|
nowość
Trzy imiona Ludki
Autor:
Pou Gisela
Wydawca:
Marginesy
wysyłka: 48h
ISBN:
9788368549904
EAN:
9788368549904
Oprawa:
oprawa: broszurowa
Język:
polski
Format:
210x144 mm
Liczba stron:
496
Rok wydania:
2026
(1) Sprawdź recenzje
44% rabatu
36,66 zł
Cena detaliczna:
64,90 zł
DODAJ
DO KOSZYKA
dodaj do schowka
koszty dostawy
Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 36,79 zł
Opis produktuZasady bezpieczeństwaBez przeszłości, bez wspomnień, jak drzewo, którego odsłonięte korzenie wystawione są na wiatr. W 1946 roku dziewięcioletnia Ludka Nowak przypływa do Barcelony wraz z setką innych polskich sierot. Wiele z nich podczas wojny zostało porwanych przez hitlerowców i poddanych brutalnemu procesowi germanizacji. Międzynarodowy Czerwony Krzyż i polski konsulat ułatwiły dzieciom przybycie do miasta, gdzie powstała pierwsza polska szkoła. Podczas gdy władze poszukiwały ich rodzin, one powoli odzyskiwały język i kulturę, które im skradziono. Ludka - dzięki przyjaźni z Emmą, dziewczynką w jej wieku - z biegiem lat zaczyna przypominać sobie epizody z przeszłości i odnajdywać swoje prawdziwe imię. Ostatecznie wyrusza w podróż, by skonfrontować się z przeszłością Trzy imiona Ludki, oparte na relacjach świadków i dokumentach, to wciągająca opowieść o ocalałych zmuszonych do życia w czasach tyranii. O szukaniu swojego miejsca w świecie i uczeniu się, jak walczyć o własne pragnienia. To również hołd dla Wandy Morbitzer-Tozer, która poświęciła się ratowaniu istot wyrwanych z ich ojczyzn i rodzin. A przede wszystkim jest to protest przeciwko przemocy wobec dzieci wszystkich narodowości. Recenzje:✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
autor: Książka na miarę
“Trzy imiona Ludki” to jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną. To historia tak wielowymiarowa, że potrzebowałam chwili, aby poukładać myśli i zdecydować, co właściwie chcę o niej powiedzieć.
Zacznę od tego, że o dzieciach germanizowanych, wysyłanych do Barcelony czytałam już wcześniej w reportażach, a Gisela Pou przedstawia ten temat w wersji zbeletryzowanej, pokazującej nie tylko codzienność sierot, ale też realia frankistowskiej Hiszpanii. Choć to literacka fikcja, jej fundament stanowią konkretne, bolesna fakty. Autorka, opierając się na nich, a także na wspomnieniach i dokumentach, stworzyła realistyczne tło i przekonujące postacie, szczególnie dzieci, które straciły rodzinę i poczucie własnej tożsamości. Historia rozpoczyna się w kwietniu 1946 roku, kiedy dziewięcioletnia Ludka Nowak przypływa do Barcelony wraz z setką innych polskich sierot. Wiele z tych dzieci podczas wojny zostało porwanych przez hitlerowców i poddanych brutalnemu procesowi germanizacji. W książce pojawiają się również wydarzenia i miejsca ze Śląska, skąd pochodziła duża część tych dzieci, co jest dodatkowym atutem. Barcelona staje się dla Ludki i pozostałych dzieci miejscem, gdzie mogą powoli odzyskiwać siebie. Uczyć się na nowo języka, przypominać kim są, poczuć choć odrobinę bezpieczeństwa. Dziewczynka trafia do miasta po doświadczeniach, które trudno sobie wyobrazić: bombardowaniach, pobycie w obozie Litzmannstadt, tragedii w Sobiborze i miesiącach spędzonych w puszczy po rozstaniu z matką. Coraz słabsza nadzieja, że ta ją odnajdzie, oraz tęsknota za życiem u jej boku, popychają dziecko do działania. Tylko jak ma ją odnaleźć, skoro matka kazała jej przyrzec, że nie będzie używać swojego prawdziwego imienia - Hedda von Brandt? Nieudane poszukiwania sprawiają, że pozostaje jej już tylko czekać, aż władze odnajdą jej bliskich, tylko, że z czasem Ludka zaczyna sobie przypominać, kim naprawdę jest. Wraca do niej imię Ewa. Niby drobiazg, jedno słowo, ale ma ogromny ciężar. Bo za tym imieniem stoi całe jej życie sprzed wojny. Śledząc losy Ludki, trudno nie odczuć jej przeżyć. Uderza realizm opisanych doświadczeń i fakt, że ból dzieci doświadczonych przez wojnę nie znika, czego dowodem są słowa: "Wszystko mija i się zaciera, tylko ból pozostaje wrośnięty w szpik kości jak zardzewiały gwóźdź, który cię przeszywa i rani.”. odobało mi się też to, że historia nie skupia się tylko na niej, a opowiadana jest z trzech różnych perspektyw, które autorka zręcznie ze sobą splata. W ten sposób poznajemy Emmę (rówieśniczkę Ludki) oraz jej mamę Isabel, pracującą w miejscu pobytu dzieci. Historie tej trojki tworzą wspólny mianownik, pokazując, że nie tylko przymusowa germanizacja, lecz każda wojna i każdy represyjny system potrafią oderwać dzieci i dorosłych od ich korzeni, odebrać język i poczucie tożsamości, pozostawiając blizny trudne do zagojenia. Jednocześnie uczą szacunku do własnej tożsamości, znaczenia wolności i solidarności oraz rozumienia, jak ważne jest zachowanie języka i kultury w obliczu opresji. Pokazują, że znajdują się też osoby, które popierają te systemy i wychwalają dyktatorów, nie biorąc pod uwagę cierpienia innych. Postać Isabel i przywrócona zbiorowej pamięci sylwetka Wandy Morbitzer – Tozer, pokazują, jak dorośli starają się dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa i możliwość prowadzenia chociaż namiastki normalnego życia, i że czasem ludzie próbują zrobić coś dobrego w bardzo złych warunkach. Według mnie jednym z najpiękniejszych wątków w powieści jest przyjaźń między Ludką a Emmą. Niełatwa ani oczywista, ale z czasem przerodziła się w coś naprawdę silnego. To zdanie “Podać komuś rękę to tyle, co dać mu siłę, której on nie znajduje w sobie. Nasza przyjaźń umacniała się z każdym dniem.” idealnie oddaje, czym była ta relacja. Ludka dzięki niej z biegiem czasu zaczyna przypominać sobie epizody z dawnego życia, Emma zobaczyła świat w zupełnie innym świetle, jako miejsce pełne bólu, natomiast początkową nienawiść wobec tych dzieci, które w jej odczuciu zabrały jej mamę, przerodziła w empatię i współczucie. Przez dziesięć lat wspierały się w trudnych momentach, dzieliły pasję, stały się dla siebie nawet kimś więcej niż tylko przyjaciółkami, ale “...życie to nie fabuła powieści i często sprawy, które od początku nie idą najlepiej, z czasem stają się tylko trudniejsze.”. Przyjaźń Ludki i Emmy została zerwana na 52 lata milczenia, powodu niezrozumiałego dla Emmy, na szczęście nie dla czytelnika. “Trzy imiona Ludki” wywołały we mnie tyle emocji, że chętnie streściłabym całą książkę, ale chcąc uniknąć zdradzenia szczegółów, napiszę tylko, że dla mnie ta książka nie jest tylko o wojnie. Opowiada o przyjaźni, rodzinie, dorastaniu, odkrywaniu siebie. O tym, że nawet po najgorszych doświadczeniach człowiek próbuje się jakoś poskładać. I że czasem to się udaje, choć nigdy w pełni. O tym, że nawet w świecie, który bywa okrutny, można odnaleźć sens. Polecam ją waszej uwadze, ponieważ przeżywając losy bohaterów, z pewnością poczujecie, jak zmagają się z własnymi słabościami, relacjami i oczekiwaniami innych. To jest opowieść, którą się przeżywa i pozostawia po sobie wrażenie, że świat jej bohaterów jest niepokojąco podobny do tego, w którym żyjemy. x
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Wybierz wariant produktu
|