym.
Pamiętacie "Lalkę" Bolesława Prusa? "Lalka ze Złotego Wzgórza" jest współczesną historią inspirowana tamtą powieścią. Zawarty został tu motyw cudzych oczekiwań, pogoni za statusem społecznym i marionetki z przypisaną jej rolą. Zarówno Izabela Łęcka, jak i Sonia to piękne kobiety, które stanowią kartę przetargową do zabezpieczenia przyszłości rodziny. Jednak jest coś, co różni te kobiety, ale to już musicie sami odkryć... Można także doszukać się powiązań, jak i kontrastów między Stanisławem Wokulskim a Dawidem.
Krystyna Mirek kreśli obraz życia oparty na pozorach. W świecie pełnym ułudy, oczekiwań innych nie tak łatwo zawalczyć o miłość i szczęście. A czy sami też nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy? Co się stanie, kiedy przestaniemy to robić? Czy wtedy otworzą się przed nami nowe szanse na to, by pokochać i być kochanym? Wystarczy tylko, a może aż przestać żyć według cudzego scenariusza. By w końcu wybrać siebie potrzeba odwagi. Pojawia się tu kwestia wyborów, w tym szczerości i powiedzenia prawdy, które mają swoją cenę.
Historia dobitnie pokazuje, że pieniądze są ważne w życiu, ale nie najważniejsze. To, co ma największą wartość to drugi człowiek, miłość, przyjaźń, bliskość, poczucie bezpieczeństwa oraz serce, które choć złamane, to doskonale wie, czego tak naprawdę pragnie. Autorka poddaje analizie wątek prawdziwego uczucia w świecie, w którym wszystko wystawione jest na sprzedaż. Jak się przekonujemy również Sonia.
"Lalka ze Złotego Wzgórza" to powieść z pozytywnym wydźwiękiem i nadzieją o miłości nie zawsze przychodzącej w porę i która nie powinna się wydarzyć, skomplikowanych uczuciach, przyjaźni, przeszłości, tajemnicach, trudnych wyborach, marzeniach. Co wygra - serce czy rozsądek?
Na charakterystycznej, zielonej okładce książki dostrzegamy, że jest to kolejna komedia obyczajowa. Olga Rudnicka po prostu z nich słynie i nawet jeśli pisze o żądaniach okupu za małżonka, to musi być po prostu zabawnie. To my, czytelnicy, musimy pamiętać o tym, że niektórych opowieści nie można czytać z powagą- zdecydowanie należy podejść do lektury z przymrużeniem oka. A co, jeśli występuje klasyczny przerost formy nad treścią? W książce pt. „Jedną nogą w grobie” tak właśnie jest. Mamy do czynienia z historiami bardzo zabawnymi, ba, nawet możemy zakrztusić się herbatą podczas lektury, ale w pewnych momentach zaczynałam się po prostu gubić, jak też irytować, Uważam, że pisarka ma w swoim dorobku dużo lepsze propozycje literackie, a tu chciała po prostu za mocno nas rozbawić. Tak, jak okładka jest niezwykle wyrazista, tak wnętrze ma taki sam charakter- duszący, zbyt pokręcony.
Nie twierdzę jednak, że „Jedną nogą w grobie” jest opowieścią doszczętnie złą. Nie, bo jeśli czytelnik chce na chwilę odciąć się od problemów życia codziennego, to ta książka na pewno mu w tym pomoże. Cała zabawa, rozmieszczona na 308 stronach, zaczyna się tak naprawdę od pierwszego zdania, a zatem autorka nie próżnuje, nie każe nam czekać na to, by móc rubasznie się śmiać.
Nie opiszę bohaterów ani ich zmagań życiowych, gdyż nie do końca przypadli mi do gustu. Jedyne, co najbardziej mnie rozśmieszyło, to tworzona przez Małgorzatę Ryczkę, główną postać, lista postanowień noworocznych. Któż z nas jej nie robił, ale czy wypisane punkty stawały się jedynie teorią? Czy nie odkładamy wszystkiego na później? Warto się nad tym zastanowić, nawet w równie prześmiewczym tonie.
Inny mocny wątek to ciekawość sąsiedzka- u Olgi Rudnickiej jest to sarkazm na najwyższym możliwym poziomie. Szkoda, a może i nie- opisane tu zachowania można przypisać wielu statystycznym Kowalskim. Nie ma co ukrywać- nasza narodowość kocha plotki, uwielbia je podsycać, tworzyć nieśmiertelną pocztę pantoflową i włazić z butami w czyjeś życie. Kto w powieści Olgi Rudnickiej ma taką skłonność? Tego nie zdradzę, a bardziej zadaję sobie pytanie: czy to się kiedyś skończy? Jak myślicie?
Nie odradzam całkowicie lektury- może innym czytelnikom przerost formy nad treścią nie będzie stanowił przeszkody. Ja jednak czasem dusiłam się w tym zbyt gęstym sosie wątkowym. Sądzę zatem, nie jest to najlepsza historia wykreowana przez pisarkę. Było dobrze, ale nie wybitnie. Wciągająco? Tak, lecz tylko fragmentarycznie.
Niby wszystkie elementy są na miejscu, ale jednak nie poczułam tej samej fascynacji i nie przebiegały mnie ciarki, jak np. podczas czytania opowiadań Poe’ego. Mocno czuć, że teksty mają już swoje lata. Doceniam za ciekawe pomysły i za zaskakujące snucie grozy w miejscach znajomych i bezpiecznych.
Zarówno dobra rozrywka, jak i pozycja pożyteczna do nauki języka. Już pierwszy zestaw ćwiczeń zweryfikował moje przekonanie, że przecież na angielskim to ja się znam. Po każdym rozdziale znajdują się zadania typu „uzupełnij zdanie odpowiednią formą danego wyrazu” albo krzyżówka z wyróżnionymi wcześniej w tekście trudniejszymi słówkami. Ciekawe były objaśnienia używanych przez Wilde’a frazeologizmów i Inne kulturowe smaczki. Taki, a nie inny, układ sprawiał, że można sobie rozłożyć naukę na raty. Polecam.
Z „dwojga złego” zawsze bardziej lubiłam „Odyseję”. Więcej się tam działo, każdy etap podróży to była inna historia, no i motyw wiecznej tułaczki jakoś bardziej mnie pociągał niż wojna. Moim ulubionym fragmentem jest ostateczna potyczka Achillesa z Hektorem, w końcu wybuchło to narastające napięcie! Jeżeli chodzi o formę, to rytm czytania jest urzekający, ale nie raz sprawia, że słowa robią takie „fikołki” (król z urzędu? nagminne zniekształcanie imion?), że aż musiałam głębiej oddychać, gdy tego słuchałam.
Przyznam się wam, że czasami choćbym nie wiem jak bardzo starała się być opanowana, to jednak pojawia się jakaś osoba, albo sytuacja, która sprawi, że wewnątrz ciała zaczyna mnie trząść. Wybrałam tą książkę do przeczytania właśnie w momencie, kiedy tłumaczyłam coś osobie co robi dla siebie źle, a ona obróciła to w sposób taki, że ja czułam się winna, a nie taki był i zamiar i zamysł. To było błahe, ale wystąpiło chyba po raz setny, więc nie wytrzymałam.
Nie martwcie się i tak nie zostałam zrozumiana. Ale teraz przynajmniej wiem dlaczego.
Sięgnięcie po nią było dla mnie próbą odzyskania spokoju i tak wyszło, ale po kilku godzinach zdałam sobie sprawę, że nie wystarczy przeczytać jej raz. Zrozumienie przychodzi w momencie czytania, jednak potrzeba wielu powtórzeń aby pojawiało się zawsze, kiedy ktoś lub coś będzie chciało nas wyprowadzić z równowagi. Z chwilą czytania daje nam wszystkie odpowiedzi na temat tego co czujemy, jak dane emocje się nazywa, co one przedstawiają, jakie są oznaki i symptomy tej emocji, wartościowa porada, a na koniec ćwiczenie, aby swoim doświadczeniem powiedzmy bezwstydności czy braku poczucia bezpieczeństwa zapisać co dla nas to oznacza i co sprawia, że czujemy się bezpiecznie. Cała książka ma na celu wyprowadzenie nas z trudnej dla nas opanowania emocji i przypomnienie nam co sprawia, że czujemy jej tylko pozytywną stronę. Już wam daję przykłady z niej:
Docenianie- mamy opis tego jak czuje się ktoś doceniony, jak wygląda to kiedy chcemy być doceniani, a otoczenie tego nie robi. Pokazuje, że aby czuć się właśnie w taki stanie powinniśmy sami siebie doceniać, swoje zalety, umiejętności i działania. Wtedy zgromadzimy poczucie własnej wartości i pozytywną energię, a jeśli te pozytywy damy światu, w sensie docenimy pod tymi względami siebie, to świat odda nam to zwielokrotnione. Jest taka niepisana zasada, najpierw sam daj, by ktoś ci oddał. Ceńmy innych tak jak sami byśmy chcieli być doceniani. Jeśli krytykujemy innych, to i sami będziemy krytykowani. Jeśli łatwo oceniamy innych, to i inni będą nas na tym samym poziomie oceniać. Ludzie nie pamiętają, że tylko to co dobre ma prawo przetrwać i się wzbogacić, dlatego jeśli sami chcemy mieć dobre życie, to musimy potrafić dawać. Po tych wartościowych poradach otrzymacie pytania, które niczym u psychologa wpłyną do waszego umysłu i będą zauważone. Czy łatwo przychodzi nam krytykowanie innych? Czy potrafimy zaakceptować kogoś takim jaki jest? W jaki sposób możemy stać się osobą bardziej akceptującą innych i co mogę zrobić, aby zaakceptować siebie?
W ten sposób zapoznacie się z emocjami takimi jak akceptacja, asertywność, bezbronność, bezradność, brak poczucia bezpieczeństwa, duma, ekscytacja, empatia, frustracja, gniew, wykorzystywanie, zadowolenie, zawiść i ogrom innych, które ogromnie pomogą wam, dzieciom i ogólnie każdemu w funkcjonowaniu na tym świecie. Jeśli jest coś, co sprawia, że szaleje w was gniew i inne bliskie temu emocje, poczujecie jak łatwo daliście się sami nakręcić i jak zwiększyliście wagę tego zajścia, które tak naprawdę nawet mogło bezpośrednio was nie dotyczyć. Później są przeprosimy, bo ktoś dał się ponieść emocjom. Z tą książką tak nie będzie. Po jej lekturze, ale zaznaczam kolejny raz, wielorazowym czytaniu, wasze życie znacznie się uspokoi i zamiast pytać ,,dlaczego?", zaczniecie mówić ,,ok, rozumiem". To wszystko, ponieważ emocje są w nas wgrane niczym dane do komputera. Można z nich zrobić pożytek, lub zasiać wirusa. To wasz wybór.
Portale literackie uwzględniają każdego człowieka pióra- zarówno debiutanta, jak i kogoś, komu udało się napisać już więcej, niż tylko jedną powieść. Do tej drugiej, niemalże wymarzonej grupy, należy Mariusz Kanios. Ba, w jego przypadku role się odwróciły, bo to ja dopiero zaznajamiam się z jego historiami i „Familia” jest moim pierwszym spotkaniem z pisarzem. Wcześniej wielu fanów słowa pisanego zetknęło się już z jego trzema cyklami, a ja muszę dopiero nadrobić zaległości. Czy tym razem odejście od łączących się ze sobą opowieści miało sens? Miejmy nadzieję, że odbiorcy docenią dynamiczną akcję, gdyż naprawdę czasami nie wiadomo, o kim myśleć dobrze, a komu współczuć. Na ostateczny werdykt warto poczekać aż do ostatnich słów zawartych w epilogu. Pamiętajmy, że w treściach kryminalnych człowiek uchodzący za wilka w owczej skórze to norma. A jeśli jeszcze dorzucimy do tego pakietu wątek polityczny i brak równouprawnienia w zawodzie policjanta? Czy to zbyt wiele, a może jednak nie? Sami to sprawdźcie.
Czy Mariusz Kanios w ogóle musi się martwić o ogólne oceny swych książek, niczym uczeń zobowiązany do opanowania ogromu materiału edukacyjnego? Nic bardziej mylnego- moje prywatne śledztwo literackie dowiodło, że fani autora „Familii” są bardzo konsekwentni w swych werdyktach. Każda z wcześniej napisanych historii nie spada poniżej ogólnej noty 7,5. A jak będzie teraz? Czas pokaże, zaś sama nie zamierzam linczować Mariusza Kaniosa. Uważam, że jego opowieść jest dobra, wciągająca, a autor znalazł miejsce i czas na to, by poruszyć wiele spraw pobocznych, choć równie istotnych w realnym, a nie tylko fikcyjnym świecie. W poszczególnych rozdziałach zetkniemy się ze zdradą, problemem alkoholowym, fałszem, mocną chęcią zysku dla własnych korzyści, a także szokującym zakończeniem, które na długo pozostanie w umysłach czytelników.
Naturalną koleją rzeczy było intensywne zastanowienie się nad losami bohaterów. Wiszące na włosku małżeństwo Marka i Iwony to bardzo dobry materiał psychologiczny, a gdy jeszcze dołączymy postać ich córki, Alicji, to wówczas na pewno zadamy sobie pytanie: Czy każdy rodzic, zwłaszcza ojciec, jest taki obojętny i głuchy na problemy? Jest to kwestia do indywidualnego rozważenia, ale bardzo proszę, by niezbyt szybko oceniać postawę Marka. Będzie to trudne, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale naprawdę lepiej się wstrzymać.
Mariusz Kanios zdecydowanie nie pozwolił mi odłożyć „Familii” na tak zwany stosik wstydu. Wyjazd na piękną Sycylię miał być ratunkiem dla małżeństwa Marka i Iwony, a towarzystwo przyjaciół- Leszka i Marty- miało jeszcze bardziej pomóc w rozwiązaniu wszelkich waśni. Sycylia i dodana na początku historii miejscowa legenda niemal natychmiast budzi w odbiorcy przyjemne, marzycielskie wręcz odczucia. Autor każe nam się jednak szybko otrząsnąć. Twarde lądowanie ma nam uzmysłowić, że nawet bajeczne krajobrazy nie przysłonią ludzkich dramatów, na przykład biedy czy korupcji. Dlaczego żona i córka Marka, a także Marta, zaginęły bez śladu? Dlaczego też prowadzone śledztwo wykazuje szereg kłamstw? Kto ma coś do ukrycia i dlaczego? Szczegółów zdradzać nie mogę, finału sprawy tym bardziej. Mogę jedynie zapewnić, że autor miał sporo pomysłów na to, by utkać ogromną sieć intryg i znaków zapytania. Spokojnie- wytrwały i cierpliwy czytelnik zrozumie każdy aspekt i niczym po nitce do kłębka, dotrze do finiszu. Jaki on jest? Przekonajcie się sami. Ja wiem jedno- nigdy nie chciałabym znaleźć się na miejscu zaginionych bohaterek. Na samą myśl dreszcze nokautują całe moje ciało. Z Wami też tak będzie, to bardziej niż pewne.
Cała historia, pod kątem technicznym, jest tylko trochę bardziej obszerna od klasycznej powieści. 66 krótkich rozdziałów, epilog, a to wszystko rozmieszczone na dokładnie 391 stronach. Jest zatem co czytać, ale ciekawa opowieść zazwyczaj kończy się dla nas szybko. Mariusz Kanios udowodnił, że zmiana zawodu (były bankowiec) wyszła mu tylko na dobre. Widać, że chce nas zaskakiwać, a gdy mężczyzna pisze o zdradach, nałogach wymyślonej przez siebie męskiej postaci, to nie może być inaczej, jak tylko wciągająco.
Nie opiszę wszystkich postaci pobocznych, ale czytelnicy na pewno popadną w zadumę, gdy dowiedzą się o losach młodej policjantki próbującej rozwiązać główny dramat. Kobieta pracująca w policji to, przynajmniej na Sycylii, wciąż temat do drwin i braku należytej współpracy. Bohaterka książki, Carmela Librizzi, wyraźnie pokazuje, że policjantem się jest, a nie bywa. W każdym dochodzeniu liczą się detale, by można było połączyć kropki i schwytać sprawcę. Czy w „Familii” tak właśnie się stanie? Jaka naprawdę jest wspomniana Carmela Librizzi? Zapraszam do lektury.
Odpowiednia liczba stron interesującego tekstu pozwoliło autorowi wiele namieszać, wprawiać odbiorcę w zdumienie, niedowierzanie i strach. Nierzadko musimy odwołać się też do negatywnej odsłony ludzkiej psychologii. Pamiętajmy jednak, że to nie ilość, a jakość fabuły zawsze jest najważniejsza. Autor nie zawiódł w obu odsłonach.
Wiem, że na pewno sięgnę po jeszcze inny tytuł pisarza.
Czy rodzinne spotkanie może naprawdę skończyć się dobrze, kiedy każdy przyjeżdża z własnym bagażem emocji, niewypowiedzianymi pretensjami i tajemnicami?
W „Zjeździe rodzinnym” Agnieszka Gładzik zabiera nas do Mierzyna, do rezydencji, w której z okazji 85. urodzin cioci Waci ma odbyć się rodzinne spotkanie. Z założenia ma być elegancko, rodzinnie i oczywiście idealnie. Gracjana, która uwielbia mieć wszystko pod kontrolą, robi wszystko, żeby tak właśnie było. Problem w tym, że rodzinnych emocji nie da się zaplanować ani poukładać według wcześniej przygotowanej listy.
Do domu przybywają kolejne kobiety – między innymi Angela i Elwira, rodzinna „czarna owca”. Każda z nich ma własną historię, własne doświadczenia i rzeczy, o których w rodzinie od dawna się nie mówi. Jest też Julianna, nastoletnia córka Gracjany, która mierzy się z cyberprzemocą. Jej problem długo pozostaje w cieniu przygotowań do wielkiego rodzinnego wydarzenia. I chyba właśnie ten wątek szczególnie mocno pokazuje, jak łatwo czasami skupić się na tym, żeby wszystko z zewnątrz wyglądało dobrze, jednocześnie nie zauważając tego, co dzieje się naprawdę blisko nas.
I to właśnie pozory są jednym z najważniejszych tematów tej książki.
Na pierwszy rzut oka mamy rodzinę, która spotyka się przy wspólnym stole. W rzeczywistości pod tym stołem znajduje się cała masa niewygodnych tematów, dawnych urazów, rozczarowań, wstydu i wzajemnych pretensji. Wystarczy tylko odpowiedni moment, żeby wszystko zaczęło wychodzić na jaw.
Bohaterki są bardzo różne i właśnie to sprawia, że ta historia jest ciekawa. Każda z kobiet reprezentuje trochę inne podejście do życia, rodziny i własnego miejsca w świecie. Są tutaj osoby, które kurczowo trzymają się zasad i tego, „co wypada”, ale są też takie, które nie chcą już dłużej żyć według oczekiwań innych. Szczególnie interesująca wydała mi się Elwira – właśnie przez to, że nie próbuje za wszelką cenę dopasować się do rodzinnego schematu.
Autorka dobrze pokazuje też różnice międzypokoleniowe. To nie jest jednak proste przedstawienie konfliktu „starsze kontra młodsze”. Każda z kobiet ma swoje racje, ale też swoje słabości. Dzięki temu bohaterki nie są czarno-białe i można je zarówno polubić, jak i momentami mieć ochotę nimi potrząsnąć.
Podobało mi się, że książka potrafi być zabawna, a chwilę później dotknąć znacznie trudniejszych tematów. Humor nie jest tutaj tylko dodatkiem. Pomaga trochę rozładować napięcie, ale też sprawia, że pewne sytuacje wydają się jeszcze bardziej prawdziwe. Bo przecież rodzinne spotkania często właśnie takie są – trochę śmiechu, trochę niezręcznych rozmów, jakieś drobne uszczypliwości i tematy, których wszyscy wolą nie poruszać.
A potem ktoś powie o jedno zdanie za dużo…
I zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Bardzo fajnym elementem są również sceny związane z gotowaniem. Kuchnia staje się tutaj czymś więcej niż tylko tłem. Przygotowywanie potraw, rodzinne zwyczaje i dania z różnych stron świata dodają tej historii charakteru, a momentami można wręcz poczuć zapachy i smaki towarzyszące bohaterkom. Nie bez powodu książka zawiera również indeks egzotycznych potraw.
Mimo że akcja właściwie skupia się wokół jednego rodzinnego spotkania i jednej przestrzeni, nie miałam poczucia monotonii. Wręcz przeciwnie – zamknięcie tak wielu różnych osobowości pod jednym dachem sprawia, że napięcie stopniowo rośnie. Rezydencja w Mierzynie staje się trochę jak scena, na której kolejne osoby zdejmują swoje maski. Im bliżej wielkiego rodzinnego finału, tym mniej miejsca zostaje na udawanie.
Styl Agnieszki Gładzik bardzo dobrze pasuje do tej historii. Pisze lekko, naturalnie i z wyczuwalnym poczuciem humoru, ale jednocześnie nie ucieka od trudniejszych tematów. Dialogi są żywe i momentami naprawdę cięte, dzięki czemu bohaterki nie wydają się papierowe. Autorka potrafi również w kilku zdaniach pokazać relację między ludźmi, którzy znają się od lat, a mimo to wcale nie potrafią ze sobą naprawdę rozmawiać. To jedna z mocniejszych stron tej powieści.
Podczas czytania miałam sporo różnych emocji. Było rozbawienie, irytacja, ciekawość, momentami współczucie, ale też takie poczucie, że niektóre sytuacje są aż zbyt znajome. Bo choć historia została napisana z przymrużeniem oka, wiele z tych rodzinnych zachowań jest bardzo prawdziwych. Udawanie, że wszystko jest w porządku. Przemilczanie problemów. Wchodzenie w role, które zostały nam przypisane lata temu. I przekonanie, że skoro jesteśmy rodziną, to pewnych tematów po prostu się nie porusza.
A przecież właśnie te przemilczane rzeczy potrafią najbardziej oddalić od siebie ludzi.
„Zjazd rodzinny” to przede wszystkim współczesna powieść obyczajowa z dużą dawką humoru, emocji i rodzinnych konfliktów. Nie jest to historia przesłodzona ani typowo „lekka”. Pod warstwą zabawnych sytuacji kryje się całkiem sporo tematów do przemyślenia – o kobiecych rolach, potrzebie wolności, rodzinnych oczekiwaniach, relacjach między pokoleniami, a także o tym, jak łatwo przeoczyć problemy najbliższych, kiedy jesteśmy zajęci tym, żeby wszystko wyglądało idealnie.
Szczególnie poleciłabym ją osobom, które lubią powieści obyczajowe skupione na relacjach między bohaterami, rodzinnych tajemnicach i mocnych, wyrazistych postaciach. To również dobra propozycja dla tych, którzy lubią, kiedy książka potrafi rozbawić, ale jednocześnie zostawia coś do przemyślenia.
„Zjazd rodzinny” przypomniał mi, że w rodzinie wcale nie zawsze najtrudniejsze są wielkie konflikty. Czasami najbardziej bolą te drobne rzeczy, które przez lata udajemy, że nie istnieją. A żeby w końcu zacząć naprawdę ze sobą rozmawiać, czasem rzeczywiście trzeba… przewrócić stół.
To lekka w odbiorze, ale wcale nie błaha książka. Z humorem, emocjami i bohaterkami, które mają swoje za uszami. Jeśli lubicie rodzinne historie, w których za pięknie nakrytym stołem kryje się znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka – zdecydowanie polecam.
„Hermann Göring. Drugi człowiek Trzeciej Rzeszy” – Andreas Molitor
Hermann Göring to jedna z tych postaci, o których trudno czytać bez emocji. Andreas Molitor w swojej biografii pokazuje go nie tylko jako jednego z najważniejszych ludzi III Rzeszy, ale przede wszystkim jako człowieka niezwykle ambitnego, żądnego władzy i potrafiącego bardzo dobrze wykorzystywać swoją pozycję.
Autor prowadzi nas przez kolejne etapy jego życia – od młodości i początków kariery, przez lata największych wpływów, aż po proces norymberski i ostatnie chwile w więziennej celi. Szczególnie interesujący jest kontrast między wizerunkiem Göringa jako ekscentrycznego miłośnika luksusu, sztuki i polowań a jego rzeczywistą rolą w budowaniu nazistowskiego systemu terroru.
To biografia, ale czyta się ją również jak opowieść o mechanizmach władzy. Molitor pokazuje, jak rodzi się ambicja, jak zdobywa się wpływy i jak łatwo człowiek może przekraczać kolejne granice, kiedy przestaje istnieć dla niego moralna granica.
Podczas lektury czułam przede wszystkim niepokój i niedowierzanie. Trudno zachować obojętność, kiedy poznaje się kolejne fakty dotyczące człowieka, który miał tak ogromny udział w zbrodniach III Rzeszy. Jednocześnie autor nie tworzy jednowymiarowego portretu – pozwala zobaczyć, jak funkcjonował Göring i dlaczego przez lata pozostawał tak blisko szczytu władzy.
Książka jest napisana rzeczowo, ale przystępnie. To zdecydowanie propozycja dla osób zainteresowanych historią II wojny światowej, III Rzeszą i biografiami jej najważniejszych postaci.
Mocna, interesująca i skłaniająca do refleksji biografia człowieka, którego wpływ na historię był ogromny. Warto przeczytać, szczególnie jeśli lubicie książki pokazujące historię również od strony ludzkich ambicji, wyborów i mechanizmów władzy.
Książka ma bardzo specyficzne podejście do humoru o rodzicielstwie taty z dziećmi. To perypetie sytuacji w których zawsze reagowały mamy, czyli ważne rozmowy o wszystkim i o niczym, byleby tylko mówić, a rodzic ma odpowiadać na nie mądre zdania i druga strona przebierania dziecka po wyzwaniach kibelkowych. Podejrzewam, że autor chciał pokazać od strony taty wszystko, co się wiąże z byciem ojcem. Opisuje nam nawet najzwyklejszy spacer, kiedy inne kobiety spoglądając na mężczyznę z dziećmi próbują doradzić mu co ma zrobić lub ocenić jak bardzo dba o brzuszek pociech, ponieważ nie jest wklęśnięty. To też obserwacje samego mężczyzny, który spoglądając na inne kobiety dochodził do wniosku, że zostały obdarzone szczególnym darem cierpliwości, której mężczyznom zdecydowanie brakuje. Często też opisuje zdrobnienia dzieci, lub kogoś innego, kto ,,niuniusia" każde wypowiedziane słowo, co po dłuższym czasie czytelnika denerwuje. Męski autor nieco nie przewidział, że damski odbiorca ma cierpliwość, ale męski, choćby to była najlepsza instrukcja do tego jak przeżyć z dziećmi i nie zwariować, będzie miał nieco dosyć tych niewyraźnych sloganów, które są the facto pierwszymi słowami prawdziwych dzieci.
Te potoczne słowa, choćby żartobliwe, były nieco przegadane, jakby ojcem był najbardziej cwany współczynnik męski, który komentuje dosłownie wszystko. Każdą wizytę u lekarza, jego westchnięcie, spojrzenie i wszystko, co w jego oczach mogło oznaczać kłopoty. Nie umiem powiedzieć, czy było tego za dużo, ponieważ kobiecy odbiorca bywa bardziej konkretny, a za męską płeć nie będę się wypowiadała, bo nigdy nią nie byłam, jednak moim zdaniem tak na trzeźwo, to za dużo było tu tego ,,ciuciuruciu".
Patrząc z perspektywy komizmu, który był obecny, faktycznie był obecny, ale w przesycie. Książka komediowa nie polega na żartowaniu w każdym zdaniu, ale nie mnie oceniać, ponieważ każdy z nas ma inny temperament i inne poczucie humoru. Wiem, że rodzina autora znając go będzie zachwycona opisami, ponieważ to będą po części ich przeżycia. Dla nich będzie to ważna treść, jakby udokumentowanie za pomocą słów. Jestem przekonana, że osoby, które mają bardzo wysoki współczynnik reakcji na zabawne opowieści będą podczas lektury tej książki pękały ze śmiechu. Każdy inny, zwłaszcza z poważnym podejściem nie będzie nią zachwycony. Treść sama w sobie jest w większości prawdziwa, sytuacje są autentyczne, więc uważam, że moja ocena względem niej jest zasadna:-)
Czasami czytając książki zastanawiam się co takiego powoduje człowiekiem, że jest jest w stanie kogoś zabić. Tutaj od początku historia jest dosyć otwarta, bo poznajemy wersję i zabójcy i ludzi go ścigających. Z wolna czytamy powody dla których każdy z nich postępuje jak uważa. Odbijamy się od osoby do osoby, by mieć całkowity obraz tragedii, do której dojdzie. Pomiędzy całym zgiełkiem i szukaniem śladów zwróciłam uwagę na taki poboczny temat, jakim było odrzucenie własnego dziecka. Również towarzystwo młodej dziewczyny było dla niej bardzo brutalne. Traktowali ją jak jakąś rzecz, tylko dlatego, że nie wychowała się w pełnej rodzinie. Oczywiście najbardziej wojowniczy był młody osobnik, który obrażając ją uważał się za przywódcę, podczas gdy zachowaniem sięgał ledwie podstawówki. Kolejnym problemem było tu życie prywatne pewnego policjanta, który ukazał nam historię swojej miłości, a następnie ujrzeliśmy go upojnego alkoholem, gdzie jego druga połówka nie chciała go znać. Widać jak bardzo cierpi i jak czasami życie miesza mu się między pracą a tym, czego nie ma już w domu. To on będzie zaproszony do ścigania poddenerwowanego mordercy, gdzie będzie współpracował z równie silną kobietą. Aczkolwiek to sam policjant Robert Foks będzie tu najgłówniejszym ścigającym. To on będzie się zastanawiał dlaczego akurat ofiarami są młode dziewczyny. I do tego ta kartka, która sugeruje, że uratował świat przed złem. To była jakby kpina prosto w twarz, że zjawił się ktoś, kto naprostuje świat. Nawet i ja byłam zdenerwowana, kiedy o tym czytałam. Nic dziwnego, że będzie zależało im na czasie, by jak najszybciej złapać tego, któremu wydaje się, że jest panem. Tylko czy tak łatwo można natrafić na trop kogoś, kto ma rękawiczki i nie zostawia śladów?
No powiem wam, że jestem pod wielkim wrażeniem treści, gdyż naprawdę wciąga! Postacie są bardzo charakterystyczne, więc zawsze wiemy kto co mówi i robi. Krótkie rozdziały bardzo ułatwiały czytanie i lekko można się było wdrożyć w świat z książki. Bardzo interesujący kryminał z wątkami psychologicznymi. Zdecydowanie polecam, jeśli szukacie mocnych wrażeń:-)
Jest to pierwsze wydanie książki autora, teraz widziałam, że ma już nową okładkę. Opowieść jest przepełniona mrokiem, tajemnicą i opisami, które mogą powodować burzę w żołądku. Dosadnie widać co kto czuje, co widzi i co czuje na ten widok, dlatego osobom wrażliwym nieco odradzam. To historia dla takich wyżeraczy z krwi i kości, których nie burzy fakt rozkładających się ciał, wymiotów policji i wszelkich innych odruchów. Napisana świetnie, tylko nie każdy ma dobry żołądek, aby ją przetrawić;-)
Chyba najlepsze jest to, że książkę naprawdę bardzo dobrze się czyta. Od początku widzimy o co chodzi, czyli o zaginięcie córki pewnego wpływowego człowieka, który przekupuje drugiego, aby pomógł mu ją odnaleźć. Cała sprawa była tak bardzo skupiona na przekrętach, ludziach, którzy mieli pokazywać coś czym nie byli i pojawiały się nowe osoby, następowały bardzo niebezpieczne wydarzenia, że cała sprawa i emocje związane z zaginięciem tej młodej dziewczyny były jakby drugorzędne:-) Takim plusem, który mnie tu zaciekawił były zwierzęta, które wchodzą do akcji niczym niebezpieczne duchy, który krążą i w każdej chwili mogą zaatakować. Porównaniem do nich byli ludzi, którzy chyba posiadali bardziej drapieżne instynkty. Mniej uczestniczyli w dedukcji, a bardziej w stworzeniu scen niebezpieczeństwa i możliwości utraty tego na czym najbardziej komuś zależało. Osoba porwana jest ekolożką, więc praktycznie nie od początku, ale od dalszej treści była ukazana jako ktoś, kto macza palce tam gdzie nie powinien. Takim dobrym zagraniem będzie gra psychologiczna jaką będzie prowadziła osoba, która, która poszukuje tej córki. Cokolwiek by się nie działo, a w końcu wziął za to dużo pieniędzy, on potrafił obrócić na plus dla siebie. Wręcz żartował sobie ze swojej niewiedzy i zagubienia, byleby tylko ta druga osoba wzięła go nie za szkodnika, tylko pogubionego żuczka, który nie ma pojęcia w co wdepnął. Co jakiś czas dodawany zostawał gęsty klimat, takie zaostrzenie sytuacji lub nagła cisza, gdzie każdy wiedział, że jest obserwowany, a jednak musiał grać najmniej rzucającego się w oczy. Najgorsze było chyba jednak to, że jakikolwiek trop nie został złapany, to trafiał na ślepą uliczkę. Nagle wszystko się urywało, nie było niczego dalszego, zupełnie jakby ktoś przed nim był i czyścił wszystko, co mogłoby mu poddać się jako podpowiedź. Na tym etapie aż dziwimy się, że skoro jest to kryminał, a sprawa tyczyła się najlepszego, to jednak szybciej powinna posuwać się do przodu. Zaczynamy się zastanawiać, czy podobała zadaniu i czy faktycznie koniec będzie miał pozytywne zakończenie.
Przed wami tom trzeci, ale na spokojnie możecie czytać wszystkie osobno. Gra psychologiczna chyba najbardziej wciąga, więc można z nią przepaść na długie godziny. Postacie to chodzące maski, gdzie do końca nie wiadomo kto z kim gra. Jestem przekonana, że wiele osób będzie nią zafascynowanych na tyle, by po niej chcieć przeczytać tomy wcześniejsze:-) Ja ją wam polecam:-)
Jesień to idealny czas, żeby wrócić do historii, które otulają jak miękki koc. Kolorowe liście, kasztany spadające pod nogi, kubek gorącej herbaty i długie wieczory w domowym zaciszu… A do tego Myszonek i jego codzienne, pełne uroku przygody.
„Myszonek. Księga opowieści. Jesień–zima” to wyjątkowy zbiór myszonkowych historii, które zabierają nas w świat małej miejskiej myszy i jej mamy. Znajdziemy tu opowieści związane z jesienią, ale także te, które wprowadzają nas w zimowy i świąteczny nastrój.
Najbardziej podoba mi się w tych historiach ich zwyczajność. Myszonek nie potrzebuje wielkich przygód, żeby przeżyć coś ważnego. Jest ciekawski, czasem psotny, czasem trochę niesforny. Dzięki temu łatwo się z nim zaprzyjaźnić, a jego codzienne perypetie wywołują uśmiech zarówno u małych, jak i dużych czytelników.
To książka, do której można wracać o różnych porach roku. Jesienią czytać ją pod kocem, zimą przy choince, a potem, po prostu wtedy, kiedy zatęsknimy za Myszonkiem.
Jeśli jeszcze go nie znacie, „Księga opowieści. Jesień–zima” może być świetnym początkiem tej znajomości. A jeśli już znacie tę małą myszkę, z pewnością miło będzie spędzić z nią kolejne chwile.🐭🍂
Szczera do bólu, lekko prześmiewacza, zarozumiała i wolna. Ta właśnie odebrałam tą historię. Jako rozgrzeszenie swojego rachunku sumienia. Jako choć nijako śmianie się w twarz tym, którzy myśleli, że tak łatwo można zniszczyć kogoś u kogo było się w prywatnych sprawach zaspakajania swoich wyuzdanych fantazji cielesnych. Opisuje ludzi, którzy na wysoko postawionych stanowiskach klepali hasła o wolności, prawach człowieka, wiecznym zbawieniu, a prywatnie zdejmowali maski poddając się chorym obsesjom, lub zwyczajnym zbliżeniom za pieniądze. Ogólnie mowa o pieniądzach przewija się tutaj od początku do końca.
Bohaterką jest Emi, kobieta do której te osoby się udawały. Reasumuje nam, że żadne prace przyuliczne nie dawały jej takich pieniędzy jak politycy czy sportowcy. Aby posiadać lepszy wizerunek publiczny, przychodzili do niej oddać wszystko, co gotowało ich od wewnątrz. Przykładni ojcowie, mądrzy mówcy, czy mili prezenterzy. Im ktoś bogatszy, tym więcej wymagał. Ona sam zachowała sobie ich namiary, opisuje stworzony dziennik, gdzie ich wszystkich można znaleźć. Ułożyła to sobie jako zabezpieczenie i wściekłość na to jak została wystawiona. Jak bogaci ludzie chcieli ją zniszczyć aby móc w innym miejscu nadal korzystać z sekretnych spotkań. Opisuje nam teczki ludzi, którzy u niej witali. Streszcza ich do cech charakteru podczas zbliżeń oraz stopniu dyskrecji. Opisuje po krótce stan rodziny, gdzie przebywa, co piastuje, jak ludzie się o nim wypowiadają i jak przez dekady udaje mu się maskować na idealnego i prawego polityka. Widzimy na czym polegała wymiana wiadomości sms podczas których zamawiali konkretne panie lub konkretny ich wygląd. Następnie robimy przerwę, ponieważ przedstawiona zostaje nam właśnie cała Emi, postać, która postanowiła odkryć karty w imię swojej sprawiedliwości. Hokeista, Duecik, Muzyk i inni, którzy rzucali pieniędzmi jak kulą śniegu z najwyższą dyskrecją. Im jednak dalej, tym swobodniej się odnosili. Najgorsze jest jednak to, że kiedy wszystko zaczynało się sypać, wielcy ludzie zachowywali twarze zmieniając tylko miejsce swoich schadzek. Nowe miejsce, nowe dziewczyny, te same sprośne zabawy. Jeśli macie ochotę poznać sporą aferę łóżkową, to ta lektura jest dla was. Czyta się ją niczym akta pacjenta z dodatkowymi zapiskami. Budzi strach przez szybę, ale w głowie zostaje na długo;-)
Witam ,dziś mam dla was recenzję książki Zakazany Szef ❤️ Autorki Ady Tulińskiej ❤️
Wydawnictwo Nocne czytanie ❤️
Witam, dziś mam dla was recenzję książki „Zakazany szef” 😍 Autorki Ada Tulińska ❤️
„Zakazany szef” to historia, która wciągnęła mnie od samego początku i pokazała nam, że czasami nienawiść może bardzo szybko zamienić się w coś zupełnie innego 😍. Mamy tutaj motyw od nienawiści do miłości, ale oczywiście nasza autorka nie poprzestaje tylko na tym i dodaje nam tutaj sporo emocji, luksusu, social mediów, skandali i bardzo dużej chemii między bohaterami ❤️🔥.
Mamy tutaj Avery, ambitną i bardzo inteligentną kobietę, która dostaje zadanie uratowania wizerunku bankowego imperium d’Aboville. Dla niej jest to ogromna szansa na upragniony awans, dlatego zrobi wszystko, żeby dobrze wykonać swoją pracę. Problem pojawia się wtedy, kiedy poznaje swojego klienta, a jednocześnie tymczasowego szefa Vardona.
I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie 😍. Okazuje się, że przygoda Avery i Vardon już zaczęła się szybciej, a ich pierwsze spotkanie nie należało do tych, które wspomina się z uśmiechem na twarzy 😂🙈. Cóż to było za spotkanie 🙈 Między nimi od samego początku jest ogromna niechęć, ale jak dobrze wiemy, czasami granica między nienawiścią a pożądaniem jest naprawdę bardzo cienka 😉❤️🔥.
Avery bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ nie mamy tutaj kolejnej bohaterki, która pozwala sobą pomiatać. Jest silna, wie czego chce i potrafi postawić na swoim. W starciu z Vardonem daje nam to naprawdę świetne dialogi i wiele zabawnych, ale również pełnych napięcia sytuacji 😍.Jest ona dla mnie typową kobietą, która wie czego chce i do tego dąży. Nie podobała mi się jednak szefowa kobiety, która dla mnie trochę ją wykorzystywała i wciąż obiecywała spółkę, ale nigdy się do tego nie garnęła.
Vardon natomiast to typowy arogancki, pewny siebie i chłodny mężczyzna, który jest przyzwyczajony do tego, że dostaje wszystko, czego chce. No ale oczywiście pojawia się Avery i nagle nie wszystko idzie już tak, jak sobie zaplanował 😉. Bardzo podobało mi się to, że z czasem możemy zobaczyć jego drugą stronę i przekonać się, że nie wszystko jest takie, jak początkowo nam się wydaje.
Autorka bardzo fajnie pokazała również cały świat związany z PR-em, ratowaniem wizerunku i social mediami. Mamy tutaj skandale, influencerki i walkę o to, żeby uratować dobre imię banku i samego bohatera. Dzięki temu książka nie skupia się tylko na relacji naszych bohaterów i cały czas coś się dzieje 😍.
No i oczywiście chemia między Avery i Vardonem ❤️🔥. Oj tutaj zdecydowanie jej nie brakuje 😂😍. Ich relacja to ciągłe przyciąganie i odpychanie, a ja cały czas zastanawiałam się, kiedy w końcu jedno z nich odpuści. Mamy tutaj również pikantniejsze sceny, dlatego jest to zdecydowanie historia dla dorosłych czytelników 😉❤️🔥.
Książkę czytało mi się bardzo szybko, ponieważ autorka ma lekki styl pisania i przez historię po prostu się płynie. Bardzo podobało mi się również to, że mamy przedstawianą książkę oczami Avery, jak i Vardona, dzięki czemu możemy lepiej poznać ich myśli, emocje i to, co tak naprawdę dzieje się w ich głowach 😍.
W pewnych momentach można było się domyślić, w którą stronę pójdzie historia, a momentami miałam wrażenie, że Avery i Vardon trochę za długo bawią się w swoje przepychanki. Ale mimo wszystko nie przeszkodziło mi to jakoś bardzo w czytaniu, bo cały czas byłam ciekawa, co wydarzy się między nimi.
Zakazany szef to lekka, przyjemna i bardzo emocjonująca historia, w której znajdziemy miłość, nienawiść, skandale, luksus, social media i oczywiście ogromną chemię między bohaterami 😍❤️🔥. Jest to idealna książka na wieczór, kiedy chcecie się oderwać od codzienności i po prostu dobrze bawić podczas czytania.
Ja spędziłam z nią naprawdę świetny czas i zdecydowanie nie żałuję, że po nią sięgnęłam ❤️. Jeśli lubicie romanse biurowe, silne bohaterki, aroganckich mężczyzn i relację od nienawiści do miłości, to myślę, że ta historia może wam się spodobać 😉😍.
A ja jestem ciekawa, czy Wy dalibyście radę pracować ze swoim największym wrogiem, ale również mężczyzną do którego wciąż was tak przyciąga? 😂❤️