Instagram ksiazki_moja_chwila
🌸Sięgając po „Tajemnice szkolnych murów” Agnieszki Kaźmierczyk spodziewałam się historii z życia szkoły, może lekkiego dramatu obyczajowego a dostałam coś znacznie bardziej złożonego. Czy można uciec przed przeszłością, zmieniając kod pocztowy? Inga Górska, boleśnie przekonuje się, że demony potrafią podróżować.
🌸Główna bohaterka, Inga, od pierwszych stron wzbudziła we mnie sympatię, ale też ogromne współczucie. To rzadki dziś typ nauczycielki z powołania takiej, która w uczniu widzi człowieka, a nie tylko numer w dzienniku. Jednak pod pancerzem profesjonalizmu kryje się kobieta poturbowana przez życie. Samotność po wyjeździe rodziców i traumy z czasów studenckich zbudowały wokół niej mur, przez który przedrzeć potrafią się tylko nieliczni.
🌸 Autorka świetnie pokazuje, jak wydarzenia z przeszłości potrafią wpływać na decyzje i relacje z innymi. Porusza trudne tematy: gwałtu, stalkingu, niezdrowej fascynacji ucznia nauczycielką, samotności, odrzucenia. Obraz ten został przedstawiony z ogromnym wyczuciem, pokazując, jak łatwo zniszczyć czyjąś reputację jednym pomówieniem. Autorka wodzi nas za nos, podsuwa fałszywe tropy i sprawia, że do samego końca nie jesteśmy pewni, kto w tej grze jest drapieżnikiem, a kto ofiarą.
🌸Największym atutem tej książki jest dla mnie klimat niepewności. Nic nie jest tu oczywiste, kiedy wydaje się, że zaczynamy rozumieć sytuację, pojawia się kolejny wątek, który wszystko komplikuje. Bardzo podobało mi się to stopniowe odkrywanie tajemnic i napięcie, które towarzyszyło mi praktycznie do samego końca.
🌸Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to momentami czułam lekki chaos w ilości wątków, ale z drugiej strony, to właśnie on buduje ten specyficzny klimat. To książka, która potrafi zaskoczyć, wciągnąć i nie raz wyprowadzić czytelnika w pole. Zdecydowanie polecam ją osobom, które lubią historie z tajemnicą, psychologiczną głębią i emocjami.
🌸Serdecznie dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji.❤️
Witam, dziś mam dla was recenzję książki „Miłość po Warszawsku” ❤️ autorki Monika Hakowska ❤️
„Miłość po Warszawsku” to kontynuacja cyklu Miłość po… ❤️ Szczerze mówiąc, bardzo polubiłam tę historię. Główna bohaterka szybko skradła moje serce, bo mimo młodego wieku przeszła naprawdę wiele. Wzięcie odpowiedzialności za swoją bratanicę to ogromne wyzwanie – nie każdy zdecydowałby się na taki krok. To właśnie za tę siłę i dojrzałość zyskała u mnie ogromny szacunek.
Kolejnym ważnym wątkiem jest strach przed zaufaniem. Zarówno Maks, jak i Nela mają za sobą doświadczenia, które sprawiają, że boją się szczerej rozmowy. I to właśnie brak komunikacji sprawia, że ich droga do szczęścia jest tak długa i wyboista. Jednak jednocześnie to nadaje tej historii autentyczności – bo przecież w życiu często jest dokładnie tak samo.
W tej części los ponownie krzyżuje ich ścieżki – i to dosłownie w Warszawie. Ich spotkanie jest pełne emocji, niedopowiedzeń i nadziei, co sprawia, że trudno oderwać się od lektury 😍
Autorka pokazuje nam również losy Zuzy, bratanicy Neli. Obserwujemy, jak odnajduje się w dorosłym życiu – studia, nowe znajomości, praca. Jednak jej historia nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Pewne niespodziewane spotkanie wywraca jej świat do góry nogami, a osoba, którą poznaje, skrywa wiele tajemnic. To wprowadza do książki nutę niepewności i dodatkowych emocji.
Bardzo podobało mi się to, jak autorka ukazała różne oblicza miłości. Z jednej strony mamy uczucie naznaczone trudną przeszłością i ciągłymi przeciwnościami losu, a z drugiej – relację opartą na wsparciu, zrozumieniu i gotowości do walki o drugą osobę. To piękne przypomnienie, że miłość nie zawsze jest łatwa, ale zawsze jest warta wysiłku.
„Miłość po Warszawsku” to historia o drugich szansach, o odwadze do kochania mimo lęku i o tym, że czasem najtrudniejszą rzeczą jest po prostu otworzyć się na drugiego człowieka. To książka pełna emocji, wzruszeń i życiowych prawd, która pokazuje, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć szczęście. Jeśli lubicie historie, które chwytają za serce i zostają z wami na dłużej – zdecydowanie warto po nią sięgnąć ❤️
Wraz z bohaterami wybieramy się w Himalaje. Poznajemy Liwię - kobietę, która ma wszystko: pracę, narzeczonego i ułożony plan na życie. Jednak czuje, że coś nie pozwala jej oddychać. A raczej ktoś. Jej apodyktyczny narzeczony. Kiedy w jej firmie pojawia się znany himalaista Daniel, szukający wsparcia finansowego dla swojej wyprawy na Mount Everest, Liwia zgadza się mu pomóc. Stawia jeden warunek: chce wziąć udział w ekspedycji (a tym samym zrobić coś dla siebie). Daniel to mężczyzna zdeterminowany, a to cecha, która spodobała się Liwii. Między parą rodzi się napięcie. Dokąd ich to zaprowadzi? Wszak ona ma narzeczonego i... przeszłość, która nie pozwala o sobie zapomnieć.
Zanim poznałam tę historię, spodziewałam się innej walki, jaką stoczą bohaterowie. To, co otrzymałam, zaskoczyło mnie. Widzimy, że nawet tak odległe miejsce jak góry nie pozwolą nam uciec ani przed przeszłością, ani przed tym, co nosimy głęboko w sercu. Tu jeszcze bardziej uwidaczniają się nasze pragnienia, rany i straty, które trzeba przepracować, oczyścić się, by móc zacząć nowy początek.
Relacja między parą głównych bohaterów na początkowym etapie była pełna niechęci. Jednak z czasem, choć nieco za szybko, zaczęło się coś zmieniać, iskrzyć, pojawiło się zaufanie, a przy okazji wyszły pewne skrywane tajemnice... Z kolei narzeczony Liwii Robert... wzbudzał we mnie same negatywne emocje. To manipulator i szantażysta, który nie wie, czym jest szacunek do kobiety. Po prostu potwór i tyle!
Ewelina Dobosz poruszyła również interesujące tematy poboczne. Była to m.in. przemoc fizyczna i psychiczna, żądza pieniądza czy handel ludźmi. Ten ostatni wątek mógłby zostać bardziej wyeksponowany, ale z racji tego, że to romans, więc można przymknąć na to oko.
Autorka dobrze oddała surowy klimat gór. Przypomniała, jak ważna jest sprawność fizyczna i pokora wobec majestatu gór. Niemal czułam to zimno, mrok, niebezpieczeństwo... Z każdą kolejną stroną coraz bardziej wsiąkałam w górską otchłań. Przyciągała mnie, prowokowała, bym i ja zapragnęła takiej wyprawy. Postaci pokazują nam swoją pasję i marzenia, o które odważnie walczą.
"Złapać oddech" to fascynująca i zaskakująca historia o zakazanej miłości, przyjaźni, trudnej przeszłości, niełatwych wyborach, walce z własnymi słabościami, drodze do spełnienia marzeń. To książka o tym, ile człowiek jest w stanie poświęcić dla dobra drugiego człowieka. Weźmiecie udział w tej ekscytującej, acz niebezpiecznej wyprawie?
Czy znacie historię swoich matek, babek i prababek? A jeśli nie, to czy kiedykolwiek przyszło Wam do głowy, żeby o nią zapytać, poszukać, pogrzebać trochę głębiej? Wiele z nas odkłada to na później. Aż w końcu okazuje się, że jest za późno i zostają tylko urywki wspomnień, pojedyncze zdania, jakieś rodzinne anegdoty. A przecież za ich życiorysami kryje się dużo więcej. Wojna, trudne wybory, przemoc, rzeczy, o których się nie mówiło, bo tak było łatwiej. Grzebanie w przeszłości z jednej strony budzi ciekawość i fascynację, z drugiej napięcie i powrót do wydarzeń, o których w rodzinie wolałoby się nie pamiętać. Dla osoby szukającej odpowiedzi może to być jednak sposób na zrozumienie własnych doświadczeń i emocji.
“Szklana jabłoń” Katarzyny Klein to książka, która właśnie w te miejsca zagląda. W ciszę, w niedopowiedzenia, w to, co przechodzi z pokolenia na pokolenie, nawet jeśli nie potrafimy tego nazwać wprost. Pokazuje, że dziedziczymy nie tylko historie, nazwiska czy przedmioty, ale też lęki, schematy i emocje. Bardzo wyraźnie widać tu, dlaczego starsze pokolenia unikają rozmów o przeszłości, to, co niewypowiedziane, wcale nie znika, tylko wraca. I często żyje dalej w kolejnych pokoleniach.
Autorka pokazuje też, że dopiero zmierzenie się z prawdą daje szansę na coś własnego. Na świadomy wybór i życie po swojemu. Na decyzję, co chcemy zatrzymać, a co zostawić za sobą. Trzonem opowieści są cztery kobiety: Nuszka, Magda, Renata i Jagoda. Każda niesie swój ciężar, ale wszystkie w jakiś sposób są związane z przeszłością. Ich historie odkrywamy warstwa po warstwie, jak matrioszki, gdzie każda kolejna skrywa coś jeszcze głębszego. Najmocniej wybrzmiewa historia Jagody, do której mi najbliżej. W jej historii widać moment, z którym wielu czytelników mojego pokolenia może się utożsamiać, w którym zaczyna się zadawać pytania i nagle okazuje się, że odpowiedzi wcale nie są łatwe. Że to, co czujemy, nie zawsze zaczęło się od nas. Z każdym odkryciem lepiej rozumie siebie, swoje lęki, zachowania, które ją niszczą i skomplikowaną relację z matką. Czytając, miałam też swoje refleksje, bo sama znam to uczucie, kiedy chciałoby się zapytać o przeszłość, ale nie bardzo jest już kogo, nie mam zapisków, do których mogłabym sięgnąć, albo trafiam na niechęć do rozmowy na temat życia moich prababek, babek i rodziców. W książce ważnym symbolem jest jabłoń. Coś, co łączy z przeszłością. Czasem daje oparcie, a czasem jest ciężarem, którego nie da się po prostu zrzucić. Podoba mi się też to, że każda z bohaterek próbuje poukładać siebie na nowo i znaleźć własną drogę. To szystko brzmi naprawdę dobrze, ale problem w tym, że dla mnie to nie wybrzmiało tak, jak mogło. Przy tak mocnych tematach ta historia jest po prostu za krótka. 210 stron to zdecydowanie za mało, by wybrzmiały one tak mocno, jak powinny. Mam wrażenie, że emocje są tu tylko zaznaczone, przez co trudno naprawdę wejść w tę historię. Czytałam o nich, ale nie czułam ich w pełni. I właśnie dlatego został mi niedosyt. Potencjał jest duży, tylko zabrakło przestrzeni, żeby ta opowieść naprawdę zabolała i została na dłużej.
To na pewno książka dla osób, które lubią intymne, kobiece historie i tematy związane z dziedziczeniem traumy. U mnie nie było efektu „wow”, ale jestem przekonana, że dla wielu osób może to być ważna i poruszająca lektura.
„Niektóre historie zaczynają się od wielkich planów. Moja zaczęła się od bałaganu — i jego spojrzenia.”
„Kraków nauczył mnie jednego: można zgubić drogę, ale czasem właśnie wtedy trafia się na właściwą osobę.”
„Miłość nie zawsze przychodzi wtedy, gdy jesteśmy gotowi. Czasem wpada bez pukania i robi totalny remont.”
Nela jest kobietą, której drugie imię powinno brzmieć kłopot.
Doprawdy liczba dziwnych sytuacji, które jej się przytrafiają jest niemal absurdalna.
Ona sama zaś wydaje się zupełnie nie panować nad swoją codziennością. Pracuje jako architekt zieleni, lecz mimo ,iż jest to jej pasja nie wyrabia z terminami.
Do tego wychowuje szesnastoletnią bratanicę Zuzę po tym jak jej tata wyjechał za granicę, mama zaś zniknęła z życia dziewczynki jeszcze wcześniej.
Maks mieszka naprzeciwko Nelki i początkowo sądził ,że to tylko dziwna wariatka z tej samej klatki. Ich słowne przepychanki dosłownie wywołują uśmiech.
A potem nagle okazuje się ,że oboje mają zaprojektować ogród na zlecenie bardzo wymagającego klienta.
I ze zdumieniem odkrywają,że łączy ich znacznie więcej niż mogłoby się wydawać.
Maksymilian jest zamknięty w sobie i podobnie jak Zuzia nosi w sercu traumę i samotność.
Jego relacje z bliskimi można by określić mianem statusu To skomplikowane zupełnie jak na Facebooku.
„Miłość po krakowsku” Moniki Hakowskiej rozwija się więc w historię, która z początku przypomina lekką, miejską komedię omyłek, by stopniowo odsłonić dużo bardziej emocjonalne warstwy.
Wspólny projekt ogrodu staje się dla Neli i Maksa czymś więcej niż zawodowym wyzwaniem. To pretekst do tego, by musieli zacząć ze sobą rozmawiać — naprawdę, nie tylko przez uszczypliwości i ironiczne komentarze rzucane przez ścianę klatki schodowej. Każdy kolejny etap pracy nad koncepcją przestrzeni zmusza ich do konfrontacji nie tylko z wymagającym klientem, ale przede wszystkim z własnymi lękami i doświadczeniami, które dotąd skutecznie zamiatali pod dywan.
Nela, mimo chaosu, jaki ją otacza, okazuje się osobą niezwykle wrażliwą i upartą w swoim sposobie patrzenia na świat. Jej „kłopotliwość” nie jest wadą, lecz efektem życia w ciągłym biegu i brania na siebie zbyt wielu ról naraz. Z kolei Maks, z początku chłodny i zdystansowany, powoli odsłania pęknięcia w swoim perfekcyjnie kontrolowanym wizerunku. Jego historia pokazuje, że cisza nie zawsze oznacza spokój, a samotność potrafi mieć bardzo ciężką wagę.
Autorka umiejętnie balansuje między humorem a emocjami — dialogi są żywe, pełne ciętej wymiany zdań, ale pod spodem stale wybrzmiewa coś poważniejszego: tęsknota za bliskością i strach przed jej utratą. Kraków nie jest tu tylko tłem, ale żywą przestrzenią, która nadaje historii rytm — czasem spokojny, czasem chaotyczny, dokładnie jak życie bohaterów.
W efekcie „Miłość po krakowsku” to nie tylko romans z przewidywalnym finałem, ale opowieść o tym, że czasem największy porządek rodzi się z największego chaosu, a najtrudniejsze relacje okazują się tymi, które mają największą szansę coś w nas poukładać..
A ci ukrywający najwięcej mają ogromne serca.
Jeśli choć raz ktoś z was pomyślał, że nie ma pewności siebie, to koniecznie powinien sięgnąć po tą pozycję. Z konkretów, wydana dużym drukiem z tematem rozdziału, opisem go oraz podsumowaniem i zadaniem do wykonania. Zadania są proste, ale trzeba nad nimi pomyśleć, bo jednym z pytań jest co u siebie uważamy za cechy pozytywne, jakie mamy cechy negatywne oraz jak widzą nas inni. To zasada trzech rubryk, by zobaczyć szeroki obraz siebie, móc skorygować to, co mi nie wychodzi i zamienić na to, co będzie mi wychodziło. Książkę rozpoczyna przedmowa samego autora, który opisuje jak kiedyś był osobą nie godną czegokolwiek i jak postanowił to zmienić. Jest z nami szczery, wszelkie porady jakie daje później również są lekkie w odbiorze, a co ciekawe, pisze tak, że mamy ochotę słuchać go niczym starszego pana, który dosłownie, na pograniczu swoich ostatnich lat postanowił dla potomności pozostawić wszystko, czego się w życiu nauczył. Dla niektórych będzie to temat krótki, no bo jak można pisać o pewności siebie w 346 stronach. A jednak, uważam, że to najbardziej ludzki, szczery i naturalny poradnik jaki tylko znalazłam w swoim sporym życiu, który nie tylko pokazuje problematykę i tłumaczy co trzeba zmienić. On daje nam zadania, byśmy sami opisywali co nam w życiu nie służy i nakierowuje nas podpartą psychologią i gruntownymi badaniami w jaki sposób sami możemy stać się dla siebie ważni. Bowiem na brak pewności siebie nachodzi całe nasze życie. Nie tylko mamy pracę, której się nie lubi, robi wszystko, aby nikt nas nie zauważył, działa jak na autopilocie, który pcha nas na mechaniczne działania, ale i pokazuje dlaczego czegoś pragniemy, a jak jest blisko, to się wycofujemy. Pokazuje jak nasze związki się rozpadają i co jest temu winne. Dlaczego często się kłócimy nie potrafiąc dojść do porozumienia. Czemu nie potrafimy być szczęśliwi i przytrafiają nam się same złe rzeczy. Jak zazdrościmy innym, że do czegoś doszli i obgadujemy ich nasuwając tylko kłamliwe opinie. Jak nie wierzymy bogatym, bo w naszych oczach są tylko złodziejami. Jak nie lubimy swoich sąsiadów i wszystko co nas spotyka złe, przekładamy to na traumy z dzieciństwa, które niewiele miały wspólnego z tym jakie podejmujemy wybory. Jak boimy się zaryzykować w czymkolwiek, wymyślając sobie same najgorsze scenariusze. Werdykt jest jeden. To z braku pewności siebie, czyli z braku kochania siebie takiego jakim się jest. Jeśli nie zaopiekujemy się sobą, swoim ciałem, nie polubimy odbicia w lustrze, to będziemy odrzucali wszystkie pragnienia jakie posiadamy czując się na nie nie godni. Nie chcę opisywać tutaj całej książki, bo przedstawiam wam tylko hasła, a tutaj macie prawdziwe przejście do głębi siebie, by poznać nasze ciało, zobaczyć co je boli i uzdrowić. To nie jest poradnik jakich wielu, tylko kurs, który ma was wyleczyć z tego czego się boicie. Czy działa? Tak, działa. Tylko wszystko zależy do tego na jakiem etapie jesteście. Ile dajecie sobie procent na sto w kwestii pewności siebie, bo im mniej, tym więcej razy trzeba będzie ją przeczytać. A słowa będą niczym miła mamusia, która nas kocha i chce pokazać, że zasługujemy w życiu na wszystko, co najlepsze, bo po to zostaliśmy stworzeni. Lęki rodzą się z social mediów, ale może niech pozycja sama w odpowiednim czasie pokaże co sprawia, że nie czujecie się godni czegokolwiek.
Uważam, że to Książka Roku 2026!
„Bo najgorsze sekrety to te, które nosimy we własnej rodzinie…”
Co się stanie jeśli okaże się, że osoba, którą kochałaś, której bezgranicznie ufałaś była.. potworem w ludzkiej skórze? Czy pozwolisz by prawda ujrzała światło dzienne?
A może będziesz nosić ten sektet w sercu i na barkach do końca swoich dni?
Trzy siostry - Cara, Rachel i Molly niedawno straciły ukochaną mamę i światło w ich donu - Margaret Grace.
Już samo odejście tej niezależnej, pięknej kobiety, kierowniczki miejscowego chóru wstrzasnęło niewielką zżytą społecznością miasteczka Whitehill.
Teraz zaś rodzeństwo ponownie musi zmierzyć się z ogromną stratą , zmarł bowiem ich ojciec- znany nauczyciel historii.
Człowiek będący ostoją dla swoich bliskich.
Ktoś naprawdę ważny. Każda z dziewcząt, choć teraz są one dorosłymi kobietami odziedziczyła coś po zmarłym rodzicu.
Niestety, pewnej nocy nie mogąc spać Molly , Rachel i Cara wpadają na pomysł, by zaszyć się w warsztacie taty.
To tam odnajdują coś co na zawsze odmieni ich życie.
W klapie w podłodze Henry Martin przechowywał bowiem zdjęcia i biżuterię kobiet zamordowanych przed laty przez Bliźniaka- jedynego znanego seryjnego mordercę w ich miasteczku.
Wszystkie czują się tak jakby zostały uderzone w twarz , lecz zamiast zbliżyć się do siebie , panie praktycznie ze sobą nie rozmawiają.
Cara autorka książek True crime ,szuka odpowiedzi i jednocześnie wikła się w dziwną relację z tajemniczym Jamesem.
Rachel ucieka w używki, zaś Molly pragnie udowodnić że wszystko czego się dowiedziały jest kłamstwem..
Ale.. nagle fala zabójstw uderza po raz kolejny , a każda z ofiar jest powiązana z siostrami Martin...
To, co zaczyna się jak opowieść o żałobie i rodzinnej więzi, bardzo szybko przeradza się w mroczny, duszny thriller psychologiczny, który nie pozwala złapać oddechu. „Rodzina mordercy” autorstwa Miranda Smith to historia, która uderza nie tylko brutalnością odkrytej prawdy, ale przede wszystkim emocjonalnym ciężarem, jaki spada na bohaterki.
Autorka świetnie prowadzi narrację z perspektywy trzech sióstr, dzięki czemu czytelnik może zajrzeć w głąb ich psychiki i zobaczyć, jak różnie radzą sobie z traumą. Cara, Rachel i Molly to nie są jednowymiarowe postacie – każda z nich jest pełna sprzeczności, bólu i desperacji. Ich reakcje bywają trudne do zaakceptowania, momentami wręcz irytujące, ale właśnie to czyni je tak autentycznymi. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani łatwych wyborów.
Największą siłą tej powieści jest jednak atmosfera. Whitehill staje się niemal osobnym bohaterem – małym miasteczkiem, w którym każdy coś ukrywa, a prawda od lat leży pogrzebana pod warstwą pozorów. Gdy na nowo zaczynają ginąć ludzie, napięcie rośnie z każdą stroną, a czytelnik zaczyna zadawać sobie pytanie: czy zło naprawdę można odziedziczyć?
Motyw „potwora w ludzkiej skórze” został tu przedstawiony w sposób szczególnie przejmujący. Bo największy strach nie wynika z samej zbrodni, ale z faktu, że sprawcą okazuje się ktoś, kogo się kochało. Ktoś, kto był fundamentem całego świata. Autorka zmusza do refleksji: czy jesteśmy w stanie oddzielić wspomnienia od prawdy? I co robimy, gdy jedno niszczy drugie?
Nie wszystko w tej historii jest idealne – momentami tempo bywa nierówne, a niektóre wątki mogłyby zostać pogłębione, zwłaszcza relacja Cary z Jamesem, która wydaje się nieco zbyt pospieszna i niedopowiedziana. Jednak finał rekompensuje te drobne niedociągnięcia – jest mocny, niepokojący i pozostawia czytelnika z uczuciem dyskomfortu, które nie znika wraz z zamknięciem książki.
„Rodzina mordercy” to nie tylko thriller. To opowieść o zaufaniu, które może zostać zniszczone w jednej chwili, o rodzinie, która zamiast być schronieniem, staje się źródłem największego koszmaru, i o sekretach, które – niezależnie od tego, jak głęboko je ukryjemy – zawsze znajdą sposób, by wypłynąć na powierzchnię.
To historia, która zostaje w głowie na długo. I zmusza do zadania sobie jednego, bardzo niewygodnego pytania: czy naprawdę znamy ludzi, których kochamy najbardziej?
Samurajowie są japońskimi wojownikami, którzy kierują się przede wszystkim odwagą i honorem.
Tylko co właściwie historia japońskiego oręża ma wspólnego z niewielkim norweskim miasteczkiem Elvestad?
Ten dzień nie zapowiadał się ani trochę bardziej interesująco niż wszystkie poprzednie.
A jednak dwójka młodych detektywów Tirill i Oliver przechadzając się po lokalnym targu znajduje ciekawie wyglądające pudełko z tajemniczą zawartością.
Chłopiec dostrzegł jednak właściciela zguby i wraz z koleżanką postanawia zwrócić nieznajomemu jego własność.
Szybko okazuje się ,że mężczyzna nazywa się Kwnji Takeda i poszukuje katany - miecza , który od lat należy do jego przodków.
A przynajmniej tak twierdzi.
Jak jest naprawdę? I gdzie jest stary artefakt?
Historia zawarta w książce szybko zamienia się w pełną napięcia przygodę, w której nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Tiril i Oliver, znani ze swojej dociekliwości i odwagi, postanawiają przyjrzeć się sprawie bliżej. Im więcej pytań zadają, tym więcej pojawia się wątpliwości. Kim naprawdę jest Kwnji Takeda? Czy mówi prawdę o swoim pochodzeniu i historii miecza? A może za całą sprawą kryje się coś znacznie bardziej niebezpiecznego?
Śledztwo prowadzi młodych detektywów przez kolejne tropy, pełne zaskakujących zwrotów akcji, tajemnic i nieoczywistych wskazówek. Autorzy świetnie budują napięcie, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki i angażując czytelnika do wspólnego rozwiązywania zagadki. To jedna z tych książek, przy których naprawdę chce się zatrzymać na chwilę i samemu spróbować odgadnąć rozwiązanie.
Ogromnym atutem tej historii są także ilustracje, które nie tylko urozmaicają lekturę, ale wręcz stają się jej częścią – pomagają wypatrzyć szczegóły, które mogą umknąć w tekście. Dzięki temu czytelnik czuje się jak prawdziwy detektyw.
Operacja Miecz Samuraja to dynamiczna, wciągająca i idealnie wyważona opowieść dla młodszych czytelników, ale i starsi znajdą tu sporo frajdy. To książka o przygodzie, sprycie i odwadze, ale też o tym, że nie każdemu można zaufać… nawet jeśli jego historia brzmi bardzo przekonująco.
Są takie książki, które niby są „dla dzieci”, a wciągają tak, że dorosły czyta je z taką samą ciekawością – i dokładnie tak było u mnie z „Operacją Kosmita”.
To historia, która od pierwszych stron buduje klimat tajemnicy, ale robi to w bardzo przystępny, lekki sposób. Po raz kolejny spotykamy Tiril, Olivera i ich niezawodnego psa Otto – bohaterów, z którymi naprawdę łatwo się zaprzyjaźnić. Wszystko zaczyna się niewinnie, ale szybko pojawiają się dziwne zjawiska: tajemnicze światła na niebie i kręgi w zbożu. No i pojawia się pytanie… czy to naprawdę kosmici?
Najfajniejsze w tej książce jest to, że nie jest to bierne czytanie. To taka historia, która aż prosi się o własne śledztwo. Czytelnik dostaje tropy, może analizować wydarzenia i próbować samodzielnie rozwiązać zagadkę. U mnie w domu skończyło się to żywą dyskusją i typowaniem winnego na długo przed finałem .
Autorzy świetnie wyważyli napięcie – jest intryga, są zwroty akcji, ale wszystko podane w sposób idealny dla młodszego czytelnika. Bez przesady, bez chaosu, za to z pomysłem i humorem.
Bardzo podobało mi się też przesłanie tej historii. To nie tylko przygoda i zagadka, ale też subtelna lekcja o tym, że prawda zawsze wychodzi na jaw. I że czasem rzeczy, które wydają się nie z tej ziemi… mają całkiem przyziemne wyjaśnienie
To idealna książka dla dzieci, które lubią zagadki, tajemnice i trochę dreszczyku emocji – ale też świetny sposób, żeby zachęcić je do myślenia i wyciągania własnych wniosków.
Świetnie się bawiłam i mogę serdecznie polecić zarówno ten tytuł jak i całą serię Operacja.
Poznajemy Olivię - cichą i spokojną bibliotekarkę kochającą słowa. Czyta, pisze i zaraża innych miłością do książek. Na jej drodze pojawia się biznesmen Michał - mężczyzna, który osiągnął sukces w pracy. Jednak zagubił gdzieś poczucie sensu życia. Jest wypalony, zmęczony i obojętny. Oboje postanawiają zawrzeć układ. On pomoże jej wypromować książkę, ona nauczy go cieszyć się życiem. Potem każde pójdzie w swoją stronę. Ale czy jeden miesiąc i z założenia zero zobowiązań ma rację bytu? Co, kiedy w tej relacji do głosu dojdą emocje?
Autorka tworząc bohaterów, dość mocno pogłębiła ich rys psychologiczny. Szczególnie widać to u postaci Olivii, której postawa była niezrozumiała, ale można było to usprawiedliwić jej przykrymi doświadczeniami z przeszłości. I właśnie dzięki dobrze uwypuklonej charakterystyce możemy lepiej ją zrozumieć. Bardzo polubiłam Michała. Ujął mnie swoim zdecydowaniem i walecznością. Uczucie między tą parą ciekawie się rozwijało. Fajnie się przed sobą odkrywali.
Elżbieta Hossa-Lenglain porusza szereg ponadczasowych tematów i problemów dzisiejszego świata. Jest to samotność, wypalenie zawodowe, trudne doświadczenia z przeszłości, śmiertelna choroba, trata, ból, żal, popełnione błędy, miłość, przyjaźń czy mechanizm działania sekty.
Historia prowadzi do głębokich przemyśleń nad naszymi wyborami, nad tym, co naprawdę jest w życiu ważne, że należy cieszyć się drobnymi rzeczami oraz pokazuje, że czasem jedna chwila, słowo lub decyzja potrafi zmienić wszystko. Jedna chwila może stać się początkiem czegoś nowego. Może nie zawsze dostrzeżemy to od razu, ale warto być uważnym. Widzimy też, jak bardzo przeszłość może wpływać na przyszłość.
Mamy tu motyw książki w książce. Te wszystkie nawiązania do literatury i czytanych przez bohaterów książek, zachwycają. Książka to naprawdę doskonałe lekarstwo na wiele rozterek. Nie zabrakło również odrobiny humoru. Utarczki słowne między Michałem a Januszem... rewelacja! Takie koguciki na wybiegu.
To ciepła, poruszająca, skłaniająca do refleksji powieść o życiu, relacjach, wyborach, które nas kształtują, lękach, drugich szansach i marzeniach. Są intrygi, tajemnice, niepokój i wewnętrzne napięcie emocjonalne. Czy Michał przewartościuje swoje życie? I czym jest chwila, która zmienia? Tu nie ma gotowych odpowiedzi. Tu każdy sam przed sobą musi sobie na to odpowiedzieć.
To idealna lektura dla tych, którzy uwielbiają sarkazmy. Jest ich tu cały ogrom i opisują pewną kobietę, która jest po trzydziestce w równym stopniu, co przed czterdziestką i właśnie została rzucona przez swojego partnera. Ja miałam wrażenie, że ona wszystko widziała w czarnych barwach, jakby tęcza ukazywała się tylko w filmie czarno-białym. Wydaje jej się, że jest przez wszystkich oceniana i osądzana. Wręcz szuka tych ponurych określeń przez które stała się tą brzydszą córką, która ma oko na cały świat, tak samo jak jest pewna, że każdy marzy tylko o tym, aby jej obrobić cztery litery. Każda pogłoska czy też wieść najczęściej niedobra, rozchodziła się tutaj lotem błyskawicy. Każdy, kto skrywał jakiś sekret dosłownie jakby manifestował, aby jak najszybciej ludzie go poznali i bał się tego jednocześnie żyjąc według pesymistycznych przekonań. W sumie nie zdziwiłam się, że mając tak szerokie na retrospekcję przekonania, wykorzystała sytuację by dostać dodatkową formę gotówki. Powiedzmy, że małym problemem był tylko stan w którym miała utrzymać ludzi, że jednak spodziewa się dziecka. Okazja wspaniała, ale jak tu podnieść ten fakt do wiarygodności, że musiała powiększać swoją objętość o przyszły porodzie nie wspominając:-) Powiedzmy, że jedno kłamstwo zapoczątkowało całą lawinę kolejnych i następnych, gdzie trzeba było pamiętać o wszystkim, co się powiedziało. A im dalej, tym mniejsza radość z tego wychodziła. Jak sądzicie, czy znalazł się ktoś, kto znał jej misterny plan?
W gruncie rzeczy to naprawdę wciągająca lektura. Można się ubawić i współczuć jednocześnie, że ciężar porzucenia tak bardzo wpłynął na psychikę bohaterki, że przestała myśleć racjonalnie. W sumie to jej współczułam, bo od początku nie dane było jej poznać własną wartość, gdyż tonęła w obliczu piękniejszej siostry. Czując się niedowartościowana traciła wszystko, co wcześniej udało jej się zdobyć. Z zaciekawieniem obserwujemy tą żywiołową akcję i patrząc na błędy jakie są popełniane zaczynamy rozumieć czego tak naprawdę w życiu nie powinno się robić.
Świetna lektura na każdy czas:-) Mi naprawdę się podobała:-)
Witam, dziś mam dla Was recenzję książki „W sercu gangstera” ❤️ autorstwa Katarzyny Lewandowicz ❤️ Wydawnictwo WasPos ❤️
W końcu doczekałam się zakończenia mojej ulubionej trylogii gangsterskiej ❤️ Laura i Alessandro to bohaterowie, którzy nie pozwalają czytelnikowi choćby na chwilę nudy. Ich historia od samego początku była pełna emocji, ale w tej części osiąga swoje apogeum.
Kiedy człowiek jest najszczęśliwszy na świecie, wydaje się, że nic innego się nie liczy. Odzyskanie ukochanej osoby daje ogromne poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Jednak co dzieje się wtedy, gdy kochamy tak bardzo, że jesteśmy gotowi zrobić wszystko, by druga osoba była szczęśliwa i bezpieczna? W świecie mafii taka miłość staje się jednocześnie największą siłą… i największą słabością. Bo kiedy wrogowie poznają nasze uczucia, zyskują broń, którą mogą wykorzystać przeciwko nam.
Laura w tej części przechodzi ogromną przemianę. Z delikatnej, wrażliwej kobiety staje się silną, odważną osobą, która nie boi się podejmować trudnych decyzji. To kobieta, która dla swojej rodziny zrobi wszystko. Bez wątpienia udowadnia, że jest godna nazwiska Caruso.
Autorka pokazuje nam, jak wielką rolę odgrywają wybory i jak każda decyzja niesie za sobą konsekwencje — nie zawsze dobre. W tej historii znajdziemy także piękny obraz przyjaźni, takiej, która potrafi zaskoczyć nawet w brutalnym, mafijnym świecie. Czasem jedna decyzja podjęta w ułamku sekundy może uratować życie.
Bardzo poruszyła mnie również więź rodzinna ukazana w książce. To, jak bohaterowie stoją za sobą murem, jak nikt nie pozwala skrzywdzić drugiej osoby. Mimo strachu, emocji i wątpliwości, lojalność wobec rodziny zawsze pozostaje na pierwszym miejscu.
Ta historia to prawdziwy rollercoaster emocji. Chwile szczęścia i miłości przeplatają się z niebezpieczeństwem i bólem, a spokój potrafi w jednej chwili zamienić się w chaos.
„W sercu gangstera” to finał, który nie tylko zamyka trylogię, ale też zostawia czytelnika z ogromem emocji i refleksji. To opowieść o miłości, która potrafi być zarówno piękna, jak i niebezpieczna, o lojalności, wyborach i cenie, jaką czasem trzeba zapłacić za szczęście. Jeśli pokochaliście Laurę i Alessandro tak jak ja, to możecie być pewni — tej historii nie zapomnicie jeszcze przez bardzo długi czas ❤️
Nigdy nie wnikałam tak dogłębnie do życia zawodowego, prywatnego najsłynniejszych telewizyjnych gwiazd wykonujących niełatwą artystyczną pracę, jaką jest aktorstwo, piosenkarstwo, która dla niektórych osób nieznających jej od środka wydaje się błahostką. Nie zdają sobie z tego sprawy, że praca zawodowa artysty jest trudna. Sztuka artystyczna nie polega tylko na posiadaniu dobrej pamięci, lecz na przedstawieniu jej z serdecznością, właściwym podejściem do niej, przekazem, a nawet pokazaną prawdą, czy życie głównej bohaterki właśnie takie jest, czy jednak pomimo wszelkiego rodzaju starań nie. Tego właśnie próbowałam się dowiedzieć z książki należącej do gatunku literackiego biografia pt. ''Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie'' autorstwa Pani Marty Górnej.
Zanim przystąpiłam, do jej przeczytania przyglądnęłam się bliżej fotografiom zamieszczonym na samym początku i na końcu oprawki oraz spróbowałam rozszyfrować, z jakimi aktorami, aktorkami Pani Joanna Pacuła zagrała i tworzyła zawodowe duety. Niestety nie udało mi się odgadnąć wszystkich, gdyż zakrywała je mocno starannie wykonana charakteryzacja. Dla mnie jako czytelniczki była to zabawna sytuacja, ponieważ pierwszy raz zetknęłam się z taką wybraną przeze mnie formą odkrywania początków zetknięcia się z karierą zawodową w powierzonych rolach filmowych, serialowych, teatralnych głównej bohaterki, z którą zapragnęłam wyruszyć krok po kroku ze wspomnieniami, jak wyglądała podczas wymarzonej podróży przynoszącej różne rezultaty aktorskiej drogi i jak ona była odebrana przez publiczność, reżyserów, przyjaciół za granicą i w Polsce.
W każdym z przedstawionych 16 rozdziałów odkrywałam na nowo, jaką osobą jest zawodowo, prywatnie Pani Joanna, dlaczego była nazywana gwiazdą międzynarodową, jak się czuła, będąc aktorką, która rola filmowa, teatralna bądź serialowa przyniosła jej największą sławę, jakich scen nie lubiła podczas grania, z którym aktorem, reżyserem wspomina najlepiej współpracę, czy miała wahania w decyzjach dotyczących zagrania bohaterek, z którymi można się prywatnie utożsamić, czy miała momenty słabości podczas gry, czy jednak kierowała się rozsądkiem i próbowała zmierzyć się z powierzoną jej przez reżyserów rolą.
Książki tej nie czyta się szybko ze względu na to, że należy dokładnie zapoznać się z jej treścią, przekazem i odpowiedzieć sobie samemu na pytanie: Czy Pani Joanna Pacuła potrafi czarować urodą, uśmiechem, grać, czy jednak nadal pozostaje w cieniu tajemnic, które chcielibyśmy kiedyś odsłonić dzięki filmowi o niej?
Pani Marta Górna wykazała się niezwykłą wnikliwością w zdobywaniu wiedzy na temat Pani Joanny Pacuły, która jest obecnie aktorką znaną bardziej widowni za granicą niż w Polsce.
Biografia siostry Gombrowicza może nie jest tak ekscytująca jak biografia Witolda, ale przeczytałam z ciekawości i niczego nie żałuję. Zabrała mnie do zupełnie nieznanego mi dotąd świata Ziemianek, które swoje zycie poświęcały sprawom ważnym i jeszcze ważniejszym. To była ciekawa podróż. Polecam jeśli lubicie biografie bohaterów międzywojnia.
“Nagle ogarnęło ją dziwne uczucie, że będzie za nim tak dreptać do końca życia…”
Drugi tom cyklu „Rodzina Duszów” – Gra w bierki od Hanny Cygler – to historia, która od pierwszych stron wciąga i nie pozwala się odłożyć.
Lata 50. nie są tu tylko tłem – to czas, w którym marzenia zderzają się z rzeczywistością, a upragniona wolność szybko ustępuje miejsca nowym ograniczeniom. Autorka z ogromną uważnością prowadzi nas przez losy rodzeństwa Duszów – Elżbiety, Ireny, Gabrysi, Ryśka i Mańka – którzy wkraczają w dorosłość, każdy na własnych zasadach i z własnym bagażem doświadczeń.
To powieść o relacjach – niełatwych, pełnych napięć, niedopowiedzeń i emocji, które często kryją się między słowami. Codzienność bohaterów jest surowa, momentami bolesna, ale jednocześnie prawdziwa do granic możliwości.
Ogromnym atutem jest styl autorki – lekki, naturalny i niezwykle płynny. Czytając, miałam wrażenie, że nie jestem tylko obserwatorką, ale stoję tuż obok bohaterów – słucham ich milczeń, dostrzegam drobne gesty, czuję to, czego nie potrafią wypowiedzieć.
W tej historii znajdziecie wszystko to, co najtrudniejsze i najbardziej ludzkie: wstyd, żal, zmęczenie, ale też czułość, bliskość i nadzieję, która potrafi przetrwać nawet w najbardziej szarej rzeczywistości.
To książka o dorastaniu – nie tylko do miłości, ale i do odpowiedzialności.
O świecie bez złudzeń, ale z rosnącą świadomością.
O tym, że nawet w najtrudniejszych czasach można odnaleźć światło.
Poruszająca, prawdziwa i zostająca w głowie na długo. Z niecierpliwością czekam na finał tej historii!
„Dom na Groblach” powraca i ponownie wciąga w swój mroczny, wielowarstwowy świat, gdzie historia nie jest tylko tłem, ale żywym organizmem pulsującym emocjami, tajemnicami i niebezpieczeństwem.
Tym razem akcja ponownie osadzona jest w Krakowie, ale autorka rozszerza przestrzeń opowieści także o Londyn, co dodaje historii jeszcze większego rozmachu i poczucia, że wydarzenia wymykają się spod kontroli, rozciągając się na dwa różne światy.
Rok 1888 nie jest łaskawy dla bohaterów. Biron po tragedii, która go dotknęła — chorobie i śmierci ukochanej Wandy — nie potrafi odnaleźć w sobie spokoju. Wyjazd do Anglii miał być ucieczką, próbą odcięcia się od bólu, ale trauma nie pozwala mu zostawić przeszłości za sobą. Każdy krok wydaje się prowadzić go z powrotem do wspomnień, od których tak bardzo chce uciec.
W tle osobistego dramatu narasta coś znacznie bardziej niepokojącego — seria brutalnych morderstw, które wprowadzają do fabuły intensywny wątek kryminalny. Atmosfera gęstnieje z każdą stroną, a pytanie o to, kto stoi za zbrodniami, staje się coraz bardziej palące. Nic nie jest oczywiste, a każdy trop tylko pogłębia chaos.
Równolegle obserwujemy losy Iwo, którego życie również nie daje mu wytchnienia. Zła passa zdaje się go nie opuszczać, a jego wewnętrzne rozdarcie i walka o przyszłość sprawiają, że czytelnik cały czas zastanawia się, czy jeszcze uda mu się zawalczyć o miłość i odzyskać kontrolę nad własnym losem.
To historia, która nie daje oddechu. Romans historyczny splata się tu z kryminałem w sposób naturalny i bardzo płynny, tworząc opowieść pełną napięcia, emocji i niepokoju. Autorka świetnie buduje klimat epoki — mroczny, wilgotny, pełen niedopowiedzeń i cieni, które czają się za każdym rogiem.
To książka, która wciąga tak bardzo, że trudno ją odłożyć „na później”, bo każdy rozdział kończy się pytaniem, które domaga się odpowiedzi.
„Dom na Groblach” to historia, która zostaje w głowie na długo po zakończeniu lektury. A zakończenie tylko wzmacnia jedno — potrzebę sięgnięcia po kontynuację.
Jaka jest cena zwycięstwa? Ile kosztuje władza – i czy da się ją unieść, nie tracąc siebie?
„Taniec ze smokami. Marzenia i pył” to powrót do świata stworzonego przez George’a R. R. Martina, w którym nie ma prostych odpowiedzi, a każda decyzja niesie konsekwencje.
Daenerys próbuje rządzić Meereen, ale zamiast triumfu dostaje chaos, bunt i odpowiedzialność za tych, których ocaliła. Jon Snow jako Lord Dowódca musi lawirować między obowiązkiem, polityką i nadciągającym zagrożeniem. Tyrion z kolei zaczyna nowy rozdział – pełen niepewności, intryg i ukrytych tożsamości.
To nie jest tom wielkich bitew. To książka o tym, co dzieje się po zwycięstwie. O ciężarze decyzji, o samotności przywództwa i o tym, jak łatwo zgubić się w świecie, gdzie każdy ma własny plan.
Największą siłą tej części są bohaterowie – bardziej złożeni, dojrzalsi, naznaczeni tym, co przeżyli. Martin nie daje im wytchnienia, ale właśnie dzięki temu ich historie wciągają jeszcze mocniej.
To opowieść mniej spektakularna, ale znacznie bardziej refleksyjna.
Pełna emocji, moralnych dylematów i niepokojącego napięcia.
Jeśli myślisz, że po zwycięstwie przychodzi spokój… ta książka szybko wyprowadzi Cię z błędu.
Moja przygoda z książką Długie lato w Magnolii autorstwa Grażyny Jeromin-Gałuszki okazała się niezwykle miłym i pozytywnym zaskoczeniem. Sięgając po tę historię, spodziewałam się lekkiej, wakacyjnej powieści obyczajowej, tymczasem otrzymałam znacznie więcej — emocjonalną opowieść o relacjach, rodzinie oraz poszukiwaniu własnego miejsca w życiu.
Fabuła koncentruje się wokół pensjonatu Magnolia, który staje się sercem wydarzeń i miejscem, gdzie splatają się losy bohaterów. Wakacyjna atmosfera sprzyja refleksji, a także wydobywa na powierzchnię dawne tajemnice, niewypowiedziane emocje i decyzje, które wciąż rzutują na teraźniejszość postaci. Autorka z dużą wrażliwością oddaje codzienność tego miejsca — rozmowy na tarasie, wspólne posiłki czy chwile spędzone w ogrodzie tworzą nie tylko klimat, ale również stanowią tło dla ważnych, życiowych wyborów.
Największą siłą powieści są jej bohaterowie — autentyczni, wielowymiarowi i łatwi do polubienia. Szczególnie zapada w pamięć postać Maurycego — mężczyzny pełnego sprzeczności, wrażliwego i empatycznego, a jednocześnie zamkniętego w sobie i ostrożnego w relacjach. Jego historia to subtelnie poprowadzony proces otwierania się na innych oraz próba uporządkowania przeszłości. Przemiana bohatera została przedstawiona bardzo naturalnie, bez pośpiechu — poprzez codzienne sytuacje i rozmowy, które stopniowo wpływają na jego emocje i decyzje.
Podczas lektury pojawiła się jednak refleksja, że warto byłoby wcześniej sięgnąć po pierwszą część cyklu — „Magnolia”. Znajomość wcześniejszych wydarzeń mogłaby jeszcze pełniej pogłębić odbiór relacji między bohaterami i ich historii.
„Długie lato w Magnolii” to ciepła, spokojna, a jednocześnie poruszająca opowieść o drugich szansach i dojrzewaniu do zmian. To książka, przy której można się wyciszyć, ale też zatrzymać na moment i zastanowić nad własnym życiem. Na szczególną uwagę zasługuje zakończenie — zaskakujące i emocjonalne, które pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury.
Czy można wrócić do rodzinnego domu tylko na chwilę… i wpaść w wir wydarzeń, które wywrócą życie do góry nogami? Na babski rozum udowadnia, że zdecydowanie tak.
Antonina „Tosia” Biczak przyjeżdża do Przyrowa, by pomóc mamie w organizacji jej pięćdziesiątych urodzin. Niewinna wizyta szybko zamienia się w prawdziwą lawinę zdarzeń. Bohaterka odkrywa rodzinne sekrety, o których wcześniej nie miała pojęcia — w tym fakt posiadania przez jej rodziców rozległych terenów ziemskich. Jakby tego było mało, podczas spaceru po „włościach” Tosia ulega poważnemu wypadkowi, a pomocy udziela jej… nieznana wcześniej ciotka, chirurg naczyniowa, o której istnieniu w rodzinie nigdy się nie mówiło.
To jednak dopiero początek. W tle pojawia się kryminalna zagadka — na pobliskich torach zostaje znalezione ciało mężczyzny, który przed śmiercią zapisał na dłoni numer telefonu Tosi. Do tego dochodzą tajemniczy przybysze zainteresowani zakupem rodzinnej ziemi oraz skomplikowane relacje rodzinne, które zaczynają wychodzić na światło dzienne. A wszystko to przeplatane jest emocjami, dramatami i… momentami pełnymi humoru.
Marta Obuch, inspirując się historią własnej rodziny, stworzyła powieść, która łączy w sobie elementy kryminału, sagi rodzinnej i lekkiej komedii obyczajowej. Mimo dużej liczby bohaterów i zawiłych powiązań między nimi, książkę czyta się zaskakująco lekko i z uśmiechem na twarzy. Autorka umiejętnie balansuje między napięciem a humorem, dzięki czemu historia nie przytłacza, a wręcz wciąga coraz bardziej.
„Na babski rozum” to opowieść o rodzinnych tajemnicach, trudnych relacjach i przeszłości, która zawsze znajdzie sposób, by o sobie przypomnieć. To także dowód na to, że czasem intuicja — ta tytułowa „babska” — potrafi być najlepszym przewodnikiem.
Jeśli lubisz historie z zagadką, ale podane w lekkiej, momentami ironicznej formie — ta książka zdecydowanie jest warta uwagi.
„Cosy crime”, czyli inaczej kryminał kocykowy, to gatunek charakteryzujący się lekkim podejściem do zbrodni — bez drastycznych opisów przemocy, za to z dużą dawką humoru i przytulną atmosferą. I właśnie takim tytułem jest „Morderstwo o zapachu kawy” autorstwa Marta Moeglich — drugi tom cyklu o Marcie Kuleczce.
To książka, która w stu procentach realizuje założenia tego podgatunku. Mamy tu zagadkę morderstwa profesora kryminologii, który ginie otruty — co istotne, samo przestępstwo pozostaje poza kadrem, dzięki czemu historia nie traci swojego lekkiego charakteru. Śledztwo prowadzone jest przez studentów pierwszego roku, wspieranych przez opiekuna grupy, a główną rolę odgrywa detektyw amator.
Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Michalina „Misia” Kuleczka, szwagierka znanej z poprzedniego tomu Marty. Choć w fabule pojawiają się liczne nawiązania do części pierwszej — „Śmierć i belgijska czekolada” — znajomość wcześniejszych wydarzeń nie jest konieczna, by w pełni cieszyć się lekturą.
Autorka serwuje czytelnikowi klasyczny kryminał w lżejszym wydaniu — bez brutalności, za to z wyraźnie wyczuwalnym humorem i klimatem niewielkiego miasteczka oraz zamkniętej społeczności studenckiej. Fabuła rozwija się spokojnie, ale konsekwentnie, angażując odbiorcę w odkrywanie kolejnych elementów układanki.
„Morderstwo o zapachu kawy” to idealna propozycja dla osób szukających kryminału, który nie przytłacza ciężarem zbrodni, a jednocześnie potrafi wciągnąć i zapewnić dobrą rozrywkę. To książka, przy której naprawdę można się zrelaksować — najlepiej oczywiście z kubkiem kawy pod ręką.