Okładka książki Promyczek

Promyczek

Autor: Holden Kim
Wydawca: Filia
wysyłka: 24h
ISBN: 978-83-8075-100-2
EAN: 9788380751002
oprawa: miękka
format: 13x19,7 cm
język: polski
liczba stron: 589
rok wydania: 2016
(2) Sprawdź recenzje
37% rabatu
25,32 zł
39,90 zł
DODAJ
DO KOSZYKA
koszty dostawy

Opis produktu

Tajemnice. Każdy jakieś ma. Czasem większe, czasem mniejsze. Kiedy zostaną ujawnione, mogą uzdrowić. Mogą również zniszczyć. Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa. Oboje to czują. Oboje mają powód, by z tym walczyć. Oboje skrywają tajemnice. Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić… Mogą również zniszczyć.

Recenzje:

autor: MargoRoth
Kate Sedgwick wszędzie, gdzie się pojawia, roztacza wokół siebie pogodę ducha i radość – nie bez powodu jej najlepszy przyjaciel Gus nazywa ją Promyczkiem. Nie znaczy to jednak, że jej życie było miłą sielanką. Kate spotkało bardzo wiele zła, jednak dziewczyna wciąż stara się myśleć pozytywnie i żyć chwilą. Kiedy wyjeżdża na studia do małego miasteczka w Minessocie, nie spodziewa się spotkać tam miłości, w którą przecież nigdy nie wierzyła.

Znacie to uczucie, kiedy zachęceni tysiącami pozytywnych opinii, kupujecie książkę, która potem stoi miesiącami na waszej półce, ponieważ obawiacie się zacząć ją czytać, martwiąc się, że okaże się kompletnie inna niż w waszych wyobrażeniach? Właśnie tak miałam z Promyczkiem. To żadne odkrycie, że książki tego gatunku zwykle omijam szerokim łukiem, bo nie raz już sparzyłam się na romansach, które miały być wzruszające i wciągające, a okazywały się zupełnie płytkie i denne. Miałam nadzieję, że choć ten jeden jedyny raz moja zła passa z powieściami New Adult zostanie przerwana. Chciałam, żeby ta książka poruszyła mnie tak jak miliony czytelników. Czy tak się stało?

Od pierwszych stron jesteśmy rzuceni na głęboką wodę. Autorka nie przejmuje się wstępem do historii, tylko od samego początku wkracza razem z nami w życie Kate Sedgwick – dziewczyny, o której wiedziałam bardzo dużo, jeszcze zanim zaczęłam czytać. Bałam się, że ta bohaterka okaże się schematyczna, że będzie zbyt wyidealizowana, aby być prawdziwą. I faktycznie miejscami tak było. Czy jeden człowiek może być jednocześnie bystry, wesoły, bezinteresowny, empatyczny, wyrozumiały, bezkonfliktowy, szalenie piękny, a do tego uzdolniony muzycznie? Szczerze wątpię. Za jej jedyną skazę można uznać chroniczne spóźnianie się i wariacką jazdę samochodem, ale nie wydaje się to być wielkim problemem, gdy mamy do czynienia z tak perfekcyjną postacią. Przez większość powieści nie wiedziałam, co mam myśleć o Kate. Naprawdę polubiłam jej poczucie humoru i zdolność do sprawiania, że każda sytuacja staje się zabawniejsza. Ta dziewczyna samą swoją obecnością rozładowuje napięcie i nieustannie promieniuje blaskiem, dzięki któremu każda osoba w jej otoczeniu staje się lepsza. Początkowo brakowało mi tutaj elementu, który zrównoważyłby tą perfekcję Kate – nie mogłaby chociaż, no nie wiem, okazać się ukrytą zabójczynią albo fatalną alkoholiczką? Jak się później przekonałam, bohaterka ta skrywała wiele tajemnic pod swoją zewnętrzną doskonałością. Były to tajemnice, które bynajmniej nie czyniły jej postaci gorszą, ale pozwalały lepiej ją zrozumieć.

Pierwsza część książki utrzymywała mnie w przekonaniu, że nie będzie to historia o niczym istotnym. Śledzimy tam codzienne życie Kate na studiach, poznajemy razem z nią jej nowych przyjaciół – Claytona, Shelly i Kellera, uczestniczymy w rozmowach na Skypie ze wschodzącą gwiazdą rocka, Gusem i codziennie odwiedzamy pobliską kawiarnię, aby zdobyć porcję ratującej życie kofeiny. Ta część książki jest lekka i przyjemna – pochłania się ją w całości, śmiejąc się z zabawnych fragmentów i przywiązując się do charakternych bohaterów. Choć od czasu do czasu przez tą fasadę szczęścia przebijał się jakiś niepokojący smutek, nie sądziłam, że ta historia przyniesie coś więcej. Tak bardzo się myliłam…

Nie płaczę, czytając książki. Poważnie. Nie jestem osobą, którą łatwo wzruszyć, i na palcach jednej ręki mogłabym wyliczyć te powieści, które wzbudziły we mnie silniejsze emocje. Jednak ostatnie 150 stron Promyczka było tak ogromnym ładunkiem uczuć, że nie wytrzymałam. Przyznaję się bez bicia, że chwilami czułam się naprawdę rozbita. Nie będę Wam zdradzać, co dokładnie tak mnie poruszyło, bo nie w tym rzecz, ale wiedzcie, że książka Kim Holden wydobywa z człowieka jakiś taki skrywany głęboko ból i smutek. Właściwie jest ona zbiorem tego, co w życiu naprawdę mnie wzrusza, i rzeczy, które mają dla mnie wartość. To, co wydarzyło się pod koniec książki, było ciosem prosto w serce – nawet, jeśli, tak jak ja, nie było się najbardziej zaangażowanym w lekturę czytelnikiem. Byłam bardzo ciekawa, czy te nieuchronne łzy, o których tak wiele słyszałam i których spodziewałam się po przeczytaniu wielu recenzji tej książki, przyjdą także do mnie. Nie udało mi się ich uniknąć.

Nie jest to książka perfekcyjna, o ile można powiedzieć, że któraś powieść w ogóle taka jest. Promyczek ma jednak jedną ogromną zaletę, która zbliża go bardzo blisko do doskonałości – wzbudza emocje, jakich nigdy bym się nie spodziewała. A chyba o to właśnie chodzi w czytaniu, prawda? Najlepsza książka to taka, której nie zapomnicie po tygodniu, a która jest zdolna poruszyć coś w waszym sercu i zostać tam na dłużej. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak bardzo jestem szczęśliwa, że tym razem moja przygoda z książką New Adult nie skończyła się zawodem i niezmierzoną irytacją. Okazuje się, że w każdym gatunku znajdą się wyjątki.

Nie spodziewałam się, że to powiem, ale Promyczek to fantastyczna historia, która ujawniła bardziej emocjonalną wersję mnie, niewidoczną na co dzień. Przeczytanie powieści Kim Holden doprowadziło do tego, że pragnę Gusa tu i teraz. Jeśli jeszcze nie czytaliście Promyczka, zróbcie to jak najszybciej, ale nie zapomnijcie o paczce chusteczek.

booksofsouls.blogspot.com
autor: Półka na książki
Ostatnio sukcesywnie nadrabiam zaległości książkowe i sięgam po te pozycje, które w pewien sposób wstrząsnęły blogosferą. Po tragicznie beznadziejnym "Bez słów" i szokujących "Wszystkich jasnych miejscach" przyszedł - w końcu! - czas na najlepiej chyba ocenianego "Promyczka" Kim Holden. Blogerzy pisali o nim kilometrowe recenzje po brzegi wypełnione zachwytem, a fanpage Love Matters wręcz eksplodował od nadmiaru emocji. Po poprzednich rozczarowaniach postanowiłam podejść do tych peanów nieco sceptycznie, przypuszczałam jednak jak zakończy się cała historia i moje jej czytanie.
Cóż, było dokładnie tak, jak sądziłam. Przewidywalnie. Przewidywalnie.
I raz jeszcze - przewidywalnie.


Kate, kochająca fale, deskę i czarną kawę, opuszcza rodzinną Kalifornię oraz najlepszego przyjaciela, i udaje się do maleńkiego Grant na obrzeżach Minnesoty. Zaczyna studia i nowe życie w miejscu, w którym jedyną znaną jej twarzą jest wrogo nastawiona do niej ciotka.
Dziewczyna - zwana przez przyjaciela Promyczkiem - pomimo niełatwego życia ma w sobie tyle pozytywnej energii, że niemal natychmiast zjednuje sobie gromadkę sympatycznych osób i z łatwością nawiązuje przyjaźnie. Uporczywie trzyma się jednak zasady - "nie wolno mi się zakochać". Plany mają jednak to do siebie, że lubią się zmieniać. Kate poznaje Kellera, a wtedy wszystkie jej postanowienia biorą w łeb.


Przewidziałam dosłownie wszystko. To, że przez połowę książki nie będę nadążała z dostawą czystych chusteczek. Że w pewnym momencie moje serce pokryje niewielka rysa, którą Kim Holden z każdą kolejną stroną - niczym ostatni tyran - będzie powiększać, aż niemal doprowadzi do całkowitego jego złamania. Że przez kilka następnych dni nie rozstanę się z Kate i z cierpliwością równą desperatce wyczekiwać będę premiery "Gusa", kontynuacji "Promyczka". Czy więc mi się podobało? OCZYWIŚCIE! Dawno nie spotkałam tak fantastycznej książkowej bohaterki (ostatnio monopol na sławę mają te pieruńsko irytujące, zauważyliście?), pozytywnej, normalnej i po prostu dającej się lubić. Mimo ciężkich doświadczeń Kate wręcz tryska i zaraża energią, a otaczający ją ludzie choć częściowo przyjmują ten kolorowy punkt widzenia.
Wielu czytelnikom przeszkadza dosyć monotonny początek historii (a przez początek mam na myśli blisko 200 stron). Faktycznie, nie uświadczy się tam galopującej na łeb, na szyję akcji, ale mam wrażenie, że Kim Holden absolutnie na tym nie zależało. "Promyczek" ma formę dziennika, w którym Kate (i parę razy Keller) opisuje kolejne dni i etapami zdradza nam swoją tajemnicę. I chociaż finał całej opowieści naprawdę jest łatwy do przewidzenia (bo Holden wcale go nie ukrywa), to i tak wyciska z człowieka ostatnie pozostałe w nim krople łez i rozrywa duszę.
"Promyczek" mnie kupił, oczarował i zachwycił, zdaję sobie jednak sprawę, że ma wady. Ba, całkiem sporo wad. Autorka mocno przesadziła z dramatami, z którymi zmierzyć musiała się Kate. Ja wiem, tragedie chodzą po ludziach itd, ale doszło do tego, że jeśli tylko zdarzyć mogło się coś złego to na pewno przydarzy(ło) się to właśnie Kate. Do tego idealni, kryształowi wręcz bohaterowie - każdy z nich, i Kate, i Gus, i Keller, nawet przyjaciel gej - byli wzorami wszelkich cnót. Może czasem popełniali drobne błędy, ale w ostatecznym rozrachunku okazywali się niemal aniołami, które w swej łaskawości zstąpiły na ziemię. Przez trzysta stron nieziemsko irytowało mnie też nadużywanie zwrotu "Młody" - o ile angielskie "Dude" nie jest tak rażące, to pojawiające się przynajmniej cztery razy na stronę "młody", "młoda" czy inna wariacja tego słowa sprawiała, że miałam ochotę powykreślać te wyrazy z książki.
Jestem świadoma wad "Promyczka". Wiem, że parę spraw można było rozegrać inaczej, kilka innych pominąć, a niektóre zmienić. Pewnie.
Ale wiecie co? Nijak mnie to nie obchodzi. Kim Holden napisała tak piękną, tak poruszającą i pełną emocji historię, z której aż bije radość, że nie mogę stwierdzić nic innego niż "To było fantastyczne". I może czasem przesadzała, może zbyt często próbowała raczyć nas przemyśleniami w stylu Paula Coelho i trochę minęła się z faktami - może. Pokazała jednak, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach można znaleźć szczęście i że życie jest dużo znośniejsze, kiedy chcesz się nim cieszyć.
I to jest dla mnie najważniejsze.
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
x
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka