Recenzje:

Nie podążaj za Skorpionem
Autor: sza_teraz_czytam
"Nie podążaj za skorpionem" jest drugim tomem serii Amerykański sen. Ponownie otrzymujemy tu romans sportowy z sekretami w tle. Tym razem poznamy Michaela, brata Elijah'a znanego nam z pierwszej części.

Michael Raver - Negrete to mężczyzna ceniący sobie władzę, możliwości i wpływy. To bokser i szef eleganckiej restauracji w Utah. Uwielbia też szybką i niebezpieczną jazdę na motocyklu. Gdy otrzymuje zaproszenie na ślub, postanawia znaleźć osobę towarzyszącą. Pada na Biankę, która jeździ na motorze, projektuje ubrania i... mocno go pociąga. Zawierają układ.

Skorpion... czyż już to nie brzmi intrygująco, niebezpiecznie? A gdy bliżej go poznamy, jest jeszcze bardziej interesującym facetem, niż można by się tego spodziewać. Trudno go rozgryźć. Mistrz manipulacji, niezwykłej intuicji i nieomylności potrafi sprawić, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Czy zatem podążając za Skorpionem, podejmiemy jedną z najgorszych decyzji w życiu, a może wręcz przeciwnie, wcale nie będziemy jej żałować?

Bianca również nie odstaje od Skorpiona. To postać, która przełamuje wszelkie schematy kobiety. Jeździ na motocyklu, jest niezależna i pewna siebie. I co najważniejsze jest fascynującą zagadką...

Historia od początku elektryzuje, trzyma w napięciu i popycha nas do odkrywania spraw, z którymi będą musieli zmierzyć się bohaterowie. Autorka skupiła się na psychologicznej warstwie. Granica między miłością, zaufaniem a niebezpieczeństwem się zaciera. Pojawia się pytanie o to, czy miłość może usprawiedliwić wszystko? Wszak ona rządzi się swoimi prawami, prawda? Relacja między Skopionem a Bianką nie będzie łatwa ani oczywista. On wiele wycierpiał, dlatego zastanawia, czy będzie potrafił otworzyć serce? A może pozostanie zimny jak lód?

Dagmara Łuniewska świetnie ukazała słabości, z jakimi oko w oko stanął Skorpion. Porażki nigdy nie powinny nas zniechęcać do tego, by podnieść się i spróbować zawalczyć raz jeszcze. Nieważne czy dotyczy to ringu, przeciwnika, życia, słabości, miłości - każda walka jest możliwa do wygrania.

Wątek dotyczący ślubu w tej historii ma niebagatelne znaczenie dla zrozumienia swoich błędów i odkrycia prawdy. Niewyjaśnione sprawy, niedomówienia, rodzinne sekrety wychodzą na jaw. Sporo tego jest. Widzimy, jak ważna jest szczera rozmowa i wsparcie.

"Nie podążaj za skorpionem" to pełen emocji romans nasycony tajmnicami, trudną przeszłością, labiryntem intryg, manipulacją, niebezpiecznymi układami, deficytem zaufania i walką z własnymi słabościami. Sprawdźcie, co złamie Skorpion i co jego samego złamie...
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Niania z piekła rodem
Autor: Kama
Nie miała pojęcia kiedy zaczęło jej na tym mężczyźnie zależeć. W której chwili zatraciła poczucie rzeczywistości, a zaczęła żyć czymś, co było jedynie ułudą. Miała ochotę zacisnąć mocno powieki, pod którymi powoli zbierała się wilgoć. Zaczerpnęła tchu, czując, jak się rozpada.
Spada w otchłań i się topi.

Oblizał delikatnie wargi, po czym połączył ich usta w pocałunku - rozpaczliwym, żałosnym i tak bardzo potrzebnym. Przesyconym paniką, namiętnością i prawdą. Wyrażał wszystko, co chcieli sobie przekazać bez słów. Bolesne uczucie, które rozpierało ich serca, mimo iż wcale go nie chcieli. I żadne z nich się go nie spodziewało. Smakowali siebie nawzajem, jakby był to ostatni posiłek, który mieli skosztować. Z rozpaczą i potrzebą zatracali się w sobie, zupełnie jakby świat zewnętrzny przestał istnieć.

„Nie każda niania przychodzi do domu tylko po to, żeby zaopiekować się dziećmi. Czasem przynosi ze sobą znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.”

I nie, nie zakochałem się. Miał już te słowa na końcu języka, lecz zamilkł. Nie przeszły mu one przez gardło. Ale przecież nie mógłby się zakochać w tej małej, wrednej... W kobiecie, która ciągle robiła mu na złość"
Vaverley Woods kochała swoją dobrze platną posadę w Moore Lab- firmie zajmującej się cyberbezpieczenśtwem, była to nie tylko pasja , lecz również furtka do tego by zaopiekować się młodszym bratem- Matthew.
Niestety jedna decyzja, jeden błąd nie będący zresztą jej winą sprawił, że wszystkie plany i marzenia panny Woods rozpadły się niczym domek z kart a ona sama zaczęła żyć chęcią zemsty na byłym przełożonym.
Tymczasem bogaty i wpływowy biznesmen niespodziewanie musi zająć się swoją malutką córeczką - Zoe.
I właśnie wówczas drogi tych dwojga się przecinają zaś przeznaczenie zdaje się drwić zarówno z Dexa jak i z opiekunki jego dziecka, która niespodziewanie odkrywa ,że znienawidzona osoba jest zupełnie inna niż sądziła.
Czy relacja , która wydawała się niemal od początku skazana na porażkę może się okazać czymś czego oboje potrzebowali , by odnaleźć miłość i spełnić marzenia?

Nie czytałam innych książek autorki i bardzo tego żałuję ,ponieważ pióro Pani Kariny ma w sobie coś magicznego i wciąga bez rezzty. Nianię z piekła rodem po prostu pochłonęłam , chociaż muszę przyznać, że bardzo długo miałam problem z główną bohaterką. Oczywiście rozumiałam jej żal i niechęć względem Dextera, ale to, co dziewczyna fundowała mu w trakcie osobistej wendetty o której zresztą on sam nie miał pojęcia mocno mnie denerwowała.
Po prostu dla mnie było to przekroczenie granic, choć przyznam ,że interakcje pary zawsze mnie ciekawily.
Polubiłam również przyjaciół milionera i łączącą ich relację, a także to,że autorka nie bała się podejmować trudnych tematów czy grać na emocjach.
Niania z piekła rodem” to historia, która początkowo potrafi nieźle zirytować, później jednak coraz mocniej wciąga, by na końcu zostawić czytelnika z emocjami, których zdecydowanie się nie spodziewałam. Choć Vaverley momentami naprawdę wystawiała moją cierpliwość na próbę, z czasem zaczęłam dostrzegać w niej coś więcej niż tylko kobietę owładniętą chęcią zemsty. A relacja jej i Dextera? Zdecydowanie jest jednym z tych elementów, które sprawiają, że trudno odłożyć książkę.
Podobało mi się, że za pozornie lekką historią kryje się znacznie więcej — trudne emocje, krzywda, potrzeba sprawiedliwości, rodzinne relacje, a przede wszystkim dwoje ludzi, którzy muszą zmierzyć się nie tylko z tym, co wydarzyło się w przeszłości, ale również z uczuciami, których absolutnie nie planowali.
A zakończenie… tutaj Karina Majsterek zdecydowanie nie bierze jeńców. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna układać się na właściwym miejscu, autorka funduje czytelnikowi prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Ostatnie strony dosłownie wbiły mnie w fotel i sprawiły, że przez chwilę po prostu siedziałam z książką w dłoniach, próbując poukładać sobie w głowie to, co właśnie przeczytałam.
I chyba właśnie za takie historie lubię sięgać po romanse — za bohaterów, którzy potrafią zirytować, za relacje, którym kibicuje się mimo wszystko, za emocje, które zostają z nami jeszcze długo po zamknięciu książki i za zakończenia, po których można tylko powiedzieć: „No dobrze, tego się kompletnie nie spodziewałam”.
Gorąco polecam.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rodzina Tylczyńskich Tom 3 Czy my nie jesteśmy z innych światów?
Autor: Kama
Czy można całe życie wierzyć w historię, którą opowiadano nam o własnej rodzinie, a potem odkryć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej?
Po dwóch poprzednich tomach „Rodziny Tylczyńskich” wydawało mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę spodziewać się po tej serii. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się już po kilku pierwszych rozdziałach.
Tym razem na pierwszy plan wysuwają się Robert i Liwia — dwoje ludzi, których pozornie dzieli niemal wszystko. On sprawia wrażenie beztroskiego faceta, który najlepiej czuje się za zasłoną żartów i ironii. Ona natomiast przez lata funkcjonowała w świecie, w którym liczyły się zasady, oczekiwania i to, co wypada. Oboje wchodzą w pewien układ przekonani, że doskonale wiedzą, gdzie są granice.
Tyle że z uczuciami jeszcze nikomu nie udało się podpisać umowy.
Robert jest bohaterem, który potrafi rozładować nawet najbardziej napiętą sytuację jednym komentarzem. Jego poczucie humoru i rodzinne przepychanki nieraz wywoływały u mnie uśmiech, ale najbardziej podobało mi się to, że pod warstwą luzu i pewności siebie kryje się zupełnie inny człowiek. Znacznie bardziej emocjonalny i wrażliwy, niż chciałby pokazać światu.
Liwia z kolei bardzo szybko zdobyła moją sympatię. To bohaterka, która musi nauczyć się podejmować decyzje nie przez pryzmat tego, czego oczekują od niej inni, ale tego, czego naprawdę chce sama. Jej relacja z Robertem staje się więc czymś znacznie ważniejszym niż romansem. To początek jej własnej drogi do niezależności.
I kiedy mogłoby się wydawać, że głównym problemem będzie różnica między bohaterami, autorka przypomina nam, że w rodzinie Tylczyńskich nigdy nie może być zbyt spokojnie.
Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice, o których przez lata nikt nie chciał mówić. Przeszłość obu rodzin okazuje się ze sobą zaskakująco mocno związana, a spotkanie przy jednym stole szybko zamienia się w prawdziwą emocjonalną bombę.
Niektóre sekrety bolą bardziej niż inne.
Szczególnie mocno poruszyła mnie historia Honoraty. Jej wyznanie sprawiło, że spojrzałam na wiele wcześniejszych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. To jedna z tych historii, które pokazują, że decyzje podejmowane z miłości, strachu czy troski mogą po latach przynieść konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć.
Nieco inaczej odebrałam natomiast Seweryna. Jego zachowanie względem Liwii niejednokrotnie wzbudzało we mnie ogromną złość. Momentami miałam ochotę potrząsnąć nim i zapytać, czy naprawdę nie widzi, że jego „troska” dawno przestała być troską, a zaczęła odbierać córce prawo do własnego życia.
I właśnie ten wątek bardzo dobrze pokazuje, że autorka nie ograniczyła się do stworzenia kolejnego lekkiego romansu.
Owszem, mamy tutaj uczucia, chemię, humor i relację, której rozwój przyjemnie się obserwuje. Mamy również rodzinę, której członkowie potrafią doprowadzić człowieka do śmiechu, wzruszenia, a czasem nawet do lekkiej irytacji. Ale pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ważne tematy — kontrola, rodzinne oczekiwania, życie pod dyktando innych, klasowe różnice oraz konsekwencje sekretów, które przez lata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
A Robert i Liwia?
Ich relacja zdecydowanie należy do tych, które rozwijają się we własnym tempie. Początkowo oboje próbują wmówić sobie, że doskonale wiedzą, w co się pakują. Tylko że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi nic się nie dzieje.
I bardzo podobało mi się właśnie to stopniowe przechodzenie od pozorów do prawdziwych emocji. Nie ma tutaj nagłego uczucia, które pojawia się znikąd. Są rozmowy, drobne gesty, wzajemne poznawanie się i momenty, w których bohaterowie zaczynają dostrzegać w sobie coś więcej.
Do tego dochodzi oczywiście rodzina Tylczyńskich, bez której ta historia zdecydowanie nie byłaby taka sama. Ich rozmowy, docinki, wsparcie i chaos tworzą klimat, do którego po dwóch poprzednich tomach zdążyłam się już przyzwyczaić. A babcia Helena? Jestem przekonana, że gdyby dostała własną historię, spokojnie mogłaby skraść show pozostałym bohaterom.
„Czy my nie jesteśmy z innych światów?” okazało się dla mnie historią pełną emocji, humoru, rodzinnych sekretów i nieoczywistych zwrotów. To książka o tym, że czasami największym problemem nie jest to, że pochodzimy z różnych światów, ale to, że przez całe życie pozwalaliśmy innym decydować, gdzie jest nasze miejsce.
Robert i Liwia udowadniają, że nawet najbardziej nieprawdopodobny układ może przerodzić się w coś prawdziwego.
A rodzinne sekrety Tylczyńskich po raz kolejny pokazują, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Prędzej czy później upomina się o swoje.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Rodzina Tylczyńskich Tom 3 Czy my nie jesteśmy z innych światów?
Autor: Kama
Czy można całe życie wierzyć w historię, którą opowiadano nam o własnej rodzinie, a potem odkryć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej?
Po dwóch poprzednich tomach „Rodziny Tylczyńskich” wydawało mi się, że mniej więcej wiem, czego mogę spodziewać się po tej serii. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się już po kilku pierwszych rozdziałach.
Tym razem na pierwszy plan wysuwają się Robert i Liwia — dwoje ludzi, których pozornie dzieli niemal wszystko. On sprawia wrażenie beztroskiego faceta, który najlepiej czuje się za zasłoną żartów i ironii. Ona natomiast przez lata funkcjonowała w świecie, w którym liczyły się zasady, oczekiwania i to, co wypada. Oboje wchodzą w pewien układ przekonani, że doskonale wiedzą, gdzie są granice.
Tyle że z uczuciami jeszcze nikomu nie udało się podpisać umowy.
Robert jest bohaterem, który potrafi rozładować nawet najbardziej napiętą sytuację jednym komentarzem. Jego poczucie humoru i rodzinne przepychanki nieraz wywoływały u mnie uśmiech, ale najbardziej podobało mi się to, że pod warstwą luzu i pewności siebie kryje się zupełnie inny człowiek. Znacznie bardziej emocjonalny i wrażliwy, niż chciałby pokazać światu.
Liwia z kolei bardzo szybko zdobyła moją sympatię. To bohaterka, która musi nauczyć się podejmować decyzje nie przez pryzmat tego, czego oczekują od niej inni, ale tego, czego naprawdę chce sama. Jej relacja z Robertem staje się więc czymś znacznie ważniejszym niż romansem. To początek jej własnej drogi do niezależności.
I kiedy mogłoby się wydawać, że głównym problemem będzie różnica między bohaterami, autorka przypomina nam, że w rodzinie Tylczyńskich nigdy nie może być zbyt spokojnie.
Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice, o których przez lata nikt nie chciał mówić. Przeszłość obu rodzin okazuje się ze sobą zaskakująco mocno związana, a spotkanie przy jednym stole szybko zamienia się w prawdziwą emocjonalną bombę.
Niektóre sekrety bolą bardziej niż inne.
Szczególnie mocno poruszyła mnie historia Honoraty. Jej wyznanie sprawiło, że spojrzałam na wiele wcześniejszych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. To jedna z tych historii, które pokazują, że decyzje podejmowane z miłości, strachu czy troski mogą po latach przynieść konsekwencje, których nikt nie był w stanie przewidzieć.
Nieco inaczej odebrałam natomiast Seweryna. Jego zachowanie względem Liwii niejednokrotnie wzbudzało we mnie ogromną złość. Momentami miałam ochotę potrząsnąć nim i zapytać, czy naprawdę nie widzi, że jego „troska” dawno przestała być troską, a zaczęła odbierać córce prawo do własnego życia.
I właśnie ten wątek bardzo dobrze pokazuje, że autorka nie ograniczyła się do stworzenia kolejnego lekkiego romansu.
Owszem, mamy tutaj uczucia, chemię, humor i relację, której rozwój przyjemnie się obserwuje. Mamy również rodzinę, której członkowie potrafią doprowadzić człowieka do śmiechu, wzruszenia, a czasem nawet do lekkiej irytacji. Ale pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ważne tematy — kontrola, rodzinne oczekiwania, życie pod dyktando innych, klasowe różnice oraz konsekwencje sekretów, które przez lata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
A Robert i Liwia?
Ich relacja zdecydowanie należy do tych, które rozwijają się we własnym tempie. Początkowo oboje próbują wmówić sobie, że doskonale wiedzą, w co się pakują. Tylko że im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej udawać, że między nimi nic się nie dzieje.
I bardzo podobało mi się właśnie to stopniowe przechodzenie od pozorów do prawdziwych emocji. Nie ma tutaj nagłego uczucia, które pojawia się znikąd. Są rozmowy, drobne gesty, wzajemne poznawanie się i momenty, w których bohaterowie zaczynają dostrzegać w sobie coś więcej.
Do tego dochodzi oczywiście rodzina Tylczyńskich, bez której ta historia zdecydowanie nie byłaby taka sama. Ich rozmowy, docinki, wsparcie i chaos tworzą klimat, do którego po dwóch poprzednich tomach zdążyłam się już przyzwyczaić. A babcia Helena? Jestem przekonana, że gdyby dostała własną historię, spokojnie mogłaby skraść show pozostałym bohaterom.
„Czy my nie jesteśmy z innych światów?” okazało się dla mnie historią pełną emocji, humoru, rodzinnych sekretów i nieoczywistych zwrotów. To książka o tym, że czasami największym problemem nie jest to, że pochodzimy z różnych światów, ale to, że przez całe życie pozwalaliśmy innym decydować, gdzie jest nasze miejsce.
Robert i Liwia udowadniają, że nawet najbardziej nieprawdopodobny układ może przerodzić się w coś prawdziwego.
A rodzinne sekrety Tylczyńskich po raz kolejny pokazują, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Prędzej czy później upomina się o swoje.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pałac tajemnic
Autor: Monika Kowalczyk
Witam, dziś mam dla was recenzję książki Pałac Tajemnic ❤️ Autorki Agnieszki Pietrzyk ❤️ Wydawnictwo Nemezis ❤️

Pałac Tajemnic to historia, która od samego początku wciąga czytelnika w świat, który nie jest bezpieczny dla nikogo.

Mamy tutaj pokazane zwykłe życie lokatorów starego pałacu, a każda z rodzin ma swoje problemy, tajemnice i rzeczy, o których nie chce mówić. Autorka ma dla nas pełen pakiet kryminalnych zagadek, ponieważ każdy z lokatorów ma bardzo dużo do ukrycia. Tak jak inni mówią, że nikt nic nie słyszał i nie widział, to wcale nie musi być prawdą. Myślę, że każdy z nas czasami słyszy albo widzi coś, co zostaje gdzieś w naszej głowie, ale boimy się wyjaśnić niektóre sytuacje, żeby nie wpakować się w kłopoty albo nie narazić się na niebezpieczeństwo.

Lokatorzy są bardzo różni, tym bardziej że jedni mają problem z alkoholem i żyją w bardzo ciężkich warunkach, inni zaś zostawiają swoje rodziny i związują się z dużo młodszą osobą od siebie. Są też tacy, którzy zmagają się z różnymi chorobami i własnymi problemami, o których nie zawsze chcą mówić głośno.

Mamy tutaj pokazaną sytuację, gdzie zostaje zamordowana rodzina z sąsiedztwa, a nasza bohaterka zjawia się właśnie po to, żeby odkryć, co takiego się stało i kto zamordował sąsiadów.

I tutaj zaczyna się prawdziwa zagadka, bo im bardziej próbujemy odkryć prawdę, tym więcej pojawia się pytań. 😱 Każdy coś wie, każdy coś ukrywa, a niektóre zachowania sprawiają, że zaczynamy podejrzewać praktycznie każdego. Autorka bardzo fajnie prowadzi nas przez tę historię i nie daje nam od razu wszystkich odpowiedzi.

Podobało mi się również to, że oprócz samego morderstwa mamy tutaj pokazane życie mieszkańców pałacu i ich problemy. Dzięki temu historia nie skupia się tylko na jednej zagadce, ale mamy wrażenie, że każdy z bohaterów ma swoją własną historię i swoje tajemnice.

Czy uda się odkryć, kto stoi za morderstwem? 🤔 Czy mieszkańcy pałacu rzeczywiście mówią prawdę? A może ktoś wie zdecydowanie więcej, niż chce nam pokazać? 😱

Powiem wam szczerze, że Pałac Tajemnic to książka, przy której cały czas próbowałam łączyć fakty i zastanawiałam się, komu tak naprawdę można zaufać. ❤️ Jeżeli lubicie kryminały, tajemnice, morderstwa i historie, w których nic nie jest takie oczywiste, to myślę, że ta książka może was zainteresować. 😍

Ja lubię takie historie, gdzie autor nie podaje nam wszystkiego na tacy, tylko pozwala samemu szukać odpowiedzi i podejrzewać kolejnych bohaterów. Tutaj zdecydowanie tego nie zabrakło. ❤️

Jeżeli jesteście ciekawi, co tak naprawdę wydarzyło się w pałacu i jakie tajemnice skrywają jego mieszkańcy, koniecznie sięgnijcie po tę historię. Ja mogę wam powiedzieć tylko jedno – czasami najwięcej do ukrycia mają właśnie ci, którzy twierdzą, że nic nie widzieli i nic nie słyszeli. ❤️📚
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Przysięga zemsty
Autor: book matula
🔥 Jeśli na hasła takie jak mroczne fantasy, magia, Nieśmiertelni, tarot, sekrety, intrygi, zemsta, niebezpieczne sojusze i enemies to lovers. „Przysięga zemsty” Jaclyn Rodriguez, wydana przez Wydawnictwo Filia, to pierwszy tom cyklu „Immortal Desires” i powiem Wam jedno autorka naprawdę wie, jak zrobić wejście z przytupem. Nie dostajemy tutaj kolejnej fantastycznej historii, w której bohaterka odkrywa magiczne zdolności, książę jest piękny, wszyscy są piękni, a największym problemem okazuje się wybór sukienki na bal. O nie! 😂 Świat stworzony przez Rodriguez jest znacznie mroczniejszy. Będę szczera: gdy zaczęłam czytać, w mojej głowie zaświtały dwa tytuły innych książek, takich jak „Igrzyska śmierci” oraz „Dwór cierni i róż”. W pierwszym mamy bunt przeciwko panującej władzy, a w drugim wstępny dystans do jednego typa, który, nie chcąc, zaczyna nabierać promili. 🔥😏🔥 Orient będzie spojler tyni spojlerek.
Co do fabuły, to nad śmiertelnikami stoją Nieśmiertelni, pamięć o przegranym buncie i wojnie wciąż wpływa na życie kolejnych pokoleń, a każdego roku odbywa się Selekcja, podczas której stu młodych ludzi zostaje zabranych na Ziemie Nieśmiertelnych. Brzmi niewinnie? No właśnie… absolutnie nie. 😏 W sam środek tego wszystkiego trafia Rune Ryker, dziewczyna, która straciła rodzinę, dom i poczucie bezpieczeństwa, ale nie pozwoliła odebrać sobie determinacji. Sama zgłasza się do Selekcji, ponieważ chce odnaleźć rodzinę i poznać prawdę. Na jej drodze pojawia się Draven, książę, który zdecydowanie nie został stworzony po to, żeby wszystkim było miło. Arogancki, ambitny, tajemniczy i bezwzględny, a do tego posiada dokładnie ten sam niezwykły dar co Rune. Los postanawia więc połączyć tych dwoje i chyba miał przy tym naprawdę dobry humor. 😂 Ich relacja jest jednym z najmocniejszych elementów książki. Jest napięcie, nieufność, słowne przepychanki, wzajemne testowanie granic i chemia, którą można spokojnie kroić nożem. 🔥
Co jednak bardzo mi się podoba, to fakt, że romans nie pożera całej historii. Jest, ale z umiarem, ze smakiem i to jest ok. Autorka stworzyła świat z własną historią, zasadami i hierarchią. Mamy śmiertelników, Nieśmiertelnych, druidów, elfy, serafinów, polityczne rozgrywki, tajemnice, przepowiednie, klątwy i niebezpieczne sojusze. A do tego TAROT. 🃏 I niejako ozdobnik wrzucony do fabuły dla klimatu. 🃏 Karty tarota są częścią systemu magicznego, a Rune otrzymuje kartę Świat, należącą do Wielkich Arkanów i będącą jednym z najpotężniejszych źródeł mocy. Co więcej, identycznym darem włada tylko Draven. I nagle dwoje ludzi, którzy zdecydowanie nie powinni sobie ufać, zostaje połączonych czymś, czego sami do końca nie rozumieją. No i jak tu spokojnie żyć? Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Rodriguez wykorzystuje magię. Nie jest ona tylko efektownym dodatkiem. Jest związana z historią świata, jego hierarchią i bohaterami. Czytelnik musi obserwować, łączyć fakty i zastanawiać się, kto mówi prawdę, bo tutaj zaufanie jest towarem deficytowym.
Pod całą warstwą magii, zemsty i fantastycznego świata znalazłam sporo rzeczy, które można spokojnie odnieść do naszego własnego życia. Przede wszystkim zemsta. Kiedy ktoś nas skrzywdzi, bardzo łatwo pozwolić, żeby gniew zaczął kierować naszymi decyzjami. „Przysięga zemsty” pokazuje, że walka o sprawiedliwość, a życie wyłącznie pragnieniem odwetu to dwie zupełnie różne rzeczy. Czasami największą siłą nie jest odpłacenie komuś tym samym, tylko odzyskanie kontroli nad własnym życiem. Kolejna rzecz to zaufanie i ocenianie ludzi po pozorach. Rune i Draven pokazują, że pierwsze wrażenie potrafi być mylące, a za zachowaniem drugiego człowieka może kryć się historia, o której nie mamy pojęcia. Warto więc czasem zatrzymać się na chwilę, zanim wydamy wyrok. Książka przypomina również, że nie trzeba być idealnym, żeby być silnym. Rune popełnia błędy, podejmuje ryzyko, czasami działa impulsywnie, ale nie pozwala innym zdecydować, kim ma być. I chyba właśnie to najbardziej w niej cenię. Możemy mieć trudną przeszłość, możemy popełniać błędy, możemy nie wiedzieć, co wydarzy się jutro, ale nadal mamy wpływ na to, jaką drogę wybierzemy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia konsekwencji. Każda decyzja coś zmienia, każdy wybór może mieć swoją cenę, a czasami dopiero po czasie przekonujemy się, jak daleko sięgają skutki naszych działań. „Przysięga zemsty” przypomina też, że nie warto pozwalać, aby inni napisali za nas całej historii naszego życia.
❤️‍🔥 „Przysięga zemsty” jest książką dla czytelników 18+, którzy lubią romantasy z mroczniejszym klimatem, magię, niebezpieczne relacje, silne bohaterki, tajemnice, brutalniejsze momenty i bardziej zmysłową warstwę relacji. To historia, w której zemsta nie jest tylko słowem z tytułu, magia nie służy wyłącznie do efektownych sztuczek, a uczucia potrafią być równie niebezpieczne jak najpotężniejsze zaklęcie. Dla mnie „Przysięga zemsty” to genialny początek serii. Dostałam mrok, magię, tarot, tajemnice, intrygi, bohaterów z charakterem, świetnie zarysowany świat i relację, przy której niejeden raz miałam ochotę krzyknąć: „Ludzie, czy wy możecie, chociaż przez pięć minut normalnie ze sobą porozmawiać?!”. 😂🔥, Jeśli lubicie romantasy z pazurem, w którym poza romansem dostajemy jeszcze konkretną fabułę, świat pełen sekretów i bohaterów, którzy nie zamierzają grzecznie wykonywać cudzych poleceń, koniecznie wpiszcie ten tytuł na swoją listę. A tarot? Po tej książce zaczynam patrzeć na karty zdecydowanie bardziej podejrzliwie. 😂🃏 Rune i Draven, coś czuję, że jeszcze nieźle namieszacie. 🖤🔥.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
W twoim interesie
Autor: przyrodaz
Cała książka jest doskonale zobrazowana jeśli chodzi o emocje, napiętość wydarzeń, sytuacje, które pokazują kto jaki jest naprawdę oraz za czym kryją się ludzie aby wypaść jak najlepiej i też jak wygląda ich codzienność, kiedy nikt na nich nie patrzy. Ich myśli ładnie pokazują jak potrafią sondować drugiego człowieka i z czego to wynika. Nie oceniają od razu, obserwują, słuchają i dopiero później wysuwają wnioski.
Taką ciekawą sprawą były tu sytuacje w których postacie żałowały, że o kogoś nie zadbały. Widziały dopiero po czasie co straciły, lecz zerkając też na to do czego doszły bez nich, jakby we wcześniejszym stadium rozwoju były zbyt mało udoskonalone aby mogły zwrócić czyjąś uwagę. Dało mi to do myślenia, że ludzie nie chcą widzieć czyjejś drogi, którą ta osoba przebyła, jak wiele włożyła poświęceń w siebie aby dojść tam, gdzie chciała. Widać tylko jej efekt końcowy i fakt, że miała ,,szczęście", co w fizycznej wersji ze szczęściem nie miało nic wspólnego. Nikt ich nie pyta jak do tego doszli, tylko czemu im się udało. Słowo ,, praca" chyba najbardziej ludzi przeraża...
Ci, którzy zostali utrzymywani staczają się w momencie, kiedy osoby utrzymującej brakuje. Obwiniają ją o swoje niepowodzenie i niezrozumienie tego, że odeszli. Wtedy wszyscy na około są winni, tylko nie oni sami. W głowie wymawiają tylko słowa ,,powinien" podczas gdy ,,powinnam" ich nie dotyczy.
Pozycja jest gruba, ale ma szeroki zakres wydarzeń skupiających się nie tylko na osobie, która wyszła z więzienia i teraz myśli, że wszystko będzie po staremu. Musi mierzyć się z plotkami ludzi o swojej rodzinie oraz pieniądzach, które pozostawił ukryte i wie, że mu się należą. My poznajemy też życie jego partnerki i osób, które do niej przychodzą. Opinia innych ludzi skupia się na ocenie szybkiej i nieprecyzyjnej, podczas gdy ona sama bywa zrozpaczona tym, co ją spotyka. Znajomość tych dwojga rzutuje na prawdzie, którą czytelnik sam sobie uświadamia. Jednak pomimo ich światka jest jeszcze ten, który prowadzi poważne interesy i domaga się sprawiedliwości. Czasami człowiek, który jest dla kogoś bardzo ważny nie ma być tym na całe życie. Nieraz musi odegrać rolę, którą ktoś dla niego zaplanował. Bądźcie zatem przygotowani na masę intryg, zero szczerości, porażki życiowe, chwilowe aplauzy, grube ryby, finanse w korzystnej i niekorzystnej sytuacji oraz brak logicznego myślenia, bądź odczuwania, że wszystko się wszystkim należy. Niby kryminał, ale niesie za sobą przestrogi i wartości. Jestem przekonana, że zasługuje na waszą uwagę:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Klub żon seryjnych morderców
Autor: przyrodaz
Tytuł jest idealnie dobrany do całej treści. Mamy bowiem napisane, że tematem przewodnim jest klub żon, których mężowie to seryjni mordercy. Szczegół jest jednak w tym, że opowieść pokazuje faktycznie życie tych żon w całej presji otoczenia, wstydzie oraz pokazania się, że jeśli ich druga połówka w jakiś sposób jest sławna, bez względu na to jaki to rodzaj sławy, dobry czy zły, to i one mogą się poczuć wyróżnione. Jednak sława ta opiera się też na złej reputacji, że jak w ogóle one nie zauważyły, że ich mężowie byli zabójcami? Przecież to się czuje, to się widzi, niczym medium sprawa sama pojawia się rozwiązaniem w głowie i jak można tego nie wyczuć? Może dlatego, że morderca ma zawsze kilka twarzy, może być aniołem dla ukochanej i diabłem dla wroga. Małżonka bywała zawsze zadbana, zaopiekowana i rozpieszczona w taki sposób, aby sama zawsze była chętna jeśli jemu naszłaby ochota na igraszki. Dali maksimum uwagi w każdej chwili, więc zapatrzone w chodzące ideały, które je wybrały nie miały nawet myśli, że poza nimi ćwiartowali ludzi na kawałki. W tan sposób poznajemy kilka kobiet, które otulone uwagą mężów nie miały pojęcia o ich innej naturze. Obecnie opowiadają jak bardzo nie ze wszystkim były szczere. Przyznają, że zdarzało się mężom położyć na nich rękę, używać przemocy i żyć pod ich strachem, jednak bywały dnie, kiedy byli nadopiekuńczy. Przede wszystkim były pewne, że tylko one doświadczają przemocy z ich stron. Nie wiedziały, że potrafili odebrać coś więcej niż tylko godność. Po pewnym czasie, kiedy już poznamy ich sekrety ujrzymy, że zaczynają ginąć młode kobiety. Na wspólnym spotkaniu decydują, że same się tym zajmą, ale sprawy zaczyna komplikować fakt, że kiedy raz się skłamało, można użyć tego więcej razy...
Książka jest bardzo ciekawa w odbiorze. Pokazuje kilka twarzy nie tylko mężów kobiet ale i ich samych, które maskując się przed ludźmi kłamały na poczekaniu, gdyż to pozwalało im przetrwać. Początkowa słodycz, spójność, zamienia się w sekrety pomiędzy sobą. To typowo thriller psychologiczny w którym nie czuć, że coś się nie zgadza. Takie udokumentowanie kłamstwa, że dobrze maskowane zawsze ujdzie płazem.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Grzeczni już byliśmy
Autor: Anna
Nie umknie, to mojej na pierwszy rzut oka uwadze skąd autorka zaczerpnęła pomysł na nadanie tytułu powieści i z czym on ma związany główny wątek. Czego on dotyczy i jakie ma on odniesienie do współczesnych realiów?

Zaskoczenia nie ukrywam, że słowa byliśmy, grzeczni ma wiele znaczeń niezależnie od sytuacji, w których znajdują się główni bohaterowie.

No cóż, postanowiłam się zmierzyć z życiowymi przygodami bohaterów, jakie na nie czekają wraz z historiami osobistymi, które ich bezpośrednio dotyczą.

Zainteresowało mnie, jak można nagle zmienić coś w życiu, o ile całościowo toczyło się idealnie. A być może żyje, się sprytnie ukrywając charakter będący od samego początku tajemnicą zaczerpnięcia cienia czegoś od kogoś, kogo nie darzyliśmy zbytnio sympatią.

Niespodziewana obserwacja monitoringowa sąsiadów mieszkających na jednym z osiedli przez Daphne z jednej strony sprawia jej radość, a chwilami przyjemność, bo wie, co robią, ale daje jej do wiele do przemyślenia. Czy ona czuje, się szczęśliwa zachowując się tak niewłaściwie wobec nich?

Być może odnajdzie więcej przyjaciół lub wrogów wymyślając nową strategię na znalezienie ich niezależnie od poniesionych konsekwencji.

Niemiłe spotkanie na samym początku nastąpiło u Daphne i Arta Andrewsa powiązane było z brakiem kultury, czy ono później podczas nieprzewidzianego pobytu w osiedlowym ośrodku kultury zaowocuje czymś dla nich obojga korzystnym, czy przyniesie zadowolenie z obu stron, czy jednak zapłonie w dalszym ciągu wzajemną nienawiścią tego nie byłam w stanie przewidzieć.

Uważam, że nie wszystkie występujące wśród bohaterów zachowania w czytanej przeze mnie powieści pt.’’ Grzeczni już byliśmy’’ autorstwa Pani Clare Pooley nie były na pokaz, ale skutkują, kim naprawdę oni są, komu na kim zależy, a w szczególności pogodzić się samym ze sobą. Należy, być wytrwałym przy spełnianiu założonych misji nie będąc wcale idealnym, lecz sprawiając lekki ból przy użyciu niezbyt bezpiecznych środków moralności.

Powieści tej nie czyta się szybko.

Uświadamia nam ona, że można być świadkiem przygód z życia starszych ludzi, którzy z początku nie bawią się ze sobą dobrze, ale za to na nowo odkrywają siebie bez względu na to, czy popełnili w przeszłości błędy i mają wobec nich wyrzuty sumienia, czy wyrządzili komuś większą lub mniejszą krzywdę. O tym oni wiedzą już sami, a my nie.

Warto przeczytać tę powieść.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Bądź jak wilk, a staniesz się człowiekiem
Autor: przyrodaz
Książka sama w sobie jest mądra, jednak jest tutaj kilka kwestii z którymi niekoniecznie się zgodzę. Jako farmerka znam tryb pracy zwierząt, choć wciąż wiem , że to tylko obraz moich i tych, które obserwuję, a nie całego świata, więc napiszę tylko z własnego doświadczenia. Po pierwsze nie zgodzę się z tym, że świnie są najlepszymi opiekunami swoich dzieci. Wielokrotnie bowiem widziałam jak umęczone po porodzie siadały na swoich maluchach nie bacząc na to, że piszczały. Z tego też względu na jakiś czas były im odsuwane, póki mama nie dojdzie do siebie. Jedne maciorki owszem opiekowały się nimi niczym wilczury broniąc swojego stada, a innym było wszystko jedno czy małe chciały jeść czy nie, potrafiły leżeć nie bokiem tylko na brzuchu i trzeba było je popychać aby na bok się obróciły. Druga kwestia to psy bezpańskie i ich niepohamowany głód. Dużo takich psów się przewinęło, wiadomo, że na ranczo ludzie je podrzucają i tak, na początku jadły wszystko co tylko miały, ale po kilku tygodniach można je było nauczyć zjadania odpowiednich porcji i potrafiły być najedzone i nie dokończyć tego, co im zostało. Nie chodzi o to, że instynkt im się zacierał, tylko o to, że poczuły się bezpiecznie i dostały miłość oraz opiekę. I tak, nie dotyczy to wszystkich psów, bo są i takie jakie opisane mamy w książce. Nie szukam tutaj wad i plusów, tylko chcę aby czytelnik wiedział, że większość to nie zawsze oznacza wszystkich i każdy ma prawo mieć swoje odmienne doświadczenia:-)
Główną tematyka książki jest pokazanie nam gatunków zwierząt od których możemy się jako ludzie czegoś nauczyć. Chodzi tu o wierność, jedzenie, załatwianie swoich potrzeb, spanie, praca, miłość, pożądanie, opiekuńczość, przyjaźń, radość, współodczuwanie, inteligencja, wsparcie, opłakiwanie i wiele innych, które są ustosunkowane do określonych gatunków zwierząt, które robią to najlepiej jak potrafią. Autorka na koniec podkreśla, że to są jej doświadczenia, więc miała prawo zrozumieć wszystko na swój sposób, lecz nie ukrywam, że zaimponowała mi wybierając prawie idealnie dopasowane zwierzę do cech, które nam opisała. Skomponowanie tej książki z pewnością nie było łatwe i musiało być oparte o wiedzę, doświadczenie oraz pewność i znajomość zwierząt. Nie każdy podszedłby do tego tematu w tak delikatny i miły sposób, dlatego tym bardziej doceniam wkład w napisanie jej. Pod koniec dodam, że zwierzęta kierują się instynktem, a on jest w swojej naturze dobry i szczery, nakierowany na przetrwanie, więc tak, można się od nich uczyć życia. Kiedy od każdej osoby z otoczenia, czy też zwierzęcia weźmiemy i przyswoimy tylko te dobre cechy, to spokój zagości w naszym sercu. To chyba jest najważniejsze:-)
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Szkarłatny welon
Autor: book matula
To było moje pierwsze spotkanie z autorką. Podczas czytania dowiedziałam się, że to podobno kolejna seria, ale tak najprościej pisząc: „Szkarłatny welon” to niezupełnie nowa historia Shelby Mahurin. To kolejna opowieść z tego samego świata, z bohaterką znaną z „Gołębia i Węża”, osadzona po wydarzeniach poprzedniej trylogii. Tylko zamiast skupiać się na Lou i Reidzie, autorka otwiera przed nami zdecydowanie bardziej mroczną, gotycką stronę tego uniwersum. 🩸🖤 Nie mówię, że wszystko płynęło z nurtem, ale po pierwszym tomie muszę poznać poprzednią serię Gołąb i Wąż KONIECZNIE! Rada dla tych, co nie znają twórczości autorki to zacznijcie od serii „Gołąb i wąż”, mega wam to ułatwi.
Wracając do dzisiejszej recenzji. 🩸🦇 RANY, CO TU SIĘ ODHALO?! MIAŁY BYĆ WAMPIRY, MROCZNY KLIMAT I TROCHĘ ROMANSU, A JA DOSTAŁAM JESZCZE EMOCJONALNY ROLLERCOASTER! #Thespoilerisfine 🤦‍♀️🤦‍♀️.
😂 No dobra… przyznaję się bez bicia. Sięgnęłam po „Szkarłatny welon” z myślą: będzie fantasy, będzie mrocznie, pewnie ktoś kogoś ugryzie, ktoś się zakocha, ktoś uratuje świat i możemy się rozejść. HAHAHAHA! Naiwna ja. 😂 „Szkarłatny welon” to pierwszy tom cyklu The Scarlet Veil, osadzony jak . W świecie znanym z „Gołębia i węża”. Tym razem poznajemy bliżej Célie Tremblay, która jako pierwsza kobieta wśród łowców próbuje udowodnić, że naprawdę nadaje się do tej roboty. Chce być samodzielna, traktowana poważnie i przestać słyszeć, że trzeba ją chronić. Tylko że życie Célie najwyraźniej uznało, że „spokojnie” to słowo, którego absolutnie nie zna. Trzeba podkreślić, że jestem ogromną fanką wszystkiego, co wampirze, nieśmiertelne itp. W Belterrze zaczynają ginąć ludzie. Ciała pozbawione są krwi, pojawiają się ślady prowadzące do istot, które dla większości ludzi są jedynie legendą. Célie rozpoczyna własne śledztwo i coraz mocniej zagłębia się w świat, którego istnienia nawet nie podejrzewała.
Rozsądny człowiek powiedziałby: „Dziewczyno, odpuść”.
Célie: „Sprawdzę”.
Ja: „NO NIE, CÉLIE, PO CO?!” 😂.

Ale gdyby bohaterowie fantasy podejmowali rozsądne decyzje, nie mielibyśmy czego czytać. Célie jest bohaterką, którą według mnie naprawdę da się polubić. Nie jest niezniszczalną wojowniczką, która po pięciu stronach potrafi pokonać pół armii. Ma swoje lęki, koszmary i niepewności. Popełnia błędy, czasem podejmuje decyzje, przy których człowiek ma ochotę złapać ją za ramiona i powiedzieć: „Pomyśl jeszcze raz, kobieto!” 😂, Ale właśnie to sprawia, że jej przemiana wypada wiarygodnie. Jej siła nie polega na tym, że przestaje się bać. Ona zaczyna rozumieć, że strach nie może decydować za nią. I tego bardzo w niej kibicowałam. A potem pojawia się Michaił. Król wampirów. Tak, dobrze przeczytaliście. KRÓL. WAMPIR. Bo zwykły tajemniczy facet byłby zbyt prosty. Potrzebujemy potężnego, niebezpiecznego władcy, który ma więcej sekretów niż niejeden bohater ma stron w książce. 😂 Michaił to dokładnie ten typ bohatera, przy którym zdrowy rozsądek mówi: „ODDAL SIĘ.” A czytelnicze serce: „Ale może jeszcze chwilę popatrzmy…” 😏.
Ich relacja jest pełna napięcia, nieufności i niedopowiedzeń. Nie ma tu szybkiego „spojrzeli na siebie i już wielka miłość”. Na szczęście! Autorka daje tej relacji czas, a między Célie i Michaiłem cały czas coś iskrzy. Oczywiście, żadne z nich nie może po prostu normalnie porozmawiać. Bo po co? Lepiej skrywać sekrety, podejrzewać się nawzajem i komplikować wszystko do granic możliwości. Czytelniczka cierpi. Bohaterowie cierpią. Autorka prawdopodobnie świetnie się bawi. 😂 I wiecie co? Ja też. Ogromnym plusem „Szkarłatnego welonu” jest jego atmosfera. Jest mrocznie, gotycko, momentami baśniowo, a chwilami naprawdę niepokojąco. To książka, która aż prosi się o nocne czytanie, deszcz za oknem, kubek kawy i lampkę dającą zdecydowanie za mało światła. 🖤📚 Do tego dochodzi świat Les Éternels, pradawnych istot i wampirów, który stopniowo odsłania przed Célie kolejne sekrety. Autorka nie wrzuca wszystkiego czytelnikowi na talerz od razu, więc cały czas pozostaje ciekawość: co tu się właściwie dzieje i komu można zaufać? I bardzo dobrze.
Podobało mi się też to, że pod całą warstwą fantasy znajduje się historia o dorastaniu, samodzielności i próbie odnalezienia własnego miejsca. Célie chce przestać być postrzegana jako delikatna dziewczyna, którą trzeba nieustannie ratować. Chce sama decydować o sobie i udowodnić, że jej miejsce nie zależy od tego, co inni uważają za odpowiednie dla niej. Dla młodego czytelnika w wieku 15–18 lat to bardzo fajny punkt wyjścia do historii, która oprócz fantastycznej przygody mówi też o lęku, odwadze, poczuciu własnej wartości i budowaniu niezależności. A przy tym wszystkim nadal dostajemy to, po co wielu z nas sięga po fantasy:
MROK. WAMPIRY. MAGIĘ. ROMANS. SEKRETY. Czyli zestaw, który zdecydowanie ma prawo namieszać w głowie. 😂🩸, No i zakończenie… SHELBY MAHURIN… SERIO?! Nie będę spoilerować, bo tego po prostu nie można zrobić. Powiem tylko tyle: po ostatnich stronach człowiek potrzebuje chwili ciszy, kawy i… DRUGIEGO TOMU. Całe szczęście, że go mam. Bo gdybym go nie miała, prawdopodobnie siedziałabym pod drzwiami księgarni i pytała, czy może jednak mają jakiś egzemplarz na zapleczu. 😂📚 Ta pozycja to świetna propozycja dla młodzieży 15–18 lat, szczególnie dla tych, którzy lubią fantasy z gotycką atmosferą, tajemnicami, wampirami i romansem, który nie rozwija się w pięć minut. To historia o bohaterce, która uczy się ufać sobie, o świecie pełnym niebezpieczeństw i o relacji, przy której momentami naprawdę można dostać książką po głowie. I tak, kupiłam to. Całkowicie. 😂 Jeszcze raz napiszę, były momenty, gdzie nie wszystko było jasne przez to, że nie znam poprzedniej serii, lecz cały czas nakręcałam się tym, że jeśli tutaj mamy to, co mamy, to kurde-felek, co musi być tam?! SZOK!
🩸, Jeśli macie słabość do mrocznego fantasy, wampirów, gotyckiego klimatu i bohaterów, którzy zdecydowanie powinni częściej ze sobą rozmawiać, „Szkarłatny welon” może Was nieźle wciągnąć. Tylko ostrzegam (już kiedyś to napisałam): nie zaczynajcie, jeśli macie jutro rano coś ważnego. Bo możecie skończyć z książką w ręku, kawą dawno zimną i jednym wielkim: „NO DOBRA, A TERAZ, GDZIE JEST DRUGI TOM?!” 😂🦇
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Listy do Poli
Autor: FioletowaRóża
Z twórczością Marcina Mortki staję oko w oko po raz pierwszy. Dlaczego tak się dzieje, skoro pisarz nie jest żadnym debiutantem, a łączna liczba jego propozycji literackich jest przeogromna? Odpowiedź jest prosta, a raczej istnieją dwie najważniejsze przyczyny. Po pierwsze- doba ma tylko 24 godziny, a rynek książkowy tak bogaty, że czasem nie wiemy, co przeczytać w pierwszej kolejności. Obiecujemy sobie, że powieść tego, a nie innego pisarza przeczytamy właśnie teraz, dziś, natychmiast, po czym… wszystkie plany idą w łeb. Na horyzoncie pojawia się kolejna arcyciekawa powieść i to ona zmienia nasze wcześniejsze zamiary. Zresztą, choćbyśmy bardzo chcieli, nie możemy całego dnia, a także nocy, spędzić tylko na czytaniu- mój wzrok w bardzo wymowny sposób dziękuje mi za ciągłe poszerzanie mojego hobby. Druga przyczyna to po prostu gatunek- do tej pory sądziłam, że Marcin Mortka specjalizuje się głównie w tekstach dla dzieci czy fantasy. Pomyliłam się, i to sporo, ale autor ma na swoim koncie aż 155 (!) książek, a zatem muszę dogłębnie go przestudiować.

Zderzenie z „Listami do Poli”, czyli jego najnowszym dziełem, było niemal strzałem w dziesiątkę. To, co od razu przyciąga moją uwagę, to tytułowe listy, a w zasadzie zwierzenia ojca spisane w jednym zeszycie i, tylko teoretycznie, skierowane do najmłodszej córki. Ktoś mógłby powiedzieć, że autor chyba cofa się do prehistorycznych wręcz czasów, ale to absolutna nieprawda. Widok pięknych kopert zdobiących każdy rozdział tylko przyspiesza bicie mojego serca, a wewnętrzny głos mówi mi: czytaj to jednym tchem. Tak też zrobiłam i nie żałuję. Mało tego- koncepcja tytułowych listów bardzo współgra z opisem rodzinnego domu bohaterów, gdyż tam także czas jakby zatrzymał się w miejscu. Istotą są też stare przedmioty- dziś bezużyteczne, ale wciąż mające duszę i zdolność przenoszenia postaci do odległych czasów. Dzieje się to poprzez wspomnienia, rzecz jasna. Są one dobre, a może nie? Sprawdźcie to sami.

Nieścisłości rodzinne zdarzają się wszędzie, ale czy autor dobrze pokazał, jak naprawić ten błąd? Tak, moim zdaniem jest to powieść, którą powinna przeczytać każda dorosła już osoba. Rodzina Wrzaskowiczów to fikcja, jednak sporą część tekstu można przypisać statystycznym Kowalskim czy Nowakom. Nie kontaktujesz się z rodzicami? Kłócisz się z rodzeństwem? Zmień to, póki nie jest jeszcze za późno- to apel do każdego odbiorcy z osobna.

Po przeczytaniu nowej książki Marcina Mortki siedzi we mnie zarówno dużo humoru, ale też myśli podchodzących pod melancholię. Trzeba sobie uświadomić, że kiedyś nie było Internetu, mediów społecznościowych i, o zgrozo, sztucznej inteligencji. Mimo to, familie dbały o to, by się spotykać, by celebrować ważne święta, rocznice, itp. A teraz? Pogoń za pieniądzem i sławą powoduje, że nikt nic o sobie nie wie, a jeśli już coś do nas dociera, to równie dobrze mogą to być bzdury wyssane z palca. Jestem pewna, że wielu czytelników, zaraz po ukończeniu książki, dojdzie właśnie do takich wniosków. Jeśli taki był zamysł literacki pisarza, to udał mu się w stu procentach.

„Listy do Poli” to także książka, w której pokazane jest prawdziwe życie, a niektóre perypetie bohaterów, na przykład podchodzące pod kryminał, trzeba potraktować z przymrużeniem oka. Niezwykle często lubię posługiwać się antycznym terminem decorum, co tłumaczy się jako dopasowanie gatunku do tematu i stylu. U autora widać ten zabieg doskonale, gdyż tam, gdzie mamy się śmiać, zrobimy to. W innych scenach, tych bardziej bolesnych, może i nawet się wzruszymy, bo co w tym złego?

Jeremi Wrzaskowicz to wdowiec mający tak naprawdę czwórkę dzieci- Ewę, Roberta, Grzegorza i tytułową Polę. Dlaczego zatem znika bez wieści, a wszelkie osobiste zapiski uznawane jako listy są kierowane właśnie do najmłodszej Poli? Ta zagadka nie dawała mi spokoju, bo czyżby pisarz uczył nas haniebnego, ale często zauważalnego faworyzowania jednego z dzieci kosztem innych? Czy to zawsze ta najmłodsza pociecha ma być uważana za najpiękniejszą, najcudowniejszą? Nic bardziej mylnego- ta zagadka okazała się być dużo bardziej zdumiewająca, niż zakładałam. Niczego jednak nie zdradzę- pragnę pozostawić czytelników w niewiedzy, by mogli oni spokojnie przemyśleć wszystkie dialogi, a zwłaszcza te o podłożu obyczajowym. Dodam tylko, że jest ich tu naprawdę mnóstwo- w końcu na przestrzeni 431 stron wiele może się wydarzyć, prawda?

To, czym dodatkowo ujął mnie autor, to bardzo oryginalny podział na rozdziały. Nie są one klasycznie ponumerowane, zatytułowane także nie. Marcin Mortka za każdym razem nieco przygotowuje nas na to, co może się wydarzyć. Robi to w bardzo umiejętny, a zarazem prześmiewczy sposób. Ten zabieg bardzo przypadł mi do gustu, pisarzowi należą się za to duże brawa.

Nie chcę zbyt wiele zdradzać, gdyż dzieje się tu naprawdę wiele. Sama najbardziej zainteresowałam się postacią Ewy- kobiety idealnie zajmującej się córeczką Oliwią, ale jej życie wcale nie jest bajkowe. Wątek kryminalny potraktowałam pobłażliwie i wiem, że jedni go pokochają, drudzy nie. To naturalna sprawa. Wiem jednak, że z całą pewnością wrócę do wcześniejszych propozycji pisarza. A tak na poważnie: szalenie ważny jest stały kontakt z bliskimi. Nie zaniedbujmy go, nie mówmy standardowego „zdzwonimy się” albo „kiedyś musimy się spotkać”. Niestety, często okazuje się, że na familijne spotkania naprawdę jest już za późno i nic nie zostaje między sobą wyjaśnione. A powinno.


✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Mroczne intrygi T.1 Pani Noc
Autor: mysilicielka
Dopiero jakoś po 70% zaczęłam się wkręcać w tę historię. Przez cały czas miałam takie dziwne wrażenie, że jem odgrzewany obiad. Nawet sami bohaterowie wzdychali na myśl o „najpiękniejszej historii miłosnej”, kiedy tylko padały imiona Jace’a i Clary. Bohaterowie „Pani Nocy”, mimo że teoretycznie jedynie kilka lat młodsi, zachowywali się już jak zupełnie inne pokolenie. Z jednej strony brawo dla autorki, że potrafiła tak zróżnicować osobowości nowych bohaterów, z drugiej strony czułam się trochę staro w takim towarzystwie. Prawdę powiedziawszy, wolałabym, żeby powieść toczyła się w tym samym świecie, ale w oderwaniu od wydarzeń z „Darów Anioła”, bo to kółeczko wzajemnej adoracji było irytujące. Przeczytam ciąg dalszy, ale póki co, szału nie ma.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Gasnąc wśród świateł
Autor: Gosia
„Gasnąc wśród świateł” autorstwa Anety Grabowskiej to powieść obyczajowa z mocno emocjonalnym tłem, w której przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a skrywane przez lata tajemnice potrafią niespodziewanie wkroczyć w życie bohaterów i zmienić je na zawsze.

Wiktoria jest młodą studentką. Ma rodzinę, przyjaciół i życie, które z pozoru daje jej poczucie bezpieczeństwa. Wszystko zmienia jedno spotkanie, które sprawia, że dziewczyna zaczyna odkrywać nieznane dotąd strony siebie i własnej historii. To, co miało być zwyczajnym życiem, zaczyna nabierać zupełnie innych barw.

Drugim ważnym bohaterem jest Michał – zdecydowanie bardziej zamknięty w sobie, pełen dystansu i potrzeby ucieczki. Ucieczki nie tylko przed ludźmi i uczuciami, ale przede wszystkim przed wspomnieniami, z którymi najwyraźniej wciąż nie potrafi się zmierzyć. Bardzo ciekawym elementem jego historii okazuje się przypadkowa rozmowa ze starszym mężczyzną spotkanym na ławce w parku. To właśnie ona staje się początkiem drogi prowadzącej do konfrontacji z własną przeszłością i próbą zrozumienia samego siebie.

I właśnie bohaterowie są dla mnie jednym z mocniejszych punktów tej historii. Nie są idealni. Podejmują trudne decyzje, mają swoje lęki, tajemnice i rzeczy, o których woleliby nie mówić. Dzięki temu łatwiej było mi wejść w ich emocje i zrozumieć, dlaczego czasami zamiast rozmawiać, wybierają milczenie albo ucieczkę.

Akcja powieści została osadzona w Nowej Hucie, która nie jest tutaj jedynie tłem wydarzeń. Surowa, pełna kontrastów i charakterystycznego klimatu, bardzo dobrze współgra z historią bohaterów. Jest w niej coś ciężkiego i nieoczywistego, co pasuje do opowieści o ludziach noszących w sobie niewypowiedziane żale. Z jednej strony mamy codzienność młodych ludzi, przyjaźń, rodzinę i uczucia, z drugiej – tajemnice, dawne krzywdy i przeszłość, która wciąż ma wpływ na teraźniejszość.

Podczas czytania towarzyszyło mi sporo emocji. Była ciekawość, bo chciałam zrozumieć, co tak naprawdę kryje się za zachowaniem bohaterów. Było wzruszenie, momentami smutek, ale również złość i poczucie bezsilności wobec decyzji, których konsekwencje potrafią ciągnąć się przez lata. Najbardziej poruszyło mnie jednak to, jak mocno autorka pokazuje potrzebę wybaczenia – zarówno drugiemu człowiekowi, jak i samemu sobie.

„Gasnąc wśród świateł” to również historia o miłości, ale nie takiej cukierkowej i pozbawionej problemów. To uczucie podszyte lękiem, niedopowiedzeniami i tym wszystkim, czego bohaterowie nie potrafią wypowiedzieć na głos. I chyba właśnie dlatego wypada wiarygodnie. Bo czasami można kogoś kochać, a jednocześnie tak bardzo bać się zranienia, że zamiast zrobić krok do przodu, zaczynamy się wycofywać.

Styl Anety Grabowskiej jest przystępny i emocjonalny. Autorka nie komplikuje niepotrzebnie języka, dzięki czemu książkę czyta się płynnie, ale jednocześnie potrafi zatrzymać czytelnika przy trudniejszych emocjach. Ważne miejsce zajmują tutaj relacje międzyludzkie i wewnętrzne przeżycia bohaterów, dlatego jest to powieść bardziej nastawiona na emocje i odkrywanie człowieka niż na dynamiczną akcję.

Podobało mi się również to, że historia nie próbuje dawać prostych odpowiedzi. Nie każdą krzywdę można naprawić jednym gestem, nie każdą tajemnicę łatwo wyjawić, a przebaczenie nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujemy. Autorka pokazuje, że czasem trzeba najpierw zmierzyć się z tym, co bolało przez lata, żeby w ogóle móc zacząć żyć inaczej.

To książka przede wszystkim dla osób, które lubią powieści obyczajowe o rodzinnych tajemnicach, trudnych relacjach, miłości, przeszłości i emocjach, które zostają z czytelnikiem na dłużej. Jeśli cenicie historie, w których ważniejsze od szybkiej akcji są ludzkie wybory, uczucia i konsekwencje dawnych decyzji, „Gasnąc wśród świateł” może być dobrym wyborem.

Ta historia przypomniała mi, że czas nie zawsze leczy rany. Czasami dopiero szczera rozmowa, odwaga, by spojrzeć wstecz, i gotowość do wybaczenia pozwalają naprawdę zostawić przeszłość za sobą. „Gasnąc wśród świateł” to pełna emocji opowieść o miłości, lęku, tajemnicach i drugiej szansie. To jedna z tych historii, które skłaniają do refleksji nad tym, jak wiele może zmienić jedno spotkanie i jak długo człowiek potrafi nosić w sobie to, o czym nigdy nie powiedział głośno. Zdecydowanie polecam.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dziewczyna z lasu
Autor: book matula
🌲🔥 Rany… co tu się odwaliło?! 😂📚 Zaczynasz czytać „Dziewczynę z lasu” Karoliny Bujak i myślisz sobie: „Dobra, spokojnie, thriller, las, tajemnicza dziewczyna… zobaczymy, co z tego będzie” Nie raz wspominałam, że lubię klimat, gdzie mamy las w roli głównej. 😈 Mamy Kornela Sawickiego, który prowadzi sobie całkiem zwyczajne życie w mazurskim Laskowcu. Las, cisza, własne sprawy… aż pewnego dnia znajduje w lesie przerażoną, zagubioną dziewczynę. Dziewczyna nie pamięta, kim jest, skąd się tam wzięła ani co właściwie ją spotkało. Kornel, jak człowiek o dobrym sercu, postanawia jej pomóc. Zabiera ją do siebie, daje schronienie i nadaje jej imię Jagoda. Tego możecie dowiedzieć się z wielu opisów książki dostępnych w internecie, ale prawdziwa perełka czeka na was głębiej, tam, gdzie w lesie nawet ciemność ma władze nad światłem. 😈 I TERAZ UWAGA… 🚨 CZY W THRILLERACH KIEDYKOLWIEK KOŃCZY SIĘ DOBRZE, KIEDY KTOŚ MÓWI: „SPOKOJNIE, POMOGĘ”? 😂 No właśnie. Bo od tego momentu spokojne życie Kornela zaczyna się delikatnie mówiąc… sypać. Pojawiają się dziwne sytuacje, tajemnice, ludzie, którzy zdecydowanie za dużo wiedzą albo zdecydowanie za mało mówią, a atmosfera robi się coraz bardziej gęsta. I człowiek zaczyna czytać z miną: „Dobra… COŚ TU ŚMIERDZI. TYLKO JESZCZE NIE WIEM CO”. 🤨🌲.
Największym znakiem zapytania jest oczywiście Jagoda. Kim naprawdę jest? Dlaczego znalazła się w lesie? Co wydarzyło się wcześniej? I dlaczego jej pojawienie się wywołuje tyle zamieszania? No i tutaj zaczyna się najlepsza zabawa, bo autorka nie daje nam wszystkich odpowiedzi na tacy. O NIE! 😈 Dostajemy kawałek informacji, więc już człowiek kombinuje. Potem pojawia się kolejny szczegół i nagle: „AHA! JUŻ WIEM!”… po czym kilka stron dalej: „RANY BOSKIE, TO JA JUŻ NIC NIE WIEM!” 🤣🤦‍♀️.
Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam takie książki! Takie, przy których zaczynacie podejrzewać absolutnie wszystkich. Sąsiada? PODEJRZANY. Ktoś coś przemilcza? PODEJRZANY. Ktoś zachowuje się zbyt normalnie? OHOHO, TEN TO DOPIERO COŚ UKRYWA! 😂🔎 A atmosfera? CUDO! 🌲🖤 Mazurski Laskowiec, las, tajemnice, mała społeczność, i to nieprzyjemne uczucie, że pod powierzchnią pozornego spokoju dzieje się zdecydowanie więcej, niż powinno. Niby cisza, niby zwyczajne życie, a człowiek cały czas ma z tyłu głowy: „No dobra, ale kiedy coś pierdyknie?”. 😳 Kornel jest zwyczajnym facetem, który chciał po prostu pomóc zagubionej dziewczynie. Nie jest żadnym genialnym detektywem z policyjnym doświadczeniem. I może właśnie dlatego tak dobrze obserwuje się jego sytuację. Bo wraz z nim wchodzimy w tę historię coraz głębiej i razem próbujemy zrozumieć, co właściwie się dzieje.
A Jagoda? Oj, ta dziewczyna zdecydowanie nie pozwoli Wam przejść obok tej historii obojętnie. 😏 Jej tajemnicza przeszłość, brak pamięci i pytania dotyczące jej tożsamości sprawiają, że cały czas próbujemy połączyć kropki. Tylko że kiedy wydaje nam się, że już mamy obraz całości… ktoś najwyraźniej bierze gumkę i ściera nam pół układanki. 😂 I jak po takich książkach mam się nie bać wejść do lasu? Już wszędzie widzę trupki, a to na drzewie, a to w krzakach, a to jakaś górka, a mi w głowie rodzi się obraz, że pewnie ktoś jest, jest pod ziemią 😂😂.
I teraz najważniejsze: CZY TO JEST KSIĄŻKA NA NOC? ABSOLUTNIE NIE. ❌🌙 Chyba że rano nie musicie wstawać. 😂 Bo „Dziewczyna z lasu” ma ten wyjątkowo złośliwy rodzaj fabuły, który mówi: „odłóż mnie”. A Ty odpowiadasz: „oczywiście”. Odkładasz. Patrzysz na książkę. Bierzesz ją z powrotem. „Tylko jeszcze jeden rozdział”.
I nagle jest 1:37 w nocy.
„No dobra, jeszcze jeden”.
2:14.
„TERAZ TO JUŻ MUSZĘ WIEDZIEĆ”.
2:58.
„A RANO JAKOŚ PRZEŻYJĘ”. 🤣☕📖
Właśnie za to lubię tę książkę. Za tajemnicę, atmosferę, pytania, które nie dają spokoju i ten moment, kiedy zaczynasz prowadzić własne prywatne śledztwo, chociaż nikt Cię o to absolutnie nie prosił. 😂🔎, Jeśli lubicie thrillery, w których przeszłość nie chce zostać pogrzebana, tajemnicze postacie, sekrety małych społeczności i historie, przy których co chwilę zmieniacie swoje podejrzenia, koniecznie dajcie szansę „Dziewczynie z lasu”. Tylko błagam… nie zaczynajcie jej, jeśli za pięć godzin macie pobudkę. 🤣
Bo potem będzie kawa. ☕
Druga kawa. ☕
Trzecia kawa. ☕
I pytanie: „KTO MNIE NAMÓWIŁ NA CZYTANIE TEGO DO TRZECIEJ W NOCY?!” 😂 🌲🖤 „Dziewczyna z lasu” – wchodzisz do lasu razem z Kornelem, a wychodzisz z milionem pytań w głowie i bardzo poważnym problemem ze snem. 😂📚.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dwa światła
Autor: Gosia
„Dwa światła” – Maria Paszyńska

Czy w świecie pełnym wojny, cierpienia i śmierci można jeszcze odnaleźć piękno? „Dwa światła” Marii Paszyńskiej to niezwykle poruszająca powieść inspirowana prawdziwą historią, w której tym światłem staje się przede wszystkim muzyka, ale także przyjaźń i człowieczeństwo.

Historia rozpoczyna się w Warszawie w 1935 roku. Poznajemy małego Roberta, żydowskiego chłopca obdarzonego wyjątkowym talentem muzycznym, oraz profesora Edwarda Sokołowskiego – kompozytora i nauczyciela, który dostrzega w nim coś niezwykłego. Ich relacja z czasem przeradza się w wyjątkową więź ucznia i mistrza, ale wybuch wojny brutalnie zmienia ich spokojną codzienność.

Robert trafia do warszawskiego getta, a później zostaje wyprowadzony na aryjską stronę w przebraniu dziewczynki. Udaje mu się przeżyć, rozwija swój niezwykły talent i po wojnie zostaje laureatem Konkursu Chopinowskiego. Sukces nie oznacza jednak końca cierpienia. Przeszłość pozostaje w nim na zawsze, a pamięć o tych, którzy nie przeżyli, staje się ciężarem, z którym musi nauczyć się żyć.

Najmocniejszą stroną powieści jest dla mnie właśnie ta niezwykła relacja między Robertem a profesorem. Muzyka staje się ich wspólnym językiem, czymś, co pozwala choć na chwilę odsunąć od siebie strach i okrucieństwo wojennej rzeczywistości. Z jednej strony mamy piękno dźwięków, talent i przyjaźń, z drugiej – głód, przemoc, śmierć i ciągłe zagrożenie. Ten kontrast bardzo mocno wybrzmiewa podczas lektury.

Maria Paszyńska przenosi nas przede wszystkim do przedwojennej i wojennej Warszawy, a szczególnie do dramatycznej rzeczywistości warszawskiego getta. Później wraz z bohaterem przechodzimy do powojennego świata, w którym wojna formalnie się skończyła, ale jej konsekwencje wcale nie zniknęły. To właśnie ta zmiana perspektywy jest niezwykle ważna – pokazuje, że ocalenie nie zawsze oznacza odzyskanie dawnego życia.

To powieść historyczna, ale autorka nie skupia się wyłącznie na faktach. Pokazuje przede wszystkim człowieka – jego strach, samotność, nadzieję, poczucie winy i potrzebę bliskości. Jej styl jest spokojny, obrazowy i pełen emocji. Paszyńska potrafi oddać zarówno piękno muzyki, jak i brutalność wojennej rzeczywistości, nie odbierając historii jej ludzkiego wymiaru.

Podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji – od wzruszenia i zachwytu nad niezwykłą więzią bohaterów, po smutek, bezsilność i ogromny niepokój. To jedna z tych książek, przy których trudno pozostać obojętnym. Szczególnie mocno poruszyło mnie to, że nawet kiedy wojna się kończy, człowiek nie może po prostu zostawić za sobą tego, co przeżył.

„Dwa światła” nie jest łatwą lekturą, ale zdecydowanie jest lekturą potrzebną. To opowieść o wojnie, która odebrała ludziom dzieciństwo i poczucie bezpieczeństwa, ale również o tym, że nawet w najciemniejszych czasach może pojawić się ktoś, kto poda rękę, ocali życie albo pomoże odnaleźć choć odrobinę światła.

Polecam szczególnie miłośnikom powieści historycznych, historii inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami i książek, które skupiają się nie tylko na wydarzeniach, ale przede wszystkim na emocjach i losach człowieka. „Dwa światła” to piękna, bolesna i długo pozostająca w pamięci opowieść o muzyce, przyjaźni, wojnie i próbie życia po tym, co wydawało się końcem całego świata.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata
Autor: Gosia
„Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata” – Adrienne Mayor

A gdyby okazało się, że Amazonki, które przez wieki traktowano jako bohaterki mitów i legend, naprawdę istniały? Adrienne Mayor w swojej książce „Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata” zabiera czytelnika w niezwykłą podróż śladami kobiet, które walczyły, polowały, jeździły konno i brały udział w wojnach.

To nie jest powieść, lecz fascynująca książka historyczna i popularnonaukowa, w której autorka próbuje oddzielić mit od faktów. Sięga do starożytnych przekazów, źródeł historycznych i przede wszystkim odkryć archeologicznych. Znalezione groby kobiet pochowanych z bronią, końmi czy wyposażeniem wojownika pokazują, że obraz wojowniczek nie był jedynie wytworem wyobraźni starożytnych.

Najbardziej fascynujące jest to, jak szeroko Adrienne Mayor prowadzi swoją opowieść. Nie ogranicza się do jednego miejsca czy jednej kultury. Przenosimy się między światem greckim, Persją, stepami Eurazji, Indiami i Chinami. Dzięki temu Amazonki przestają być pojedynczym motywem znanym z mitologii, a stają się częścią znacznie większej historii kobiet żyjących w różnych kulturach starożytnego świata.

Podczas lektury szczególnie podobało mi się zestawienie tego, co przez wieki opowiadano o Amazonkach, z tym, co zaczęto odkrywać dzięki archeologii. Momentami trudno było nie poczuć zdziwienia, że historie kobiet walczących u boku mężczyzn, a czasem samodzielnie, przez tak długi czas były traktowane przede wszystkim jako legendy.

Autorka nie przedstawia jednak swoich bohaterek wyłącznie jako niezwyciężonych wojowniczek. Pokazuje ich codzienność, kulturę, sposób życia, relacje i miejsce w społecznościach. Dzięki temu Amazonki stają się bardziej ludzkie i zdecydowanie ciekawsze niż postacie znane jedynie z mitologicznych opowieści.

Styl Adrienne Mayor jest bardzo przystępny, mimo że książka opiera się na dużej ilości materiału historycznego i naukowego. Autorka potrafi opowiadać o archeologii i starożytności w sposób angażujący, łącząc fakty z opowieściami i ciekawostkami. Nie miałam poczucia, że czytam suchą rozprawę naukową. Raczej uczestniczyłam w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, kim naprawdę były kobiety, które przez tysiące lat pozostawały gdzieś pomiędzy historią a legendą.

Ta książka wzbudziła we mnie przede wszystkim ciekawość. Im dalej czytałam, tym bardziej chciałam wiedzieć, co jeszcze udało się odnaleźć i ile znanych nam historii może mieć swoje źródło w prawdziwych wydarzeniach. Było też sporo zaskoczenia, szczególnie gdy okazywało się, jak wiele informacji można dziś odczytać z grobów, szczątków i przedmiotów pozostawionych przez ludzi żyjących tysiące lat temu.

„Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata” nie jest jednak książką dla kogoś, kto szuka lekkiej historii do przeczytania w jeden wieczór. To publikacja wymagająca większego skupienia, pełna faktów, źródeł i historycznych kontekstów. Właśnie dlatego szczególnie poleciłabym ją osobom zainteresowanym historią, archeologią, starożytnością, mitologią oraz historią kobiet.

Dla mnie największą wartością tej książki jest pokazanie, że historia wciąż potrafi nas zaskoczyć. To, co przez długi czas wydawało się jedynie mitem, może mieć swoje odbicie w rzeczywistości. A odkrycia archeologiczne pozwalają spojrzeć na przeszłość z zupełnie innej perspektywy.

„Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata” to fascynująca podróż przez czas, miejsca, kultury i źródła, która zmusza do zastanowienia się, ile historii kobiet zostało pominiętych albo uznanych za legendę. Jeśli lubicie książki, które nie tylko opowiadają o przeszłości, ale przede wszystkim pozwalają spojrzeć na nią inaczej – zdecydowanie polecam.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kronika ptaka nakręcacza
Autor: mysilicielka
Siedziałam razem z bohaterem w studni. Siedzieliśmy pod ziemią długie godziny, strona po stronie, w męczarni, na którą sami się skazywaliśmy, w miejscu, w którym czas się zatrzymuje. Ile do końca? Jak długo jeszcze? Jak to w ogóle ocenić? A potem udręka się skończyła, a mi było tylko smutno, bo chciałam tam zejść jeszcze raz.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Norse Mythology
Autor: mysilicielka
"- Loki - rzucił. - Loki to zrobił.
- Czemu tak myślisz? - Sif gorączkowo przesuwała palcami po łysej głowie, jakby muśnięcia mogły sprawić, że włosy powrócą.
- Ponieważ - odparł Thor - kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu."

Loki, jeden z głównych wrogów Avengers. Thor, nierozgarnięty nastolatek w serialu Netfliksa. Odyn z twarzą Iana McShane'a. Tyr, My God Of Justice, w refrenie piosenki metalowego zespołu. Czy kiedykolwiek wcześniej mitologia nordycka była tak silnie eksploatowana w popkulturze?

Nieważne, jak mocno twórca, z którego dziełem właśnie się zapoznałeś, korzystał z mitologii, zawsze warto znać materiał wyjściowy. A są to historie nietuzinkowe, w dodatku świetnie przedstawione przez wspaniałego pisarza, który wie, kiedy zachować powagę a kiedy lepiej rozładować napięcie.

"- Domaga się ręki Freyi.
- Chce tylko jej ręki? - rzucił z nadzieją Thor.
Ostatecznie miała dwie, może zdoła ją przekonać, by bez specjalnych sprzeciwów zrezygnowała z jednej. W końcu Tyr świetnie sobie radził."

Bohaterowie mitów Gaimana dają się lubić, wydają się bliscy czytelnikowi i sympatyczni, pomimo typowo boskich zachowań, typu zabijanie bez powodu, oszukiwanie i ciężkie do wyobrażenia sobie zmiany wizerunku czy rozmiarów. Każda postać ma swój charakter i atrybut, więc łatwo je rozróżnić. Wielka szkoda, że tak niewiele zachowało się ze starożytnych historii do naszych czasów.

Język jest prosty, łatwy w odbiorze, czyta się to jak zbiór współczesnych opowiadań, a nie trudny naukowy tekst. Co zabawne, mit o powstaniu młota Mjolnira, znałam wcześniej z książeczki dla dzieci z serii "Czytam sobie" i bardzo ciężko było mi go w pełni zrozumieć, a tutaj od razu połapałam się o co chodzi.

Uważam, że każdy zainteresowany Thorem i spółką powinien zapoznać się z tymi mitami, żeby wiedzieć, do czego odnoszą się twórcy w swoich dziełach. Neil Gaiman odwalił kawał dobrej roboty. Ja sama żałuję tylko, że przeczytałam ją tak późno, ale nie ma tego złego!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nocna zmiana
Autor: mysilicielka
Ten zbiór opowiadań wspominam chyba najlepiej ze wszystkich od Kinga. Nikt tak zręcznie nie potrafi wyciągać „brudów” z ludzi, lęków tak dziwnych, że mogliśmy zdążyć zapomnieć o ich istnieniu. Chociaż nie wszystkie opowiadania są na wysokim poziomie, to całokształt jest godny zapamiętania.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
891
Idź do strony: