Recenzje:

Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra
Autor: Monika
Są takie historie, które zna cały świat, a mimo to wciąż pozostają w nich fragmenty, do których nie mamy dostępu. Znamy Dianę jako księżną, ikonę stylu, kobietę o wielkim sercu i jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób XX wieku. Ale jaka była, zanim stała się własnością mediów i obiektem nieustannego zainteresowania? Jaka była jako siostra, córka i dziewczyna, która po prostu chciała być kochana?
„Łabędzi śpiew. Diana moja siostra” Charlesa Spencera to niezwykle osobista opowieść o kobiecie, którą podziwiał cały świat, ale której życie prywatne naznaczone było bólem, samotnością i trudnymi doświadczeniami. Autor, młodszy brat Diany, zabiera nas do czasów ich wspólnego dzieciństwa, kiedy byli sobie szczególnie bliscy, dzielili rodzinne sekrety i wspólnie mierzyli się z trudnościami.
Najbardziej porusza mnie właśnie ta perspektywa. Charles nie opowiada o Dianie wyłącznie jako o księżnej Walii czy światowej ikonie. Pokazuje ją przede wszystkim jako swoją siostrę, osobę, z którą łączyły go wspomnienia, wyjątkowa więź i doświadczenia, których nie sposób wymazać. To spojrzenie pozwala zobaczyć za znanym nazwiskiem prawdziwego człowieka, z jego emocjami, marzeniami i słabościami.
Wraz z Dianą przenosimy się z rodzinnej posiadłości do świata królewskich obowiązków, ogromnej popularności i nieustannej obecności mediów. Obserwujemy, jak dziewczyna, która kiedyś mogła cieszyć się względnie zwyczajnym życiem, staje się jedną z najbardziej obserwowanych kobiet na świecie.
Najbardziej bolesny jest kontrast między uwielbieniem milionów ludzi a samotnością, której Diana doświadczała za zamkniętymi drzwiami.
Szczególnie emocjonalny wymiar nadaje książce opowieść o ostatnich dniach życia Diany i tragedii z sierpnia 1997 roku. Charles wraca do wydarzeń, które na zawsze zmieniły jego życie, a także do chwili, gdy pożegnał siostrę na oczach całego świata.
Dla mnie to przede wszystkim książka o miłości między rodzeństwem, pamięci i bólu po utracie najbliższej osoby. O więzi, która nie znika wraz ze śmiercią, i wspomnieniach, które z biegiem lat nabierają jeszcze większego znaczenia. To również refleksja nad ceną sławy i nad tym, jak łatwo zapomnieć, że za każdą znaną twarzą kryje się człowiek.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
To w życiu działa
Autor: Monika
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak często skupiamy się na tym, co nam nie wychodzi, zamiast dostrzegać to, co już działa dobrze? Dlaczego łatwiej przychodzi nam analizowanie własnych błędów niż docenianie małych rzeczy, które dają nam radość?
„To w życiu działa” Paula Contiego to książka, która zachęca do spojrzenia na zdrowie psychiczne z nieco innej perspektywy. Autor, ceniony psychiatra, pokazuje, że droga do lepszego samopoczucia nie musi zaczynać się od nieustannego szukania problemów. Czasem warto zatrzymać się i przyjrzeć temu, co w naszym życiu jest dobre, co daje nam siłę i co pomaga nam iść naprzód.
Najbardziej podoba mi się przesłanie, że nie musimy koncentrować całej swojej uwagi na tym, co wymaga naprawy. Równie ważne jest dostrzeganie własnych zasobów, pielęgnowanie relacji, rozwijanie się i odnajdywanie radości w codzienności. To właśnie te elementy mogą stać się fundamentem większego spokoju i poczucia spełnienia.
Autor zwraca uwagę na znaczenie więzi z innymi ludźmi, rozwoju i świadomego budowania życia, w którym jest miejsce nie tylko na obowiązki i walkę z trudnościami, ale również na przyjemność, wdzięczność i zwyczajną radość.
To książka, która skłania do refleksji nad tym, jak traktujemy samych siebie. Przypomina, że troska o zdrowie psychiczne nie powinna ograniczać się do momentów kryzysu. To również codzienne wybory, relacje, małe kroki i umiejętność zauważania tego, co daje nam oparcie.
„To w życiu działa” to nie magiczna recepta na szczęście, ale zaproszenie do świadomego budowania życia, w którym jest więcej równowagi, bliskości i radości. Myślę, że warto sięgnąć po nią wtedy, gdy potrzebujemy zmiany perspektywy i przypomnienia, że czasem mamy w sobie więcej siły, niż nam się wydaje.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Brazylijska gorączka
Autor: BRUNETTE BOOKS
, pot, obietnica lepszego jutra i brutalna rzeczywistość. „Brazylijska gorączka” Anny Fryczkowskiej to książka, która dosłownie parzy od środka. Od pierwszych stron uderza niesamowity, duszny klimat, który nie pozwala odetchnąć ani na chwilę.

Autorka zabiera nas w podróż śladami polskich emigrantów, którzy pod koniec XIX wieku porzucili wszystko, skuszeni wizją darmowej ziemi i bogactwa w Brazylii. „Brazylijska gorączka” Anny Fryczkowskiej to poruszająca powieść historyczno-obyczajowa, która opowiada o brutalnym zderzeniu marzeń z rzeczywistością podczas fali polskiej emigracji do Brazylii pod koniec XIX wieku. Autorka skupia się na losach prostych ludzi, którzy skuszeni obietnicami darmowej ziemi i bogactwa, porzucają swoje dotychczasowe życie na polskiej wsi (na Kujawach) i ruszają za ocean w poszukiwaniu "ziemi obiecanej".
Główną bohaterką książki jest osiemnastoletnia Franka, młoda chłopka, która trafia do Ameryki Południowej razem z rodziną. Zamiast obiecanych, gotowych do uprawy żyznych pól, emigranci zastają na miejscu nieprzyjazną, duszną dżunglę, morderczy upał, tropikalne choroby oraz nieustanny lęk przed nieznanym. Autorka szczegółowo opisuje proces budowania życia zupełnie od nowa, w skrajnie trudnych warunkach. Główna oś fabuły skupia się wokół walki z naturą. Bohaterowie muszą własnymi rękami karczować i wypalać las tropikalny, by wywalczyć skrawek przestrzeni pod budowę domu i skromnego gospodarstwa. Mamy tu trudne relacje i samotność. Franka, odcięta od korzeni, w obcym środowisku decyduje się związać z mężczyzną, którego ledwie zna, by wspólnie zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Autorka bez upiększeń pokazuje, jak ekstremalny wysiłek fizyczny, głód, izolacja i utrata złudzeń wpływają na ludzką psychikę, tożsamość oraz moralność.

Fabuła jest oparta na faktach, co tylko potęguje ciarki podczas lektury. To opowieść o wielkiej nadziei, która bardzo szybko zderza się z twardą, egzotyczną ziemią.

Bohaterowie są tak namacalni, że czułam ich ból, zmęczenie i determinację na własnej skórze. Anna Fryczkowska nie idealizuje nikogo. Pokazuje ludzkie słabości, rozpacz, ale też niesamowitą siłę przetrwania. Emocje aż kipią z każdej strony – od naiwnej ekscytacji, przez głęboki żal, aż po wolę walki.

Styl pisania autorki jest hipnotyzujący i niezwykle obrazowy. Język jest przystępny, a tempo akcji idealnie wyważone – momentami rwie do przodu jak tropikalna burza, by za chwilę zwolnić i pozwolić nam poczuć ciężar codzienności bohaterów.

Komu polecam ten tytuł?
Każdemu, kto kocha dojrzałą literaturę piękną, powieści historyczne oparte na faktach oraz głębokie, mięsiste historie obyczajowe. To idealna lektura dla fanów sag, którzy szukają w książkach prawdy i wielkich emocji, a nie cukierkowych opowieści.

Moja ocena: 9/10 🌟

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Listy od Mikołajki
Autor: BRUNETTE BOOKS
✨ Czy jesteście już gotowi na odrobinę świątecznej magii, która rozgrzeje Wasze serca w chłodne wieczory?

Powieść "Listy od Mikołajki autorstwa Anne Marie to idealny literacki kocyk i kubek gorącego kakao w jednym. Od pierwszej strony otula czytelnika niesamowitym, ciepłym klimatem, który pozwala na chwilę zapomnieć o całym świecie.

"Listy od Mikołajki" to poruszający dramat obyczajowy i zimowa historia o poszukiwaniu drugiej szansy, odkupieniu oraz sile uczucia rodzącego się wbrew wszelkim przeciwnościom. Główne wątki fabuły to dwa różne światy. Agata Anielak to kobieta sukcesu, która ma prestiżową karierę, luksusowe życie i opinię niezwykle silnej emocjonalnie. Kamil Farat to człowiek z bolesną przeszłością, który w jedną wigilijną noc stracił absolutnie wszystko. Choć dzieli ich pozycja społeczna, a los stawia między nimi więzienne kraty, przypadek krzyżuje ich drogi. Szybko odkrywają, że łączy ich niewytłumaczalna, natychmiastowa więź. Kiedy Kamil trafia z powrotem za kraty, jedynym pomostem i drogą kontaktu stają się listy ukrywane w aktach sprawy. Szczere, pełne emocji i pisane prosto z serca słowa budzą uczucie, dla którego Agata decyduje się zaryzykować swoją karierę, a Kamil podejmuje walkę o wolność, tożsamość i dobre imię.
Autorka porusza też trudniejsze tematy, takie jak błędy bezdusznego systemu sprawiedliwości, łatwość medialnych osądów, samotność oraz radzenie sobie z traumą i żałobą.

Fabuła tej opowieści to prawdziwy majstersztyk, jeśli szukacie historii pełnej uroku i subtelnych tajemnic. Autorka utkała opowieść, która nie jest kolejnym schematycznym świątecznym romansem. To głęboka, pełna ciepła i życiowych mądrości opowieść o dawaniu, niesieniu radości i szukaniu własnego miejsca na ziemi. Każdy zwrot akcji ma tu swoje miejsce, a świąteczne tło dodaje wszystkiemu wyjątkowego blasku.

Bohaterowie są niesamowicie autentyczni – to ludzie z krwi i kości, z którymi od razu łapie się wspólny język. Ich rozterki, marzenia i emocje rezonują w czytelniku jeszcze długo po zamknięciu książki. Podczas lektury śmiałam się, wzruszałam, a momentami w moich oczach kręciły się łzy wzruszenia. Ta historia potrafi poruszyć najczulsze struny w duszy.

Styl pisania Anne Marie jest niezwykle lekki, a zarazem pełen plastycznych opisów, które działają na wyobraźnię. Przez tę książkę dosłownie się płynie! Tempo akcji jest idealnie zbalansowane – nie ma tu nudy, ale autorka daje nam też czas na to, by delektować się chwilą i wczuć w niesamowity, zimowy klimat.

Dla kogo jest ta pozycja?
Zdecydowanie dla każdego, kto kocha magię świąt, wierzy w bezinteresowne dobro i szuka w literaturze ukojenia. Jeśli uwielbiacie klimatyczne opowieści z głębszym przesłaniem, które zostawiają w sercu trwały ślad, to "Listy od Mikołajki" muszą znaleźć się na Waszej półce!

Moja ocena: 9/10 🌟

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Martwe dziewczyny nie kłamią
Autor: Zaczytana ori
„Czasem „prawda” nie zawsze jest krystaliczna, a rzeczy, które wydają się klarowne, miewają drugie dno”.

Podobała mi się ta książka, czuję niedosyt.

Książka pisana z perspektyw dwóch bohaterów, oczywiście, że nie polubiłam tego gościa, bo mężczyzną ewidentnie nie można go nazwać. Nie dało się go lubić, więc przypuszczam, że taki był cel autorki. Jeśli chodzi o Monikę to bardzo przykro się to wszystko czytało…co wyprawiał jej pożal się boże mąż i jak była przez niego traktowana.

„Nie mam jeszcze pojęcia, że intuicja, którą zawsze się kierowałam, tym razem mocno mnie zawiedzie i właśnie podjęłam najgorszą decyzję mojego życia…”

Pomysł na fabułę ciekawy, mogłabym się tylko przyczepić do zakończenia, jak dla mnie trochę odrealnione, ale ogółem książkę czyta się błyskawicznie, i tak jak wspomniałam, czuję niedosyt, książka mogłaby liczyć spokojnie dwa razy więcej stron, albo chociaż cd :)

Nie jest to thriller po którym będziecie miały problem z zaśnięciem, ale jeśli lubicie takie spokojniejsze, nastawione bardziej na poznanie bohaterów i wgłębienie się w relacje i ich mroczne tajemnice to będziecie zadowolone.

*To jest moja prywatna opinia. Zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnego zdania.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kamień trwa
Autor: book_wszechmogacy
Choć górzyste ukształtowanie terenu Bośni i Hercegowiny nie sprzyja podróżowaniu w celu poznania tego bałkańskiego kraju, Marcowi Casalsowi udaje się to na tyle, że zafascynowany Bośnią w końcu przeprowadza się do niej na stałe i poznaje jej różnorodnych mieszkańców.

Bośnia i Hercegowina, dziś składająca się z dwóch głównych części - Republiki Serbskiej oraz Federacji Bośni i Hercegowiny - od wieków stanowiła jeden z najbardziej etnicznie, religijnie i kulturowo zróżnicowanych regionów Europy. Mimo głoszonych ideałów tolerancji i pokojowym współistnieniu przez tereny te przetoczyło się mnóstwo wojen i cierpienia. Dzisiaj, po ponad trzydziestu latach od ostatniego konfliktu, w starszych pokoleniach nadal gnieździ się pewnego rodzaju dystans do innych narodowości.

„Kamień trwa” ujął mnie formą. Autor przedstawia historię Bośni, poprzez szesnaście opowieści, z których każda skupia się na innym bohaterze. Losy bohaterów przeplatają się z historią kraju, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że coś nam umyka. Zdecydowanie nie jest to książka łatwa. Pod względem języka, jak i przede wszystkim tematyki. Dzieje tego rejonu to całe mnóstwo wojen, bólu i ucisku. Obserwujemy, jak bohaterowie, gdy tylko zdołają zaczerpnąć powietrza, znów zostają wciągnięci w wir przemocy.

Jak sam Marc Casals napisał we wstępie, postarał się, aby w zbiorze umieścić opowieści osób z różnych regionów, z różnych grup etnicznych i o różnych doświadczeniach. Zdecydowanie mu się to udało. Książka uwidacznia również znaczenie Sarajewa - przeważająca większość osób w którymś momencie mieszka lub pracuje w tej wieloetnicznej stolicy.

Cudownie było poznać dzieje miejsc, które odwiedziłem tego lata: Bihać, Sarajewo, Banja Lukę, dolinę Uny. Największym atutem okazało się właśnie oglądanie tych wydarzeń oczami zwykłych - niezwykłych mieszkańców tych terenów. Mimo mojej podstawowej znajomości regionu odkryłem mnóstwo interesujących faktów. Dlatego też właśnie uważam, że „Kamień trwa” sprawdzi się w przypadku wszystkich miłośników Bałkanów, bez względu na ich obecną wiedzę.

Współpraca z Wydawnictwem Czarne
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
To, co zasiane
Autor: Gosia
„To, co zasiane” – Justyna Janik Videira

„To, co zasiane” to poruszający kryminał psychologiczny, który pokazuje, jak bolesne doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać na dorosłe życie. Zaginięcie szesnastoletniej Kaliny staje się początkiem śledztwa, które stopniowo odsłania mroczne tajemnice z przeszłości. Autorka umiejętnie buduje napięcie, łącząc kryminalną zagadkę z trudnymi tematami przemocy, traumy i obojętności. To historia pełna niepokoju i emocji, skłaniająca do refleksji nad tym, jak wiele zła można byłoby uniknąć, gdyby ktoś w porę zauważył cierpienie drugiego człowieka. Polecam miłośnikom kryminałów z głębokim psychologicznym tłem, które pozostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Motyle z miasta wolności. Gdańskie historie. Tom 1
Autor: Gosia
„Motyle z miasta wolności” Joanny Marat to poruszająca saga rodzinna, w której miłość, tajemnice i trudna przeszłość splatają się z burzliwą historią Gdańska. Poznajemy Michalinę Motyl, dorastającą na przełomie lat 80. i 90., której życie naznaczone jest rodzinnymi problemami i uczuciem, które odmieni jej los. Autorka ciekawie łączy osobiste dramaty bohaterów z historią miasta, tworząc wielowątkową opowieść o pamięci, kobiecych doświadczeniach i konsekwencjach dawnych wyborów. To emocjonalna, pełna tajemnic powieść, która przypadnie do gustu miłośnikom sag rodzinnych i literatury obyczajowej z historycznym tłem.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Troszki, czyli kroplówka z nadziei
Autor: Gosia
„Troszki, czyli kroplówki z nadziei” – Filip Cembala

To ciepła, pełna wrażliwości książka, która przypomina, że nie musimy mieć wszystkiego poukładanego, by dostrzegać dobre strony życia. Filip Cembala dzieli się swoimi przemyśleniami na temat trudnych chwil, akceptacji i nadziei, unikając typowych porad i presji nieustannego samorozwoju. Jego styl jest naturalny, bezpośredni i pełen łagodności, dzięki czemu lektura przypomina szczerą rozmowę z kimś bliskim. Najbardziej urzekło mnie przesłanie, że czasem wystarczy zrobić dla siebie coś małego, by poczuć się choć trochę lepiej. To wartościowa propozycja dla osób, które szukają otuchy, chwili wytchnienia i przypomnienia, że po trudniejszych dniach mogą nadejść lepsze.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Topielica
Autor: book matula
Mieliście tak, że odłożyliście książkę, a ona najwyraźniej uznała, że nadal jest z wami umówiona i dalej siedziała wam w głowie? 📖🖤 Dzisiejsza recenzja dotyczy właśnie jednej z nich pt. „Topielica” Anety Kisielewskiej, wydanej przez Filię. Jest dla mnie genialnym przykładem historii, która nie musi odebrać człowiekowi snu, żeby skutecznie zająć mu myśli. Noc przespałam, obowiązki jakoś ogarnęłam, ale co chwilę chciałam wracać do tej opowieści. Autorko, ja naprawdę mam też inne rzeczy do zrobienia! 😂 Denerwują mnie takie książki, ale tak bardzo je uwielbiam, że nie wyobrażam sobie życia bez nich. 😂😂.
Z opisu wydawcy dowiecie się, że w Krakowie znika Bruno Becker, wpływowy prawnik, a jego żona Laura sprawia wrażenie kobiety, której życie zdążyło już porządnie dać w kość. Wycofana, poraniona, z doświadczeniem przemocy, budzi współczucie. Sprawą zajmuje się inspektor Ernest Grinn, który zaczyna przyglądać się nie tylko zaginięciu mężczyzny, lecz także przeszłości jego żony. Pojawiają się pytania o dawnych znajomych, zniknięcia i wydarzenia, które wcześniej można było uznać za nieszczęśliwe wypadki. A czytelnik coraz ostrożniej rozdaje kredyty zaufania. W tej historii przydałby się do nich wyjątkowo drobny druk. Czytając tę książkę, przypomniał mi się film, to był chyba z Tomem Cruisem (ale nie dam ręki uciąć), była kobitka, która przetrzymywała faceta. Nikt w życiu by nie spodziewał się, że mogłaby dopuścić się tego… Myślałam, że jak będę pisała recenzję, zdążę znaleźć tytuł filmu, ale kurka Felek, nie udało mi się. Może wy wiecie, o jaki film chodzi? Bardzo proszę o wiadomość,😂😂bo mnie ciekawskie wszaki zjadają.
Wracając do dzisiejszej recenzji to poznajcie Laurę, która jest bohaterką, przy której trudno wygodnie rozsiąść się ze swoją pierwszą oceną. Chce się ją zrozumieć, poznać powody jej zachowania, zajrzeć pod to, co pokazuje światu. Już początek książki odsłania jej bolesne dzieciństwo i przedstawia Łucję, młodszą siostrę, którą Laura próbuje osłonić przed agresywnym ojcem. To mocne wejście w opowieść, bo od razu widzimy dziecko zmuszone do odpowiedzialności, której nigdy nie powinno dźwigać. Obok niej mamy Brunona, którego zaginięcie uruchamia całą sprawę i Ernesta próbującego dotrzeć do prawdy. Każde z tej trójki przyciąga uwagę z innego powodu. Mnie jednak najbardziej interesowało to, co kryje się za zachowaniem Laury. Na ile poznaję człowieka, a na ile obraz, który pozwala mi zobaczyć? Jak wiele można zrozumieć, znając czyjąś przeszłość? I gdzie kończy się zrozumienie, a zaczyna usprawiedliwianie? Lubię, kiedy thriller zostawia mnie z takimi pytaniami. Mój wewnętrzny detektyw oczywiście zgłasza gotowość do pracy, choć z jego pewnością siebie bywa zdecydowanie lepiej niż z kompetencjami. 😉 Zawsze przegrywam.
Bardzo odpowiada mi to, że przeszłość i teraźniejszość stopniowo się tutaj uzupełniają. Zaginięcie jest punktem wyjścia, ale znaczenie ma również droga, która doprowadziła bohaterów do obecnej sytuacji. Z czym możecie utożsamiać się? Dla mnie przede wszystkim z potrzebą poczucia się bezpiecznie, bycia kochaną i potraktowaną poważnie, z nadzieją, że po trudnym czasie wreszcie przyjdzie coś dobrego, z pragnieniem odcięcia się od tego, co bolało, i rozpoczęcia życia na własnych zasadach. Nie musicie podzielać decyzji bohaterki, żeby rozumieć takie potrzeby. Ta historia skłania też do przyjrzenia się temu, jak szybko oceniamy ludzi. Wystarczy czyjaś pozycja, sposób mówienia albo pozorny spokój, żebyśmy dopowiedzieli sobie resztę. A przecież nie mamy pojęcia, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Jestem pewna, że większość z nas chociaż raz w życiu (ja na pewno kilkanaście razy) oceniła czyjeś życie, postawę, wygląd, lecz gdy okazało się, dlaczego to nasza pewność siebie mocno podupadła i nie przyznajemy się, że byliśmy w grupie osób oceniających kogoś itp. dlatego z „Topielica” jest dla nas wszystkich przypomnieniem, że współczucie i uważność powinny iść w parze. Owszem, możemy dostrzegać czyjąś krzywdę, a jednocześnie zadawać pytania. Możemy próbować zrozumieć człowieka bez uznawania wszystkich jego czynów za słuszne. Moim zdaniem właśnie ta niewygoda jest jednym z największych atutów książki. Nie wszystko da się tu uporządkować jednym stanowczym: „ja na jej miejscu…”. Zresztą łatwo być specjalistką od cudzych wyborów, siedząc bezpiecznie z kawą w ręce. Mega polecam „Topielicę” osobom, które w thrillerach lubią sekrety, niejednoznaczne postacie i zaglądanie pod powierzchnię pozornie oczywistych sytuacji. Dla mnie była mega wciągająca, mroczna i zwyczajnie świetna. Nie potrzebuję mierzyć jej jakości liczbą nieprzespanych godzin. Wystarczy, że mogłam odłożyć ją na stolik, ale myślami nadal tkwiłam przy Laurze. Książka swoje miejsce na półce ma. Teraz jeszcze powinna zacząć płacić za to zajmowane w mojej głowie. 🖤📚
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nasza historia powszechna. Blisko 14 miliardów...
Autor: BRUNETTE BOOKS
„Nasza historia powszechna” Tima Coulsona to literacka podróż, która przekracza najśmielsze oczekiwania i to dosłownie. Od pierwszej strony czuć, że nie mamy do czynienia z kolejnym suchym podręcznikiem, a z opowieścią, która wciąga jak najlepszy science fiction. Tylko że to wszystko wydarzyło się naprawdę – 13,8 miliarda lat temu.

Fabuła? To historia WSZYSTKIEGO. Coulson, profesor zoologii na Oksfordzie, zabiera nas od Wielkiego Wybuchu, przez narodziny gwiazd i planet, aż po pojawienie się życia i ludzkiej świadomości. Brzmi monumentalnie? Bo jest, ale autor nie przytłacza – tka opowieść z pasją i precyzją, łącząc fizykę, astronomię, chemię i geologię w jedną spójną narrację. Żadnych spoilerów nie potrzebujecie – cała Ziemia i wszechświat są tu bohaterami.

Emocje? Czysty zachwyt i pokora. Ta książka wywołuje to specyficzne uczucie, kiedy uświadamiasz sobie, jak niewyobrażalnie małym, a jednocześnie cudownym elementem kosmosu jesteś. Tim Coulson pisze tak, że nauka przestaje być straszna, a staje się inspirująca. Momentami miałam ciarki – nie z powodu grozy, ale z powodu skali i piękna tego, co nas otacza.

Tempo i styl? Zaskakująco lekkie jak na taki kaliber. Nie jest to książka, którą czyta się „jednym haustem” – i dobrze, bo warto delektować się każdym rozdziałem. Styl Tima Coulsona jest swobodny, gawędziarski, okraszony osobistymi anegdotami, które rozładowują nawet najcięższe tematy. Gdy tylko zrobi się zbyt poważnie, autor serwuje humorystyczną historię z życia naukowca i od razu czyta się dalej z uśmiechem.

Dla kogo? Dla każdego, kto kiedykolwiek zadał sobie pytanie „dlaczego istnieję?”. Dla miłośników popularnonaukowych opowieści. Dla tych, którzy chcą zrozumieć naukę, ale boją się, że będzie zbyt trudna. Autor udowadnia, że można mówić o Wielkim Wybuchu bez akademickiego żargonu. I dla tych, którzy po prostu lubią dobrze napisane historie, bo to jest po prostu świetna opowieść.

Moja ocena: 9/10 🌟 (Minus jeden punkt za momentami zbyt dużą ilość informacji naraz – ale to wina mojego mózgu, nie autora)

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Tam, gdzie wyją wilki
Autor: sza_teraz_czytam
Ponownie w ostatnim czasie przeniosłam się w malownicze Bieszczady. A one nie są tu jedynie tłem. Są niejako równorzędnym bohaterm powieści z własną historią. Chyba będę w końcu musiała wybrać się w te tereny, by na własne oczy zobaczyć to wszystko, o czym czytam w książkach. A może i usłyszę nocne wycie wilków...?

Poznajemy wyjątkowe bohaterki reprezentujące trzy pokolenia kobiet - Marcjannę, Emilię i Kingę. Łączy je pragnienie szczęścia i miłości. Ich losy się splatają, mimo iż żyją w innych czasach. Marcjanna wierzy, że czeka ją szczęśliwe życie u boku ukochanego mężczyzny. Ale wydarzenia 1939 roku burzą jej marzenia. Kilkadziesiąt lat później Emilia obserwuje, jak powstający zalew w Solinie zmusza ludzi do opuszczenia swoich domów. Z kolei Kinga wraz z przyjaciółmi przyjeżdża w Bieszczady, by przywitać rok 2000.

Anna Ziobro z niezwykłą dokładnością scharakteryzowała kobiece sylwetki. Podejmują decyzje, za które ponoszą konsekwencje. To one wiodą prym w książce, ale i pojawiają się także mężczyźni. Co prawda stoją na drugim planie, ale oni też mają swoje historie.

Wołkowyje - to tu od pokoleń rozgrywają się ludzkie dramaty. Pojawia się miłość, która nie zawsze przynosi szczęście, rozpacz po stracie i tajemnice skrywane przez lata. Jednakże nie jest to tylko i wyłącznie fikcja. Przedstawione zostały tu również prawdziwe wydarzenia. Kojarzycie strach przed milinijną pluskwą?

Autorka w zachwycający sposób ukazała przynależność człowieka do domu rodzinnego, ojcowizny, która zostaje utracona. Czy i my tak patrzymy na nasze domy czy naszych przodków? Czy pielęgnujemy o nich wspomnienia lub to, co utracone?

Historia pokazuje, jak wybory, których dokonujemy, wpływają na przyszłość. Widzimy, że przeszłości nie da się tak łatwo zamknąć. Ona zawsze się o nas upomni w ten czy inny sposób.

To nie jest książka z pędzącą akcją. Tu liczy się co innego. To emocje, które wgryzają się pod skórę stopniowo, by w ostateczności poruszyć nas do głębi. To klimat melancholii i refleksji.

"Tam, gdzie wyją wilki" to poruszająca, nastrojowa powieść o życiu, relacjach, miłości, przyjaźni, rodzinnych tajemnicach, stracie, tęsknocie, poszukiwaniu własnej tożsamości. To historia o miejscach, które żyją dzięki pamięci innych. Piękno dzikich Bieszczad zaprasza!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Gdy naprawdę się poznamy
Autor: BRUNETTE BOOKS
Ta książka skradła moje serce i sprawiła, że zarwałam dla niej nockę. Mowa o powieści „Gdy naprawdę się poznamy” autorstwa Agnieszki Dyniakowskiej. Jeśli szukacie historii pełnej ciepła, życiowego realizmu i potężnych emocji, koniecznie czytajcie dalej!

Jest to ciepła i dojrzała powieść obyczajowa z motywem drugiej szansy (second chance romance), w której miłość z nastoletnich lat dostaje od losu ponowną próbę.
Zuza to samodzielna mama i nauczycielka. Stara się poukładać swoje życie, zmaga się z trudami codzienności oraz zawirowaniami w pracy zawodowej, gdzie nowy dyrektor szkoły zaczyna pokazywać swoje bezwzględne oblicze. Grzegorz to jej pierwsza, młodzieńcza miłość. Po latach spędzonych za granicą i bolesnej stracie ojca, wraca do Polski w rodzinne strony, by poukładać swoje sprawy i zmierzyć się z żałobą. Gdy ich ścieżki ponownie się przecinają, dawne uczucia ożywają. Szybko jednak okazuje się, że choć znają się od lat, czas ich zmienił i tak naprawdę muszą poznać się zupełnie na nowo. Oboje niosą ze sobą spory bagaż doświadczeń, lęków i wspomnień dawnych błędów, które utrudniają im ponowne zaufanie sobie nawzajem.

Fabuła skupia się wokół powrotów, nowych początków i trudnej sztuki otwierania się na drugiego człowieka. Autorka genialnie połączyła wątek miłości z nastoletnich lat z brutalną szarą codziennością, problemami zawodowymi oraz wyzwaniami, przed jakimi stawia nas los. Co ważne, historia nie jest przesłodzona, bo poza wątkiem romantycznym autorka mocno stawia na realizm życiowy – w tle przewijają się wątki pięknej, bezwarunkowej miłości matki do dziecka, motyw lojalnej przyjaźni, a obok pięknych momentów znajdziecie tu bolesne zakręty, lęki przed ponownym zranieniem oraz bardzo ważne, trudne społecznie tematy, takie jak prześladowanie rówieśnicze wśród uczniów w szkole.

Już od pierwszych stron otulił mnie niezwykle ciepły, a zarazem słodko-gorzki klimat tej opowieści. To ten typ książki, w której codzienność miesza się z głęboko skrywanymi tęsknotami. Od samego początku czułam, że ta historia dotknie czułych strun w mojej duszy i absolutnie się nie pomyliłam!

Bohaterowie są tak autentyczni, że miałam wrażenie, jakbym czytała o swoich dobrych znajomych. Zuza to niezwykle silna kobieta, która dla swojej córki zrobiłaby wszystko, a jej potyczki z trudną rzeczywistością niesamowicie mnie poruszyły. Z kolei Grzegorz, zmagający się z własnymi demonami i żałobą, wywołał we mnie ogromną empatię. Chemia między nimi, podszyta dawnymi błędami i strachem, jest wręcz namacalna! Ogromny plus leci też za wspaniale wykreowany motyw prawdziwej przyjaźni, która daje oparcie w najgorszych chwilach.

Styl pisania Agnieszki Dyniakowskiej jest niezwykle lekki i po prostu płynie się przez tę opowieść. Autorka potrafi dawkować emocje tak, że przez jeden rozdział się uśmiechasz, a przez kolejny masz ciarki na plecach. Tempo akcji jest idealnie wyważone – nie ma tu nudy, a życiowe zawirowania bohaterów sprawiają, że kartki przewracają się same.

Komu spodoba się ta książka?
Przede wszystkim wszystkim miłośnikom mądrych, dojrzałych powieści obyczajowych i romansów z motywem second chance. Jeśli lubicie historie, które nie tylko bawią i wzruszają, ale też skłaniają do refleksji nad własnym życiem i relacjami, to pozycja obowiązkowa na Waszych półkach!

Moja ocena: 9/10 🌟

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Poradnia dla duchów
Autor: Emilia
Przyznam, że sięgając po tą historię miałam pewne obawy, czy książka z duchami, aby na pewno jest dla mnie, bo przecież na co dzień, czytam głównie powieści obyczajowe. I okazało się, że moje obawy były zupełnie niepotrzebne, gdyż główny nurt książki jest obyczajowy. Owszem mamy tu wprowadzane pewne elementy fantastyki, czy może bardziej paranormalne. Jednak autor robi to w taki idealnie wyważony sposób.
Marek to niepozorny woźny, który nie stroni od alkoholu, a wręcz jego picie stało się ucieczką. Przed czym? Może raczej przed kim? Tak podobnie jak wiele osób wspomaga swą codzienność, próbując uciec przed samym sobą, własnym żalem, czy wyrzutami sumienia. Były agent, którego życie dawniej pędziło jak prawdziwy rollercoaster, żyje niespiesznie, pracując w szkole, gdzie właściwie trafił przez przypadek. Codziennie wykonuje swoje obowiązki, starając się nie rzucać nikomu w oczy, nie nawiązuje z nikim bliższych relacji. Do czasu…. Kiedy pojawia się u niego pierwsza ofiara niedawnego tragicznego wypadku szkolnego autobusu. Długo nie dociera do niego co się dzieje. W końcu rozumie, że tylko jego nawiedzają duchy, tylko on je widzi. Ci którzy go odwiedzali, utknęli między życiem a śmiercią, z powodu niedokończonych, ważnych dla nich tematów. I to właśnie Marek musi być tym, który pomaga im osiągnąć spokój, pomaga załatwiać ważne sprawy. Wciąż nie może znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego duchy wybrały właśnie jego?
Książkę dzięki temu, że akcja toczy się dość dynamicznie, czyta się szybko i z ogromną ciekawością. Rozdziały z teraźniejszości, w której Marek pracuje jako Woźny, przeplatają się z czasami, kiedy pracował pod pseudonimem Piotr Dąbrowski. Jako tajny agent był niezwykle skuteczny, praca dawała satysfakcje, pieniądze, a także możliwość zwiedzenia wielu zakątków świata. Z perspektywy czasu okazuje się, że nie zawsze działał zgodnie z własnym sumieniem. Skupiając się na „robocie”, niestety oblał egzamin z życia rodzinnego. Praca w rozjazdach, która sama w sobie dostarczała dużo adrenaliny i nie wszystko zawsze dało się przewidzieć, sprawiła, że dom i rodzina zeszła na drugi plan. Marek, chociaż tego nie zaplanował, nie był wzorowym ojcem. Coraz częściej zawodził, omijają ważne momenty w życiu syna Maćka, co spowodowało wielkie oddalenie się najpierw mentalne, a potem fizyczne ukochanej Heleny i syna.
Wydawało by się, że Marek, który utknął w szkole jest samotny, a jego życie przegrane. Potrafił wspierać i rozmawiać z obcymi osobami, a własne problemy trzymał dawno zamiecione pod dywanem. Każda kolejna wizyta ducha w świecie Marka, paradoksalnie skupiając jego myśli na konkretnej sprawie do rozwiązania, przybliża go do własnego problemu i własnego bólu. Po co tak naprawdę zjawiają się duchy? Tego koniecznie musicie się dowiedzieć w książce.
„Poradnia dla duchów” to książka z przesłaniem. Autor sprawia, że warto zatrzymać się i zastanowić, czy my sami nie przegapiliśmy czegoś ważnego we własnym życiu. Pokazuje nam jakże oczywisty kierunek, który potrafi rozwiązać wiele kłopotów – rozmowę. Niby proste, a jednak czasem tak trudne. Dla mnie to książka niosąca nadzieję. Autor pokazuje, że nigdy w życiu nie jest za późno by naprawić własne błędy i odnaleźć radość z życia.
Nie chcąc więcej zdradzać z fabuły, skupię się na języku. Jest to pierwsza wydana książka autora, ale ja myślę, że pan Maciej Chwedo, zakotwiczy w tym świecie na dużej i jeszcze nie raz o nim usłyszymy. Czasem tak jest, że dopiero po skończonej lekturze dowiaduję się, że to pisarski debiut i tak było właśnie w tym przypadku. Powiem wam, że ja jestem pod wrażeniem umiejętności autora. Wspaniale poprowadzona dwutorowość czasowa, co nie każdemu autorowi wychodzi dobrze tu była świetnie skomponowana. Dopracowane szczegóły, ciekawe dialogi, a także mimo tego, że książka pisana w trzeciej osobie, to autor potrafił oddać czytelnikowi emocje bohatera. Maciej Chwedo wie jak zadziałać na wyobraźnie czytelnika, bo ja bez problemu czytając, byłam w miejscach, w których bywali bohaterowie, widziała ich otoczenie, wyobrażałam sobie opisywane na sceny. Zachęcam Wam sięgnijcie po lekturę, która wciągnie w swą fabułę, da do myślenia, ale momentami rozbawi.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Gdybym cię nie kochała
Autor: Kama

Na nowo odkrywała własnego męża, zupełnie zawrócił jej w głowie. Czuła się jak zakochana po uszy nastolatka.

Jej mąż będzie miał dziecko. Jak to w ogóle brzmiało? Dotychczas było dla niej jasne i oczywiste - jej mąż, jej dzieci. A teraz? Jej mąż, ale dziecko z inną kobietą. Nie miała pojęcia, jak poukładać to w głowie, jak przejść nad tym, do porządku dziennego.

Alicja Wilczyńska otrzymała od losu drugą szansę na,życie- po dziesięciu latach wybudziła się ze śpiączki farmakologicznej i bardzo długo walczyła o powrót do miejsca , które jak się zdawało bezpowrotnie utraciła. Do domu.
Tylko co to za dom w którym ukochany mąż spodziewa się dziecka swojej kochanki? Dodatkowo cieniem na codzienności kobiety kładzie się śmierć najbliższej przyjaciółki- Wiesi. Zmarła bowiem miała więcej sekretów niż może się wydawać i prawda o nich mocno wstrząśnie całą rodziną.
Paweł zaś nie ustaje w staraniach o to by odzyskać ukochaną kobietę i jest gotów zrobić naprawdę wiele by Ala dała mu szansę.
Czy mężczyźnie uda się osiągnąć swój cel i czy łącząca małżonków miłość przetrwa kolejne zawirowania i intrygi Basi?
„Gdybym Cię nie kochała” Moniki Wilgockiej to historia, w której nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. To opowieść o miłości wystawionej na najtrudniejszą próbę, o drugich szansach, bolesnych rozczarowaniach i tajemnicach, które potrafią zmienić wszystko. Bo przecież można kochać kogoś całym sercem, a jednocześnie nie wiedzieć, czy da się jeszcze zaufać mu tak jak dawniej.
Podczas lektury towarzyszyły mi pytania o granice wybaczenia i o to, czy prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać nawet wtedy, gdy życie rzuca pod nogi przeszkody, na które nikt nie jest przygotowany. Historia Alicji pokazuje, że powrót do domu nie zawsze oznacza powrót do dawnego życia, a druga szansa bywa równie trudna jak walka o przetrwanie.
Bo czasami największym wyzwaniem nie jest odzyskanie utraconego życia, lecz odnalezienie w nim miejsca dla siebie i dla miłości, która mimo wszystko nie chce zgasnąć.

✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Mistrz Tortur
Autor: Kama
„Czasami najtrudniejszą walkę toczymy nie z drugim człowiekiem, lecz z własnymi demonami, które od lat nie pozwalają nam zaznać spokoju”.

„Nawet najbardziej poranione serce może odnaleźć drogę do miłości, choćby wcześniej zarzekało się, że już nigdy nikomu nie zaufa”.

Valdrim i Lydia. Dwoje ludzi, których los postawił po przeciwnych stronach, skrywających pod maską siły, odwagi i bezwzględności znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. On jest mistrzem tortur, mężczyzną budzącym respekt i strach samą swoją obecnością. Ona to niepokorna kobieta, nazywana złą czarownicą, która za wszelką cenę pragnie udowodnić, że nikt nie jest w stanie jej złamać. Kiedy ich drogi się przecinają, rozpoczyna się gra pełna prowokacji, napięcia i tajemnic. Żadne z nich nie przypuszcza, że za wzajemną nieufnością zacznie kryć się fascynacja, której coraz trudniej będzie się oprzeć.

„Mistrz Tortur” Melisy Bel to trzeci tom serii „Mroczni Oblubieńcy”, który zabrał mnie w niezwykle emocjonalną, pełną namiętności i nieoczekiwanych zwrotów podróż. Autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi stworzyć historię, w której mrok przeplata się z nadzieją, a bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z przeciwnościami losu, ale również z własnymi lękami i uczuciami.

Największą siłą tej powieści są dla mnie jej bohaterowie. Oboje doświadczeni przez życie, naznaczeni przeszłością i zmuszeni do ukrywania swoich prawdziwych emocji. Valdrim intryguje tajemniczością i pozornym chłodem. To człowiek, który doskonale wie, jak dotrzeć do ludzkich słabości, ale sam również skrywa sekrety, których nie zamierza łatwo zdradzić. Im bardziej odkrywałam kolejne warstwy jego osobowości, tym mocniej przekonywałam się, że za bezwzględną powierzchownością kryje się ktoś znacznie bardziej skomplikowany.

Lydia natomiast zachwyciła mnie swoją nieustępliwością. Nie zamierza podporządkować się innym tylko dlatego, że znajdują się w silniejszej pozycji. Walczy o siebie, swoją godność i prawo do decydowania o własnym losie. Jej bunt nie jest jednak jedynie przejawem dumy. Dostrzegałam w nim również ból i potrzebę ochrony tego, co jeszcze jej pozostało. Podziwiałam jej odwagę, temperament oraz determinację, z jaką stawiała czoła kolejnym wyzwaniom.

To właśnie różnice między nimi sprawiają, że ich relacja jest tak fascynująca. Oboje mają swoje mury, za którymi ukrywają zranione serca. Oboje nauczyli się ostrożności i nieufności, a dopuszczenie drugiej osoby do własnego świata okazuje się dla nich znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

Ich relacja rozwija się stopniowo, a wzajemna fascynacja z każdą kolejną rozmową nabiera intensywności. Początkowe spięcia, prowokacje i próby przejęcia kontroli nad sytuacją ustępują miejsca chwilom, w których coraz trudniej ukryć rodzące się emocje. Podobało mi się, że nie wszystko wydarza się od razu. Tutaj każde spojrzenie, każdy gest i każda oznaka zaufania mają znaczenie. Za pozornie niewinnymi słowami kryją się uczucia, których bohaterowie nie zawsze chcą przed sobą przyznać.

Szczególnie urzekły mnie ich słowne gierki i wzajemne przekomarzanie się. Uwielbiam, kiedy między bohaterami iskrzy nie tylko w chwilach bliskości, ale również podczas zwyczajnych rozmów. Valdrim i Lydia potrafią wyprowadzić siebie nawzajem z równowagi, prowokować i sprawdzać swoje granice, a jednocześnie coraz mocniej przyciągają się do siebie. Ta mieszanka charakterów nadaje ich relacji wyjątkowego smaku i sprawia, że z przyjemnością śledziłam każdy kolejny etap ich znajomości.

Nie zabrakło również gorących scen, których w tym tomie jest zdecydowanie więcej niż w poprzednich częściach. Namiętność została połączona z emocjonalnym napięciem, a fizyczne przyciąganie nie przesłoniło tego, co najważniejsze: stopniowo budowanego zaufania i potrzeby zrozumienia drugiego człowieka. Ich bliskość nie jest pozbawiona obaw, ponieważ oboje wiedzą, jak wiele mogą stracić, jeśli pozwolą sobie na uczucia.

W tej historii szczególnie mocno wybrzmiewa również motyw trudnej przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Dawne rany wpływają na podejmowane decyzje, utrudniają zaufanie i sprawiają, że nawet szczęście potrafi budzić lęk. Czasami łatwiej jest odgrodzić się od świata, niż zaryzykować kolejne rozczarowanie. Jednak kiedy na naszej drodze pojawia się ktoś, kto zaczyna dostrzegać nas prawdziwych, trudno na zawsze pozostać za zbudowanymi murami.

Valdrim i Lydia muszą nauczyć się, że siła nie zawsze oznacza walkę, a odsłonięcie własnych słabości nie musi być oznaką porażki. Ich historia pokazuje, że nawet ludzie doświadczeni przez cierpienie potrafią odnaleźć w sobie dobro, zawalczyć o prawdę i dać sobie szansę na szczęście. Nie są idealni, popełniają błędy i noszą w sobie wiele sprzecznych emocji, ale właśnie dzięki temu wydają się tak interesujący.

Melisa Bel po raz kolejny stworzyła opowieść, która łączy mroczny klimat, namiętność i emocjonalną głębię. Podobało mi się stopniowe odkrywanie tajemnic bohaterów, narastające napięcie oraz sposób, w jaki rozwijała się ich relacja. To historia, w której za pozorną bezwzględnością kryją się ludzie pragnący czegoś więcej niż tylko przetrwania.

„Mistrz Tortur” to dla mnie opowieść o dwojgu poranionych ludziach, którzy w świecie pełnym okrucieństwa niespodziewanie odnajdują siebie. O walce z własnymi demonami, odwadze potrzebnej do zaufania i uczuciu, które potrafi pojawić się nawet wtedy, gdy człowiek dawno przestał na nie czekać.

Jeśli lubicie silnych bohaterów, pełne napięcia relacje, cięte riposty i gorącą namiętność przeplatającą się z trudnymi emocjami, ta książka zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę.

Valdrim i Lydia przypomnieli mi, że czasami najtrudniej jest nie pokonać przeciwnika, lecz pozwolić mu stać się kimś bliskim. Bo nawet najbardziej nieprzeniknione mury mogą w końcu runąć, gdy serce zaczyna mówić głośniej niż strach.

To była niezwykle intensywna czytelnicza przygoda, pełna pasji, tajemnic i emocji, które zostają z czytelnikiem na dłużej. Melisa Bel ponownie mnie nie zawiodła!
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Pies miauczy, kot szczeka
Autor: Rozchełstana owca
Początkowo myślałam, że to historia właśnie o psotach, żartach młodego człowieka i lekkim, pełnym uśmiechu dzieciństwie. Humoru w narracji nie brakuje, a ja całkiem przyjemnie czas spędziłam na czytaniu powieści i absolutnie mnie nie obchodziło, ludzie wokoło mnie dziwnie mi się przyglądali. Jednak różnice kulturowe, które odkrywałam poniekąd za każdą stroną, uderzyły mnie najbardziej, właśnie po wspomnianym w opisie, zabiegu chłopca. Wtedy to ojciec narzuca synowi, tak naprawdę jeszcze dziecku zasady, które są dla niego ciężkie do przyswojenia z minuty na minutę.

Autor pokazał jak surowe, twarde i trudne jest wejście do dojrzałości, którego wymaga się zbyt wcześnie, szczególnie w indonezyjskiej kulturze. Z dnia na dzień granie w piłę i harce z przyjaciółmi muszą ustąpić miejsca modlitwie i regułom, które dla małoletniego są niezrozumiałe i dziwne. Pogrzebałam po internecie i okazuje się, że głównym nurtem tamtego rejonu jest islam, na którego temat nie wiele mam pojęcia. I tutaj jest też warto wspomnieć, że książka podaje nam tamte zasady religijne prosto z mostu. To nie tylko modlitwa o mało na zawołanie; zasada prawej ręki czy obowiązek okazywania kultury, uległości i bezgranicznego posłuszeństwa wobec starszyzny i autorytetów.

Sato jednak nie chce być posłuszny. Rozwija się w nim nienawiść do ojca, który naciska z całych sił, by religia w jego życiu grała pierwsze skrzypce. Trochę łamało mi się serce jak za wszelką cenę chłopiec chciał ratować siebie i swoje poglądy. Podczas towarzyszenia Reangowi chciałam stać przy nim murem. Chciałam podać dłoń i powiedzieć „bądź sobą!”, bo właśnie na to był w tamtym momencie czas.

Jestem oczarowana tym tytułem, w jak lekki i bardzo przystępny sposób mogłam złapać tyle różnych ciekawostek. Historia ma ledwo ponad 130 stron, a jest nasycona takim konkretem, że zostaje on z nami jeszcze długo w głowie. Walka o własne ja, własne jestestwo; bunt przeciwko religii i imperatywom; o byciu dzieckiem kiedy jest na to odpowiedni czas, a nie wrzucanie na głęboką wodę dorosłości. Przyznaję, że nie tego się spodziewałam, a dostałam o wiele więcej niż mogłam kiedykolwiek pomyśleć, że otrzymam.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Zaczekaj na mnie
Autor: BRUNETTE BOOKS
✨ Szukacie historii, która otuli Was jak ciepły koc w chłodny wieczór, ale jednocześnie wyciśnie z oczu niejedną łzę? Powieść „Zaczekaj na mnie” autorstwa Moniki Michalik to przepełniona melancholią, nadmorskim klimatem i bolesnym realizmem historia, która totalnie mnie rozczuliła.

Fabuła skupia się na losach Amelii, kobiety uwięzionej w cieniu trudnego, toksycznego małżeństwa. Choć na co dzień pracuje w urokliwym pensjonacie w Dziwnowie, w jej sercu kryje się ogromny strach. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy do pensjonatu przybywa Aleksander – znany pisarz szukający życiowego wytchnienia. Choć los splata ich drogi, dając nadzieję na nowy początek, to przewrotne życie szykuje dla nich dramatyczny zwrot akcji.

Autorka stworzyła niesamowicie autentycznych bohaterów. Amelia to postać, którą od pierwszej chwili chce się przytulić i dodać jej sił do walki o samą siebie. Emocje, jakie towarzyszą tej lekturze, to prawdziwy rollercoaster – od paraliżującego lęku i współczucia, przez subtelne motyle w brzuchu, aż po głęboki smutek i żal wywołany decyzjami bohaterów.

Styl pisania Moniki Michalik jest niezwykle lekki, a zarazem pełen głębi. Autorka bez zbędnego patosu porusza bolesne i skomplikowane tematy społeczne. Tempo akcji idealnie współgra z klimatem nadmorskiej miejscowości – z początku płynie niespiesznie, pozwalając nam wniknąć w codzienność Amelii, by w kluczowym momencie gwałtownie przyspieszyć i całkowicie nas zaskoczyć.

Komu polecam tę książkę?
To idealna pozycja dla wszystkich miłośniczek i miłośników poruszających życiowych dramatów, romansów z przesłaniem oraz historii o drugich szansach. Jeśli cenicie sobie opowieści, które niosą nadzieję i udowadniają, że po każdej burzy w końcu wychodzi słońce, będziecie zachwyceni.

Moja ocena to mocne 8/10 🌟 – za piękne emocje i nadmorski klimat, który czułam na każdej stronie!

BRUNETTE BOOKS
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Chory (k)raj. Jak naprawdę żyje się w Ameryce
Autor: Rozchełstana owca
Od lat jestem zafascynowana Islandią. Zawsze mam wyobrażenie, że jest tam tak niesamowicie, pięknie, zaradnie, bo władze państwa na wszystko mają sposób, by było dobrze. Jednak to działa tak samo jak w przypadku Ameryki. Kraj miodem płynący ma drugie dno; drugą stronę medalu i wcale nie tak soczyste jakby nam mogłoby się wydawać.

Chory KRAj to powieść, po którą sięgnęłam z racji prawdziwości tego, o czym opowiada jej Autor, o tym, co się dzieję za granicami tamtego miejsca. Wydaje nam się wielokrotnie, że jak przeliczymy euro / funty na złotówki to Bóg jeden wie, jak wiele mamy. A to wcale tak nie działa. Opis na okładce głosi, że „rachunek ze szpitala może zrujnować Ci życie” i to najbardziej realne stwierdzenie jakie świat widział. Z opowieści bliskich, mogę użyć stwierdzenia, że „wiem” jak wygląda tam życie. Wszystko leczy się paracetamolem, hospitalizacja potrafi puścić z torbami, dzieciaki uczą się tego co chcą, w czym widzą przyszłość, a także uczą się od najmłodszych lat, jak przetrwać atak uzbrojonego przeciwnika.

Chciałam przede wszystkim przekonać się, czy Autor faktycznie przedstawi nam szarą, zimną, ostrą wręcz, smutną rzeczywistość tamtejszej codzienności. Taką prawdziwie surową – i cieszę się, że takie książki powstają. Reportaż mimo wszystko skupia się w głównej mierze na tych negatywnych aspektach tamtejszego ustroju. Wydaje mi się, że lepiej, że mamy wszystko podane na tacy z grubej rury. Alek mieszka w Stanach od dwunastu lat, zbudował tam całe swoje życie, a jednak boryka się z atakami paniki. Skąd się wzięły? Z obaw, które nie pozwalają spokojnie żyć, bo co będzie jeśli braknie zdrowia, pracy albo miejsca dla niego i bliskich?

Tytuł jest podzielony na odpowiednie tematy życia w Ameryce. Jedzenie, mieszkanie, zdrowie, praca. Najbardziej zabolało mnie chyba właśnie zdrowie i praca. O leczeniu niejednokrotnie słyszałam od paranteli. Czytanie o tym, jak matki po porodzie wracają do pracy, trzy tygodnie po wydaniu na świat dziecka to dla mnie istny obłęd. Odciąganie mleka w aucie na parkingu i popadanie w depresje, niemalże jest na początku dziennym. Nadal mam dreszcze na samo wspomnienie.

Można porównywać Amerykę z Polską, oczywiście. Można przeliczać, że funt w tej chwili kosztuje około 5,16 – 5,18 złotego. Kto jednak zastanowi się nad tym, ile kosztuje poświęcenie, by mieć 3000 funtów? Jak daleko dojeżdża się do pracy? Ile godzin snu brakuje na dobę? Czy u nas tak samo wygląda życie? Odpowiada mi taka literatura, bez owijania w bawełnę. Cieszę się wręcz, że to nie kolejny tytuł o tym, jak wspaniale wygląda amerykański sen dobrobytu.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Testament zbrodni
Autor: Sandrula2008
#współpracarecenzencka
Felicja i Klotylda to dwie siostry, które postanawiają urządzić przyjęcie urodzinowe w dworku Felicji – posiadłości otrzymanej w spadku po ojcu. Na imprezie zjawia się rodzina, z którą jubilatka od lat nie miała kontaktu. Tak naprawdę w ogóle ich już nie zna. W trakcie imprezy Felicja wpada na pomysł, by pójść na strych po stare zdjęcia z czasów młodości. To tam idzie za nią tajemniczy gość. Wykorzystując fakt, że głodna i zmęczona gospodyni zapomniała w tym chaosie o jedzeniu, nieznajomy podaje jej kawałek szarlotki. Felicja z zachwytem bierze pierwszy kęs. Czuje niebiański smak, ale chwilę później dociera do niej przerażająca prawda… wyczuwa cynamon. Przyprawę, przed którą mama chroniła ją przez całe życie ze względu na silną alergię. Ostatnią rzeczą, jaką widzi Felicja przed śmiercią, jest okropny, drwiący śmiech mordercy…
Kto podał jej ciasto? Kto najbardziej życzył jej śmierci? Tego musicie dowiedzieć się sami!
W tej książce zachwycił mnie czarny humor autorka wplata go w fabułę po prostu idealnie! Rozmowy bohaterów, gorące dyskusje, wzajemne oskarżenia i gorączkowe poszukiwanie ukrytego w dworku skarbu tworzą genialny klimat. Historia pisana jest z perspektywy „teraz” i „wcześniej”. Każdy rozdział został świetnie zaplanowany, a napięcie jest dawkowane mistrzowsko.
Bardzo spodobała mi się postać Makarego i tutaj wielkie czapki z głów dla autorki! Marta Malinowska wspaniale wplotła w tę historię postać chłopca ze spektrum autyzmu. Jego przerażające, specyficzne wierszyki robią niesamowite wrażenie i dodają książce wyjątkowego, gęsiej skórki klimatu. To idealnie skonstruowana intryga, w której do samego końca będziecie z zapartym tchem typować mordercę.
✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
2
3
4
5
900
Idź do strony: