Runa
Runa
Autor: Vera Buck
Wydawca: Initium
wysyłka: 24h
Runa - Vera Buck Paryż, rok 1884.   Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach.   Jego pokazy hipnozy ściągają widzów zcałej Europy; znany neurolog niczym magik sprawia, że pacjentki tańczą przed zgromadzoną publicznością.  Tajemnicza dziewczynka Któregoś dnia na oddział trafia Runa, mała dziewczynka, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Jori Hell, szwajcarski student medycyny, widzi w tym szansę na zdobycie upragnionego tytułu doktora iwysuwa śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia. Chce jako pierwszy lekarz whistorii medycyny operacyjnie usunąć obłęd zmózgu pacjentki.   Nie wie jednak, że Runa zostawiła wmieście tajemnicze wiadomości, ściągając na siebie uwagę innych osób. Zna też najmroczniejszą tajemnicę Joriego… Historia medycyny Vera Buck po mistrzowsku łączy literaturę z historią medycyny.   Fascynujące tło historyczne: Paryż dziewiętnastego wieku, słynny zakład dla obłąkanych La Salpêtrière i mroczne początki psychiatrii. Dojrzały debiut Runa to bardzo dojrzały i niespotykany debiut na pograniczu gatunków – gothic novel splata się u Very Buck z powieścią historyczną, melodramatem i thrillerem. W Niemczech powieść sprzedała się w blisko 100 tys. egzemplarzy i była szeroko komentowana w mediach. Zapowiedź filmowa książki     Prolog: Wziąłem głęboki wdech. Ustawiliśmy się i teraz sam już wi- działem to, o czym przedtem, podczas przebierania, ośmielano   się mówić tylko na ucho. Dwustu trzynastu. Liczba ta była poda- wana z ust do ust, obiegła wszystkich szeptanym kanonem. Do- tarła do nas, chórzystów, do księdza, a na końcu do kapłana, który   otworzył księgę z animuszem większym, niż to leżało w jego na- turze. Dwustu trzynastu wiernych w kościele świętego Medarda.   A zatem to była liczba moich pierwszych czytelników. – Wszystko w porządku, Maxime?   Mogłem tylko przytaknąć, w dalszym ciągu wydymając po- liczki i wydmuchując powietrze przez usta, jakbym był miechem.   Rozejrzałem się za ojcem i dostrzegłem go w głębi przy drzwiach.   Z rękami skrzyżowanymi z przodu wyglądał na bardzo drobne- go. Może wolałbym, żeby nie przyszedł. Gustave położył mi rękę   na ramieniu i przysunął usta tak blisko mego ucha, że dostałem gęsiej skórki.   – Nie przejmuj się. Minuit Chrétiens możesz przecież zaśpie- wać nieco ciszej.   Zacisnąłem usta i skinąłem głową. Słowa Gustave’a za- brzmiały jak prośba. Odwrócił się, a jego ręka pozostawiła na mo- jej skórze płonącą plamę.   6 Runa Nie mógł wiedzieć, podobnie jak cała reszta, że dziś miało nie być Minuit Chrétiens. Że zamiast tej pieśni zaplanowany został   wernisaż, zdolny w ciągu jednej nocy postawić na głowie porzą- dek Paryża.   Zacisnąłem pięści, zająłem swoje miejsce i zamknąłem oczy. Głosy przycichły. Potem rozległy się pokasływania i chrząknięcia, ten i ów jeszcze wydał z siebie gardłowy dźwięk, by ostatecznie   zamilknąć. Słyszałem szum mojej krwi i odgłosy wichury szale- jącej na zewnątrz kościoła. Obok mnie stał Gustave. Chciałem,   żeby wziął mnie za rękę. Była dokładnie 22.30, kiedy zaintonowaliśmy pieśń. Pierwszy   punkt kulminacyjny mszy świętej. Wszystko przebiegało według pla- nu. Z piszczałek organów wydobywały się grzmiące dźwięki. Prze- chodziły falą przez kościelną nawę i odbijały się od ścian, by spaść na   wiernych, którzy sięgali po śpiewniki. Książek nie wystarczyło dla wszystkich, ale ci, którzy je mieli, podzielili się z sąsiadami. Niektóre powędrowały nawet ku stojącym z boku ławek – tak daleko sięgała   miłość bliźniego w Boże Narodzenie. Wyciągnąłem szyję, by wypa- trzyć ojca, ale w głębi kościoła było teraz ciemno. Wysokie świeczni- ki przeniesiono do przodu, całe światło spływało na nas. Oświetlało   chór, ołtarz i pierwsze rzędy ławek. W pogrążonej w półmroku pozo- stałej części kościoła blask świec wystarczał na tyle, by rozszyfrować   nuty na stronicach śpiewnika i słowa, które stały ponad nimi. Danc une étable obscure. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że nie mogłem wybrać lepszego tytułu kolędy. Danc une étable obscure – W ciemnej stajence. Pierwsze miny zrzedły w chwili, gdy zaczął śpiewać chór chłopięcy. Usłyszałem, jak Gustave u mego boku zaintonował   vera buck 7 wersy, które tak często ćwiczyliśmy. Ale wierni w kościele nie przyłączyli się do śpiewu. Skonsternowani chłopcy urywali jeden po drugim, jakby topili się w oniemieniu, które rozniosło się po   kościele. Tylko organy huczały dalej, aż sam organista zmiarko- wał, że coś jest nie tak. Pojedynczy dźwięk piszczałki zawisł nad   ławkami, zniekształcony i mroczny jak zdania, w które wpatry- wali się ludzie.   Nad słowami pieśni czarnym atramentem napisany był tekst, czarny jak kwiaty zła. Przesłanie, wersy, wiersz. Zobaczyłem, jak ludzie nachylają się nad śpiewnikami po kilku na raz, i poczułem,   jak moje ciało przechodzi mrowie. Z ciszy wywołanej zaskocze- niem podniosły się szepty.
40% rabatu
26,94
44,90 zł
Dodaj
do koszyka
Liczba wyświetlanych pozycji:
1
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka