|
nowość
Ojciec roku
Wydawca:
Wydawnictwo Flow
wysyłka: 48h
ISBN:
9788383642246
EAN:
9788383642246
Oprawa:
oprawa: broszurowa
Format:
136x208 mm
Liczba stron:
368
Rok wydania:
2026
(2) Sprawdź recenzje
39% rabatu
30,24 zł
Cena detaliczna:
49,90 zł
DODAJ
DO KOSZYKA
dodaj do schowka
koszty dostawy
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 30,73 zł
Opis produktuZasady bezpieczeństwaPatryk, dwudziestoczteroletni barman z burzliwą przeszłością, stawia czoła wyzwaniu, gdy jego była partnerka, Marta, powierza mu pod opiekę ich sześcioletnią córkę Tosię. Nagłe spotkanie po latach zmienia poukładany, choć samotny, świat Patryka, zmuszając go do szybkiego kursu dojrzałości. Poruszająca opowieść o braniu odpowiedzialności za własne wybory oraz o tym, że dla miłości i rodziny warto zaryzykować zmianę całego swojego dotychczasowego życia. Recenzje:✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
autor: Magdalena Chlebowska-Salamon
Bohaterem jest 24-letni Patryk, który pracuje przy remontach oraz jako jako barman, mieszka ze studentami, nie wierzy w siebie i w zasadzie żyje z dnia na dzień. Często wspomina swoje dzieciństwo, zmarłą mamę czy ojca, który borykał się z problemem alkoholowym. Ma córkę Tosię, z którą nie ma żadnego kontaktu. Nagle jego była dziewczyna Marta oznajmia mu, że przez jakiś czas musi się nią zająć, ponieważ ona wyjeżdża. Sześciolatka wywraca jego życie do góry nogami, a on musi przejść przyspieszony kurs ojcostwa. Dlaczego dziecko musi z nim zostać? Czy podoła temu zadaniu? Co z tego wyniknie ? Czy obowiązek zajęcia się własną córką stanie się przyjemnością? Czy czegoś go nauczy?
Patryk poznaje też Maję i jej ciotkę Tunię, które okazują mu wiele wsparcia. Między Patrykiem a Mają rodzi się również uczucie. 🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊🦊 Moją sympatię - oczywiście oprócz fantastycznej Tosi - zaskarbiła sobie emerytowaną polonistka ciocia Tunia. Postać bardzo ciepła, wspierająca, dbająca o to, aby wszyscy byli najedzeni i nagminnie używająca zdrobnień ❤️🤭. To historia o dojrzewaniu do ojcostwa, o trudach i radościach z nim związanych okraszona świetnym humorem. Pokazany jest proces budowania relacji z córką. Patryk zdał sobie sprawę, że bez swojej Tosiuni nie jest w stanie już żyć. Bez wahania podejmuje walkę o córkę. Historia pisana jest z perspektywy Patryka i mimo że czasami raziły mnie wulgaryzmy i uważam, że nie wszędzie były konieczne, to książka podobała mi się. Sam proces dosrastania do ojcostwa i odpowiedzialności oraz miłości do córki wywarł na mnie duże wrażenie. Książka została również przepięknie wydana, a barwione brzegi wyglądają cudownie. No i „Mały Książę” ❤️ jest dobry na wszystko!!! Gorąco polecam🙂. ✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
autor: Kama
– Strasznie bym chciał, żebyś już wróciła, wiesz? I żebyś nadal chciała mnie oswajać, bo mi już odwaliło na twoim punkcie. Czasem ta rodzina po prostu jest taka szyta z różnych kawałeczków. -Jesteś moim liskiem. -A Ty moim kotkiem Patryk ma dwadzieścia cztery lata i żyje z dnia na dzień wynajmując mieszkanie z trójką studentów politechniki. Chłopaki uwielbiają imprezy , lecz , gdy trzeba potrafią się wesprzeć i naprawdę mogą na siebie liczyć. Patyś jak o njm mówią pracuje przy remontach gładząc ściany, malując je czy kładąc parkiety. Dodatkowo młody mężczyzna dorabia jako barman w jednym z nocnych klubów w Gdańsku,uważając się zresztą za delikatnie mówiąc niezbyt mądrego z powodu oblanej matury , a co ważniejsze nie zbudował nigdy w prawdziwie dorosłym życiu poważnej relacji z dziewczyną. Wszystko to zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni , gdy pewnego ranka młody Wróblewski odbiera telefon od Marty - kobieta planuje wyjechać na stałe do Australii wraz z nowym partnerem, lecz na czas urządzania się w nowym miejscu musi powierzyć dawnemu chłopakowi opiekę nad Tosią- ich wspólną teraz już sześcioletnią córeczką. Oczywiście pierwszą reakcją mlodego ojca jest panika,a i początki ich wspólnej przygody są bardzo trudne- dziewczynka jest zamknięta w sobie, wycofana i niewiele mówi. Bo jak człowiek, który ledwo ogarnia samego siebie, ma nagle zajmować się sześcioletnią dziewczynką? I tutaj zaczyna się jedna z najpiękniejszych części tej historii. Przełomem okazuje się dla tej dwójki znajomość z pracującą w pobliskiej cukierni dziewczyną Mają oraz jej ciocią Janiną zwaną pieszczotliwie Tunią. Oczywiście i tu nie brakuje komplikacji, ponieważ oboje są mocno poranionymi duszami, a on zdecydowanie za często najpierw mówi, a potem myśli. Relacja Patryka i Tosi nie rodzi się przecież od razu. Nie dostajemy cudownego ojca, który nagle wie, jak rozmawiać z dzieckiem, jak reagować na jego emocje i czego potrzebuje mała dziewczynka. Dostajemy za to młodego mężczyznę, który popełnia błędy. Czasem mówi zdecydowanie za dużo, zanim zdąży pomyśleć. Czasem nie wie, co zrobić. Czasem zwyczajnie się boi. Ale przede wszystkim — próbuje. A jednak Tosiulek powoli oswaja swoich bliskich i relacja z tatą okazuje się czymś naprawdę niezwykłym. Czytając o małej Antoninie i jej opiekunie wielokrotnie się wzruszyłam i zwyczajnie rozczulałam. Nie mogę też nie wspomnieć o Majce - Boże ta kobieta jest naprawdę definicją dobroci i wrażliwości i to pomimo bagażu przeszłości, który musiała udźwignąć. Tym bardziej podziwiałam ją za to, że mimo własnych ran potrafi dostrzegać cudze. Że nie przechodzi obojętnie obok człowieka, który potrzebuje pomocy. Że potrafi być blisko, nie próbując na siłę naprawiać drugiej osoby. Jej relacja z Patrykiem również nie jest cukierkowa. I bardzo dobrze. Bo ta książka pokazuje, że dwoje poranionych ludzi nie zawsze od razu potrafi stworzyć coś pięknego. Czasami najpierw muszą nauczyć się siebie. Swoich granic. Swoich lęków. Tego, jak rozmawiać, kiedy emocje biorą górę. Patryk zdecydowanie za często najpierw mówi, a dopiero później myśli, przez co momentami miałam ochotę potrząsnąć nim za ramiona i powiedzieć: „Człowieku, pomyśl przez pięć sekund!”. Ale jednocześnie trudno było się na niego długo złościć, bo za tym całym chaosem kryje się ogromna potrzeba bycia kochanym i akceptowanym. A Tosia? Tosia skradła moje serce. Ta mała dziewczynka pokazuje, że dziecko również może mieć ogromny wpływ na dorosłych. Że czasami to właśnie ono uczy ich najważniejszych rzeczy. Cierpliwości. Czułości. Odpowiedzialności. A przede wszystkim tego, że rodzina nie zawsze wygląda tak, jak sobie ją wcześniej wyobrażaliśmy. „Czasem ta rodzina po prostu jest taka szyta z różnych kawałeczków.” I chyba właśnie to zdanie najlepiej oddaje całą tę historię. Bo rodzina nie zawsze musi być idealna. Nie zawsze musi składać się z ludzi, których połączyły wyłącznie więzy krwi. Czasami tworzą ją ludzie, którzy odnaleźli się w odpowiednim momencie swojego życia i postanowili zostać. Czasami jest trochę posklejana. Trochę nieporadna. Trochę chaotyczna. Ale właśnie przez to prawdziwa. „Ojciec roku” to dla mnie nie tylko historia o młodym ojcu, który niespodziewanie musi nauczyć się opieki nad własnym dzieckiem. To przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu do miłości. O tym, że dorosłość nie zawsze przychodzi wraz z konkretną liczbą na metryce. Czasami dopiero drugi człowiek sprawia, że zaczynamy naprawdę dorastać. To również historia o drugich szansach. O ludziach, którzy mają za sobą rzeczy, których nie mogą już zmienić. O ranach, których nie widać. O potrzebie bliskości. O tym, że czasami najbardziej potrzebujemy kogoś, kto po prostu zostanie. I właśnie dlatego ta książka tak mocno mnie poruszyła. Były momenty, w których śmiałam się z Patryka i jego nieporadności. Były takie, kiedy miałam ochotę go udusić za kolejną wypowiedzianą bez zastanowienia rzecz. Były też chwile, kiedy wzruszenie ściskało mnie za gardło, szczególnie wtedy, gdy obserwowałam, jak między nim a Tosią powstaje więź. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim była Majka — kobieta, która swoją dobrocią przypomina, że nawet najbardziej poraniony człowiek może nadal mieć w sobie ogromne pokłady czułości. I chyba najbardziej podobało mi się właśnie to, że bohaterowie nie są idealni. Są poobijani. Popełniają błędy. Czasem się gubią. Czasem mówią rzeczy, których później żałują. Ale próbują. I to jest w tej historii najpiękniejsze. Bo może właśnie na tym polega prawdziwa miłość — nie na tym, żeby nigdy się nie potknąć, ale na tym, żeby mimo wszystko wyciągnąć rękę i spróbować jeszcze raz. A Patryk? Cóż… zdecydowanie nie jest ojcem roku od pierwszej strony. Ale obserwowanie, jak krok po kroku staje się dla Tosi kimś najważniejszym, było dla mnie jedną z najbardziej emocjonalnych części tej historii. A kiedy pojawiły się słowa o lisku i kotku, moje serce po prostu się roztopiło. „Ojciec roku” Magdaleny Ostrowskiej to ciepła, wzruszająca, momentami zabawna, a momentami naprawdę bolesna opowieść o rodzinie, która nie miała być rodziną, a jednak nią została. O ojcostwie, które przyszło niespodziewanie. O dziewczynce, która potrzebowała taty. O mężczyźnie, który dopiero dzięki niej zaczął rozumieć, czym tak naprawdę jest odpowiedzialność. I o kobiecie, która mimo własnych doświadczeń nadal potrafiła być dla innych światłem. To jedna z tych historii, przy których człowiek zaczyna się zastanawiać, ile osób mijamy każdego dnia, nie wiedząc, jakie historie noszą w sobie. I jak często ci najbardziej pogubieni ludzie potrzebują po prostu kogoś, kto ich nie skreśli. Ja tę historię zdecydowanie zapamiętam. Za Tosię, która rozczuliła mnie do granic możliwości. Za Patryka, który udowodnił, że czasami największa przemiana zaczyna się od najbardziej niespodziewanej odpowiedzialności. Za Majkę, której dobroć chciałoby się zamknąć w słoiczku i rozdawać ludziom w gorsze dni. I za tę niezwykłą, trochę nieidealną, posklejaną z kawałeczków rodzinę, która pokazała mi, że najpiękniejsze więzi wcale nie zawsze powstają w sposób, którego się spodziewamy. Bo czasami wystarczy jeden mały człowiek, żeby całe życie nabrało zupełnie innego znaczenia. x
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Wybierz wariant produktu
|